ŚRODA
Ja już po punkcji
jest OK. Czuję sie całkiem dobrze, troche brzuch boli, ale mniej niż na miesiączkę. Jestem strasznie zmęczona, pomimo tego, że spałam w szpitalu, spałam potem w domu to dalej mi się chce spaaaaaaać
jutro nie ma zmiłuj idę do pracy, więc mogłabym trochę szybciej dochodzić do siebie, no ale damy jakoś radę.
Pani doktor mówiła, że chciałam uciec z fotela podczas zabiegu i musieli mi podwójną dawkę leków zaaplikować, żeby mnie lepiej uśpić
mam nadzieję, że nie gadałam jakichś głupot
nic a nic nie pamiętam 
Mamy 9 komórek
jutro mam dzwonić i pytać ile się zapłodniło. Trzymacie kciuki?
Beta z dziś: 3197,0!!! 😃
Pierwsza wizyta za mną. Jest pęcherzyk ciążowy z pęcherzykiem żółtkowym 7,5mm (5 tydzień) Rośnij zdrowo moje największe szczęście ❤️
Zalecone badania: morfologia, mocz, WR, Tsh, TOXO JgG, TOXO JgM, Hbs, Anty HIV, Anty HCV, PTA, glukoza w surowicy
Kolejna wizyta 22 stycznia 17:20
Zalecenia: pregna plus 1x1
Kontrola stomatologiczna.
37+3
W piątek wypuścili mnie do domu.
Wczorajszy dzień jak nigdy był bardzo energiczny, miałam o dziwo dużo siły, bardzo dużo zrobiłam w domu. Nadrobiłam ten tydzień w szpitalu.
Dzisiaj teoretycznie mam wizytę u lekarza, którą umówiłam sobie jeszcze przed wyjazdem na szpital. .. Mąż mówi żebym już nie szła skoro się dobrze czuję, no i ostatnie usg miałam 27 grudnia - czyli 3 dni temu.
Cały czas się zastanawiam - jeszcze to przemyślę.
Póki co dzisiaj muszę jechać do szpitala po mój wypis.
Do wyjazdu na szpital zostało 5 dni !!
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
48 DC /35 DPO 6t+5d
Zrobiłam zlecone przez ginkę badania i jest tak sobie 🙄
Morfologia mniej więcej ok, jakieś dwa lekkie odchyły od normy ale u mnie zawsze tak było.
Tarczyca chyba w porządku - TSH 1,9, ft3 i 4 w górnych granicach ale w normie - jeszcze o to podpytam
glukoza 94
Beta ponad 35 000 - norma dla 7 tygodnia to 3 700 - 163 000 ... to jak? chyba może być? przyrost wyszedł od ostatniego pomiaru 48%/48h... nie za mało jednak?
No i Progesteron - to mnie martwi - 54,4 czyli sporo niżej (w 12DPO miałam 87,4 a potem w 19DPO "powyżej 60" bo głupi inny lab nie oznaczał dokładnie).
To normalne, że tak mógł spaść? NIby biorę dupka cały czas ale symboliczną dawkę...
🙄😟😞🤦♀
No i mocz - wyszły liczne bakterie, leukocyty i azotyny czyli chyba mam jakąś pieprzoną infekcję.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2019, 20:04
Byłam dziś na powtórce bety
Dziś beta wynosi 158 spadła o połowę choć wydaje mi się że dalej dużo
Byłam też dziś u gina przekazał wynik z histo i stwierdził że jest dobry i nie wskazuje na zaśniad ale mam za tydzień jeszcze raz zrobić betę a potem mam się zgłosić na oddział i wykona mi kontrolne USG i są leki na wywołanie okresu
A co najśmieszniejsze okazało się że pomimo bety pozytywnej jajniki już ruszyły i jest pecherzyk na lewym jajniku 18 mm
WTOREK 15dc - 38 cs / cykl z crio?
Już sama niewiele wiem, co mam robić. Różnica w pomiarach może być, zależy to od operatora, aparatu usg, zatrzymania obrazu w odpowiednim miejscu, ułożenia pacjentki etc ale dziś różnica jest spora.
Monit - sprzęt ten sam co w klinice niepłodności, inny operator, inna pozycja badania:
--> pęcherzyk 19,4 mm
--> endo menda 7,5 mm
Czyli owu zgodnie z moją fizjologią najpewniej jutro?? Tak obstawiam. Jutro też wizyta - monit w klinice nieplodnosci. Najpewniej jutro się wszystko wyjaśni odnośnie transferu.
Środa 13 dc
Czekamynadzidzie, dziękuję że zapytałaś 😙🤗
Koniec stresu, dzień dobiegł końca. Uff...
Zabieg miałam po południu, więc pół dnia przełaziłam z bólem głowy i brzucha że stresu. Dziś dzień wolny, ale nie wiem czy nie lepiej byłoby pracować w sumie. Głowa by się czymś zajęła. W zasadzie to przyczyna lęku była bliżej nieokreślona. Po prostu się bałam. Niestety mąż w delegacji, więc musiałam sobie radzić sama. Zresztą On straszny panikarz, więc w sumie może i dobrze wyszło. Zawsze to jedna osoba mniej do uspokajania.
W klinice spędziłam 4 godziny. W tym histeroskopia trwała godzinę. Okazało się że miałam zrost przednio-tylnej ściany macicy obok mieśniaka. Najprawdopodobniej to on do tego doprowadził. Inne opcje raczej niemożliwe, bo nie było operacji, łyżeczkowania, ani innych zabiegów ginekologicznych. Nie było także nigdy zapalenia przydatków ani infekcji moczowo-płciowych. Mieśniak zostawiono w spokoju, bo malutki. Niecałe 2cm. Generalnie wszystko w porządku. To co nie było w porządku - zrost- usunięto. Lekarz dał mi przy wpisie swoją komórkę i poprosił o telefon po kolejnej miesiączce. Chciałby mnie już zaprosić już do siebie do szpitala na sprawdzenie czy zrost się nie odnawia. W instytucie wojskowym w Wawie na szaserów maja podobno jakieś super 4d usg. Miło z Jego strony.
Generalnie jestem bardzo zadowolona z opieki. Zarówno warunki, jak i cały personel począwszy od Pań w zabiegowym, położne, anestezjolog były super. No tak ale w sumie za to zapłaciłam... Szkoda że tak na nfz nie ma...
Z zabiegu niewiele pamiętam. Pan anestezjolog, z uśmiechem zakładając wenflon już na sali zabiegowej powiedział że poda mi dobry towar na super sny. Zdążyłam odpowiedzieć dziękuję i odpadłam. Co do snów to faktycznie były fajne ale dokładnie ich nie pamiętam bo przerwała mi je Pani położna mówiąc moje imię 🤔😏
Cieszę się, na prawdę się cieszę, że mam już to za sobą.
@Paulciaa- na razie nie kupuję laktatora, bo jeszcze nawet nie wiem czy będę mogła karmić - zdania podzielone, czekam od kilku dni na maila z odpowiedzią od mojej onkolog. Do szpitala mam swojego i tak nie przynosić, a jak trzeba będzie to mąż kupi na mieście.
@Jeheria - kilka razy pytałam lekarzy o steryd, ale na razie się wstrzymują. KTG wychodzi ładnie to może faktycznie dotrwamy do Nowego Roku i nie będzie to konieczne, a w razie czego będzie mam nadzieję czas na podanie, bo na razie nie zapowiada się, bym miała poród z dnia na dzień.
@EwkaKonewska - dzięki za podpowiedź o oncofertility! Poczytałam i napisałam chyba do 5 klinik. Na razie odpisali mi z InviMedu, żebym podała nazwisko lekarza prowadzącego to oni to załatwią pomiędzy kliniką i szpitalem - znaczy pobranie tkanki jajnikowej bo też na tym mi najbardziej zależy a chyba o zamrożeniu komórek jeszcze zdążę pomyśleć przed ew. leczeniem onk. W każdym razie mam nadzieję, że się znajdzie jakieś wyjście...
@gosiulla - jeszcze raz dzięki za propozycję wsparcia :*
Mąż od pon. na delegacji.Na szczęście jutro wraca. Dłuży mi się tutaj jak mnie nie odwiedza, chociaż te dni zniosłam nie najgorzej. Wczoraj była szkoła rodzenia. Ufff opieka i pielęgnacja noworodka za tydzień, więc mąż się załapie. Za to było o karmieniu i laktacji... nie muszę pisać że parę razy chciało mi się płakać jak sobie myślałam, że może mnie to nie dotyczyć... 
Dzisiaj za to odwiedzili mnie ziomki z pracy. Dostałam m.in. "Becoming" M. Obamy, więc nie będę się nudzić i trochę się rozerwałam słuchając ploteczek 
W pt. już odwiedzi mnie mąż, a w sobotę mają wpaść moi rodzice. Tata ma nam złożyć łóżeczko, a mama poprasować ubranka i firanki - cieszę się, że chociaż minimalnie odciążą mojego m., który akurat będzie w sobotę odrabiał jakiś tam dzień międzyświąteczny.
Hmmm... dzwonili do mnie z kadr, że pensję grudniową wypłacą mi dopiero w styczniu, bo już robią zamknięcie roku a ja mam zwolnienie tylko do 6 grudnia. Szpital wystawia tylko zaległe zwolnienia i tylko za 14 dni wstecz, więc trochę to komplikuje... ech biurokracja.
Właśnie sobie uświadomiłam, że kurczę nadchodzi gorący czas przesyłkowy a ja jeszcze muszę zamówić Malutkiej ubranka na 50 i 56, bo na razie to mamy tylko takie wcześniakowe 2-2,5 kg od @mamaginekolog. Do tego nie zamówiłam jeszcze sprzętu elektrycznego jak termometr, podgrzewacz, monitor oddechu, czy sterylizator (fuck, gdy się wprowadzaliśmy 5 lat temu mąż stwierdził, że mikrofala nam nie będzie potrzebna - faktycznie nie odczułam jej braku - a teraz nie mam gdzie sterylizować butelek i smoczków
) Aaa no i butelek też jeszcze nie mam. Zamówienie kosmetyków poszło dziś z Gemini, więc przynajmniej to mamy z głowy.
Za 3 dni w pt. usg, tym razem z biometrią... strasznie się denerwuję, ale nie tyle wagą, co przepływami.
Codziennie się modlę do św. Rity i całej rzeszy świętych "odpowiedzialnych" za kobiety w ciąży - w kupie siła
i mam nadzieję, że to nam pomoże 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2019, 22:26
Ciąża zakończona 11 grudnia 2019
W poniedziałek 9.12 przyjęli mnie na oddział patologii z wcześniejszym rozpoznaniem hipotrofii i cukrzycy ciążowej i decyzją o indukcji porodu. We wtorek z rana miałam założony cewnik foleya, którego zadaniem jest doprowadzić do skrócenia i rozwarcia szyjki. Jeśli zadanie swoje by spełnił powinien sam wypaść przed upływem 24 godzin. U mnie niestety nie wypadł, ale jak w środę rano miałam kontrolę lekarską - cewnik był już prawie na końcówce i za sprawą parcia i lekarza po prosu go "urodziłam".
Na patologii czułam się bezpiecznie bo każdego dnia na obchodzie była moja dr prowadząca, ona mi cewnik zakładała i z nią go urodziłam.... ona oceniała stan szyjki i decydowała co dalej.
No i w środę rano uznała, że cewnik w sumie robotę swoją robił i że mogę dzwonić po swoją położną i ok godz 14 niech zabiera mnie na porodówkę. Do tego czasu (czyli gdzieś od godz 10.00) nie mogłam już nic jeść - pić tylko wodę i podłączono mnie do kroplówki z oksytocyną.
Niestety do g.14 ilość przyjętej oksytocyny nie wywołała u mnie zupełnie NIC.... przyjechała moja przyjaciółka, zabrała mnie na blok porodowy ok godz 15 i powiedziała, że dawki oksytocyny jakie mogą podawać na patologii są 10 razy mniejsze, niż te jakimi posługują się na porodówce i żebym się nie przejmowała - skurcze wywołamy raz dwa...
o 16.20 miałam przebity pęcherz płodowy - polały się wody i zaczęła się jazda bez trzymanki....
Skurcze chwila moment rozkręciły się do takich, które były nie do zniesienia... Próbowałam z nimi przetrwać sama, łagodzić ból ćwiczeniami, drabinkami, ciepłymi okładami, kąpielą czym tylko się da, ale w chwili kiedy przychodził skurcz darłam się w wniebogłosy i gryzłam męża po rękach na których wręcz uwieszałam się by nie napinać krocza i pozwolić szyjce się rozwierać...
Po jakiś 3 godzinach walki z mega mocnymi skurczami trwającymi 1-2 min przy odstępach 30 sekund lub wcale błagałam o znieczulenie....
Jakoś koło godz 20 podano mi znieczulenie zewnątrz oponowe, co uśnieżyło ból całkowicie.... Jakiż to był błogi moment, położyłam się na łóżku, byłam tak zmęczona że praktycznie na jakieś 1,5 godziny poszłam spać. Skurcze dalej trwały i pisały się na zapisie KTG więc szyjka się rozwierała.
Taki odpoczynek pozwolił mi zyskać trochę siły bo przyznam, że słaniałam się z nóg.... Fakt, że nie jadłam od godz 10 nie pomagał.
Jakoś przed g.22 rozpoczęły się skurcze parte, znieczulenie minęło i to był dopiero hardcore....
Pod sam koniec już czułam moje dziecko prawie na końcówce, a naprawdę nie miałam na tyle sił by porządnie je wypchnąć... Myślę, że jakieś 3-4 skurcze przed końcem już byłby w stanie przyjść na świat - tylko ja nie miałam siły dać z siebie wszystkiego. W ostatniej fazie podobno tętno dziecka zaczęło spadać (za długo tkwił w kanale rodnym), wiec moja przyjaciółka nawet nie wiem kiedy nacięła mi krocze tym samym poszło.... urodziła się pierw główka.... potem reszta... 22.50 przyszedł na świat mój syn
2660g i 54cm
Niesamowita chwila, choć mając dziecko na piersi ból nadal był przeogromny... Błagałam tylko by to się skończyło. Nadal darłam się jak szalona przy każdym skurczu do urodzenia łożyska, potem przy szyciu krocza, więc na samym porodzie tak szybko się nie skończyło.
Od ok północy dopiero zostaliśmy sami, ciesząc się dzieckiem, przystawiając go do piersi, i całując bez końca. ok godz 2 dopiero zabrali go do ważenia i mierzenie, mąż ubierał a ja pod prysznic.
OT o cały poród...
W szpitalu zostaliśmy do poniedziałku 16 grudnia. Troszkę nas potrzymali, ale dzieciaki z niską wagą urodzeniową mają więcej badań i lekarze też chcą zobaczyć jak przyrasta na wadze, a nasz przyrasta rewelacyjnie (odpukać), ponieważ w tydzień nadrobił spadek masy pourodzeniowy, a zwykle dają dzieciom na to nawet 2 tygodnie. Dodam że jest tylko na cycu, którego uwielbia i mógłby ssać non stop...
Także pomału przyzwyczajamy się do siebie i uczymy nawzajem, układamy rytm dnia, ale przede wszystkim przytulamy się bez końca i ryczę non stop myśląc o całej drodze jaką było nam przejść by dotrzeć do tych chwil....
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2019, 18:47
Powoli szykuję się na przedświąteczny szał! aż się booję, mam mnóstwo pracy, ale dobrze,że małż będzie miał luźniej. Póki co dzieciaki chodzą, ale chyba z Lilką jutro pójdziemy do lekarza. Ma dziwny kaszel, a panuje bezobjawowe zapalenie oskrzeli. Mamy dwa przypadki w grupie u Lilki w przedszkolu. Najbardziej martwię sie o Kornelka. On ma najmneijszą odporność.
Mam już przygotowane prezenty dla dzieciaków az nie mogę sie doczekać by mogli je rozpakować
ostatnio Lilka jak dostała od tamtych dziadkow teczkę z Kucykami Pony a w środku były książeczki, kolorowanki i plakat do pokolorowania, jak ona go zobaczyła o matko co to była za radość! A mi znowu łzy stanęły w oczach. Moje dzieci mają chyba wszystko począwszy od mojej uwagi, poświęconego czasu po rzeczy,ubrania i zabawki
i fakt,że ucieszyła sie z plakatu potwierdza, że moje dziecko nie jest materialistą! nie oczekuje mega drogich zabawek, lecz tych, którymi możemy razem się bawić, spedzić czas.A nie jak siostrzenica mojego męża, goowniarz odróżnić oryginalną zabawkę od podróby. to straszne, a jest młodsza od Lilci. Ja staram się ich wychować tak by byli dobrymi ludźmi. Czytam im fajne bajki, widze mega różnice. Ostatnio nawet Oliś przyszedł do mnie i powiedział, że mnie kocha.... łapie za serce, ale jest dalej nie dobry.
Ale i tak ich kocham
mimo iż ostatnio słabe maja noce
27+4 tc
W poniedziałek miałam wizytę u ginekologa. Z Szymkiem wszystko dobrze, waży już 1120 g
łożysko ok, wód też dostatek. Malutki leży już główka w dół
Jedynie co nas martwi to to, że szyjka zaczęła się skracać. Na prenatalnych I trym. miała 4 cm. Później cały czas tak samo. Aż do teraz. Skrocila się do 3.10 cm. Gin się zaniepokoił. Kazał się oszczędzać... Więc mój Mąż zabronił mi wstawać z łóżka. Wstaje tylko na wc, prysznic i obiad. Reszta czynności z poziomu łóżka:( bolą już mnie biodra od lezenia....
Kolejna kontrola za 2 tyg. Teraz będziemy się z doktorkiem widywać częściej ze względu na tą szyjkę. Dostałam luteinę dopochwowo i magnez. Mam nadzieję że się nie skróci już bardziej do samego porodu! Oby wytrwać chociaż do tego 36 tc.
Mam ggrupę krwi rh- , a więc lekarz zalecił mi zastrzyk z immunoglobuliny antyD w 28 tc no i później dostanę po porodzie. Niestety chodzę prywatnie więc zastrzyk kosztuje 350 zł..... uważam że to mega drogo.... zapisałam wie na NFZ do ginekologa. Może uda mi się dostać zastrzyk za darmo. Zobaczymy... wizytuję 17 grudnia na fundusz.
Święta spędzamy sami z mężem. Jestem uziemiona więc żadna podróż nie wchodzi w grę. Może tesciowie przyjadą z wizytą.... W sumie nawet się cieszę. Nie chciało mi się zbytnio jeździć po rodzinie. Czuje się coraz ciężej:P ale zniose wszystko dla tego małego kluseczka:)
Zestresowala mnie ta skracajaca sie szyjka na tyle mocno, że zagoniłam Męża do pakowania torby do szpitala. Brakuje nam kilku małych drobiazgów jedynie. Ledwo się zapakowaliśmy w torbę
ale jestem Spokojniejsza. Wszystko co niezbędne już mam. 
Tak więc tyle u nas. Jeśli ktoś mnie czyta, to chciałabym życzyć wszystkim Wam, które nadal czekacie na swój mały wielki cud, żeby Wasze prośby i starania zostały wysłuchane. Żeby przyszły rok przyniósł Wam najpiękniejszy i wymarzony prezent w postaci bijącego serduszka pod Waszym sercem. Dużo miłości i cierpliwości. :* ja z kolei proszę Was, żebyście w ten szczególny czas pomodliły się za nas, żebyśmy wytrwali do tego 36 tc lub nawet do terminu porodu, żeby Szymek był zdrowy i silny 
Buziaki:*:*
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2019, 12:49
34+6
Mam wrażenie że ten czas stanął w miejscu... Od dziś zostało 29 dni. No chyba, że Pani Doktor da się namówić na wcześniejszą cc., ze względu na to że mam 100km do szpitala i chciałabym tam na spokojnie dojechać. No ale to się zobaczy we wtorek na wizycie
Co raz bardziej się wszystkim stresuje, że w sumie ze wszystkimi organizacyjnymi rzeczami jestem w dupie. Jeszcze przez tydzień będę sama, a wiadomo czuję się różnie, raz lepiej raz gorzej. Dziś mój sukces, przespałam od 23 do 7.30 co prawda z przerwą po 3 na śniadanie
ale jednak przespane 
W niedziele pomalowaliśmy mały pokój ( farbą, której notabene używaliśmy do malowania każdego pomieszczenia w domu i nie było problemu) ale w przypadku małego pokoju to jakaś katastrofa... Nie dość że od niedzieli jest tam otwarte okno żeby wywietrzyć ten zapach - bezskutecznie, jak dla mnie wali niesamowicie.. Do tego przy odrywaniu taśmy normalnie farba się skruszyła... więc póki co z mojego prania i prasowania nici, bo nie będę prała i układała ciuszków dla maleństwa w pokoju, w którym wali jak z murzyńskiej chaty ... Jestem wściekła...
Do tego wszystkiego dzisiaj jelita się buntują i gaga nie daje spokoju ... Ale póki co bez tragedii...
Jeśli chodzi o prezenty to : Niki345 masz rację skarpetki zawsze są spoko 
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
Doczekałam się 1 dc, w którym ma się odbyć transfer! Plan:
- od 2 dc estrofem i acard
- 10-11 dc monitoring
- ok 15-16 dc wlew z accofilu
- 19 lub 20 dc transfer i wchodzi heparyna.
Oczywiście zaczyna się stres. Pierwszym zmartwieniem jest przerośnięty pęcherzyk z poprzedniego cyklu. Niby brałam dupka ale nie wiem czy dał sobie z nim radę, bo jajnik dość mocno pobolewa.
Kolejne zmartwienie... boli mnie ucho. Kiedy w końcu przestanę chorować?! Uszy to moja zmora i kończy się antybiotykiem. Przed transferem chyba nie za bardzo brać leki takiego kalibru. Póki co próbuje się ratować kroplami z antybiotykiem.
Zmartwienie nr 3 to praca. Za 2 tyg. idę na dłuższe zwolnienie, a przy dobrych wiatrach nie wracam wcale. Mam tyle roboty, że brakuje mi doby. Zaległości się piętrzą, a mam wyprowadzić wszystko na tip top. Dyrekcja i reszta zawalają mnie dodatkowymi zadaniami, bo każdy chce wykorzystać mnie na maxa póki jestem. Nie wygrzebie się z tego do końca roku 😔
Aaa... i wciąż nie mamy decyzji ile zarodków transferować. Chciałabym dwa ale eMek się trochę buntuje. No i boję się, że mogę stracić dwa najlepsze zarodki. Mamy 4 więc jest bufor bezpieczeństwa ale co jeśli zostaniemy z niczym? 🤷♀️
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2021, 08:23
17 tygodni i 2 dni 
Kiedyś nie rozumiałam, gdy ktoś mówił że płakał z miłości do dziecka. A sama to dzisiaj zrobiłam
. Nie z bezsilności, nie ze zmęczenia, tylko z miłości
.
Jaś mnie do tego sprowokował. Położyłam Go do łóżeczka, bo już ręce mnie bolały od noszenia, a była pora spania. Usiadłam na fotelu obok łóżeczka i uśmiechałam się do Synka
. Jaś wpatrywał się we mnie tymi swoimi wielkimi oczami.
Zaczęłam głaskać Go po policzku i skroni, robiłam tak, gdy był malutki, jeszcze w szpitalu
. Zamknął oczy i uśmiechając się zasnął
.
Ja patrząc na Niego się popłakałam 
Tak strasznie Go kocham
jest naszym cudem

CZWARTEK
więc tak.
Komórek dojrzałych było w sumie 6.
Z tego 3 się zapłodniły (mamy 3 zarodki), 2 są niepewne jeszcze walczą, 1 padła na dzień dobry.
Transfer przesunięty na sobotę w 3ciej dobie (miał być w poniedziałek). Chyba embriolodzy się boją, że nic nie dotrwa z tych trzech do 5tej doby
nie wiem czy to dobre wieści czy nie... Mam ambiwalentne odczucia. Z jednej strony mało, z drugiej coś się jednak zapłodniło...
Oby te 3 zarodki wytrwały, chcę wierzyć, że są tak silne jak mamusia, która o nie walczy. Mam nadzieję, że mnie nie zawiodą
7dc
Ostatnio jakoś nie mam motywacji zaglądać na Ovu. Zaliczyłam jakiś spadek mocy. Jest 7dc a ja wciąż mam plamienia. Dziwna sytuacja, ale dwa miesiące temu porzuciłam tampony na rzecz podpasek i może to dlatego. Oby tylko do wizyty u ginekologa mi przeszło.
Jutro idę na pobieranie krwi, ciekawe po tam ciekawego u mnie słychać 😂. Z mężem jaja jak berety. Był dzisiaj u ogólnego z wynikami, bo te żelazo jednak ponad normę. To lekarka do niego ze ona nie wie co to oznacza i w Googlach przy nim sprawdzała co oznacza zbyt wysoki poziom żelaza. Powiedziała żeby powtórzył wyniki za 3 miesiące i się zgłosił. No ale do kogo? Do niej? Żeby go z wujkiem Google leczyła? Tyle to ja sama potrafię. 😋 Mówi do niego ze to może oznaczać niewydolność wątroby i prowadzić do jej uszkodzenia. Pytała czy bierze jakieś witaminy. Powiedział że nie, pomimo tego że oczywiście przyjmuje suple. Tragedia dziewczyny.
Ja za to mam dziś bardzo ciężki dzień. Nie cierpię zakazów. A jutro będę badać glukoze więc nie jem dzis słodkiego. A tak mnie nosilo na batonika, że ślina mi ciekla 🤤. Ostatni posiłek o 18 a teraz mnie ssie z głodu. Jutro sobie odbijemy. Mąż też gadał tylko o batoniku ale solidarnie że mną nie zjadł nic. Kochany 💕
Dziewczyny dziękuję! Bez tego całego ovufriendowego wsparcia naprawdę byłoby ciężko!
Przede wszystkim beta 73,340 mIU/ml!!!!
To oznacza prawie 284% wzrostu.
Chciałam napisać, że nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę, ale to właśnie wy i pewnie tylko wy jesteście w stanie to sobie świetnie wyobrazić.
Kto nie zna tych ton frustracji, poczucia niesprawiedliwości gdy słyszy się o kolejnym porzuconym dziecku, a jednocześnie podświadomego wrażenia, że jest się zepsutym, niepełnowartościowym, kto nie ogląda co miesiąc, od lat, wciąż na nowo białych, pustych testów, ten nie zrozumie.
Trzeci dzień jestem w świadomej ciąży
A tak naprawdę to już jakieś 5-6 dni
Dociągnę do 9 miesięcy? Nie wiem, ale będę się cieszyć każdą minutą 🥰
Koniec z testami, koniec z temperaturami, idę na fiolet!
Que será, será !
Byliśmy dziś w klinice i jest decyzja o transferze w kolejnym cyklu!!! Czyli to już za miesiąc 😁
Tak cholernie długo na to czekałam i tak cholernie było to trudne i frustrujące. Mam nadzieję, że cały mój trud i ból podczas szczepień, stymulacji, a szczególnie hiperstymulacji nie pójdzie na marne. W szczepieniach pokładam ogromne nadzieje 🙇♀️
Dziś czuję ulgę i serducho się raduje. Oczywiście jest milion zmartwień, które chodzą po głowie ale mam na to cały miesiąc. Dziś będę się tylko cieszyć 😁 A może nawet jeszcze jutro 😁 A co tam, zaszaleję 😉🎉🎆
35 dc (12 dpt) 4tc+3d
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)
Objawów ciążowych nadal brak.
@Wio jesteś niemożliwa z tymi statystkami
aktualnie ratują moją zszarganą psychikę na skraju załamania nerwowego
Nie ma sekundy, w której bym się nie zastanawiała czy są jeszcze lub jest ze mną. Dzisiaj nie wstałam w nocy ani razu na siku i od razu, od rana myślówka.. 🤦♀️ Spełnieniem marzeń byłoby mieć domowy aparat do bety, coś jak glukometr, nakłuwasz palucha i tadam po kilku sekundach jest wynik! Już wiem co bym robiła każdego dnia rano 😈 i pewnie wieczorem, no i może jeszcze popołudniu 😂 Jutro mam wizytę kontrolną u mojego napro, ma sprzęt do usg, ale nie spodziewam, że będzie na tej wizycie wykorzystany, 13 dpt to zdecydowanie za wcześnie aby było cokolwiek było widać.
Nie wiem ile Was tam jest, ale proszę zostańcie z nami
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2019, 06:47
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.