31+1
Na samą myśl o wyjeździe mojego M chce mi się płakać. Chyba zbyt pochopnie podjęliśmy tą decyzje o wyjeździe na delegacje. Nie wyobrażam sobie być tyle sama.. W sumie to nawet trochę się boję... przecież to już zaraz 8 miesiąc...
byle by wszystko było dobrze, i żeby malutka poczekała do wyznaczonego terminu cc, może w poniedziałek się dowiem coś więcej w temacie terminu cc i wgl tego wszystkiego.
Póki co jestem troche zestresowana, a czas mi się ciągnie jak te przysłowiowe "flaki z olejem"..

Dzis tylko jedną nospe wzięłam, zauważyłam, że brzuch twardnieje tak bardziej na wieczór.
Mała fika, kopie w pęcherz.

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

Jeheria No kiedy? 16 listopada 2019, 19:44

16+0
Dzisiaj pojechałam z rana na ip bo miałam silne bóle okresowe w nocy. Dwie nospy Max nie pomogły. W szpitalu położyli na oddział bo takie są tu procedury. Zrobili usg. Z dzidzia wszystko ok. Na 100% chłopiec :) Obawiałam się że szyjka może się skracać bo badałam ja i wg mojej oceny była pulchna i krótsza. Ale jest ok. Chociaż doktor tylko palcami zbadał. W piątek mam wizytę u lekarza to poproszę aby zbadał mnie dopochwowo i zmierzył. Dostaje aktualnie zastrzyki w tyłek i luteinę dopochwowo. Lekarz powiedział że macica spięta, rozciąga się. Muszę się oszczędzać. Pytał co wczoraj robiłam. Byłam na spacerze z psem 5 km a przedwczoraj basen. Najgorsze że energia mnie rozpiera a jednak nie można wszystkiego. Będę leżeć pewnie 3 dni. Moja siostra też w ciążach miała takie skurcze. Koleżanka to samo. Fakt że dzidzia coraz większa, ma już ponad 10 cm więc się rusza i uderza o macicę. Muszę też brać większą dawkę magnezu i calperos 1000. To wapno, bo doktor mówi że heparyna strasznie wypłukuje wapń i łatwo o złamanie. Zrobili mi badania z krwi w związku z krzepliwością i wszystko wyszło ok.
Co do wizyty w Białymstoku to trochę się rozczarowałam. W gabinecie nawet USG nie mieli. Trzeba iść ze skierowaniem na oddział i w innym terminie je zrobić. Problem ze ja mam 100 km do Białegostoku... Podpisałam KOC więc będę tam rodzić. USG będę robić prywatnie nadal u siebie. Heparynę odstawia się 12 h przed porodem a acard bierze się do 36tc. Co do porodu to zalecany siłami natury. Czy mnie położą wcześniej to się ustali. Następna wizyta 19 grudnia.
A więc leżę i odpoczywam w szpitalu i mam nadzieję że przejdą te skurcze. Bo raz są, raz nie. Boże miej mnie w swojej opiece! Kocham Cię synku ♥️

11+2 t ciąży...

Cieszę się, że jestem już tak daleko i jednocześnie boję się o nasze Maleństwo. Ostatnio na wizycie byłam 9+4, nasze 2.7 cm Maleństwo machało do nas i ruszało nóżkami❤️ Niesamowite uczucie ❤️ wciąż nie mogę uwierzyć, że jestem w ciąży, że pod moim sercem bije drugie serce ❤️Tak bardzo chciałabym już wiedzieć czy to dziewczynka czy chłopczyk?
Wierzę, że teraz będzie wszystko dobrze, codziennie modlę się o życie i zdrowie naszego upragnionego Dziecka. I mocno wierzę w to, że tam na górze nam pomogą, że nas nie zostawią.

Okruszku rośnij zdrowo, czekamy na Ciebie z tatą ❤️❤️❤️

Ostatni tydzień miałam bardzo ciężki. Młodemu który jest w Anglii 2 tygodnie temu spuchł ząb. Chodził tak długi czas. A że leczenie w Anglii drogie więc kazaliśmy mu przyjechać. Stomatolog kazała jak najszybciej bo to grozi sepsą. Młody się przejął i postanowił znaleźć tani samolot i przylecieć. My z sis szukaliśmy stomatologa a w ostatniej chwili wiadomo jak to jest. Sis stwierdzila że przyjmie go stomatolog do której chodził zawsze. A ja łatwilam dalej. Kolega z pracy załatwił wizytę na 0,5 h sis nie była chętna ale ja namówiłam. Młody miał przylecieć od czwartku do niedzieli.
A wybrał lot do Rzeszowa. Ekstra i do centralnej Polski będzie jechał cały dzień. Patrzyłam na rozpiskę PKP pociąg. 3 przesiadkami 8 h jazdy na 22 na miejscu. Mówię ekstra. Zdesperowana szukam dalej znalazłam na stronie bleblecar że jeden pan wyjeżdża z Rzeszowa do Łodzi o 13. Byłoby super byłby bliżej domu. Mówię do sis skontaktuj się z nim może zaczeka te 30 minut jak doleci. Ta mi daj spokój. Ale pałeczkę zabrała siostra szwagra. Pogadała z tym kolesiem i powiedział że nie będzie czekać jeździe jednak wcześniej. No to niestety czekać go będzie pociąg. Na drugi dzień to był czwartek wyjazd młodego do PL.
W samolocie jak był prosił mnie bym poszukała mu rozpiski o której bus o której pociąg jedzie. Kulminacja wszystkiego była kiedy młody zapomniał karty SIM z Polski, i mi napisał to nasz ostatni kontakt. Co by było śmieszniej zadzwoniła do sis mojego szwagra siostra mówiąc że pan Waldek jednak zawrócił i zabierze młodego. A my już nie mamy z nim kontaktu. Napisałam do niego pilne jesteś? A tu cisza od godziny. Mamy 30 min jak młody wyląduje w Rzeszowie. Co robić każe sis dzwonić na lotnisko aby go wyczytali że pan na niego czeka. Niestety nie byli chętni bo rodo, ale w końcu ulegli.Potem każe sis aby zdobyła numer do Pana Waldka i z nim pogadała. Daliśmy panu jego zdjęcie i pan obiecał że pójdzie do pkt obsługi klienta i wywiesi kartkę z jego imieniem i nazwiskiem.
Kiedy przyleciał odpisał mi co chcesz napisz info odczytań później. Ja mu pisze na szybko że pan Waldek czeka na ciebie zawiezie cię do domu. My z sis martwimy się czy odczytał. Potem dzwoni telefon patrzymy to pan Waldek a w słuchawce młody , my zadowoleni odnaleźli się. Sukces.
W piątek sis wzięła wolne ja siedziałam w robocie. Młody poszedł do stomatologa dostal antybiotyk 1 ząb zrobiony. Ulga. A tamta olala go stomatolog jak mówiłam
Potem się dzwoni że idą do babci a ja wściekła że się nie zobaczymy. Ale młody obiecał ze wpadnie wieczorem.
Naszykowalam jego ulubiony koktajl ale straciłam nadzieję że będzie. A jednak przyszedł pogadaliśmy itd.
Na drugi dzień wpadł rano na pożegnanie, to jest najgorsze.

Miałam tego dnia 💗 ale rano nie było czasu a potem nie miałam ochoty.
W piątek cały dzień czułam jajniki. Ale tym razem inaczej do tego podchodziłam. Młody był ważniejszy. I tak się naturalnie nie uda. Więc po co się spinać. A wczoraj wieczorem zjedliśmy chpisy wypiłam piwa i zasnęłam.
Ten tydzień był okropny. Dobrze że się kończy. Wrażeń miałam tyle jak nigdy.

Krycha Potrzeba pisania 17 listopada 2019, 15:52

Pol nocy pies sie krecil, weszyl i szczekal, a nad ranem znowu snil mi sie tata. Pies ciagle niespokojny, malo tego, pies sasiadow tez zaczal wyc, a w nocy to pol wsi koncertowalo do spolki z moim. Zbieg okolicznosci ostatnich dni napawa optymizmem na przyszlosc, spotykam ludzi, ktorzy albo tylko mnie motywuja do dzialania, albo jeszcze realnie pomagaja. Nie chce zapeszac, dlatego przemilcze, kto i co, ale wydaje mi sie, ze tata ma z tym wszystkim cos wspolnego. Mimo ze te psie ujadanie niby bez powodu jest przerazajace, a sny o pogrzebie malo przyjemne, to jesli rzeczywiscie jest jak mysle, nie ma innej drogi pomiedzy swiatami. Strachu nie czuje, za to spora nadzieje, ktora pokladam miedzy innymi w ludziach mi zyczliwych.

MamaAlicji Rodzeństwo dla Alicji ❤ 18 listopada 2019, 08:32

2 cs 7 dc

Dzisiaj mam wolne. Jak miło. Chociaż mam trochę roboty w domu i szaloną 2 latkę do ogarnięcia, ale to oczywiste, że wolę być z nią niż siedzieć w pracy.
Miałam dzisiaj sen, że byłam w ciąży, że u lekarki się dowiedziałam aż się rozpłakałam. Boję się czy to nie już obsesja? Skoro nawet mi się to śni? Masakra, co jeśli nie będzie mi dane zostać po raz drugi mamą? Tak normalnie się z tym pogodzę? Lubię w sobie to, że narazie tak luźno do tego podchodzę. Ok przed terminem okresu jest nadzieja, testowanie, a wtedy lekki smutek, ale zaraz później jest już spoko, bo zdaję sobie sprawę, że mam dla kogo żyć. Że niektóre dziewczyny mają gorzej, bo w ogóle nie mają dziecka. Nie smuci mnie fakt, że ktoś zaszedł w ciążę, albo urodziło mu się dziecko. Narazie podchodzę do tego pozytywnie i tak sobie myślę, że dam sobie pół roku i dopiero wtedy wyruszę do lekarza. Boję się tego momentu, że owulacja i testowanie będzie moją obsesją. Oby nie!
Narazie mamy też na głowie wykończenie domu, więc to też jest dobre. Myślę o płytkach, wystroju, lampach.. Tak cudownie urządzać swój dom, wiedzieć, że to całkowicie twoje i nikt nie będzie się wchrzaniał. W razie czego w naszym nowym domu jest jeszcze jeden malutki wolny pokój. Zawsze było zamierzenie, że to będzie pokój tego młodszego dziecka, ale ostatnio tak sobie myślałam, że jeśli nie to zrobię sobie tam mój kącik, powieszę lustro do makijażu i to będzie moją oazą. A co tam! Ten pomysł też jest super! 😊


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2019, 08:34

paula654 Ostatnia umiera nadzieja 13 czerwca 2024, 07:12

33dc
Temperatury ciągle na wyższym poziomie, choć dzisiaj już trochę niżej. Zrobiłam rano test, choć znałam wynik, negatywny. Mimo że lekarz powiedział że nie widzi owulacji, to te temperatury dały mi iskierkę nadziei. Dalej nie wiem skąd te wyższe temperatury jeśli nie było owulacji. Za wiele informacji w internecie nie znalazlam. W niedzielę idę do nowego ginekologa. Stwierdziłam że daję ostatnią szansę i jeśli znowu ginekolog zbagatelizuje moją sytuację to będę musiała wrócić do kliniki i porobić badania. Mam nadzieję że ten ginekolog w końcu coś zadziała.

11 DPO, 11 DPI, 24 DC

Już drugi dzień w ciąży 🥰

Kreseczka na porannym teście pojawiła się szybciej niż wczoraj i jest odrobinę wyraźniejsza. Oczywiście może się jeszcze okazać, że beta nie przyrasta prawidłowo, że w dniu @ wszystko pójdzie w pizdu i milion innych strasznych rzeczy, ale jakoś mimo wszystko jestem spokojna.

Carpe diem.

Mam kogoś w brzuchu.

Mieszka we mnie Człowiek (a może nawet dwóch :-D ), w mojej macicy siedzi sobie Osoba. Ma już swój charakter, upodobania, kolor oczu i włosów. Może nie będzie umiała śpiewać jak ja :-P Albo będzie świetna w liczeniu, jak jej tatuś :-D Będzie wysoka jak on, czy raczej niska jak ja? Lubi pizzę? Czy woli czekoladę? To jest totalnie surrealne. Wciąż to do mnie nie dociera i nie ma nic wspólnego z faktem, że jest jeszcze tak wcześnie i cała ta ciąża wciąż palcem na wodzie pisana.

Mam milion obaw ale równocześnie dziwne wewnętrzne przekonanie, że tym razem już wszystko będzie dobrze. To chyba te ciążowe hormony :-D

Dziewczyny dzięki za wasze komentarze, gratulacje, wsparcie i kciuki! No i proszę, trzymajcie je mocno jutro rano, wykciukajcie mi porządny przyrost! 🤗🤗😚😚 <3 <3

miska122 Tęcza po burzy :) 21 października 2020, 22:20

7cs po cp 3dpo
Trwam w jakimś totalnym zawieszeniu. Koronę już przechorowałam, teraz czekam na koniec izolacji żeby się dotlenić porządnie w lesie.
Nie wiem totalnie co mam myśleć o tym wszystkim. Wizytę mam na 16 listopada, ale nie wiąże z nią żadnej nadziei. Czuję, że jak zwykle dostanę informacje w stylu "to może przeszkadzać, ale nie musi" i na tym się skończy. Chciałabym żeby jakiś lekarz powiedział mi konkretnie czy fragmentacja dna 38% jest tragiczna i nie mam szans na ciążę czy może da się poprawić i nie będzie tak źle. Nie chcę złudnych nadziei, ale nie chcę też żeby ktoś zobaczył w nas maszynkę do zarabiania i od razu wysyłał na zabieg (zwłaszcza, że groszem nie śmierdzę, bo przez ciążę pozamaciczną, operację, rekonwalescencje i koronawirusa praktycznie nie zarabiałam). Skoro mój mąż jest póki co totalnie na nie z in vitro to chce próbować naturalnie. Jeśli ten cykl znowu okaże się niewypałem to chyba się załamie. Będzie to moje najdłuższe czekanie na ciążę. Wiem, że dużo dziewczyn czeka dłużej, ale zaczynam się bać, że po operacji coś się zmieniło i nigdy już mi się nie uda. Mam też tą ohydną myśl w głowie, że nawet jak zajdę to będzie i tak biochemiczna.
7dpo wypadnie mi w niedzielę, więc nie zbadam progesteronu 😡 wszystko się układa jakoś złośliwie.
Miałam kiedyś sen, że urodziłam dziewczynkę 21 października (wiem, że totalnie dziwne, że śniła mi się konkretna data, ale tak było). Dzisiaj znajoma mi powiedziała, że jej ciocia właśnie rodzi dziewczynkę - 21 października. Już nawet inni ludzie rodzą mi moje sny.
Chyba czas zacząć oszczędzać, ale nie na badania tylko na remont mieszkania, wakacje i spokojne życie w trójkę - my i pies.

PONIEDZIAŁEK 26 DC / 39 CS (cykl po nie udanym ivf)

Pozbierałam się częściowo. Musiałam. Od początku czas wypełniłam obowiązkami. Rzuciłam się w wir pracy + obowiązków domowych + myślenia co mogę jeszcze zrobić, dla siebie, dla duszy i dla co chyba najważniejsze dla PSYCHIKI. I tak po kolei:

1. Byłam na wizycie po nie udanym ivf w klinice u swojej prowadzącej. Dowiedziałam się, że blastocysta 3.2.2, którą miałam transferowaną uznawana jest za słabą, aczkolwiek ciąże czasami z takiej są, więc nie przekreślają (takie też informacje później wyczytałam w artykułach poświęconych embriologii ). Zarodki zamrożone 3 dobie, które mi pozostały to 8.1, i 6 ( drugiej cyfty nie pamiętam ), są zamrożone w dwóch oddzielnych słomkach. Jako , że ostatnio na histeroskopii wykryto mi zrosty, zostałam ponownie skierowana na histeroskopie. I tak powstaje punkt...

2. Histeroskopia w klinice u dr.D . Była w tym cyklu 12 dc. Zrostów nie było, na całe szczęście, ale zrobił się mikro polip w kanale szyjki macicy. Usunięto. Cała reszta prawidłowa, ujścia jajowodów, macica, endometrium też.

3. Owulacja była 17 dc - nie byłam na monitoringu, ale ja z tych co czują. Standardowo naturalnie mam w 16 lub 17 tak, więc punktualnie. od 19 dc luteina podjęzykowo + estrofem dopochwowo. Nie, nie na ciąże, a na plamienia przedmiesiączkowe. Zawsze były na tydzień przed miesiączką. Wkurzały mnie. Estrofem idealnie się z nimi rozprawia. Od wiosny mam z nimi spokój.

4. Zrobiliśmy z mężem badanie KIR u mnie i HLA-C u męża. Maż ma wynik C1+C2. Natomiast ja nie mam 4 genów aktywizujących i 2 hamujących. Geny implatacyjne 2DS1,2DS5 i 3DS1 posiadam. KIR rodzaj Bx. Niestety nie dokopałam się do info o tych genach, których nie posiadam.

Ale nic straconego, bo w środę ..,

5. Idę do immunologa prof. L . w jednej z warszawskich klinik. Może On mi wyjaśni, co nieco, podpowie , co można zrobić w kolejnym transferze, który jest planowany na koniec listopada właśnie. Idę z wynikami , które mam:

- trombofilia - tylko mutacja do kw. metylowanego B12 + foliowy
- ASA - negatyw
- AOA - negatyw
- ANA - negatyw
- CA 125 - ok
- kir u mnie + HLA-c u męża
- immunofenotyp - NK 13%

+ oczywiście inne typu : cytomegalia, toxoplazmoza, różyczka ( negatywy - nie mam i nigdy nie miałam kontaktu z wirusem ), które mogą coś wnieść do spotkania. No i oczywiście z informacją, że pierwsze podejście nie udane.

W środę oprócz immunologa mam także wizytę w klinice. Będziemy ustalać czy robimy na naturalnym czy sztucznym, czy podajemy jeden czy 2... Ja chyba chcę iść sztucznym. Mam problem z endometrium, jest cienkie. Obawiam się, że z takim, to i kolejne się nie uda. A na sztucznym to jednak da radę go "zrobić" hormonami, tak chociaż do 10 mm....moje małe-wielkie marzenie. Fizjologicznie to ja nawet tuż przed miesiączką takiego nie osiągam... ( choć miesiączki nie są znikome, krwi jest sporo, przez 3 dni, nie wiem skąd takie zapasy, heh....).

Dobrze. Dokumentacja już przygotowana. Czekam na środę.

Co do ratowania psychy...Stwierdziłam, że koniec wydawania hajsu na badania - mam co mam, pora wydać na siebie. Był w tym miesiącu fryzjer, była kosmetyczka, było kilka masaży relaksacyjnych, a mąż kupił sobie samochód hahahaha. Nasz dotychczasowy musi iść do sprzedaży, choć rewelacyjny, nie psuje się praktycznie wcale, ale niebawem straci za dużo na wartości. A dwa zupełnie nam nie potrzebne. Przez pierwszy tydzień nowego nawet nie mogłam dotknąć, taki mąż wrażliwy. Codziennie chodzi i kurze w nim ściera i progi przeciera hahahahaha. A w domu jakoś nawet nie wie jak to się robi... Faceci, nudny bez nich byłby ten świat. Odrobina komedii w życiu.

EDIT: A z nowości farmakologicznych, od 5 dnia po owulacji na noc przyjmowałam 2 mg Relanium. Dziś był ostatni dzień. Zawsze się nocami stresuję w okolicy implantacji, więc postanowiłam trochę się wyciszyć. Sypiałam nadzwyczaj dobrze i miałam sny z bardzo bogatą fabułą :) niczym w najlepszym filmie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada 2020, 12:19

zakochanaaw A może to pomoże? 18 listopada 2019, 04:22

14dc
Mam do pracy na 5 rano, od drugiej rzygałam jak kot na przemian płacząc... Mam podrażniony nos i gardło bo wymiotowałam kwasem... Nosem też mi leciało... Między wymiotami piłam wodę tuląc kibel a koty przyglądały się całemu zajściu... Nie dam rady iść do pracy bo tej nocy, pójdę do lekarza na 8 i poproszę o dzień lub dwa zwolnienia. Chuj*wo.
****
Edit. Zwolnienie dostałam na 2 dni, w środę w De święto więc do pracy tylko w czwartek i piątek. Pospałam sobie w dzień, bardzo tego potrzebowałam teraz też ciągle leżę na przemian w sypialni i salonie na kanapie 🤣
Już nie wymiotuję, boli mnie tylko mocno głowa i od czasu do czasu obdija mi się kwaśno.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2019, 17:13

12 dc
Endomendium cienkie jak nieszczęście, do tego przez dwa dni nie urosło ani o drobinkę.. Jak się nic nie zmieni to z transferu w listopadzie nici, zachciało mi się cyklu naturalnego.. To mogło spotkać tylko mnie, pojawił się problem w miejscu gdzie go wcześniej nie było. Czas zacząć przeglądać strony pod hasłem "co na rozwój endometrium". Wszystko, dosłownie wszystko w tym cyklu jest pod górę. Znacie jakieś sposoby?

Pęcherzyk dominujący j.prawy 1,2
Endometrium 0,42

Edit
Uruchomiłam: Wit D, Wit C, B12, Acard, olej z wiesiołka i orzechy brazylijskie


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2019, 13:34

Eeeee!
Yyyyy!
Aaaaa!
Ta-ta-ta-ta-ta!
Tin-ta / kin-ta.
Tak mniej więcej wygląda słowniczek Jaśka. E
E, y, a koniecznie wzmocnione palcem wskazującym. Ewentualnie łobuzerskim uśmiechem. Ta-ta-ta-ta to od zawsze coś fajnego. Tinta-kinta to nowość ostatnich kilku dni.

O czym się marzy, gdy się ma rok z haczykiem? O podbojach się marzy. O wspinaczce i zdobywaniu szczytów. A konkretnie o wdraaniu się po schodach na klatce schodowej choćby tylko na półpiętro wyżej niż mieszkamy. Wczoraj marzenie Jasia spełniło się - pozwoliłam mu wspiąć się 3 piętra w górę.

O czym się marzy, gdy się ma troszkę więcej niż rok? Gdy się jest dorosłym ludziem często po prostu przestaje się marzyć. Przychodzą takie dni, że dorosły ludź głównie chce przetrwać. Bo myśli, ze się z tym drugim ludziem nie ma już szans dogadać. Ale w życiu nie zawsze jest tak jak się myśli. Czasem marzenia zaczynają się spełniać kiedy już zupełnie postawiliśmy na nich krzyżyk. Jakieś słowo, jakiś gest i machina rusza w dobrą stronę. We wspaniałą stronę. Mogłabym napisać, że czuję się jak dziecko z tymi spelniającymi się marzeniami. Ale nie, nie. Czuję się sobą ;)) And it feels sooo goood!


Brzuch boli jak na @ :-( Skurczowo :-( Oby to nie było nic złego...

Krycha Potrzeba pisania 23 listopada 2019, 21:33

To nie jest tak, ze On wtedy o postepowaniu zapomnial. On mial od poczatku plan. Tak naprawde, wczorajsza rozmowa o rozwodzie nie byla pierwsza. W zasadzie zanim sie tu wprowadzilam, bylam z tym u Niego, tylko wtedy Jego zona troche przedobrzyla, ja nie bylam na sto procent zdecydowana, wiec On na sile nie mogl zrobic nic.

Potem postanowilismy wyeksmitowac starego sadownie. Jego zona znowu sie wmieszala, ale tym razem bez znaczenia dla sprawy. Tutaj w Niemczech, do rozwodu moze dojsc dopiero po roku separacji. Dokladnie rok temu On napisal takie pismo. Nie jest wiec przypadkiem, ze odezwal sie teraz. Teoretycznie rok separacji wlasnie minal.

19dc

Od dwoch dni temperatura utrzymuje się na poziomie 36,6 stopni. Nie wiem czy była owulacja, a jeśli tak to bardzo późno. Za 10 dni powinna być @.
Od dwóch dni mam problemy z kręgosłupem. Prawdopodobnie rwa kulszowa. I pomimo tego że mam w domu tabletki by przestało boleć to ich nie biorę. Bo co jeśli jakimś cudem w tym cyklu się udało? Ehhh marzenia... Ile można sobie wkrecac happy end? Na razie mąż smaruje mi plecy, dużo leżakuje i wstaje gdy już muszę. Od dziś nocne zmiany. Byle do soboty.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 2 listopada 2020, 13:13

Hm jeśli nie zacznę krwawić to jutro rano zrobię test. Ale dziwne by było, gdyby cokolwiek pokazał.

21+6
Wczoraj zapowiadał się taki piekny dzień, słoneczko 19 stopni, poszłam na herbatkę do koleżanki, a okazało się ze ona jest w drugiej ciąży🙈 miesiac po mnie urodzi, ale jaja...😁🤭
Niestety podnosiłam trochę Wojtusia, dodatkowo spodnie ciążowe... mnie trochę uciskały, ze nie mogłam już dojechać do domu. Moja macica znowu była w jednym wielkim skurczu, brzuch mi tak wywaliło... M. Tez się przejął, pomógł mi się przebrać, i leżałam tak do wieczora. Wzięłam dwa magnezy, ale dopiero po nospie i chyba pozycji leżącej mi przeszło. Ciekawe czy innych macica tez tak trenuje do porodu?? Cieszyłam się tylko ze mogę bezpiecznie leżeć w domku a nie jestem w pracy, tak jak poprzednim razem ... No trudno innym razem będziemy się cieszyc z pięknej pogody, całe szczescie moja macica dziś już jest spokojna 😊😉

Zapowiada się conajmniej 2 tyg na patologii ciąży.
Po dzisiejszym usg diagnoza - hipotrofia płodu AC poniżej 1 percentyla 😢

Malutka nie tylko nic nie przybrała na wadze, ale wręcz zjechała do 1160g 😔 brzuszek nadal w 27tc, a więc jest 3 tyg. w plecy😔

Przy czym ktg ok, wszystkie przepływy ok i wody płodowe też zasadniczo w normie, choć pewnie mogłoby być ich więcej.
Główka, kość udowa na 29-30 tc, więc też ok. Tylko ten brzuszek... 😟

Mąż czytał (ja nie czytam bo trafiałam ciągle na historię, gdzie dzieci umierały nawet na dzień lub kilka godzin przed porodem z powodu złej diagnozy) że hipotrofia jest w ponad 80% skutkiem źle funkcjonującego łożyska lub złych przepływów, a reszta przypadków często wynika z natury dzieciaczka. Może Malutka ma taką urodę, że będzie malutka, no ale trzeba to sprawdzić, więc trochę pomieszkam w szpitalu 🤷

Szczerze... nawet się cieszę, bo tu jestem pod stałą kontrolą. Ktg 4x dziennie, lekarze trzymają rękę na pulsie. Pacjentki mówią, że tutaj ciężko się dostać, ale jeszcze ciężej wyjść, bo wypuszczają tylko jak mają 100% pewności że wszystko jest ok. Tym sposobem możemy tu zimować do stycznia... Wszystko zniosę byle Malutkiej nic złego się nie stało ❤️

Poza tym szpital b. nowoczesny, estetyczny i wygodny, ponoć najlepsi specjaliści od małych ludków w Wawie, położne i pielęgniarki sympatyczne, jedzenie dobre🙃 a lokalizacja w połowie drogi między naszym mieszkaniem a praca męża, więc łatwo ma mnie odwiedzać. Damy radę 💪💪

Jedynie to qrczę albo mam zapalenie pęcherza moczowego albo pessar b. uciska mi na pęcherz - ciągle chce do toalety, a już nawet nie mam czym... Czekam na wyniki posiewu i lekarza, który ewentualnie poprawi mi ten pessar, jeżeli to w nim jest problem. W sumie to mój jedyny dyskomfort obecnie. Staram się nie myśleć o chłoniaku, a Malutka czasami nawet bryka, więc wierzę, że ma wolę walki i życia. Już tyle przeszłyśmy. No i psychicznie czuje się zaopiekowana. Myślę, że w domu bardziej by mi psycha siadała, chociaż chyba z reguły bywa odwrotnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2019, 18:55

Pinka. Piąty transfer 18 listopada 2019, 21:12

Nowy lekarz mnie zbadal, okazalo sie ze nie wyczyscilam sie do konca. Pozostala mala ilosc tkanki, ktora trzeba wykurzyc lekami (takimi co to mozna dokonc aborcji na wlasna reke - coz za przekornosc losu)
Doktor F - tak go nazwe, zlecil 7 badan genetycznych i innych.. u Pana dobrodzieja zostawilismy bagatela 280zl, za lek 50zl i tak placimy w kolko..za wlozenie zarodka, a potem za jago wyciagniecie.. plus straty psychiczne.
W czwartek mam sie zglosic na spr czy sie wyczyscilo i o kolejne 280zl lzej na koncie.

Przez te 3,5 roku moglibysmy z mezem miec nowy samochod/super wskacje..a tymczasem nie mamy nic..

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)