Udało mi się wczoraj dostać do endokrynologa. Powiedziałam jej o wynikach i in vitro i zmieniła mi Bromergon z 1/2 na 1 tabletkę, Euthyrox na dawkę 75, zwiększenie witaminy D z 2000 na 4000j bo mam na granicy (jak zajdę w ciążę to 2000j). Cieszę się w sumie, bo może to jeszcze bardziej zwiększy szanse
. Powiedziała, że skoro już będę miała in vitro to chce żebym miała wszystko na idealnym poziomie
. Dzisiaj w końcu monitoring...oby było dużo jajek
.
Martwi mnie to, że mam coraz częściej uderzenia gorąca...jak mi się zaczynały to miałam 3-4 razy dziennie...a teraz mam co godzinę lub co 2 godziny...więc bardzo często...i przy tym jest mi słabo. Zastrzyki mnie bolą...więc coś ze mną jest nie tak bo robię wszystko dobrze i się nie stresuję a i tak boli
. Ale już jestem w połowie
.
Mamy to!!!
.
.
.
Jest ząbek! Prawa dolna jedynka. A jak nie dzis to jutro juz na 200% bedzie :o) mam wrazenie, ze obylo sie bez dramatu typu goraczka, hektolitry sliny, zarwane noce (nooo... Nie bylo gorzej niz zwykle... U nas kiepskie nocki od urodzenia).
Dziewczyny, gdzie robicie fotoksiazki? Tanio, dobrze? Zeby mogło byc kilka fotek na jednej stronie i miejsce na podpisy? Jestem zielona w temacie, czekam na rady. Z gory dzieki!
8dc
Temperatura znowu 36.51, dokładnie taka sama jak wczoraj, myślę że ten skok o 0.2 może być spowodowany stanem zapalnym dziąsła. Test paskowy z wczorajszego poranka i popołudnia negatywny, na mikroskopie z porannej śliny pociapane gęste coś, z popołudniowej jakby małe paprotki. Jeśli wierzyć mikroskopowi, owulacja powinna być za około 3 dni. Śluzu jakby minimalnie więcej, ale wciąż nie jest go tyle, co zawsze. Normalnie około 8-10 dnia powinnam mieć bardzo dużo rzadkiego wodnistego śluzu, często jest go tyle, że jak wstaję rano to ścieka po udach, a w tym cyklu nic, prawie pustynia. Coś ten wiesiołek nie działa. Lekko pobolewa podbrzusze.
Oczywiście nici z wieczoru, zrobił mi się jednak stan zapalny na dziąśle, lekko napuchł policzek, opuchliznę widać tylko w buzi, na szczęście nie widać na zewnątrz, ale i tak czuję się jak chomik. Zapisałam się do dentysty na piątek. Oczywiście musi się coś takiego dziać w pierwszej połowie cyklu. Poza tym znowu nie miałam zupełnie ochoty.
Pisanie tego pamiętnika bardzo mi pomaga, odkąd zmarł tata, nie mam praktycznie nikogo, z kim mogłabym od serca szczerze porozmawiać. Najbliższa przyjaciółka wie, że staramy się o dziecko i że mamy problemy, ale niedawno rozstała się z facetem i nie chcę jej obciążać emocjonalnie, kiedy sama jest w trudnym momencie życia. Tata wiedział wszystko i bardzo mnie wspierał, ale jego już nie ma...Mąż jest dla mnie wsparciem, ale dla niego ta sytuacja jest też bardzo stresująca i nie chcę dodatkowo wsadzać go na mój własny emocjonalny rollercoaster.
Na pewno też znacie te stany - w ciągu kilku dni nastrój potrafi zmienić się od radosnej euforii do czarnego doła, jednego dnia jestem nadpobudliwa i biegam jak wariatka, nie mogąc na niczym się skupić, innego apatycznie gapię się w monitor w pracy, a potem w telewizor w domu.
Dzisiaj naszły mnie przemyślenia na temat życia seksualnego w cieniu starań o dziecko. Któraś z dziewczyn w pamiętniku napisała, że długie starania wyjątkowo skutecznie zabijają libido. U nas jest podobnie, nigdy nie byliśmy parą z ogniem w sypialni, w czasach przed staraniem i na początku, kiedy jeszcze chcieliśmy podejść do tematu naturalnie i na luzie, kochaliśmy się 2, czasem 3 razy na tydzień. Jakoś po 3 albo 4 miesiącach starań, zaczęłam bardziej zwracać uwagę na dni płodne, wyliczałam dni z kalendarzyka, obserwowałam śluz i starałam się, żeby zawsze doszło do co najmniej 3 zbliżeń co drugi dzień w okolicach dni płodnych (przy moich cyklach około 9-11-13 dzień cyklu). Po kilku kolejnych miesiącach seks na żądanie z kalendarzykiem zrobił się mechaniczny i wymuszony, a jednocześnie coraz rzadziej kochaliśmy się w drugiej połowie cyklu. Mąż zaczął protestować, kiedy zmuszałam go do zbliżeń "bo owulacja", kiedyś pokłóciliśmy się o to i wyburczał, że traktuję go jak byka rozpłodowego. Po ponad roku starań przestałam odczuwać praktycznie jakiekolwiek potrzeby. Nasze 3 zbliżenia "owulacyjne" zredukowały się do 2 a czasem nawet 1 gdzieś kolo 10-12 dnia cyklu i potem już nic. W tym momencie nawet już nie bardzo mogę powiedzieć, że jeszcze się staramy. To trwa już jakieś 3 miesiące. Przyjaciółka mówi, że przy 1 seksie w miesiącu mam mniej więcej takie same szanse na zajście, jak na niepokalane poczęcie. No cóż, trochę ma rację.
W tym cyklu postanowiłam, że spróbuję zmienić podejście i kochać się częściej, oczywiście spróbuję zainicjować zbliżenia w czasie owulacji, ale postaram się zadbać o męża i siebie też w pozostałej części cyklu. Ale pojawiła się u mnie jedna głupia fobia. Chciałam zaciągnąć B do łóżka wczoraj i przedwczoraj, ale boję się, że kiedy zbliża się owulacja, muszę wycelować dokładnie w TEN dzień, bo kiedy pozwolę sobie na spontaniczny seks kilka dni wcześniej, to potem B nie będzie miał chęci na powtórkę w czasie owulacji. Wiem, to brzmi idiotycznie, ale naprawdę mam takie lęki. A co jeśli dzisiaj będziemy się kochać, a jutro test owulacyjny pokaże 2 kreski, przecież B nie będzie chciał kochać się 2 dni pod rząd, nie kiedy nasze życie intymne popadło w ruinę i nie da się go ot tak przywrócić do normy...
Ale sobie wymyślam problemy, czasem zastanawiam się, czy zapłodnienie w klinice nie jest dla nas jedynym ratunkiem. Nawet jeśli jestem fizycznie zdrowa, chyba mam już zbyt zrytą psychikę, żeby coś z tego wyszło. Zaczynam zastanawiać się nad psychologiem.
28dc.
Dzisiaj cicha nadzieja umarła. Temperatura spadła więc @ najpóźniej pojawi się jutro.
Zdawałam sobie sprawę, że mój pęcherzyk w 21dc miał jedyne 13mm i do owulacji nie doszło ale miałam cichą nadzieję, że lekarz się pomylił i jakimś cudem owulacja była wcześniej.
Prawdopodobnie znalazłam przyczynę braku owulacji i rozregulowanego cyklu.. - podwyższona prolaktyna co potwierdziło ostatnie samobadanie piersi. Mam nadzieję, że to tylko to stoi na przeszkodzie.
Wynik cytologii ma być 26marca, wtedy mam wizytę. Lekarz ma zrobić dodatkowo usg piersi i wtedy zaczniemy badania hormonalne. Cieszę się, że w końcu jakiś lekarz się mną zainteresował i chce pomóc, bo wcześniej nie było tak kolorowo.
Ponad rok temu poszłam na wizytę kontrolną do mojego lekarza do którego chodziłam od zawsze.
Podczas badania usg lekarz mówił: macica w dobrej kondycji, prawy jajnik czysty, lewy też.. wtedy zwróciłam mu uwagę, że lewego przecież nie ma i poprosiłam o dokładnie sprawdzenie, bo przestraszyłam się, że zamiast jajnika widzi tam może jakiegoś guzka! Na co lekarz odpowiedział: Aa faktycznie nie ma, wszystko z nim w porządku.. I od tamtej pory już do niego nie poszłam. Minęło jakieś 1,5 roku i w końcu odważyłam się pójść do lekarza i mam nadzieję, że trafiłam dobrze 
Co do dzisiejszego dnia.. Stres od rana bo koniec kwartału w pracy. W nocy nie śpię za dobrze, ciągle się budzę i sprawdzam czy nie dostałam okresu. W nocy sny o dzidzi, ciąży i pracy! Głowa wysiada. Jestem już zmęczona, chce mi się urlopu.
Mała zaczęła kaszleć i gorączkowała w nocy, więc dzisiaj nie poszła do przedszkola tylko do dziadków. Jutro rano pojedziemy do lekarza bo oczywiście dzisiaj nikt nie przyjmie. Tak sobie myślę, że wezmę zwolnienie chociaż na te dwa dni i może odpocznę trochę i się zrelaksuje z książką, a przy okazji spędzę trochę czasu z córcią, bo ostatnio ciągle go brak.
Wczoraj rozpoczęłam ćwiczenia. Na początek joga na kręgosłup, bo od pracy już ciężko się wyprostować naturalnie, tylko trzeba się pilnować. Mój mąż zaczął się ze mnie śmiać, że teraz nie chodzę tylko się skradam
(przez zaokrąglone plecy).
Dzisiaj wprowadzę również kardio, może uda mi się zrzucić kilka zbędnych kilogramów. Wg aplekacji MI FIT moją wagą idealną jest 58.20 kg a ja ważę 63 kg więc mam kolejne postanowienie 
Tak na marginesie polecam opaskę MI BAND 2 dzięki, której sprawdzam swój sen, liczbę kroków, tętno i spalone kalorie. Dokupiłam również wagę do sprawdzenia dokładnych parametrów wagi i ciała (np.% zatłuszczenia, % wody, %białka itp.) Wszystko mam scalone z aplikacją MI FIT gdzie widzę w jakiej kondycji jest moje ciało.
Mam 27 lat (prawie) a wg "wyglądu" mojego ciała wychodzi w aplikacji, że mam 33
Jest nad czym pracować 
Do nowego cyklu! 
Urlop.. wyczekiwany, bo odpoczynku mi potrzeba... zawsze wszystko inne ważniejsze niż my, zawsze ...
po co to wszystko? te starania? głupie nadzieje? cały czas coś nie wychodzi... z powietrza się dzieci nie biorą ...
czy to wszystko ma sens? nie mam sił ani ochoty już się starać... a może mąż nie chce dziecka a tylko tak mówi, żeby mi przykrości nie robić? bo przecież rower i treningi ważniejsze a potem siły brak ... w końcu to wydusiłam z siebie, łudziłam się, że rower nie będzie taki ważny - guzik prawda, nie ma tak i nie będzie tak ...
Chyba zaczynam mieć gorsze dni, załamkę, jeszcze więcej złości, coraz mniej wiary ... wiecznie tylko udawać, że jest dobrze jak nie jest ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2019, 09:38
Dzisiaj 7dc, po raz kolejny złapała mnie choroba, zatoki, ledwo oddycham, dopiero byłam chora dwa tygodnie temu i znowu. Mam już dość. Od stycznie co chwilę choruje, od każdego się zarażam. Muszę się ratować lekami i boję się, że to będzie mieć wpływ na ten cykl po raz kolejny, najgorsze, że zawsze jak się zbliża okres jestem osłabiona i łapie infekcje. Czekam na lato żeby przestać chorować. Aktualna pogoda nie pomaga mi w byciu zdrową.
20 marca umówiłam się do ginekologa zobaczymy co powie. Obecny cykl mam bardzo dziwny, okres mogę powiedzieć że właściwie miałam intensywny jeden dzień, drugi jakieś lekkie plamienie, a trzeciego już nic, dzisiaj znowu zauważyłam jakieś plamienie. Nie wiem o co chodzi pierwszy raz coś takiego mi się zdarza, może to przez ten polip, który znowu wykrył lekarz.
W pracy mam zawirowania, postanowiłam zmienić zespół, żeby się bardziej rozwijać, trochę mam obawy czy dobrze robię, ale czuję ze stoję w miejscu. Dodatkowo pewnie będzie więcej stresu, ale siedzieć i nic nie robić jak z miesiąca na miesiąc nam się nie udaje i może tak być kolejny rok. Już powiedziałam A to nie mogę się teraz wycofać. Mam nadzieję, że podjęłam dobrą decyzję.
Marcin ostatnio jest rozdrażniony, zmęczony też zmienił system pracy z 24 godzinnej służby co 3 dni, chodzi teraz codziennie na 8 godzin, po pracy na budowę i widzę że ledwo żyję. Ja też nie mam jak mu pomóc, w dodatku teraz ta choroba a na budowie zimno.
Ja za to wzięłam sobie za dużo na głowę i też ledwo się wyrabiam, po pracy mam do uszycia 5 królików co zajmuje mi całe dnie, a trzeba też zająć się budową, w dodatku chce się zapisać na angielski i kiedy na to wszystko znaleźć czas. Doba jest zdecydowanie za krótka, o 21 oczy mi się same zamykają po całym dniu.
Czekam na wiosnę i liczę, że będzie wtedy lepiej...
29 dc
Jutro juz bedzie ten 1dc dostalam silnych bóli rano była ciepła kąpiel i nimesil skale bólu oceniam na 8 /10 wiec troszke brakowalo do stracenia przytomnosci ale pojawily sie juz poty na calym ciele nie pamietam kiedy ostatnio mialam takie bóle jednak znowu powrócily.
Oczywiscie, że mam dzisiaj doła szczególnie, że moj mąz powiedzial ze snilo mu sie, ze ma dziecko z inną kobietą i prosił mnie, żebyśmy przestali mówić narazie o dziecku o adopcji itp. widocznie zaczęlo go to bardziej boleć chyba dotarlo do niego, że dziecka mu nie dam. W sercu ukłucie w oczach łzy. Wiem jedno nigdy nie bede zatrzymywac meza siła jesli sie okaze, ze bedzie chcial to zycie inaczej ulozyć. Moje serducho rozrywa sie od srodka czuje silne uklucie. Moim przyjacielem ostatnio jest różaniec a drugim domem silownia poce sie tam niesamowicie daje z siebie 100 % i gdy na przyklad inni nie maja juz sily ja skacze jeszcze bardziej i sie nie poddaje. Moje cwiczenia sa glownie kardio trampoliny, zumba ale tez wybralam seksi dance, czasami chodze na rowerek, orbitrek nie skupiam sie za to na ciezarach potrzebuje czegos, zeby nie myslec to dziala. Moj przyjaciel rozaniec nie wiem jak wczesniej trwalam w tym sama w koncu moge odmawiac rozaniec i sie porzadnie wyplakac przestalam prosic o cokolwiek ale wiem, ze mi to pomaga wiec juz miesiac dziennie rano odmawiam rozaniec bo jestem bezsilna ale lepiej w bezsilnosci byc z kims ja wybralam Boga wierze ze ukoi moje lzy i z czasem przestane o tym myslec jak bylo beznadziejnie, gdy bylam bezsilna kilka razy w swoim zyciu. W ogole chcialabym zmienic tytul swojego pamietnika walka kojarzy mi sie zle bo jest albo wygrana albo przegrana... Odkrylam, ze zdrapki rowniez sa na stronie internetowej wiec od dzisiaj jesli ktos chce moze codzinnie podejmowac sie zadaniu
https://parafiazabierzow.pl/enigma-testimonial/zrob-cos-tak-jak-patron-twojego-postu/
Dzisiaj dzien wolny nie wybieram sie dzisiaj na silownie ale chce popracowac w domu ogarnac haos posprzastac. Milego dnia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2019, 10:37
8 dc, na monitoringu owulka trzeci raz z rzędu z prawego jajnika. Niby się tak czasem zdarza, ale dlaczego? Czy to objaw jakiegoś schorzenia? Naprodoktorek stwierdził, że zazwyczaj tak jest, jak pacjentka jest po laparoskopii lub innych zabiegach, albo jeden jajnik jest usunięty, to wtedy drugi przejmuje funkcje obu. W prawym dwa jajeczka, oba po 15 mm, przy czym jeden jest delikatnie zdeformowany. W lewym jest kilka około 7 mm, czyli nie ruszyły do wzrostu. Endometrium 1 fazy, grubość 6,1 mm. Poprosiłam o to, żeby sprawdził mi, czy widać śluz w środku. Był zaskoczony, że wiem, że to można zrobić, choć nie jest to rutynowe. A ja, jako osoba mająca malutkie ilości śluzu, wyczytałam o tym, na jakimś ovufriendowym wątku.
Naprodoktorkowi urodziło się piąte dziecko. Ma na oko 40 lat. Mojemu Szefowi na przełomie marca/kwietnia urodzi się trzecie dziecko. Ma około 43 - 45 lat. Ehhhh. Przestałam zaglądać w wątki ogólne, bo często można tam znaleźć - staramy się o drugiego maluszka, trzeciego, czwartego. Przerasta mnie to. Po co sobie dodawać problem? Nie zaglądam, udaję, że takich nie ma. Lepiej mi z tym, a przynajmniej nie gorzej.
Ale, ale w tym cyklu nie mogę narzekać na śluz. Śluzu jest więcej, jest częściej widoczny. Leki wykrztuśne biorę nie od ostatniego dnia miesiączki, jak zalecił naprodoktorek, nie od 5 dc jak w poprzednim cyklu testowałam, a od 1 dc. 1 dc - 1 tabletka musująca, od 2 dc do 6 dc po 2 tabletki, a od wczoraj 3 tabletki musujące. Do tego reszta arsenału bez zmian. Możliwe, że wyleczenie helicobacter też dało jakiś efekt??? Albo niedzielny kryzys. A w zasadzie sposób jego zażegnania. Oczywiście był to kolejny kryzys staraniowy. Bo dieta trzymana od 9 miesięcy nic nie daje (nietolerancje pokarmowe), bo przecież o siebie dbam, bo przecież Mężuś o siebie dba i mam taaaaaaakąąąąąą wielkąąąąą ochotę na pizzę na pszenicznym spodzie z dużą ilością żółtego sera z warzywami z mojej ulubionej pizzerii i piwo, a przecież tyyyyleee już nie piję alkoholu. Wobec siebie zachowuję się jak żandarm i super dużo od siebie wymagam. Mężuś zaproponował, że pojedzie na stację paliw po paczkę chipsów i piwka. Wrócił. Z paczką chipsów, 4 butelkami piwa i pizzą. Z mojej ulubionej pizzerii, z dodatkami takimi jak lubię. Na grubym cieście. Wpierdzieliłam bez zastanowienia 3 kawałki. Tak, uszy mi się trzęsły, tak, pszenica spowodowała wzdęcie. Wypiłam butelkę sommersby jagodowego. I się ululałam. Szczęście. Delikatny promyk radości. Dopiero przy chipsach pomyślałam sobie, że to tak strasznie słone i niezdrowe, bo pewnie na oleju palmowym. Na szczęście nie przeszkodziło mi to w ich chrupaniu. Mam więc też teorię, że pizza pomaga w produkcji śluzu na odpowiednim poziomie
i tego się trzymam.
Z dobrych rzeczy: prawdopodobnie miałam stan zapalny endometrium. Stan zapalny endometrium objawia się brązowymi plamieniami (tak jak endomenda oraz niski progesteron, ale prog jest raczej w normie, nie wiem, co z endomendą, nie miałam laparoskopii). Ja takie miałam, czasem na początku cyklu, czasem na końcu cyklu, ale w każdym cyklu troszkę było, 1-2 dni. Leczy się to metronidazolem podawanym w II fazie cyklu, gdy endometrium rośnie. Metronizadolem leczy się też helicobacter pylori. U mnie się tak złożyło, że leczenie helicobacter zaczęłam w drugiej fazie cyklu. I kurka nie wiem, czy to jest możliwe, ale teraz miałam zupełnie czysty okres, ciemnoczerwony, czerwony, nie było nic, absolutnie nic brązowego.
Wizytę u genetyka odwołali. Genetyk zachorzał. Mają dzwonić z nowym, możliwie szybkim terminem, jak genetyk wróci do pracy. Immunolog w maju. Tydzień po owulce badania progesteronu, estradiolu, powtórzę nietolerancje pokarmowe, może niektóre już sobie poszły hen daleko ode mnie i zrobię kilka badań pod kątem immunologii, może sprawdzę poziom ASA po leczeniu helicobacter. Przełom marca/kwietnia powtórne badania nasienia i hormonów Mężusia, powtórka ASA, początek kwietnia wizyta u urologa i naprodoktorka, w zależności od wyników i tych wizyt, kwiecień/maj wizyta w klinice.
Pozastaraniowo: będziemy pisać wniosek o odstępstwo budowlane, żebyśmy mogli wstawić okno w naszą przyszłą sypialnię. Początek kwietnia wypad w góry na 2-3 dni, dalej moje szkolenie niedaleko Mężusia pracy, także odpoczynek służbowy (ugotowane jest, sprzątać nie trzeba, zmywać nie trzeba, można ponarzekać na te same zawodowe problemy), majówka - Alpy, a potem Mężuś stwierdził, że chce zobaczyć piramidy, długi weekend w czerwcu wyjazd w Sokoliki 
Jest dennie, bo jest i nie ma co się oszukiwać, ale staramy się nie stracić siebie.
Głupota level hard w moim wykonaniu...
Zamiast sobie odpuścić i z czystą spokojną głową czekać na wizytę w klinice, która ma być 17 kwietnia to ja co robię ? A tak... właśnie tak... Siedzę w internecie i szukam opinii.. Po co ? Pytam się po co? Byłam na wizycie, lekarza odebraliśmy oboje bardzo pozytywnie... Po co mi inna wiedza?
Moja klinika to małe, prywatne miejsce i niewiele jest o nich informacji w necie. Oczywiście trafiłam na uwaga! JEDNĄ ZŁĄ OPINIĘ i się zaczęło...
Po co ja to w ogóle robiłam, mogłam słuchać Męża, który stwierdził że jak się nie ogarnę i nie przestanę czytać i szukać informacji to odetnie mi internet. Wczoraj cały dzień biłam się z myślami, co jeśli to prawda, jeśli faktycznie jest tam coś nie tak? Wściekła jestem na siebie, że to czytałam, że w ogóle szukałam informacji na temat kliniki.
Wiadomo jako mała klinika nie mają tyle klientów co znane każdemu wielkie kliniki, mniej pacjentów = mniej opinii = inna proporcja między pozytywnymi a negatywnymi opiniami... Poza tym, ufam mojemu ginekologowi a skoro on z nimi współpracuje to wiem, że nie wpuściłby mnie w jakiś kanał.
Także zakładam sobie blokadę... Koniec czytania, koniec wyszukiwania informacji na jakiekolwiek tematy... Będę czytać od teraz tylko ulubione pamiętniczki i koniec, kropka. Muszę znaleźć sobie cel na ten miesiąc i na spokojnie, swobodnie oddychając będę czekać do 17go kwietnia.
Jak się ten czas wlecze.
Postanowiłam z moim przejąć na dietę bez cukru od popielca i tak wytrzymać do Wielkanocy. Ale niestety po drodze mam mnóstwo pokus. Musiałam z żalem pyszne ciasto odmówić dane przez dyrektora. W 10 siedzieliśmy u niego w pokoju tylko ja jedyna nie jadłam. Ale ta siła woli. Wczoraj kumpel przyniósł ukochanego rogala musiałam odmówić masakra.
Do tego w poniedziałek mojego wyzwalam id grubasów bo coraz bardziej tyje przy wzroście 176 waży już 87 a rok temu było 80 niedługo w BMI wyjdzie otyłośc. To się na mnie obraził. I że złości w Żorach wypił cała butelkę wina kiedy byłam w pracy do tego nie chciał.nic jest . Ileż ja się z nim umeczylam. W końcu powiedziałam trudno rób co chcesz, jak będziesz ważył 120 kg to ci padną biodra jak mojemu sąsiadowi. Zobaczymy co będzie.
A tak nic ciekawego. W sobotę mamy jechać na zakupy chce kupić kurtkę na wyjazd w góry.
Z chęcią bym chciała już urlop, jestem już praca zmęczona. Do tego oglądam telenowele jestem już na 81 odcinku. Jak szalona w weekend pochłonęłam 9 odcinków. Chyba się uzależniłam, bo nawet filmy mnie nie interesują.
Jeszcze 11 dni antyków, a co potem już planów nie mam. Chyba do końca lata sobie odpoczywam. A potem nie wiem planów nie mam. Po raz pierwszy nie wiem co dalej, nie poznaje siebie ja która zawsze wszystko planowała, nie wie co dalej. Skupiłam się na sobie. Ja która od dawna nie jadała pizzy i nie o łącznej drinków zaproponowałam na dzień kobiet wypad na pizzę i drinka.
W pracy ludzie rozmawiają o dzieciach itd a ja zazwyczaj zmęczona bo do spania oglądam serial. Już większość wie że nie mogę mieć dzieci, więc skończyło się gadanie, przynajmniej z tym spokój.
1 dc
No to sie troszke upilam
dobrze ze dzisiaj dzien wolny ale jutroo o 5 pobudka jak ja wstane pewnie kac mnie zameczy.... Powodem mojego upicia nie byla @ a rzeczy ktore mam na strychu i dostalam od siostry nie wiem kto kurde felek wpadl na pomysl aby kompletowac rzwczy dla ewentualnego dziecka ??? Mialam wszystko wozek lozeczko fotelik a nawet ciuchy ciazowe. Wozka w tamtym miesiacu siw pozbylam siostra go z powrotem zabrala to samo ciuszki po dziewczynce. Moja siostra druga tez zostawila swoje dary zeby bylo smiesznie dla chlopca
dzisiaj wyladowaly w bagazniku jutro w pck fotelik jest w pladtikach a ja siedze w sukience ciazowej i szlocham czy moze byc bard,isj beznadziejnie ??? Co ja mam kurna felek z tymi rzeczami zrobic... moja zmarla mama tez dolozyla 3 grosze zostawila alkohol na chrzciny mamo czy Ty chcialas zeby Twoja corka wpadla w alkoholizm??? Dziecka nie bedzie rzeczy zostaly i tak lezaly i sparwialy przykrosc na strych rzadko wchodzilam bo zaraz po wejsciu rzucalo siw lozeczko bylo tez pelno bucikow malych w kazdych rozmiarach nawet nie wiecie jak ciezko mi to teraz sprzatac moze poczuje jakas ulge jak to w koncu ogarne... sa rzwczy tez ladne i tu musze z siostra zagadac aby to gdzies wydala po prostu szkoda teho niech inne dziecko sie cieszy z hustawki czy moze mojego psa posadzic przebrac w dziecko i udawac ze jest ok???. Adopcja wczoraj sobie uświadomilam ze napewno bym byla taka zla matka ze to dlatego nie moge miec dzieci ze jestem wybrakowana smutne ale prawdziwe juz mam dosyc robienia z siebie ofiary zawsze gdy jest mi smutno i czuje sie do d... wlaczam dziwnnik bridet jones ale nawet ona mnie zwiodla bo w sumie skonczylo sie happy endem i dzieckiem w pns dzisiaj o porodzie babeczki usmiechniete wiwc go wylaczylam wlaczam ponownie a tam chrzciny w tvp2 chyba m jak milosc noz kurde czy ja kiedys uciekne od tego jesli nie moge miec dziecka to chociaz niech one mnie nie przesladuja...
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2019, 16:10
24dc
9dpt beta: 0.11
Sobota 9.06 brak okresu.29 dzien cyklu, standardowo moje cykle sa 27 dniowe. Zrobilam pink test, wyszedl negatywnie..moze powinnam isc na bete?
Poprzednia ciaze test ciazowy rowniez nie potwierdzil. Druga kreska pojawila sie po dwoch godzinach.. co robic? Moze uzbroic sie w cierpliwosc? Czekac do jutra?
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2018, 08:52
18 dc
5dpi
Wczoraj serduszkowaliśmy i w trakcie strasznie bolał mnie lewy jajnik i cała lewa strona. Musiałam hamować Mojego i nawet zmiany pozycji nie bardzo pomagały. Dziwne - nigdy tak nie miałam.
Ogólnie cały czas czuje podbrzusze i lewą stronę. Nie wiem czy to dobrze czy źle?
Nie mierzę temp - coś się nie mogę przemóc żeby to robić.
Od poniedziałku mam ciężkie dni w pracy - dzieciaki dają wycisk jak nigdy.
37+6
Po kolejnej wizycie. Nie położyli mnie!
Wody cały czas na poziomie 6, ale malutki urósł, przepływy idealne. Niby jest na jakimś kilkunastym centylu, ale ja się na prawdę pocieszam naszą masą urodzeniową, on po prostu nie ma po kim być duży. Mam zalecenie dużo odpoczywać, bo ponoć kobiety, które dużo leniuchują w ciąży rodzą większe dzieci bo i przepływy mają lepsze. Niby lekko sugerowała szpital, żeby mnie kontrolowali pod tym KTG, ale stanęło na tym, że mam sobie ogarnąć KTG w piątek, potem w poniedziałek, no a w środę mam iść znów do niej na wizytę. Cieszę się bardzo bo w domu to i sutki mogę molestować smarując lanoliną, męża mogę męczyć, do tego wcinam wiesiołek na szyjkę i herbatkę z liści malin na skurcze i kręcę się na piłce choć nie wiem czy na tym etapie to coś daje..
Generalnie czasem czuję jakby mały mi rozpychał miednicę, codziennie pobolewa mnie brzuch jak na okres, sikam częściej (ale też piję więcej) i zdarza się, że mnie coś ciągnie od pachwiny do biodra. Niby coś pomalutku się rusza bo mam rozwarcie na palec (już w piątek miałam). Mam nadzieję, że bąbelek będzie chciał wyjść szybciej niż później, bo czuję ogromną odpowiedzialność po tym wyjściu na żądanie. Ale cały czas sobie tłumaczę, że tak na prawdę tak jest dla nas lepiej. Pokój jest już gotowy. Jutro i w piątek dam czadu z praniem, w poniedziałek jestem umówiona na rzęsy, w sumie pierwszy raz w życiu idę (muszę po tych miesiącach w remoncie, z odrostami, paznokciami jak facet i praktycznie codziennie w tych samych ciuchach poczuć się w końcu jak człowiek), no a później może się rodzić
Ale jak będzie chciał jeszcze wcześniej, to też będę prze-szczęśliwa. Żeby już zobaczyć, że wszystko jest ok, móc go przytulić, powąchać, popatrzyć w te ślipka.. Ciekawe jak on wygląda..
Come to mama! 
Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy
-1 dc-
O dziwo nie rozpaczam z powodu tej @. Może afirmacje działają? Chyba tak, bo to jedno zdanie: "Moja menstruacja przypomina mi, że moje ciało funkcjonuje poprawnie." na prawdę mnie uspokaja. Tym bardziej w kontekście wygasającej pracy jajników
Poza tym nie mam już zamiaru o tym przesadnie myśleć. Skoro dr mówi, że pęcherzyki nie wyglądały tak źle, to wg mnie to jest ważniejsze niż jakiś hormon, który powinien być stały i z wiekiem spadać, a niejednej dziewczynie zmienia się przy każdym badaniu. Poza tym muszę się do czegoś przyznać.. Całe życie powtarzałam "Nie chcę dzieci! Nie cierpię ich! Na nie się tylko wydaje kasę. Jeśli mi kiedyś odbije i zachcę je mieć, to obym była bezpłodna, żebym i tak nie mogła się tak skrzywdzić." I tak całe życie
Egoistyczna idiotka! Więc kto wie, czy to nie ta wspomniana we wcześniejszym wpisie samospełniająca się przepowiednia? We wstępie do afirmacji babeczka mówi, że mogły się w naszej psychice utrwalić jakieś myśli i schematy, które nas blokują. Ja zawsze uważałam, że jak się ma dziecko, to jako kobieta jest się na straconej pozycji, bo facet może robić co chce, a kobieta kwitnie w domu (taki obraz wyniosłam z domu rodzinnego). Ja dalej nie wyobrażam sobie siebie z brzuchem (nawet nie potrafię napisać "z brzuszkiem' bo to jakoś tak za miękko jak na mnie). Może faktycznie muszę dojrzeć, przełamać pewne schematy myślowe? Bardzo się cieszę, że wpadł w moje ręce ten trening płodności i afirmacje, bo czuję się dużo spokojniejsza..
Tak btw - możnaby pomyśleć, że jestem trochę niezrównoważona - wielka rozpacz jednego dnia i pozytywne afirmacje kolejnego, ale to cała ja.. Każda emocja na maksa!
Plan na ten miesiąc:
* kontynuować trening płodności!
* codziennie przed snem afirmować 15 min!
* kupić Zioła Ojca Sroki - ziółek nigdy za wiele
* może Conceive Plus? - żeby odżywić chłopaków
* ustalić termin histero- i laparoskopii (tak w sumie to się z niej cieszę - moja mama miała raka i ma wyciętą macicę, więc dobrze się tam u mnie rozejrzeć, żeby wiedzieć czy wszystko ok. Tym bardziej, że mam HPV. Dobra, zabrzmiało mrocznie, ale ja to coroczną kontrolą i pozytywnym myśleniem wszystko opanuję) 
10+4
Dwie wspaniałe dzisiaj wiadomości!
Pierwsza: mój czterolatek kochany jest po bilansie. Mamy 100 cm.i 14.8 kg. szczescia 
Wzrok super,słuch bardzo dobry 
U dr wszystko dobrze, R mówi idealnie,pochwalila sie że mama ma dzidziusia w brzuszku
jestesmy na 25 centylu wiec wszystko jest prawidłowo 
Druga sprawa: moja Kasia jest w ciąży!! Wiedzialysmy,że my razem bedziemy w ciąży i wykrakalysmy! Jej termin dokładnie miesiac po moim
no i jak tu teraz odpuscic zajecia"aktywne 9 miesiecy"? Haha 
A ja czuję się raz super a raz muli i muli jak dzisiaj. Wczoraj byl haft na czczo. Do wizyty 2 tygodnie ,odliczam 
No to zaczynamy od dzisiaj drugą przygodę z in vitro.Jestem teraz bardziej świadoma wszystkiego nie boje się zastrzyków( choć dalej nie dam sobie sama) wiem co mnie czeka nie boje się punkcji jedynie boje się rozczarowania choć jestem pozytywnie nastawiona
Idę teraz innym protokołem podobno bardziej ryzykownym co do hiperki ale kupiłam sobie koktajle białkowe to będę codziennie piła i może się ustrzege
Mam nadzieję na większą ilość jajeczek a co za tym idzie i zarodków bo to jest już nasze ostatnie podejście na następne już nas nie będzie stać
Od dzisiaj mam po trzy zastrzyki dziennie
Gonopeptyl który przyjmuje już od tygodnia dobrze znany mi z poprzedniej stymulacji mensinorm oraz nowy lek ovaleap który jest w penie i tego leku trochę się obawiał bo nigdy go nie brałam ale mąż przeszedł szkolenie jak uzywąc tego pena to mam nadzieję że sobie poradzi
Wizyta poglądowa w klinice w piątek
Trzymajcie kciuki
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2019, 07:50
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.