No i po kolejnym tygodniu. Jutro trzeba znowu do pracy pójść
. Na ten weekend mój postarał się o tym żebyśmy troszkę zapomnieli o zmartwieniach a poza tym robiliśmy imprezkę z okazji jego urodzin. Planowana była owulacja więc szaleństwo było
poza tym widzę że coraz bardziej mojemu zależy tak mocno jak mi i coraz bardziej daje mi powody do tego żebym czuła się przy nim jeszcze bardziej szczęśliwa niż jestem. wiadomo że czasem ludzie się pokłócą ale pogodzenie się tez jest bardzo przyjemne:) zobaczymy czy się udało za trzy tygodnie a do tego czasu będziemy próbować i próbować bo przecież to bardzo przyjemna czynność .
Ta koleżanka po 2 dniach wywoływania urodziła o 19.30 córeczkę 57cm i 4100....jej mąż dzwonił nie wiedziałam że tak mnie dotknie ta wiadomość poczułam się jak bym miała stracić przytomność z zazdrości matko to przecież nie jest normalne powinnam się cieszyć a nie zazdrościć ....do tego rozbolała mnie głowa i wszystko mnie irytuje i jajniki zaczęły ciągnąć tak jak na @ i mam złe przeczucie że jednak w nocy się pojawi ta wredna małpa....buuuu ale to wszystko ciężkie!!!!!!!
I co? Temperatura już w dół;( Wczoraj byłam na panieńskim(oczywiście ja bezalkoholowo- jako jedyna;P) i dziś temperatury nawet nie mierzyłam, bo po 4 się położyłam.
No ale tracę nadzieję, przez tą tempke...
Wczoraj miałam punkcję. Pobrano 27 komórek, 18 było dojrzałych , 14 się zapłodniło. Jestem wciąż obolała. Lekarz powiedział, że nie ma opcji, żeby mi zrobił świeży transfer bo będzie hiperka w przypadku ciąży. Synek był z nami w klinice, niestety nie mamy nikogo kto mógłby się nim zająć. Poprosiliśmy panią z recepcji, żeby tak to zorganizowała, że ktoś z nas będzie mógł się zająć małym. Najpierw mąż poszedł oddać nasienie a potem odbyła się moja punkcja. Wszystkie zapłodnione komórki zostały dzisiaj zamrożone, w Niemczech nie wolno takiej ilości hodować do blastocysty. Dajemy sobie miesiąc przerwy, żeby jajniki się zregenerowały, za miesiąc wybieramy się do Polski na Wielkanoc a po powrocie zaczniemy cykl z transferem. Byłam trochę rozczarowana, ale głowa podpowiada, że tak będzie rozsądniej. W cyklu z transferem zostaną rozmrożone 5 komórek i hodowane do blastocysty. Jestem dziwnie spokojna.
8 cs dzień 1. Wyliczone jak w Szwajcarskim zegarku. Ten cykl wspomagam olejem z wiesiołka, zobaczymy? W życiu nie łykałam tylu suplementów co teraz: wit D+wapń+magnez+B6+kw. foliowy+wiesiołek= śniadanie astronauty. Hehe 
Czytałam swoje wczesniejsze wpisy jeszcze z okresu kiedy mieszkałam i żyłam w Polsce ze swoim mężem. Chyba wyjazd za granicę naprawdę zmienia człowieka i jego myślenie i podejście do niektórych spraw. Kiedy czytałam swoje wpisy jeszcze sprzed 3 albo 4 miesiecy to zastanawiałam się jak człowiek mógł być taki naiwny. Czekało się na coś co nie nadeszło, pokładało się nadzieje w tym co do tej pory nie nastąpiło. W czw mam umówioną wizyte u gina. Wybieram się ze znajomą i musze przyznać że denerwuje się jak cholera. Denerwuje i jednocześnie boje. Co mi powie co usłysze mam nadzieje, że będą to same dobre wieśći
Zakopane w domu z orzecha
Wrócę tam po ciebie czekaj
Mocno bije twoje serduszko
Wrócę tam po ciebie okruszku
Popłyniemy sobie w nieznane
Na łupinie ja i ty kochany
Starczy dla obojga miejsca
Popłaczemy razem ze szczęścia
A kiedy powiesz, że chcesz odejść
Ja poproszę mleczną drogę
Żeby prowadziła dzielnie
Ciebie tam gdzie mnie nie będzie
Zostanie koniec naszym początkiem
A niebo w chmurach przytuli słońce
Noc już będzie dobrą wróżką
Tylko nie budź mnie okruszku
( tekst: Domowe Melodie)
Dzis jest mi smutno..
Kolejny dzień, smutek i pytania dlaczego? W czym ten mały szkrab zawinił że nie mógł przyjść na świat bawić się zabawkami i paskudzić jak inne dzieci 
Kolejna koleżanka w ciąży, jednak właśnie urodziła syna ;( A ja rozpaczam po stracie mojego skarbusia małego ;(
Chłopak nie daje za wygraną chce walczyć dalej o to malutkie szczęście, ja niestety nie mam już tyle siły co on ;( Nie chce już cierpieć, nie chce żeby moje dzieci odchodziły ode mnie nim się pojawią na świecie....
o wczorajszym dniu chciałabym zapomnieć, tyle nerwów ehhh
jestem w Krakowie na szkoleniu i korzystam z tego jak mogę. Nie wiem dlaczego ale darzę to miasto miłością ogromną, uwielbiam ciasne uliczki, stare kamienice, zieleń, malutkie knajpki pochowane w podwórkach. Mam w Krakowie swoją ukochaną knajpkę (ja wiem będzie reklama) Cafe Zakątek. Nieduża, przytulna, ukryta w podwórku niedaleko rynku. Nic wielkiego, parę stoliczków w środku i na zewnątrz. Za to klimat niepowtarzalny, trochę jak w babcinym salonie, serwetki na stolikach, na ścianach ryciny z roślinkami, stary zegar z wahadłem, półmrok, wieczorem światło świec. No i herbata (mój narkotyk, jeden jedyny nałóg), niesamowity wybór różnych kompozycji smakowych i zapachowych dostosowany do pór roku. Byłam w Cafe Zakątek zimą, wiosną i teraz jesienią i herbaty się zmieniają dostosowując swój smak do pory roku. I tu wracamy do tego, że ja na prawdę uwielbiam jesień. Taką jaka jest teraz w Krakowie- słoneczną, ciepłą, liściastą, kolorową i pachnącą
18+4
Jeszcze 10 dni do nastepnego badania.
Nie moge sie doczekac.
Wogole nie czuje, ze jestem w ciazy. Wszystkie objawy minely, a moze do nich przywyklam. Moge sie dopatrzec wiecznego zmeczenia, wiekszych i czasem bolacych piersi, a tak to nic. Bol brzucha ustal prawie calkowicie. W weekend nawet 2 razy bylam na Nordic Walking. bylo super, brzuszek nie przeszkadzal, czulam sie po tym malym treningu znacznie lepiej niz przed, chyba musze wrocic do moich cwiczen i mojego chodzenia z kijkami. Na poczatku bardzo sie balam wiekszych aktywnosci fizycznych po za spacerami i wedrowkami po niskich gorach praktycznie nic nie robilam, a teraz powoli zaczyna mi tego brakowac.
Dzisiaj w planie po pracy (jak dam rade) lekki step aerobic albo joga.
wczoraj pierwszy raz wyszedł mi test owulacyjny piękne dwie krechy
wieczorem tak mnie brzuch bolał że kroku nie mogłam zrobić
musiałam wziąć nospę
dzisiejsze usg nastawia optymistycznie
endo 1,04 WOOOOOOW
prawy 0,89 pęknięty ale nie ma jeszcze ciałka żółtego więc świeżynka
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2013, 20:51
Kurczę, nie mogę tego otworzyć
Pada, brzydko i nie ma żadnych słonecznych Włoszech dzisiaj.
Z rozpaczy poszłam do sklepu i nakupiłam sobie winogron, bo akurat były w promocji.
Pewnie ich też w ciąży nie wolno.
Z nudów usmazyłam górę naleśników - Ola będzie szczęśliwa jak wróci ze szkoły.
Dziecko to okazuje się,że potajemnie się cieszy z tego nowego dziecka. Ogląda katalogi i podsuwa mi wzory pościeli i łóżeczek. Po za tym irytuje ją,że 9 miesięcy to tyle trwa..
Ja na razie patrzę z przerażeniem co ona z kotem wyprawia, oczywiście w ramach szerokopojętej miłości.Kot skapitulował już i nie próbuje się bronić kiedy znajdzie się w uscisku jej ramion - patrzy tylko z wyrzutem na mnie a w oczach ma błagalne S.O.S
Wczoraj się zemściłam na kocie i pozwoliłam (ku radości Oli) na te extremalne pieszczoty ponieważ kretynka nie chciała jeść kurczaka z krewetkami, kótrego kupiłam jej za 3 euro!!!
Jeszcze w nią wcisnę tego kurczaka tak,że się nie zorientuje.
Będzie mi tu kot wybrzydzał - jak ja na szanownego kota wydaję tyle kasy.
W piątek ide do włoskiego lekarza i uczę się na szybko słownictwa fachowego,żeby mieć o czym inteligentnie dyskutować.
Jestem ciekawa co to za facet, bo opinie ma bardzo dobre.
Idę z Robkiem oczywiście.
Nie wiem na ile będzie uzyteczny ale w porządku - to też jego dziecko, niech się angażuje.
Robcio ma taką wadę,że uwielbia mówić w moim imieniu. Ja otwieram gębę a on już odpowiada na zadane mi pytanie.Mi pozostaje się tylko durnowato uśmiechać - niczym mała syrenka z Disneya.
Teraz może łaskawie się zamknie bo wystarczy, tylko jedno słowo "poród" i już blednie nie mówiąc o szczegółach cyklu miesięcznego.
Po za tym - kiedy zaczynam opowiadać co i kiedy dzieciakowi rośnie i co się dzieje w 7 tygodniu, wywraca oczami i zmienia temat - jak podsłuchałam jego rozmowę z kolegą - stara się podchodzić spokojnie i się nie ekscytować. Po za tym woli poczekac...kurde nie wiem na co.
Powiedziałam mu - że będzie się interesował co u dziecka słychac ,kiedy będzie przygotowywało się do pierwszej Komunii Swiętej.
Ależ z niego cienias..
Oczywiscie,że nie będzie przy porodzie - bohater jeden - ale na sali przedporodowej to go przytrzymam cholera...będzie miał pełny obraz w kolorze co to znaczy ból.
Wydaje mi się - to on teraz cwaniaczy przed kumplami,że taka z niego ostoja spokoju..ale niech tam mu będzie.
Na placu boju zostałam sama z tą ciążą - Ola mnie wspiera i codziennie pyta jak się czuję.
Nie przypuszczałam,że może byc taka troskliwa.
A opowiesći o strasznych porodach juz się zaczęły..przez godzinę musiałam słuchac wywodów mojej koleżanki jak to w szpitalach włoskich się rodzi..brr!!! Mam ogromną nadzieję,że przez 12 lat to się cholera coś zmieniło do diaska!
Bo okazuje się,że dziecko można se pooglądac przez szybkę a na rece wziąc tylko do karmienia..
jeszcze się popytam..
Z resztą jedna moja kolezanka co ma termin na listopad wszytko mi opowie.
Alem się urządziła na kolorowo z tymi Włochami..
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2013, 13:56
Znowu cholerny poniedzialek, znowu cholerne telefony, e-maile, terminy. Czasem naprawde mnie to wszystko wkurza! Jakby nie dalo sie zalatwic wszystkiego od razu, czarno na bialym i drukowanymi, tylko tak od dupy strony zawsze:
1. Poprosimy ten dokument faxem;
2. Ok, dziekujemy za fax, ale potrzebny jest oryginal;
3. Oryginal do nas nie dotarl, a przefaxowane informacje nie sa kompletne;
4. Ok, mamy to, ale potrzebujemy jeszcze zalacznika...
5. .........................
Never Ending Story!!! I nie, nie w Polsce takie cuda wianki, to niemiecka biurokracja. Ogolnie jest mniej skomplikowana od polskiej, pod warunkiem, ze nie trafi sie na idiotow. A ze ja cale zycie z wariatami, wiec...
Never Ending Story!

Mam dość. Jestem zmęczona, zdołowana, nie mam żadnej nadziei, mam po prostu dość tego wszystkiego.
33 dc, temperatura bezczelnie w dół, a francy nadal brak. Znowu to samo
Chciałam żeby okres przyszedł szybko jeśli się nie udało, nie udało się, okresu brak.
Październik miał być ostatnią szansą ze względu na koniec mojej pracy, ale nie będzie - bo jeśli nawet jakimś cudem uda się nam, nie zdążę się kuźwa o tym dowiedzieć!
Staram się, naprawdę bardzo się staram zrozumieć dlaczego na to zasłużyłam, co takiego zrobiłam, że spotyka to właśnie mnie? Czy jestem złym człowiekiem? Czy kogoś bardzo skrzywdziłam? Szukam w pamięci, ale nic takiego strasznego nie znajduję. Lubię dzieci, zawsze chciałam je mieć, kocham Męża i chcę dać nam nasze dziecko. Nie miałam życia usłanego różami, nie żyję jak królewna, nie wszystko jest idealne, jeszcze wiele trudów przede mną. Dlaczego więc przytrafia się to akurat mnie? Jaki jest powód?
Mam dość, naprawdę dość słuchania o kolejnych ciążach koleżanek, patrzenia na kobiety z brzuchami, wózkami, czytania w gazetach o nowych przypadkach skatowania dziecka przez rodziców, słuchania o zuchwałych dziewuchach, które zachodzą w ciążę za pierwszym razem lub na zawołanie (bo przecież problemy z zajściem w ciążę ich nie dotyczą). Chcę być w ciąży, chcę zobaczyć II, chcę mieć mdłości, zgagę i inne cholerne dolegliwości, chcę czuć ruchy dziecka i być choć raz w życiu tak wyjątkową - czuć, że pod sercem mam CUD.
Jestem zmęczona tym wszystkim, czuję wszechogarniającą mnie bezradność. Pomimo 6 miesięcy starań, mierzenia temperatury, współżycia we właściwym momencie, dbania o siebie, nadal nie jestem w ciąży i nie rozumiem dlaczego. Czuję się wybrakowana, gorsza, mam wrażenie, że odstaję od reszty kobiet. Źle mi z tym. Źle czuję się wobec Męża, mam wrażenie, że nie jestem wystarczająco dobra dla Niego z tego powodu. Nie widzę sensu życia, nic mnie nie cieszy, staram się nie pokazywać tego po sobie, ale męczę się robieniem dobrej miny do złej gry. Gdybym mogła, zamknęłabym się w pokoju, nigdzie nie wychodziłabym i wyłabym całymi dniami.
Żałuję, że nie zaczęliśmy starań od razu po ślubie, żałuję, że wcześniej się zabezpieczaliśmy, żałuję, że zrezygnowałam z wielu rzeczy i żałuję, że wyjęłam 6 miesięcy temu kolczyk z pępka (naiwnie sądząc, że w miarę szybko zajdę w ciążę). Jakby tego wszystkiego było mało, wiecznie coś musi się spieprzyć. Albo jakieś zapalenie pęcherza, albo konieczność brania tabletek, których nie można brać starając się o dziecko, a wczoraj podczas współżycia poczułam jak coś mnie piecze. Naprawdę mam dość tego wszystkiego. Nie mam już na to siły! Naprawdę.
Od tego cyklu (jeśli w ogóle się zacznie), przestaję mierzyć temperaturę. Nic dobrego mi to nie przynosi, a jedynie nakręca mnie, daje nadzieję, a potem w twarz. Nie mam siły na więcej. Widać nie zasłużyłam na to, by zostać mamą.
Napisałabym jeszcze wiele, ale brak mi słów.
Jest! W końcu coś rusza do przodu!
15 października idę do tego nowego lekarza
Będzie mi raźniej,bo moja siostra ma ten sam termin,z tym wyjątkiem,że ona się jeszcze nie stara...Cieszę się ogromne,ale jest i stres... Wiążę z tym lekarzem ogromne i ostatnie nadzieje. Trzymajcie kochane za mnie kciuki,przydadzą się chyba jak nigdy dotąd...
Heeeej
wczoraj wróciłam z Karpacza i jestem zachwycona tym miejscem
Co słychać u Was ? Czy któraś już nosi w brzusiu bobaska ?
My dalej się staramy jak możecie to zobaczcie na mój wykresik ovu pokazała owulację 19 dnia... Co myślicie ? bUZIACZKI :*
Juz po wizycie. Lekarz przedstawil mi wyniki hormonow robione prawie pol roku temu I powiedzial, ze wszystko jest w porzadku, moze tylko za niski poziom witaminy D. Dzis znow pobrano mi krew pod wzgledem hormonow a wyniki poznam za pol roku bo nastepna wizyte wyznaczyli mi na kwiecien 2014 roku! Szok!!! Przez 6 miesiecy moze wiele wydarzyc sie w organizmie wiec jak mozna tak dlugo czekac. Nawet nie przeprowadzili badania ginekologicznego. Pocieszajace jest natomiast to, ze w ciagu kilku tygodni skontaktuje sie ze mna ktos z Centrum Leczenia Nieplodnosci I wyznacza mi wizyte. Mam nadzieje, ze nie bede musiala na nia czekac kilku miesiecy. Skoro kobieta, majaca stalego partnera I uprawiajaca regularnie seks bez zabezpieczenia przez 2 lata nie zachodzi w ciaze to znaczy, ze nalezy zrobic wszystko, aby poznac przyczyne a tu zostawiaja Cie na pol roku... Podlamalam sie troche ale staram sie myslec pozytywnie.
Dzis 23 dzien cyklu, piersi mi dokuczaja jak nigdy dotad. Temperatura dzis spadla ale mierzylam ok. 1,5 godziny wczesniej niz zwykle wiec moze nie jest do konca wiarygodna.
Poszlam tez do prywatnego laboratorium na badanie progesterone bo dzis 7 dzien po owulacji. Wyniki za 3 godzinki.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2013, 15:35
mój mężuś złapał wiruska, no i nie wiem jak z badaniami nasienia..pomijając fakt, ze dostał antybiotyk, choć jeszcze nie zaczął go brać..wkurzyłam sie na niego bo mnie w ogóle nie słucha - zwlekał z badaniami i teraz jest kicha..
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.