Procedura pochłonęła więcej kasy mogliśmy się spodziewać.
13900,00 - pakiet 2+1
2770,00 - leki
350,00 - embrioglue
700,00 - intralipid
1000,00 - mrożenie
400,00 - dojazdy (+/-)
80,00 - wizyta startowa
60,00 - badanie przeciwciała + czystość pochwy
Łącznie: 19260,00 zł
Cię pierdole. I niech mi teraz powie ktoś, że szczęścia nie można kupić...
Ef, wczoraj wieczorem jak leżeliśmy już w łóżku to do takiego własnie wniosku doszlismy- że jak wlewy poskutkują to moze uda sie naturalnie. Ale nie ma co gdybać- tak się ułożyło i juz.
Jak wracaliśmy z kliniki po raz pierwszy popełnilismy rozmowę, że może być tak, że jednak nie będziemy mieli dzieci. I tak w tym samohodzie, z Darko przy boku pomyślałam:"no może tak być". Wczoraj cały dzień "żyłam z tą myślą". Dzisiaj rano obudziło mnie przerażające uczucie, którego nawet nie próbuję opisać i myśl: "nigdy nie będziemy mieli dzieci". I to nie było miłe.
P.S. Przeleiałam sobie forum i info o najwyższych NK jakie znalazłam to... 37% No w kij z rozmachem jestem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2017, 14:37
3 dpt
Pachwina nie boli, brzuch "ćmi" jeszcze. Ale tak analizuję to i myślę sobie, przecież 1dpt nie mógł mnie brzuch boleć na poronienie 
Jest to oczywiście czas rozmyślań i analiz. Chwilami wpadam w panikę, że mogłam się zdecydować jednak na intralipid i kroplówkę przeciw skurczom macicy. Boję się, że "zniszczę" taki piękny zarodek.
Może też trochę zaczynam sobie już w mawiać te skurcze macicy.
Myślę też, że przecież te komórki NK nie są chyba moim jedynym problemem, bo gdyby tak było, powinnam chyba zachodzić w ciążę ciągle i ronić. Chyba,że ronię a nawet nie wiem.
No ale przecież patoligii tego swiata nie badaja NK -.-
Jak byliśmy w transferze, czekaliśmy pod gabinetem przyszła matka z córką. Dziewcze nie wiecej niz 16 lat. O ile tyle miało. Pysk umalowany do granic mozliwości, oko całe obrysowane czarną kredką. Jak matke kocham, to jakby moja Mama mnie zobaczyła, w takim makijażu to osobiście by mi dziub umyła. A to dziewcze siedzi z mamuśką i niestety powiem to choć nie powinno się oceniać książki po okładce- widać, że patologia. To jeszcze nic, ta gowniara dymiła tam, że jest opóźnienie. To my biedne bezpłodne, czekamy cierpliwie za miliony monet, żeby nas zapłodnili, kłujemy się, zremy leki aż swiecimy w nocy,badamy, i wychodza nam kurwa komórki NK a dziewcze z patoligii po prostu zaciążą.
Gdybym wierzyła w boga to powiedziałabym, że jest zły.
Juz mamy czwartek... Za chwile weekend 
jakoś po @ jestem bardziej wytrzymala....
Ale tak mi smutno, ze dalej nic u mnie sie nie zmienia pod wzgledem wiadomym.... Czyli tym przez który jestem na tym forum.... To juz tyle czasu.... Zycie jest mega ciężkie.... Niby nikt nie mówił, ze bedzie łatwo, ale nikt też nie powiedział, jak bedzie trudno...
Chciałabym pstryknac w palce i być szczęśliwa mamą....
Zastanawiam sie czy nie wydłużyć wieku do którego moglibyśmy zaadaptować dziecko.... Moze do 2 lat....
13+3tc
Jak to jest, objawy - strach, brak objawów tez strach.. Ja chyba osiwieje, a do wizyty dokładnie tydzien... Czekam... Wierze dzidziu ze pieknie tam sobie rosniesz i ze wszystko jest dobrze🤞🤞✊✊
Dodatkowo na ostatnim posiewie wyszla bakteria... Lekarz przepisal gynalgin i clindamycin. Po przeczytaniu ulotki jestem przerazona. Wierze ze nie zaszkodzi dzidzi!!! 🤞🤞✊✊
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2019, 23:39
Mój mąż jest niemal święty. Nie tylko dlateto, że jest dobry i cierpliwy, ale wiecie, on NIGDY nie klnie o_O
Mi tam się zdarza rzucić niecenzuralne słowa, ale dla mego męża teraz tego nie uczynię, a wierzcie mi, mam wielką ochotę.
@$$&@*?@?!!$$?&!!$?#?#
Mea culpa, bo nie na wszystkim się znam, bo pierwszy raz jestem na prawdę w ciąży i jeszcze nigdy nie robiłam PAPPA. Oczywiście, czytałam o tym badaniu, ale pomijalam kwestie techniczne, bo przecież panie w recepcji (3 różne panie, w tym położna i pielęgniarka) mi powiedziały, że badanie krwi robi się dzień wcześniej.
No to dzisiaj rano zrobiłam. Sprawdzam sobie wyniki w Alabie, bo tam są realizowane badania, a tu komunikat, że czas realizacji 4 dni robocze.... Stwierdziłam, że pewnie dla mojej Kliniki robią szybciej.
Zadzwoniła pani potwierdzić jutrzejszą wizytę, więc tak z ostrożności procesowej pytam, czy na pewno będą jutro wyniki krwi podczas usg. Pani tą informację weryfikowała chyba z 5 minut, po czym mi mówi, że nie i że najlepiej żebym przyszła w najbliższy wtorek....kurtyna.
@#$$&??!@#_??#$$?@!_##
Oczywiście, powiedziałam, że są niepoważni, nieprofesjonalni i że mnie wprowadzili w błąd itd. ale uznałam, że w takim razie jutrzejsze USG mija się z celem.
Reasumując, stres, który miał się jutro skończyć potrwa jeszcze kilka dni. Grrrrrrrr.
Ja wiem, ze może i lepiej, bo będzie to wg OM 12t3d i powinno być wszystko ładnie widać. Wiem, że to badanie nic zasadniczo nie zmienia, bo czy dziecko jest zdrowe, czy chore, to wynik tego faktu nie zmieni.
Ale ja już dzisiaj ze stresu ledwie mogłam się skupić się na pracy. Dobrze, że nie miał nic pilnego, bo bym poległa całkiem.
A tu jeszcze w sumie 5 dni czekania 
Jestem wkurzona :[
Wczoraj przywieźliśmy wózek i część ciuszków "dziedziczonych".
Wóźek 3 w 1 stan powiedziałaby idealny. Jest beżowy więc muszę tylko wyczyścić stelaż. Dokupię chyba materacyk do środka bo oryginalny wydaje mi się za cienki. Dokupić też trzeba torbę na zakupy i na akcesoria. Do fotelika dokupimy "wypełniacz" żeby Hanuś miała stabilnie. Wóżek prowadzi się dobrze, jest bardzo lekki, gondolka szeroka, choć mojej Mamie wydaje się, ze "zdecydowanie o co najmniej 2 razy za mała" 
Ciuszków dostałam 3 wory, część z nich raczej nie użyjemy bo to rozmiar 50-56, a Darko mówi, że bezgranicznie ufa lekarzowi od połówkowych i Hanuś w jego opinii (Darko nie lekarza) jak się urodzi to będzie miała z 1,2 m
Ale rzeczywiście te najmniejsze po prostu wypiorę, przygotuję w razie W, ale spakuję. Mama mówi, że początkiem sierpnia wystarczy je uprać i przygotować. Oby.
Uparła się Mama, że na wypis ze szpitala musza być "nowe" ciuszki więc to już będzie na jej głowie
Dokupię może ze 3 pary śpioszków. Ale może.
Powiedzcie Babki jak to z ciuszkami na później, tzn na razie mam ciuszki do jakichś 68 cm. Czy powinnam od razu kupic jakieś większe ciuszki też czy przyjdzie na to czas?
W połowie maja zamówimy łóżeczko bo już chcę żeby było w domu.
Nie umiem zdecydować się co do wanienki. W końcu padnie chyba na "najtańszą" na stelażu
Pytanie tylko czy te stelaże są wystarczająco stabilne? Jak będzie Gwiazda starsza to wanienkę będziemy pakowac do wanny, ale na początku z pewnością będzie mi wygodnie wyżej.
Nadal zastanawiam się nad koszem Mojżesza.
Do pielęgnacji ciałka Hanusi zdecydowałam się na masło kakaowe, ale ekologiczne, sprowadzane z wybrzeża Kości Słoniowej. Jest antybakteryjne, posiada naturalny filtr uv, nie uczula, nie jest niczym ulepszane. Nad pozostałą "chemią" jeszcze się nie zastanawiam.
Powinnam od razu kupić butelki? Jeżeli tak to czym kierować się przy wyborze? Tzn ja nastawiam się na karmienie piersią, ale wiadomo jak jest.
Tak samo zastanwiam się nad nianią i laktatorem.
A, jeszcze pościel, ręczniczki i takie dupsiki. Na pewno nię będę kupować "osłonki" do łóżeczka, wiecie, tych dekoracji co się wiążę w łóżeczku. Może jak będzie większa, ale na początku sobie darujemy.
Wczoraj zapisałam się do szkoły rodzenia i zaczynam w poniedziałek albo środę. Choć wolałabym od poniedziałku bo w środę wyjeżdżam na kilka dni. Jak się okazało ku miłemu zaskoczeniu, szkoła jest bezplatna. W tym kraju jest coś bezpłatne. Mam nadzieję, że nie okaże się to pro pisowska, ewentualnie pro katolicka wersja 
Chciałam się też zaspisac do lekarza, którego wybrałam (ze szpitala, w którym chcę rodzić), ale okazało się, że nie ma do niego miejsc w najbliższej "dekadzie". A, że mam ubezpieczenie grupowe w pzu, myślę sobie - spróbuję. Moje zdziwienie było ogromne gdy okazało się, że właśnie wybranego lekarza mam "w pakiecie". Za darmo, łącznie z wszystkimi badaniami hahahhaha Aneta żyj. Więc znowu jakaś stówa w kieszeni zostanie 
Ogólnie fajnie się mamy, dobrze się czuję, może tylko gorzej sypiam. Tzn bardziej na zasadzie budzenia się w nocy, ale wszystko da się przeżyć. Może czas zacząć traktować to jako normę 
D. zawsze był cudowny, ale teraz jest jeszcze bardziej cudowny i w ogóle myślę sobie, że mam cudne życie.
Waga się zatrzymała i chwilowo nie przybieram, co tez jest niewątpliwie plusem
Apartament Haneczki jest coraz większy, ona regularnie ćwiczy wygibasy. Słuchajcie takie pytanie może dziwne
Te jej kopniaki to mam rozumieć noga robi? (niby logiczne choć niedokońca)
Przestały mi też puchnąć stopy.
Ogólnie to jestem chyba dziwnym przypadkiem. Przed ciążą miałam duży problem z puchnięciem w upalne dni. Teraz w ciązy nie mam
. Przed ciążą miałam premanentną zgagę, teraz nie mam. Ciąża to stan idealny dla mnie 
A. Zaczynam trochę przeżywać poród. Chyba jednak wolałabym cc. Właśnie z racji mojej paniki. Choć nie wiem na ile lekarza przekona mój argument: "chcę cc bo wpadam w panikę" 
Moja Mama jest na urlopie w pl i szaleje na punkcie Hanki. Ciągle gada do niej i mowi jak to będzie jak już Hanuś się urodzi. To cudowne dzielić się szczęściem z bliskimi.
Jak długa drogę pokonaliśmy żeby znaleźć się w tym monecie. Ile za nami łez, ciąż znajomych, smutków, bezsilności. Teraz nosze pod sercem nasz mały Cud, a Darko planuje jej przyszłość. Wiem, że w kontekście osób, które nadal czekają na swój cud zabrzmi to strasznie, za co przepraszam, ale czuję się wybrańcem. Czuję się dumna z rosnącego brzuszka, kupując krem na rozstępy dla ciężarówek, jak mnie przepuszczają w kolejce na poczcie. Czasami myslę sobie, że życie bywa okrutne bo na pewno obok mnie są osoby, takie jak ja jeszcze kilka miesięcy temu, które patrzyły na ciążowy brzuch ze łzami w oczach i robi mi się nieswojo. Chciałabym żeby osoby, które chcą mieć dzieci po prostu je miały.
5dc, 4 dzień stymulacji. Jutro jadę na podgląd, zobaczymy, co wyjdzie. I mam listę pytań, a i tak myślę, że o czymś zapomniałam. Jak się najlepiej przygotować do punkcji? Do transferu? Poza obstawieniem encortonem i heparyną? Poczytałam o kurczliwości macicy, podawaniu intralipidu, atosibanu i głowa mi pęka.
Mężuś mi właśnie powiedział, że on już tak bardzo nie może się doczekać. I to słychać w nim. I czuć.
Zastrzyki idą sprawnie, więcej strachu było przed. Igła jest cieniutka. Teraz to już nawet nic nie czuję, bo przy pierwszym generalnie brzuch później bolał.
Dobrze, że weekend mamy obstawiony spotkaniami z przyjaciółmi, będziemy mniej myśleć.
Skończyłam warsztaty psychologiczne. Wnioski są takie: nie można myśleć za dużo. Myślimy o tym, co jest dla nas ważne, jeśli jesteśmy na takiem etapie, że myślimy o powiększeniu rodziny, to nic dziwnego, że to nas pochłania. Rady - bo za dużo o tym myślisz, można sobie puścić obok uszu
nigdy nie jest za dużo, dalej: bo za bardzo chcesz - to jak głodnemu powiedzieć - "jesteś za bardzo głodny!" - nie można za bardzo chcieć. Nasze myśli, te depresyjne i dołujące, próbujmy przekształcać w takie bardziej optymistyczne, ale realnie optymistyczne, tzn. "Nigdy się nie uda" - nie róbmy z tego "Tym razem na pewno się uda!" - ale raczej "Z czasem się uda". Te pierwsze dwa zawierają "nigdy" i "na pewno" - sformułowania, na które całym organizmem reagujemy, bo są nieprawdziwe, skąd wiemy, że nigdy, a skąd, że na pewno? To są kłamstwa. Kobieta pokazała nam kilka sposobów relaksacji, czy też uspokojenia się, kilka z nami przećwiczyła. Jeden - czyli samodzielny masaż wnętrza dłoni - przećwiczyłam w korku. Pomógł. Tylko chyba bardziej dlatego, że zajęłam się czymś innym niż tym, że stoję w korku. Kolejny aspekt: dużo zależy od naszego nastawienia. Nikt nikomu nie każe być od rana do wieczora uśmiechniętym i zadowolonym ze swojego losu, ale możemy pracować nad naszym nastawieniem, możemy próbować się nastawić właśnie na te dobre tory.
Najważniejsze jednak jest to, że poznałam osoby, tak twarzą w twarz, walczące z tym problemem. I choć zabrzmi to głupio, to ja, po sobie, myślałam, że niepłodność widać. Że po prostu po mnie każdy, na ulicy, w autobusie, korku, u lekarza, widzi, że walczę z tym problemem. No nie. To tak nie działa. Laski, które tam poznałam, to normalne dziewczyny, owszem z różnymi problemami, ale normalne, niektóre są podwładnymi, inne szefowymi, niektóre poruszają się komunikacją publiczną, inne tylko samochodami, niektóre uprawiają sport, inne nie, niektóre świetnie gotują, a inne niekoniecznie, pogadają o wszystkim, o nieistotnych pierdołach też, usiądą, wysłuchają, ale też jak mają potrzebę - same się wygadają i wyżalą. Czasem smutne, czasem poważne, czasem roześmiane, żartujące. I najważniejsze - żadna, naprawdę żadna, nie miała na czole napisane "niepłodna".
Dziś wróciłam do pracy po operacji. Nie było tragedii. I dziś też wróciłam na ścianę wspinaczkową - tu miło się zaskoczyłam, bo obstawiałam, że po 2-3 tygodniach przerwy z moją kondycją będzie słabo, a było normalnie
W poprzednim tygodniu na jodze się oszczędzałam, w tym już robiłam na 100% asany. Jak ja lubię sport 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2019, 23:08
Zastanawia mnie fakt, że największy wkurw mam około owulacji, a nie około okresu, więc nie jest to chyba typowy Pms. A może jest? Nie wiem. A Wy jak myślicie? Ostatnio było ostro, więc przygotowując się na następną rzeź emocjonalną, mam taką myśl, czy to się nie nadaje na jakiegoś endokrynologa?
Dostałam przeniesienie na inne stanowisko, jestem średnio zadowolona, mimo iż pensja będzie wyższa - ale nie jest to spełnienie moich marzeń. Oni nazywają to awansem. Czy ja wiem? Czy te stanowisko nie zaszufladkuje mnie na zawsze? Jestem inżynierem, a ten etat ma daleko do mojego wykształcenia. Nie wiem co myśleć, w sumie zaraz może będę w ciąży. Mam zacząć pracę od 1 sierpnia. Czy uda mi się uzyskać zwolnienie na parę godzin w celu wyjazdu do kliniki? Szefostwo wie że staram się o dziecko i tego mi życzy. Jestem zmieszana. Wczoraj nie mogłam spać.
Nie pisałam jeszcze, że moje szczęście jest nie tylko zasługą lekarzy ale również Boga któremu powierzyłam moje zdrowie i prośbę by obdarzył mnie łaską . Teraz chciałabym na ten temat napisać kilka słów bo czuję się wdzięczna za wysłuchanie mojej prośby i pomoc w ciężkich dla mnie chwilach. Gdy dowiedziałam się o mięśniaku na początku nie był duży miał 3,5 cm jednak po 3 latach urósł do rozmiarów 6cm . Wiele czasu straciłam na bezmyślne branie nieodpowiednich dla mnie leków oczywiście za sprawą lekarza który jak się później przekonałam ( na całe szczęście) nie mającego na mnie już pomysłu. Lekarz zaczął mnie zbywać długo czekałam na hsg które obiecywał mi przez pół roku a do którego nie doszło. Po pewnej nieprzyjemnej dla mnie sytuacji podczas wizyty postanowiłam że nigdy więcej już do niego nie wrócę i znajdę innego lekarza. Poszłam do kliniki leczenia niepłodności tam znalazłam obecnego lekarza który zaczął mnie leczyć od razu bez żadnych domysłów. Jeszcze w tym samym miesiącu gdy pojawiłam się w klinice zostało mi przeprowadzone Sono HSG okazało się że lewy jajowód jest praktycznie niedrożny ponieważ mięśniak bardzo go uciska. Po pewnym czasie po rozmowie z lekarzem zdecydowałam się na operację która dawała mi 50% szans że w razie komplikacji mogę stracić macicę. Jednak podjęłam te ryzyko, wtedy też zaczęłam Nowennę i moją modlitwę o uratowanie macicy. Na początku sceptycznie podchodziłam do tego ale z czasem modlitwa stała się dla mnie czymś bardzo ważnym i w jakimś stopniu uzależniłam się od jej odmawiania. Cała Nowenna Pompejańska trwała 54 dni odmawiałam ją tak jak należy codziennie po 3 tajemnice. Nadszedł dzień operacji... Czekałam na łóżku z różańcem w dłoni modląc się tak mocno jak nigdy przedtem, ze łzami w oczach prosząc Boga i Maryję by byli ze mną podczas operacji i by mnie strzegli, by nie pozwolili im usunąć mojej macicy, by zrobili wszystko by mi ją zachować. Gdy już jechałam na blok operacyjny nie przestawałam się modlić. Ostatnie słowa jakie usłyszałam przed zaśnięciem to że ''wszystko będzie dobrze'' ... Obudziłam się w drodze na salę pooperacyjną, zobaczyłam tylko mojego męża i zapytałam która godzina i czy mam macicę po czym się rozpłakałam i już nic nie pamiętam. Spałam cały dzień z chwilowymi przebłyskami z których nie pamiętam nic tylko przebłyski. Kiedy już się przebudziłam na tyle żeby dostrzec mojego lekarza obok usłyszałam tylko że operacja się udała i wszystko jest dobrze. Dziękowałam Bogu za to że mnie uratował, Maryi że była ze mną i wspierała, wierzę że to właśnie ona mnie wysłuchała i pomogła. Wysłuchała i wsparła jak matka córkę , bo ja tak pragnę zostać matką i dzięki tej pomocy wierzę że moja droga zmierza we właściwym kierunku. Wierzę że jest mi dane zostać matką i bd robić wszystko żeby tak się właśnie stało. Moja przygoda z Nowenną jeszcze się nie zakończyła bo póki co muszę czekać na wygojenie się macicy i na zielone światło by móc działać. Lekarz dał mi pół roku na całkowite wygojenie się ale 3 miesiące z mrugnięciem oka że mogę pomału zacząć było dobrym znakiem
Nowennę zacznę od nowa w nowej intencji gdy tylko bd mogła podjąć starania. Teraz mam nowe szanse i nowe spojrzenie na przyszłość
Przebiła się druga dolna dwójka, czyli zębów jest 8. W tym dniu była mega marudna, nie chciała spać w dzień i generalnie ledwie co wyrobiłam się do pracy.
Ale noce nie najgorsze, tylko śpi z nami. Przybiera różne pozycje. Czasem udaje "zatkać" się smoczkiem i nocne karmienia są ograniczone do 1-2. Czasem chwila ssania i zasypia.
Wczoraj pojechaliśmy spontanicznie na basen. Strzał w dziesiątke. Młoda szalała, uśmiech nie schodził jej z ust, nie przejmowała się gdy ktoś/coś ją ochlapał, w brodziku wkładała ręce do fontanny. Pływała w kole (takim w kwadrat, dla maluchów, fajnym, stabilnym) i przebierała nogami tak, że płynęła sama. Zrobiła awanturę przy wyjściu kręcąc głową, wolając nienie.
Trochę zniesmaczyło mnie, jak niektórzy rodzice brali maluchy do wody bez pampersów... w samych majtkach niemowlaki.
Niestety mam jeszcze nieogar pod prysznicem i ją wykąpałam od razu (by było już przed 20), a siebie tylko opłukałam.
Zasnęła w samochodzie na noc.
Wczoraj też wchłonęła (z dokładką) spagehtti z ciecierzycą po meksykańsku, z makaronem orkiszowym. Cieszy mnie to, bo danie jest szybkie i można gotować na 2 dni, a mam już dość stania przy garach, sprzątania i roboty głupiego. W kółko to samo.
Wczoraj też stary trzymał ją na blacie kuchennym, zagapił się przez okno a ona dorwała nektarynkę i zaczęła wcinąć, jakby robiła to setki razy... Umyliśmy jej i zjadła sama 3/4 owocu (był miękki i soczysty).
Dziecko mi dorasta
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2019, 14:39
Przygotowania do roczku! Biszkopt na tort z weganskim kremem sie piecze, lemon curd do babeczek zrobie jutro, szampan sie chlodzi ;o) w ndz mini uroczystość. Ode mnie i meza podstawowy zestaw duplo.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2019, 14:39
Gdyby na początku tej ciąży ktoś mi powiedział, że przejdę ją tak bezproblemowo to chyba bym go wysmiala. A jednak, poza epizodem kolki nerkowej w 27 tc nic kompletnie mi się nie działo. Na dzień dzisiejszy (37+1) szyjka skrócona w ok. 30% i rozwarcie na 0.5 cm (tydzień temu długa i zamknięta więc efekt przedwczorajszych skurczy przepowiadajacych). Malutka waży ok. 2800g więc też jakimś gigantem nie jest. Daje sobie max 2 tyg na poród. Przepływy ok, łożysko super, zapis ktg idealny. Położna do porodu wykupiona. Nic tylko rodzic 🙂
Wojtuś się niby cieszy ale chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że za chwilę nasze życie wywróci się do góry nogami 😉
No więc moje nadzieję na ciąże naturalna w pewien sposób zostały pogrzebane...mam nadzieję że z czasem się oswoje z tą informacją, że w ciągu roku spróbujemy z in vitro i zakończę przygodę zwana staraniami o dziecko. Doktor P. Przejrzał cała nasza historie i badań i tego co się działo z ciazami. Podobało mi się jego podejście, odrazil nam iui w Krakowie z uwagi na odległość, ale kazał posprawdzac kilka rzeczy a moanowicie:
-u emka zwrócił uwagę na zły wynik DFI, który uniemożliwia znaturalne zajście...powtórka badań we wrześniu albo po 3 miesiącach brania supli.
-ja muszę zrobić mikrohisteroskopie
-oboje badania genetyczne....
-ja powtórka amh we wrześniu.
Tak więc wakacje mamy z głowy.... Mam wrażenie że mój durny łeb dalej nie rozumie tego co się do niego mówi... NIE ZAJDZIESZ W CIĄŻĘ NATURALNIE NIGDY! mamie powiem że dzieci mieć nie będziemy, niech wie jaki Bóg jest wspaniały naprawdę. Patologia może mieć jedno za drugim, a człowiek wierzący który ma coś w głowie dostaje po łbie. Mam w nosie takiego Boga. Rujnuje mi życie.
W piątek zostałam po raz 6 ciocią. Moje dwie szwagierki (w tym jedna młodsza) mają po 2 dzieci oraz siostra ma również 2.
Kiedy dowiedziałam się o drugiej ciąży Asi (szwagierka), po wylaniu milion łez, powiedziałam sobie że teraz w końcu nastał czas na mnie. Że jak ona urodzi, ja zajdę w ciążę... Ta wyczekiwana chwila, w końcu będę miała do niej prawo. Na którą czekam od 2 lat.
Ciężko jest być jedyną osobą w rodzinie bez dzieci. Bo przecież to ja jestem najbardziej dyspozycyjna, mając urlop wypoczynkowy można podrzucić mi dzieci, nigdy nie mam nic do roboty.
Etat mamy jest gorszy od pracy. To po co w ogóle mieć dzieci jeśli to takie straszne?
Mam ochotę udowodnić wszystkim, że będę zajebistą mamą. Będę doskonale godzić obowiązki zawodowe z wychowywaniem dzieci. I przy tym wszystkim będę mieć psa, kota! Bo dom i ogród już mam, które oczywiście będą perfekcyjnie zadbane! O tak! Tak będzie, zobaczycie!
17 września pierwsza wizyta w Bocianie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2018, 15:40
Dokładnie rok temu się dowiedziałam. Przez kolejne dwa dni nie wiedział nikt więcej.. Dokładnie rok temu. Niesamowite..
Z głupoty zrobiłam test na jakiejś głupiej stronce aby sprawdzić jakie mam szanse na ciążę karmiąc piersią 🤪 Okazuje się, że skoro karmię wyłącznie piersią, nie mamy przerw dłuższych niż 6h a mały nie ma jeszcze 6m-cy, to nasze szanse wynoszą 0,3% 🥴 Nie chcę Brunka oduczać piersi, chcę mu dawać co najlepsze tak długo jak tylko mogę, a z drugiej strony czas ucieka.. Kurczę, chciałam uniknąć tej presji a nie umiem jej uciec. Jeszcze niby nie jestem staraczką, a już trochę się nią znów czuję i boję się tego. Wiem jak ciężko nią być. Przeczytałam Twój ostatni wpis Frufru i masz rację. To jest tak bardzo delikatny temat.. Tak bardzo emocjonalny.. Starania są ciężkie i okrutnie niesprawiedliwe.. Są jednym wielkim znakiem zapytania z którego ciężarem trzaba umieć żyć. Czuję, że za ten znak zapytania łapię coraz mocniej.
No i jesteśmy na wakacjach. Ja dostałam okres bo brałam za mało luteiny. No trudno, może to i lepiej, będę miała z głowy. Przeciągnęłam cykl 2-3 dni. Na wesele siostry przynajmniej nie będę miała. Szkoda że niedługo przyjdzie jesień. Wakacje byłyby super, gdyby nie dziewczyna kumpla. Laska jest okropna.... Zachowuje się jakby pozjadala wszystkie rozumy, a nie ma pojęcia o życiu.
Pomyślałam, że dobrze byłoby wprowadzić jakaś zdrową dietę dla mnie i dla męża. U mnie ta insulinoopornosc, a u niego niezbyt wesołe wyniki nasienia, więc trzeba coś podziałać, dieta podobno daje niekiedy super efekty, wiem że ciężko uwierzyć po tych 3 latach walki, ale nie mam wyjścia. Muszę zrobić wszystko, żeby sobie potem niczego nie zarzucić. Dieta i zdrowe odżywianie przyda się też do IVF, bo poprawi parametry nasienia i jakość komórek, także to jak najbardziej trzeba zmienic. Napewno dużo zdrowiej, mniej cukru itd. wprowadzę oleje do diety. Oprócz lnianego będzie też olej z xArnuszki
27dc
Dzisiaj dużo przemyśleń miałam, liczyłam jak długo mi zajmie leczenie... I przy dobrych wiatrach zacznę starania w styczniu /lutym o ile wszystko będzie w porządku.
To robi się irytujące. Jak to lekarz stwierdził, kiedy powiedziałam że u mnie ciągle to samo, jak nie jedno to drugie, to doktorek odpowiedział, że u mnie ze wszystkim problem, wszystko pod górkę.
Nie powiedziałam mężowi, bo on siebie obwinia, że muszę przez to przechodzić.
Generalnie zdrowa, lecz przez Pcos mam problem z oocytami, twardsza osłonka ~ bo jednak miałam mieć klasyczne zapłodnienie, a tu wyszło ICSI.
Bezplodny mąż, alergia, astma, zapalenie wirusowe.
Czasami dopada mnie jakaś mała depresja, ale wiem że nie długo może dopaść mnie coś innego. Muszę przestać myśleć chyba o tym wszystkim.
W niedzielę z mężem jedziemy do kina na 12.50 trochę trzeba się rozerwać.
Przyszły tydzień będę miała lżejszy, więc pomyślę może o większej ilości witamin i zacznę robić koktajle owocowe... Od dzisiaj znowu zaczęłam pić len, troszkę kichy przeczyscic trzeba.
Pewnie będę coraz mniej korzystać z tego serwisu, bo ostatnio zaglądając tu zazdrość mnie łapie, i myślę "dlaczego to nie ja". Na dodatek przed weekendem mąż spotkał kolegę /sąsiada z czasów kawalerskich, który zapowiedział że zostanie ojcem ~ przytlaczajaca informacja.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2019, 19:19
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.