Klaudia93 starania po stracie córeczki 8 października 2013, 13:21

Taka mam nadzieję.. Może w końcu się uda;)

milunia PCOS zaczynam walczyc z Tobą :) 8 października 2013, 13:54

Jestem po wizycie u ginekologa. trochę dużo jak na jedną wizytę ale ok. Dowiedziałam się, że mam cystę na jajniku ale mam się nią nie przejmować bo niby jest malutka tylko 1,5 cm( jak dla mnie to już i tak za dużo), następne że jestem uczulona na lateks i podpaski i muszę używać jakichś antyalergicznych a na końcu powiedział że on w 99% jest pewien że mam tarczyce i że mam to sobie sprawdzić. Na szczęście nie wykrył mi żadnego zakażenia i jak za miesiąc do niego pójdę to.... da jakieś specyfiki żeby łatwiej było zajść w ciążę.

biedronka1982 W poczekalni 8 października 2013, 15:18

Chaos, bieganie, narzekanie, sztuczne usmiechy. Czyli kolejny dzien w pracy mozna odhaczyc. Po czym chaos, bieganie, narzekanie, latanie ze sciera. Czyli weszlam do domu chwile po tym, jak luby wpadl na przerwe obiadowa!
Teraz moze wreszcie cos zjem i wypije. No tak, poza poranna kawa mialam w ustach tylko pare bluzgow! :-P


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2013, 15:41

Moja wizyta u dr Paligi na 17 została przeniesiona z powodu jej konferencji na 20 o 11. Choć miałam dwa terminy do wybory 15 o 11 ale ze względu że mąż pracuje i chce być przy nas to wybrałam 20 (niedziela)

Mąż jest w domu od soboty, niestety jutro wyjeżdża, ale co użyłam to moje! ;p
Jutro czeka mnie wizyta u diabetologa. Odezwę się po wszystkim jutro :)

Nerwy nerwy nerwy. coraz bliżej porodu a ja nie wiem gdzie się podzieje z dzieckiem mamy mały dom własnościowy ja i moi rodzice od 23 lat dziele z nimi pokój a w drugi o wiele większym pokoju jest kto TA WREDNA SU*A BABCIA która cały czas życie zatruwa zachodzą w ciąże myślałam ze zostanę tu razem z moim M ale oczywiście babunia nabuntowała swojego syna który jest moim rodzonym tata który stwierdził ze jak przyjdę z dzieckiem tutaj to się wyprowadzi :( u mojego M mieszkają jego rodzice i brat z zona i 2 swoich dzieci mój M ma swój pokój ale dom jest zapisany na jego brata oprócz 2 pokoi w którym są ich rodzice i mój M. za 7 tygodni termin wyjdę ze szpitala i co stanę na środku chodnika i co dalej ?? w która stronę pójdę macierzyńskiego mieć nie będę bo mi nie przysługuje na wynajem Nas stać nie będzie mój M zarabia tylko 1400 zł ;/ a wątpię, że jego brat zgodzi się byśmy przyszli do nich mam dosyć naprawdę mam dosyć codziennie miewam sny że mam ze sobą walizkę i nie wiem co dalej :(:( codzienne łzy mnie wykańczają już nie umiem się cieszyć ciążą zakupuje teraz łóżeczko tylko nie wiem po co po jaki chuj skoro nie mam go gdzie wstawić.... krzyczę od środka pisząc przez łzy...


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2013, 17:12

Kraków coraz bardziej mnie wciąga.... dziś rano szłam na zajęcia przez zamglone, magiczne Stare Miasto. Bez turystów, wrzasków, tłumów, tandetnych pamiątek, różnej maści muzykantów. Mgła ograniczała widoczność do kilkudziesięciu metrów, ukrywała za sobą reklamy i szyldy na budynkach. Poczułam się trochę tak jakbym była w innej epoce. Aż mnie dreszcz przeszedł :). Popołudniu zwiedzałam Kazimierz. W sumie byłam już tam ze dwa razy, oglądałam Synagogę i kamienice. Ale dziś trafiłam w pewne wyjątkowe miejsce. Mały sklepik, w którym właścicielka sprzedaje wykonane przez siebie zabawki pluszowe, biżuterię, torebki, fartuszki itd. Opowiadała mi to z taką pasją, była bardzo miła i łatwo nawiązałyśmy kontakt. Kupiłam u niej ślicznego, różowego misia z polaru z uśmiechnięta mordką i zielonym brzuszkiem. Miś dostał imię Stefan i będzie grzecznie czekał na nasze Maleństwo, żeby zostać jego najlepszym przyjacielem. Dla siebie kupiłam niesamowity wisior z kotkiem. Z właścicielką sklepu rozmawiałyśmy długo (chyba z pół godziny) o zabawkach dla dzieci. Dziś często, to co można kupić w sklepach (nawet markowych) to nic innego jak chińskie badziewie. Może jestem dziwna ale ja mam sentyment do starych zabawek, drewnianych, szmacianych, szytych ręcznie, czasami krzywych i zezowatych ale praktycznych, nie naszpikowanych toksycznym szajsem. Stąd też zakup Stefka. Jutro wracam tam po zabawkę dla córy mojej przyjaciółki- Kala chce króliczka i jakiegoś na pewno jej znajdę. Na koniec dnia zrobiłam przyjemność ciału i poszłam na naprawdę przepyszne pierogi z barszczykiem. Teraz leżę i trawię :)

Moje cykle były w miarę regularne ale niestety poprzedni cykl (sierpniowy) się poprzestawiał i trwał ponad 40 dni:(
5.10 przyszła @ i mam nadzieję, że ten cykl będzie normalny i uda nam się wyserduszkować maleństwo <3 Wczoraj na allegro zamówiłam testy owulacyjne i będziemy testować kiedy owulacja wystąpi, mąż wraca w środę w nocy i będzie do poniedziałku pewnie owulacja jeszcze nie wystąpi gdyz cykle kiedy mam regularne to wynosza ok. 34 dni ale zawsze jest szansa że tym razem się uda a może coś sie przestawi i się wstrzelimy w dobry moment. Bardzo chcemy miec dziecko, jesteśmy po ślubie ponad 2 lata, nacieszyliśmy sie życiem we dwójkę, teraz byśmy chcieli powiększyć naszą rodzinkę. :D

humorek dopisuje, w pracy ok, więc teraz gorąca herbatka i nauka bo w weekend zjazd
ale nawet to że weekend w szkole nie popsuje mi nastroju :)

Jest lepiej. Jest o niebo lepiej.
Co do uczuleń, to nie wiem co myśleć. Feminellę za parę dni wezmę jeszcze raz:) Wtedy okaże się czy to z jej powodu:)
Dzisiaj śmierdzę czosnkiem. Domowe metody się sprawdzają. Lipa, rumianek, szałwia, miodek, czosnek, mleczko..... To wszystko działa!

Kaja 91,brałam clostilbegyt i duphaston,u mnie podejrzewają żę jest coś nie tak z jajowodami;-( a jak sprawa wygląda u ciebie? miałaś hsg,albo laparoskopie?przestałam brać hormony bo z jajeczkowaniem u mnie jest ok i brałam je bez potrzeby,przyczyna musi być inna i napewno jest!czekam do stycznia na hsg,a boje sie jak diabli!!!!!!ja też trzymam kciuki za ciebie buziakiiiii!!

dunia1287 Będzie co ma być. 9 października 2013, 08:00

Dokładnie rok temu szykowałam się do szpitala...Miała być laparoskopia,ale skończyło się tradycyjną operacją.Niedługo się dowiem jak to teraz wygląda...

No i niestety to znowu nie ten moment :(
Ale cóż, wczoraj trochę poryczałam, dziś jeszcze też pewnie łezkę uronię, ale już od jutra wszystko wróci do normy :D Poza tym jutro moja kochana mała córcia ma urodzinki i kończy 6 lat <3
Nawet nie macie pojęcia jak ja jestem z niej dumna <3

@ pojawi się lada chwila więc niestety odpuszczam do końca roku, tak jak mówiłam wcześniej. Pod koniec tego miesiąca mój M ma badanie nasienia i akurat testy wypadają w tygodniu, gdzie powinna pojawić się owulacja, więc z racji jego kilkudniowej "abstynencji" musimy odpuścić, a ponieważ przez ostatni rok troszkę przytyłam, postanowiłam, że do końca roku biorę się za siebie :D Jakaś dietka bogata w warzywa i owoce (raczej wolę mówić o zdrowym odżywianiu niż dietach oczywiście) no i ćwiczenia bo okropny cellulit mi się na nogach zrobił brrrrrr no masakra jakaś .....
Kochane moje dziękuję Wam naprawdę z całego serca za wsparcie i ciepłe słowa <3 Jesteście fantastyczne <3
Życzę każdej z Was spełnienia marzeń i oby w Waszym życiu pojawiły się te upragnione Fasolki <3
Będę tutaj bo chcę kontynuować moje obserwacje by lepiej poznać swoje ciało, ale tym razem już bez starań ;)
Jeszcze raz dziękuję Wam z całego serca i trzymam kciuki za każdą z Was <3
Ściskam i buziaki przesyłam <3

gosia2020 Trudna droga do szczęścia 9 października 2013, 08:32

Większość tu osób nie znam,ale słowa, że ludzie we mnie wierzą sprawiły, że trochę mi się wstyd zrobiło. Głupio mi, że ja jestem taka słaba. Trochę dziwnie się z tym poczułam i zaczęłam się zastanawiać, czy jestem w porządku wobec tych osób??? Bo jeśli one we mnie wierzą,to czy ja mam prawo nie wierzyć??? Ich nadzieje i wiara pójdą na marne, jeśli ja sama nie uwierzę.

Dukan23 Gdzie cierpienie, tam i nadzieja! 7 listopada 2013, 17:17

4 cykl starań
No właśnie, kolejny… Bez takiego już stresu jak poprzednio (na szczęście) zachcieliśmy zafasolkować. W poprzednim cyklu nie udało się. Następny będzie mikołajkowo świąteczny więc mam nadzieje że w tym roku dostanę to czego pragnę

Cukier z samego rana musiałam "zbierać z podłogi", tylko 64 a więc małe podjadanko w łóżku ;p
Dziś temperatura troszkę wyższa bo 35,9, @ już się kończy i czekam na męża. Rano druga podudkę zafundowała mi nasz Luna- labladorka która z wielką radością wskoczyła do mnie do łóżka aby się troszkę poprzytulać ;) oooj mój kochany urwis:*

agusia78 Czekamy na Ciebie Kruszynko 9 października 2013, 09:23

Dzis w nocy mialam sen, w ktorym zrobilam test I wyszedl pozytywny. Dwie wielkie, wyrazne krechy. I piersi mialam takie nabrzmiale z ciemnymi obwodkami wokol sutkow. Szkoda, ze to byl tylko sen... Obudzil mnie natomiast silny bol w krzyzu.
To nie byl pierwszy taki sen. Juz wiele razy snilam o dziecku, tulilam je w swoich ramionach ale nigdy w snie nie widzialam siebie w ciazy.
Teraz, jak nigdy, boje sie rozczarowania I zastanawiam, jak zniose kolejna porazke. Za mna juz 23 takie rozczarowania, a z miesiaca na miesiac coraz gorzej je znosze I juz nie mam sily na kolejne wyczekiwanie, ktore w koncu okazuje sie niepowodzeniem. Staram sie racjonalnie myslec ale objawy mojego organizmu po owulacji daja zludne nadzieje...

Czytam wlasnie swietna ksiazke pt " W Paryzu dzieci nie grymasza".
Jest to bardzo ciekawe spojrzenie Amerykanki na sposoby wychowania dzieci we Francji.
Mieszkam tu od wielu lat ale nie zdawalam sobie z tego sprawy, ze Francuzi tak wspaniale radza sobie z pociechami. Nigdy mnie to nie interesowalo.
Oto fragment z ksiazki, ktory mowi sam za siebie:



« Francuskie dzieci nie rzucają jedzeniem


Kiedy moja córeczka Bean miała półtora roku, razem z mężem (ja jestem Amerykanką, on jest Brytyjczykiem) postanowiliśmy zabrać ją na krótkie wakacje. Zdecydowaliśmy się pojechać do nadmorskiego miasteczka, oddalonego od Paryża o kilka godzin jazdy pociągiem. Zarezerwowaliśmy pokój z dziecięcym łóżeczkiem. Mieliśmy wtedy tylko jedno dziecko, uznaliśmy więc, że wakacje z nim nie będą stanowiły zbyt dużego wyzwania.
Śniadanie jedliśmy w hotelu, ale na obiad i kolację musieliśmy chodzić do małych knajpek z owocami morza w pobliżu starego portu. Szybko odkryliśmy, że codzienne jedzenie w restauracji dwóch posiłków w towarzystwie malucha jest torturą zasługującą na umieszczenie w oddzielnym kręgu piekieł. Bean tylko przelotnie interesowała « się jedzeniem – zjadała kawałek bagietki albo czegoś smażonego, a już kilka minut później przewracała solniczki i rozrywała opakowania z cukrem. Po czym żądała, by uwolnić ją z dziecięcego krzesełka, aby mogła biegać po restauracji albo uciekać w kierunku doków.
Jaką przyjęliśmy strategię? Jeść jak najszybciej. Natychmiast składaliśmy zamówienie, zanim jeszcze usiedliśmy przy stoliku, błagając kelnera, żeby jak najszybciej przyniósł pieczywo i wszystko – od przystawek po danie główne – podał jednocześnie. Jedliśmy na zmianę – kiedy mąż błyskawicznie połykał rybę, ja pilnowałam, żeby Bean nie wpadła pod nogi kelnerowi albo nie utopiła się w morzu. Potem role się odwracały. Zostawialiśmy ogromne napiwki jako rekompensatę za podarte serwetki i szczątki kalmara rozrzucone wokół stolika.
W drodze do hotelu przysięgaliśmy sobie: koniec z wyjazdami, przyjemnościami i kolejnymi dziećmi! Te „wakacje” ostatecznie upewniły nas, że życie, jakie prowadziliśmy półtora roku wcześniej, definitywnie się zakończyło. Nie wiem, dlaczego w ogóle nas to dziwiło.
Po kilku wizytach w restauracji zauważyłam, że siedzące wokół nas francuskie rodziny nie wydają się przeżywać piekła. Wręcz przeciwnie – rzeczywiście wyglądały tak, jakby były na wakacjach. Dzieci w wieku Bean siedziały spokojnie na swoich krzesełkach, czekały na posiłek i « zjadały nie tylko rybę, ale nawet warzywa. Nie było słychać wrzasków ani jęków, dania podawano kolejno, a wokół stolików nie leżały śmieci.
Mieszkałam we Francji już od kilku lat, ale doprawdy nie wiedziałam, jak to wytłumaczyć. W Paryżu rzadko widywałam dzieci w restauracjach, zresztą zanim zostałam matką, nie zwracałam na nie większej uwagi. Teraz też nie przyglądałam się cudzym dzieciom, patrzyłam głównie na własne. Pogrążona w udręce, nie mogłam nie zauważyć, że widać istnieją jakieś inne niż moja metody wychowawcze. Tylko na czym właściwie polegają? Czy francuskie dzieci mają spokój zapisany w genach? Czy może zostały skłonione do posłuszeństwa przekupstwem (albo groźbą)? Czy też padły ofiarą staromodnego wychowania, zgodnie z którym dzieci powinno być widać, ale nie słychać?
Nic na to nie wskazywało. Francuskie dzieci nie sprawiały wrażenia zastraszonych – były radosne, rozgadane i ciekawskie, a rodzice odnosili się do nich z czułością i uwagą. Wydawało się jednak, że przy ich stolikach (i chyba w całym życiu) działa jakaś niewidzialna cywilizująca siła, nieobecna w naszym przypadku. »

Extrait de: Druckerman, Pamela. « W Paryżu dzieci nie grymaszą. » Wydawnictwo Literackie, 2013-06-06. iBooks.

Lekkie, zabawne teksty :)

Goraco polecam :)

Ovu zaznaczyło dzisiaj owulację zgodnie z monitoringiem :-)
Teraz czekamy na efekt.
Dzisiaj jadę do gina na kolejne usg. Mamy sprawdzić czy pojawiło się ciałko żółte, bo przed wczoraj jeszcze nie było.
Temp powoli idzie w górę więc może.. mam nadzieję.
Brzuch mnie zaczyna boleć okresowo.
To ostatni miesiąc z monitoringiem. Zawieszam wizyty u gina do wiosny, bo raz, że z finansami krucho za każdą wizytę liczy sobie stówkę to jeszcze kawał muszę do niego jechać.
Do wiosny nie będzie mi się tam chciało jeździć. Mam do przejechania całą Warszawę!

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)