30tc + 4 (31tc)
Miałam dzisiaj ciężką noc
. Obudził mnie duży ból między łopatkami
. Bolało mnie w każdej pozycji, nawet wstałam na chwilę, ale wtedy ból był mocniejszy, położyłam się więc z powrotem. Miałam już obudzić Męża, żeby spróbował mi rozmasować to miejsce, ale na szczęście z pomocą przyszła mi moja poduszka ciążowa. Udało mi się ją tak ułożyć, że pozwoliło mi to na chwilę rozluźnienia i zaśnięcie.
Rano w ogóle nie słyszałam budzika, na szczęście Synuś
zaczął dość intensywnie się ruszać, bo Mąż by zaspał do pracy albo pojechałby bez jedzenia.
Generalnie jestem dzisiaj strasznie senna, boli mnie głowa i plecy są sztywne, tak jakbym miała przyczepioną deskę do kręgosłupa. Ledwo zmusiłam się do zjedzenia śniadania, gdybym nie była w ciąży wcale bym nie jadła.
Zastanawiam się czy to przypadkiem nie jest od zmiany pogody, do wczoraj było dość upalnie i słonecznie, dzisiaj jest już chłodniej i trochę deszczowo. Wcześniej nie miałam takich objawów, ale wiadomo ciąża zmienia wszystko
.
Coraz mocniej bolą mnie piersi i czuję, że jeszcze urosły. Siara też zaczyna lecieć coraz mocniej, nie funkcjonuję już bez wkładek laktacyjnych. Ciekawa jestem czy będę miała pokarm, czy będę mogła karmić Małego
piersią.
W przyszłym tygodniu zabieram się za pranie i prasowanie ubranek dla Synka
. Najwyższa pora, potem może być już ciężej. W połowie lipca złożymy łóżeczko i zrobimy przemeblowanie pokoju (w sumie to wystarczy przesunąć dwie komody i wynieść na strych moje biurko
). Miesiąc przed terminem wolę mieć już wszystko gotowe, żeby nie martwić się, że coś jest nie zrobione.
We wtorek mam ostatnie 3 usg prenatalne, a za tydzień wizytę u doktora. Zapytam go o te objawy, chociaż pewnie powie, że to od pogody.
Ciekawa jestem ile waży Synuś
, brzuszek mam coraz większy, ale wygląda jak piłka albo mały arbuz
. Nie poszło mi nic w boki, ani w nogi i ręce. W ogóle z tyłu nie wyglądam jakbym była w ciąży
. A nawet jak się przeglądam w lustrze to widzę zarys talii, nie wiem jak to możliwe
.
I dzisiaj zalała mnie czerwona histeria. Do tego stopnia, że prawie zemdlałam. Mąż musiał mnie przyprowadzić z łazienki i położyć na łóżko, czułam jak prawie odleciałam. Dobrze, że dzisiaj szedł później do pracy bo nie wiem co by się działo, gdybym zemdlała przy dziecku... Boże...
Chce mi się płakać.
Ale nie chcę pokazać tego światu.
Przecież jestem silna.
Przeszłam o wiele gorsze rzeczy, niż nieudany cykl. Przecież mój syn wyszedł z poważnego stanu, cudem jest zdrowy i rozwija się prawidłowo. Te chwile gdy kazali myśleć o aborcji bo dziecko "nie ma nerek". Gówno a nie lekarze specjaliści. Pomógł nam zwykły lekarz ginekolog, gdzie w klinice profesor nie widział dobrze obrazu usg i kazał zastanawiać się nad usunięciem dziecka. Kiedy o tym myślę, mam ochotę napluć mu w twarz.
Czy tylko jak tak mam?
Zawsze kiedy kończą mi się dni płodne, myślę sobie i układam plan jak powiem o tej ciąży mężowi, jak będę to tłumaczyć dziecku, jak o wesołej nowinie dowie się rodzina.
Oglądam w sklepach internetowych podwójne wózki, łóżeczka, inspiracje na pokój dla dwoje dzieci.
Dzień przed testowaniem mam mega uśmiech na twarzy, tak jakby się już udało, tańczę z maluchem, cieszę się z życia.... I ooo. Bańka mydlana pęka a ja siedzę z wylewem łez i krwi.
Może rzeczywiście nie wiem kiedy ta owulacja u mnie występuje, przecież ból jajnika może zwiastować, że owulacja właśnie jest i pęcherzyk pęka, że owulacja będzie za chwilę, że owulacja będzie za dwa dni. Muszę zrobić wszystko by z mężem serduszkować co drugi dzień od zakończenia okresu i od razu po zakończeniu okresu sprawdzać owulację jakimiś dobrymi testami owulacyjnymi. Musi być dobrze. Chcę te wakacje spędzić już w czwórkę nawet jeśli ta czwarta osóbka będzie w brzuszku.
Potrzebuję dobrych nadziei.
4dc
Jajniki już mi tam nie doskwieraja... 2 dni temu ostatnio wieczorem brałam nospe, czego przy @nigdy nie robię, ale dzien po punkcji jakoś jajniki mnie zaczęły boleć aż do @. Może zapalenie wirusowe poszło dalej, nie mam pojęcia.
Moja babcia już lepiej wygląda, lekarza dali jej 2 tygodnie, ale myślę że dłużej będzie żyła... Wczoraj strasznie dała się we znaki. Jest strasznie uparta, chciała usiąść, krzyczała i wyzywala mnie, że kłamie, że siadać nie może... Trzymała pasek od mej torby strasznie mocno kiedy się zegnalam.... Ze zostałam jeszcze dodatkowe 20 min...
Musiałam aż jej wyrwać z rąk... Dużo ma siły... Nie tylko w płucach...
Kiedyś powiedziała że zrobi nam na złość i będzie żyła długo. Wiem że jej slowa~ te brzydkie, są że względu na guza, bo ona nigdy brzydko się nie wyrażała, dopiero od kilku lat zaczęła mieć takie ubytki w pamięci w czasie rzeczywistym, nie pamiętała co było kilka minut wcześniej czasami, a stare czasy opowiadała... I nie mam jej za złe, że krzyczy i klnie ona myśli że wszyscy kłamią... I nie dochodzi do niej ze ma guza mózgu, tetniaka aorty, i złamana kość w biodrze... Na dodatek jest bardzo uparta, i nikt tego nie zmieni, choć mówi się że jest w szpitalu no jest chora ona wie lepiej, dobrze się czuje i chce usiąść, bo ona nie przyzwyczajona aby siedzieć... Zawsze coś robiła, pracowała, potem zajmowała się dziećmi i domem, a potem przeprowadzka na wschód polski na stare śmieci, i opieka nad naszą 5tka, i zajmowanie się domem. Całe życie to robiła.
Ale uśmiechała się. Dobrze się czuje ~ lepiej i to jest ważne. 😁 Aby spokojnie dozyla, ile będzie miała sił. 😊
Pielęgniarka w moim labie na dzisiejszym pobraniu krwi: "O, a my to się wczoraj nie widziałyśmy?"
Krąsi: "Nie. Faktycznie, często tu przychodzę, ale nie było mnie wczoraj".
P: "No, ja mam wrażenie, że się codziennie widzimy."
K: "Raczej jeden raz na dwa, trzy tygodnie, teraz jestem przed zabiegiem, ale mam nadzieję, że z końcem czerwca, początkiem lipca, przestanę być tu stałym gościem".
Eh. Wczoraj byłam w klinice na pierwszych warsztatach z cyklu "Wyluzowanie na żądanie". Psycholog na początku stwierdziła, że to nie jest terapia grupowa, a jednak po wyjściu stamtąd miałam tyyyyle siły i dobrej energii, jakbym właśnie wyszła z terapii grupowej
Grupa kameralna, 6 osób, bagaż doświadczeń i problemów. Warsztaty kosztują mnie, tyle, co dojazd do Wawy. Wczoraj myślałam, że te jedne zajęcia kosztowały mnie 130 zł, ale nie - zatankowałam za 103 zł
i jeszcze na tym pojechałam do pracy te 30 km, więc podróż tam i z powrotem kosztowała mnie między 85 zł a 95 zł. U mnie w mieście nie znajdę wizyty prywatnej u psychologa czy psychiatry w tej cenie, a na pewno nie będzie to psycholog specjalizujący się w pacjentach z problemem niepłodności, przedłużających się starań. Ogólnie polecam, jeśli ktoś miałby czas i ochotę.
Dziś byłam na refleksologii, kobieta namówiła mnie na refleksologię głowy w przyszłym tygodniu (już na spokojnie po laparoskopii). Byłam też na akupunkturze, ale tu już nie wrócę, coś nie czuję chemii z wbijającym igły, robi to inaczej niż kobieta na Śląsku, do której chodziłam, gdy mieszkałam w Katowicach.
A teraz idę się pakować na wyjazd, udanego weekendu Wszystkim!
6 doba/szpital.
c holter wyszedl ok. Odchylenia sa ale male i nie trzeba mu podawac lekow. Usg glowy brzucha ok. Pobrali mocz na posiew i krew na badania podstawowe. Wyniki jutro. Posiew z krwi poki co ujemny. Ostateczny wynik w pon. Pewnie do poniedzialku tu bedziemy siedziec.
Dobrze ze pokolei badania sa dobre. Musze tu jeszcze wytrzymac. Ale coraz ciezej
20t6d
Czas leci, raz szybciej raz wolniej. Od poniedziałku jestem na zwolnieniu. Na razie na 3 tygodnie do następnej wizyty i myślę, że wrócę do pracy na jeszcze trochę. Na razie odpoczywam psychicznie od mojego "ucznia". W domu mam małego szczeniaka, który zajmuje mi mnóstwo czasu więc dobrze, że chociaż od pracy odpocznę, bo już robiło się ciężko psychicznie.
A synek rośnie- na usg szalał choć wcale tego nie czułam- czuję kopniaki ale przez większość czasu wydawało mi się, że jest spokojny a na usg okazało się, że bardzo żwawe dziecko- i oczywiście był w innej pozycji jak na ostatniej wizycie. Rany co za wiercipięta. Ledwo też udało nam się zdjęcia zrobić- choć tym razem 3D ale wyszły super, mały śliczny z łapkami w buzi. Waży już ok. 0,5 kg a jego wymiary są już na 23 tydzień ciąży. Data porodu przesunęła się na 19 października więc nasz czas się skraca
Brzucho rośnie cycki bolą. Ah ta ciąża
Kupiłam niezbędne kosmetyki nawilżające i przeciw rozstępom. Miałam też trochę ciążowych ciuchów (nie sądziłam, że w końcu jakieś kupię) no ale nie wiele mi ich zostało bo szczeniak mi podziurawił swoimi zębiskami. Nie mogę się doczekać kiedy mu wypadną i przestaną tak go swędzieć bo jest czasami nie do wytrzymania.
Na poniedziałek jestem umówiona na badanie połówkowe. Koszt to 250 zł, niby mój lekarz stwierdził że nie ma takiej potrzeby ale i tak pojadę na zasadzie zasięgnięcia drugiej opinii. Mam nadzieję, że to że wiek ciąży jest 23 tydzień nie będzie stanowiło problemu.
Oby było dobrze.
Wczoraj miałam egzamin z szycia - teorie. Zdałam śpiewająco! Chyba najlepiej z całej grupy! Tak tak, taka jestem zdolna bestia.
Dzisiaj 14 po. Testy tylko jaśnieja. Na co ja liczyłam? Nie wiem. Za bardo chyba się naogladalam dziewczyn, które po laparoskopi zachodzą w ciążę. Niestety z moją endometrioza i nasieniem męża to raczej niemożliwe. Czasem mam takie chwile że łzy same lecą. Najbardziej przeraża mnie ten czas który goni jak głupi... Tak szybko zleciały nam te 3 lata, a im dalej tym szybciej to goni... Zaraz minie rok od poronienia. Nie mogę zrozumieć jak to się stało że wtedy się udało, ale przez tego kwietniowego biochema tamta ciąża straciła na znaczeniu. Poprostu jakiś niewypał. Wtedy myślałam że to moje szczęście, cud jakiś. A teraz myślę "niewypał". Czuję się tak jakby to się nie wydarzyło. Zaraz minie rok.... Całe szczęście że zaraz wakacje i odpoczynek...
32tc + 3 (33tc)
13 sierpnia będzie nasza godzina ZERO
, tego dnia powitamy na świecie naszego Pierworodnego
.
Znieczulenie będzie ogólne, doktor i położna aż przerazili się widokiem prześwietlenia mojego kręgosłupa
. W sumie im się nie dziwię, mam w sobie trochę metalu, zwłaszcza w odcinku piersiowym, ale lędźwiowy też jest mocno obłożony
. Anestezjolog za nic by się nie wbił.
Wiem co tracę, wiem, że nie usłyszę pierwszego krzyku naszego Synka
i że to Mąż zobaczy i przytuli Go pierwszy. Ale jestem w stanie to przetrawić, wiem, że Mąż z pomocą położnych zajmie się nim najlepiej, a dzięki narkozie nasz Synek będzie miał zdrową mamę, która od razu po wybudzeniu będzie mogła się nim zająć.
Nie mogę się już doczekać
.
Badania połówkowe w porządku. Dalej liczę dni i tygodnie zbliżające nas do spotkania z synkiem i wierzę, że będzie ok. Od 4 tygodni czuję ruchy, na razie stukanie w różnych częściach brzucha 
PS czekamy na Michałka
Staranie o pierwsze 👶/ 2 cs /12 dc
Zbliża się owulacja, ale jakoś nie mam dobrych przeczuć co do obecnego cyklu. Po chorobie czuję się osłabiona (choć może to jesień tak na mnie działa) i chyba zostanę tylko przy obserwacji temperaturki, a testy owulacyjne zostawię na następny cykl... W pierwszym cyklu starań bardzo mnie poniosło i całe dnie robiłam obserwacje: najpierw czy to już owulacja się zbliża, a potem czy może to już objawy ciąży. Chęć posiadania dzieci przesłoniła mi wszystkie inne bieżące sprawy i dopiero negatywny wynik bety sprawił, że się uspokoiłam i zaczęłam myśleć trochę bardziej racjonalnie. Postanowiliśmy z mężem, że w tym cyklu będziemy się po prostu cieszyć sobą, a nie starać na siłę...
Bardzo miło czyta się historie dziewczyn, które tyle czasu i energii włożyły w to, aby doczekać się dwóch kreseczek na teście, potem zobaczyć serduszko dziecka na monitorze, aż w końcu przywitać nowego członka rodziny... Mam nadzieję, że prędzej czy później także i nas spotka taka radość, ale lepiej prędzej 
Jesteśmy u moich rodziców. Góry, jezioro, przyroda - uwielbiam.
Wiadomość o ciąży udało nam się przekazać spokojnie, więc i rodzice na szczęście nie świrowali z radości. Powiedziałam im że w styczniu nam się nie udało, więc jeszcze niech się nie nastawiają. Ale oczywiście mam nadzieję że wszystko będzie ok.
Kurczę, od wczoraj wieczorem a dziś to już prawie cały czas coś mnie gnicie w brzuchu. To jest prawidłowe chyba określenie - gniecie, uciska, rozpiera, nie boli tylko jakiś taki dyskomfort mam po prawej stronie brzucha. Mam nadziej że to nic groźnego, bo mój lekarz jest jakieś 350 km stąd 😕
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 czerwca 2019, 15:33
2 lipca prenatalne, strasznie się boję! ale musi być wszystko wporządku, maleństwo musisz być całe i zdrowe!!🤞🤞✊✊
rośnij zdrowe 🤞🤞✊✊
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 czerwca 2019, 19:09
Mój wczorajszy entuzjazm zmalał gdy leki przeciwbólowe przestały działać. Ból, kłucie, brzuch jak balon twardy i wielki, nawet tyłek mnie boli
wciąż krwawię
ledwo chodzę zgięta w pół do łazienki i do łóżka.
Pół nocy nie spałam, pózniej udało się przymknąć oko. Sen to jednak najlepszy na wszystko. Dalej krwawię ale trochę już bardziej mogę się wyprostować.
Ogólnie cała ta stymulacja dołożyła mi jakieś 3kg i duuzzzo cm w pasie bo nie mieszczę się w żadne spodnie. Moze dlatego, że jestem taka opuchnięta. Obym już na tym lutinusie nie puchła tak mocno.
A ja myślałam o seksie... oj głupia Ewa, głupia!
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2019, 20:38
6dc
Od wczoraj plamie niby @sie skończył w środę przed południem, a wczoraj i dzisiaj plamienie. Podbrzusze boli troszkę... Nie wiem czy to może przez te zapalenie tak się ciągnie te plamienia czy jak...
Co do babci... Dzisiaj mama kupiła materac odlezynowy... Powoli zbiera rzeczy, bo pewnie po weekendzie już będzie babcia w domu. Nie ma miejsc w hospicjum, na innym oddziale, aby umieścić babcie... Także zostanie załatwienie łóżka w poniedziałek. A później pielęgniarki aby przychodziła i pomagała w higienie babci.
Dzis późnym popołudniem ma przyjechać rodzina z zachodu polski, zobaczyć babcie dopóki żyje. Lekarze dali 2 tygodnie, jeśli nie zachoruje na zapalenie płuc, a max 6 miesięcy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 czerwca 2019, 12:13
Z 12 pobranych komórek w dniu punkcji dostałam informacje o 9 prawidłowych i dojrzałych. Dziś embriolog powiedziała, że zapładniali 7 komórek, z których zapłodnilo się tylko 5 
Jakoś posmutniałam... jutro mam dostać telefon w sprawie umówienia na transfer, który odbędzie się w poniedziałek, za 3 dni w 5 dobie. Oby maluszki dotrwały!
PIĄTEK
Uff, jak dobrze, że ten okres był dla mnie ciężki tylko w tym pierwszym dniu. Teraz czuję się zupełnie, jakbym go nie miała. Jest słaby, skąpy, nie wiem czy to przez te upały i zmianę odżywiania, bo nie oszukujmy się, ale jak jest gorąco to nie chce się jeść a pić jedynie wodę i do tego zimną.
Dzisiaj zawitałam w aptece. Przy okazji kupowania coś na dziecięce AZS kupiłam sobie Folik, Magnez +B6, i herbatkę rooibos. Mam jeszcze dostać od męża witaminki i kapsułki z olejem z wiesiołka. Zastanawiam się również nad Inofemem ale nie wiem czy aż tak go potrzebuję. Do tej pory brałam jakiś najtańszy kwas foliowy z rossmana, ale stwierdziłam, że wolę brać prawdziwy kwas a nie jakiś jego pochodny i do tego jeszcze suplement.
Nie wiem, czy mówić mojemu mężowi o tym wszystkim. On zaraz patrzy na mnie spod byka i mówi gorliwie, że zamist łykać takie świństwa powinnam więcej "żreć". Kiedy ja na to nie mam ochoty ani czasu, przy ganiającym półtorarocznym łobuzie i firmie działającej w domu najzwyczajniej brakuje czasu, żeby tylko siedzieć i podjadać jakieś zdrowe przekąski. Tak samo nie powiem mu nic, że będziemy serduszkować co drugi dzień, bo on zaraz się peszy i nic z tego nie będzie. Niech myśli, że mam wysokie libido i ochotę na niego, tak mu będzie lepiej.
Bardzo chciałabym, żeby ten cykl był tym pięknym. Jakoś już mam dość dobrych nowinek od koleżanek kiedy ja sama bym taką chciała, a mieć nie mogę. Boże, już tyle razy mi pomogłeś w życiu, syna mi uratowałeś, wiem, że nie powinnam nadwyrężać Twojej mocy... ale proszę o piękny dar. Wiesz, że tego pragniemy.
Swoją drogą mam pozytywne myśli jak i nastawienie na to wszystko. Zobaczymy na jak długo.
Wczoraj mój już nie mały syn pierwszy raz spędził dzień noc bez smoczka. Nawet usypianie samemu mu to pięknie idzie, w ogóle się nie buntuje i nie woła o smoczusia tylko idzie pięknie spać. Aż się z tego powodu wczoraj popłakałam. Bo to już nie jest mój malutki bobas tylko już duży chłopczyk... Tęsknię za tym malutkim dwu i pół kilowym niemowlęciem, które spało tylko i się uśmiechało do nas. Oby rodzeństwo dla niego było nam dane takie same.
Niestety 41 CS zakończony, jakiś miałam mała nadzieję za accofil pomoże i się uda, jednak rzeczywistość okazała się inna. Gin miał rację że naturalnie szans nie mam, gdybym była 10 lat młodsza albo miała lepsze AMH....... Już się nie łudzę że naturalnie zajde, postanowiłam ostatni raz podejść do stymulacji i kończę starania. Jeśli los pozwoli to do ivf podejdę jeśli nie to nie. Bez łaski. Mam już tego wszystkiego dość, naprawdę nam dość.
Jeśli dojdzie do urlopu to biorę 3 butelki wina i codziennie po szklance pije i mam gdzieś leki itd.......
Jak na złość firma złożyła mojemu u Wojewódzkiego odwołanie i teraz czekamy kiedy będzie wizyta u lekarza. Nie zdziwilabym się jakby była podczas urlopu. Mój stwierdził że nie chce rezygnować ze wspólnego urlopu i w razie czego idzie na L4 aby go nie gonili. Bo ja już urlopu nie przeloze. W złą godzinę złożyłam wniosek bo dzień po okazało się to co jest teraz.
Naprawdę ale zauważyłam że życie nie układa mi się jak powinno, stale coś, stale kłody. Nie nam sil fizycznie ani psychicznie. Dlatego najlepszym rozwiązaniem będzie się poddać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 czerwca 2019, 18:13
No i co...? I 9 dzień kolejnego cyklu! trwa właśnie 6cs. Jest okej. Postanowiłam zrobić update dla samej siebie. Czuje się bardzo dobrze. Poprzedni cykl był najgorszy od kiedy się staramy ale chyba i przełomowy. Mam dość liczenia dni, oczekiwania na owulacja i plakania nad negatywnym testem parę dni przed @ i w trakcie. Odpuszczam..po prostu sobie żyje i czekam co to życie przyniesie. Ześwirowałam na maxa i czas siw otrząsnąć. Nie wyjdzie w tym cyklu...trudno! Jak nie ten to kolejny, jak nie kolejny to zaczniemy dokładniejsze diagnostykę.
Nie wiem jak długo potrwa ten stan akceptacji, mam nadzieję, że nie oddali w 2 fazie cyklu, będę się starała zachować zimną krew do końca. Pozdrawiam wszystkie staraczki, trzymam kciuki...ale może wspólne odpuszczenie? Kto się pisze? #akcjaodpuszczam
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/87c6e19c954d.jpg
przeczytałam dziś jeden pamiętnik,dodałam do ulubionych:-)
Autorka wklejała sporo zdjęć i zastanawiam się nad tym jak dodać fote do pamietnika czy tak samo jak na forum?
teraz próba fotki
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.