Emocje, walka, samotność
Wpis do uzupełnienia, ale zmieniły się okoliczności.
14 DC
Dzisiaj o 9 rano miałam punkcję. Pobrano ... (wait for it) 22 komulusy !! Dalej jestem w szoku z tej ilości.
Na zabieg mieliśmy się stawić o 8:30 i tak też zrobiliśmy. Jeszcze w domu musiałam wziąć 2 razy paracetamol oraz Naproxen. Po przyjeciu na oddział, pielęgniarka zrobiła ze mną krótki wywiad a potem zmierzyła ciśnienie i założyła welflon. Pozniej rozebralam się do t-shirtu i dostalam szlafrok jak w spa. Później powędrowaliśmy do sali zabiegowej razem z H. Tam znowu sprawdzanie danych osobowych i wskakujemy na fotel. Dostałam dożylnie taki ogłupiacz, po którym czułam się jak pijana i nic nie bolało. Na suficie był obraz z palmą w tropikach, a po tym środku listki palmy falowały. Było cudownie, totalnie nie zanotowałam ile to trwało, ani nie byłam w stanie skupić się na monitorze i patrzeć co robi lekarz. Po wszystkim dostałam pochwałę, że byłam tak spokojna że lekarka wszystko co widziała mogła wziąć. Przewieziono mnie na łóżku do sali po zabiegowej, gdzie trochę pospałam jesZcze. Ciśnienie i inne funkcje życiowe były ok. Po około 3 godzinach miałam spotkanke z ginekologiem, dowiedziałam się o ilości pęcherzyków. Oraz o tym, że ze względu na ilość mam dość duże zagrożenie hiperstymulacją. Mam pić bardzo dużo wody, jeść białko w dużej ilości, kontrolować wagę po obudzeniu się, obserwować brzuch czy nie puchnie. A w środę będą pobierać krew, robić USG i w połączeniu z moimi obserwacjami podejmą decyzję czy w czwartek dojdzie do transferu. Czy bezpieczniej będzie transfer odroczyć.
Ja czuję się nie najgorzej, jestem jeszcze na przeciwbólowych, ale nie krwawię. Po samym zabiegu i emocjach byłam trochę zmęczona, więc pół dnia przespałam. Teraz czekamy do środy na wizytę.
Na imieniny G.podarował mi zgodę na kolejne starania:)
Tyle się dzieje, że nawet nie miałam czasu pisać.. jutro transfer 3dniowego zarodka.. trzymajcie kciuki
Poza tym mam tak serdecznie dość pracy, że marze o kolejnej ciąży, żeby nie musieć tam chodzić.. serio..
8dc
Podsumowanie po dzisiejszej wizycie:
- wyhodowalam 12 pecherzykow, najwiekszy 15mm
- endometrium ladne
- 8-9dc menopur + cetrotide, cena 170zl
- w srode 10dc kontrola (zrobic badania na estradiol, progesteron, sod i potas)
- przewidywany dzien punkcji 1.03 piatek
Od dzis czuje dyskomfort/bol brzucha. Czuje sie tak jakbym miala kolke.
Wlasnie jestesmy w drodze po ostatni dokument i juz z całym kompletem udajemy się do ośrodka. Bedziemy mieli juz założona kartę 
Coraz bliżej aniołka.
Dokumenty dostarczone, karta zalozona. Teraz musimy czekać na telefon z ośrodka co do terminu pierwszych badań, kwalifikacji itd. A na to mamy do wakacji nie liczyć. Plus taki, ze zdażymy wyremontować dom. Prawdopodobnie.... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2019, 20:25
5t5d
Albo sobie wmawiam albo czuję ustąpienie objawów. Piersi są ciut mniej tkliwe, wczoraj latałam co chwila do łazienki dzisiaj byłam raz. Przeziębienie ustępuje i brak innych objawów. Z jednej strony chcę polecieć na betę, sprawdzić jak sytuacja wygląda, z drugiej nie chcę tego robić bo beta nie powie czy urodzę to dziecko. Temperatura od 4 dni ma tendencję spadkową (dzisiaj 36,63 mierzone doustnie i 37,04 mierzone dopochwowo). Pogłębiły mi się zaburzenia snu i znowu miałam sen, że ta ciąża też się nie rozwinie. To omen czy zwykłe odzwierciedlenie stresu?
Czuję się jak w potrzasku.
Okres spóźnia mi się 9 dni. Wczoraj po południu zrobiłam test. Negatywny. Wiem hormony, karmienie... ale martwię się. Gdzie Ty @ jesteś???
7 dpo- objawow żadnych konkretnych, nic sobie nie wkręcam. Mój M. zartuje że jestem nerwowa przez ciążę a ja mu na to że to zwykły PMS. Chociaż muszę powiedzieć że po porodzie jeszcze nie miałem typowego dla mnie PMS, piersi nigdy nie bolały a kiedyś umierałam z bólu przed każdym okresem. Może wynika to z kiepskiego progesteronu. Dzisiejsza nocna minęła na karmieniu małego razy milion...a tak serio to z 15 razy budził się z płaczem. Coś mu jest bo tak źle dawno nie było. 5-8 razy to jestem przyzwyczajona ale 15:o
Moje marzenie cel na ten cykl to dłuższą niż ostatnio faza lutealna. Na początek małe cele.
PS Muszę powiedzieć że do starań o drugie dziecko podchodzę z dużym spokojem. Za pierwszym raz dochodził lęk że nigdy się nie uda i zostaniemy sami z M. Teraz jest już z nami On. A druga sprawa- nie mam czasu żeby przeżywać starania i wynajdywać objawy ciążowe
poza tym nieraz jest tak ciężko że myślimy sobie czy dany radę z drugim tak wymagającym dzieckiem
Od wczoraj dużo się zmieniło... Lekarz przed samą operacją jeszcze mnie zbadał i przeczytał sprawozdanie z poprzedniej laparoskopii, po czym głęboko westchnął i powiedział, że może trzeba będzie usunąć jajowód, a ja na to, że nawet nie chce o tym słyszeć, więc ustaliliśmy, że na razie szukamy tylko odpowiedzi na pytanie co stoi nam na przeszkodzie, żeby zajść w ciąże. Po operacji lekarz zawołał mnie na rozmowę i powiedział, że nie jest dobrze i że należałoby usunąć jajowody - tak dobrze czytacie- oba. Ziemia ugięła mi się pod nogami. Jedna strona jest kompletnie zrośnięta a druga prawie kompletnie na dodatek w tym drugim jajowodzie zbiera się jakiś płyn. W tym wypadku jedynym rozwiązaniem jest in vitro, lecz ten jajowód - wodniak będzie powodował obniżenie naszych szans na przyjęcie się in vitro. Zbierający się w jajowodzie płyn będzie wypłukiwał embrion
Lekarz ocenił nasze szanse na naturalne zapłodnienie na ok 1 %. Jeśli zdecyduje się usunąć jajowody to nawet nie będę mogła mieć jakiejkolwiek nadziei
Fizycznie dobrze zniosłam operacje ale psychicznie sobie nie radze, nie potrafię się pozbierać. Wiem, że muszę znaleźć siłe do dalszej walki... ale jeszcze nie potrafię. Umówiliśmy się na pierwszą wizytę w klinice leczenia niepłodności w której byłam operowana, pierwszy wolny termin był na maja. Mamy zamiar do tego czasu skonsultować się z jeszcze jednym lekarzem żeby mieć porównanie. Powinnam odpoczywać po operacji ale nie potrafię wyłączyć myśli, nie śpię w nocy ... Nadal wierzymy, że może stanie się cud. Dopóki nie usuną mi jajowodów mogę jeszcze wierzyć w cud...
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2019, 19:27
14tc + 3 (15tc)
Wczoraj byłam na kontroli. Lekarz stwierdził, że wyniki mam bardzo dobre, a podwyższone wskaźniki są normalne w ciąży. Na bakterie w moczu mam pić żurawinę i powtórzyć badanie przed kolejną kontrolą. Jeżeli nadal będą to przepisze mi leki. Wiec zero stresu
.
Dzidziuś wczoraj po raz pierwszy spał podczas badania
. To było urocze
. Leżał na prawym boku i ani myślał się budzić
. Doktor tylko sprawdził jak serduszko, przepływy i tym razem dał spokój Maluszkowi
niech się wyśpi
.
Kolejna wizyta 18.03 i będziemy powoli umawiać się na Usg połówkowe.
TWOJA
CIĄŻA
Jesteś w 13 tygodniu ciąży
(12 tyg. i 1 dzień)
Miesiąc: 3
Trymestr: 1
Wiek płodu: 10 tydzień
Data porodu:
9 września 2019
(pozostało 195 dni)
Hej. No więc jeszcze kilka dni i zaczynam II trymestr! Jeju jak czas leci, zanmi się obejrzę a będę już w szpitalu czekać na cc. Póki co mam lekkiego stresa przed czwartkiem, Oby dzidzia była zdrowa i wszystko było ok.
Mój synek dziś się rozchodził hehe natupał tyle kroczków sam. po jednym, po dwa ale zawzięcie próbuje i widać ma wielką frajdę
komicznie wygląda ale aby patrzeć a będzie chodził 
Ja wydrukowałam sobie przepisy na koktajle, owocowe, warzywne i mieszane. Chcę zastępować nimi kolację, II śniadania
No i od poniedziałku zaczynam ćwiczyć. Oby ta waga nie rosła! W takim tempie jak teraz jest ok. Póki co mam za sobą jakiś skok i mam +2 kg w dwa mc.
Robię zamówienie z gemini, i zamawiam nakładki krygujące na stuki, chcę drugie dziecko karmić dłużej piersią, a z moimi płaskimi brodawkami znowu będzie problem więc zabieram się za temat dużo wcześniej. Czytałam opinie i mamusie sobie chwalą. Kosztują ok 35 zł więc nie majątek jak nie pomogą ale spróbować muszę. Chcę.
WTOREK
wakacje za pasem, ja dalej chora - skończyło się jednak u lekarza i na antybiotyku
cóż... Nie chciałam, ale muszę - inaczej sie nie wygrzebię z tego choróbska. Dziś resztkami sił dojechałam do kliniki - sama, bo męża zaraziłam i biedny teraz ledwo żyje, cały dzień w łóżku spędził 
Tak więc... LAPAROSKOPIA+HISTEROSKOPIA!!!
Dostałam skierowanie na badanie, bardzo miło bo będzie na NFZ (kilka tysięcy zł zaoszczędzone! ufff...). Jestem umówiona na połowę maja. Pani doktor obstawia, że całkiem możliwe, że ureaplazma namieszała mi
możliwe, że uszkodziła strzępki jajowodów (ponoć często to się zdarza przy tej bakterii) i one nie wyłapują jajeczka. A jeśli podczas laparoskopii okaże się, że to prawda... to tak jakbym miała niedrożne jajowody - pozostaje nam tylko in vitro
mało pocieszające, ale chcę myśleć pozytywnie, że może to tylko zrosty są i się usunie zrosty i będzie okey. Zobaczymy. Pani doktor zaleciła jeszcze żel hyalobarrier (napiszę sobie, bo do maja zapomnę), żeby sobie kupić na zrosty, jeśli byłaby potrzebniejsza poważniejsza operacja laparoskopowa niż tylko wejście, sprawdzenie drożności i wyjście 
Druga sprawa - porozmawiałam z mężem. Zrozumiał, zgodził się na przerwę w staraniach do czasu laparoskopii. Jest najcudowniejszym facetem jakiego poznałam, cieszę się, że mam takiego męża
34+0tc
Już coraz przyzwoitszy tydzień i coraz bliżej porodu.
Kiedy zaczynałam tą ciążę naprawdę chciałam chociaż przejść przez tc kiedy urodził się Brunko a tu proszę... jesteśmy 8dni później i cisza 
Niestety nie wszystko jest różowe i od dziś na noc zaczynam przygodę z insuliną 
Przypomnę sobie czas stymulacji - znów zastrzyki w brzuch.
W piątek wizyta u ginekologa i chyba zaczniemy poważne rozmowy o porodzie a dokładniej kiedy pessar ściągamy.
Ja już naprawdę nie mogę doczekać się kiedy będę tulić kolejnego maluszka. Szczególnie w takie dni jak dziś kiedy dzień z moim demonkiem był prawdziwą przyjemnością, aż taką że chciałabym wziąć go do swojego łóżka na noc... a demonek od niedzieli śpi u siebie... w nowym łóżku, z nowym materacem i nową "dorosłą" pościelą
Czasem mam takie przeczucia, taką prawie pewność, że coś się wydarzy, że ktoś coś powie i to się sprawdza. Pewnie każdy tak ma. Np. idę do pracy i mam w głowie myśl, że dzisiaj dostanę podwyżkę (zdrowy rozsądek podpowiada, żeby sobie to wybić z głowy, nawet szczególnie na nią nie zasługuję) i szef podchodzi...bla bla bla... podwyżka. To historia z zeszłego miesiąca, ale dzisiaj też mam podobnie. Od rana czułam, że zadzwoni teściowa i powie, że jej córka (siostra mojego męża) jest w ciąży. Już wiecie, że zadzwoniła, a ja się rozsypałam. To wydarzenie skłoniło mnie do pisania. Bo komu to powiedzieć? Kto to zrozumie? Jak ja wręcz wstydzę się tego uczucia, tej zazdrości, napływających łez i guli w gardle. To ich drugie dziecko. Teściowa już wspomina, że powinniśmy wybrać się do lekarza. Ona nie wie o moich problemach ze zdrowiem. Jak ja przeżyję święta? Jak przeżyję resztę życia?
Bromergon odstawiłam juz jakiś czas temu. Pierwszy okres bez tabletek, jestem teraz ok tydzień przed owulacją, straszny ból piersi wrocil, boli mnie podbrzusze, w kierunku prawej strony i ciąg nie aż na plecy. Miał ktoś tak?
Chyba musze wrócić na tabletki...
Krew pobrana do badania i teraz czekanie...wyniki po 12 najwcześniej. Nie wiem dlaczego, ale jestem dobrej myśli
. Dzisiaj mam dość pozytywne nastawienie i mam nadzieję, że wynik mi go nie zepsuje.
Edit 12:
No ja się chyba potnę... Estradiol trochę podskoczył (9,95 pg/ml) a LH stoi w miejscu (8,05 mIU/ml). Co teraz? 


21.00:
Pojechałam dzisiaj wieczorem do kliniki. Lekarz powiedział, że niestety jestem bardzo oporna na wyciszenie i dał receptę na inny lek. Jeździłam z mężem po aptekach za nim...i nigdzie go nie było... Ale się w końcu udało znaleźć
. Jutro rano mam jechać do kliniki żeby mi zrobili ten zastrzyk, bo to domięśniowy. Jeden taki zastrzyk ma zablokować hormony na 28 dni. Za 10 dni mam zrobić znowu LH i Estradiol i zaczynamy symulację. Mam nadzieję, że będę się po nim dobrze czuła... Czyli odpocznę przez 10 dni od zastrzyków, lekarzy, badań i klinik
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2019, 21:26
29 dc
Okresu jeszcze nie ma, ale piersi bolą coraz bardziej. Pierwszy raz od poronienia, czyli od października. Zmierzyłam temp przez 3 ostatnie dni A tam tyle co zwykle w 2 fazie cyklu po owu 36,45. A dziś 36,6. Dziwne że tak wzrosła jak przecież tej owulacji miało nie być. Wykres płaski tylko ostatnio poszedł trochę wzwyż. Ale czekam z cierpliwością na ten okres, może się opóźni przez tą gorączke w połowie cyklu.
10dc
Po wizycie w klinice:
- badania z krwi zrobione
- monitoring pecherzykow: 9 duzych w prawym jajniku i 3 male w lewym
- punkcja 01.03 piatek
- transfer najprawdopodobniej 04.03 poniedzialek
- nowe leki, a wlasciwie sterta lekow
Koszt dzisiejszego wyjazdu do kliniki ok 600zl
Jade autobusem do mojego miasta i od razu do pracy. Szkoda mi bylo wolnego na wizyte.
Spadnę chyba z krzesła ze szczęścia!
Wizyta w Poradni Genetycznej 12 marca!!! Ponad miesiąc wcześniej niż miała być
Zadzwonili z poradni z propozycją wcześniejszego terminu
Yuppi! Helicobacter pylori w trakcie leczenia. Rezonans magnetyczny w trakcie umawiania. Czyli idziemy do przodu
ależ mam dobry dzień i tą dobrą energię po światłowodach rozsyłam Wszystkim OvuFriendsom 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.