Jestem po kolejnej wizycie.
Estradiol 1680
Progesteron 0,43
Endometrium 7,8 mm
Jest kilka ładnych pęcherzyków dlatego koniec ze stymulacją i dziś już tylko zastrzyk ovitrelle. Za dwa dni punkcja i seksik na szkiełku 
Co do mojej tarczycy to wciąż nie wiem za wiele ale mam powtórzyć wynik tsh i wtedy podejmą decyzje. Póki co idę zgodnie z planem.
Sama stymulacja nie była jakaś tragiczna. Jest to do przeżycia ale wolałabym nie musieć tego powtarzać. Nie mam sińców po zastrzykach choć brzuch jest trochę obolały, pokłuły. Nastawiłam się na ostatnie dni kłucia wiec jak dowiedziałam się, że to już koniec i czeka mnie tylko ovitrelka to niesamowicie się ucieszyłam 
Jest przy mnie mąż... z nim czuje się silniejsza
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 czerwca 2019, 16:19
30dc
Nadal brak miesiączki. I chociaż gdybym była w ciąży byłby to cud to test nie zostawił cienia wątpliwości..
Czy to możliwe, że przez ciążę biochemiczna zmienila mi sie długość cyklu?
Mój rzecz jasna pojechał na badania w piątek, oczywiście ich nie przeszedł. Wczoraj pojechał zawieść badania do firmy, a tak jak się zapytał co dalej z nim powiedzieli że kierownicy i myśli nie podjął decyzji. A ten im powiedział niech się spieszą z wypowiedzeniem u świadectwem pracy.
Nawet się nie odwoływał do Wojewódzkiego bo stwierdził że nie chce już tam pracować na ich dosyć a po drugie i tak badań tam nie przejdzie więc strata czasu.
Teraz czekając na decyzję, zajął się remontem w pokoju do tego malowanie. Bo nigdy nie było czasu. Do tego stwierdził że jedziemy w lipcu w góry, abym odpoczęła a potem idzie do roboty.
Tu go chwałę będzie praca na miejscu a nie dojazdy po 10O km i do tego trochę uwolni się od mamusi. Bo tak zawsze po drodze ja odwiedzał.
No cóż przetrawilam sierpniowy wyjazd i prawdopodobnie ivf. Widocznie tak musi być. Nie ma sensu walczyć z przeszkodami. Jeśli los będzie chciał ivf stworzy do tego sytuację jeśli nie to wszystko tak się poprzesuwa ze nie dojdzie do tego.
Dziś koleżanka z pracy oznajmiła że chyba jest w ciąży bo spóźnia jej się ponad tydzień. Wiecie jak zareagowałam na luzaka, super. Idealny wiek na ciążę. Aż sama się dziwię że nie rozpaczam.
W tej chwili jestem na etapie wróżb mojego kolegi magika. To co przewidział w styczniu prawie się sprawdza. Nieunikniona zmiana pracy u mojego mamy zaakceptować to i pozwolić losowi iść dalej . U mnie praca wisi na włosku, może rok jeszcze popracuję, problemy z urlopem z powodu pracy może do niego nie dojść. Zobaczymy czy lipcowy do skutku dojdzie, bo sierpniowy na 100 nie. Brak dziecka, co do ivf wynik jest niepewny, trzeba zaczekać, nie spieszyć się. Bo jak się uprze i podejdę to wynik mnie nie zadowoli.
Więc teraz myślę zmiana pracy u mojego spowoduje zmianę planów a co za tym idzie ivf się opóźni, albo nigdy nie podejdę bo stwierdze że chce żyć bez dziecka.
Najlepiej zostawię wszystko Bogu, co na być to będzie niezależne ode mnie.
Szkoda że nie było optymistycznych wróżb, ale takie życie, i zawsze po fakcie jak się sprawdza mówie że mój kolega to na moc przepowiada przyszłości
Udało mi się wbić do mojej reumatolog na NFZ. Oczywiście na pierwszy rzut oka nie miała miejsca (!) ale jak jej powiedziałam, że NIKT do niej nie czeka, a ja jestem w ciąży, to już nie miała obiekcji. Zleciła mi tylko zrobienie ANA i jeszcze jakieś inne przeciwciała, ale przynajmniej coś się dzieje. Do tego powiedziała, że jak chcę to ona mi z marszu L4 wystawi. Ale ja na razie nie chcę. Czuję, że to za wcześnie na takie radykalne ciążowe zmiany. Aha i zapytałam panią reumatolog czy mogę w ciąży brać Plaquenil, na co ona mi zrobiła wydruk z ogólnodostępnej strony internetowej (pierwszej z brzegu) gdzie napisano, że można brać w ciąży i powiedziała, że skoro tak piszą to znaczy, że można. LOL nie mam pytań. Po prostu pacjencie lecz się sam, najlepiej przez Internet...
Co do ginekolożki od sjogrena na Karowej, to mam mniej szczęścia. Dzisiaj mnie nie przyjęła, bo była ostatni dzień przed urlopem i wraca dopiero w sierpniu. Stąd takie odległe terminy. Ale spoko babka, bo dała mi karteczkę żeby mnie w rejestracji wpisano na 1 lipca do jakiejś innej lekarki. Mogłam na 24. czerwca, ale no jesteśmy u moich rodziców na wyjeździe, wiec nie da rady. Poza tym fajnie, bo mi wychodzi, że co tydzień będę miała ginekologa jak nie Klinika to szpital, więc jeśli (rany ciągle to "jeśli") z Ludkiem jest wszystko w porządku to będę go miała od samego początku pod mega kontrolą. 
Oczywiście jestem, a chyba m. też, rozczarowana, że nie miałam dziś usg, bo Ludek nadal nie daje znaku swojego istnienia. No nic, tylko 8 dni do usg 
Jutro jedziemy do moich rodziców na kilka dni. Jakieś 350 km. Kolejna wizyta dopiero będzie w sierpniu podczas urlopu. Dlatego chcemy im zakomunikować o naszej sytuacji bardzo delikatnie już teraz. Doktorek ostatnio powiedział, że już możemy zrobić kolację przy świecach, ale ja nie chcę wybuchów euforii i radości. Nie jestem na to gotowa, chcę poczekać przynajmniej do badań w 12 tc by się w pełni cieszyć. Normalnie pewnie byśmy powiedzieli rodzicom dopiero na początku 4 miesiąca, ale od tej ciąży zależy nie tylko nasz urlop (albo wyjazd za granicę albo urlopik u rodziców - oby!), ale poniekąd i ich wyjazd urlopowy, więc musimy wcześniej wszystko ustalić.
Trochę się boję reakcji mamy, bo jak dwa lata temu pierwsza w naszej części rodziny kuzynka zakomunikowała ciąże (o czym moja mama już co nieco wiedziała) to mama o mało nie spadła z krzesła krzycząc jak bardzo się cieszy. Hurra, hurra. Normalnie teatr... Myślałam wtedy, że się załamię.
Boję się też, że zrobimy im nadzieję i wyjdzie coś nie tak... Z drugiej strony chyba z przekory dlatego chcę też im powiedzieć i właśnie robić wszystko tak jakby wszystko miało być dobrze.
Z mojej strony wiara i nadzieja, a wszystko i tak jest w rękach miłościwego Boga.
Aha. Rano temperatura mi spadła do 36,51 C. Oczywiście spanikowała, bo ostatnio bywała w okolicy 36,80 C, więc kilka razy ją zmierzyłam aż termometr pokazał 36,73 C Wiem, że trochę zmanipulowałam, ale psychicznie poczułam się lepiej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 czerwca 2019, 14:23
już po!! okazało się że według usg dzidzia ma 10tyg 2 dni
rośnie jak na drożdzach, machała rączkami - niesamowite uczucie!! chwilo trawaj, a ty maleństwo rośnij zdrowiutkie, widzimy się w styczniu 🤞🤞✊✊
Impreza urodzinowa Syna była super udana. Tort pyszny i piękny, goście i my zadowoleni. Malutki dostał kilka zajnych zabawek m.in. teatr z pacynkami od Melissa And Doug, Arkę Noego czy śmiesznego jamnika z literkami. Ludzie przynieśli mu też pieniądze, czego się zupełnie nie spodziewaliśmy.
Moje roczne dziecko robi następujące rzeczy:
Siada, czworakuje, wstaje i chodzi przy meblach, wchodzi sam na kanapę i rzuca się z niej do tyłu (w sensie na plecy) a naszym zadaniem jest go łapać, ucieka i się śmieje a my go musimy ganiac, pokazuje paluszkiem na siebie w lustrze, na nas, wie gdzie jest przewijak, gdzie śpi, umie zrobić Indianina przykładają rączkę do buzi, zapytany jak robi jastrząb piszczy jak szalony, mówi ma, ba, a taaa, niee, amama (na jedzenie), tata, nie ma, przybija "piątkę", wkłada i wyjmuje rzeczy z pojemniczka, pokazuje oczko, nosek, usta, uszko, przytula się i przy tym mruczy, daje buzi i buja się na koniu na sprężynie na placu zabaw. Wie gdzie jest mleczko, owocki, uwielbia musy z tubki, przypomniał sobie jak się pije z bidonu, chociaż za piciem czegokolwiek nie przepada. Kasze je, ale nie są jego ulubionym daniem, obiady domowe lubi. Je dla towarzystwa jak tylko zobaczy, że ktoś inny też je. Uwielbia obserwować ptaszki przez okno, spotykać inne dzieci i ogólnie ludzi, ma 10 zębów, wyrasta z rozmiaru 80, waży 9300. Lubi zwierzątka, książki, piosenki itsy bitsy spider, 5 little ducks i kaczuszki. Lubi jak mu śpiewam. Ma 1 drzemkę, taką 2-3h. Nie lubi piasku i wg fizjo senso ma nadwrażliwość na dotyk. Za nim dwa szczepienia 6w1 i pneumokoki. Z gondoli wyrósł jak mial jakieś 6-7 miesięcy. Nie znosi czapek. Jeździ w drugim foteliku (polecam cybexa 360). Kąpie się na stojąco, lubi chodzić na basen. Nie znosi głośnej muzyki, przez co nie lubi gordonków, ale spodobała mu się Sensoplastyka. Do tego jest naszym najbardziej męczący oczkiem w głowie. Jest pogodny i radosny. Kiedyś na jakimś psychologicznym szkoleniu w pracy usłyszałam, że przez pierwsze 18 miesięcy życia człowiek "uczy się" poczucia własnej wartości. Płaczę - rodzice przychodzą -czyli jestem ważny. Im bardziej rodzice nad bobasem skaczą i spełniaja jego potrzeby, tym bezpieczniejszy bobas się czuje i nie boi się eksplorowac świat. Chyba odwaliliśmy kawał dobrej roboty, bo moje dziecko się tego świata nie boi. Takie samochwalstwo na koniec.
21 dc, 9 dpo
Cześć. Mam już wyniki kirów i chyba w tym temacie jest dobrze. Udało mi się zapisać na wizytę do Dr.P. ale niestety dopiero na lipiec.
Ten cykl odpuściłam, za dużo działo się u mnie prywatnie.
Wczoraj rano po stosunku wypłynęło ze mnie nasienie wraz z brązowawo-różowawą wydzieliną. W pierwszej chwili pomyślałam, że pewnie jakieś naczynko pękło, ale pod wieczór zaczął mnie kłuć jajnik po prawej stronie. Dzisiaj ten jajnik czasem znowu zakłuje.
Może to było plamienie implantacyjne?
Nie spodziewam się niczego z tymi moimi cytokinami ale jednak nadzieja się tli.
Dzisiaj test wyszedł negatywny.
"W końcu Cię czuję!"
19+1
W tym moim pamiętniku było tyle smutnych wpisów, ale też takich pełnych nadziei właśnie na ten czas. Musze więc tu naskrobać o nowościach w moim życiu.
W końcu czuję moje ukochane Maleństwo! To całkiem nowy etap w ciąży. Czuć się w ciąży a czuć Dzidziusia to dwie odrębne sprawy. Teraz tak bardziej jestem świadoma tego życia kryjącego się we mnie.
Pierwsze ruchy pojawiły się jakiś tydzień temu ale jeszcze nie byłam pewna czy to to. Ale już od tego tygodnia wiem, że to On. Już nie mam wątpliwości. Jestem bardzo szczęśliwa. I już tak nie stresuję się następnej wizyty. Bo dzięki tym ruchom jestem bardziej spokojna. Mam wielką nadzieję, że Syneczek rozwija się prawidłowo.
Następna wizyta to już USG połówkowe!!! Kiedy to zleciało?
Czuję się dobrze. Wiadomo szybciej się męczę i częściej muszę odpoczywać. Rano ze wstawaniem niezmienne jest ciężko 
Wiele znajomych mi mówi, że wyglądam kwitnąco i ładnie i że ciąża mi służy. Mój M też ciągle obsypuje mnie komplementami. Taką ciążę to ja rozumiem.
Wiadomo czasem mam dołki jak wstaję na wadzę i widzę jak szybko przybieram
Ale po porodzie na spokojnie będę do siebie dochodzić. Na razie o porodzie nie myślę za dużo. Jeszcze jest czas! Na razie przeglądam rzeczy na wyprawkę. Pierwsze zakupy za mną ale to na razie jakieś drobiazgi. Nie mam nawet żadnego ubranka, ale na wakacjach coś zacznę kompletować.
Chodzę cały czas do pracy bo nie lubię siedzieć sama w domu. No chociaż mamy pieska ale ja już nie mam siły tyle z nim bawić co wcześniej. Mam nadzieje że to zrozumie i pokocha nowego członka rodziny. 
19t6d
W końcu wczoraj otrzymałam syniki z testu Sanco plus-wszystko bardzooooo dobrzeee!!!!!
Co tam tylko było badane,zostało wykluczone!!!
Moja maleńka córeczka jest zdrowa i takich wieści mi trzeba było.
4 tydz + 0 dni (29 dc) (12dpo)
Rośnij fasolko!
Strach miesza się ze szczęściem. Patrzę i nadal nie wierzę, mój mąż chyba również. Jutro powtarzam test a jeśli nadal będzie pozytywny w poniedziałek albo wtorek beta.
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/f46a322ea4bc.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2017, 21:11
Przyszło powiadomienie z Clue, że cykl zacznie się dziś lub jutro. Nic się nie dzieje. Tzn dosyć "mokro" i odczuwam czasem kłucie w pochwie... Kojarzy mi się to uczucie z ciąża. Jutro zerkne, który to DC i pojutrze zrobię TC i jak będzie pozytywny to zacznę brać luteinę pod język (mam w domu). Nic nie powiedziałam jeszcze mężowi... Wiecej planów nie mam.
Kolejny 1dc.
Jestesmy po wizycie w klinice. Dr nawet nie spojrzał na moje wyniki i większość wyników męża. Skoncentrowal sie nanie zerowej morfologii a raczej na licznej kolonii bakterii - puki jej nie wyplenimy to reszta nie ma znaczenia, wiec przed nami bezowocny cykl anyybiotykoterapia
znowu martwy punkt i nic do przodu, ech zycie :'(
Dr pozwolil mi za to na agresywniejsze leki na trądzik. Na pon. zapisalam sie do dermatologa - moze tu cos sie ruszy...
Czuję się tragicznie. Naprawdę, mdli mnie od rana do nocy. Na chwilę pomaga ssanie owocowych cukierków, ale do cholery ile można? Pocieszam się, że to najprawdopodobniej świadczy o dobrym rozwoju dzidzisia. Kolejna wizyta dopiero 15 kwietnia, usg prenatalne. Moim zdaniem to za późno, bo wg OM będzie to już 15+0, a wg usg +/- 13+4. Nie chcę ryzykować, że nie uda się sprawdzić jakiś pomiarów, więc staram się o wyznaczenie wizyty tydzień wcześniej. Poza tym u nas wszystko dobrze, Emila ostatnio ma etap słodziaka, super śpi, trochę mniej się złości. Mąż po szczepieniu na Covid, szczepiony Astrą, przez dobę źle się czuł, ale już wszystko dobrze. Strasznie mu zazdroszczę, że został zaszczepiony! Co raz więcej osób dookoła chorych, boję się, że i nas po roku w końcu dopadnie...
Czas zapierdziela. Zaraz minie miesiąc, jak jesteśmy kpi, a Emila będzie miała 3 miesiące. Laktator wyznacza nam rytm dnia, ale dzięki niemu jestem mega dobrze zorganizowania i nie marnotrawię wolnego czasu. Dobowo ściągam teraz ok. 1,4 l, mała przejada góra 1 l dziennie, więc mam spore nadwyżki. Aktualnie prawie 17 l mleka w zamrażarce. Jedną szufladę oddałam już przyjaciółce na przechowanie, ale znowu kończy mi się miejsce. Myślę o jakiejś wolnostojącej używanej zamrażarce, bo zapasy powiększają się z tygodnia na tydzień. W piątek jedziemy do Pragi na koncert Backstreet Boys
. Tzn. ja z kumpelą idziemy na koncert, a małż będzie pilnował Emi. To będzie prawdziwy test, jeśli chodzi o ściąganie w miejscach publicznych
.
A tak poza tym Emilka jest cudowna, jest taką straszną śmieszką i gadułą. Sama słodycz. Zostały nam 2 dni masażu wędzidełka. Jak te tortury się skończą, będę przeszczęśliwa. Oczywiście rozkmin na tapecie nie brakuje. Ostatnio zastanawiała mnie zielona kupa. Tak sobie rozmyślam, skąd ten kolor. Być może od antybiotyku i leków przeciwbólowych, które ostatnio zażywałam, bo ząb nie dawał mi żyć. A druga rzecz to wyginanie się w c, które ostatnio się młodej zdarza. Już zaczynam się zastanawiać, czy to nie przypadkiem wzmożone napięcie mięśniowe, bo rączki też miewa zaciśnięte w piąstki, aczkolwiek otwiera je bez problemu. Jak jest zrelaksowana to nie zaciska, więc chyba nie ma powodu do zmartwień. Jakiś czas temu byliśmy u fizjo i mówiła, że napięcie ok, ale nie wiem, czy to się może z czasem zmienić? Podobno dłonie zaciśnięte w piąstki do 3 mź to norma, a mostkowanie też bywa przejściowe. Macie jakieś doświadczenie w temacie?
1 d.c.
Od ostatniej wizyty biorę orgametril na moje endometrium polipowate. Po histeroskopii miała być jeszcze biopsja, ale zakładam że jeśli nie dzwonią z kliniki, to chyba wszystko ok? Ale może dla pewności zadzwonię w poniedziałek. Byłam trochę przerażona, kiedy przeczytałam na ulotce leku działania niepożądane (b. częste: wzrost wagi, trądzik, obniżone libido, wzdęcia, etc...) Ale jak na razie nie jest tak tragicznie. Od teraz kuracja ma trwać 3 pełne cykle, czyli do końca roku mamy "spokój". Nie muszę się na nic nastawiać bo lek bardzo utrudnia zajście w ciążę. Jak ogarniemy stan endometrium, to w styczniu ruszymy z IUI. Max 2 próby, potem in vitro. W grudniu ma przyjść na świat siostrzeniec męża. Czuję, że będzie bardzo trudno, ale musimy to przejść...
30tc + 4 (31tc)
Miałam dzisiaj ciężką noc
. Obudził mnie duży ból między łopatkami
. Bolało mnie w każdej pozycji, nawet wstałam na chwilę, ale wtedy ból był mocniejszy, położyłam się więc z powrotem. Miałam już obudzić Męża, żeby spróbował mi rozmasować to miejsce, ale na szczęście z pomocą przyszła mi moja poduszka ciążowa. Udało mi się ją tak ułożyć, że pozwoliło mi to na chwilę rozluźnienia i zaśnięcie.
Rano w ogóle nie słyszałam budzika, na szczęście Synuś
zaczął dość intensywnie się ruszać, bo Mąż by zaspał do pracy albo pojechałby bez jedzenia.
Generalnie jestem dzisiaj strasznie senna, boli mnie głowa i plecy są sztywne, tak jakbym miała przyczepioną deskę do kręgosłupa. Ledwo zmusiłam się do zjedzenia śniadania, gdybym nie była w ciąży wcale bym nie jadła.
Zastanawiam się czy to przypadkiem nie jest od zmiany pogody, do wczoraj było dość upalnie i słonecznie, dzisiaj jest już chłodniej i trochę deszczowo. Wcześniej nie miałam takich objawów, ale wiadomo ciąża zmienia wszystko
.
Coraz mocniej bolą mnie piersi i czuję, że jeszcze urosły. Siara też zaczyna lecieć coraz mocniej, nie funkcjonuję już bez wkładek laktacyjnych. Ciekawa jestem czy będę miała pokarm, czy będę mogła karmić Małego
piersią.
W przyszłym tygodniu zabieram się za pranie i prasowanie ubranek dla Synka
. Najwyższa pora, potem może być już ciężej. W połowie lipca złożymy łóżeczko i zrobimy przemeblowanie pokoju (w sumie to wystarczy przesunąć dwie komody i wynieść na strych moje biurko
). Miesiąc przed terminem wolę mieć już wszystko gotowe, żeby nie martwić się, że coś jest nie zrobione.
We wtorek mam ostatnie 3 usg prenatalne, a za tydzień wizytę u doktora. Zapytam go o te objawy, chociaż pewnie powie, że to od pogody.
Ciekawa jestem ile waży Synuś
, brzuszek mam coraz większy, ale wygląda jak piłka albo mały arbuz
. Nie poszło mi nic w boki, ani w nogi i ręce. W ogóle z tyłu nie wyglądam jakbym była w ciąży
. A nawet jak się przeglądam w lustrze to widzę zarys talii, nie wiem jak to możliwe
.
I dzisiaj zalała mnie czerwona histeria. Do tego stopnia, że prawie zemdlałam. Mąż musiał mnie przyprowadzić z łazienki i położyć na łóżko, czułam jak prawie odleciałam. Dobrze, że dzisiaj szedł później do pracy bo nie wiem co by się działo, gdybym zemdlała przy dziecku... Boże...
Chce mi się płakać.
Ale nie chcę pokazać tego światu.
Przecież jestem silna.
Przeszłam o wiele gorsze rzeczy, niż nieudany cykl. Przecież mój syn wyszedł z poważnego stanu, cudem jest zdrowy i rozwija się prawidłowo. Te chwile gdy kazali myśleć o aborcji bo dziecko "nie ma nerek". Gówno a nie lekarze specjaliści. Pomógł nam zwykły lekarz ginekolog, gdzie w klinice profesor nie widział dobrze obrazu usg i kazał zastanawiać się nad usunięciem dziecka. Kiedy o tym myślę, mam ochotę napluć mu w twarz.
Czy tylko jak tak mam?
Zawsze kiedy kończą mi się dni płodne, myślę sobie i układam plan jak powiem o tej ciąży mężowi, jak będę to tłumaczyć dziecku, jak o wesołej nowinie dowie się rodzina.
Oglądam w sklepach internetowych podwójne wózki, łóżeczka, inspiracje na pokój dla dwoje dzieci.
Dzień przed testowaniem mam mega uśmiech na twarzy, tak jakby się już udało, tańczę z maluchem, cieszę się z życia.... I ooo. Bańka mydlana pęka a ja siedzę z wylewem łez i krwi.
Może rzeczywiście nie wiem kiedy ta owulacja u mnie występuje, przecież ból jajnika może zwiastować, że owulacja właśnie jest i pęcherzyk pęka, że owulacja będzie za chwilę, że owulacja będzie za dwa dni. Muszę zrobić wszystko by z mężem serduszkować co drugi dzień od zakończenia okresu i od razu po zakończeniu okresu sprawdzać owulację jakimiś dobrymi testami owulacyjnymi. Musi być dobrze. Chcę te wakacje spędzić już w czwórkę nawet jeśli ta czwarta osóbka będzie w brzuszku.
Potrzebuję dobrych nadziei.
4dc
Jajniki już mi tam nie doskwieraja... 2 dni temu ostatnio wieczorem brałam nospe, czego przy @nigdy nie robię, ale dzien po punkcji jakoś jajniki mnie zaczęły boleć aż do @. Może zapalenie wirusowe poszło dalej, nie mam pojęcia.
Moja babcia już lepiej wygląda, lekarza dali jej 2 tygodnie, ale myślę że dłużej będzie żyła... Wczoraj strasznie dała się we znaki. Jest strasznie uparta, chciała usiąść, krzyczała i wyzywala mnie, że kłamie, że siadać nie może... Trzymała pasek od mej torby strasznie mocno kiedy się zegnalam.... Ze zostałam jeszcze dodatkowe 20 min...
Musiałam aż jej wyrwać z rąk... Dużo ma siły... Nie tylko w płucach...
Kiedyś powiedziała że zrobi nam na złość i będzie żyła długo. Wiem że jej slowa~ te brzydkie, są że względu na guza, bo ona nigdy brzydko się nie wyrażała, dopiero od kilku lat zaczęła mieć takie ubytki w pamięci w czasie rzeczywistym, nie pamiętała co było kilka minut wcześniej czasami, a stare czasy opowiadała... I nie mam jej za złe, że krzyczy i klnie ona myśli że wszyscy kłamią... I nie dochodzi do niej ze ma guza mózgu, tetniaka aorty, i złamana kość w biodrze... Na dodatek jest bardzo uparta, i nikt tego nie zmieni, choć mówi się że jest w szpitalu no jest chora ona wie lepiej, dobrze się czuje i chce usiąść, bo ona nie przyzwyczajona aby siedzieć... Zawsze coś robiła, pracowała, potem zajmowała się dziećmi i domem, a potem przeprowadzka na wschód polski na stare śmieci, i opieka nad naszą 5tka, i zajmowanie się domem. Całe życie to robiła.
Ale uśmiechała się. Dobrze się czuje ~ lepiej i to jest ważne. 😁 Aby spokojnie dozyla, ile będzie miała sił. 😊
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.