@Paulciaa- na razie nie kupuję laktatora, bo jeszcze nawet nie wiem czy będę mogła karmić - zdania podzielone, czekam od kilku dni na maila z odpowiedzią od mojej onkolog. Do szpitala mam swojego i tak nie przynosić, a jak trzeba będzie to mąż kupi na mieście.
@Jeheria - kilka razy pytałam lekarzy o steryd, ale na razie się wstrzymują. KTG wychodzi ładnie to może faktycznie dotrwamy do Nowego Roku i nie będzie to konieczne, a w razie czego będzie mam nadzieję czas na podanie, bo na razie nie zapowiada się, bym miała poród z dnia na dzień.
@EwkaKonewska - dzięki za podpowiedź o oncofertility! Poczytałam i napisałam chyba do 5 klinik. Na razie odpisali mi z InviMedu, żebym podała nazwisko lekarza prowadzącego to oni to załatwią pomiędzy kliniką i szpitalem - znaczy pobranie tkanki jajnikowej bo też na tym mi najbardziej zależy a chyba o zamrożeniu komórek jeszcze zdążę pomyśleć przed ew. leczeniem onk. W każdym razie mam nadzieję, że się znajdzie jakieś wyjście...
@gosiulla - jeszcze raz dzięki za propozycję wsparcia :*
Mąż od pon. na delegacji.Na szczęście jutro wraca. Dłuży mi się tutaj jak mnie nie odwiedza, chociaż te dni zniosłam nie najgorzej. Wczoraj była szkoła rodzenia. Ufff opieka i pielęgnacja noworodka za tydzień, więc mąż się załapie. Za to było o karmieniu i laktacji... nie muszę pisać że parę razy chciało mi się płakać jak sobie myślałam, że może mnie to nie dotyczyć... 
Dzisiaj za to odwiedzili mnie ziomki z pracy. Dostałam m.in. "Becoming" M. Obamy, więc nie będę się nudzić i trochę się rozerwałam słuchając ploteczek 
W pt. już odwiedzi mnie mąż, a w sobotę mają wpaść moi rodzice. Tata ma nam złożyć łóżeczko, a mama poprasować ubranka i firanki - cieszę się, że chociaż minimalnie odciążą mojego m., który akurat będzie w sobotę odrabiał jakiś tam dzień międzyświąteczny.
Hmmm... dzwonili do mnie z kadr, że pensję grudniową wypłacą mi dopiero w styczniu, bo już robią zamknięcie roku a ja mam zwolnienie tylko do 6 grudnia. Szpital wystawia tylko zaległe zwolnienia i tylko za 14 dni wstecz, więc trochę to komplikuje... ech biurokracja.
Właśnie sobie uświadomiłam, że kurczę nadchodzi gorący czas przesyłkowy a ja jeszcze muszę zamówić Malutkiej ubranka na 50 i 56, bo na razie to mamy tylko takie wcześniakowe 2-2,5 kg od @mamaginekolog. Do tego nie zamówiłam jeszcze sprzętu elektrycznego jak termometr, podgrzewacz, monitor oddechu, czy sterylizator (fuck, gdy się wprowadzaliśmy 5 lat temu mąż stwierdził, że mikrofala nam nie będzie potrzebna - faktycznie nie odczułam jej braku - a teraz nie mam gdzie sterylizować butelek i smoczków
) Aaa no i butelek też jeszcze nie mam. Zamówienie kosmetyków poszło dziś z Gemini, więc przynajmniej to mamy z głowy.
Za 3 dni w pt. usg, tym razem z biometrią... strasznie się denerwuję, ale nie tyle wagą, co przepływami.
Codziennie się modlę do św. Rity i całej rzeszy świętych "odpowiedzialnych" za kobiety w ciąży - w kupie siła
i mam nadzieję, że to nam pomoże 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2019, 22:26
Ciąża zakończona 11 grudnia 2019
W poniedziałek 9.12 przyjęli mnie na oddział patologii z wcześniejszym rozpoznaniem hipotrofii i cukrzycy ciążowej i decyzją o indukcji porodu. We wtorek z rana miałam założony cewnik foleya, którego zadaniem jest doprowadzić do skrócenia i rozwarcia szyjki. Jeśli zadanie swoje by spełnił powinien sam wypaść przed upływem 24 godzin. U mnie niestety nie wypadł, ale jak w środę rano miałam kontrolę lekarską - cewnik był już prawie na końcówce i za sprawą parcia i lekarza po prosu go "urodziłam".
Na patologii czułam się bezpiecznie bo każdego dnia na obchodzie była moja dr prowadząca, ona mi cewnik zakładała i z nią go urodziłam.... ona oceniała stan szyjki i decydowała co dalej.
No i w środę rano uznała, że cewnik w sumie robotę swoją robił i że mogę dzwonić po swoją położną i ok godz 14 niech zabiera mnie na porodówkę. Do tego czasu (czyli gdzieś od godz 10.00) nie mogłam już nic jeść - pić tylko wodę i podłączono mnie do kroplówki z oksytocyną.
Niestety do g.14 ilość przyjętej oksytocyny nie wywołała u mnie zupełnie NIC.... przyjechała moja przyjaciółka, zabrała mnie na blok porodowy ok godz 15 i powiedziała, że dawki oksytocyny jakie mogą podawać na patologii są 10 razy mniejsze, niż te jakimi posługują się na porodówce i żebym się nie przejmowała - skurcze wywołamy raz dwa...
o 16.20 miałam przebity pęcherz płodowy - polały się wody i zaczęła się jazda bez trzymanki....
Skurcze chwila moment rozkręciły się do takich, które były nie do zniesienia... Próbowałam z nimi przetrwać sama, łagodzić ból ćwiczeniami, drabinkami, ciepłymi okładami, kąpielą czym tylko się da, ale w chwili kiedy przychodził skurcz darłam się w wniebogłosy i gryzłam męża po rękach na których wręcz uwieszałam się by nie napinać krocza i pozwolić szyjce się rozwierać...
Po jakiś 3 godzinach walki z mega mocnymi skurczami trwającymi 1-2 min przy odstępach 30 sekund lub wcale błagałam o znieczulenie....
Jakoś koło godz 20 podano mi znieczulenie zewnątrz oponowe, co uśnieżyło ból całkowicie.... Jakiż to był błogi moment, położyłam się na łóżku, byłam tak zmęczona że praktycznie na jakieś 1,5 godziny poszłam spać. Skurcze dalej trwały i pisały się na zapisie KTG więc szyjka się rozwierała.
Taki odpoczynek pozwolił mi zyskać trochę siły bo przyznam, że słaniałam się z nóg.... Fakt, że nie jadłam od godz 10 nie pomagał.
Jakoś przed g.22 rozpoczęły się skurcze parte, znieczulenie minęło i to był dopiero hardcore....
Pod sam koniec już czułam moje dziecko prawie na końcówce, a naprawdę nie miałam na tyle sił by porządnie je wypchnąć... Myślę, że jakieś 3-4 skurcze przed końcem już byłby w stanie przyjść na świat - tylko ja nie miałam siły dać z siebie wszystkiego. W ostatniej fazie podobno tętno dziecka zaczęło spadać (za długo tkwił w kanale rodnym), wiec moja przyjaciółka nawet nie wiem kiedy nacięła mi krocze tym samym poszło.... urodziła się pierw główka.... potem reszta... 22.50 przyszedł na świat mój syn
2660g i 54cm
Niesamowita chwila, choć mając dziecko na piersi ból nadal był przeogromny... Błagałam tylko by to się skończyło. Nadal darłam się jak szalona przy każdym skurczu do urodzenia łożyska, potem przy szyciu krocza, więc na samym porodzie tak szybko się nie skończyło.
Od ok północy dopiero zostaliśmy sami, ciesząc się dzieckiem, przystawiając go do piersi, i całując bez końca. ok godz 2 dopiero zabrali go do ważenia i mierzenie, mąż ubierał a ja pod prysznic.
OT o cały poród...
W szpitalu zostaliśmy do poniedziałku 16 grudnia. Troszkę nas potrzymali, ale dzieciaki z niską wagą urodzeniową mają więcej badań i lekarze też chcą zobaczyć jak przyrasta na wadze, a nasz przyrasta rewelacyjnie (odpukać), ponieważ w tydzień nadrobił spadek masy pourodzeniowy, a zwykle dają dzieciom na to nawet 2 tygodnie. Dodam że jest tylko na cycu, którego uwielbia i mógłby ssać non stop...
Także pomału przyzwyczajamy się do siebie i uczymy nawzajem, układamy rytm dnia, ale przede wszystkim przytulamy się bez końca i ryczę non stop myśląc o całej drodze jaką było nam przejść by dotrzeć do tych chwil....
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2019, 18:47
Powoli szykuję się na przedświąteczny szał! aż się booję, mam mnóstwo pracy, ale dobrze,że małż będzie miał luźniej. Póki co dzieciaki chodzą, ale chyba z Lilką jutro pójdziemy do lekarza. Ma dziwny kaszel, a panuje bezobjawowe zapalenie oskrzeli. Mamy dwa przypadki w grupie u Lilki w przedszkolu. Najbardziej martwię sie o Kornelka. On ma najmneijszą odporność.
Mam już przygotowane prezenty dla dzieciaków az nie mogę sie doczekać by mogli je rozpakować
ostatnio Lilka jak dostała od tamtych dziadkow teczkę z Kucykami Pony a w środku były książeczki, kolorowanki i plakat do pokolorowania, jak ona go zobaczyła o matko co to była za radość! A mi znowu łzy stanęły w oczach. Moje dzieci mają chyba wszystko począwszy od mojej uwagi, poświęconego czasu po rzeczy,ubrania i zabawki
i fakt,że ucieszyła sie z plakatu potwierdza, że moje dziecko nie jest materialistą! nie oczekuje mega drogich zabawek, lecz tych, którymi możemy razem się bawić, spedzić czas.A nie jak siostrzenica mojego męża, goowniarz odróżnić oryginalną zabawkę od podróby. to straszne, a jest młodsza od Lilci. Ja staram się ich wychować tak by byli dobrymi ludźmi. Czytam im fajne bajki, widze mega różnice. Ostatnio nawet Oliś przyszedł do mnie i powiedział, że mnie kocha.... łapie za serce, ale jest dalej nie dobry.
Ale i tak ich kocham
mimo iż ostatnio słabe maja noce
27+4 tc
W poniedziałek miałam wizytę u ginekologa. Z Szymkiem wszystko dobrze, waży już 1120 g
łożysko ok, wód też dostatek. Malutki leży już główka w dół
Jedynie co nas martwi to to, że szyjka zaczęła się skracać. Na prenatalnych I trym. miała 4 cm. Później cały czas tak samo. Aż do teraz. Skrocila się do 3.10 cm. Gin się zaniepokoił. Kazał się oszczędzać... Więc mój Mąż zabronił mi wstawać z łóżka. Wstaje tylko na wc, prysznic i obiad. Reszta czynności z poziomu łóżka:( bolą już mnie biodra od lezenia....
Kolejna kontrola za 2 tyg. Teraz będziemy się z doktorkiem widywać częściej ze względu na tą szyjkę. Dostałam luteinę dopochwowo i magnez. Mam nadzieję że się nie skróci już bardziej do samego porodu! Oby wytrwać chociaż do tego 36 tc.
Mam ggrupę krwi rh- , a więc lekarz zalecił mi zastrzyk z immunoglobuliny antyD w 28 tc no i później dostanę po porodzie. Niestety chodzę prywatnie więc zastrzyk kosztuje 350 zł..... uważam że to mega drogo.... zapisałam wie na NFZ do ginekologa. Może uda mi się dostać zastrzyk za darmo. Zobaczymy... wizytuję 17 grudnia na fundusz.
Święta spędzamy sami z mężem. Jestem uziemiona więc żadna podróż nie wchodzi w grę. Może tesciowie przyjadą z wizytą.... W sumie nawet się cieszę. Nie chciało mi się zbytnio jeździć po rodzinie. Czuje się coraz ciężej:P ale zniose wszystko dla tego małego kluseczka:)
Zestresowala mnie ta skracajaca sie szyjka na tyle mocno, że zagoniłam Męża do pakowania torby do szpitala. Brakuje nam kilku małych drobiazgów jedynie. Ledwo się zapakowaliśmy w torbę
ale jestem Spokojniejsza. Wszystko co niezbędne już mam. 
Tak więc tyle u nas. Jeśli ktoś mnie czyta, to chciałabym życzyć wszystkim Wam, które nadal czekacie na swój mały wielki cud, żeby Wasze prośby i starania zostały wysłuchane. Żeby przyszły rok przyniósł Wam najpiękniejszy i wymarzony prezent w postaci bijącego serduszka pod Waszym sercem. Dużo miłości i cierpliwości. :* ja z kolei proszę Was, żebyście w ten szczególny czas pomodliły się za nas, żebyśmy wytrwali do tego 36 tc lub nawet do terminu porodu, żeby Szymek był zdrowy i silny 
Buziaki:*:*
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2019, 12:49
34+6
Mam wrażenie że ten czas stanął w miejscu... Od dziś zostało 29 dni. No chyba, że Pani Doktor da się namówić na wcześniejszą cc., ze względu na to że mam 100km do szpitala i chciałabym tam na spokojnie dojechać. No ale to się zobaczy we wtorek na wizycie
Co raz bardziej się wszystkim stresuje, że w sumie ze wszystkimi organizacyjnymi rzeczami jestem w dupie. Jeszcze przez tydzień będę sama, a wiadomo czuję się różnie, raz lepiej raz gorzej. Dziś mój sukces, przespałam od 23 do 7.30 co prawda z przerwą po 3 na śniadanie
ale jednak przespane 
W niedziele pomalowaliśmy mały pokój ( farbą, której notabene używaliśmy do malowania każdego pomieszczenia w domu i nie było problemu) ale w przypadku małego pokoju to jakaś katastrofa... Nie dość że od niedzieli jest tam otwarte okno żeby wywietrzyć ten zapach - bezskutecznie, jak dla mnie wali niesamowicie.. Do tego przy odrywaniu taśmy normalnie farba się skruszyła... więc póki co z mojego prania i prasowania nici, bo nie będę prała i układała ciuszków dla maleństwa w pokoju, w którym wali jak z murzyńskiej chaty ... Jestem wściekła...
Do tego wszystkiego dzisiaj jelita się buntują i gaga nie daje spokoju ... Ale póki co bez tragedii...
Jeśli chodzi o prezenty to : Niki345 masz rację skarpetki zawsze są spoko 
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
Doczekałam się 1 dc, w którym ma się odbyć transfer! Plan:
- od 2 dc estrofem i acard
- 10-11 dc monitoring
- ok 15-16 dc wlew z accofilu
- 19 lub 20 dc transfer i wchodzi heparyna.
Oczywiście zaczyna się stres. Pierwszym zmartwieniem jest przerośnięty pęcherzyk z poprzedniego cyklu. Niby brałam dupka ale nie wiem czy dał sobie z nim radę, bo jajnik dość mocno pobolewa.
Kolejne zmartwienie... boli mnie ucho. Kiedy w końcu przestanę chorować?! Uszy to moja zmora i kończy się antybiotykiem. Przed transferem chyba nie za bardzo brać leki takiego kalibru. Póki co próbuje się ratować kroplami z antybiotykiem.
Zmartwienie nr 3 to praca. Za 2 tyg. idę na dłuższe zwolnienie, a przy dobrych wiatrach nie wracam wcale. Mam tyle roboty, że brakuje mi doby. Zaległości się piętrzą, a mam wyprowadzić wszystko na tip top. Dyrekcja i reszta zawalają mnie dodatkowymi zadaniami, bo każdy chce wykorzystać mnie na maxa póki jestem. Nie wygrzebie się z tego do końca roku 😔
Aaa... i wciąż nie mamy decyzji ile zarodków transferować. Chciałabym dwa ale eMek się trochę buntuje. No i boję się, że mogę stracić dwa najlepsze zarodki. Mamy 4 więc jest bufor bezpieczeństwa ale co jeśli zostaniemy z niczym? 🤷♀️
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2021, 08:23
17 tygodni i 2 dni 
Kiedyś nie rozumiałam, gdy ktoś mówił że płakał z miłości do dziecka. A sama to dzisiaj zrobiłam
. Nie z bezsilności, nie ze zmęczenia, tylko z miłości
.
Jaś mnie do tego sprowokował. Położyłam Go do łóżeczka, bo już ręce mnie bolały od noszenia, a była pora spania. Usiadłam na fotelu obok łóżeczka i uśmiechałam się do Synka
. Jaś wpatrywał się we mnie tymi swoimi wielkimi oczami.
Zaczęłam głaskać Go po policzku i skroni, robiłam tak, gdy był malutki, jeszcze w szpitalu
. Zamknął oczy i uśmiechając się zasnął
.
Ja patrząc na Niego się popłakałam 
Tak strasznie Go kocham
jest naszym cudem

CZWARTEK
więc tak.
Komórek dojrzałych było w sumie 6.
Z tego 3 się zapłodniły (mamy 3 zarodki), 2 są niepewne jeszcze walczą, 1 padła na dzień dobry.
Transfer przesunięty na sobotę w 3ciej dobie (miał być w poniedziałek). Chyba embriolodzy się boją, że nic nie dotrwa z tych trzech do 5tej doby
nie wiem czy to dobre wieści czy nie... Mam ambiwalentne odczucia. Z jednej strony mało, z drugiej coś się jednak zapłodniło...
Oby te 3 zarodki wytrwały, chcę wierzyć, że są tak silne jak mamusia, która o nie walczy. Mam nadzieję, że mnie nie zawiodą
7dc
Ostatnio jakoś nie mam motywacji zaglądać na Ovu. Zaliczyłam jakiś spadek mocy. Jest 7dc a ja wciąż mam plamienia. Dziwna sytuacja, ale dwa miesiące temu porzuciłam tampony na rzecz podpasek i może to dlatego. Oby tylko do wizyty u ginekologa mi przeszło.
Jutro idę na pobieranie krwi, ciekawe po tam ciekawego u mnie słychać 😂. Z mężem jaja jak berety. Był dzisiaj u ogólnego z wynikami, bo te żelazo jednak ponad normę. To lekarka do niego ze ona nie wie co to oznacza i w Googlach przy nim sprawdzała co oznacza zbyt wysoki poziom żelaza. Powiedziała żeby powtórzył wyniki za 3 miesiące i się zgłosił. No ale do kogo? Do niej? Żeby go z wujkiem Google leczyła? Tyle to ja sama potrafię. 😋 Mówi do niego ze to może oznaczać niewydolność wątroby i prowadzić do jej uszkodzenia. Pytała czy bierze jakieś witaminy. Powiedział że nie, pomimo tego że oczywiście przyjmuje suple. Tragedia dziewczyny.
Ja za to mam dziś bardzo ciężki dzień. Nie cierpię zakazów. A jutro będę badać glukoze więc nie jem dzis słodkiego. A tak mnie nosilo na batonika, że ślina mi ciekla 🤤. Ostatni posiłek o 18 a teraz mnie ssie z głodu. Jutro sobie odbijemy. Mąż też gadał tylko o batoniku ale solidarnie że mną nie zjadł nic. Kochany 💕
Dziewczyny dziękuję! Bez tego całego ovufriendowego wsparcia naprawdę byłoby ciężko!
Przede wszystkim beta 73,340 mIU/ml!!!!
To oznacza prawie 284% wzrostu.
Chciałam napisać, że nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę, ale to właśnie wy i pewnie tylko wy jesteście w stanie to sobie świetnie wyobrazić.
Kto nie zna tych ton frustracji, poczucia niesprawiedliwości gdy słyszy się o kolejnym porzuconym dziecku, a jednocześnie podświadomego wrażenia, że jest się zepsutym, niepełnowartościowym, kto nie ogląda co miesiąc, od lat, wciąż na nowo białych, pustych testów, ten nie zrozumie.
Trzeci dzień jestem w świadomej ciąży
A tak naprawdę to już jakieś 5-6 dni
Dociągnę do 9 miesięcy? Nie wiem, ale będę się cieszyć każdą minutą 🥰
Koniec z testami, koniec z temperaturami, idę na fiolet!
Que será, será !
Byliśmy dziś w klinice i jest decyzja o transferze w kolejnym cyklu!!! Czyli to już za miesiąc 😁
Tak cholernie długo na to czekałam i tak cholernie było to trudne i frustrujące. Mam nadzieję, że cały mój trud i ból podczas szczepień, stymulacji, a szczególnie hiperstymulacji nie pójdzie na marne. W szczepieniach pokładam ogromne nadzieje 🙇♀️
Dziś czuję ulgę i serducho się raduje. Oczywiście jest milion zmartwień, które chodzą po głowie ale mam na to cały miesiąc. Dziś będę się tylko cieszyć 😁 A może nawet jeszcze jutro 😁 A co tam, zaszaleję 😉🎉🎆
35 dc (12 dpt) 4tc+3d
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)
Objawów ciążowych nadal brak.
@Wio jesteś niemożliwa z tymi statystkami
aktualnie ratują moją zszarganą psychikę na skraju załamania nerwowego
Nie ma sekundy, w której bym się nie zastanawiała czy są jeszcze lub jest ze mną. Dzisiaj nie wstałam w nocy ani razu na siku i od razu, od rana myślówka.. 🤦♀️ Spełnieniem marzeń byłoby mieć domowy aparat do bety, coś jak glukometr, nakłuwasz palucha i tadam po kilku sekundach jest wynik! Już wiem co bym robiła każdego dnia rano 😈 i pewnie wieczorem, no i może jeszcze popołudniu 😂 Jutro mam wizytę kontrolną u mojego napro, ma sprzęt do usg, ale nie spodziewam, że będzie na tej wizycie wykorzystany, 13 dpt to zdecydowanie za wcześnie aby było cokolwiek było widać.
Nie wiem ile Was tam jest, ale proszę zostańcie z nami
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2019, 06:47
Hania wazy 9970, ok 79cm, nie ma sily,ktora zmusilaby ja do dobrowolnego mierzenia. Nadal nie chodzi. Tzn po kolanach chetnie, z dupa do gory tez, stoi bawi sie bez podpierania, ale nie ma zamiaru chodzoc na razie. Mamy czas "kuli u nogi" i jojczenia ot tak po prostu. Czasami mozna oszalec.
Mowo: dosc,jeszcze,idz,tata,mama, Krzys, jabo. Dziwny wyraz na sok. Ciezko sie postronnym osobom domyślić o co chodzi. Poza tym jest rozkoszna, przy kp masuje sobie brzuszek pokazujac ze jest pyszne, sprawdza kaloryfer, gdy jest cieply tak smiesznie fuka, a gdy zimny to go odkreca. Sprawdza misiowi pampersa. Udaje,ze chrapie i pokazuje ze trzeba byc cicho bo ktos spi. Z myciem zebow teatrzyk, z jedzeniem teatrzyk,z ubieraniem teatrzyk kiedy te dzieci dorastaja?
Od stycznia zaczynamy zlobek.
Ja juz id listopada oficjalnie pracuje, na razie wykorzystuje urlop, od stycZnia wracam.
Czuje sie fatalnie, wymiotuje prawie codziennie, czasami kilka razy. Nadal problem z jedzeniem. Nie mam sil. Gdy Hania robi drzemke, ja spie z nią bo inaczej noe daje rady funkcjonowac.
3.01 mamy prenatalne.
Rozgladamy sie za wiekszym mieszkaniem.
Brak weny zeby pisac więcej.
A gdybyscie mialy pomysl na preezent dla 6latki,7latka,12 latki przygarne.
Sciskam Was
Ciąża rozpoczęta 25 października 2019
7. dpt.
Poszłam dziś na betę. Postanowiłam sobie, że nie będę sprawdzać wyników w pracy. ( Haha, zobaczymy😂) Niezależnie od wyniku, czuję, że rozbije mnie to psychicznie na resztę dnia, więc zrobię to na spokojnie, w domu.
Myslalam, ze jestem w miare twarda sztuka i do tej pory jakos sie trzymalam. Po dwoch nieudanych IUI bylo mi smutno i moze lza mi poleciala, ale jakos sie ogarnelam. Na what's upie mam grupe czterech dziewczyn z ktorym sie trzymam od LO i tam sobie co jakis czas piszemy. Kazda z nich ma juz przynajmniej jedno dziecko, w sierpniu jedna zaliczyla totalna wpadke z trzecim. Pamietam jak do mnie zadzwonila i nie wiedziala jak mi to powiedziec itd. To bylo przed IUI wiec przyjelam to i otrzasnelam piora. Dwa dni temu dostalam wiadomosc od innej dziewczyny, ze chce ze mna porozmawiac w weekend. Na poczatku nie zaczailam, ale potem mnie trzasnelo, ze to ten sam scenariusz. Napisalam do mojej psiapsioly ktora zaszla w ciaze z trzecim dzieckiem i zapytalam ja wprost czy ta druga jest w ciazy. odczytala ta wiadomosc i za 3 minuty ta ktora podejrzewam o ciaze dzwonila.....nie odebralam. To byl moment w ktorym sie zlamalam, usiadlam w kuchni na podlodze i zaczelam ryczec. Cala frustracja i zlosc zaczela ze mnie schodzic. Chcialabym odebrac telefon i powiedziec, ze sie ciesze, ale nie jestem w stanie tego zrobic. Nie podoba mi sie to ze tak sie zachowuje, ale mam dosc. Bardzo egoistyczne podejscie ale musze robic to co najlepsze dla mnie......ona juz jest w ciazy i doswiadcza tego o co ja walcze od dwoch lat.
Dzisiejszy nastroj nie jest lepszy od wczorajszego. Poprosilam meza, zeby jej wyslal wiadomosc na Facebooku ze nie chce rozmawiac.
NFZ, jak ja niecierpię NFZ 😡
Dzisiaj USG nie będzie, bo nie ma go kto zrobić... Jakoś przeżyje do pon. Znaczy się, mam nadzieję, że w pon będzie to usg.
Lekarze są bezradni wobec limitów itp. bzdur, no ale co zrobić...
Moja dr z COI nie odpowiada na maila
Napisałam więc do chyba 5 klinik niepłodności oferujących onkofertility. Odpisały mi dwie i mam już dwa nieco różne rozwiązania problemu zabezpieczenia tkanki jajnikowej, a w pon. lekarze mają decydować który wybrać, chociaż trochę mnie zmroziło jak usłyszałam, że oni jeszcze tego w tym szpitalu nie robili... Czy ja zawsze muszę być wyjątkowa?
I kurczę, chyba mam też dużo szczęścia, bo w sprawę zaangażują prof. Czajkowskiego (Krajowy Konsult. ds. Ginekologii) który w tej placówce pracuje i jest tu jakimś guru, a jego żona (też tut. gin. od spraw trudnych) z kolei jest w jakimś zespole badawczym z tą moją onkolożką i się postara z nią skontaktować skoro ja nie mogę.
Na razie oferty mam z InviMedu i z nOvum... Różnica rocznego abonamentu za mrożenie ok 1000 zł, więc wolałabym nOvum, tym bardziej, że nie mam 100% pewności że będę miała chemio/radioterapię i kiedy...
Na mrożenie komórek jajowych się chyba nie zdecydujemy, no chyba że po diagnozie okaże się, se chemia będzie bardzo silna i długa to może, ale to już po porodzie.
Aaaa i na razie wszyscy lekarze tutaj uważają że mogę karmić piersią 💪💪 Jeszcze będą konsultować z tą onkolog z COI, ale mam nadzieję że jednak będę mogła.
Tylko... że u mnie piersi nadal śpią. Tyle że otoczki nieco ciemniejsze (albo sobie wmawiam) ale rozmiar nadal prawie A, nie bolą i żadnych wycieków siary, czy czegoś tam🙄
Malutka ma dziś dzień brykania - uwielbiam ją czuć ❤️
Przyszło nam łóżeczko, materacyk, przewijak, jeden rożek i jakieś pieluszki. Mąż powoli wszytko pierze i tylko robi mi zdjęcia. Jest naszym bohaterem!
Wczoraj m. wylądował po południu po 4 dniach delegacji, przyjechał na chwilę do mnie, poszedł na seminarium doktoranckie (na szczęście w pobliżu), a na koniec pojechał odebrać przesyłkę w Smyku, żeby móc dzisiaj wyprać. Głupie autobusy mu się spóźniły i dotarł do M1 4 min. przed zamknięciem sklepu. Biedny z walizka i laptopem tak biegł, że zahaczył walizką o podłoże i się przewrócił. To, że kurtka z przodu trochę przetarta to szkoda, ale rzecz nabyta. Gorzej, że ma rozbitą wargę i zdarta skórę na całej brodzie prawie😔 Nie dziwię się, że go ochrona wpuściła po odbiór przesyłki mimo, że zamknęli już sklep 3 min. przed 21. Musiał wyglądać nieciekawie😕 Strasznie mi go żal było, ale zachowam zdjęcie, które zrobił sobie, żeby pokazać Malutkiej jak się tatuś poświęcał ❤️
Dziś przyjeżdżają wieczorem moi rodzice. Wolelibyśmy sami z m. wszystko sobie przygotować, ale w sumie cieszę się, że tata złoży nam łóżeczko i powiesi zasłony i firanki, które mama wyprasuje razem z ubrankami które już zgromadziliśmy. Chociaż trochę mojego mężczyznę odciążą, tym bardziej, że on w sobotę idzie do pracy.
Mam nadzieję, że weekend minie szybko i spokojnie. Oby to USG było w pon. I oby się dało ustalić co z tym oncofertility.
Piątek 15 dc
Czy to możliwe aby jeden zrost był przyczyną niemożliwe długiego jak dla mnie czasu starania? 🤔🙄Tylko jeden zrost... W tym miesiącu się nie staramy. Ale poczekam... Na wszystkie pytania odpowie czas.
Od czasu kiedy podeszłam do IUI zdarzaja mi się napady lęku, niepokoju, nie wiem jak to nazwać. Zdarza się tak raz na jakiś czas, ze nie mogę zasnąć, w głowie milion myśli, wszystkie ponure. Nawet jak staram sie cos robic i je rozpedzic to one i tak sa. Mialam tak wczoraj caly dzien. Wreszcie powiedzialam stop, trzeba pomedytowac. Staram sie medytować codziennie, czytam afirmacje, ale kiedy mam bardzo zajety czas zapominam o tym. Pomedytowalam wczoraj pół godziny i przeszło jak ręka odjal. Jestem spokojna do dziś. Magia.
Modle sie za was Dziewczyny codziennie i czuje jakbyśmy trzymały sie za duchowe, niewidoczne ręce i razem się modlily.
Poza tym zapowiada sie miły weekend, jutro z mężem jemy śniadanie na mieście, a potem jedziemy do leroy albo obi po okleine na meble. Będziemy oklejac meble kuchenne okleina w liście. Ja mam ogólnie bzika na punkcie urzadzania i każdy kto nas odwiedza jest pod wrażeniem naszego gniazdka. Mąż kupil nasze mieszkanie kilka miesiecy przed naszym poznaniem. Mieszkanie ma 35 metrów bo miało być dla singla, kredyt na 10 lat. Było z drugiej reki, ale właściciel był za granica, więc nic nie bylo zniszczone. Kuchnia natomiast jest z 2000 roku, jak i cale osiedle, wiec już podstarzala. Mielismy po ślubie robić ja na nowo ale jakoś zlecialo i jej nie zrobilismy. Potem mialam pomysl na pomalowanie mebli lub wymiane samych frontów, a dziś poszlismy na łatwiznę, jedziemy z okleina. Zostało nam 4 lata kredytu i będziemy je sprzedawac, bo nasze oszczędności pochlonela nieplodnosc i nie stać nas bedzie na wklad do kredytu na wieksze mieszkanie lub dom. Mieliśmy je wynajmować, miało byc dla dziecka na dobry start, ale zycie jak to życie, śmieje sie z naszych planów. A pamietam jeszcze jak myślalam że kilka lat nam zejdzie ze staraniami to prawie sie wyprowadzimy jak dziecko jeszcze do szkoły nie pojdzie. Czemu tak już wtedy myslalam? Czemu nie zakladalam że uda się od razu? Intuicja?
Niemniej ciekawa jestem jaka bedzie ta lisciasta kuchnia!
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2019, 17:40
6 cs po cp, 13dc
Mąż był wczoraj na badaniu nasienia. Dzisiaj jak na złość owulak pozytywny. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że będę mieć owulację za jakieś 3 dni, nie jutro. Trochę mnie to wkurza, bo nawet nam się dzisiaj nie chce. Poza tym plemniki nie miały czasu się zregenerować od wczoraj. Może to i dobrze że owu ze złej strony, bo nie wiem czy będziemy próbować. Może poczekam do jutra i nóż widelec jutro będzie ciemniejszy?
Teraz moje życie to jedno wielkie czekanie na wyniki. Zawsze to lepiej niż czekać na nienadchodzącą ciążę. Pamiętam jak jakiś czas czytałam pamiętniki różnych dziewczyn i współczułam im. Bałam się wtedy czy kiedykolwiek im się uda. Teraz większość jest w ciąży, a ja siedzę i myślę co powinnam zrobić. Może więcej badania, a może właśnie mniej i odpuścić trochę? Who knows.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.