Wieczór był mój 😍
T.wybył na imieniny teścia,bo Andrzej . Pola z Olkiem zasnęli o 20 i Oli wstał na cyca dopiero o 22 (cały obsikany więc raczej to go obudzilo). Później karmienie było o 00.55 😍 do rana już niezbyt pamiętam 🤗
Oluś wstał z Pola więc teraz już po śniadaniu ma pierwsza drzemkę.
Zaraz wstajemy i Pola z T.pojda do kościoła a ja naszykuję na obiadek i mleko pościagam.
W piątek jest na sali Mikołaj więc idę z Pola A T.zostaje z Olusiem. Sam zaproponował i przekonuje ,że dadzą sobie super radę więc skorzystam ;)

Dzisiaj znowu aktywnie do południa A popołudniu domowe kino . Uwielbiam 😍💕🥰


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2019, 07:47

25 DPO/5t+2d

Co mnie do jasnej cholery podkusiło, żeby znowu mierzyć tę pieprzoną temperaturę??

🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀

Oczywiście teraz jestem ciężko przerażona, że spada, że za niska, że pewnie już prog i beta się obniża i nie będzie żadnego serduszka w piątek...

🙄🙄🙄🙄

EDIT
Konsultacje z dr Google przyniosły niejaką ulgę... Wniosek jest tylko jeden: NIC KU... NIE MIERZYĆ!

W międzyczasie zdążyłam się zestresować wymiarami mojego pęcherzyka ciążowego, ale chyba też jest mniej więcej w normie biorąc pod uwagę możliwy błąd pomiaru.

Tu jest fajna tabelka:
https://www.doz.pl/czytelnia/a14592-Pecherzyk_ciazowy_zoltkowy_i_zarodek__wielkosc_tydzien_po_tygodniu

Co się ze mną dzisiaj dzieje? Kilka poprzednich dni byłam oazą spokoju, a dzisiaj od rana w wirze paranoi 🤦‍♀🤦‍♀🤦‍♀ To te "wahania nastroju" czy co?


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2019, 09:07

Tym razem trochę gorzej znoszę stymulację... Bóle głowy nie odpuszczają, głowa ciężka jak na kacu ale jakoś wytrzymuje. Jutro wizyta i zobaczę czy coś tam rośnie, chociaż z tego co czuje po jajnikach to myślę, że dobrze reaguje na leki.

Dziś znowu czuję, że muszę to z siebie wyrzucić. Minęło już 16 miesięcy odkąd się staramy. Szesnaście długich miesięcy oczekiwania, nadziei, ciszy w brzuchu 🤍 i hałasu w głowie 🤯. Każdy nowy cykl to kolejny bilet w nieznane — może tym razem 🤞, a może znowu nie ❌.

Najtrudniejsze w tym wszystkim są dwie rzeczy: strach 😔 i brak kontroli 🌀.

Strach, że może nigdy nie będę mamą 👶. Że coś jest nie tak… Że to marzenie może się nie spełnić, choć tak bardzo na nie czekam. A przecież marzenie o dziecku to coś więcej niż plan – to potrzeba, która mieszka gdzieś głęboko pod skórą 🫂.

I ta bezlitosna bezsilność… że mogę zrobić wszystko „jak trzeba”, a i tak nie mam wpływu na efekt. Mogę zdrowo żyć 🥦, badać się 🧪, próbować, modlić się 🙏, ale ostatecznie to nie ja decyduję. Czasami mam wrażenie, że jestem tylko widzem w czymś, co powinno być moją historią 🎭.

A jakby tego było mało – jestem jeszcze w zawieszeniu w pracy 💼. Nie wiem, czego chcę. Bo z jednej strony pragnę tego dziecka z całego serca ❤️‍🔥… ale z drugiej strony, jeśli teraz zajdę, to boję się, jak zareaguje nowy pracodawca 😟. Dopiero co zmieniłam pracę, próbuję się odnaleźć, poukładać wszystko od nowa. Boję się być „problemem”, boję się oceny, boję się utraty szans 😞. A potem czuję się winna, że w ogóle o tym myślę, jakby moje marzenie o macierzyństwie miało być mniej ważne niż kariera.

Czuję się rozdarta między tym, co czuję, a tym, czego “powinnam” ⚖️.
Wszystko jest jakby niedokończone. Ani tu, ani tam. Jakby moje życie stanęło w pół kroku 🚶‍♀️… między decyzjami, emocjami, oczekiwaniem. Czasem mam wrażenie, że już nie wiem, co jest priorytetem, bo wszystko boli i wszystko się miesza 🫤.

Na razie zostawiam ten ciężar tutaj 📝.
Może dzięki temu odrobinę lżej będzie mi oddychać 🌬️.

26dc

W dalszym ciągu bolą mnie plecy. Leżenie i stanie super ale jak siedzę to czuję okropny ucisk. Z lekami wciąż się wstrzymuje do momentu pojawienia się @.
Za ponad tydzień wybieramy się do Wrocławia na Jarmark Bożonarodzeniowy. Nie mogę się doczekać! Uwielbiam klimat świat. W tym roku zdecydowałam że żadnych prezentów nie robimy. Nawet dla chrzesniakow męża. Te pieniądze bardziej przydadzą się nam na badania niż na prezenty.
Maz chce bluzę z kapturem pod choinkę z motywem serialu Netflix - Dom z Papieru. W tym tygodniu nie dam rady, ale w przyszłym wybieram się na roraty. Dawno odpuściłam sobie kościół, teraz czuję wewnętrzna potrzebę tam pójść. Uwielbiam ten grudniowy klimat i patrzeć na te małe dzieci z lampionami.

aster Plan B. 21 września 2020, 12:54

11 dc, 28 cs.

Dziś zrobiłam wymazy na covid potrzebne przed zabiegiem. Dlaczego mam wrażenie że wynik zgubią, albo wyjdzie pozytywny, czy cos? 🙈 Generalnie mam obawy, że znowu coś pójdzie nie tak. Jeśli natomiast tym razem los się do mnie uśmiechnie, to w środę będę już po. Zdaję sobie sprawę z tego, że wcale nie musi to przyczynic się do zajścia w ciążę. Ale czepiam się usilnie tej histero-laparoskopii, bo to jedyna rzecz, która nas trzyma przed pójściem naprzód. Potem będziemy się martwic, co dalej. Oby do środy...

Jajeczka rosną ale powoli. Poprzednio na tym etapie byłam już dużo dalej. Endometrium 6mm, słabo ☹️ A przecież dawki leków mam dużo większe. Czyżby moje AMh już tak kulało? Pani doktor kazała się nie martwić bo w długim protokole czasem tak jest najpierw jest słabo, a później nagle startują i jest dobrze.
U mnie też musi być dobrze 🙂
Niestety muszę się nastawić, że to potrwa trochę dłużej. Jestem już na zwolnieniu. Całe szczęście bo już dziś kilkugodzinna jazda samochodem sprawiła, że wszystko mnie boli tam w środku. Istnieje dużo prawdopodobieństwo, że zostanę bez środków do życia ale najpierw chce stworzyć życie, a reszta będę się martwić później.

Brakuje mi męża. Tak, brakuje mi go. Mimo iż na codzień nie był zbyt pomocny jeśli chodzi o diagnostykę i leczenie niepłodności, to dziś mi go brakuje. Może dojedzie za 5-6 dni... Jakoś muszę znowu udźwignąć to sama.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2019, 21:06

zakochanaaw A może to pomoże? 1 grudnia 2019, 11:19

27dc
Próbowałam zbadać szyjkę macicy ale wciąż mam z tym mega problem :/
Jest wysoko, nie mogłam jej w ogóle dosięgnąć, jest strasznie mięciutko w środku i palec był cały z kremowego śluzu, lekko aż grudkowego ale nie towarzyszy mi swędzenie ani nieprzyjemny zapach więc to nie grzybica itp.
I cały czas boli mnie podbrzusze na okres.. wczoraj myślałam by odstawić już Duphaston bo tak mnie bolało a myślę, że Duphaston może hamować krwawienie... Ale dostałam solidny opierd*l od narzeczonego na mój pomysł i powiedział, że przez moją głupotę on nie straci dziecka jeśli to ciąża 🤷‍♀️
Z jednej strony w głowie mam, że pewnie nawet owu nie było a z drugiej pierwszy raz w życiu boje się zrobić test bo iskierka nadziei się tli... Zawsze robiłam testy jak głupia a teraz się naprawdę boje...

zakochanaaw A może to pomoże? 1 grudnia 2019, 12:33

@Niki345 Nie mam możliwości iść zrobić bety ;p cały tydzień na 5 do pracy i nie wyrwę się nawet na chwilę :/ bo niestety problem języka i narzeczony by musiał ze mną a pracujemy razem :p
Według apki flo @ ma być za 4 dni więc poczekam, we wtorek będzie 11dpo i wtedy chyba zrobię test by wiedzieć czy brać dalej Duphaston ale wątpię, że się udało.
Jedynie co jest inaczej w tym cyklu, że bardzo szybko zaczęło mnie boleć podbrzusze i rwą mnie jajniki a momentami aż zgina szczególnie jak siedzę i wstaję, i piersi.. zawsze bolą mnie mega od boku a teraz delikatnie za to sutki i hmm przód piersi mocno boli.

zakochanaaw A może to pomoże? 1 grudnia 2019, 15:38

Siknęłam na test, oczywiście jedna kreska... Zrobiłam go po 15 a wcześniej wypiłam dwie duże kawy i herbatę... Ale myślę, że i tak nie ma szans na ciążę... Na ovu pokazuje mi, że jeśli jestem w ciąży to szansę na pozytywny test wynoszą 18%
Ale i tak go zrobiłam po tym jak na Instagramie znajoma dodała zdjęcie swojego noworodka z hasztagami #witajnaswiecie #rodzina itp. i coś we mnie pękło...
Ona urodziła już drugie dziecko w czasie w którym ja dalej jestem z niczym bo nawet nie wiem czy owulację występują 😭
Czasem mam naprawdę dość tego, że muszę mieszkać za granicą... Nie jestem w stanie nawet sama czegoś tu załatwić bo ten jebany język w ogóle nie wchodzi mi do głowy... Umiem na tyle by się prosto dogadać a do lekarza innego niż rodzinny jestem zmuszona z narzeczonym chodzić... Poza tym dostać się tu do ginekologa... Już mam dość.. nie mam tu nikogo, nie mam żadnego znajomego... Czuję się strasznie samotna... Czasem potrzebuje o pierdołach pogadać z kimś... Narzeczony połowy nie słucha co do niego mówię... Eh...
Czuję się fatalnie. A zapowiadał się miły dzień.
Po co ja sikałam na ten jebany test...

MamaAlicji Rodzeństwo dla Alicji ❤ 2 grudnia 2019, 12:01

2 cs 21dc 5dpo

"Teraz musisz, Mała unieść jeszcze więcej
Czyjeś strzępy świata musisz wziąć na ręce
Stałaś się dla kogoś szaro-złotą drogą
A to nie takie łatwe być dla kogoś światłem
Jednym i jedynym w samym środku zimy

Słuchaj, Mała
Musisz grać w to tak jak grałaś
Cały czas być sobą, ważyć każde słowo
I tak jak rzeka, płynąć na przód i nie czekać
Starać się uwierzyć w to, że trzeba przeżyć
Gdy się jest dla kogoś słońcem, wiatrem, wodą"

Alicja ❤❤❤❤

A tak wracając do normalności to jestem zmęczona i tak jakoś mam wyjebane czy w tym cyklu nam się udało. I nawet nie wkręcam sobie żadnych objawów. Szok. Spać mi się chce.

Nie wiem od czego zacząć...jak pewnie wszyscy nie spodziewałam się, że tak to będzie wyglądało. Nawet słysząc opowiadania koleżanek, że starały się o dziecko 18 miesięcy, myślałam że "ja to bym się chyba zabiła". No i tak, 17 miesięcy od momentu rozpoczęcia starań jestem w momencie wyjścia. Niestety 7 miesięcy temu poronilam moją pierwszą ciążę, szczerze wolałabym żeby się wtedy nie udało wcale, niż mieć takie doświadczenie za sobą. Praktycznie codziennie o tym myślę i zastanawiam się co można było zrobić inaczej żeby się tak nie skończyło. No i ponownie nic nie wychodzi, powoli znowu tracę nadzieję i cierpliwość. Mam dość, wkońcu nie wszyscy muszą mieć dzieci.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 grudnia 2019, 22:23

Meggy88 Moja codzienność 🌿 25 maja 2025, 14:27

Ciąża zakończona 25 maja 2025

13 ms strań, 11 cs, 4 dc

Ginekolog kazał mi jutro sie zjawić bo nie podoba mu się tak szybkie krwawienie. Także jadę, zobaczymy co się podziało i czy da zielone śeiatło na zastrzyki.

Dziś przyszły wyniki z testDNA.
Mam mutacje MTHFR 677C heterozygote i PAI-1 homozygote. Zobaczymy co na ten temat też powie. Z badań krwi na razie p. kardiolipidoee są negatywne, czekam na koagulant tocznia bo w poprzedniej próbce zrobił się skrzep. Sama już nie wiem co bym wolała. Dostać heparyne, czy nie. Jakoś nie mam siły o tym myśleć. Może mój organizm domaga się przerwy? Może powinnam sobie darować 2-3 cykle. Odstawić wszystkie leki, odstawić wszystko? Po prostu odpuścić?

Jestem okrutnie zestresowana obroną magisterską obecnie. Obrona już za tydzień, a ja w lesie. Nawet nie wiem jak to ma wyglądać bo nie miałam licencjatu. Może to dobrze, że coś innego zajmuje moje myśli?

Magic Niemożliwe 1 grudnia 2019, 21:36

Jesteśmy chorzy :) Nelcio ma angine :( drugi antybiotyk, miesiąc temu też był.Czasami sie zastanawiam czy jest sens by chodził do żłobka... Płacić tyle kasy... No nic, zobaczymy. Ale juz mam wątpliwości. Tyle,że ja mam tak dużo pracy, że nie wiem co miałabym z nim zrobić. On nie wysiedzi mi 4 czy 8 klientek dziennie.Nie da rady. Może ja wyjdą mu juz te cholerne zęby będzie lepiej? Poczekam, zobaczę. Odrazu jak skończy antybiotyk idzie w ruch wit.c. Zaczyna trochę jeść więc może bycjuz tylko lepieh.Ale co ja przeżyłam kilka dni temu.... modilam się by moje dziecko przeżyło. Ogólnie pd poniedziałku był w domu bo w żłobku juz zle się czuł,byliśmy u lekarza i mial tylko czerwone gardło. A w środę jak skończyliśmy-Nelcio był ze mna w pracy-poszliśmy na góre i jak go postawiłam dostał drgawek i zsiniały mu paznockie i wokół ust...już byłam bliska wykonać tel na 112. Ale otuliłam go kołderką i przytuliłam do siebie. Ogrzał się i było już ok. Zostawiłam go pod opieką bo miałam spotkanie w przedszkolu Olisia. Jak wróciłam z Lilką i Olisiem,Kornel juz był rozpalony. Zmierzyłam mu temp a termometr zaczał mierzyć od 38,5 i myślę, zę będzie ostro. I tak było....40,1*,w sekunde podałam mu zwiekszoną dawkę nurofenu i szłam po tel by dzwonić do lekarza.Pani ustala nam wizytę za godzinę. Super. Wracam do salonu a Kornel ma wybrocznę na policzku,czerwono -purpurową..jakby popękane naczynka. Drżącymi rękami dzwonie znowu do lekarza, że mamy zmianę na skórze i ta temp 40stp. Kazała natychmiast przyjechać. Biegiem go ubrałam,wsadziłam w auto i jedziemy. Ryczałam po drodze, blagałam by nic mu nie było. Minuty do wizyty dłużyły mi się jak wieczność. Ja wparowałam do gabinetu,Nelcio juz chyba miał nizsza temp,bo nawet miał humor. Opowiedziałam lelarzowi wszystko. Przeszedł do badania, odziwo osłuchowo czysto i uszy także, przeszedł do gardła. A tam ropna angina. Ale nie wiedzieliśmy od czego ta zmiana na policzku. Zalecił skierowanie sie do szpitala aby to zbadać. Kornelek strasznie płakał jal go ubierałam. Patrze a ta zmiana zaczeła znikać, mówię to lekarzowi. Dotykam a to się wałkuje. ten wziął recznika papierowego,zmoczył go w wodzie i umył mu policzek....zeszło. Uśmialiśmy sie jak dzieci. Opowiedział mi historię chłopca 8l, który był tydzień w szpitalu bo miał na ciele okrągłe czarno-fioletowe wybroczyny. a po 7 dniach przyznał sie,że wysemplował sie cały :D także nasz przypadek nie był by jedyny ;)
Póki co mamy 4 dzień antybiotyku i od piatkowo-sobotniej nocy nie mamy juz temp.
Dzisiaj byłam u znajomej z Lilką, ona ma córkę w wieku mojego Olisia. Dziewczyny miały się pobawić, ale Gabi usunęła bo wracała od taty. Ale za to do mojej I. przyszedł szwagier z córką w wieku mojego Kornelka. Mój Kurczaczek jest tyci!!! Maskara! ta mała jest od niego większą. Nie wiem dlaczego :( czy on nie przyswaja wit D czy jak. Nosi ubranka na 80,a te z hm'u to nawerza duże,zwłaszcza pajace do spania. Ale każdy mi powtarza, że malutki sie urodził. co fakt to fakt.
Ostatnio strasznie się rozczulam. Jak wspomnę sobie jak moja Lilka sie urodziła, to momentalnie mi łzy napływają. Kocham ich. Mimo ogromnego zmęczenia, natłoku obowiązków i zadań jakie mnie czekają. Są całym moim światem. I gdzieś tam głęboko w sercu jest jeszcze malutka istotka... :) śmieje się,że całkiem mi odwaliło. Ale marzyć nikt mi nie zabroni.
Buziaki!

25dc 8dpo (2 lata i 4 miesiące starań)

Kiedyś gdy zaczynaliśmy się starać o dziecko czułam euforię. Chciałam być mama, nie mogłam się tego doczekać. Teraz 2 lata później wydaje mi się że nigdy nią nie będę.
Wciąż żyje nadzieja ze może jednak, szukam objawów które miały inne kobiety (czy moje piersi są ciężkie, czy bolą, kurcze no nie bolą!) ale u mnie nie ma nic. Jest normalnie jak zawsze przed @. No ale wtedy sobie wkrecam że nie każda kobieta ma jakieś znaczące objawy. Pierdolca można dostać.
Humor mi się i tak nieco poprawił od wczoraj, jutro idę do pracy więc będzie lepiej bo nie będę o tym myśleć. Za 4 dni @.
A może by tak zajść w ciążę w następnym miesiącu? 😂 Wtedy zostanie nam w kieszeni kilka stów które mój mąż planuje przeznaczyć na badania nasienia w styczniu.

Odebraliśmy wyniki Mężusia. Są gorsze niż te z 9 października. Nowy lekarz twierdzi, że dobrze jest skrócić okres między badaniami i robić częściej niż co 3 miesiące, bo daje to możliwość wczesnej reakcji. Podchodząc do tych badań był na zwiększonej (i potem jeszcze raz zwiększonej) kuracji hormonalnej, 1 m/c na mecie, 2 miesiące na ścisłej, płodnościowej diecie i ponownie zwiększonym wysiłku fizycznym.

Wyniki są takie:

objętość: 2,5 ml (zawsze było więcej, nie wiemy skąd i dlaczego, skoro odstęp był taki sam)
upłynnienie: 35 minut (nieźle)
pH 8,0
barwa: mleczno-szara nieprzezroczysta
aglutynacja: brak
koncentracja: 4,41 M/ml (ostatnio było 4,2 M/ml, najlepsze to 7 M/ml, nigdy nie osiągnęliśmy normy) wzrost
całkowita liczba: 11,03 M (ostatnio było 13,44 M, najlepsze to 29,4 M, nigdy nie osiągnęliśmy normy) spadek
ruch postępowy: 20,3% (ostatnio było 19%, najlepszy to 40%, mieściliśmy się w normie) wzrost
ruch całkowity: 30,9% (ostatnio było 46%, najlepszy to 59%, mieściliśmy się w normie) spadek
żywotność: 52,7% (ostatnio było 64%, najlepszy to 64%, mieściliśmy się w normie) spadek
morfologia: 2% (ostatnio było 3%, najlepszy to 10%, mieściliśmy się w normie) spadek.

Dopisek lab: w obrazie mikroskopowym w pojedynczych polach widzenia obecna niespecyficzna agregacja (+) - łącznie się ruchliwych plemników z różnymi komórkami, niekoniecznie tylko z plemnikami.

Przyznam szczerze, że myślałam, że wyjdą nieco lepsze niż te z 9 października. A wyszły gorsze. Dziś Mężuś ma dzwonić do lekarza prowadzącego i pytać, co dalej. Jak odebraliśmy wyniki, cóż Mężuś znowu był przybity. Ale trwało to chwilkę (pewnie zewnętrznie trwało to chwilkę), potem zaczął mnie rozśmieszać. I potem miałam taki przebłysk - kurczę, to najukochańszy człowiek na ziemi, jak mogłabym nie mieć z nim dzieci? Opcja dawcy znowu poszła w niepamięć (oby dalej niż do najbliższej @) - Psychiko, proszę, bądź bardziej stabilna, nie kręć mną i po prostu bądź tą rozsądną Krąsi, i pamiętaj o tym swoim, własnym, nieprzymuszonym Mężusiu.

Mój Bratanek - pierwszy i jedyny póki co - skończył pół roku. Mniej więcej rok temu, może ponad, dowiedziałam się, że zostanę Cioteczką. No i ryczałam z tydzień czasu. A teraz sobie myślę, że moje życie bez niego nie byłoby "fajniejsze" lub "mniej stresujące". Jest najukochańszym Bratankiem na ziemi, ma moje uszy (no nasze, bo całe rodzeństwo ma takie same uszy), a ja mogę go rozpieszczać, bawić się, nie muszę wstawać w nocy (poza faktem, że Bratanek przesypia 12 godzin), nie zmieniam pieluch, nie muszę chodzić z nim do lekarza. W głowie już ten fakt poustawiałam. Zeszło mi trochę, no ale nie każdy musi być dojrzały natychmiast. Mężuś jeszcze tak nie działa, jemu dalej jest przykro, że nam nie wychodzi i to uczucie góruje nad radością z obecności Wojtka w naszym życiu.

33+3
Rozpoczęłyśmy kolejny samotny tydzień. M pojechał... Byleby spokojnie zleciał ten czas do terminu.
Wieczorem coś mi ten brzuch twardnieje - nieprzyjemne uczucie, staram się nie brać nospy no chyba ze już uważam ze zdarza się to za często..

za dwa dni gastrolog
za osiem dni ginekolog - niech czas leci !!
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

zakochanaaw A może to pomoże? 2 grudnia 2019, 06:26

Macie rację dziewczyny ;(

Kurde chyba mnie ostro bierze przeziębionie... Połowy pracowników nie ma bo chorzy a teraz i ja smarkam jak głupia, kicham, kaszlę, zimno mi i głowa mi pęka. 😭 Nie wspomnę nawet o oczach po których najbardziej czuję zawsze chorobę... Są malutkie i załzawione... Ehh... Nie mogę być chora... 3 tygodnie do świąt... Nie wypada iść teraz na zwolnienie tym bardziej że bodajże trzy tygodnie temu miałam 2 dni chorobowego 🤬😭🥺

I muszę iść do dentysty bo zaczął mnie boleć ząb od boku, dziąsło w sumie 😭


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2019, 06:29

gosiulla Nie takie to proste jak mówili 2 grudnia 2019, 12:46

29+3

7kg do przodu, ale wszyscy są na tyle mili że mówią: "Jaki mały brzuszek", "Nic nie przytyłaś", "To już 7,5 msc'a?!"
Zatem uśmiecham się sama do siebie.

W zeszłym tygodniu miałam jazdę!
Musiałam długo ochłonąć - bo chyba byłam przez chwilę furiatką.
Miałam okropne bóle podbrzusza. Domyślam się że po tym wyjeździe w góry...
Pierwsza myśl: muszę zgłosić to mojemu ginekologowi. Niestety, jak trzeba to mojego lekarza prowadzącego nie ma w Lux Medzie, więc zapisałam się do innej kobiety.
I była jazda.
Po zbadaniu mnie (nie nie mówie o żadnych maszynach, tylko zwykłe sprawdzenie na fotelu ginekologicznym) krzyczy że strasznie krótka szyjka, że ja muszę leżeć i na pewno nie wrócę do pracy. Zaczęła mówić jakie to poważne, że gdy zacznę rodzić w 28 tygodniu ciąży to dzieciaczek nie ma w pełni rozwiniętych płuc itp itd. Zatem dostałam:
- luteinę
- magnez
- no spę
- nakaz leżenia z nogami do góry
i brak zwolnienia - akurat system ZUSowy nie działał.

Domyślacie się jak zaczęłam panikować?
Brzuch mnie boli, jest twardy a ta krzyczy już o porodzie.
W dodatku, następnego dnia, ból był większy więc pojechałam na Izbę Przyjęć.

Szpital 1:
"niech Pani do nas nie przyjeżdża, my mamy za małą referencyjność. jedynie możemy zrobić KTG". Wyszło OK, ale zasugerowali, że mogę jechać do kolejnego szpitala na pełne badanie. Pielęgniarka oraz Lekarz cały czas bardzo mili i próbowali mnie uspokoić i rozweselić.

Szpital 2: @abbigal chyba tam jesteś :>
40min w poczekalni, 1h KTG w oczekiwaniu na lekarza, 30min w poczekalni i dalej nic.
Uwierzcie, byłam głodna, zmęczona i wycieńczona i zdecydowanie nie byłam priorytetowa, więc powiedziałam że rezygnuję. Mąż mnie odebrał i wróciłam do łóżka.

Następnego dnia był już mój lekarz prowadzący w Lux Medzie i wiecie co? UWIELBIAM GO.
Nawet jesli jest źle, on mnie uspokaja. I tak było tym razem. Powiedział że szyjka się skróciła ale dalej jest dobrze. Mam leżeć, ale nie cały czas, tylko trochę się ruszać.
I zwolnienie.

Zatem oto jestem: sam na sam z brzuchem w domu.
I staram się tłumaczyć Maksowi że nie ma co się pchać jeszcze na świat. I chyba zrozumiał.
No-spa pomaga, odpoczynek pomaga.
Nie mniej energii i tak mam coraz mniej.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)