Wczoraj pojechaliśmy sobie na wycieczkę do Torunia był to mój pomysł. Bo inaczej byśmy byli u teściowej a nie miałam ochoty jechać.
Wycieczka była super do czasu kiedy dostaliśmy mandat od straży miejskiej za źle miejsce parkowania. Mojemu od razu odechciało się spacerowania i po 16 pojechaliśmy do domu.
Gdyby nie ten incydent wyjazd byłby super. Pogoda ekstra. Kupiliśmy pierniki a miałam słodyczy nie jeść a z 10 zjadłam bo takie smaczne były.
Ehhh jakoś nie umiem się opamiętać na słodkie. Gdzie moja silna wolna która była wcześniej.
Obulka się opóźnia albo jej nie będzie może dhea mi zwiększyło testosteron i będzie problem ehhh
Dziś zmieniłam plany.
Pierw idę do immuno potem z zaleceniami do gina.
A chłopa przestawiam z 28 na 2 na badania akurat od razu po immuno pojedziemy do kliniki. Tak będzie najlepiej. Najważej nie będzie Aku.
A kolejnego dnia to będzie 25 dc pojadę do gina bo w środy nie przyjmuje a szkoda bo lepiej bym zrobiła umawiając immuno na czwartek tylko nie pomyślałam.
Ale cóż. Do tego w czwartek mam szkolenie na które jadę z chłopakami. Obym do 14 wróciła bo o 14,30 muszę jechać do gina.
Ale po co planować jak życie swoje.
Do tego obawiam się że kiedy będę mieć stymulację mojego gina nie będzie w grafiku widzę urlop ehhhh
Między 11 a 17 listopada
Pogadam z nim bo jak nie to może o kilka dni przestawie cykl. Stale pod górę ehhhh
Poniedziałek 19 dc /26 cs
Jest mi bardzo przykro
Wstyd się przyznać, ale na prawdę pokładałam nadzieję w ovitrelle. Już dawno nie miałam tak silnego uczucia że "tym razem się uda". Byłam pełna nadzieji. Kilkanaście minut temu poszłam do toalety za potrzebą i niestety zobaczyłam delikatne ale jednak plamienie. Heh... 5dni po owu... No jak w zegarku
I to na luteinie. To znowu nie ten cykl! Matko czemu nie może mi ktoś powiedzieć od razu że nie będę miała dzieci lub że będę ale np w wieku lat 40?? Od razu psychicznie inaczej i mniej stresu by było
Ponad 2 lata walki i ciągle w tym samym miejscu 
O i druga strona w Pamiętniku... Świetnie... Dobijcie mnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2019, 17:50
U mnie nie dzieje się nic. Dalej leczę infekcje, zostało jeszcze 3 globulki później okres i probiotyki. Oby tym razem nie wróciło. Za tydzień mam USG piersi bo znalazłam sobie jakiegoś guzka. Tak bardzo się boję...
Dzisiaj dowiedziałam się, że koleżanka z pracy jest w ciąży. Jest na zwolnieniu. I bardzo dobrze niech nie wraca, nie chce jej oglądać z brzuchem. Chyba jestem złym człowiekiem...
Właśnie jedziemy po teściową do Szklarskiej Poręby, była 3 tygodnie na rehabilitacji. Ponad 500 km przed nami. I można w spokoju pomyśleć o wszystkim. Najchętniej nie wróciłabym ani do domu ani do pracy. Chciałabym gdzieś wyrwać się na dłużej i zapomnieć choć na chwilę o wszystkich problemach...
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 września 2019, 02:01
14 dpo
Wczoraj się trochę przeraziłam, bo miałam w pracy plamienie, ale na szczęście teraz już tylko lekkie i to chyba pozostałości po wczorajszym jak zobaczyłam ta plamę na bieliźnie to się przeraziłam, wszystkiego mi się odechciało... Bety już nie powtarzam, lekarz nie kazał. Mi też się już przyda to, bo stresu po wczorajszym mam dość. Wierzę że będzie dobrze. Zrobilam jeszcze jeden test, który mi mówi, że wszystko ok z kropkiem 
Za tydzień w poniedziałek wizyta, mam nadzieję że będzie zarodek.
Gorny test 13 dpo
Dolny 14 dpo
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2019, 13:46
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/80276dd65807.jpg
Wyniki z wczoraj
Wczoraj zamówiłam e-booka Jak pokonać PCOS od Akademii Płodności. Przeczytałam go połowę. Zamówiłam kolejne suplementy😳 bo kilka nowości wyczytałam a propo poprawy jakości komórek jajowych.
Jest też konkretnie zalecenie wprowadzenie aktywności fizycznej a ja nie potrafię się zmotywować szukam tylko wymówek.
Na domiar złego zjadłam słodycze zamiast kolacji - nienawidzę mieć okresu 😡
Jutro mam nadzieję wrócić do sił. Dzisiaj w sumie przeleżałam cały dzień w łóżku. Chyba mnie mocny dołek złapał.
Jutro wizyta u osteopaty, fajnie, lubię te wizyty. Poproszę o ściągnięcie ze mnie stresu i rozluźnienie mnie.
A tym czasem idę poczytać pamiętniki.
34+3
Wszystko (prawie) o czym pisałam w zeszłym tygodniu udało się zrealizować 🙂.
Torba spakowana. Zostało kilka rzeczy do dorzucenia, w tym jedzenie. Ciężka to była przeprawa, mimo że wcześniej zrobiłam listę i myślałam, że tylko powrzucam i wsio. No, ale nie. Musiałam wszystko popakować w woreczki strunowe i opisać, żeby nie było bałaganu i żeby mąż albo położna mogli szybko znaleźć, co trzeba. Trochę zmieniłam system w porównaniu do poprzedniego pakowania. Dwa lata temu miałam ze sobą tylko walizkę. Wylądowałam wcześniej na wywołaniu, na patologii i tą walizkę ciągle musiałam otwierać i coś z niej wyciągać. Nie było to dla mnie zbyt wygodne. Teraz dokupiłam torbę zakładaną na rączkę od walizki, do której spakowałam wszystko, co będzie potrzebne typowo do porodu. Jeśli znów mnie czeka wywołanie, trochę tą torbę zmodyfikuję. Nie jest ciężka i będzie na pewno poręczniejsza w obsłudze, niż walizka, do której musiałam ciągle się schylać. Na razie jestem zadowolona. Zobaczymy, co przyniesie praktyka 😃.
Komoda nadal niegotowa, ale wyciągnęłam wszystkie ubranka po Czarku, które miałam popakowane w worki próżniowe. Zrobiłam w nich porządek segregując na rozmiary i zaczęłam pranie. W tygodniu muszę zrobić miejsce w naszej szafie na ubrania Czarka, które trafią do niej z komody, a komoda zostanie już tylko do Młodej.
Wanienka i stelaż przyszły.
Gondola też doszła i jest ok. Co prawda wydaje się być trochę przykurzona albo przybrudzona z zewnątrz, więc będę musiała to jeszcze jakoś ogarnąć, bo trochę kłuje mnie w oczy. Na szczęście w środku jest czyściutko 😅. No, ale daliśmy ok. 300 zł z przesyłką, a nowa kosztuje 700-850, więc myślę, że nie ma co wybrzydzać 😃.
Z Czarkiem dalej walczymy. Siku idzie super, ale dramat jest przy kupie 😪. On wszystko wie i wszystko rozumie. Wie, że czuje, że idzie kupa. Wie, gdzie ma ją zrobić i jak. Ale mimo to ma jakąś blokadę. Podobno w przypadku kupy tak bywa. I w sumie nie ma co mu się dziwić. W końcu niemal dwa lata robił kupę w inny sposób. Mam nadzieję, że czas wystarczy i z każdym dniem będzie lepiej.
Czarek ma bostonkę na 90%. Jutro idziemy to potwierdzić do lekarza. Nie przechodzi póki co źle. W nocy z czwartku na piątek miał stan podgorączkowy i już nie poszedł do żłobka. Wczoraj zauważyłam na podniebieniu krostki, trochę wyglądające jak nadżerki i przy kąpieli wypryski na łydce. Dzisiaj doszły niewielkie wypryski wkoło ust, więcej na nogach i jedna na ręce. Na wewnętrznych stronach stóp i dłoni pusto 🤷.
Jakby tego było mało to idzie jeszcze dolna, lewa piątka.
Także fajnie się dzieje przed tym porodem. Nie za nudno jest.
Dzisiaj brzuch mi strasznie dokuczał. Dużo twardniał, od czasu do czasu coś zakłuło. Młoda już się tak nie wiertoli jak kiedyś tylko wypycha się leniwie. Na szczęście daje spać w nocy. Albo po prostu mi nie przeszkadza wiercące się dziecko 😅. Z Czarkiem było tak samo. Nie umiem pojąć jak niektóre kobiety nie mogą spać przez chodzący brzuch 🤣.
W środę byłam u fizjo. Podobno MDM super, brak napięć. Jak dojdzie do porodu sn to powinno pójść sprawnie. Przed porodem jeszcze jedno spotkanie już typowo na rozluźnienie. Tak mi nagadała o tych wspaniałych mięśniach, że w nocy pierwszy raz w tej ciąży miałam sen. I to w dodatku sen o porodzie 😂. Wszystko poszło super, a ja bez problemu urodziłam małą, czarną kulkę (wtf) 😂.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2023, 22:29
38+3
Dalej bujam się z zębem.. to juź 5 dzień antybiotyku i dopiero teraz na momenty zdarza się że jest ciut lepiej. Mimo wszystko nadal gryźć nie mogę,spuchniete mam mega węzły no i ten ból. Byłam dzisiaj jeszcze do kontroli no ale niestety nic nie można zrobić więcej jak płukac plus antybiotyk. No i wyciskać ropę co faktycznie przynosi ulgę. Od 2 dni jestem bez apapu ,wybawieniem jest olejek goździkowy.
Miałam być dzisiaj w zusie,ale sprawy się skomplikowały i byłam wczoraj. W nocy się dziwnie drapalam a od kilku dni miałam ciemniejszy mocz..napisałam do dr i na cito robiłam wyniki. Okazało się że mam cholestaze... Jutro jadę więc na szybsze usg i będzie decyzja co dalej,mam liczyć ruchy. Oluś się kręci jak zawsze,dzisiaj wpychal w kanał aż w pachwinach czułam. Wieczorem z 4 mocniejsze skurcze tylko. Ciekawa jestem co się jutro okaże,jesteśmy przygotowani na to,że zostanę w szpitalu już.. zrobiłam dzisiaj moim obiad na 2 dni,umyłam okna i zrobiłam prania od razu.
Pola jakoś to chyba rozumie,Tomasz dużo jej mówi,w praktyce wyjdzie wszystko -oby na plus.
Co do urodzin chrzesniaka ,które są jutro (i się smialysmy że wtedy urodze ;p )to okazało się,że byłam sama na chwilę z mamą.. maly miał katar i nie chciałam ryzykować a jak się okazało, młodsza część gości miała mega kaszle,katary i kij wie co jeszcze..jak dobrze,że nie ryzykowalam bo byłby pogrom!
Jutro przyjeżdżają ciotki i mają do nas wpaść. Mam nadzieję że będę jednak jutro w domu,bo wiem że Pola będzie się wstydzić ..oby do rana,wszystko się okaże.
12dc
Wracam z kliniki. Moj Doktor jest małomówny i irytuje mnie to. Placimy kupe pieniedzy, wiec oczekuje od wizyty "czegos wiecej".
Sprawdzil wyniki, zbadal mnie, rozpisal leki i wszystko to odbywalo sie w ciszy. Zero komentarza i ludzkiej empati. Wiem, że liczy sie wiedza lekarza a nie jego "towarzyskosc", ale jakos stracilam humor po tym spotkaniu. Czulam sie potraktowana jak na tasmie produkcyjnej-kolejna nic nieznaczaca pacjentka.
Oczywiscie jak zawsze musi byc cos nie tak, okazalo sie ze brakuje badan na kiłe. Najprawdopodobniej Panie w laboratorium pobraly za malo probek krwi. Musialam dorabiac je w klinice. Bede musiala isc do laboratorium narobic boruty.
Abstrachujac co ustalone:
01.10 - transfer
Od 26.09 - luteina i duphaston
No i tyle, nawet nie wiem jaka u mnie sytuacja z pecherzykami bo Doktorek nic nie powiedzial a ja nie dopytywalam.
Jestem zla.
18 dpo
No więc zmiana planów. W piątek nie pójdę na USG, bo udało się przełożyć wizytę u dr P. i w piątek jedziemy do Łodzi. Strasznie dużo myślę o tej immunologii i muszę ale skonsultować dla dobra malucha, bo inaczej nie chce sobie pluć w brodę, że zrobiłam za mało. Zobaczymy co lekarz powie, może zmieni jakieś dawki leków, to też warto skonsultować, czy gin mnie dobrze poprowadzi. Póki co czuje się normalnie. W dole brzucha w pachwinie mam dziwne bóle, ale obstawiam że tka ma być i ma kłuć/ boleć. Cycki z boku trochę bolą, poza tym czuję się rewelacyjnie, może trochę bardziej senna wieczorem.
Niestety w pracy zapierdziel, ale dzięki temu nie myślę tak o tym czasie do wizyt....
Plamienia ustąpiły i już drugi dzień nie mam nawet zabarwionego śluzu co mnie mocno uspokaja. Jutro chciałabym skoczyć chyba na ostatnią bete, żeby się zorientować,że faktycznie już przekroczyła ten 1000 i że wszystko idzie w dobrą stronę. W poniedziałek pójdziemy na USG, zobaczyć czy maluch jest w macicy. Mam nadzieję że wszystko jest dobrze, że on sobie tam już znalazł swój kącik na kolejne 8 miesięcy 😊 bardzo kocham tego maluszka mimo, że go zupełnie nie znam...
Odliczania ciąg dalszy
Cycki zaczynają boleć więc jakieś 7-8 dni do @
myślałam że czytanie książki "In vitro- rozmowy intymne" mi przyspieszy czekanie ale książka mnie tak wciągnęła że przeczytałam ją w jeden wieczór i dalej nie mam się czym zająć
w przyszłym tygodniu mam chirurgiczne usuwanie przetoki nad zębem to mam nadzieję że tydzień mi zleci na użalaniu się nad sobą po zabiegu
Dzisiaj miałam krótką wizytę kontrolną u swojego gina.
Wszystko wychodzi na to że jest super.
Słuchaliśmy chwilę bicia serducha małego, i jest szybkie. Doktor na oko (a właściwie na ucho) stwierdza że koło 150 uderzeń na minutę.
Cały czas to serducho bije szybciutko w okolicach tych 150 i powyżej.
Wszystkie stronki internetowe mówią że jest to wysokie tętno (powyżej 150 już jest zaliczane do tachykardii), a żaden lekarz się tym nie przejmuje.
Mam nadzieję że wszyscy wiedzą co robią.
A ja póki co, wracam do pracy...
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/a1262cdec671.jpg
Dziś postanowiłam opisać mój sen, który miałam po stracie Aniołków.
Kiedy wróciłam do domu po bardzo ciężkiej nocy w szpitalu (była to najgorsza noc w moim życiu, ponieważ w tedy dokładnie o 23. 00 po niekompletnym poronieniu miałam lyzeczkowanie) pierwsze co zrobiłam to po prostu poszłam spać. I przyśniło mi się niemowlę-dziewczynka. Była zawinieta w kocyk i podeszłam do niej i ja ucałowałam. Była śliczna. W niedługim czasie jeszcze raz przysnila mi się znowu dziewczynka, tym razem starsza. Tak bardzo czekaliśmy z mężem na to spotkanie bo miała skądś przyjechać. I widziałam ja bardzo dokładnie, miała blond kręcone włosy i kolor oczu męża-piwne. Pierwsze co zrobiła to powiedziała '' mamo dlaczego placzesz''. Ogromnie się cieszylismy i przytulaliśmy. I na tym sen się skonczył.
Oddalabym bardzo wiele, żeby móc dowiedzieć się czy faktycznie to byly dziewczynki. Wierzę, że nasze Aniołki po prostu przyszły, żeby się pożegnać i mocno wierzę w to, że kiedyś spotkamy się wszyscy razem. I będziemy szczęśliwi jak nigdy dotąd.
I łezki poleciały...
Wczoraj było echo naszego malutkiego serduszka.
Najpierw położna robiła nam badanie jakimiś takimi krążkami (coś a'la badanie detektorem/usg)nie wiem po co, ale dość mocno naciskała brzuch. Malutka się chyba przestraszyła bo widziałam na monitorze, że tętno podskoczyło jej z 121 na 153(!) i uciekła chyba na drugi koniec macicy, bo później już to urządzenie nie wykrywało jej tętna 
Położna była średnio miła i na prawdę mam nadzieję, że te na porodówce będą bardziej friendly...
Później było echo - wszystko w normie

Waga w 22tc3d - 430 gram - pani dr powiedziała, że w normie 
A, że ja drobna jestem i wszystko pięknie widać, to chyba w życiu nie miałam tak długiego usg, bo młoda lekarka/praktykantka? uczyła się na moim brzuszku badania czasu AV. Widać, że to etap nauki, bo zdecydowanie była mniej delikatna niż wcześniej pani doktor. No, ale kiedyś nauczyć się musi, a Malutka też chyba miała dość tych szturchań, bo była ruchliwa i uciekała spod głowicy usg przez co wcale nie ułatwiała sprawy biednej dziewczynie. Pani dr tylko powtarzała tej młodszej - nie pozwalaj by dziecko rządziło Toba i badaniem 
Jeszcze przez dwa tygodnie będziemy mieć badany czas AV, a później wypadają mi ze dwa tygodnie bez wizyt i bez usg - jak ja taki długi czas bez podglądu naszego Maleństwa przeżyję???
Dobrze, że przynajmniej coraz częściej ją czuję 
Dziś "w ramach" diety cukrzycowej zjadłam na śniadanie kanapkę z Nutellą
i cukier po godzinie tylko 99, więc wcale jakoś szczególnie nie podskoczył. Ufff.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2019, 10:50
Właśnie pomału dobiegają końca moje piękne hiszpańskie wakacje. Opalanie, zwiedzanie, relaks. Juz jakiś spory czas przed wyjazdem udało mi sie w pewien sposob odpuścić totalnie z ciążą z dzieckiem, na jakiś moment przestałam aż tak intensywnie o tym myśleć. Jutro albo w czwartek powinna przyjąć @. Dzisiaj słońce mnie przegrzalo a dodając do tego drinka jest mi totalnie nie dobrze.... Mam okropne mdłości. A do tego te objawy przed @, piersi bolą mnie strasznie, aż sutki mam lekko sine.... Jak w ciąży te objawy, kumulacja przegrzania na słońcu i @....
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2019, 12:35
14dc
Za rada zrobilam dzis kolejny test owulacyjny. Tym razem kreska wyszla grubsza od testowej. Od rana mnie mdli i czuje klucie w podbrzuszu. Byc moze wlasnie teraz mam owulacje. Z
czekamy do jutra aby plemniczki sie zregenerowały.
W pracy dzis mialam harmider i tak samo zapowiadaja sie najblizsze 2 tygodnie.
Kolezanki czesto opowiadaja o swoich dzieciach rozne smieszne/wzruszajace historyjki. Lubie tego sluchac,ale w srodku czuje pustke po moim Aniolku*. Wiem,ze one (mimo ze wiedza co przezylam) nie chca sprawic mi smutku. Po prostu nie wiedza ze kazda wzmianka o dziecku budzi we mnie ogromne emocje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2018, 18:15
Środa 21 dc / 26 cs
Nie jestem już w stanie dłużej udawać, że nic mnie nie rusza, że z każdym problemem także z niepłodnością sobie poradzę. Mam dość codziennego zakładania na siebie "uśmiechu nr 5" i grania najszczęśliwszej osoby na świecie! Nie mam już ani siły, ani ochoty. Akademia Filmowa powinna mi wręczyć Oscara... Wszystko jest nie tak w tym temacie. Dziś 3 dzień plamień, rozhuśtały się i mam okres przed okresem ;/ po prostu super, no genialnie. Gratuluję swojemu beznadziejnemu organizmowi.
Nie wiem, chyba odstawie tą luteinę bo po co się faszerować jak czy z nią czy z duphastonem jest tak samo. Kurczę nawet na tabl.anty plamiłam! co prawda dużo mniej i może to być wynikiem samych tabletek, ale litości dajcie odpocząć od ciągłych wkładek!
Dołujący wpis, ale obawiam się, że taki być musi, bo nie jestem w stanie się uśmiechnąć i tchnąć trochę optymizmu, Targają mną emocję, chcę krzyczeć, chcę płakać, chcę uciec od siebie, od wszystkich.
Jest kiepsko... właśnie zaczyna szaleć u mnie zaostrzenie choroby Crohna...po 2 latach daje o sobie przypomnieć.
Wrzuciłam od razu tryb dieta i większą dawkę leków,ale na razie nie widzę efektów i powiem szczerze ,że mnie to przeraża bo nie wiem co mnie czeka...chyba ostanie 'grzeszki' żywieniowe,masa stresu odbiły się na maxs w moich jelitach...
Starania na razie odroczone na rzecz sklejania naszego małżeństwa... dobrze,że się tak złożyło bo moje libido wynosi 0 już dawno nie było tak źle... ostatnio lekko zmuszałam się do seksu żeby nie zrobić K przykrości, owszem później było ok..ale sam początek jakieś przełamanie to tragedią. Może nasze ostanie relacje na to wpłynęły? Mam nadzieję że to przejściowe i odzyskam dawną siebie, chociaż starania o dziecko okropnie mną przeoraly. Czuję się tak bardzo zmęczona nie fizycznie...nie wiem skąd wezmę siłę na sono hsg, na kolejne wizyty może w efekcie inseminacje?
Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo trzeba być silnym i odpornym żeby walczyć o dziecko.
18 dc
jeszcze jakieś 10 dni do @.... ekscytacja ciut opadła bo czas się okrutnie dłuży 
część wymazów już mam
cytologia ok, posiew i czystość też chyba ok więc czekam na chlamydię, myco i ureo i jak będą ok to robię potrzebne badania z krwi 
z jednej strony cholernie się boję zastrzyków i czy cokolwiek się uda zapłodnić... najbardziej się boję że nie będzie czego w ogóle transferwać a z drugiej cieszę się jak dziecko na myśl o św. Mikołaju
do tego na fb zaczęły mi się pojawiać reklamy kalendarza ciążowego więc ja już odbieram to jako znak
nie chcę się mocno nakręcać żeby się gorzko nie rozczarować w przypadku porażki ale jakoś mi ciężko... po ostatnich latach bez jakiejkolwiek nadziei jak pojawiło się światełko w tunelu to lecę do niego jak głupia ćma
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.