Jestem po monitoringu. Lewy jajnik - pecherzyk 20mm. Endometrium 7mm. Wg lekarza owulacja powinna wystąpić w ciągu 3/4 dni. Temperatura niska jak przed owu, bo zaledwie 35,97 dziś o 7 rano. Testy owulacyjne wciąż negatywne. Raczej jak już wyschna to 2 kreska jest widoczna. Dziś bardziej niż wczoraj, no ale niby wynik powyżej 10 minut jest nie ważny. Od razu po zrobieniu jej nawet nie ma. Plan jest taki że weekend będziemy mieć intensywny ❤ ♥ ♥ ♥ ♥.
W poniedziałek kolejny monitoring. Żeby sprawdzić czy pecherzyk pękł.

Jestem zadowolona. Byłam pierwszy raz u tego lakarza we wtorek. Dziś monitoring w szpitalu, w poniedziałek to samo. To była jego inicjatywa. Ja za konsultacje w szpitalu nie płacę ani grosza. Za pierwszą wizytę też nic bo na lux med byłam. Nawet jeśli się nie uda w tym cyklu to i tak czuje ze trafiłam na cudownego lekarza.

Trzymajcie kciuki 🤞🏻 ✊🏻🤞🏻✊🏻

Wczoraj mąż zadzwonił do Gyncentrum i umówił się na najbliższy możliwy termin na rozszerzony seminogram 💜
Wizytę ma 03.03 także proszę o kciuki 🙏🏻🙏🏻🙏🏻💜💜💜

Anuśla Musisz dać życiu szansę 20 grudnia 2019, 06:51

Mąż wczoraj gadał ze swoja mamą przez telefon i powiedział jej, że podchodzimy do ivf. Zdziwilam sie, bo on raczej nie jest wylewny. Chyba czuł potrzebe podzielenia się tym, a z kim jak nie z mamą. Moi tesciowie sa ludzmi oswieconymi i popierają nas, zaproponowali pomoc finansowa, ale damy sobie radę sami. Pieniążki na dziecko mogą dac, lozeczko czy wózek. Trochę mi lżej wiedząc ze wiedzą, ale czy nie jest to dodatkowa presja? Hmm nie wiem, chyba jednak bardziej czuje ich wsparcie i dobra energie, bo przeciez z całego świata to nam życzą najlepiej.

Umówiłam się do kliniki na 7.01. Miałam przyjść w 18 dc więc chcialam 3.01, ale doktor mial już ponad komplet, nie robilam więc szopek, przyjde 7, bo i tak wiem ze od 18 dc mam lykac estrofem. Przynajmniej ludzka godzina- 16.30, nie trzeba w pracy kombinowac. Zapytalam czy w trakcie stymulacji też będzie taki problem to pani powiedziała ze w trakcie stymulacji musze mieć usg i nie ma zmiluj. Więc muszę się nastawic na dziwaczne godziny. Tyle dobrze że mam klinike niedaleko domu, to bede brala prace z domu i wskocze sobie do kliniki.
Dziś jedziemy w góry na weekend, potem morze. No cóż, z całą pewnością nasze dziecko bedzie wloczykijem.

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 2 stycznia 2020, 22:05

Dziś powinien być mój pierwszy dzień w pracy. Nie widzę tego. Dobrze ze jest wychowawczy.

Na wizycie 23.12 dostaliśmy od lekarza pozwolenie wyjścia z domu po 2tygodniach suedzenia i pójścia na wigilię. Całkiem zdrowy nie był ale poprawa była znaczna. Tylko kazała nam się minąć z dziećmi szwagierki u teściowej bo one też chore. W dodatku młodszy na salmonelle

Świat jednak u nas nie było. Zaczęło się od rzadkiej kupy po obiedzie w wigilię. Jeszcze nie wiedzieliśmy co będzie potem. Rzadkie kupy, nawet takie wyglądające podejrzanie, przecież się zdarzają. Wigilia u teściowej ok. Byliśmy tylko my. Synek miał mało humoru. U moich rodziców tez ok biorąc pod uwagę atmosferę i takie tam. Synek jednak osowiały. Prawie zero uśmiechów. Jakis taki był cichy, kładł się, nie chciał jeść . Zachowywał jak nie on. Nawet nie chciał zabawy w samolot. Myśleliśmy że może zmęczony. Choć zmęczony też zachowuje się inaczej. No ale w nocy się wyjaśniło. Obudził się o nietypowej porze. Dostał mleko i jak rzygnął to nie wiedziałam że taki mały brzuszek może tyle pomieścić. Poszło na dywan, który przemukł aż na wylot, a był dość gruby. Wyrzuciliśmy go Do kosza. Potem kupa wyciekajaca nogawkami.
I tak kolejne dni.
Spanie - czuwanie, żeby spał na boku bo strach przed wymiotami. Zmiana pampersow na śpiocha.
Potraw lekkich, typowo "na brzuszek" nie chcial jeść. Jadl więc ziemniaki i gotowana marchewkę z groszkiem. Też w miarę zatwardzajace. Lekarzy nie było przez święta. Nawet dyżuru.
Nie wiedzielismy czy dalej podawać antybiotyk i inhalacje ale wyszło tak że nie daliśmy. Bo jak tu dać lek na pusty żołądek? Obstawiam że winowajaca jest jeden z leków (mało zjadł więc to nie kwestia wymieszania potraw itp) To ten sam co miał w szpitalu i wtedy też miał biegunkę. Choć nie aż taka jak ta.

Niestety kolejne nieudane święta, choć i tak było lepiej niż rok temu. W zeszłym roku z niespełna Trzy miesięcznym dzieckiem to był koszmar. Tym razem gdyby nie choroby byłoby całkiem spoko. Może za rok.... ?

Sylwester w sumie ok. Posiedzieliśmy w domu. Ja robiłam synkowi sweterek na drutach, mąż grał na Xboksie. Fajerwerki nie obudziły malucha, choć jak już wstał na swoje mleko to potem dobrze ponad godzinę się wiercił i nie mógł spać. Od pewnego czasu się mu tak zdarza że po mleku ciężko mu znowu usnac. Strasznie to frustrujące i nie wiem od czego zależy.

Zauważam pierwsze oznaki neofobii. Pewnie winowajca jest trochę mój styl gotowania. A dokładnie to jeśli robię jakąś potrawę dwa razy w miesiącu to uważam że to bardzo często. Choć i tak repertuar mi się uszczuplił bo nijak nie dostosuję dla małego dziecka pieczonego schabu albo gołąbkow, a dania typu risotto trudno mu zjeść. No nie lubię ciągle tego samego jeść i tyle. Uśmiecham się zawsze tylko jak słyszę klepanie kotletow w niedzielę rano. O ile prościej (z planowaniem, zakupami, resztkami, bez myślenia co by tu zjeść ) jest ludziom że stałym menu. W piątek zawsze smażona ryba, potem schabowy z muzerią, rosół i jego transformacja w pomidorowa.... :) no i dzieci też zawsze wiedzą co jest na talerzu. A mój biedak jak ostatnio dostał mizerię czy pankejka to nie chciał dotknąć bo nie wiedział co to. Ale jak się już odważył to szamał aż miło.


W tych całych chorobach zorientowałam się że od miesiąca nie rozmawiałam z przyjaciółką. Cóż dorosłe życie.... Zdarza się. Ale że kartki na święta nie było.... Napisałam zapytać czy wszystko ok. Niestety nie. Odkleiło się łożysko i miała nagle cięcie. Angielscy partacze... Już od 20tyg miała krwawienia a oni nic. Dziecko trochę ponad 650g. Już przybral na wadze ale nagle pogorszyło się oddychanie. W sumie nic więcej nie wiem, nie chciałam dręczyc pytaniami. A zdjęcie... Boże aż się poplakalam a wysłala takie z dobrego dnia. Bez rurek.




asiastokrota Wszystko było zaplanowane.... 22 września 2017, 13:20

Dzięki dziewczyny za komentarze, nie spodziewałam się że wogule ktoś zechce to czytać a już na pewno nie, że tak szybko :-)
Anakin moje określenia dotyczą tamtej mnie, innej właśnie nieładnej i nieciekawej. Teraz jest zupełnie inaczej. Jestem i czuje się ładna, mądra, ciekawa, kolorowa a przede wszystkim SILNA.
Anuśla uważam że ktoś obmyślił dla nas drogę, jakiś plan ale nie sądzę by się z nas śmiał.
IngaG mam nadzieję że się nie rozczarujesz historią....

Poziomka6 Wieczne czekanie 2 marca 2020, 20:58

W głowie już mam plany co zrobię jak się uda. Nie mogę się ich pozbyć, pomimo tego że raczej za pierwszym razem się nie udaje, do tego w niepłodności idiopatycznej chyba jest mniejsza skuteczność on vitro. Nie mogę sobie pozwolić na plany "co zrobię po pozytywnym teście", bo jak się nie uda to będzie taka porażka że się nie pozbieram.
Mąż już mnie pyta w którym miesiącu ciąży będę w sierpniu, bo on by chciał pojechać na kilka dni na festiwal, ale jak będę w zaawansowanej ciąży to przecież mnie nie zostawi samej.

35dc
Po co brałam tą zasraną luteinę? 8 dzień plamień, czyli okres dostanę tak jak zawsze. Już powinien w sumie być. Chociaż ostatnio dostałam 38dc. Nigdy więcej żadnej luteiny.
A tak w ogólnie to mija 11 dzień od jej odstawienia, więc serio okres powinien już być. Co więcej, te plamienia dzisiaj są bardzo słabe, prawie żadne. Wkładka czysta, coś tam na papierze widać i to nie bardzo. To jest tak irytujące


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2020, 15:46

2 doba zarodków

4 mam dobrej jakości
1 słabszej

Tamten ostatni niestety padł.
Ostateczny werdykt będzie w poniedziałek, wtedy mam dzwonić. Oj ciężko weekend mnie czeka jak nic.
Albo zostanę z zarodkami albo niczym.
Oby dały radę moj czynnik do 3 doby i M do 5.
Ps muszę skończyć czytać książkę która rozpoczęłam w grudniu. To jest odpowiedni czas.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia 2020, 14:45

gosiulla Nie takie to proste jak mówili 20 grudnia 2019, 09:03

32+0

Ale ten czas leci !

Wczoraj miałam wizytę kontrolną u gina i omówienie wyników badań.
Generalnie: morfologia, na łeb na szyje ,spada w dół, ciśnienie jak na mnie bardzo niskie, szyjka skrócona - około 2cm.
Mój lekarz nie traci poczucia humoru i mówi że generalnie jest OK ale... i tutaj trochę nowych witaminek wdrażam do swojego menu. Uh.. ale czego się nie robi dla bąbelka?

Opowiedziałam lekarzowi o moich schizach, ze nagle ciągle mam potrzebę sprzątania każdego kurzy. Odparł mi żebym tak nie świrowała teraz ze sprzątaniem, najwyżej po 36 tygodniu będę mogła polerować podłogi i robić inne porządki :P

Wczoraj przyszła też do nas paczka od rodziny ze stanów. Poprosiłam ich o kilka książeczek, zalezy mi aby maluch od początku miał styczność z angielskim. I te książeczki są tak bajeczne, że wczoraj się złapałam na tym że sama się zasiedziałam przeglądając i dotykając je (niektóre mają takie wstawki, z różnymi teksturami ! super sprawa!) :)

Zamówiłam też łóżeczko dla Maksa, ale okazało się że dopiero będzie produkcja w styczniu: w połowie albo pod koniec. Ale nic, najwyżej kilka nocy maluch spędzi w gondoli lub w starym łóżeczku od mojej siostry (chociaż mam obawy o bezpieczeństwo tego łóżeczka).

z rzeczy codziennych i przyziemnych:
Zaraz święta. Nie mam weny twórczej jakoś. Zrobiłam pierniczki - ale bez dekoracji bo nie lubię jeść tych lukrowanych, a teraz od dwóch dni zbieram się do zrobienia śledzi korzennych (moja specjalność). Niby nie dużo mam do przygotowania a tak opornie idzie !


Gdybym wpadła w wir gotowania czy czegokolwiek przedświątecznego, życzę Wam Mamuśki i Przyszłe Mamuśki Wesołych i SPOKOJNYCH świąt, z bliską osobą obok siebie.

zakochanaaw A może to pomoże? 21 grudnia 2019, 08:10

Dzięki dziewczyny ❤️
N. wczoraj mówi mi, że śniło mu się, że rodze 🤣 i On w ogóle co nie zrobię czy coś to wciąż uważa, że napewno się udało 🤣 ja się na niego denerwuje bo nie chce się nakręcać a On to robi 🤣
***
Dziś 16dc, ovu wyznaczyło mi na 13dc więc jestem niby 3dpo 😳 a jeszcze tydzień temu cieszyłam się, że idę w tych dniach do gin bo zobaczymy czy są pęcherzyki...
I aplikacja wyznaczyła Mk teraz miesiączkę jeszcze na grudzień 😳 a nóż widelec będzie jednak piękne zakończenie tego roku haha ❤️
Miesiączkę mam dostać 26 grudnia niby ale dziś się dowiem co i jak bo mam zalecone branie Duphastonu od 19dc przez 10 dni więc jeśli wszystko się przyspieszyło to będę sobie hakować @ dupkiem. Zobaczę co powie gin dzisiaj.
A tak w ogóle...nie mogę się doczekać tej wizyty czy czegoś się dowiem i nigdy nie cieszyłam się tak że obca osoba będzie mi zaglądać w pusie 🤣🤣🤣
O 11:15 wizyta, będziemy pewnie koło 11 i pewnie koło tej godziny wejdziemy bo zawsze udaje nam się szybciej :)

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 20 grudnia 2019, 11:41

U nas w zasadzie bez większych zmian. Nadal więcej chorujemy niż jesteśmy zdrowi (dotyczy wszystkich domowników) . Obecnie tylko paskudny katar i kaszel gruźlika. W zasadzie samodzielnie używa już katarka do odkurzacza.
Wypisałam urlop wychowawczy. Tak będzie lepiej. Nie będę musieć prowadzić do żłobka dziecka zaraz po chorobie tylko jeszcze pozwolę mu dojść do siebie kilka dni dłużej. A że inni tak prowadząca nie całkiem doleczone dzieci... To za kilka dni znów będzie chory bo się zarazi. Wiem. Cóż skupisko dzieci wiąże się z chorobami. Z roku na rok będzie lepiej. Z rozmów widzę że koło 6 roku życia dzieci zaczynają chorować znacznie mniej.

Z nowości to mamy powoli czwórki. Dwie już wyszły do połowy i trzecia się lekko przebija. Boli go potwornie więc dostawał ibum lub paracetamol w zasadzie już profilaktycznie na noc lub w nocy. W dzień staram się nie dawać ale czasem trzeba.

Nie mówi (Poza auto -bu, kaczka -kaka I tata) ale rozumie wszystkie codziennie wyrażenia. Od "patrz lecą ptaszki" po "idź po zakupy do korytarza i zanieść je do kuchni" (pcha torbę). Wogole chciałby wszystko w domu robić. Zanosi ubrania do kosza, pakuje pralkę, pcha kosz pod suszarkę, wiesza (jako tako), wypajowuje zakupy, pcha odkurzacz i próbował trzymać rurę, odkłada rzeczy do szuflad, wyciąga rzeczy że zmywarki itd.
Denerwuje się jeśli się mu nie pozwala coś zrobić.
Ogólnie to jest porządniś. "krzyczy" na nas jeśli Gary stoją w zlewie, albo jeśli nie zapniemy zabezpieczenia na szafkach. Pamiętam że więcej osób pisało o byciu porządnickim. To pewnie klasyczny etap. Zadziwiające że dzieci są jednocześnie tak bardzo różne i tak bardzo takie same.

Pokazuje standardowe rzeczy jak oko nos lampę itd a także wywrotke koparke straż i inne pojazdy.
Przesyła ślicznie caluski, biega, lubi auta i znikopis, strażaka sama, Sygnalizuje że zrobił kupke lub rzadziej że dużo nasikal i potrzeba zmiany pieluszki. Potrafi zjeść gęsty jogurt grecki łyżeczka, choć wycina ja na takie różne sposoby że śmiać mi się chce. Widelec pięknie ogarnia ale mam taki ze skip hopa i nie jest on szczególnie bezpieczny więc rzadko daje.

Wpadłam ostatnio na pracową wigilię. Oj dużo zmian. Z jednej strony miałam ogromną ochotę wrócić natychmiast. Mam świadomość bycia trochę control freakiem dlatego poczułam straszna potrzebę trzymania ręki na pulsie, chce znać sytuację w firmie i wydziale. Np. Wnętrzności mi się skręciły na wieść że klient przedłużył kontrakt na 2lata a nie na 5 jak zawsze, a kolejne działy nie pracujące z klientem są outsorcowane do Azji. Mam potrzebę networkingu.... W razie gdyby.... Mój strach z perspektywy dużego miasta pewnie jest śmieszny. Ale w małych miejscowościach "w razie gdyby" to ogromny problem. Bo albo nie ma w czym wybierać, albo znajomości, albo firmy Janusze. Rekrutacje też nie mają nic wspólnego z profesjonalizmem. Czy w razie gdyby, to ktoś by mnie pociągnął Za sobą? Pomógł?
Pomimo że obecnie świat pracy i świat matki mi się wogole nie łączą to ta praca jest dla mnie ok. Dobrze się w niej czuje. Kierownicy są ludzcy, kodeks przestrzegany, nie ma problemu z korzystaniem że swoich praw, praca ok (może nie super ambitna ale nie to jest dla mnie juz ważne) , wiem że mogłabym się wspiąć po szczebelkach według własnej pracy a nie dzięki kawkom z odpowiednią osobą.... Nie widzę siebie gdzie indziej. I choć zaliczyłam już kilka firm to ta jest jedyną gdzie jest normalnie. I to chyba też potęguje mój strach. Byłam w tylu miejscach.... I tylko tu jest ludzko.

Oj synek wykształć się na jakiegoś nie wiem.... Dentyste czy fizjoterapia czy kogoś... Albo dobrego mechanika skoro tak kochasz auta. Byleś tylko nie musiał się bać o przyszłość i cieszyć się że masz "ludzkiego pana" tak jak ja.



Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2019, 11:46

zakochanaaw A może to pomoże? 21 grudnia 2019, 13:11

Dziękuję Niki ;)
***
Po wizycie, była owulacja piękna z prawego jajnika! Endometrium ponad 1cm! Cieszę się strasznie ;)
Od jutra Duphaston mam zacząć brać i dostałam receptę na Clo(coś tam) 😁 żeby przy następnym cyklu podrasować moje jajeczka ;) powiedziała, że wyniki N. już ładne ❤️❤️
I życzyła aby clo nie było mi już potrzebne ❤️❤️
Jestem mega zadowolona, cieszę się okropnie haha
Testowanko wypada jakoś 31.12-1.01 ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2019, 17:55

asiastokrota Wszystko było zaplanowane.... 23 września 2017, 15:33

Po inseminacjach nie udanych przyszedł czas podjąć decyzje co dalej. Rezygnacja ze starań, adopcja, pogodzenie się z losem??? Decyzja podchodzimy do in vitro. Strach i obawa co to jest, jak to będzie, skąd pieniądze, ile? Decyzje podjeliśmy. Lekarz zaproponował do wyboru klinikę w Białymstoku lub Gdańsku tam gdzie inseminacje. Wygralismy Gdańsk bo bliżej, lepsze połączenie (nie byliśmy wtedy zmotoryzowani), a przede wszystkim znajomy chaos w klinice, wiedzieliśmy czego możemy się tam spodziewać. Info przed wyjazdem znajoma po ciąży pozamicicznej z jednym jajowodem po wielu latach starań, pierwsze in vitro w Gdańsku i bach szczęście będzie bobas. Miód na nasze serca, jednak działa, ludziom się udaje. Jedziemy szybko teraz now. Pełni obaw przed nieznanym ale i pewnością że zaraz my też będziemy w ciąży. Stymulację przeszłam bez problemu, książkowo. Punkcja też, baliśmy się z mężem znieczulenia. Opieka po punkcji super, jajeczek pobranych ok 20 ( przepraszam nie chce mi się sprawdzać dokładnie). Zadowoleni, szczęśliwi wracamy do domu z terminem wyznaczonego transferu. Napięcie przez te kilka dni było ogromne. Jedziemy po nasze dzieci. Przed transferem rozmowa z lekarzem, pierwszy szok. Z naszych jajeczek przetrwał do transferu tylko jeden średniej jakości, zero śnieżynek. Pierwsz myśl jak to dlaczego przecież było książkowo??? Druga to nic przecież mamy dziecko, drugie zrobimy za 2-3 lata. Transfer się odbył, wróciliśmy do domu we troje. Przed nami dłuuuugie 14 dni. W tej klinice w ciągu 14 dni każą robić 3 razy bete (jeśli dobrze pamiętam to w 6,10 i 14 dniu po transferze). Wykupiliśmy też pakiet telefonicznych konsultacji. Po wykonaniu badania wynik skanowałam i wysyłałam do nich po czym ktoś do mnie oddzwaniał i instruował co dalej. Wynik trzech bet 0,1 nawet nie drgneło :-( Nasze rozczarowanie i ból były ogromne. Dlaczego sie nie udało? Po porażce pojechaliśmy na konsultacje. UUsłyszeliśmy że tak się zdarza, za pierwszym razem mało komu się udaje. Jak to przecież znajomym się udało, dlaczego nam nie??? Dostaliśmy całą listę badań do zrobienia 1200zł i skierowanie do immunologa. Pani nie powiedziała nic konkretnego przepisała tylko leki na krzepliwość krwi i kazała brać przed ewentualnym kolejnym podejściu i do 12 tygodnia ciąży. Leki oczywiście bez refundacji, ale nie o kasę mi chodzi bo już dawno przesałam liczyć. Są to po prostu liczby które wbiły mi się w pamięć. Wróciliśmy do domu zrezygnowania, bez nadziei, spod ciętymi skrzydłami i bez planu co dalej.... cdn

34w6d - kolejny tydzień za nami <3

We wtorek zrobili mi wreszcie usg.
- przepływy łożyżyskowe gorsze niż na II usg, lepsze niż na I usg, ale wartości zbliżone, więc uznajmy, że bez zmian;
- przepływy mózgowe były złe w II usg, teraz ok
- przepływy miednicowe prawe były złe w II usg, teraz oba miednicowe ok
-Afi z 5cm spadło na 4,4cm
-waga 1700g - wzrost ok 300g przez 3 tyg.

Generalnie nie jest gorzej niż było, a Malutka powoli, ale jednak coś tam przybiera na wadze, więc mam nadzieję, że nie głoduje tam w środku.

Co do wód, to p. doktor powiedziała, że te wartości się zmieniają, bo Maluszek może akurat coś połknął, albo jeszcze nie wysikał.

Najważniejsze, że ktg jest ok i puki mnie "na gwizdek nie wiozą na blok" to czekamy, obserwujemy.

Dziś jedna z lekarek jest na komisji oncofertility, więc w poniedziałek się okaże co z naszym bonusowym zabiegiem przy cc.

Na pytanie, czy dotrwamy chociaż do 2 stycznia, to doktor powiedziała, że na każdej sali podczas obchodu słyszy taki tekst... a my musimy do 7 stycznia z powodu tego onko.

Dzisiaj rano o 5 Malutka miała tętno 106-112 - myślałam, że zejdę na zawał. No ale nikt nie przychodził, że coś jest źle. Po 20 min. zjadłam mandarynkę i tętno wzrosło średnio 115-125, więc już byłam spokojniejsza, a przy sesji o 9 to już było idealnie czyli 130-140. Ufff.

Mam nadzieję, że Anioł Stróż czuwa nad naszym Maleństwem razem z całym zastępem Wszystkich Świętych <3

...

Był dodatkowy obchód z profesorem. Drugi raz od niego usłyszałam, że ta metoda zamrożenia tkanki daje 3% skuteczności w najlepszych ośrodkach na świecie, a takiego w promieniu 500 km nie ma ma:|
Trochę czuję się zdezorientowana. Czy w takim razie jest sens, żebyśmy się na to decydowali?
Mąż szukał, ale nie znalazł żadnych informacji o niskiej skuteczności tej metody, a w zasadzie nie ma większych statystyk, bo to jeszcze metoda tzw. eksperymentalna, ale np. Duńczycy finansują ją kobietom z problemami nowotworowymi.
Zdecydowaliśmy się, bo nie wiadomo, czy będzie w ogóle potrzebne, ale z drugiej strony jeśli się okaże, że muszę szybko podjąć leczenie, to nie będę miała czasu na stymulację hormonalną i zamrożenie komórek jajowych. A tak to mam wrażenie, że coś działamy.
Koszt jednorazowy ok. 3000 zł plus roczny abonament ok 500 zł. - czy warto przy 3% skuteczności?

Do tego m. wyczytał, że wszczepienie takiej tkanki nie tylko może uratować moją płodność, jak i może pomóc w powrocie równowagi hormonalnej. Oczywiście, jak to autoprzeszczep - może się też nie udać itd...

Nawet nie mamy się kogo sensownego poradzić :|


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2019, 14:55

Patt1002 Czekamy na Aniołka 20 grudnia 2019, 10:20

Bardzo dziekuje wszystkim, którzy tu zaglądają, którzy otaczają mnie swoim wsparciem i życzą mi dobrze. Jestem niezmiernie wdzieczna za każdy komentarz i ślad pozostawiony po sobie. Wszystkim dziewczynom, które podczytują mój pamiętnik w zaciszu, czytają tez inne pamiętniki, czy wpisy na forum, w poszukiwaniu odpowiedzi "co jeszcze mogę zrobic, by w końcu sie udało" pragnę napisać, ze nie sa tutaj nigdy same, mimo że sytuacje każdej z nas są inne, różnią sie mniej lub bardziej, łączy nas ten sam cel i te same emocje. Łączą nas łzy, łzy rozpaczy, łzy rozgoryczenia, czasem łzy szczęścia przeplecione ze łzami smutku... Łączy nas złość na to, co nas spotkało, czasem wdzięczność za ten czas, bo wiele każdą z nas nauczył. Łączy nas tutaj czasem wiecej niż z osobami, które mamy na co dzień blisko siebie... Tu znajdujemy zrozumienie, tu nikt nas nie obwinia za płacz na wieść o ciazach koleżanek, bo każda z nas wie, co dzieje sie wtedy w naszym sercu i głowie... Tu nikt nie powie "bedzie dobrze, starajcie sie itd." Bo wie, ze nie zawsze jest dobrze, a powiedzenie takie w sytuacjach totalnie beznadziejnych boli bardziej niż milczenie.... Tu znajdziemy czule wsparcie i łączność w bólu...
Bólu, którego człowiek nie będący w takiej sytuacji nie zrozumie nigdy w 100%.
To miejsce to ogrom przyjaźni.... Mozna by powiedzieć ze przecież łączy nas tylko jeden cel, a jednak rozbija sie on na wiele, wiele czynników... Kiedy kolejny raz weszlas tutaj bo Ci źle, bo masz gorszy czas, bo czujesz, ze nie masz siły dalej dźwigać tego balastu, to wiedz, ze ja tez tak czasem czuje. Ja tez placze, czasem pokryjomu spadnie mi łza, czasem w ramionach ukochanego. Pamietaj, ze trzeba walczyć... Popłacz i wstań! Jesteś najsilniejszą wojowniczką na świecie! Pamietaj o tym!
Moja droga jest przepiękna i dziekuje za nia Bogu!


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2019, 10:29

Nie wiem jak interpretować te moje testy owulacyjne.
Ten u góry to test po ok. 2 godzinach od zrobienia
Ten na dole to test po 10 minutach od zrobienia.

3659cc184a87.jpg

emmac Kiedyś będziemy rodziną 28 kwietnia, 17:52

Ciąża zakończona 28 kwietnia 2026

Wczoraj byłam u gina w szpitalu kazał mi się pojawić na USG odkąd beta spadła do 158 zaczęłam plamić przez co endometrium zmniejszyło mi się z 10 mm na 9 mm
Lekarz ostatecznie wykluczył zaśniad bo stwierdził że beta ładnie spada a tak to by skakała
Starać możemy się po dwóch miesiączkach ale uważam że z naszymi problemami to po pierwszej miesiączce i kontrolnej becie już zaczniemy
To było wczoraj
A dziś dostałam upragniona @. Jeszcze nigdy z @ tak się nie cieszyłam po świętach zrobię kontrolna betę jak będzie poniżej 5 to działamy tym razem bez spiny
Od 1 stycznia mam nową umowę na 3 miesiące a jak nam się nie uda to we wrześniu zmieniam pracę i idę do żłobka
Nie mogąc mieć więcej swoich dzieci przeleje moja miłość na zlobkowe

<3 18 tygodni i 3 dni <3

Dokładnie rok temu dowiedziałam się, że jesteś <3.

Byłam w pracy, gdy przyszły wyniki bety. Serce szalało, ale twarz była kamienna.
Po wizycie lekarza i powrocie do domu rozryczałam się ze szczęścia.
Od tego momentu często głaskałam jeszcze płaski brzuch prosząc żebyś ze mną został.

I zostałeś <3, tydzień temu skończyłeś 4 miesiące. Codziennie dziękuję losowi za Ciebie, za to że mogę patrzeć jak się zmieniasz, jak wyciągasz rączki po zabawki, jak cieszysz się dotykając naszych twarzy.

Nasz świąteczny prezencie kochamy Cię najmocniej na świecie <3 <3

12 tygodni Olusiowych ! 💕💕
Kiedy to zleciało?
Misio próbuje się już przekręcić z pleców na brzuch i odwrotnie. Dużo guga,jak się cieszy to cały aż skacze :) jeszcze się meczy niestety z katarkiem,najgorsza w sumie noc. Jest wesoły,zacieszal do chrzestnej jak u nas była.:)
Pole już zdrowa;)
Wczoraj byliśmy na zakupach. Wszystko już kupione,prezenty zdążyły dojść. Dzisiaj z Pola robimy pierniki . Jutro robię barszcz i krokiety A w poniedziałek 4 ciasta🙈 moi wtedy ubiora choinkę:)
Właśnie leżymy w łóżku z dziećmi i jest cudownie <3 Polą już zasypia sama,długo to jeszcze zajmuje ale zasypia. Olek zawsze ma drzemkę 30min.a później co najmniej godzinną przerwę . W wózku i aucie spi po 3-4h A tak to 30-to min.w domu ok.3-4 razy.

Pora wstawać bo jak zwykle teście zaraz (jakby roboty było malo).

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)