zakochanaaw A może to pomoże? 21 grudnia 2019, 08:10

Dzięki dziewczyny ❤️
N. wczoraj mówi mi, że śniło mu się, że rodze 🤣 i On w ogóle co nie zrobię czy coś to wciąż uważa, że napewno się udało 🤣 ja się na niego denerwuje bo nie chce się nakręcać a On to robi 🤣
***
Dziś 16dc, ovu wyznaczyło mi na 13dc więc jestem niby 3dpo 😳 a jeszcze tydzień temu cieszyłam się, że idę w tych dniach do gin bo zobaczymy czy są pęcherzyki...
I aplikacja wyznaczyła Mk teraz miesiączkę jeszcze na grudzień 😳 a nóż widelec będzie jednak piękne zakończenie tego roku haha ❤️
Miesiączkę mam dostać 26 grudnia niby ale dziś się dowiem co i jak bo mam zalecone branie Duphastonu od 19dc przez 10 dni więc jeśli wszystko się przyspieszyło to będę sobie hakować @ dupkiem. Zobaczę co powie gin dzisiaj.
A tak w ogóle...nie mogę się doczekać tej wizyty czy czegoś się dowiem i nigdy nie cieszyłam się tak że obca osoba będzie mi zaglądać w pusie 🤣🤣🤣
O 11:15 wizyta, będziemy pewnie koło 11 i pewnie koło tej godziny wejdziemy bo zawsze udaje nam się szybciej :)

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 20 grudnia 2019, 11:41

U nas w zasadzie bez większych zmian. Nadal więcej chorujemy niż jesteśmy zdrowi (dotyczy wszystkich domowników) . Obecnie tylko paskudny katar i kaszel gruźlika. W zasadzie samodzielnie używa już katarka do odkurzacza.
Wypisałam urlop wychowawczy. Tak będzie lepiej. Nie będę musieć prowadzić do żłobka dziecka zaraz po chorobie tylko jeszcze pozwolę mu dojść do siebie kilka dni dłużej. A że inni tak prowadząca nie całkiem doleczone dzieci... To za kilka dni znów będzie chory bo się zarazi. Wiem. Cóż skupisko dzieci wiąże się z chorobami. Z roku na rok będzie lepiej. Z rozmów widzę że koło 6 roku życia dzieci zaczynają chorować znacznie mniej.

Z nowości to mamy powoli czwórki. Dwie już wyszły do połowy i trzecia się lekko przebija. Boli go potwornie więc dostawał ibum lub paracetamol w zasadzie już profilaktycznie na noc lub w nocy. W dzień staram się nie dawać ale czasem trzeba.

Nie mówi (Poza auto -bu, kaczka -kaka I tata) ale rozumie wszystkie codziennie wyrażenia. Od "patrz lecą ptaszki" po "idź po zakupy do korytarza i zanieść je do kuchni" (pcha torbę). Wogole chciałby wszystko w domu robić. Zanosi ubrania do kosza, pakuje pralkę, pcha kosz pod suszarkę, wiesza (jako tako), wypajowuje zakupy, pcha odkurzacz i próbował trzymać rurę, odkłada rzeczy do szuflad, wyciąga rzeczy że zmywarki itd.
Denerwuje się jeśli się mu nie pozwala coś zrobić.
Ogólnie to jest porządniś. "krzyczy" na nas jeśli Gary stoją w zlewie, albo jeśli nie zapniemy zabezpieczenia na szafkach. Pamiętam że więcej osób pisało o byciu porządnickim. To pewnie klasyczny etap. Zadziwiające że dzieci są jednocześnie tak bardzo różne i tak bardzo takie same.

Pokazuje standardowe rzeczy jak oko nos lampę itd a także wywrotke koparke straż i inne pojazdy.
Przesyła ślicznie caluski, biega, lubi auta i znikopis, strażaka sama, Sygnalizuje że zrobił kupke lub rzadziej że dużo nasikal i potrzeba zmiany pieluszki. Potrafi zjeść gęsty jogurt grecki łyżeczka, choć wycina ja na takie różne sposoby że śmiać mi się chce. Widelec pięknie ogarnia ale mam taki ze skip hopa i nie jest on szczególnie bezpieczny więc rzadko daje.

Wpadłam ostatnio na pracową wigilię. Oj dużo zmian. Z jednej strony miałam ogromną ochotę wrócić natychmiast. Mam świadomość bycia trochę control freakiem dlatego poczułam straszna potrzebę trzymania ręki na pulsie, chce znać sytuację w firmie i wydziale. Np. Wnętrzności mi się skręciły na wieść że klient przedłużył kontrakt na 2lata a nie na 5 jak zawsze, a kolejne działy nie pracujące z klientem są outsorcowane do Azji. Mam potrzebę networkingu.... W razie gdyby.... Mój strach z perspektywy dużego miasta pewnie jest śmieszny. Ale w małych miejscowościach "w razie gdyby" to ogromny problem. Bo albo nie ma w czym wybierać, albo znajomości, albo firmy Janusze. Rekrutacje też nie mają nic wspólnego z profesjonalizmem. Czy w razie gdyby, to ktoś by mnie pociągnął Za sobą? Pomógł?
Pomimo że obecnie świat pracy i świat matki mi się wogole nie łączą to ta praca jest dla mnie ok. Dobrze się w niej czuje. Kierownicy są ludzcy, kodeks przestrzegany, nie ma problemu z korzystaniem że swoich praw, praca ok (może nie super ambitna ale nie to jest dla mnie juz ważne) , wiem że mogłabym się wspiąć po szczebelkach według własnej pracy a nie dzięki kawkom z odpowiednią osobą.... Nie widzę siebie gdzie indziej. I choć zaliczyłam już kilka firm to ta jest jedyną gdzie jest normalnie. I to chyba też potęguje mój strach. Byłam w tylu miejscach.... I tylko tu jest ludzko.

Oj synek wykształć się na jakiegoś nie wiem.... Dentyste czy fizjoterapia czy kogoś... Albo dobrego mechanika skoro tak kochasz auta. Byleś tylko nie musiał się bać o przyszłość i cieszyć się że masz "ludzkiego pana" tak jak ja.



Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2019, 11:46

zakochanaaw A może to pomoże? 21 grudnia 2019, 13:11

Dziękuję Niki ;)
***
Po wizycie, była owulacja piękna z prawego jajnika! Endometrium ponad 1cm! Cieszę się strasznie ;)
Od jutra Duphaston mam zacząć brać i dostałam receptę na Clo(coś tam) 😁 żeby przy następnym cyklu podrasować moje jajeczka ;) powiedziała, że wyniki N. już ładne ❤️❤️
I życzyła aby clo nie było mi już potrzebne ❤️❤️
Jestem mega zadowolona, cieszę się okropnie haha
Testowanko wypada jakoś 31.12-1.01 ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2019, 17:55

asiastokrota Wszystko było zaplanowane.... 23 września 2017, 15:33

Po inseminacjach nie udanych przyszedł czas podjąć decyzje co dalej. Rezygnacja ze starań, adopcja, pogodzenie się z losem??? Decyzja podchodzimy do in vitro. Strach i obawa co to jest, jak to będzie, skąd pieniądze, ile? Decyzje podjeliśmy. Lekarz zaproponował do wyboru klinikę w Białymstoku lub Gdańsku tam gdzie inseminacje. Wygralismy Gdańsk bo bliżej, lepsze połączenie (nie byliśmy wtedy zmotoryzowani), a przede wszystkim znajomy chaos w klinice, wiedzieliśmy czego możemy się tam spodziewać. Info przed wyjazdem znajoma po ciąży pozamicicznej z jednym jajowodem po wielu latach starań, pierwsze in vitro w Gdańsku i bach szczęście będzie bobas. Miód na nasze serca, jednak działa, ludziom się udaje. Jedziemy szybko teraz now. Pełni obaw przed nieznanym ale i pewnością że zaraz my też będziemy w ciąży. Stymulację przeszłam bez problemu, książkowo. Punkcja też, baliśmy się z mężem znieczulenia. Opieka po punkcji super, jajeczek pobranych ok 20 ( przepraszam nie chce mi się sprawdzać dokładnie). Zadowoleni, szczęśliwi wracamy do domu z terminem wyznaczonego transferu. Napięcie przez te kilka dni było ogromne. Jedziemy po nasze dzieci. Przed transferem rozmowa z lekarzem, pierwszy szok. Z naszych jajeczek przetrwał do transferu tylko jeden średniej jakości, zero śnieżynek. Pierwsz myśl jak to dlaczego przecież było książkowo??? Druga to nic przecież mamy dziecko, drugie zrobimy za 2-3 lata. Transfer się odbył, wróciliśmy do domu we troje. Przed nami dłuuuugie 14 dni. W tej klinice w ciągu 14 dni każą robić 3 razy bete (jeśli dobrze pamiętam to w 6,10 i 14 dniu po transferze). Wykupiliśmy też pakiet telefonicznych konsultacji. Po wykonaniu badania wynik skanowałam i wysyłałam do nich po czym ktoś do mnie oddzwaniał i instruował co dalej. Wynik trzech bet 0,1 nawet nie drgneło :-( Nasze rozczarowanie i ból były ogromne. Dlaczego sie nie udało? Po porażce pojechaliśmy na konsultacje. UUsłyszeliśmy że tak się zdarza, za pierwszym razem mało komu się udaje. Jak to przecież znajomym się udało, dlaczego nam nie??? Dostaliśmy całą listę badań do zrobienia 1200zł i skierowanie do immunologa. Pani nie powiedziała nic konkretnego przepisała tylko leki na krzepliwość krwi i kazała brać przed ewentualnym kolejnym podejściu i do 12 tygodnia ciąży. Leki oczywiście bez refundacji, ale nie o kasę mi chodzi bo już dawno przesałam liczyć. Są to po prostu liczby które wbiły mi się w pamięć. Wróciliśmy do domu zrezygnowania, bez nadziei, spod ciętymi skrzydłami i bez planu co dalej.... cdn

34w6d - kolejny tydzień za nami <3

We wtorek zrobili mi wreszcie usg.
- przepływy łożyżyskowe gorsze niż na II usg, lepsze niż na I usg, ale wartości zbliżone, więc uznajmy, że bez zmian;
- przepływy mózgowe były złe w II usg, teraz ok
- przepływy miednicowe prawe były złe w II usg, teraz oba miednicowe ok
-Afi z 5cm spadło na 4,4cm
-waga 1700g - wzrost ok 300g przez 3 tyg.

Generalnie nie jest gorzej niż było, a Malutka powoli, ale jednak coś tam przybiera na wadze, więc mam nadzieję, że nie głoduje tam w środku.

Co do wód, to p. doktor powiedziała, że te wartości się zmieniają, bo Maluszek może akurat coś połknął, albo jeszcze nie wysikał.

Najważniejsze, że ktg jest ok i puki mnie "na gwizdek nie wiozą na blok" to czekamy, obserwujemy.

Dziś jedna z lekarek jest na komisji oncofertility, więc w poniedziałek się okaże co z naszym bonusowym zabiegiem przy cc.

Na pytanie, czy dotrwamy chociaż do 2 stycznia, to doktor powiedziała, że na każdej sali podczas obchodu słyszy taki tekst... a my musimy do 7 stycznia z powodu tego onko.

Dzisiaj rano o 5 Malutka miała tętno 106-112 - myślałam, że zejdę na zawał. No ale nikt nie przychodził, że coś jest źle. Po 20 min. zjadłam mandarynkę i tętno wzrosło średnio 115-125, więc już byłam spokojniejsza, a przy sesji o 9 to już było idealnie czyli 130-140. Ufff.

Mam nadzieję, że Anioł Stróż czuwa nad naszym Maleństwem razem z całym zastępem Wszystkich Świętych <3

...

Był dodatkowy obchód z profesorem. Drugi raz od niego usłyszałam, że ta metoda zamrożenia tkanki daje 3% skuteczności w najlepszych ośrodkach na świecie, a takiego w promieniu 500 km nie ma ma:|
Trochę czuję się zdezorientowana. Czy w takim razie jest sens, żebyśmy się na to decydowali?
Mąż szukał, ale nie znalazł żadnych informacji o niskiej skuteczności tej metody, a w zasadzie nie ma większych statystyk, bo to jeszcze metoda tzw. eksperymentalna, ale np. Duńczycy finansują ją kobietom z problemami nowotworowymi.
Zdecydowaliśmy się, bo nie wiadomo, czy będzie w ogóle potrzebne, ale z drugiej strony jeśli się okaże, że muszę szybko podjąć leczenie, to nie będę miała czasu na stymulację hormonalną i zamrożenie komórek jajowych. A tak to mam wrażenie, że coś działamy.
Koszt jednorazowy ok. 3000 zł plus roczny abonament ok 500 zł. - czy warto przy 3% skuteczności?

Do tego m. wyczytał, że wszczepienie takiej tkanki nie tylko może uratować moją płodność, jak i może pomóc w powrocie równowagi hormonalnej. Oczywiście, jak to autoprzeszczep - może się też nie udać itd...

Nawet nie mamy się kogo sensownego poradzić :|


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2019, 14:55

Patt1002 Czekamy na Aniołka 20 grudnia 2019, 10:20

Bardzo dziekuje wszystkim, którzy tu zaglądają, którzy otaczają mnie swoim wsparciem i życzą mi dobrze. Jestem niezmiernie wdzieczna za każdy komentarz i ślad pozostawiony po sobie. Wszystkim dziewczynom, które podczytują mój pamiętnik w zaciszu, czytają tez inne pamiętniki, czy wpisy na forum, w poszukiwaniu odpowiedzi "co jeszcze mogę zrobic, by w końcu sie udało" pragnę napisać, ze nie sa tutaj nigdy same, mimo że sytuacje każdej z nas są inne, różnią sie mniej lub bardziej, łączy nas ten sam cel i te same emocje. Łączą nas łzy, łzy rozpaczy, łzy rozgoryczenia, czasem łzy szczęścia przeplecione ze łzami smutku... Łączy nas złość na to, co nas spotkało, czasem wdzięczność za ten czas, bo wiele każdą z nas nauczył. Łączy nas tutaj czasem wiecej niż z osobami, które mamy na co dzień blisko siebie... Tu znajdujemy zrozumienie, tu nikt nas nie obwinia za płacz na wieść o ciazach koleżanek, bo każda z nas wie, co dzieje sie wtedy w naszym sercu i głowie... Tu nikt nie powie "bedzie dobrze, starajcie sie itd." Bo wie, ze nie zawsze jest dobrze, a powiedzenie takie w sytuacjach totalnie beznadziejnych boli bardziej niż milczenie.... Tu znajdziemy czule wsparcie i łączność w bólu...
Bólu, którego człowiek nie będący w takiej sytuacji nie zrozumie nigdy w 100%.
To miejsce to ogrom przyjaźni.... Mozna by powiedzieć ze przecież łączy nas tylko jeden cel, a jednak rozbija sie on na wiele, wiele czynników... Kiedy kolejny raz weszlas tutaj bo Ci źle, bo masz gorszy czas, bo czujesz, ze nie masz siły dalej dźwigać tego balastu, to wiedz, ze ja tez tak czasem czuje. Ja tez placze, czasem pokryjomu spadnie mi łza, czasem w ramionach ukochanego. Pamietaj, ze trzeba walczyć... Popłacz i wstań! Jesteś najsilniejszą wojowniczką na świecie! Pamietaj o tym!
Moja droga jest przepiękna i dziekuje za nia Bogu!


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2019, 10:29

Nie wiem jak interpretować te moje testy owulacyjne.
Ten u góry to test po ok. 2 godzinach od zrobienia
Ten na dole to test po 10 minutach od zrobienia.

3659cc184a87.jpg

Wczoraj byłam u gina w szpitalu kazał mi się pojawić na USG odkąd beta spadła do 158 zaczęłam plamić przez co endometrium zmniejszyło mi się z 10 mm na 9 mm
Lekarz ostatecznie wykluczył zaśniad bo stwierdził że beta ładnie spada a tak to by skakała
Starać możemy się po dwóch miesiączkach ale uważam że z naszymi problemami to po pierwszej miesiączce i kontrolnej becie już zaczniemy
To było wczoraj
A dziś dostałam upragniona @. Jeszcze nigdy z @ tak się nie cieszyłam po świętach zrobię kontrolna betę jak będzie poniżej 5 to działamy tym razem bez spiny
Od 1 stycznia mam nową umowę na 3 miesiące a jak nam się nie uda to we wrześniu zmieniam pracę i idę do żłobka
Nie mogąc mieć więcej swoich dzieci przeleje moja miłość na zlobkowe

<3 18 tygodni i 3 dni <3

Dokładnie rok temu dowiedziałam się, że jesteś <3.

Byłam w pracy, gdy przyszły wyniki bety. Serce szalało, ale twarz była kamienna.
Po wizycie lekarza i powrocie do domu rozryczałam się ze szczęścia.
Od tego momentu często głaskałam jeszcze płaski brzuch prosząc żebyś ze mną został.

I zostałeś <3, tydzień temu skończyłeś 4 miesiące. Codziennie dziękuję losowi za Ciebie, za to że mogę patrzeć jak się zmieniasz, jak wyciągasz rączki po zabawki, jak cieszysz się dotykając naszych twarzy.

Nasz świąteczny prezencie kochamy Cię najmocniej na świecie <3 <3

12 tygodni Olusiowych ! 💕💕
Kiedy to zleciało?
Misio próbuje się już przekręcić z pleców na brzuch i odwrotnie. Dużo guga,jak się cieszy to cały aż skacze :) jeszcze się meczy niestety z katarkiem,najgorsza w sumie noc. Jest wesoły,zacieszal do chrzestnej jak u nas była.:)
Pole już zdrowa;)
Wczoraj byliśmy na zakupach. Wszystko już kupione,prezenty zdążyły dojść. Dzisiaj z Pola robimy pierniki . Jutro robię barszcz i krokiety A w poniedziałek 4 ciasta🙈 moi wtedy ubiora choinkę:)
Właśnie leżymy w łóżku z dziećmi i jest cudownie <3 Polą już zasypia sama,długo to jeszcze zajmuje ale zasypia. Olek zawsze ma drzemkę 30min.a później co najmniej godzinną przerwę . W wózku i aucie spi po 3-4h A tak to 30-to min.w domu ok.3-4 razy.

Pora wstawać bo jak zwykle teście zaraz (jakby roboty było malo).

Anuśla Musisz dać życiu szansę 2 stycznia 2021, 11:24

Cz. 3 - dom. Pierwsze kroki w rodzicielstwie, komplikacje po cc.

W domu czekały na mnie kwiaty i zdjęcie małej w ramce. Mąż pojechał jeszcze po sushi, bo cała ciążę o nim marzyłam. Mała smacznie spała. Mogliśmy zjeść, pogadać, nadal to była burza emocji. Jak dobrze być w domu, jakie to nasze gniazdko ładne. Kiedy mała zaczęła sie przebudzać pokazalam mężowi jak zmieniam jej pieluche. Oczywiście darla sie wnieboglosy. Nie znosi tej czynności. Potem ja siedziałam w salonie a mąż poszedl ja przewinąć. Słyszę jak z nia gada i nagle: ojej, co to sie stało, ojej ojej! Ide, patrze, dziecko leży w gownie i sikach. Mąż nie podwinal sobie starej pieluchy pod dupka i mała zrobiła niespodziankę na ubranka. Wszystko do zmiany, płacz i kwik. To był chrzest. Pokoncertowala jeszcze trochę, mąż w szoku, że to tak wygląda. I odtad zaczął sie nasz Armagedon. Każdy wie, że rodzicielstwo jest trudne, jednak mimo to staraczki je idealizuja. Kiedyś tak mi psycholog powiedziała i miała rację. Można snuć plany, robić wyprawki a dziecko i tak wszystko zweryfikuje. Co to było u nas?

1. Spiworek - moje dziecko będzie spalo w śpiworku, bo to najbezpieczniejsze. Nie ma innej opcji. Śpiworek okazał się za mały. Mała śpi nakryta kocykiem i rozlozonym rozkiem, który tworzy małą kołderke.
2. W łóżeczku ma być pusto, tylko dziecko i spiworek. Ponieważ uznalam, że od ściany ciągnie zimnem, założyliśmy na szczebelki otulacz. W łóżeczku śpi też Miś Szumis.
3. Nie podam smoczka do skończenia miesiaca życia. Smok podany po 2 tygodniach życia. To była ostatnia deska ratunku, by liznac snu.
4. Będę używać pieluch wielorazowych. W praktyce połowa z nich okazała sie za mała na nasza duża córe, a drugą połowę zakladam o wiele rzadziej niż powinnam. Mała strasznie krzyczy przy przewijaniu, potrafi sie zanieść i po prostu nie mam czasu żeby ułożyć ładnie wkład i otulacz.
5. Nie będę jeździć z dzieckiem z tylu auta bo to niebezpieczne. Na święta jechaliśmy do teściów 1h40 i nie wyobrazalam sobie zostawienia jej z tylu samej, mimo że mamy zamontowane lusterko.
Przykłady pewnie będą sie mnożyć.

Jak wygladaja początki z dzieckiem? Człowiek jest ledwo żywy z braku snu, głowa leci i od razu sie coś sni. Zapomina się o swietach, koronie, o swiecie w ogóle. Oprócz oszałamiającej miłości pojawia sie uczucie strachu. Każda jej łza to rana w naszym sercu, każdy ból brzuszka to bezsilny płacz rodzica. Każde stekniecie- jesteśmy przy łóżeczku. Czy tak już będzie zawsze? Czy strach o dziecko kiedykolwiek mija? Nie wierzyłam w to. Byleby tylko zajść i urodzić. Reszta sie nie liczy. A teraz ta reszta przyslania wszystko.

Ogromna potrzeba karmienia piersia. Mój pierwszy tydzień w domu stal pod znakiem laktatora. W dzień i w noc.

2 dni po wyjsciu ze szpitala przyjechali teściowie. My pojechalismy na zdjęcie szwów. Położyłam sie na kozetce i już z niej nie wstałam. Ból żeber okropny. Pielegniarka zawolala lekarke. Mówi, że mam chyba żebro złamane. Lekarka mówi, że nawet jak mam to nic sie na to nie poradzi. Pielęgniarka mówi, że ona wie jedno, pani jest cierpiaca i ona jej tak z gabinetu nie wypuści. Doktorka zmiekla. Zadzwoniono po karetkę i zawieziono mnie na sor. Ta pielegniarka powinna dostać medal i podwyżkę. Na sorze lekarz wkurzyl sie, że mnie przywiezli, bo bede siedziec z covidami. Chyba nie wierzyl w to żebro. Po rtg mia już głupia mine: Nie wiem jak pani to zrobila, ale ma pani 3 zebra złamane. Chyba musze zadzwonić na ta ginekologie i zapytać co oni wyprawiają.
Rozplakalam się. Jak ja będę sie opiekowac mała, czy pójdę do szpitala? Nie, nie musze iść do szpitala, żebra sie same zrosna, mam nie nosić dziecka jak boli. Zrobil mi jeszcze usg żeby sprawdzić czy zebra nie uszkodzily narzadow wewnętrznych. Na szczescie nie ma przemieszczenia, więc nie.
Teść rozmawiał z sasiadem ginekologiem. Ponoć zdarza sie to nawet przy cc. Naciecie w brzuchu jest małe i na samym dole, jeśli dziecko jest duże to przy pchnięciu żebra łatwo można złamać. Tak chcialam żeby mój gin robil mi cc, wszystko było zgodnie z planem, a on mi żebra polamal. Nie winie go jednak, zdarzyło sie, może popelnil blad, może nie. Moze Klara tak była ułożona. Położna mówi, że mam piekne ciecie i blizne jakbym nie miala operacji. Więc mu wybaczam. Mam żal jednak do lekarzy na obchodzie. Zglaszalam ogromny bol żeber dwa razy i nikt sie tym nie zainteresowal. W wyniku tego nosilam 4 kg dziecko przez caly tydzien, mogłam sobie zrobić krzywdę i na pewno przez to dłużej sie beda zrastac. Dziewczyny z forum radza, żeby skarżyć szpital. Przymierzam sie do tego, ale czasu brak. Nie chciałabym też robić problemów swojemu ginowi. Z drugiej strony może przestaliby lekceważyć skargi pacjentek. Choć na opieke nie moge narzekac, wręcz przeciwnie. Niestety zglaszalam ból żeber mlodym lekarzom na wieczornych obchodach zamiast na porannym obchodzie glownym, gdzie profesor był naprawdę zaangazowany. Cc wspominam pieknie, szkoda ze taki cień na nią padł.
Do domu wróciłam z sor w fatalnym stanie psychicznym. Ryczalam przy tesciach. Dlaczego w ciągu 2 lat znów spotyka mnie złamanie? I to w takim momencie, wszystko bedzie na barkach męża.
A jednak tego dnia wydarzyl sie cud. Przyszedl nawal pokarmu, a mała zaczęła pić. Mimo swojego nieszczęsnego wedzidelka! Ta noc byla jednak mega ciężka, bo mała plakala, chciała cyca, a ja nie moglam sie nawet obrócić w łóżku jak mąż mi ja przystawial. Ból zapierajacy dech w piersiach. W końcu musial jej podac mm.

Oprócz przygody z zebrami ostatnio na wizycie u fizjo dowiedziałam sie, że rozszedl mi sie miesien prosty brzucha. Tak ze tylko czekac aż mi wyskoczy przepuklina albo zaczne sikac pod siebie. Cudownie.... Muszę ćwiczyć, ale martwi mnie to...

Dodatkowo teraz, kiedy zaczęliśmy wpadać w jakikolwiek rytm, zaczęły sie kolki. Nie życzę nikomu. Dziecko pręży sie, wykręca, widać ze cierpi, płacze ciągiem kilka godzin. Nie ma nic bardziej bolesnego niż patrzeć na cierpienie swojego dziecka. Ale musimy to przejść. Zastanawiam się czy może z moim mlekiem jest coś nie tak? Może mała ma nietolerancje na laktoze? Chcialam zamówić do domu cdl, bo może zle przystawiam mała, ale ta najlepsza w Krk nie przyjedzie bo covid. Muszę szukać dalej...

Kilka dni temu podcielismy wedzidelko. Myślałam że zemdleje jak widzialam jak chirurg pakuje spiczaste nożyczki do buzki mojego dziecka. Teraz ćwiczymy co 4 godziny, miedlimy jej palcami w buzce, bo ćwiczenia to połowa sukcesu.

Zaliczylismy też sesje zdjeciowa, już nie mogę sie doczekać fotek. Kiedy tak siedzieliśmy w studio, a fotografka rozebrala malutka i zaczęła cykac zdjecia, strasznie chciało mi sie ryczec. Że oto my, ktorym wiatr tak długo wial w oczy, siedzimy u fotografa na sesji z nasza córeczka. Czy to prawda? Muszę sie szczypac cały czas.

Klarcia jest cudna, słodka, bystra, już wodzi oczkami za przedmiotami. Jest też niezwykle silna, potrafi już sie z boku na brzuch przewrocic, co akurat mnie o palpitacje serca przyprawia. Żeby jej tylko brzuszek nie bolal to ja zniose wszystko, nieprzespane noce, zmeczenie, zlamane żebra. Niech ja tylko nic nie boli. Człowiek przeszedl tyle trudnych etapów w walce o rodzicielstwo, a okazuje sie, że ten najtrudniejszy jest właśnie teraz. Kiedy towarzyszy nam ciągły strach o nią.

Na koniec wrzucam zdjęcie naszej dziewczynki i życzę Wam dziewczyny noworocznych cudów!

40c3e415beb5.jpg

zakochanaaw A może to pomoże? 22 grudnia 2019, 11:14

Mój wczoraj postanowił opić dziecko... Tak dziecko, którego nie ma i nie wiadomo czy będzie 🤣 ale On się tak cieszy i myśli pozytywnie, że on już opija dziecko... Ok 😳
I tak się upił, że w nocy wymiotował i spał na kanapie bo nie chciał mi chuchać i nie chciał bym słyszała jak jęczy 🤣 a ja spałam sobie z kotkami i nawet nie zauważyłam, że go nie ma 🤣 nad ranem wstałam zobaczyłam, że śpi na kanapie to wyciągnęłam drugą kołdrę i go przykryłam bo biedny pod kocykiem spał 🤣
Rano jak się obudzialam to słyszałam jak wstał i gadał do siebie "jestem obrzydliwą, pijacką świnią"
A ja ogarnęłam kuchnię, naczynia, wymyłam piekarnik, upiekłam pierniczki a teraz je dekoruje 😍

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 22 grudnia 2019, 01:13

Nadchodzą święta. Co drugie święta spędzamy z moja rodziną w Polsce. Dokładnie 2 lata temu, kiedy właśnie spędzaliśmy czas w moim rodzinnym domu, dostałam dziwnych plamień przed planową miesiączką. To była pierwsza taka sytuacja podczas starań, dlatego oczywiście pozwoliłam sobie na myśl, ze być może to dobry znak, lecz do samego końca nie pozwoliłam sobie na prawdziwa nadzieję, zachowałam zimna krew, czekałam na okres. Ten przyszedł w terminie, kiedy byłam jeszcze w Polsce, powiedziałam mężowi „to znów nie tym razem”. Wróciliśmy do siebie, ale przedmiesiączkowe plamienie nie przekształciło się w prawdziwy okres po dwóch dniach, jak to zwykle miało miejsce. Był ranek 30 grudnia, wybieraliśmy się na Sylwestra do znajomych, stwierdziłam, ze nie zaszkodzi zrobić test ciążowy, mały paseczek dołączony do testów owulacyjnych. Zrobiłam go, odłożyłam i poszłam zrobić poranną toaletę. Potem sobie o nim przypomniałam i mnie zamurowało, kiedy ujrzałam drugą blada kreseczkę .

Dziś jesteśmy znów w rodzinnym domu, ja z synkiem, mąż wkrótce dołączy. I tak jak dwa lata temu dostałam plamienia przed planową miesiączką. Tak jak przed dwu laty zaświeciła mi się żaróweczka... lecz tym razem emocje, jakie mi towarzyszą, nie są takie jak wtedy. Teraz nie mam nadziei, lecz trochę się boje. Boje się, ze to ciaza i ze sobie nie poradzimy. Nie planowaliśmy zajść w ciąże. Jeszcze nie teraz. Jestem w trakcie szukania pracy, obecnie jestem na bezrobociu. Mały ma nieco ponad rok, nie przesypia nocy. Chyba nie byłabym gotowa.
Jednak pragnę drugiego dziecka, gdybym tylko była pewna, ze poradzimy sobie finansowo... Napisałam wczoraj mężowi, ze trochę panikuje, ze byliśmy mało ostrożni w tym miesiącu, ze boje się, przecież nie mam pracy, a kto zatrudni ciężarną? Mąż mnie uspokoił, powiedział, ze nie ma sensu tak panikować, a nawet jeśli, to wszystko się ułoży, to znaczy ze tak miało być. Dodał też, ze uprawialiśmy seks z miłości, dla przyjemności i byłoby to dziecko z miłości. Chyba nie zdawałam sobie sprawy, ze starania o dziecko nie były dla niego samą przyjemnością. Pilnowałam owulacji, kiedy były dni płodne, alarmowałam, to nie było zbyt romantyczne.
Po tym jak mąż mnie upewnił, ze wszystko będzie dobrze, jakkolwiek nie potoczyłyby się losy, zaczęłam marzyć. Niepewnie marzyć.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2019, 09:24

5tc+3d (19 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)

W sumie macie rację, co ma być to będzie i tak też powiedzieliśmy rodzinie, w zapeszanie nie wierzę, ale w moc modlitwy już tak, a teraz będzie kilka osób, które dodatkowo będą się modlić za nasze dzieci. Liczba mnoga użyta z pełną premedytacją, wczoraj dowiedzieliśmy się, że lekarz na usg znalazł dwa zarodki w obydwóch biły już malutkie serduszka ❤️

Nadal w to nie mogę uwierzyć, ale jestem w trzypaku!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2019, 10:46

asiastokrota Wszystko było zaplanowane.... 24 września 2017, 22:36

Pisząc ten pamiętnik liczyłam na oczyszczenie, nie sądziłam, że będzie tak trudno....Pół dnia myślę co i jak napisać dalej. Jak przekazać to wszystko, jakie słowa dobrać. Jak emocje ubrać w słowa i płacze....

Moje roztargnienie w ostatnim czasie sięga zenitu. Wczoraj odniosłam brudne naczynia do łazienki, dzisiaj jak robiłam kawę to otworzyłam mleczko i zamiast wlać je do kubka to wyrzuciłam je do kosza... 🤦 Chyba jakieś przesilenie wiosenne mnie dopadło.

Księgowa Pamiętnik, by nie zapomnieć 28 października 2021, 21:49

19+5 USG połówkowe

Dzisiaj nadszedł ten dzień, w którym miałam się wyłącznie cieszyć, a nie stresować. Niestety we wtorek usłyszałam od lekarza, że moje dzieciątko ma niemiarową akcję serca i wypisal skierowanie, aby to sprawdzić. Możecie sobie zatem wyobrazić, co myslalam sobie przez te dwa dni - zamiast się cieszyć, że zobaczę na lepszym sprzęcie swoje dziecko, to ja znów się martwiłam, czy wszystko będzie dobrze.

Na badanie weszliśmy chwilę po czasie, ale nic nie szkodzi. Lekarz przeczytał skierowanie i przystąpił do badania. Nie omieszkał pomarudzic na moją wagę (+1,5kg od początku ciazy), ale się tym nie przejęłam. 😉

Okazało się, że serduszko jest idealne! Wszystko mieści się w normach, żadnych odchylen. Pan Doktor powiedział, że rzadko zdarza mu się zebrać tak dokładnie, wszystkie pomiary serca, ale z racji mojej budowy było to możliwe 😉. Dodał też, że mogę po porodzie spodziewać się szybciej owulacji, bo Panie "takiej urody i budowy" tak mają.
Zaśmiałam się, że wcale mi to nie przeszkadza.

Reszta badania - w porządku. Wszystko super 😍 nie mogło obyc się bez rozluźnienia atmosfery (UWAGA! żart polityczny) :
- a tutaj mamy szparkę,
- czyli mamy dziewczynkę?
- nie spotkałem nigdy żadnego mężczyzny ze szparka. No może poza "prezesem", ale o chorych ludziach nie mówi się źle 😂

W ten oto sposób dowiedzieliśmy się, że pod moim sercem mieszka sobie mała Zuzanna, która dzisiaj ważyła 275g, a jej serduszko biło 145 razy na minutę, co jest pięknym wynikiem ❤️

Teraz jestem już spokojna o jej serduszko, została tylko ta moja skracająca się szyjka, ale przy zdrowym dziecku, to będzie już pikuś - wiem to!

A tutaj zdjęcie dla cioć:
0082ad31bd84.jpg

Zostało 10 dni do wizyty. Te ostatnie dni będą się na pewno ciągnęły w nieskończoność. Czekam niecierpliwie. Czasem zaboli mnie podbrzusze ale ogólnie czuje się dobrze. Dzisiaj podbrzusze boli tak dziwnie.. nie potrafię tego określić. Trochę jak na miesiączkę, trochę tak jakby był pęcherz pełny, trochę mięśnie brzucha. Nie wiem jak przetrwam czas do usg... Wg aplikacji dzisiaj już 5+3. W poprzedniej ciąży dokładnie w tyg tygodniu i dniu ciąży byłam na usg i był pęcherzyk 1cm. Za parę dni już było serce. Czekam czekam czekam

Czwartek 29 dc / 29 cs - 1 cykl po histeroskopii

Dziękuję dziewczyny, ale nie mam już żadnych złudzeń.

Drugi dzień plamień. .. Żadne to plamienie implantacyjne, tylko zbliżająca się miesiączka. Dziś ostatni dzień estrofemu i luteiny.

Nie pomogła histeroskopia, nie pomogła podwójna owulacja, nie pomogły leki, nic nie pomaga. 29 cykli starań!! 34 lata rocznikowo na karku. Na litość boską, za co??!!! Człowiek stara się być dobry, wyznaję karmę dobra i uczciwości i takie coś?

Statystyki są okrutne...wg nich po takim czasie z niepłodnością idiopatyczną może chyba pomóc tylko cud. Widocznie nie zasłużyłam sobie na niego.
Będę starą, zgorzknałą babą z kotami, psami , kozami i innym zwierzakami !! Czas zaakceptować swój los. Wam kibicuję mocno, siebie już pogrzebałam.

Poziomka6 Wieczne czekanie 22 grudnia 2019, 19:36

Mam doła. Nie chce mi się jechać na święta i oglądać dzieci kuzynek. Unikam małych dzieci, a tu chyba nie da rady się wykręcić.
Oglądam love actually, pije piwo i jem chipsy. Dawno już nie jadłam niezdrowych chipsów, bo przecież kobietom starającym się o dziecko nie przystoi jeść takich rzeczy. Męża wysłałam do sklepu po kolejne piwo. Może po kolejnym nastrój mi się poprawi.
Trzeba sobie jakoś radzić w okresie przedświątecznym.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)