9 dc, póki co testy owulacyjne negatywne. Zbadałam sobie hormony:
progesteron: 0,33 (norma: 0,1 - 0,3);
LH: 6,25 (norma: 1,80 - 11,78);
estradiol: 169,90 (norma: 21 - 251) *oznaczenie wykonano dwukrotnie, wynik potwierdzony.
Nie wiem, z której strony się przyczepić do tego estradiolu z uwagi na istniejącą gwiazdkę. W poniedziałek mam wizytę w klinice. Wcinam awokado, migdały i orzechy. Nawadniam się. Mężuś zaczyna się cykać. Ja w sumie też. No co tu ściemniać. Strach jest olbrzymi.
Po historii z Anką dostałam super dużo wsparcia - nie tylko tu takiego mentalnego, psychicznego, ale też fizycznego. Znajomi zasypywali mnie pomysłami jak zorganizować sobie dojazdy do pracy (bus to godzina drogi w jedną stronę, plus wcześniejsze wstawanie itd.). Z pomocą siostry wybrałam najlepsze rozwiązanie. Laweta 700 zł. Robocizna mechanika 1000 zł. A jeszcze nie wiadomo, co poszło (w sensie czy całe sprzęgło, czy tylko tarcza - wszyscy trzymamy kciuki, żeby poszła tylko tarcza). Anka od tamtej pory napisała jakieś durne informacje, które ją wybielały w jej oczach, nie czytałam ich (Mężuś się zapoznał z treścią i je wykasował, bo stwierdził "Jak ją byś kiedyś spotkała, to jej włosy wyrwiesz z głowy"), bo jak tylko słyszałam jej imię oraz Pana Gadżeciarza, to wpadałam w trzęsiawkę (ja wiem, samochód, rzecz materialna, ja wiem, stary jest, ja wiem, poobijany, porysowany, ja wiem, przecież ja tu walczę o dziecko, więc czymże to wszystko wobec Wieczności - tyle z teorii
), chyba jeszcze nie przestałam bluzgać. Choć z każdym dniem coraz mniej rzucam mięsem, w pracy nawet byłam w stanie się skupić na pracy, co w poniedziałek czy we wtorek było niewyobrażalne. Ale, ale, ale... KARMA WRACA. Właśnie tak, moi drodzy, karma wraca.
Dowiedziałam się od Kaśki, która została do niedzieli, że miała miejsce taka sytuacja:
Pan Gadżeciarz na noc podłączył do ładowania w samochodzie telefon. Pan Gadżeciarz ma super przenośne panele słoneczne, które ładują power bank i z tego power banku można naładować telefon. Super fajny gadżet, mega pozerski, nie został wykorzystany, bo ładuje zbyt wolno. Kasia rzuciła im hasło "Ej, ale rozładujecie sobie akumulator przecież" - "Nie, Pan Gadżeciarz robi tak zawsze i nigdy nic się nie stało" odpowiedziała Anka. Następnego dnia około 10:00, jak próbowali wyjechać w skały samochód nie odpalił. Kasia po prostu zaczęła się śmiać. Dalej okazało się, że nie mają kabli do podpięcia pod akumulator w samochodzie Kasi. Taaaak, namiot za 1500 zł, śpiwór za 1000 zł, zegarek za 3000 zł, a podstawowej rzeczy (którą sama mam - sprawa oczywista, że z instrukcją obsługi - w moim autku) za jakieś 40 - 50 zł brak.
:D:D:D:D:D Kasia wyciągnęła swoje kable i zapytała ich, czy im się tak zawsze zdarza. Na co Pan Gadżeciarz odpowiedział, że jemu tak nigdy się nie zdarzyło. Tiaaaa, jasne. Bo uwierzę. Kto normalny podpina telefon na wyłączonym silniku?!?!?!?!?! No kto? Mając power banka i naprawdę, oni nie byli daleko od cywilizacji. 200 metrów dalej były już zabudowania. I te skały, to nie są kurka Tatry na wysokości 2300 m.n.p.m. Dalej jeszcze z ciekawostek okazało się, że nie mieli mapy. W skałach trzeba mieć tzw. topo - topografię dróg wspinaczkowych. W sobotę korzystali z mojej - nie zwróciłam na to uwagi, byłam przekonana, że korzystali z mojej, bo była na wierzchu. a tu klops, pojechali na 2,5 dnia w skały bez mapy!!!!!!!!
:D:D:D:D I jeszcze drobiazg z soboty mi się przypomniał. Mały Człowiek jest obecny w życiu Anki 4,5 roku. I ona w sobotę się wszystkich wokół pyta, co mamy do jedzenia, bo oni jakoś nie pomyśleli o jedzeniu i nic nie mają. My oczywiście, że naszykowani po uszy, dla wszystkich, pozostali także, szły tortille, racuchy, jabłka, banany, kabanosy, jogurty, makaron z warzywami, ryż z mięskiem i warzywami. A oni nic. Bo przecież wspinanie jest ważniejsze niż niż sama obecność na łonie natury, dobrze przygotowana, z dobrymi ludźmi wokół. Obsesja. Tak się kończy obsesja. Pan Gadżeciarz nie będzie słuchał się mnie, która się wspina 7 lat i popełniła mnóstwo błędów (na których się wiele nauczyła i widziała wiele błędów innych osób, z których wyciągnęła wnioski), za to on przecież wspina się całe 3 miesiące i on już wszystko wie. Gówno wie.
Musiałam się wypisać. A teraz spokój, spokój, spokój, gdyż z Rodzica na odległość będę na dniach Rodzicem standardowym. No.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2019, 16:49
Normalnie mam wrazenie ze sila wyzsza gra tu sobie ze mna w berka! W tym miesiacu pierszy raz zaczelam uzywac ovu kalendarza. Mowie sobie skoncentruje sie troszke na tym. Oczywiscie na poczatku cycklu wciaz zapominalam mierzyc temperature, wiec troche naciegnelam fakty. Mnie wiecej w ok. 10 cyklu zaczelam mierzyc. Po testach owulacyjnych wyszla mi owulacja dnia 14 tego. Dalej mierze temperature.....i patrze dzisiaj rano, ovu kaledarz zrobil mi psikusa i pokazuje, ze owulacja wystapila w dniu 17. No i szok teraz, bo to oznacza, ze prawdopodnie dostane @ tcztery dni pozniej (nastepna niedziela)
Jak ja to wytrzymam, przeciez mam kompletna paranoje nad ktora od wczoraj troszke panuje....ale dodatkowe 4 dni moga mnie wykonczyc 
Chyba w tym miesiacu skonczy sie na tym, ze bede robic test jak nigdy, zeby sie ogarnac i moc przygotowac na inseminacje.
Jest piatek kobietki, wiec uciekajmy z pracy i relaksujmy sie!
Zaraz pedze do fryzjera i mam nadzieje, ze dostane sie rowniez do kosmetyczni, bo brwi mam jak bobr 
Milego weekendu!
26 dc, 13 dpo, prawdopodobnie, bo OF mi nie zaznaczyło z uwagi na moje porąbane temperatury. Zaznaczyłam ręcznie wg własnego uznania i obserwacji. Ostatnimi czasy @ przychodzi 24-28 dc. Raczej wcześniej niż później. Dziś już 26 dc, a tu nic... Więc już serducho pogrążone w nadziei...
Od 2 dni pobolewa mnie brzuch, jak podczas @, tylko lżej. Dziś czuję prawy jajnik. Piersi ciężkie, sutki wrażliwe. Bolą mnie plecy tak na dole... Częstomocz. Pojawił się śluz wodnisto-lepki, może ciut rozciągliwy jakby się zastanowić... Od kilku dni mam problemy ze snem, zaliczam częste pobudki... Spadek apetytu, za to wielkie pragnienie. Mam jakieś uderzenia gorąca, w głowie mi dziwnie. Taka dzika się czuję... Rozkojarzona.
To był ostatni cykl z CLO.
OF mówi, że mam 60/100 pkt jeśli chodzi o objawy (ale u mnie większość objawów występuje także przed @).
Biegam do łazienki, znów z nadzieją i strachem zdejmując majtki...
Boję się zrobić test. Serio, boję się jak nigdy wcześniej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2019, 10:29
Minął rok starań... Cały rok.
Z jednej strony dużo - rok temu w życiu bym nie pomyślała, że znajdę się tu gdzie aktualnie jestem.
Z drugiej strony mało - na samym naszym dinusiowym wątku jest dużo dziewczyn starających się dużo dłużej ode mnie.
Przez ten rok miałam 6 pełnych cykli (nie liczę lipcowo-czerwcowego w jakim się spóźniliśmy):
1. 5.08.2022-21.09.2022 długość 48dni, owulacja w 34dc (potwierdzona, apka wykasowała mi ją przez nieregularne cykle)
2. 22.09.2022-17.11.2022 długość 57dni, owulacja w 43dc (tak samo jak wyżej)
3. 18.11.2022-17.01.2023 długość 61dni, owulacja w 48dc
4. 18.01.2023-04.03.2023 długość 46dni, owulacja w 46dc
5. 5.03.2023-8.04.2023 długość 35dni, owulacja w 20dc!
6. 9.04.2023-30.06.2023 długość 83dni, brak owulacji - zakończony luteiną

Będę dzwonić do szpitali we Wrocławiu leczących niepłodność na NFZ.
Aktualnie na zalecone przez Invimed IVF nie mamy pieniędzy, żadne dotacje nam nie przysługują, poza tym chcemy zobaczyć czy coś zdziałamy sami. Wiadomo, że szybciej i łatwiej na pewno będzie iść w zaleconą drogę, ale aktualnie sytuacja nam nie pozwala z powodów finansowych - wykańczamy dom.
Mąż będzie szedł na kontrolę nasienia w jakoś październiku. Jest obstawiony suplami przeze mnie i przyjaciółkę od ziół. Obiecał, że jeśli nie będzie poprawy to zacznie się diagnozować u specjalistów i zbada hormony.
W planach mam za jakiś czas wdrożyć i wykupić dietę dla pary z Akademii Płodności.
Aktualnie jestem w 7 cyklu starań, 38dc. Mój wykres jest rozjechany na wszystkie możliwe strony, moja szyjka również (przez tydzień wisiała na wysokości, wczoraj zjechała w dół) - jak prawie za każdym razem jedna wielka niewiadoma. Dzisiaj wzięłam luteinę, zła na siebie o to, że mam dwa dni obsuwy.
Bo miałam to zrobić już dwa dni temu, ale...
No właśnie, co ale?
To, że w sobotę z pełnym przekonaniem miałam ją wziąć, ale siknęłam na dwa testy proforma - owulacyjny i ciążowy. Nie chwaliłam się tym nigdzie.
Owulacyjny ściemniał troszkę. Od kilku dni zresztą ciemniał powolutku. A na ciążowym zaczęła tlić się delikatna, różowa poświatka w miejscu drugiej kreski. Cień cienia brata cienia, widoczny od początku i na pierwszy rzut oka. Moja przyjaciółka u której byłam pomagać przy bobasie na weekend również widziała bez problemu ten cień. Chciałam wstawić to na forum, wysłać do męża, bo było to perfidnie widoczne. Ale oczywiście zepsutym aparatem to mogłam co najwyżej posmyrać się po piczce a nie uchwycić cień cienia.
Nie chwaliłam się tym bo parę razy wmawiałam sobie, że widziałam nieuchwytne cienie widmo i jeszcze by mnie uznano za wariatkę.
Niemniej takiego cienia nie widziałam nigdy. No, może raz na jakimś dziwnym no-name teście. Ale ta kreska była na renomowanym DOZie płytkowym...

(Najlepsze zdjęcie jakie udało mi się zrobić, widać na nim jak się oddalam od ekranu - musicie uwierzyć na słowo że była i jest widoczna od razu, a także jest różowa
)
Odstawiłam luteinowe plany, odstawiłam niewskazane w ciąży suple i pognałam sobie do apteki po testy (laby dookoła były już zamknięte) licząc na to że w niedzielę kreska będzie ciemniejsza. No i co?
No i niby człowiek wiedział ale się łudził.
O dziwo biel w niedzielę nie ruszyła mnie jakoś mocno i piszę to z ręką na sercu. Owulak znowu ściemniał lekko, więc miałam nadzieję że coś się kluje (lub idzie owulacja) - bo tempo ciemnienia miał jednostajne a temperatura była od kilku dni w górze.
I chciałabym Wam coś mądrego tu napisać, ale dzisiaj wszystko padło na podłogę jak w piosence "everybody do the flop". Temperatura zaliczyła zjazd kolejką górską o 0,3 w dół, owulak zrobił się blady jak ściana. To by było na tyle.
Wleciała luteina.

Pomarańczowa kreska - poziom LH
Fioletowa kreska - temperatura
Teraz czuję, że jest mi po prostu zwyczajnie przykro. Nie dlatego, że nie jestem w ciąży. Dlatego, że 4 miesiąc (czyli odkąd przeprowadziliśmy się na swoje i nie mamy tylu stresów, żyjemy w komforcie psychicznym) nie mam owulacji... I nie potrafię powiedzieć nawet dlaczego. Wszystkie badania miałam w normie lub bardzo ładne, PCOS zdiagnozowano na podstawie cykli i USG, na wahania TSH dostałam leki (notabene TSH podskoczyło do 2 znowu - będę zgłaszać się do endo i wykorzystam to aby odświeżyć resztę badań), żyję zdrowo, ćwiczę wydolnościowo jak zalecają przy PCOS, moja waga wróciła do normy, piję dużo mniej alkoholu a jak już to czerwone wino, wdrożyłam zioła i suple ukierunkowane pod PCOS. I wszystko to jak krew w piach. Czuję się zapędzona w kozi róg i coraz bardziej mam wrażenie, że im bardziej luzuję głowę, im mocniej chcę wesprzeć swój organizm, tym mocniej on się buntuje.
Ten wpis miał być podsumowaniem roku starań, ale widzę, że musiałam wylać nagromadzone przez weekend emocje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia 2023, 10:22
Eh spokoju z zębami było 2 dni.. zobaczymy jaki będzie weekend 
Mówicie, że szybko do pracy... ja już pracuje odkąd Jagoda skończyła miesiac tyle, że tylko odskakiwałam na pojedyncze klientki. Teraz już jestem w pracy na pełny etat. Tak to jest jak sie ma swoją działalność. Nie ma zmiłuj.
Kochane czy Wasze maluchy też takie są? Chciała siedzieć, siedzi, chciała raczkować- raczkuje. Ale nieee rączki albo chodzić pod pache.
Poza tym macie jakieś sposoby na odstawienie mleka na noc? W dzien go nie chce - je inne rzeczy - za to w nocy
nadal sie budzi i przez noc potrafi wypić ok. 700 ml
32+0
Do porodu: 56 dni
Do donoszonej: 35 dni (równe 5 tygodni!)
Obwód brzuszka wciąż do zmierzenia😀
Ciuszki poprane,poprasowane. Akcesoria powkładane w organizery,ogarnięte. Torba w połowie spakowana. Okna umyte,firany zmienione,bujak i przewijak już na miejscu. Dzisiaj jeszcze dokupujemy drobiazgi do torby(to już ostatnie) i za kilka dni znosimy łóżeczko🤗 w dlugi weekend zlożymy a ja wypiore akcesoria do niego. Do urodzin będe obrobiona,zostanie tylko wózek🤗
Do wizyty 13 dni jeszcze.
U diabetologa ok,kontrolujemy dietą i w moim przypadku lepiej cos wieczorem jeszcze podjeść by rano cukier byl wyższy niż te co sporadycznie w dzien przekrocze.
Wizyta kolejna za 12 dni a za 10 dni badania.
Wczoraj wieczorem oglądalam komedie romantyczna,czyli mówiąc wprost: odpoczywałam 😀 jeszcze te torby muszę muszę musze chociaż jest ciężko i niewygodnie :p
Dzisiaj w planie szybkie zakupy,teście i ogród 😉 ciacho upieke na długi weekend bo wczoraj jedlismy urodzinowe ciacho taty 😊😊
13dc
Smutek. Starania w tym miesiącu wstrzymane. Byłam u ginekologa i prawdopodobnie mam infekcję bakteryjną 😞 Dostałam gynalgin, kuracja 10 dni, więc przepadną dni płodne. 😞 Kolejny miesiąc w plecy, ile jeszcze?
Czuję się kiepsko, ból głowy miesza się z zawrotami i uderzeniami gorąco...nigdy nie czułam się tak po dupku, jeszcze 3 dni jakos muszę wytrzymać. W poniedziałek planuje zrobić podstawowe badania, może problemy z elektrolitami? Zawsze u mnie potas byl pod kreską. Za tydzień chrzciny córeczki mojej Patrycji mam nadzieję że @ akurat nie wypadnie na ten dzień... chociaż z moim szczęściem.
Dni mijają tak szybko, ciągle gdzieś jeżdżę, biegam, załatwiam generalnie to dobrze nie mam czasu na głupie analizy. Nim się ogarnę trzeba będzie pakować walizki i wracać i tak przetrwamy kolejny cykl....
Może we wrześniu wyskoczymy gdzieś na weekend odpocząć i oderwać się od tego wszystkiego...K by chciał do Paryża, ale perspektywa zaśmieconego przepełnionego bezdomnymi miejsca jakoś mnie odrzuca, może uda mi się namówić go na coś bardziej ciepłego... chociaz na te 3 dni. Nie planuje jednak zbyt wiele..." Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach na przyszłość"
Cieszę się że 2 tygodnie w pracy sana wytrzymałam i dałam radę, choć w 1 tygodniu było ciężko. Jestem z siebie dumna.
W tym tygodniu jakiś nam dziwaczy okres, tu wysiedzieć nie mogę, tu chce mi się płakać tu mam dość wszystkiego ehhh te hormony.
Mężuś nie lepszy. Też ma swoje ja. Wczoraj Się pokłóciliśmy, karmię go tabletkami na lepsze nasienie. On nie chce brać twierdząc że mu wątroba spuchnie.
I powiedział mi wprost czy wierzysz w cuda że będziesz w ciąży bo ja nie. Po co to wszystko jak wiadomo jaki będzie wynik, daj spokój z lekami i z ivf. Kasę lepiej przeznacz na wycieczki, bo taki będzie finał że będziemy z niczym.
Niestety tego sama się obawiam, że zostaniemy z niczym.
Mężuś na teraz 3 nocki wraca w poniedziałek. Ja mam weekend dla siebie.
I co fajnego Gosiunia robi, odgrzebuje stare śmieci. Znalazła dysk przenośny i układa przekłada telenowele. Znów do moich łask wracają. Już listę zrobiłam co i jak. Wkrótce biorę się za oglądanie. Znalazłam dysk na który zgrywam zdjatka z naszych wycieczek ślubu itd. muszę dokupić jeszcze pen driver a bo chce mieć z 3 kopie.
Planuje te najfajniejsze wydrukować.
Wracając do telek wczoraj przypadku znalazłam po włosku telenowele z dzieciństwa pamiętam jak nie miałam jednego programu i chodziłam do cioci obejrzeć. Ehhh ta młodość i wspomnienia.
Co fajne kiedy nie mogłam znaleźć pracy rzuciłam się w wir telenowel poznałam wtedy wspaniałych ludzi z niektórymi mam kontakt do dziś a minęło już 19 lat. Wtedy uratowało mnie to wszystko przed depresja.
Teraz te zasoby znów wpadły w moje ręce, znów mnie ratują. Pewnie by zapomnieć o dziecku o macierzyństwie.
Znów jak bumerang to wraca, ale cieszę się z takiego obrotu spraw.
Postanowiłam iść w styczniu do kumpla aby zapisał mnie na wycieczkę kto wie czy nie do Hiszpanii nie chce potem żałować, ze nie ma dziecka i wyjazdu. Przynajmniej to jedno będzie.
We wtorek Pieniny. Jak to zleciało. Muszę po raz ostatni wypocząć na maksa jak to zrobiłam w Zakopcu.
24 dc
W nocy obudzily mnie koszmary, snilo mi sie, ze bylam w ciazy a potem, ze dziecko albo umarlo albo cos innego. Nie wiem, strasznie sie zdenerwowalam, oczywiscie to tylko udowadnia jak ciaza zdominowala moje zycie! Nadal nie wiem, kiedy moj cykl sie skonczy. Rano zmierzylam temperature, zjechala z 36.9 do 36.6 czyli juz powoli moge zaliczyc ten cykl to nieudanego. Temperatura byla moja cicha nadzieja, ale dzis po przebudzeniu czuje bol miesiaczkowy i moje piersi sa troche wrazliwe.
Mialam w glebi serca nadzieje, ze po zabiegu i unormowaniu mojego TSH teraz nam sie uda, bo juz tyle czekamy....a tu dupa 😐. Mam 36 lat prawie i nachodza mnie mysli, ze moglam napierac na dziecko wczesniej, zwlaszcze ze mialam zdiagnozowane Hashimoto i mowili mi, ze moge miec problem. W mojej glowie jednak myslalam, ze ja bede wyjatkiem. No to sie przejechalam. Jak juz @ ma przyjsc to niech przyjdzie w srode co bedziemy mogli zaczac przygotowanka do IUI , im szybciej tym lepiej.
Wiadomo nie moge sie nastawiac, ze sie uda, bo szanse sa male. Chyba czas zaczac praktykowac sztuke pozytywnego myslenia. Dzisiaj czas na maseczki, nalozenie farby na wlosy i totalny relaks przed powrotem do pracy. Dobrze, ze w tym tygodniu w piatek pracuje z domu wiec jak @ przyjdzie w czwartek, kolejnego dnia zwijam sie z bolu, wiec praca z domu bedzie zbawieniam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 sierpnia 2019, 11:44
Wczoraj zaczęłam czytać o in vitro. Artykuły medyczne i forum. Ale w pewnym momencie pomyślałam, że może lepiej wiedzieć mniej niż więcej. Potem będę tylko sie zastanawiać czy wszystko u mnie dobrze skoro inna dziewczyna w jakimś momencie in vitro miała inny wynik niż ja i ta akurat potem była w ciąży. Do in vitro zostało kilka miesięcy, a ja już za dużo o tym myśle. Jej to co będzie później?
Dzis wielki dzien- za mna 1sze szczepienie limfocytami. Na rekach od razu porobily sie guzki i wysypka. Organizm chyba nie przepadal za moim mezem
Dzis 25dc. Owu byla niby w 19dc. Jeny jak sie denerwuje.... Brzuch mnie boli jak na @. Nie chce dostać okresu
.. Pewno nie wytrzymam z testowaniem do 14dpo... Nawet do 10 dpo pewnie nie wytrzymam 🙈
Nadal czuję się kiepsko. Jestem słaba i rozdrażniona @ się będzie zbliżać czuję to. Zdążyłam już pokłócić się z K . Dostaliśmy zaproszenie na kawę do jego kuzynki oczywiście w ciąży i powiedziałam żeby jechał sam i nawet nie dlatego ,że chce mi się ryczeć na jej widok co nie mam siły odpowiadać na głupie pytania ciotki... Gotuję się we mnie od razu i nie wiem jakiego słowa użyć zamiast "odpier..ol się ode mnie" K pojechał sam nie powiedział ani słowa, chociaż wiem co będzie kiedy wróci... kazanie dlaczego się odcinam, dlaczego nigdzie z nim nie pójdę itd...a ja standardowo się rozpłacze bo moje nerwy są ciągle na granicy.
Teraz siedzę na tarasie i zasypiam..nie wiem jak przetrwam kolejny cykl z dupkiem ,musząc wtedy pracować i mieć jakis w miarę otwarty umysł.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 sierpnia 2019, 13:46
4dc
Jestem na początku nowego cyklu. Bez stymulacji (po czterech miesiacach wreszcie cykl bez monitoringu i obciazajacych lekow, ufff) wróciłam za to do inofolica i castagnusa.
Z ginekologiem teoretycznie na ostatniej wizycie ustalilam, ze ten cykl staramy sie naturalnie, w miedzyczasie robimy niezbedne badania krwi, cytologie, itp., i w pazdzierniku podchodzimy do iui. Ale zobacymy jeszcze co powie androlog meza (wizyta w piatek, dzis odbior badan nasienia w tym testu hba-zaraz bede w dom i dowiem sie, jak wyniki...), poza tym ja z uwagi na wyjazd daleki w listopadzie chyba chcialabym dopiero w grudniu zrobic 1 probe iui, mysle nad tym, aby poprosic ginekologa o jeszcze jeden element diagnostyki przed - histeroskopie.
Eh...jak zwykle duzo rozterek. Oby wkrotce sie udało. Mąż mowi, ze jedno z jego 3 marzen to 3 dzieci (tu sie zgadzamy, choc wiadomo ze po 1 mozna zmienic zdanie
). Mowi, ze do 40stki... no to zostalo mu (nam) 6 lat 😁 trzeba sie pospieszyc
Edit. Test HBA 36%, norma od 80%
mąż zalamany, ja też, choc staram sie wspierac. Czekamy na piatkowa wizyte u androloga...
W nasieniu obietosc, ilosc, ruch, wszystko powyzej normy (czyli clo zadziałało), za to morfologia 0%. Eh 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 września 2019, 20:46
57dc /15d plamien
Plamie coraz mniej, w sumie dzisiaj śluz zabarwiony krwią.
Mam nadzieję, że jutro już będzie czysto... A to po prostu okres, który rozciagnal się w czasie. Temu tyle czasu plamie więcej bądź mniej.
Trzymam kciuki, aby wreszcie rozpocząć leczenie i aplikować żel.
A te moje niedogodności okażą się rozpoczęciem nowego cyklu, choć długie to jednak to będzie początek końca.
Niedz. 4 dc / 25 cs
Ten cykl z góry skazuje na niepowodzenie.
Miesiączka się spóźniła, więc w środę na ostatniej wizycie u lekarza przed urlopem nie zobaczę ani dominującego pęcherzyka, ani tym bardziej nie dostanę zastrzyku na owulację. Pani dr przed in vitro chciała jeszcze tego spróbować, bo przez 1,5 roku leczenia nikt mi tego nie zaproponował, mimo moich usilnych próśb. Ona sama zaproponowała i zachęciła do próby.
No cóż, ale pójdę na wizytę. Dowiem się chociaż czy torbiel z zeszłego cyklu się wchłonęła.
Przed histeroskopią mam do wykonania kilka badań z krwi plus cytologię z posiewem. Posiew ważny tylko miesiąc. Jako, że wracamy z urlopu pod koniec sierpnia to muszę badania przesunąć...a to oznacza, że histero nie uda się zrobić we wrześniu tylko w październiku...ech, i wszystko przez tą opóźnioną miesiączkę...ZOŁZA jedna.
Dodatkowo przez te kilka dni mam spadek mocy jeśli chodzi o tolerancję matek posiadających małe dzieci. Jestem po prostu zła. Zła na siebie, na innych, na kobiety. Tłumaczę sobie, że One nie są niczemu winne, że nie mogę być złośliwa ani uciekać od nich, ale nie najlepiej mi to wychodzi. Kurczę mam 33 lata, staramy się 2 lata, nigdy nie byłam w ciąży, może te moje komórki jajowe są jakieś wadliwe...niezdolne do zapłodnienia, wredne jak ich posiadaczka? Co jest nie tak, że nic nie wychodzi?
30 tydzień. Czekam na usg 3 trymestru. Niestety na ostatniej wizycie u ginekologa lekkie wielowodzie i przykaz odpoczynku. Mam nadzieję, że piątkowe badanie wyeliminuje potencjalne wady u młodego, bo to jedna z możliwych przyczyn, a może to tylko taka moja uroda. Tak czy inaczej muszę jeszcze z 8 tygodni wytrzymać, żeby ciąża była donoszona, trzymajcie kciuki żeby mój balonik nie pękł za szybko
Syn pozdrawia z brzucha kopniakiem
13dc
Zamierzalam dzisiaj zrobic badania z krwi..kolejka jednak byla tak duza, ze nie zdazylabym do kosmetyczki na henne brwi. Pierwszy raz specjalistka zajela sie moimi krzakami nad oczami.
Do laboratorium wybieram sie jutro. Cale multum badan pewnie wyjde lzejsza o ok 500zl. Za posiewy dalam 250zl. Kolejny transfer niestety wiaze sie z nastepnymi wydatkami
.
Co do wakacji..malz wzial wolne z pracy i uparl sie ze chce gdzies wyjechac. Pogadalismy szczerze i postanowilismy zmienic plany..zdecydowalismy sie na podroz rowerem wzdluz wybrzeza Bałtyku. Oboje lubimy jezdzic jednosladem, przy tym piekne widoki i mozliwosc wypoczynku na plazy. W zwiazku z tym wyjazdem musze przyspieszyc badania, bo po powrocie przywita mnie piekna @ i dzialamy z lekami i transferem.
Dzis u mnie swieci slonce 
Juz po testach 
czwartek rozmowa z psychologiem 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.