Dawno nie pisałam. Skupilam się na czytaniu pamiętników. Klocimy się zazwyczaj i remont. No i o to że mój mąż jest leniem! Dobija mnie to że mój mąż nic nie potrafi porządnie zrobić w domu. Podejrzewam że śrubokrętem byłby sobie w stanie zrobić krzywdę. To ja przykrecam gniazdka, wymieniam żarówki. Chciałabym żeby był bardziej "techniczny".ostatnio to ja pojechałam do sklepu po żarówki do samochodu. Ja sprawdziłam na YT jak je wymienić. Mąż asystowal. Szkoda że to nie wyszło z jego inicjatywy.
Pojechaliśmy też ostatnio do Leroy Merlin (lerła) po panele. A że mamy duży metraż w sypialni (ok. 22m2) to wyszło nas 1300 zł. Aha zapomniałabym o najważniejszym. Moj mąż ma w dupie jakie będziemy mieć panele w pokoju, jaki kolor ścian. Wszystko ja mam wybierać on tylko jest w sklepie od noszenia a w sklepie jest w stanie wytrzymać max. 15 minut. Tak więc kupiliśmy jeszcze farbę do sypialni i kuchni. Wyszło ponad 1600 zł. Mój super mąż na to że to chyba panele do całego mieszkania kupiliśmy... Żenada. Powiedziałam mu ze to akurat najtańsze panele które będziemy mieć w mieszkaniu. A za panele zapłaciliśmy niecałe 50 zł za m2. Były na promocji. Tańsze o 6 zł. Farba też z promocji. Dostałam przy jej zakupie 3 karty podarunkowe każda po 20 zł.
Nawet nie chce mi się komentować naszej ostatniej wizyty z Agata Meble. Weszliśmy, zobaczyliśmy jedne meble, mąż stwierdził że są ok i on takie chce. Nie chciał nawet oglądać kolejnych. Poszłam sama. Spacerowalam sobie godzinkę. Ale byłam zła bo chciałam wybrać je wspólnie. Później się pogodzilismy ale jednak musiał mnie wcześniej podkurwic.
Sytuacja z wczoraj. Gościu jest znowu chory czyli umierający na katar i kaszel. Postanowi wprowadzić własne leczenie, tj. Robił sobie drinki. Jak na mój gust wypił ok. 0,7 - sam. Oczywiście coś tam belkocze pod nosem, co 40 minut biega na fajeczke. Nie czuję do niego miłości gdy jest pijany. Każde jego słowo mnie tak wkurza że mam ochotę go zabić. W sumie sama wódka na niego działa w taki sposób że z inteligentnego człowieka staje się jakimś debilem dla którego 2 + 2 jest skomplikowanym działaniem matematycznym. Po piwie taki nie jest. Niby nie mam na co narzekać bo to chyba 5 w tym roku jego styczność z wódka ale działa to na mnie jak Płachta na byka. Jeszcze te fajki. A to nie ja mam problem z plemnikami.
Starania ruszają od lutego. Suplementacja od stycznia, lekarz nie wiem kiedy miał to sam załatwić. Ja od grudnia kwas foliowy, inofolic, wid. D. Od stycznia zioła ojca sroki. Coś tam jeszcze poczytam co temu mojemu burakowi dawać i co dla mnie byłoby odpowiednie.

Ps. Okna będą w ciągu 2 tygodni, grzejniki już mamy w mieszkaniu ale stoją w pokoju i czekają na podłączenie. Ekipa remontowa podobno w końcu łaskawie ma się pojawić za 2 tygodnie.

5 dzień stymulacji
Uderzenia gorąca powoli mijają, więc się cieszę :). Wczoraj byłam na monitoringu i jest 8 pęcherzyków po 7-10mm. Lekarz powiedział, że są małe i też jest ich mało, ale się tego spodziewał przez tą Diphereline. Czyli zblokowali mi hormony bardzo dobrze :D. Zwiększył mi dawkę Puregonu no i zobaczymy co z tego będzie..mam nadzieję, że będzie ich z 10 przynajmniej, żeby było z czego wybierać. Trochę mnie zawiodła ta wizyta, spodziewałam się lepszego wyniku i przez to, że wolno rosną to punkcja się przesuwa. Jeśli się przesunie za bardzo to będziemy musieli mrozić nasienie :(. Czemu u mnie wszystko jest takie dziwne? Lekarz też powiedział, że jestem "niebezpieczna" :D bo bardzo łatwo mnie przestymulować bo jestem szczupła i mam dobre AMH (3,71). Jutro spotkanie z embriologiem. Idę sama bo męża nie ma, a on się słabo orientuje w tym wszystkim, z tego co widzę. Oczywiście staram się mu wszystko przekazać i wytłumaczyć, ale wiadomo, że faceci mogą do końca nie zrozumieć tego, bo nie są w tym aż tak bardzo jak kobieta: która chodzi do lekarza co dwa dni (aż mi się z tego wszystkiego lekarz śni :D) i robi te zastrzyki. W sobotę kolejny monitoring i wiążę z nim duże nadzieje <3.

Dwa miesiące temu jeden taki co się doktorem mianuje zawyrokował nam, że mam zniszczone endometrium i że ono nie będzie większe niż 4mm, że się nie obuduje i nie ma szans na zagnieżdżenie. Pisałam o tym, ale tamta wizyta nadal jawi mi się jako jakiś horror :|
Byłam wtedy w 14 dc. i z niewiadomych powodów krwawiłam od 9 dc. do @. Po cichu liczę, że to to krwawienie spowodowało niskie endometrium. Nie pytałam nikogo, ale wydaje mi się, że moja teoria nie jest taka głupia bo...
Wczoraj w 14 dc poszłam do Babka Medica i zrobiłam usg. I co? Endometrium nie porywa, ale ma 8,2 !!! a to już całkiem spoko endometrium :) wystarczy do zagnieżdżenia i urosło tak bez żadnych dodatkowych estrofemów itp. :D
Pan doktor powiedział, że cała moja macica, chociaż w tyłozgięciu, wygląda ok, że jajnik wygląda jakby był zaraz co po owulacji i cały obraz jest prawidłowy, że nie muszę robić monitoringów bo to jedno usg wystarczy za cały monitoring, bo jestem zdrowa babka i wszystko ze mną ok :) :) :)
Czyżby problemem była tylko/aż 0% morfologia męża? Kurczę, ale z tego chyba da się już coś wyczarować jak nie drzwiami to oknami do ivf :P

A co do męża.
Znowu ma bakterie :( Przeszliśmy 4 bakterioterapie w zeszłym roku, a ten znowu coś ma. Na tyle szczęście w nieszczęściu, że teraz jest to wzrost skąpy. A i oczywiście co innego niż zwykle. Tym razem Citrobacter koseri oraz Proteus mirabilis.
Jasna cholera, czy to się nigdy nie skończy? :(
Jak jedna wiadomość dobra, to druga od razu ściąga człowieka na ziemię :(
M. ma wizytę za tydzień u doktorka, to zobaczymy co mu powie.
Czy na prawdę żeby zrobić inseminację to trzeba się pozbyć wszystkich bakterii??? Czy to w ogóle możliwe żeby ich nie było??? Przecież pewnie cała masa ludzi zachodzi w ciąże mając miliardy bakterii w sobie. Ale m. wyczytał, że te jego obecne bakterie uszkadzają akrosom, więc chyba, jednak mają wpływ na jakoś nasienia. Cholera :(

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 14 marca 2019, 09:06

Tragiczna noc. Mam wrażenie, ze w ogole nie spalam. Jęki płacze krecidupstwo. Chyba cos sie dzieje rowniez w gornych rejonach szczęki... Od rana Em tez ciezki do ogarniecia. Skora pogorszona, pewnie z nerwow. Widac, ze zle sie czuje. Teraz moja mama go usypia w wozku, bo ja skapitulowalam. A propo mamy: maz do nas jedzie i w sob wracamy do gdanska. Nie pali mi sie do powrotu. Kolezanki sie dziwia, ze nie tesknie za mezem. Ale ja nie mam sily tesknic. Jestem w 100% matka a w 0% zona. Niestety. Mam nadzieję, ze to sie odmieni ktoregos dnia.

15 tc (14t3d)

BARTUŚ KOŃCZY DZIŚ 11 MIESIĘCY! :)

Hej. U nas dziś małe święto bo synek już 11 mc kończy. Eh jak czas leci szybko, za szybko!
Z nowości od niedzieli mały chodzi sam. Pokracznie co prawda, przewraca się jeszcze wiadomo ale chodzi. Jak się rozpędzi to pokój dwa razy okrąży :) I tym bardziej jak patrzę na niego jaki robi się samodzielny to mi szkoda że tak czas szybko leci. Z drugiej strony fajnie bo już rozumie sporo, okazuje emocje, uczucia. Dziś nawet wyszło mu "mama" :) to jest cudowne. To jest macierzyństwo. Nie zamieniłabym tego na nic innego!

Jestem w połowie 15 tc. Jeju tu też tak szybko leci! Za dwa tyg w pt wizyta i może poznam już na 100% płeć dzieciaczka. Jak chłopiec to nic nie kupuję, dopiero jak przejrzę ubranka po Bartusiu to będę widziała czy coś trzeba ale podejrzewam że nie, a jak będzie dziewczynka to przejrzę już w maju wszystkie kartony i pewnie coś będę dokupowała :) W tej ciąży czuję się brzydsza. Z synkiem jakoś tak z zadowoleniem patrzyłam w lustro a teraz? Wypryski, włosy matowe, paznokcie połamane, cera szara, zmęczona? Bez życia. Może to ta zima, może też że mam więcej kg na sobie niż w poprzedniej ciąży? Nie wiem.

Mój tata wczoraj miał operację. Co wyszło na badaniu to jedno, a co się okazało na stole to drugie. Miał być krótki szybki zabieg, wyszła operacja 6 godzinna z komplikacjami. Naciek 2 mm okazał się guzem 2 cm! Tata będzie miał stomię do końca życia... Najważniejsze że żyje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 10:07

I po wizycie...
A więc jak narazie odpukac jest wszystko w porzadku:) Serduszko bije, pęcherzyk i dzidzia prawidłowej wielkosci odpowiadająca tygodniowo ciąży:) uff. Kamień z serca.

23 dc, 7dpo

Zgłupiałam. Zauważyłam dziś śluz o kolorze kawy z mlekiem. Aż nogi się pode mną ugięły a potem się rozpłakałam. Czyżby implantacja?
Nie chcę się nakręcać, bo nie chcę potem się gorzko rozczarować ale mój umysł wariuje...
Może się dźgnęłam termometrem? A może to po cytologii z wtorku? Nie... przecież plamiłam tamtego wieczora a potem był spokój. Cykl się skrócił? Ale aż tak?
Czekam do jutra, do okresu, zobaczymy...


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 marca 2019, 10:40

Ale jestem dziś zła. Zmienili regulamin pracy. Poprzedni mówił że 3 umowa jest na czas nieokreślony, a teraz zrobili ze 4 umowa jest na czas nieokreślony i nie może przekroczyć 33 miesiące. Po prostu idealnie.
W takim wypadku nie mam co liczyć w październiku na umowę na czas nieokreślony. Muszę czekać do stycznia 2021 wtedy może ją dostanę. I tak sobie pomyślałam że jak bym chciała podejść do ivf to będę mogła za 2 lata w wieku 37 lat. Masakra. A z pracy rezygnować nie chcę bo mam bardzo dobrze płatną, blisko domu, finansowo lepiej niż u męża. A jeszcze rok temu zarabiałam mizernie.
Ehhh zawsze pod górę. Los nie jest łaskawy dla mnie.

Wkoncu skończylam antyki czekam na @ może do czwartku-piatku dostanę.
Dałam radę. I zgodnie z założeniami serial też obejrzałam 112 odcinków w 1,5 miesiąca rekord życiowy.

nickky Mały cud 18 marca 2019, 09:29

13dc

Nie podoba mi się ten cykl. Nie było śluzu płodnego, większość czasu był wodnisty albo nie było go wcale, w 10dc może na chwilę zrobił się minimalnie rozciągliwy, ale wieczorem już znowu woda, a teraz prawie nic. Nie ma skoku temperatury, testy owulacyjne negatywne, wczoraj pojawiła się bardzo blada druga kreska, ale przy teście owu kreska testowa powinna być tak samo wyraźna jak kontrolna, więc też negatyw. Wysypało mnie pryszczami, kilka na twarzy, sporo na plecach. Najbardziej martwi mnie brak śluzu i niska temperatura. Wiem, że może wydawać się, że panikuję, że 13dc to bardzo wcześnie, ale przez ostatnie 4 miesiące moje cykle nie były dłuższe niż 25 dni, więc owulacja powinna być 9-12 dc, a tu nic, żadnych sygnałów od ciała, że chociaż się do tej owulacji przygotowuje.
Przesunęli mi wizytę u ginekologa na połowę kwietnia :/ Szkoda, bo chciałam chociaż zrobić kontrolne USG i cytologię.

Mówiłam sobie, że skoro postanowiłam w maju iść do kliniki, to teraz uda mi się wyluzować. I dupa...Biegam z testami i wyczekuję objawów owulacji jeszcze bardziej, niż zwykle. Myślałam, że kiedy wrócę do monitorowania cyklu, uspokoję się, wiedząc, że przynajmniej w teorii organizm działa, jak należy. Tylko, że właśnie nie bardzo działa. W zeszłym roku miałam książkowy śluz płodny, książkowy skok temperatury...Teraz nie mam nawet tego, podejrzewam, że w tym cyklu w ogóle nie było i nie będzie owulacji.

Znowu mam doła i stres, czuję cały czas ucisk w żołądku. Ja wiem, że tak się nie da, ja wiem, że tak nie powinnam, tylko jak kurde wyłączyć te emocje?

Z pozytywów - w zeszłym tygodniu poćwiczyłam 3 razy, od 2,5 tygodnia nie jem słodyczy. Nie, żebym coś schudła, może naprawdę powinnam sprawdzić tą insulinoodporność. Ale przynajmniej samopoczucie minimalnie lepsze.

7 dc
Jak bardzo sie ciesze czy u Was tez jest takie piekne sloneczko??? I wszystkie smutki odchodza w zapomnienie ;) zaczynam odliczac dni do urlopu. Wczoraj przyszly produkty musze sie strescic z kg jak sie ciesze ze zaczelam wczesniej bo w calw to takie proste nie jest. Dzisiaj ide troche do ogrodu popracowac a potem praca i powrot o 22 az szkoda siedziec w taki piekny dzien w pracy no ale co poradzic... zastanawiam sie nad zajeciami rowerowymi sa w czwartek ale czy dam rade nie jestem kolarzem :D ;) milego dnia ;)

Hmmm... Taka byłam pewna, że jak tylko odstawię luteinę od razu dostanę @ a tu ciszaaa...
Ostatni dzień z tabletką był w poniedziałek, dzisiaj już czwartek i absolutnie nic się nie dzieje. Dziwi mnie to bardzo bo ostatnie dni na tabletkach były takie że pojawiało się niewielkie plamienie więc byłam pewna, że @ się od razu pojawi.
Z jednej strony wiem, że jeszcze jest czas, z drugiej jestem już niecierpliwa bo chciałabym jak najszybciej zacząć brać tabletki...
Po moich ostatnich wyliczeniach wychodzi że stymulację do ivf zaczęłabym na początku maja, nie chciałabym żeby się to wszystko opóźniło...
Czekam już tak długo, więc miesiąc nie powinien robić mi różnicy... Ale jednak robi...


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 11:34

2dc
Dziewczyny po prostu to bylo chwilowe zalamanie pewnie jakbym byla w pracy to nie doszloby do tego bo wracajac do domu emocje by ochlonely no ale jak to ja w domu wpadlam w nerwy w zlosc potem bezsilnosc. Dzisiaj mnie troche bawi ta sytuacja jak paradowalam w pustym domu w sukience ciazowej brakowaloby jeszcze sukni slubnej i wina w reku do tego kabaretu. Podsumowujac przyjechal maz przytulil zobaczylismy film i jak to on powiedzial myslalem ze juz troche ochlonelas z tym tematem ale widze ze nie, nie mysl o tym zyj chodz na silownie rob to co robisz przeciez macicy nie masz wycietej. Zrobilo sie lzej na sercu zobaczylismy dosyc ciekawy film i poszlam spac dziwie sie ze ta dawka alkoholu nie spowodowala u mnie dolegliwosci bo na zakonczwnie dopelnilam piwem ( maz mi kupil widzac w jakim stanie jestem na wyluzowanie ) smak jakis nowy mango. Rano wstalam sniadanko czekalo w lodowce na mnie. Moja praca jest w odleglosci 10 min pieszo wiec nie musze jezdzic samochodem. Idac do pracy znalazlam smoczek niebieski zastanawialam sie czy go podniesc ale nie poszlam dalej tym bardziej, ze to na przystanku gdzie byl kierowca trudno udalam ze nie widze poszlam dalej. Skonczylam czytac ksiazke A.Paris Na skraju zalamania jaki zbieg okolicznosci siegajac po ksiazke nie myslalam ze dopadnie mnie taki dol jak wczoraj oby ostatni.

Biene Ku dwóm kreskom 14 marca 2019, 12:07

Mały coraz mocniej kopie... brzuch rośnie w bardzo szybkim tempie. Już nie za bardzo mieści się przy biurku w pracy. Coraz mniejszą mam ochotę na poranne wstawanie i jeżdżenie do pracy.... choć z drugiej strony jakoś ciężko mi sobie wyobrazić całodzienne siedzenie w domu. Chyba jeszcze syndrom wicia gniazda mnie nie dotknął, ale to pewnie tylko kwestia czasu.
W ramach krótkiego odpoczynku lecimy jutro do Kopenhagi w odwiedziny do mojej przyjaciółki.

followka Nic nowego, nic odkrywczego 14 marca 2019, 12:40

No to zaczynamy 8 tydzień...

Sprawy się komplikują w pracy. W przyszłym tygodniu już trzeba odwiedzić lekarza. Mogę to zrobić w poniedziałek, środę lub piątek (piątek to już będzie początek 9 tygodnia). Dopuszczam możliwość wylądowania na zwolnieniu od razu po wizycie. W pracy natomiast jestem odpowiedzialna za aktualizację Bardzo Ważnego Dokumentu, którą trzeba zrobić "na już" z czego to "na już" ciągle przesuwa się w czasie. I szef zarządził spotkanie w czwartek 21.03 całego kierownictwa w sprawie tej aktualizacji. Wizyta na lekarza zostaje mi w takim razie na piątek. A planowałam poniedziałek najpóźniej w środę. Eh ciągle coś pod górkę. No i jeszcze próba utrzymania w sekrecie. Nie da się. Czasami muszę przejść przez kontrolę (bramki, promieniowanie te sprawy) no i byłam ugadana z dwiema kontrolerkami że sprawdzą mnie osobiście bez potrzeby przechodzenia przez bramki. Ale dzisiaj niestety żadnej z nich nie było więc musiałam poprosić kogoś innego. Nie wiem czy się domyśliła, że nie chcę przechodzić przez bramki z powodu ciąży i nie wiem czy można jej zaufać i czy zaraz cały zakład nie będzie huczał, że jestem w ciąży. Chciałam poczekać z informacją o ciąży do przynajmniej 12 tyg. Ale z każdym dniem gdzie już nie mogę odwlekać pewnych spraw robi się to coraz trudniejsze. Niepokoi mnie to, wiecie żeby nie zapeszyć. Chyba nie ma co się przejmować i po prostu zobaczyć jak sprawy się same rozwiążą. Co ma być to będzie.

nickky Mały cud 14 marca 2019, 13:25

9dc

W końcu wodnisty śluz i ilość jakby większa. Wczorajsze testowanie po południu negatywne, mikroskop, znowu jakieś pojedyncze paprotki, ale jestem sceptyczna. Plany wieczorne nie wyszły, dalej mam zapalenie dziąsła, spuchnięty policzek, tak, że nawet jeść ciężko. Czemu zawsze takie rzeczy przytrafiają mi się w okresie owulacji :( Temperatura dziwnie skoczyła, 36,73 ale to pewnie przez stan zapalny w buzi. Ciężko mówić o wiarygodnym pomiarze w tym miesiącu.

1dc
No i przyszła z wielkim hukiem. Bol brzucha jest niesamowity. Odkad pamietam mialam bolesne miesiaczki, myślałam, że po ciąży to się zmieni jak u mojej siostry jednak to się nie zmieniło.
Byłam z mała u lekarza, mamy zapalenie krtani i zwolnienie do końca tygodnia. Spędzimy troche czasu razem i może zrobimy małe przemeblowanie u małej w pokoju bo zabawek przybywa a miejsca brak.
Mąż ma zmiany popołudniowe wiec od 10 jestesmy same 🙂 Pogoda nas nie rozpieszcza wiec energii tez jakoś mniej.
Trzeba sie zmobilizować, zatem kawka i do dzieła 😊

38+6
Znów szpital. Nawet nie dotrwałam do kolejnej środowej wizyty. W poniedziałek miałam KTG i młody miał skoki tętna do 170. Cały dzień to przeżywałam, bo nie odebrałam telefonu od lekarki (byłam na tych głupich rzęsach) i potem cały dzień nie odbierała. Pokłóciłam się z mężem z tego stresu i półtorej godziny siedziałam w aucie pod szpitalem zastanawiając się czy się nie położyć z własnej woli. W końcu po 19 lekarka oddzwoniła, że jest całkiem poprawnie bo się bardzo ruszał (40 razy w ciągu 20 min) i na następny dzień z rana miałam powtórzyć zapis. We wtorek młody aż za spokojny. Tętno cały czas w granicy 120-140. Nawet po ruchu nie bardzo rosło. Trochę mnie to zmartwiło ale położna była zadowolona bo cały czas się mieścił w zielonym pasku normy. Poszłam do domu, zdrzemnęłam się, zrobiłam obiad.. po 15 dzwoni lekarka. Za spokojne to KTG. Gdyby nie to, że mam niskie wody i wczoraj tak skakało to by to olała, ale wszystko do kupy jest niepokojące. Nie przekonało ją, że rano w środę mamy wizytę. Ok, poleciałam. A w szpitalu WSZYSCY ZDZIWIENI, ŻE PO TAKICH ŁADNYCH ZAPISACH KTOŚ MNIE TU WYSŁAŁ 🤨 Wody dalej na poziomie 6, młody niby 2700g (ostatnio też pomiar był tu 200g niższy niż u mojej lekarki) a więc poniżej 10 percentyla. Pytam czy jest sens, żebym zostawała skoro wody się trzymają a KTG ładne, ale niestety "teraz nie możemy Pani wypuścić. To jest szpital. Przyszła Pani do nas, to musimy Panią poobserwować". Ehhh.. Z jednej strony zeszła że mnie presja tego, że wyszłam na żądanie a z drugiej mam takie poczucie, że znów leżę nadaremne. Rozwarcie mam dalej na 1 palec, zero skurczy, tyle, że młody jest dość nisko. Gdybym wiedziała, że to potrwa max tydzień, to ok. Ale on może chcieć siedzieć nie do 28-ego a 2 tygodnie dłużej, tak jak jego tatuś. A znajoma położna mówi, że w tej sytuacji to ani powód do indukcji ani do wypisu. Nie będę tu przecież kiblować blisko miesiąc czasu! No ale znów wychodzić na żądanie.. powiedzmy w 39 tc.. Mętlik w głowie to mało powiedziane. Staram się sobie przetłumaczyć, że w domu i tak głównie leżałam no i presja nie dawała spokoju, ale jednak jest ciężko żyć w szpitalu..

Maluchu.. Jak już tak nabroiłeś i odstawiałeś szopki na zapisach, to weź się zrehabilituj i przyjdź wcześniej, ok? Dziś jest ładna data bo i ja jestem z 20-ego, jutro jest ładna data bo pierwszy dzień wiosny, no i pełnia do tego, może Cię że mnie wykurzy 😉 Potem są już brzydsze.. Koniec zimy niedźwiadku, budzimy się do życia! 😘

22 dc, 6 dpo
W tym cyklu odpuściłam jakieś szczególne starania (wrzuć na luz i pyknie) buahaha
Oczywiście, że nie ;) przecież już testy owu poszły w ruch, pamiętniki, objawy, wykresy. Tak, jest poprawa - czytam i szukam mniej, nie nadinterpretowuję tego co odczuwam. Jakieś kłucia, ciężkie piersi i bóle pleców. Zawsze są przed nadejściem małpiszona.
Śmiałam się nawet do koleżanki, że jak zajdę w ciążę to nawet tego nie zauważę tak mam mylący pms.
Byłam we wtorek u ginekolog. Powiedziała, że jajnik który mi tak dokucza po prostu ma ciałko żółte. Ah, w porządku. Czyli już nie mogę dalej sobie wmawiać, że mam torbiele i mięśniaki. Och, moja wrodzona hipochondria cierpi...
Powiedziała też, że martwić to się można po roku. Już miałam ją skreślić z listy lubianych lekarzy ale dodała że teraz się przyjrzymy bo nie chce mi badać drożności co nie jest przyjemne. Też tego nie chcę... chciałam tylko wiedzieć które hormony mam zbadać, żebym nie latała w ciemno po laboratoriach w poszukiwaniu miliona badań i usterek. Dostałam skierowanie na LH, FSH, wit. D3, glukozę i insulinę.
Glukozę już badałam razem z tarczycą z dwa miesiące temu. Było ok, tsh 2,270, glukoza 91 także tragedii nie ma. Poza tym jestem tak urocza, że na badanie poszłam po zjedzeniu poprzedniego wieczora płatków Lion z mlekiem i zapchaniem tego połową blachy ciasta jogurtowego :D aż dziw że tylko 91 ;)
Czekam sobie spokojnie do końca cyklu bo badania mam zrobić między 3 a 6 dc.
Oczywiście gdzieś tam myśl się plącze "ale by było zabawnie gdyby koniec cyklu nie nadszedł".


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 15:09

"Czasem trzeba po prostu dać czasowi trochę czasu."

6t+1d

Huśtawka nastrojów i samopoczucia. Tak, jestem strasznie szczęśliwa i czasem nie wierzę, że oto jestem w ciąży i wszystko jest ok. Każda ciemniejsza kropla śluzu, każde dziwne ukłucie u brzuchu lub w jajnikach, każda opuchlizna po zastrzyku mnie stresuje, ale zaraz sama siebie ganię, że taki stres też nie jest dobry i w niczym nie pomoże. Robię co mogę, biorę wszystkie leki (acard, duphaston, encorton, foliany i witaminy) robię zastrzyki codziennie. Oszczędzam się. Leżę popołudniami jak tylko wracam z pracy. Nic więcej zrobić nie mogę. To małe Maleństwo polecam Matce Bożej. Od pozytywnej bety ruszyłam z Nowenną Pompejańską. Muszę grzecznie wytrzymać do pierwszej wizyty do 26go! Długo ale co poradzić. Chyba dopiero po niej się trochę uspokoję.
Oprócz mojego M i mojej najbliższej przyjaciółki tylko wy wiecie o tej ciąży :) Chce poczekać na razie bo tak na prawdę jeszcze nic nie wiadomo. Po wizycie się zastanowimy komu dalej powiemy. Chociaż czuję, że niedługo niektórzy mogą się zorientować. Ale to nawet mnie nie interesuje. Jedynie co to chcę w końcu się dowiedzieć od lekarza, że wszystko jest w porządku.
Mam nadzieje, że jakoś te 2 tygodnie szybko zlecą.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 15:11

agu1003 Czekajac... 26 czerwca 2015, 23:13

:(


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 16:50

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)