zakochanaaw A może to pomoże? 1 grudnia 2019, 11:19

27dc
Próbowałam zbadać szyjkę macicy ale wciąż mam z tym mega problem :/
Jest wysoko, nie mogłam jej w ogóle dosięgnąć, jest strasznie mięciutko w środku i palec był cały z kremowego śluzu, lekko aż grudkowego ale nie towarzyszy mi swędzenie ani nieprzyjemny zapach więc to nie grzybica itp.
I cały czas boli mnie podbrzusze na okres.. wczoraj myślałam by odstawić już Duphaston bo tak mnie bolało a myślę, że Duphaston może hamować krwawienie... Ale dostałam solidny opierd*l od narzeczonego na mój pomysł i powiedział, że przez moją głupotę on nie straci dziecka jeśli to ciąża 🤷‍♀️
Z jednej strony w głowie mam, że pewnie nawet owu nie było a z drugiej pierwszy raz w życiu boje się zrobić test bo iskierka nadziei się tli... Zawsze robiłam testy jak głupia a teraz się naprawdę boje...

zakochanaaw A może to pomoże? 1 grudnia 2019, 12:33

@Niki345 Nie mam możliwości iść zrobić bety ;p cały tydzień na 5 do pracy i nie wyrwę się nawet na chwilę :/ bo niestety problem języka i narzeczony by musiał ze mną a pracujemy razem :p
Według apki flo @ ma być za 4 dni więc poczekam, we wtorek będzie 11dpo i wtedy chyba zrobię test by wiedzieć czy brać dalej Duphaston ale wątpię, że się udało.
Jedynie co jest inaczej w tym cyklu, że bardzo szybko zaczęło mnie boleć podbrzusze i rwą mnie jajniki a momentami aż zgina szczególnie jak siedzę i wstaję, i piersi.. zawsze bolą mnie mega od boku a teraz delikatnie za to sutki i hmm przód piersi mocno boli.

zakochanaaw A może to pomoże? 1 grudnia 2019, 15:38

Siknęłam na test, oczywiście jedna kreska... Zrobiłam go po 15 a wcześniej wypiłam dwie duże kawy i herbatę... Ale myślę, że i tak nie ma szans na ciążę... Na ovu pokazuje mi, że jeśli jestem w ciąży to szansę na pozytywny test wynoszą 18%
Ale i tak go zrobiłam po tym jak na Instagramie znajoma dodała zdjęcie swojego noworodka z hasztagami #witajnaswiecie #rodzina itp. i coś we mnie pękło...
Ona urodziła już drugie dziecko w czasie w którym ja dalej jestem z niczym bo nawet nie wiem czy owulację występują 😭
Czasem mam naprawdę dość tego, że muszę mieszkać za granicą... Nie jestem w stanie nawet sama czegoś tu załatwić bo ten jebany język w ogóle nie wchodzi mi do głowy... Umiem na tyle by się prosto dogadać a do lekarza innego niż rodzinny jestem zmuszona z narzeczonym chodzić... Poza tym dostać się tu do ginekologa... Już mam dość.. nie mam tu nikogo, nie mam żadnego znajomego... Czuję się strasznie samotna... Czasem potrzebuje o pierdołach pogadać z kimś... Narzeczony połowy nie słucha co do niego mówię... Eh...
Czuję się fatalnie. A zapowiadał się miły dzień.
Po co ja sikałam na ten jebany test...

MamaAlicji Rodzeństwo dla Alicji ❤ 2 grudnia 2019, 12:01

2 cs 21dc 5dpo

"Teraz musisz, Mała unieść jeszcze więcej
Czyjeś strzępy świata musisz wziąć na ręce
Stałaś się dla kogoś szaro-złotą drogą
A to nie takie łatwe być dla kogoś światłem
Jednym i jedynym w samym środku zimy

Słuchaj, Mała
Musisz grać w to tak jak grałaś
Cały czas być sobą, ważyć każde słowo
I tak jak rzeka, płynąć na przód i nie czekać
Starać się uwierzyć w to, że trzeba przeżyć
Gdy się jest dla kogoś słońcem, wiatrem, wodą"

Alicja ❤❤❤❤

A tak wracając do normalności to jestem zmęczona i tak jakoś mam wyjebane czy w tym cyklu nam się udało. I nawet nie wkręcam sobie żadnych objawów. Szok. Spać mi się chce.

Nie wiem od czego zacząć...jak pewnie wszyscy nie spodziewałam się, że tak to będzie wyglądało. Nawet słysząc opowiadania koleżanek, że starały się o dziecko 18 miesięcy, myślałam że "ja to bym się chyba zabiła". No i tak, 17 miesięcy od momentu rozpoczęcia starań jestem w momencie wyjścia. Niestety 7 miesięcy temu poronilam moją pierwszą ciążę, szczerze wolałabym żeby się wtedy nie udało wcale, niż mieć takie doświadczenie za sobą. Praktycznie codziennie o tym myślę i zastanawiam się co można było zrobić inaczej żeby się tak nie skończyło. No i ponownie nic nie wychodzi, powoli znowu tracę nadzieję i cierpliwość. Mam dość, wkońcu nie wszyscy muszą mieć dzieci.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 grudnia 2019, 22:23

13 ms strań, 11 cs, 4 dc

Ginekolog kazał mi jutro sie zjawić bo nie podoba mu się tak szybkie krwawienie. Także jadę, zobaczymy co się podziało i czy da zielone śeiatło na zastrzyki.

Dziś przyszły wyniki z testDNA.
Mam mutacje MTHFR 677C heterozygote i PAI-1 homozygote. Zobaczymy co na ten temat też powie. Z badań krwi na razie p. kardiolipidoee są negatywne, czekam na koagulant tocznia bo w poprzedniej próbce zrobił się skrzep. Sama już nie wiem co bym wolała. Dostać heparyne, czy nie. Jakoś nie mam siły o tym myśleć. Może mój organizm domaga się przerwy? Może powinnam sobie darować 2-3 cykle. Odstawić wszystkie leki, odstawić wszystko? Po prostu odpuścić?

Jestem okrutnie zestresowana obroną magisterską obecnie. Obrona już za tydzień, a ja w lesie. Nawet nie wiem jak to ma wyglądać bo nie miałam licencjatu. Może to dobrze, że coś innego zajmuje moje myśli?

Magic Niemożliwe 1 grudnia 2019, 21:36

Jesteśmy chorzy :) Nelcio ma angine :( drugi antybiotyk, miesiąc temu też był.Czasami sie zastanawiam czy jest sens by chodził do żłobka... Płacić tyle kasy... No nic, zobaczymy. Ale juz mam wątpliwości. Tyle,że ja mam tak dużo pracy, że nie wiem co miałabym z nim zrobić. On nie wysiedzi mi 4 czy 8 klientek dziennie.Nie da rady. Może ja wyjdą mu juz te cholerne zęby będzie lepiej? Poczekam, zobaczę. Odrazu jak skończy antybiotyk idzie w ruch wit.c. Zaczyna trochę jeść więc może bycjuz tylko lepieh.Ale co ja przeżyłam kilka dni temu.... modilam się by moje dziecko przeżyło. Ogólnie pd poniedziałku był w domu bo w żłobku juz zle się czuł,byliśmy u lekarza i mial tylko czerwone gardło. A w środę jak skończyliśmy-Nelcio był ze mna w pracy-poszliśmy na góre i jak go postawiłam dostał drgawek i zsiniały mu paznockie i wokół ust...już byłam bliska wykonać tel na 112. Ale otuliłam go kołderką i przytuliłam do siebie. Ogrzał się i było już ok. Zostawiłam go pod opieką bo miałam spotkanie w przedszkolu Olisia. Jak wróciłam z Lilką i Olisiem,Kornel juz był rozpalony. Zmierzyłam mu temp a termometr zaczał mierzyć od 38,5 i myślę, zę będzie ostro. I tak było....40,1*,w sekunde podałam mu zwiekszoną dawkę nurofenu i szłam po tel by dzwonić do lekarza.Pani ustala nam wizytę za godzinę. Super. Wracam do salonu a Kornel ma wybrocznę na policzku,czerwono -purpurową..jakby popękane naczynka. Drżącymi rękami dzwonie znowu do lekarza, że mamy zmianę na skórze i ta temp 40stp. Kazała natychmiast przyjechać. Biegiem go ubrałam,wsadziłam w auto i jedziemy. Ryczałam po drodze, blagałam by nic mu nie było. Minuty do wizyty dłużyły mi się jak wieczność. Ja wparowałam do gabinetu,Nelcio juz chyba miał nizsza temp,bo nawet miał humor. Opowiedziałam lelarzowi wszystko. Przeszedł do badania, odziwo osłuchowo czysto i uszy także, przeszedł do gardła. A tam ropna angina. Ale nie wiedzieliśmy od czego ta zmiana na policzku. Zalecił skierowanie sie do szpitala aby to zbadać. Kornelek strasznie płakał jal go ubierałam. Patrze a ta zmiana zaczeła znikać, mówię to lekarzowi. Dotykam a to się wałkuje. ten wziął recznika papierowego,zmoczył go w wodzie i umył mu policzek....zeszło. Uśmialiśmy sie jak dzieci. Opowiedział mi historię chłopca 8l, który był tydzień w szpitalu bo miał na ciele okrągłe czarno-fioletowe wybroczyny. a po 7 dniach przyznał sie,że wysemplował sie cały :D także nasz przypadek nie był by jedyny ;)
Póki co mamy 4 dzień antybiotyku i od piatkowo-sobotniej nocy nie mamy juz temp.
Dzisiaj byłam u znajomej z Lilką, ona ma córkę w wieku mojego Olisia. Dziewczyny miały się pobawić, ale Gabi usunęła bo wracała od taty. Ale za to do mojej I. przyszedł szwagier z córką w wieku mojego Kornelka. Mój Kurczaczek jest tyci!!! Maskara! ta mała jest od niego większą. Nie wiem dlaczego :( czy on nie przyswaja wit D czy jak. Nosi ubranka na 80,a te z hm'u to nawerza duże,zwłaszcza pajace do spania. Ale każdy mi powtarza, że malutki sie urodził. co fakt to fakt.
Ostatnio strasznie się rozczulam. Jak wspomnę sobie jak moja Lilka sie urodziła, to momentalnie mi łzy napływają. Kocham ich. Mimo ogromnego zmęczenia, natłoku obowiązków i zadań jakie mnie czekają. Są całym moim światem. I gdzieś tam głęboko w sercu jest jeszcze malutka istotka... :) śmieje się,że całkiem mi odwaliło. Ale marzyć nikt mi nie zabroni.
Buziaki!

25dc 8dpo (2 lata i 4 miesiące starań)

Kiedyś gdy zaczynaliśmy się starać o dziecko czułam euforię. Chciałam być mama, nie mogłam się tego doczekać. Teraz 2 lata później wydaje mi się że nigdy nią nie będę.
Wciąż żyje nadzieja ze może jednak, szukam objawów które miały inne kobiety (czy moje piersi są ciężkie, czy bolą, kurcze no nie bolą!) ale u mnie nie ma nic. Jest normalnie jak zawsze przed @. No ale wtedy sobie wkrecam że nie każda kobieta ma jakieś znaczące objawy. Pierdolca można dostać.
Humor mi się i tak nieco poprawił od wczoraj, jutro idę do pracy więc będzie lepiej bo nie będę o tym myśleć. Za 4 dni @.
A może by tak zajść w ciążę w następnym miesiącu? 😂 Wtedy zostanie nam w kieszeni kilka stów które mój mąż planuje przeznaczyć na badania nasienia w styczniu.

Odebraliśmy wyniki Mężusia. Są gorsze niż te z 9 października. Nowy lekarz twierdzi, że dobrze jest skrócić okres między badaniami i robić częściej niż co 3 miesiące, bo daje to możliwość wczesnej reakcji. Podchodząc do tych badań był na zwiększonej (i potem jeszcze raz zwiększonej) kuracji hormonalnej, 1 m/c na mecie, 2 miesiące na ścisłej, płodnościowej diecie i ponownie zwiększonym wysiłku fizycznym.

Wyniki są takie:

objętość: 2,5 ml (zawsze było więcej, nie wiemy skąd i dlaczego, skoro odstęp był taki sam)
upłynnienie: 35 minut (nieźle)
pH 8,0
barwa: mleczno-szara nieprzezroczysta
aglutynacja: brak
koncentracja: 4,41 M/ml (ostatnio było 4,2 M/ml, najlepsze to 7 M/ml, nigdy nie osiągnęliśmy normy) wzrost
całkowita liczba: 11,03 M (ostatnio było 13,44 M, najlepsze to 29,4 M, nigdy nie osiągnęliśmy normy) spadek
ruch postępowy: 20,3% (ostatnio było 19%, najlepszy to 40%, mieściliśmy się w normie) wzrost
ruch całkowity: 30,9% (ostatnio było 46%, najlepszy to 59%, mieściliśmy się w normie) spadek
żywotność: 52,7% (ostatnio było 64%, najlepszy to 64%, mieściliśmy się w normie) spadek
morfologia: 2% (ostatnio było 3%, najlepszy to 10%, mieściliśmy się w normie) spadek.

Dopisek lab: w obrazie mikroskopowym w pojedynczych polach widzenia obecna niespecyficzna agregacja (+) - łącznie się ruchliwych plemników z różnymi komórkami, niekoniecznie tylko z plemnikami.

Przyznam szczerze, że myślałam, że wyjdą nieco lepsze niż te z 9 października. A wyszły gorsze. Dziś Mężuś ma dzwonić do lekarza prowadzącego i pytać, co dalej. Jak odebraliśmy wyniki, cóż Mężuś znowu był przybity. Ale trwało to chwilkę (pewnie zewnętrznie trwało to chwilkę), potem zaczął mnie rozśmieszać. I potem miałam taki przebłysk - kurczę, to najukochańszy człowiek na ziemi, jak mogłabym nie mieć z nim dzieci? Opcja dawcy znowu poszła w niepamięć (oby dalej niż do najbliższej @) - Psychiko, proszę, bądź bardziej stabilna, nie kręć mną i po prostu bądź tą rozsądną Krąsi, i pamiętaj o tym swoim, własnym, nieprzymuszonym Mężusiu.

Mój Bratanek - pierwszy i jedyny póki co - skończył pół roku. Mniej więcej rok temu, może ponad, dowiedziałam się, że zostanę Cioteczką. No i ryczałam z tydzień czasu. A teraz sobie myślę, że moje życie bez niego nie byłoby "fajniejsze" lub "mniej stresujące". Jest najukochańszym Bratankiem na ziemi, ma moje uszy (no nasze, bo całe rodzeństwo ma takie same uszy), a ja mogę go rozpieszczać, bawić się, nie muszę wstawać w nocy (poza faktem, że Bratanek przesypia 12 godzin), nie zmieniam pieluch, nie muszę chodzić z nim do lekarza. W głowie już ten fakt poustawiałam. Zeszło mi trochę, no ale nie każdy musi być dojrzały natychmiast. Mężuś jeszcze tak nie działa, jemu dalej jest przykro, że nam nie wychodzi i to uczucie góruje nad radością z obecności Wojtka w naszym życiu.

33+3
Rozpoczęłyśmy kolejny samotny tydzień. M pojechał... Byleby spokojnie zleciał ten czas do terminu.
Wieczorem coś mi ten brzuch twardnieje - nieprzyjemne uczucie, staram się nie brać nospy no chyba ze już uważam ze zdarza się to za często..

za dwa dni gastrolog
za osiem dni ginekolog - niech czas leci !!
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

zakochanaaw A może to pomoże? 2 grudnia 2019, 06:26

Macie rację dziewczyny ;(

Kurde chyba mnie ostro bierze przeziębionie... Połowy pracowników nie ma bo chorzy a teraz i ja smarkam jak głupia, kicham, kaszlę, zimno mi i głowa mi pęka. 😭 Nie wspomnę nawet o oczach po których najbardziej czuję zawsze chorobę... Są malutkie i załzawione... Ehh... Nie mogę być chora... 3 tygodnie do świąt... Nie wypada iść teraz na zwolnienie tym bardziej że bodajże trzy tygodnie temu miałam 2 dni chorobowego 🤬😭🥺

I muszę iść do dentysty bo zaczął mnie boleć ząb od boku, dziąsło w sumie 😭


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2019, 06:29

gosiulla Nie takie to proste jak mówili 2 grudnia 2019, 12:46

29+3

7kg do przodu, ale wszyscy są na tyle mili że mówią: "Jaki mały brzuszek", "Nic nie przytyłaś", "To już 7,5 msc'a?!"
Zatem uśmiecham się sama do siebie.

W zeszłym tygodniu miałam jazdę!
Musiałam długo ochłonąć - bo chyba byłam przez chwilę furiatką.
Miałam okropne bóle podbrzusza. Domyślam się że po tym wyjeździe w góry...
Pierwsza myśl: muszę zgłosić to mojemu ginekologowi. Niestety, jak trzeba to mojego lekarza prowadzącego nie ma w Lux Medzie, więc zapisałam się do innej kobiety.
I była jazda.
Po zbadaniu mnie (nie nie mówie o żadnych maszynach, tylko zwykłe sprawdzenie na fotelu ginekologicznym) krzyczy że strasznie krótka szyjka, że ja muszę leżeć i na pewno nie wrócę do pracy. Zaczęła mówić jakie to poważne, że gdy zacznę rodzić w 28 tygodniu ciąży to dzieciaczek nie ma w pełni rozwiniętych płuc itp itd. Zatem dostałam:
- luteinę
- magnez
- no spę
- nakaz leżenia z nogami do góry
i brak zwolnienia - akurat system ZUSowy nie działał.

Domyślacie się jak zaczęłam panikować?
Brzuch mnie boli, jest twardy a ta krzyczy już o porodzie.
W dodatku, następnego dnia, ból był większy więc pojechałam na Izbę Przyjęć.

Szpital 1:
"niech Pani do nas nie przyjeżdża, my mamy za małą referencyjność. jedynie możemy zrobić KTG". Wyszło OK, ale zasugerowali, że mogę jechać do kolejnego szpitala na pełne badanie. Pielęgniarka oraz Lekarz cały czas bardzo mili i próbowali mnie uspokoić i rozweselić.

Szpital 2: @abbigal chyba tam jesteś :>
40min w poczekalni, 1h KTG w oczekiwaniu na lekarza, 30min w poczekalni i dalej nic.
Uwierzcie, byłam głodna, zmęczona i wycieńczona i zdecydowanie nie byłam priorytetowa, więc powiedziałam że rezygnuję. Mąż mnie odebrał i wróciłam do łóżka.

Następnego dnia był już mój lekarz prowadzący w Lux Medzie i wiecie co? UWIELBIAM GO.
Nawet jesli jest źle, on mnie uspokaja. I tak było tym razem. Powiedział że szyjka się skróciła ale dalej jest dobrze. Mam leżeć, ale nie cały czas, tylko trochę się ruszać.
I zwolnienie.

Zatem oto jestem: sam na sam z brzuchem w domu.
I staram się tłumaczyć Maksowi że nie ma co się pchać jeszcze na świat. I chyba zrozumiał.
No-spa pomaga, odpoczynek pomaga.
Nie mniej energii i tak mam coraz mniej.

01 GRUDZIEŃ - 314 dzień wspólnego życia

Byłam w domu dziecka, po raz ostatni, odebrać dokumenty medyczne Adama. Czułam niepokój idąc tam. Po wejściu do budynku poczułam się przytłoczona, ciemno, ponuro, ściany wydawały mi się szare, choć wiem że są na nich kolorowe bajkowe malunki. Nikt nie wiedział kim jestem, co tu robię, po co przyszłam a byłam umówiona. Ostatecznie trafiłam do pani pielęgniarki , dokumenty były przygotowane, wytłumaczyła mniej więcej co i jak, zapytała jak zdrowie Adama. Istotną dla mnie kwestią jest ubezpieczenie zdrowotne Adama. Normalnie dzieci są ubezpieczone przy jednym z rodziców. Adam jest zgłoszony do ubezpieczenia przez MOPS. Zapytałam pani kiedy , z jaką datą go wyrejestrują bym mogła go zgłosić w pracy? A tu niespodzianka pani mówi, że absolutnie nie ma takiej opcji. Patrzę na nią zdziwiona, szczerze to śmiać mi się chciało, pytam w czym problem? Usłyszałam , że przecież Adam nie jest jeszcze nasz!!! MOPS poczeka do rozprawy i dopiero po zakończeniu wszystkich formalności i uzyskaniu przez nas aktu urodzenia i peselka wyrejestrują go. No nie mogłam uwierzyć w to co słyszę, pisząc to, to śmiać mi się chce. Od razu spojrzałam na dokumenty które otrzymałam czy na pewno dotyczą mojego syna, skoro pani nie wie że mamy już wszystko za sobą. A jak wiadomo wszystkim ( oprócz pracowników domu dziecka hi hi) trochę to wszystko u nas trwało. Uświadomiłam panią, oporna była w przyjęciu prawdy do wiadomości. Zobaczyłam zażenowanie na jej twarzy, zrobiła się czerwona i zaczęła jąkać że ktoś tam wprowadził ją w błąd. No cóż pozostawię to bez komentarza. Ostatecznie ustaliłyśmy, że MOPS wyrejestruje Adama z 2 grudnia a ja go zgłoszę do ZUS 3 grudnia. Mam nadzieję że chociaż tego nie zawalą i będą pamiętać o dokończeniu tych formalności. Oprócz dokumentacji medycznej otrzymałam zabawkę dla Adama, jego zdjęcie jak był mniejszy w ramce oraz foto książkę. W książce znajdują się zdjęcia jak był malutki. Szczerze był bardzo brzydkim dzieckiem, bardzo. Panie z domu dziecka miały też fantazję umieszczając na okładce książki oraz na jednym zdjęciu pierwsze imię Adama.Ośrodki adopcyjne kładą duży nacisk na zmianę imienia po adopcji. Dzieci w placówce przygotowywane są do adopcji a panie taki oto miały wspaniały pomysł. Marcin zakleił to imię taśmą, byśmy mogli pokazywać album dziadkom i znajomym. Wiedza o pierwszym imieniu jest tylko dla nas i oczywiście dla Adama ale jeszcze nie teraz, jak będzie większy i będzie chciał wiedzieć to mu powiemy. Wychodząc poczułam ogromną ulgę, powiedziałam co prawda do widzenia i że wrócę do nich po córkę. Nie jestem jednak przekonana że chcem by moje drugie dziecko odnalazło się u nich.

Postanowiliśmy z Marcinem (szczerze to chyba na początku bardziej ja), że odnajdziemy grób biologicznej mamy Adama. Poznałam datę śmierci, odnalazłam cmentarz, wybraliśmy się wczoraj we trójkę. Wytłumaczyłam Adamowi gdzie jedziemy, jak zwykle przytakną. Mam jednak świadomość że niewiele zrozumiał na tą chwilę. Mam nadzieję że kiedyś będzie nam wdzięczny. Jechałam z poczuciem dobrego uczynku, z myślą o Adamie, jego przyszłości a przede wszystkim przeszłości. Jeśli my zaakceptujemy jego przeszłość, to że miał inną mamę, tatę , rodzinę da mu poczucie akceptacji i przynależności do NASZEJ rodziny. A tego życzylibyśmy sobie najbardziej. Odnaleźliśmy grób, na Adamie nie zrobił wrażenia, siedział sobie wygodnie w wózku i zajadał chrupki kukurydziane. Nas natomiast ścięło z nóg, dosłownie. Nie mogliśmy nawet zapalić znicza , który przynieśliśmy ze sobą. Popłakaliśmy się oboje. Oto stanęliśmy przed grobem kobiety, która dała nam dziecko. Przez 9 m-cy nosiła go pod sercem, dla nas. Poczułam ogromny ciężar, że muszę wychować Adama na dobrego człowieka, dla niej. Wiedzieliśmy, że mama Adama nie żyje jednak stanie nad jej grobem to coś nie do opisania. Ciężko to przetrawić, nazwać uczucia. Próbowaliśmy w domu porozmawiać o tym co czujemy, co poczuliśmy stojąc tam. Jednak nie zdołaliśmy nazwać swoich uczuć, jesteśmy bardzo poruszeni całą sytuacją. Jednego jesteśmy pewni, będziemy odwiedzać jej grób. Nie tylko raz do roku. Z czasem pomyślimy o postawieniu pomnika. Jednak na tą chwilę musimy uważać jeżdżąc tam by nie natknąć się na nikogo. Nie wszyscy z naszej rodziny i wtajemniczonych znajomych popierają naszą decyzję. My jednak czujemy, że robimy dobrze. Podjęliśmy słuszną decyzję dla Adama, dla nas....
Ciężki emocjonalnie weekend za nami....

Teraz gdy mamy już akt urodzenia organizujemy chrzciny.....


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2019, 22:42

W zeszłym tygodniu sis pytała się mnie czy nie pojadę do Poznania odebrać z lotniska odebrać młodego..powiedzialam jej że nie dam rady bo mam w sobotę wyjazd.
Więc temat zamknęłam. W piątek zamówiłam.bilety do kina chciałam umilić sobotni wieczór.
W sobotę pojechaliśmy do Łodzi zrobić badania nasienia
I już 640 zł z kieszeni poszło. Zrobiliśmy co potrzebne czyli hba i DNA. Na plus było to że pokój zwierzeń był legancki po remoncie dzięki temu nam szybko poszło. A w drodze do kliniki wpadł.mi głupi pomysł.
Mojemu nie chciałam.mowic ale wydusił że mnie stwierdziłam że możemy jechać z łodzi do Poznania po młodego.
Mój się zgodził. Poinformowałam.sis że jedziemy kazałam jej bilety do.kina wykorzystać by nie przepadły.
Poszliśmy do.marketu kupić.bulki i kiełbasę na drogę. A przy okazji napatoczyla się mała.ladna choinka. I co kupiliśmy ją i ruszyliśmy w rejs.
W Poznaniu poszliśmy do galerii a potem nad Maltę ale.bylo zimno i zawróciliśmy.
Kupiłam.sobie bluzkę z bałwankiem a mój piżamy z grimem.
A.potem pojechaliśmy po młodego.
Trochę zeszło.nam bo korki okropne.
A potem.pojechalismy z młodym na kebaba.. i poszliśmy na rynek. Jak ślicznie wyglądał.noca
Gdyby młody był grubiej ubrany byśmy dluzej posiedzieli. A my dopiero po 22 ruszyliśmy do domu na 1 we nocy byliśmy w domku.
A do.kina poszliśmy w niedzielę. Ten weekend był ekstra... Kto by się spodziewał że pojedziemy do Poznania.


Axon Cierpliwość 12 kwietnia 2021, 22:39

Przyszła. Wredna @. A tak sie nastawilam w tym cyklu, kubeczek, ❤ co dwa dni, testy owulacyjne, tyle razy ugryzlam sie w jezyk zeby nie poklocic sie z mezem i nie zaburzyc ❤ serduszkowania. Jem kiełki, czatnuszke, humus. Nawet ten pieprzony ananas ktorego nienawidze. I wszystko na marne. Boje sie ze nigdy sie nie uda. Marzę o byciu w ciąży. Boję się, że to marzenie nigdy się nie spełni.. dzisiaj jest rozpacz. Może kolejne dni będą lepsze..

18 dc
Ślęczę w pracy i czekam na telefon z kliniki. Nadrabiam trochę zaległości z 3 dni chorobowego ale tak bez przekonania. Na niczym się nie mogę skupić. Zjadłam już pół opakowania ptasiego mleczka o smaku stawberry shake. Myśle ze dopiero zacznę normalnie funkcjonować jak się dowiem co z zarodkami. Ruszę z moim życiem do przodu bo będę miała na co czekać. Zaplanuje zakupy, co będę gotować, rozłożę prace do świat. Potem zaplanuje urlop świąteczny i prace na budowie. Byle wypełnić czas do połowy stycznia kiedy będę mogła w końcu zabrać malucha na pokład. Oby jakiś był. Boże daj mi cierpliwości!

EDIT: 15:53 i nadal nie dzwonili 🥺 Pani mi mówiła ze jak nie dzwonią to raczej dobrze - wszystko idzie zgodnie z planem... Ale ja tu oszaleje chyba z niepokoju. Wyobrażam sobie ze pewnie dynamika podziałów spadła i zarodki zwolniły swój rozwój dlatego nie dotarły jeszcze do etapu mrożenia wiec zadzwonią jutro jak będą mrozić ale dlaczego zwolniły i czy to bardzo źle rokuje?!?! Kurde wiem ze powinnam być cierpliwa bo nie mam już teraz na nic wpływu ale mogliby się zlitować bo stres jest okropny!

EDIT 2: Dzwoniła Pani embriolog akurat w momencie kiedy wracałam z pracy samochodem z 3 znajomych z pracy (niewtajemniczonych). Ze stresu nie zapytałam praktycznie o nic. Zamrożono 5 blastocyst - 3 bardzo ładne 4.1.1, jedna 5.3.3 podobno duża i jedna 3.3.3 jestem w takim szoku ze nie mogę przestać płakać. Poszłam na invitro z nastawieniem ze będę chciała transferować wszystkie zarodki jakie Bóg da ale w takiej sytuacji czy dam rade? Dla mnie która przez całe życie byłam niepłodna, sama z mężem przez 13 lat związku, nawet bez kota, taka liczba zarodków jest po prostu szokiem! Czuje ze strasznie dużo rozterek przede mną!


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2019, 17:51

19 dc
6-7 dpo
Dzisiaj zrobiłam badania wiec
Estriadol 130
Progesteron 33 taki piekny 😍🥹 oczywiście to zasługa luteiny dopochwowej która biorę od 3 dpo robiłam żeby sprawdzić czy działa i jest progres z którego bardzo się cieszę 😊
W tamtym cyklu brałam progesteron Besinis który tez wychodzi w krwi i wynik 7 to masakra... najwidoczniej nie wchłania mi się prog doustnie a luteina zadziałała 😊 luteina podjezykowa tak samo na mnie nie zadziałała.
Wiec jakieś dobre wiadomości 🙈

Byłam również dzisiaj u lekarza rodzinnego bo z 2 tygodnie temu miałam wypadek na rowerze i uszkodziłam rękę nadgarstek i dostałam.skietowanie do poradni chirurgi urazowo - ortopedycznej ale wizyta dopiero mam 24 listopada 😮‍💨
Dostałam jakiś lek na bol i plastry na rękę może cos pomoże...

Pinka. Piąty transfer 2 grudnia 2019, 16:26

Jestem po morsowaniu..ilez frajdy mi to sprawilo ;). Nie powiem, bo jadac tam dygalam sie strasznie, ale po dobrej rozgrzewce nie bylo tragedi. Wchodzilam do wody z malzem trzymajac sie za reke. Powiem wam ze jestem z siebie dumna. Nie rozchorowalam sie, nie smarkalam..tego najbardziej sie obawialam.

Ginekologicznie to w zasadzie nie wiem co sie ze mna dzieje. Od momentu kiedy skonczylam sie oczyszczac bylo jeszcze kilka dni kiedy dostalam plamien. I tak na przyklad wczoraj nic sie nie dzialo, a dzisiaj juz jakies kolejne plamienie. Nie wiem kiedy powinnam dostac okres, ktory to dzien cyklu.

Małż namawia mnie, zeby porobic te badania ktore zlecil Doktor F, wiec w srode bierzemy wolne i jedziemy do laboratorium. Narazie nie jestem gotowa na przyjecie mrozaka, musze odzyskac siebie, swoje zycie, bo czuje ze przez te 3,5 lata staran gdzies sie pogubilam i stracilam sens zycia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2019, 16:28

6tc+0

No to startujemy z siódmym tygodniem!
Do wizyty dwa tygodnie - już bliżej niż dalej :) Już jakoś cierpliwiej czekam, dwa tygodnie to już niedługo.
Wierzę w tego Malucha w brzuchu! Wierzę całym sercem <3

A w weekend byliśmy pierwszy raz od porodu w kinie :D Na 1800 gramów, bardzo mi się podobał. A Tosię to można by i na cały dzień zostawić bez nas, taka jest do sprzedania :P
Wczoraj też nasz rekord przerwy w kp - 13 godzin! Udało się to dzięki temu, że drzemka była w samochodzie, więc nie było mleka do drzemki.

Kocham tą naszą bliskość, ale w przeciągu kilku miesięcy mam nadzieję, że uda nam się odstawić. Nie wyobrażam sobie karmić dwójki maluchów.

Co słychać u Was? :)

Jutrzejsza wizyta odwołana, niewiadomo czy pani doktor będzie do końca grudnia w pracy, bo jest na l-4...
Ehh... 😒 Wizyta umówiona na 14 stycznia....

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)