Sobota 10dc / 26 cs

Dzisiaj mnie się chyba uleje. Staram się nie przejmować, nie narzekać - a przynajmniej jak najmniej, nie rozpamiętywać, ale już dłużej nie mogę, no nie wytrzymam. Było / jest nas 3. Znajome potem koleżanki, przyjaciółki? Może... W obliczu ostatnich wydarzeń już sama nie wiem. Obie od ponad roku są Mamami. Towarzyszyłam im całą ciążę. Słuchałam (to nic że wiecznie o tym samym, dla nich to było ważne) dopytywałam, interesowałam się nimi. I w końcu urodziły. Cieszyłam się razem z nimi. Tak szczerze. Mimo że już sami się staraliśmy, ale nam nie wychodziło :/ Dziewczyn kompletnie nie interesowało co u Nas... Nie zadawały pytań choć wiedziały o naszych problemach. Najpierw ważna była ich ciąża, a potem i obecnie ich dzieci... Ich nowe umiejętności, nowe menu etc Jak się spotykałyśmy to w sumie jakby mnie tam nie było... No i właśnie.. Ostatnio dawno się nie widziałyśmy ale to ja z Nimi bo jak się ostatnio dowiedziałam one widuja się regularnie! Oczywiście z mężami i dziećmi. Po prostu mnie wykluczyły! Nawet zaczęłam myśleć, że może coś źle powiedziałam, zareagowałam, uraziłam. Ale nic takiego nie pamiętam... Chyba stwierdziły że taka co nie ma dzieci to do nich nie pasuje.
Heh... Emocje i stan psychiczny jak przed okresem na pms a tu jestem przed owu ;) Być kobietą, być kobietą...

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 14 września 2019, 21:44

37+0

Ciąża DONOSZONA!! <3 <3 <3
Mój Oluś jest gotowy do wyjścia <3 czekamy na Ciebie synku!!
Póki co dzisiaj 21 dni do terminu porodu,kilka skurczy w tym jeden mocniejszy i troszkę śluzu galaretkowatego - tyle z objawów :P
Do wizyty już niespełna 5 dni :)

Czuję się dobrze, nie mam już parcia,że ma wyjść szybko i już. Cieszę się każdym dniem z brzuszkiem,kopniaczkami no i 100% uwagą dla Poli. Dzisiaj zasnęła z tatą, więc dla mnie to już jakaś ulga jak zostaną sami.
Dzisiaj byliśmy na szybkich zakupach, mamy obie kupione kurtki na zimę,zostaną buty i kompleciki.
Później teście a w domu ogarnęliśmy do auta już prezenty dla Poli a T. troszkę już ogródek na jesień.
Jutro odpoczywamy a w poniedziałek wyniki i po odbiór gbs.

Teściowa chce jechać do rodziny nad morze,miała we wtorek ale coś się zmieniło i może ale w kolejny.Waha się , bo jest nam tu niby potrzebna (powtórka sprzed 4 lat :P ) ,ale ją usilnie przekonujemy by jechała. Zwłaszcza,że na poród się nie zapowiada a i tak zapewne zdąży wrócić. Zresztą dla Poli i tak lepiej by nie chodziła za nimi non stop i nie kombinowała bo już ją dzisiaj teść zdenerwował. Pola jest wstydliwa a teść usilnie próbuje jej wmówić, że "nie można się wstydzić" . Owszem Poleńko, masz prawo się wstydzić ! nie omieszkałam tego powiedzieć głośno. Aż T. się zdenerwował i krzyknął na niego jak się wydarł przy dziecku jak zwykle o byle G.
Jeszcze z emocji dzisiaj sobie zaszlochałam wieczorem do taty swoje boleści,mam nadzieję,że coś dotarło z tego co mówiłam, oby było z górki. Mam nadzieję,że i mama ogarnie temat po porodzie..

Patrzę na to moje śpiące dziecko, patrze rano jedzące po obudzeniu bułeczkę z miodkiem... Jeju,jak ja ją kocham!! <3

Wik89 Zabiegana 15 września 2019, 22:13

Byliśmy w piątek na wizycie u androloga, który dał mężowi skierowanie na operację na żylaki (ale na nfz w szpitalu, w którym ten lekarz pracuje i operuje, terminy oczekiwania ok. rok, także od jutra szukamy innych szpitali ew. prywatnie trzeba bedzie zrobic, koszt 5500 zł), przy czym powiedział, że przy takich wynikach, jakie ma, i przy niewielkich żylakach, operacja moze niewiele pomoc, iui nie ma według niego dużych szans powodzenia i najlepiej, abyśmy się już przymierzali do in vitro. Weekend mieliśmy na oswojenie się z tą sytuacją i na ochłonięcie, było smutno, były łzy.. Jutro ustalimy w miarę plan działania, mam jeszcze we wtorek wizytę u polecanego ginekologa, postanowiłam jej nie odwoływać tylko pójść z moimi wszystkimi wynikami dotychczasowymi, z wynikami męża, bo jednak nie zaszkodzi, jak inny specjalista jeszcze na nas spojrzy innym okiem.
Prawdopodobnie zapiszemy się do kliniki niepłodności na pierwszą wizy†ę, ale przed procedurą ivf mąż zrobi operację żylaków, ja prawdopodobnie histeroskopię. Iui raczej odpuszczamy, przynajmniej póki co. Mąż ma jeszcze za miesiąc zrobić badania nasienia i pokazać się z nimi u swojego androloga.

gunia29 Już nie czekam na cud... 16 września 2019, 07:54

Zaglądam tu codziennie, czytam Wasze pamiętniki, ale jakos ciężko mi się zebrać i napisać co kolwiek.
Miesiąc jak każdy inny, @ przylazła wczoraj, samopoczucie beznadziejne no ale...nic nowego w zasadzie.
Z K nie schodzimy na trudne tematy i jest lepiej. Zahukalismy to nasze małżeństwo ciągłymi debatami o lekarzach, wykresach, cyklach, chorobach. Generalnie to ja to czyniłam bo K ogólnie jest optymistą, który lekko podchodzi do życia.
Jest mi ciężko , cholernie ciężko,ale staram się uśmiechnąć, zażartować, żyć...bo mam wrażenie,że tylko egzystuje...
Zagubiłam się w ciężkiej walce o dziecko, zgubiłam uczucie do K,a przecież on jest miłością mojego życia. Myślałam,że rozwód załatwi sprawę,tak szybko się poddałam...
Może i kiedyś przyjdzie dzień,że nie damy rady czegoś przeskoczyć,że czas i problemy nas pokonają,ale wtedy chce mieć pewność,że zrobiłam wszystko żeby to małżeństwo przetrwało.
K wczoraj pracował, ja z braku zajęcia włączyłam sobie nasz ślub... oglądałam i ryczałam....
Przecież to Tobie że łzami w oczach ślubowałam ...
Kocham Cię K i obiecuje już nigdy i tym nie zapomnieć...

Krycha Potrzeba pisania 14 września 2019, 22:07

Zawsze bardzo zachwalam mojego psa, nawet jak nabroi, to go usprawiedliwiam i szybko mu wybaczam. Jednak tym razem grubo przesadzil i powaznie zastanawiam sie, co dalej. Pociagnal mnie za kotem, standard w zasadzie, uwielbia ganiac koty. Ale to stalo sie tak nagle i niespodziewanie, ze nie mialam zadnych szans na reakcje i upadlam tak niefortunnie, ze cos mi sie w kolanie jakby przestawilo, boli bardzo, ale tylko podczas ruchu, a i to zalezy jak i w ktora strone. Moze to stluczone miesnie, moze cos innego, siniakow nie ma, opuchlizny tez nie. Nie to jest wazne, raczej to, ze ten pies mnie kiedys zabije albo w najlepszym razie zrobi ze mnie kaleke. Moge upasc glowa na beton, moge zderzyc sie z drzewem, wpasc z nim pod samochod, generalnie takie ciaganie stanowi powazne zagrozenie zdrowia i zycia. Nie wiem, jak ten problem rozwiazac. Rottweiler powinien isc przy nodze, chocby sie walilo i palilo, a moj robi sobie, co chce. Zasadniczo slucha, komendy wykonuje, przy nodze chodzic potrafi, ale ma swoje humory i jak nie kot, to rower, motor, kon czy slon, zawsze sie znajdzie cos, co mu weszlo w droge, na co reaguje wlasnie taka dzika i niekontrolowana pogonia. Szkolki, prywatni trenerzy, internet, ksiazki, wszedzie pietrza sie "dobre" rady, a efekt taki, ze efektu brak. Ja juz go nawet sprzedac chcialam, zawiozlam do klienta, ale oczywiscie sie rozmyslilam. Moze zagladaja tu jakies "psiary" i cos doradza, bo mi juz rece opadaja do tego mojego klocka.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 września 2019, 22:09

2 dc - czas zacząć przygotowania do transferu mrozaczków.
Chociaż nie wiem czy to na pewno dobry pomysł, a raczej czy to dobry czas na ten transfer. Na początku października (niedługo po transferze) czeka mnie wyjazd na konferencje + wystąpienie na tej konferencji. Nie bardzo mam jak to odwołać. Dodatkowo sytuacja w pracy (tej normalnej nie związanej z uczelnią) się tak pokomplikowała, że jeśli jakimś cudem się uda to nie będę miała gdzie wracać - współpracownica odchodzi, zanim przyjmą na jej miejsce nową osobę którą wyszkolę, może mnie tu już nie być. Niedoświadczona osoba sobie sama nie poradzi, więc aktualne projekty upadną (tymi projektami zajmuję się TYLKO ja i współpracownica). A jak upadną, to nasz dział zamkną. I tak wiem, ze to nie moje zmartwienie - to szefostwo zawaliło, bo nie zatrudniło więcej osób (bo to jest robota fertycznie dla jednej osoby, dwie czasem się nudzą, to po co trzecią zatrudniać - ach te oszczędności). Ale i tak... No i w życiu prywatny, też się trochę psuje - choroba babci, oraz mamy jednocześnie, jazda po szpitalach to też dodatkowy stres...
Z drugiej jednak strony, jak teraz nie będzie transferu to znowu musimy wydać hajs na kolejny rok mrożenia zarodków. Nie jest to dużo, ale trochę bez sensu.
Z trzeciej jednak strony mówimy tu o mnie, czyli o chodzącym nieszczęściu. Szanse ze się uda są niemal bliskie zeru. Więc w sumie czym się martwię?


Samopoczucie na dziś - ujemne, z tendencja spadkową. Jak zawsze w trakcie okresu...

16w3d
Tydzień temu byliśmy na kontrolnym usg. Doktor potwierdza że nadal chłopak;) nic mu nie odpadło :P zdecydowaliśmy że będzie Filip już ostatecznie;)
Mały waży już 120 g, czekam na pierwsze mocne kopniaki. Czasem już coś tam czuję. Takie lekkie stukanie, ruchy ale ciężko mi to przypisać do synka. Wszystko jest dla mnie takie nowe... :)

Wczoraj byłam zbadać tsh. Spać po do 2.25, więc super. Obniżamy dalej. Dziś na wizycie u Endo, zaleciła mi letrox 50 mg. Więc większą dawkę. Kolejna wizyta 12 listopada. Już będę czuła Twoje ruchy maluchu 💙
W środę jadę na badanie MoM AFP, aby wykluczyć wady cewy nerwowej. Stresuje mnie wynik tego badania...
Kolejna wizyta u mojego gina 11.10, a połówkowe badania 24.10 💙

Panie Boże miej nas w opiece 🙏

malika89 Malikowe pamiętnikowanie 12 grudnia 2015, 16:54

Dzień dobry ciocie!
Mam już 1 cm i jestem starsze o 1 dzień niż mówi data OM. :)
Serduszko bije jak dzwon :)

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/f75965a1228e.jpg


Dziewczyny, jestem szczęśliwa ;)

Właśnie jestem u gina w związku z tą infekcją. I płakać mi się chce! Są tu kobiety w ciąży i słyszę jak biją serduszka ich maluszków. Oczywiście życzę tym maluszkom jak najlepiej, ale to jest takie przykre i niesprawiedliwe. I pojawiły się wspomnienia jak byłam w drugiej ciąży i widziałam na monitorze jak bije serduszko naszego maleństwa. Tego widoku nie da się zapomnieć do końca życia. Dlaczego nam się nie udało? Dlaczego ciągle mamy pod górkę? Ile musimy jeszcze wycierpieć, żeby w końcu wyszło słoneczko? Czy kiedykolwiek uda nam się zajść w ciążę i ją donosić? Tyle pytań bez odpowiedzi...


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 września 2019, 17:23

Mam już wszystkie badania immuno.
I oczywiście rozjechany układ immuno.
Cytokiny rozjechane 0 poprawy. Dominacja th1 nad th2 Intel 10 nisko.
Akumpunktura działa tylko na hormony na nic więcej.
Ana dodatnie niskiego stopnia
NK wysokie 25.
I z takimi wynikami podchodzić do ivf szkoda kasy jak nic. Jak organizm na starcie zniszczy zarodek.
Ale postanowiliśmy nic nie przekładać brniemy w to do końca. Chce już ten rozdział zamknąć raz na zawsze.
Wczoraj powiedziałam chrześniakowi kto wie może do ciebie pojadę. Bo tu w Polsce nic mnie nie trzyma. A tam może być lepiej niż tu. Kto to wie.
Potrzebuje czego nowego stagnacja mnie zabija.
Teraz myślę co zrobić. Pierw mam gina potem immuno. Choć lepiej byłoby dostać pierw zlecenia od immuno i przedstawić je ginowi.
Ale wątpię że udałoby mi się przestawić wizytę u immuno musiałabym czekać aż ktoś zrezygnuje. A gina jak przestawie to mogę dostać @ a chce aby mnie zbadał.
I znów dylematy.
I tak wychodzi planowanie.
Nawet nie wiem kiedy do procedury przystąpić czy teraz czy w kolejnym cyklu . Nic nie wiem. To cała ja.
Mojego zapisałam na 28.09 na badania nasienia hba i dna + ogóle. Czas oczekiwania na dna to 3 tygodnie


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2019, 08:46

6+4

Jest ❤️ 😭😭😭😭

Boże dziękuje i pozwól mi zachować to dziecko 🙏🙏🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2022, 21:18

Mersalla W poszukiwaniu tęczy 🌈 3 czerwca 2022, 00:17

14t0d
Dzisiejszy dzień można zaliczyć do naprawdę udanych. Zaczęłam oficjalnie 2 trymestr 🙌🏻 Dojście do tego etapu jest naprawdę cudowne, wiele jeszcze przed nami ale też już sporo za nami. Dodatkowo odebrałam przed dzisiejszą wizytą wyniki prenatalnych - pomimo moich obaw wyszły naprawdę świetnie. Ryzyka trisomii 13 i 18 wynoszą <1:20000 a T21 1:19588. Ginekolog uznał, że są piękne i oprócz standardowych badań prenatalnych w 20 i 30tc nie musimy rozszerzać diagnostyki.
Młoda rośnie jak na drożdżach. Ma już 8cm, nadal pięknie idzie zgodnie z wiekiem z OM. Serduszko już ładnie się stabilizuje, dzisiaj biło 160 razy na minutę. Nadal w przewidywaniach zostaje dziewczynka, chyba powoli mogę się przyzwyczajać do posiadania córki 😅 Na USG malutka ma pięknie zarysowany nosek, taki lekko zadarty ❤️ Pomachała mi też rączką, kilka razy kopnęła. Nie mogę się doczekać aż poczuję te kopniaki. Podobno jest na to czas do 20tc, jednak mam nadzieję, że z racji na łożysko na tylnej ścianie poczuję je troszkę wcześniej.
Udało nam się też dostać sporą część wyprawki od kuzynki Starego. W tym fotelik i gondolę, musieliśmy jedynie dokupić stelaż, bo oni wciąż używają spacerówki. Normalnie nie brałabym używanego fotelika ale tutaj źródło jest sprawdzone, wiem, że jest bezwypadkowy i zadbany. Do tego pasuje do naszego samochodu, sprawdziliśmy to wcześniej. Dostaniemy też łóżeczko, ubranka, laktator i sporo innych „przydasiów”. Cieszę się z tego ogromnie, bo to zawsze jest spora oszczędność pieniędzy, dodatkowo to będzie lepsze dla środowiska. Myśleliśmy nawet, żeby za zaoszczędzone pieniądze wykupić badanie NIFTY ale przy tak niskim ryzyku chyba nie ma po co wydawać pieniędzy.
Pod koniec czerwca przyjedzie mój tata pomóc nam przy remoncie pokoju dla małej. Znalazłam tapetę w tęcze i słoneczka i przepadłam 😅 Liczę na to, że na przygotowaniach do powitania larwy na świecie zleci mi ten kolejny trymestr. Co prawda boję się już mniej niż na samym początku ciąży ale wciąż mam z tyłu głowy, że daleko nam jeszcze do granicy przeżywalności. Dlatego wolę skupiać się na planowaniu wyprawki, pokoju i życia z maluchem niż na myśleniu co jeszcze może pójść nie tak. Nie ma bezpiecznego terminu w ciąży ale każdy dzień przybliża nas do powitania małej po tej stronie brzucha. Przestałam ufać swojemu ciału, nie wierzę, że jest w stanie w pełni ochronić moje dziecko, dlatego czekam aż Hela znajdzie się cała i zdrowa w moich ramionach. Wtedy dopiero uwierzę, że jest bezpieczna.
Na 14.07 mam umówione 2 badanie prenatalne. Zaczęło się odliczanie 6 tygodni. Najpierw pomyślałam, że to strasznie długo. Ale potem uświadomiłam sobie, że tak samo myślałam jak umawiałam się na pierwsze prenatalne. I zleciało, nawet nie wiem kiedy. Ba, od prenatalnych minęło już 2 tygodnie! Większość tego czasu spędzę na spaniu, oglądaniu seriali i dzierganiu kocyka dla Halszki. Ani się obejrzę a będę jechać na połówkowe, na których wszystko na pewno wyjdzie w pełni prawidłowo. Innej opcji nawet nie biorę pod uwagę 😉

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 17 września 2019, 20:40

37+3

Cisza. Kilka skurczy bezbolesnych , ze 3 takie mocniejsze i tyle. Zdarza się czasem ból brzucha i "zakwasy"czy miękkie nogi,ale nic poza tym.
Wczoraj był jakiś gorszy dzień. Pola dzień wcześniej nie chciała spać, od rana była marudna. Później badania i patrzymy a my mamy kapcia. T. zły bo mogła pęknąć opona (troche na niej jechałyśmy i jest do wyrzutki= nowy wydatek bo za 7 dni mamy przegląd). Ale udało się wymienić, pojechałyśmy na miasto załatwiać sprawy. Chciałam poprawić sobie humor zakupami,ale byłam jeszcze bardziej zła, bo Pola była jeszcze większa maruda a ja wyglądałam we wszystkim jak wieloryb. Nawet nie obeszłam tego co chciałam tylko zmęczona i zła wróciłam do domu. Wieczorem Pola odstawiła znowu jazdę przy usypianiu po czym sama zasnęła. Później takie pierdoły się jeszcze nałożyły,że tylko się wyć chciało . Ah te hormony i wahania nastroju :P
Dzisiaj już ok, byłyśmy na kasztanach, u kurek, zrobiłyśmy pyszny obiad a nawet ćwiczyłyśmy. Wieczorem jakoś poszło z usypianiem na szczęście. Jedyne co to znowu wychodzi ósemka i zaczęła nawalać ;/
Olek w brzuchu dzisiaj jeszcze bardziej leniwy niż wczoraj. Zmiany pogody czy co..
W czwartek mam wizytę <3
W piątek chyba do zusu będę musiała jechać.. W niedzielę urodziny chrześniaka (o ile zdrowy będzie) . W środę przyjeżdżają ciotki,kuzyn prawdopodobnie nie. Jak się okaże ,że jeszcze nie rodzę to szkoda,ale jak coś się dzieje mooooże cudem to w sumie dobrze. Zobaczymy za 2 dni :)

inaa Mama,Tata i ...? 16 września 2019, 00:00

Hejooo <3

Jaga - skonczone 10 miesiecy

Przecudowny urwis <3... kochana, śmieszna, najcudowniejsza <3

Tak sobie wyobrażałam NAS w ciąży. Moje dziecko z diabeliny powoli staje sie normalnym, śmiesznym dzieciakiem.
Raczkowanie level hard :D . Wstawanie, wstawanie i wstawanie z 3 sekundowym niepodtrzymywaniem :D. Cudo...
Na pokładzie mamy 6 zęboli. Jagódka baaardzo dużo rzeczy rozumie, ale najlepsze sa dla niej lampy i zegar hahaha. Nie wiem czy pisałam, że dziwne dla mnie było 2 miechy temu, że dziecko nie lubi się huśtać. Jest edit w tej kwestii. Bardzo chętnie idzie do huśtawki i mówi " aaaaAaaaa" żebym jej śpiewała. Kocha muzykę, no ale nie dziwne bo my z mężem z tych muzykalnych. Będzie miala słuch muzyczny bo już nabija rytm prawidłowo no i dobrze nasladuje dzwieki <3
Czekamy na dalsze zębole :D. Ogólnie to jesteśmy teraz w skoku bo coś strachliwa jest ta moja dzidka... hmmmm ciekawe jakie zmiany przyniesie

EDIT: Nie wiem co sie stało, ale nie lubi juz jezdzic autem odkad przenieslismy sie z łupiny. Czytałam, że najczesciej było u innych odwrotnie. :( Co jest grane?


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 września 2019, 00:02

Ech, lekarz kazał odstawić Acard z powodu krwawienia z nosa i mega siniaków na brzuszku. Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale skoro do tej pory przeżyłyśmy bez Acardu (biorę go od 2 tyg.) to może damy radę nadal bez niego i pozbędziemy się brzydkich krwiaków.

Od sierpnia staram się trzymać dietę cukrzycową. Noo, prawie... bo raz, czy dwa w tygodniu zdarza mi się zjeść białą bułkę, makaron jasny, czy owoce po godz. 20, a nawet wpadną ze dwa cukierki, czasami kilka chipsów z mężowskiej miseczki. Nie mówiąc już, że miodem słodzę herbatę prawie codziennie :P Cukier badam glukometrem i w 95% jest całkiem w normie.
ALE
Doktorek wczoraj orzekł, że niedobrze, bo za mało przytyłam :(
Z 45,5 kg sprzed ciąży obecnie podniosłam się do 47,7 kg (mierzenie rano na czczo i w samej bieliźnie). Zaznaczę, że bez względu na to ile w życiu jadłam (a jeść lubię) to zawsze miałam niedowagę przy wzroście 158cm - drobnica ze mnie :P więc pewnie to też kwestia przemiany materii, ale kurczę...
- Mały Ludek rośnie
- Wody płodowe ważą swoje
- Macica waży swoje
a moja waga zasadniczo ani drgnie :(

doktorek orzekł, że muszę więcej jeść, bo to niezdrowo dla dziecka i inaczej trzeba będzie Malutką podtuczyć :|
Ech...

Ale tak poza ww. problemami, to zdrową Dziewczynkę mamy :) <3
Doktorek orzekł, że tak od 28 tyg. powinnam iść na L4 - idealnie, bo właśnie planowałam do końca października jeszcze sobie popracować, chociaż jeszcze zobaczymy w praktyce jak brzusio nam w najbliższych tygodniach urośnie - może wcześniej sobie zaczniemy odpoczywać ;)

Jeheria No kiedy? 18 września 2019, 10:29

Boże jak można tak się pomylić??
Okazało się że to błąd labolatorium!!!
Dlaczego to mi się zdarzyło? - w ciąży, po in vitro i z trombofilią wrodzoną. Co za stres... niepotrzebny!
Dziś od 5 nie mogłam spać, o 6 byłam w laboratorium Diagnostyki. Okazało się że 2 dni trzeba czekać na wynik. Mam tam koleżankę w rejestracji. Przedzwoniła do laboratorium w szpitalu Miejskim żeby zrobili mi na cito. Pojechałam tam. Po pół godziny miałam wynik.
D-dimery 636!!!
Dzwoniłam do hematologa (on jest 100 km ode mnie, w moim mieście nie ma żadnego) i powiedział że tak czuł że to błąd bo z takim wynikiem 9700 to już pewny zator płuc jest, nawet w ciąży nie ma prawa być taki wysoki. Powinnam mieć duszności i obrzęki.
Boże tak się bałam. Mój tata miał zator płuc i ledwo przeżył. Prawie był na tamtym świecie. Tym bardziej jestem uczulona na tym punkcie!

Abbigal pewnie jakbym miała podwyższone 2,5 krotnie tak jak Ty nie wniknęłabym,bo lekarz mówił że w ciąży są wysokie, ale to było 20 krotnie. Co do sińców to nauczyłam się robić zastrzyki i mam sporadycznie siniak. Chyba na Twoim miejscu i tak bym nie rezygnowała z acardu. Olać siniaki.

Jutro też mam wizytę u gina, prywatnie.
Dzieki dziewczyny za wsparcie, już mi lepiej :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 września 2019, 10:31

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 18 września 2019, 20:51

37+4

Noc ciężka. Do 1 nie spałam,zrobiłam siusiu i kolejną godzinę przeleżałam z bólem ósemki. O 2:15 się poddałam i wzięłam apap- troszkę ulżyło więc usnęłam i z budzikiem na nowo to samo. Rano szybko zrobiłam obiad i przed 9 do dentysty.
nadal chodzę po ścianach, nie czuję nic prócz bólu prawej strony głowy łącznie z uchem,szczęką i szyją..
Dostałam się do polecanego lekarza,który zajrzał do buzi po czym stwierdził,że to standardowe i stówę skasował. Mam duomox przepisany,którego nie poleca póki co (jutro mam jeszcze zapytać gina), płukanki i tyle. Kupiłam jeszcze żel na noc. Apap się poddał i nie daje rady na ból. Zimne okłady też nie,wręcz mam wrażenie że mi po nich gorzej .Szyja boli jak przy węzłach,posmarowałam ze strachu lekko amolem. Teraz po kolacji tak boli,że robię w gacie z bólu ;/ nawet buzi nie mogę otworzyć czy gadać..
Olek dzisiaj mocno się wypychał, wpychał znowu w kanał i pojawiło się kilka twardnień. Mam nadzieję,że coś tam ruszyło,że jest rozwarcie a Olek niżej.. Dzwoniła też dzisiaj położna, jak zawsze się pośmiałyśmy i jesteśmy w kontakcie jeszcze przed lub już po.

5 dc (4 dzień stymulacji)
Czuję się koszmarnie.. Mdłości, senność i zmęczenie, chodzę naładowana jak osa, taki pms turbo, ale nie narzekam, to cena jaką podjęłam się zapłacić, jaką chce zapłacić.

No i czekam na przyjęcie na IP :(
Sama w wielkim mieście, bo mąż na Malcie, rodzina jakieś kilkaset km stąd, zaufanych przyjaciół czy znajomych też nie mamy tutaj... ech życie słoika ;( masakra ;(

Od wczoraj wieczora mój mały brzuszek zaczął się napinać. Twardy jak skała. Jakieś skurcze? Nie bolał nic ale zaniepokoił mnie to. Wzięłam magnez podwójny, trochę pomógł i poszłam spać.. Dziś rano było ok, więc pojechalam normalnie do pracy, ale zaczęło się znowu coś dziać. Wzięłam znowu dawkę Magnes b6, ale nie pomogło, więc zamówiłam Bolta i przyjechałam na IP. Zresztą wcześniej też zadzwoniłam do doktorka z Kliniki i też mi kazał jechać na IP. Powiedział że pewnie mi każą wziąć Nospe, lub luteinę, leżenie no i zwolnienie. :(

Malutka cały czas się rusza, ale boje się bardzo. Już podjęłam decyzję że najpóźniej od 30 września idę na zwolnienie i tyle z moich ambitnych pracowniczych planów.

Boje się, chociaż w głębi serca liczę, że to raczej dmuchanie na zimne, ale i tak stres jest.

Boże proszę, miej w opiece nasza Dziewczynkę.

Już po strachu. Ufff.

Z Ludkiem wszystko ok. Lekarka na IP nic nie stwierdziła. Zaaplikowano mi 2 czopki Skopolanu i zalecenie 3x2 Nospa w razie napinania brzucha.

Zalecony oszczędny tryb życia, a najlepiej kanapowy. Lekarka kazała mi się zastanowić nad pracą (nie wzięłam zwolnienia) bo praca biurowa to wymuszony sposób siedzenia i nie mam możliwości leżenia celem odpoczynku.
Zatem moje ambitne plany pracownicze poszły w las.
Na jutro wzięłam wolne na żądanie. W przyszłym tyg. pochodzę do pracy ale na pewno nie w pełnym wymiarze godzin, a 30 września mam wizytę w poradni przyszpitalnej i biorę L4 ciążowe.

Nie darowałabym sobie gdybym przez głupotę za bardzo się sforsowała. Zatem czeka mnie jesienne lenistwo :)

Aha jedyne co mnie martwi to to, że w sumie po oraz pierwszy zmierzono mi szyjkę macicy. Lekarka powiedziała że jest w porządku - ponad 3 cm (32,7 mm). A jak czytam forum to dziewczyny jak mają poniżej 4 cm to czasami leżą.... Brrr
Mam nadzieję że jednak jest ok, ale tym bardziej wprowadzam oszczędny tryb życia.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)