Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 13 stycznia 2020, 09:19

niestety naturalne metody na mnie nie działają. próbowałam wszystkiego oprócz akupunktury- nad którą właśnie się zastanawiam :)

Nowy rok, nowe wyzwania, zabieram się do działania :)
Dzisiaj 4 dc i zrobiłam badania:
- LH - 10,20 mIU/ml - norma: faza folikularna 2,4-12,6
- FSH - 6,41 mIU/ml - norma: faza folikularna 3,03 - 8,08
- Estradiol - 33,0 pg/ml - norma: faza folikularna 21 - 251
- Testosteron - 0,26 ng/ml - norma 0,10 -0,57
Pozostaje mi jeszcze do zrobienia progesteron, ale poczekam do 21 dc.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2020, 08:30

Ana 81 Jak nie zwariować ? 28 kwietnia 2020, 18:30

Potem zrobilam bete 572 wyszla i wg kaledarza to 5 tydz. Moze za wczesnie na pecherzyk? Na przemian leze i placze... boli mnie brzuch... potem dostaje plamienia, ale czekam do 10 dni bo tak mnie umowil lekarz na kolejna wizyte. 9 dnia dostaje krwawienia, szpital... pocieszenie lekarza chyba nie patrzyl w moj pesel, jest pani mloda ma pani czas....


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2020, 19:01

monnkej Mama Teosia i🤰Rity 20 kwietnia 2021, 23:34

Powtórzyłam test teraz po pracy i jest kreska i to nawet bardziej widoczna i różowa 😱😱😱😱😱😱😱😱😱😱


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2021, 23:34

15 ms starań, 12 cs, 27 dc

Z wielką niechęcią zrobiłam dziś test. Wiedziałam, że będzie negatywny. Normalnie bym nie robiła, ale przed jutrzejszą wizytą chciałam na pewno wykluczyć ten CUD.

Jutro pierwsza wizyta w klinice. Nie wiem na ile wybraliśmy dobrą klinikę i lekarza. Był polecany 🤷🏻‍♀️ Troche wchodzimy w to w ciemno.

Jeszcze niedawno zastanawiałam się czy klinika to dobry pomysł. Czy nie za szybko? Czy nie pochopnie? Czy to dobry moment? Czy to nie będzie w jakimś sensie poddanie się, pójście na „łatwiznę” w naszym przypadku? Ale od dwóch dni mam przebłyski siebie w ciąży. Jak konpletuje wyprawkę, organizuje baby shower dla najbliższych, rozmawiam z brzuchem, jak mąż rozmawia z brzuchem. Widzę to wszystko i chcę tego. Nie chcę już dłużej liczyć na łut szczęścia. Chcę mieć dziecko. A ivf to krok ku temu. Krok bliżej niż pozycja „czekamy na cud”.

Jedyne co mnie zastanawia to czy czekać z ivf do „po hiesterolaparoskopii”, na którą dostałam skierowanie, czy robienie ivf bez tego. Uwaga uwaga. Termin histerolaparo mam na.. 24 MARCA. I mam być wtedy w 10-11 dc. Bo ja to niby kurde wiem co wtedy będzie. Niby do tego czasu mogą zadzwonić, że jakiś termin się zwolnił i mogą mnie wziąć wcześniej. Ale na ile to się złoży? Tego nie wie nikt. Do zabiegu będę już po 6 (!!) cyklach na Gonalu... A jak pójdziemy w ivf to na ile histero-laparo mi potrzebna? Mogę zrobić ewentualnie samo histero. Prywatnie. Już wolę zapłacić niż tyle czekać. Cyk cyk i zrobione i lecimy dalej.

Stresuję się przed jutrem. Ale jestem też cholernie ciekawa co zaproponuje lekarz. Mąż już też nie chce więcej czekać. A ja chcę mu w końcu dać dziecko. Wiem, że ivf to żadna gwarancja, ale ja chwytam się tej opcji jak tonący brzytwy.

Szykuje się do transferu. Okres przyszedł o tydzień za szybko. Teraz endometrium rośnie coś szybko i już znowu wątpliwości czy w to iść, czy to ten cykl, czy może odpuścić.
Nie chce nic spieprzyć.
Nie chce już przyspieszać czy coś. Liczy się tylko efekt i cel.
Ale wiem, że nawet jak coś jest idealnie zgrane i rozpisane to i tak nie daje gwarancji sukcesu...

Wlewy.
Acofil mam ogarnięty.
Lekarz chciał w dniu transferu ale z Izunią miałam 3 dni przed transferem i tym razem chce iść identycznie z tym lekiem.

Intralipid.
Doktorek mówi, że nie ma potrzeby. Jestem pół roku na medrolu i ponad rok na hydroxychlorochinie i mój organizm jest wystarczająco wysycony lekami. Że gdybym miała leki 2 tyg to wtedy prędzej by zalecał szukać ktoś "na mieście".
Decyzja pozostaje taka, że teraz odouszczam ale przy pożywnej becie ogarniam wlew.

Atosiban.
No też chciałam to cudo ale to się podaje przedni po transferze. Niebieskie tego ogarnąć żeby mi ktoś to zrobił poza klinika w nawet inne kliniki takiej kombinacji nie przyjmują do realizacji.
Nikt mnie nie wypuści na transfer w trakcie kroplówki żebym za godzinę wróciła na podanie reszty. No lipa. Ale doktorek mówił, podobnie jak moja lekarka z Angeliusa w 2020, że przy 3-dniowm zarodku atosiban i tak już się skończy do czasu implantacji i to nie ma sensu.

Przerabane z tym, że nie można korzystać z leków podczas refundacji.
Człowiek wie że potrzebuje, a nie ma jak tego ogarnąć. Zaczynaja się znowu medyczne wycieczki i turystyka.

Ale dam radę!
Wracam po moje dziecko!
Wierzę w te zarodki 3 dnioweczki kochane. Mam z takiego cudowna córkę. Wtedy kompletnie nie wierzyłam, nie liczyłam na powodzenie, a teraz jest we mnie tyle nadziei!
Człowiek już sobie wkreca, że pisane munsa 3 dnioweczki... Ale to po prostu relanium dla duszy i psychiki które sami sobie mentalnie podajemy żeby nie zwariować.

To już 4 lata od kiedy szłam po Ize.
Tylko wtedy transfer był na koniec lipca, a teraz szykuje się w czerwcu. Jakby się udało to byłaby różnica między dziećmi 4 lata.
Jakby się udało z Igorkiem to szykowałabym już roczek.
Boli... Cholernie bolą stracone marzenia. Te dzieci ciągle gdzieś są w środku mojej głowy.

Ale czas iść po rodzeństwo choćby ta różnica wieku miała być duża. Ostatnio przestaje mieć to dla mnie aż takie znaczenie. Byleby się udało! Byleby było zdrowe!

A! W klinice młyn straszny. Ludzi jak na bazarze.
Dużo starszych par. Sama mam 35 lat więc jakieś po porównanie jest. Widać było, że.sporo osób 40+ próbuje złapać się tej ostatniej nadziei jaka daje im teraz refundacja invitro. Lekarz wcisnąl mnie ledwo ledwo na wizytę ale wcisnął więc myślę, że jakoś to organizacyjnie dograją i trochę się tam poluzuje.
Chętnie zwolnię miejsce dla innych 🙂


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 czerwca 2024, 14:13

Palaczowa Nowy rozdzial 25 września 2020, 08:04

Dzien dobry.
W końcu piątek-piątunio 🙂 samopoczucie dosc kiepskie od rana ale może z braku powodu zimno i jakoś pochmurnie na dworze. Wczoraj rozmawiałam
Z koleżanka, mama 3 dzieci i mówiła mi o zaletach ashwagandhy - naturalny środek i podobno tez pomocy. Może sie skuszę ?!

11 dc
10 dzień stymulacji

Dziewczyny u mnie porażka na całej linii- miałam dzisiaj monitoring do transferu i endo ładne powyżej 10mm ale prawdopodobnie jest już po owulacji 😒 wygląda ze mogła być w 9dc! Szok i niedowierzanie 😱 pobrali mi badania i czekam na telefon. Jeżeli już po owulacji to powtórka z rozrywki w następnym cyklu. 🥺 Na dodatek okazało się ze źle sobie obliczyłam i wszystkie badania mi się przeterminowały w poprzednim miesiącu - porażka, nie wiem jak mogłam tego nie dopilnować. 😭 teraz nie wiem czy lepiej by było odroczyć żeby na luzaku uzupełnić te badania? Ale z drugiej strony już tak bardzo czekam na ten transfer! A z drugiej strony teraz będę robić badania na złamanie karku a i tak nie będą gotowe przed sobotą (w dzień który mam zaplanowany ewentualny transfer) wiec najem się tylko wstydu ze takiej prostej rzeczy nie dopilnowałam 😭😭😭
2020 to nie jest mój rok.
Czekam w napięciu na telefon jak te badania. I niech się dzieje wola nieba 😔

EDIT: mieli w razie czego zadzwonić do 18. Telefonu ani widu ani słychu ( dla pewności cały czas trzymałam przed nosem i co chwile odblokowywałam) a zatem w sobotę podchodzę do transferu. Badania dzisiaj pobrałam wiec do końca tygodnia w większości będą, pewnie się spóźnię tylko z chlamydią - może mi doktor podaruje 😔 w aptece odebrałam tonę leków i zaczynam brać już dzisiaj. Jestem niewiarygodną panikarą, nie nadaje się na matkę. 😩 Boże, nie mogę uwierzyć ze to już w sobotę. Aha teraz się dla odmiany zaczęłam martwić ze biocenoza wyjdzie źle. Wszechświat nie znosi próżni. 😒😒


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia 2020, 19:18

17 dc, 9-10 dpo. Muszę na ten temat pogadać z lekarzem na poniedziałkowej wizycie. Jak tu prowadzić stymulację, jak owulka tak szybko?

Brat z Rodziną w domu. Oznacza to mniej więcej tyle, że wychodzę z domu około 7, jadę do pracy, pracuję niezwyyyykle wydajnie, po pracy jadę do Rodziców, żeby pobyć z Bratem i jego Rodziną. Wychodzę stamtąd na swoje treningi, wracam do domu około 22 i dopiero wtedy przygotowuję jedzenie do pracy na następny dzień. Chciałabym móc w domu powiedzieć, że idę na ścianę/jogę, ale wiem, że skończy się to tekstem "Ważniejszy dla Ciebie trening niż Rodzina?". Nie mam ochoty tłumaczyć, że nie jest ważniejszy i że jednocześnie pomaga mi zachować zdrowie psychiczne. To, że on mieszka na co dzień w innej części kraju i przyjeżdża do rodzinnego miasta z tzw. Bożej Łaski, czyli jak ma tu coś do załatwienia albo pracę, to przecież jest najważniejszy powód, żeby cudze życie (czyt. moje życie) wywrócić do góry nogami i wymagać poświęcenia całego czasu, jakim dysponuję Bratankowi, Bratowej i Bratu. Do drugiej części rodziny jeździ tak po prostu pogościć się. Wiem, bo opowiada. Odległość od Brata do nas jest taka sama jak Brata od rodziny Bratowej, tylko w różnych kierunkach. Tam udaje się w odwiedziny, a tu przyjeżdża do pracy i przy okazji MY możemy go odwiedzić w naszym domu rodzinnym. Słabe to jest. Jak to powiedziała moja koleżanka o swojej sytuacji "Gdybym miała oglądać się na innych, nic bym nie robiła". Dlatego staram się wrzucić na luz, nie przejmować się, nie zmienię go, a Bratanek zawsze może mieć dobrą ciocię.

Małe rozkminy przeszłościowe: z uwagi na ilość rodzeństwa, ale też i niepełnosprawność siostry, aktywnie w naszym wychowaniu uczestniczyli dziadkowie i ciocie. Najczęściej graliśmy z nimi w gry. Różnorodne. Planszówki, zręcznościowe, sportowe, karciane. I tak nam zostało. Nie należymy do grupy osób, która zaczęła grać w planszówki, bo to jest takie "modne, zajmujące, uczy kreatywności, rozwiązywania problemów, myślenia i buduje więzi rodzinne". O nieeee. My po prostu nigdy nie przestaliśmy grać. Zmienił się tylko skład. O sile tej tradycji może świadczyć fakt, że na moim i Mężusia weselu mieliśmy w zapasie kilka planszówek, gdyby ludzie się nudzili (mieliśmy imprezkę na niecałe 50 osób), ale do tego jako główną zabawę mieliśmy gigantyczną jengę. Strzał w dziesiątkę. Grali starsi, młodsi, faceci, kobitki. Reeeweeeelaaacjaaaa. Absolutny hit! Nawet ludzi z ekipy, czy to fotograf, czy to kelnerzy pytali skąd to, czyj to pomysł i takie tam.

Zawsze jak się spotykamy (przy czym - możemy być "śmiertelnie" pokłóceni; "śmiertelność" oznacza, że jestem pokłócona o całokształt np. kasę, zachowanie wobec innego członka rodziny, zachowanie wobec mnie, nie-słuchanie dobrych rad, brak wspólnego frontu w jakiejś sytuacji, jednocześnie oznacza to, że jakby trzeba było oddać Łachmytom nerkę albo zapłacić okup to zrobię to. I będę wypominać do końca życia. Jego/jej lub swojego.) to gramy w partyjkę, tylko wybieramy, co wyciągamy z szafy. Był problem w tym zakresie z moim Mężusiem i z Bratową. Traktujemy trochę to niczym chrzest bojowy i ostateczne wejście do Rodziny. Mężusia musiałam trochę przekonywać. Na początku siadał z nami niejako z przymusu, żeby pobyć, nauczyć się. Po pewnym czasie odnalazł kilka swoich ulubionych rozgrywek, radość z wygrywania, ze stawiania przeszkód innym, ze współpracy przeciwko jednemu - aktualnie wygrywającemu - zawodnikowi (ja akurat wolę współpracę, jak mam akcję w grze, która polega na konieczności zaszkodzenia innej osobie - uwierzcie mi - rozgrywka się znacznie przedłuża, bo analizuję dokładnie komu mniej zaszkodzę). Aktualnie stoi na stanowisku, że uwielbia to i nie wyobraża sobie braku partyjki i tylko siedzenie za stołem. Wczoraj wieczorem wchodzę do mieszkania i słyszę "Zwróć uwagę na to mieszkanie. Coś się w nim zmieniło!" - "Ty. Wróciłeś z pracy." - "Oh, to też, ale rozejrzyj się dokładnie!" - "[cyk, cyk, cyk, myśl, rozejrzyj się, powolutku] Mam. Ha. Gra. Nowa gra." - "[jeden z szerszych bananów na buźce] TAK!!! Doskonale" - "Co to? Czytałeś instrukcję, odpakowałeś? Odpakowałeś beze mnieeeee? Mężusiu, to przecież pierwsza gra, którą kupiłeś!!! Ojeja, z własnej inicjatywy i własnym pomysłem. Jesteś prawdziwym Krąsi [zamiast Krąsi padło moje panieńskie nazwisko]".

A Bratowa nigdy z nami nie grała. Siedziała przy stole, czytała sobie, gadała z nami. I to też było ok. Bo nie uciekała przed nami. Aż do przedwczoraj. Brat rozkłada planszę. Bratowa zasiada i słyszę jak wybiera sobie kolor pionka. "Bratowo, Bratowo, czyżbyś zmieniła zdanie??? Mężuś będzie z Ciebie dumny, bo bardzo Ci kibicował!!! I czekał aż przejdziesz chrzest! Cudnie!!!". Okazało się, że Brat wiercił jej dziurę w brzuchu od kilku lat. No i wywiercił.

A ja Bratanka, teraz już 7,5 miesięcznego uczę rzucać kostką. On najpierw uderzał nią o stół. Teraz podnosi w łapce wysoko i upuszcza. Jest nią zafascynowany. Tradycja przetrwa. Jestem pewna.

Oficjalnie zaczynam 40 dzien cyklu

W ciąży być nie mogę. Wzięłam luteinę przed owulacją, więc została zahamowana. Mija 14 dni od jej odstawienia a okresu ani widu ani słychu. Nawet nie chce mi się czekać aż przyjdzie. W czwartek idę rozjaśnić włosy, a raczej odrost bo mam jak stąd aż na księżyc.
Tak trochę myślę że może to delikatne plamienie to był okres? Ale kurde, tam nawet żywej krwi nie było... Doktorek kazał czekać na krwawienie, które się nie pojawiło. I tak się przeciąga stymulacja...


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2020, 10:01

No to zaczynamy.
W grudniu jestesmy umowienie do nowego doktorka,speca od naprotechnologii.Jest do niego dluga kolejka i mam nadzieje ,ze to sie przeklada na skutecznosc.

Plan mam taki,ze jak teraz dostane @ to robie LH.FSH i estriadol,zeby miec wyniki na biezaco.
Oby doktor znalazl przyczyne i wreszcie mnie wyleczyl.

Z Fumem niby wszystko dobrze ale ostatnio taki zdenerwowany przez problemy w pracy chodzi,czesto go ostatnio glowa boli,oby mi sie biedny chlopina nie rozchorowal


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2020, 14:23

Emily Wydłużająca się droga do szczęścia... 31 października 2020, 09:14

5t0d ❤
Początek 6tc licząc od daty zapłodnienia 10.10

Nadal ciężko mi uwierzyć w to co się dzieje.
Nadal unikam stwierdzenia, że jestem w ciąży i proszę męża żeby tak nie mówił.
Myślę, że podchodzę do tego na spokojnie i nie chcę za wcześnie się cieszyć to takie zachowawcze. Mój umysł przybrał taki mechanizm obronny, żeby znowu nie cierpieć i stąd takie podejście z dystansem.
Pamietam ciążę Esperanzy... pamiętam wszystko od początku. Pamietam jak się ucieszyłam na wieść że jej się udało 🥰 Obserwowałam rozwój tej ciazy i jej wszystkie przemyślenia i pamiętam, że ona miała to samo. Bała się cieszyć, podchodziła do tego ze spokojem i czekała i obserwowała co się wydarzy. Dzięki Bogu wszystko poszło pięknie 🥰 I kilka tygodni temu urodziła swojego maluszka.
Mam nadzieję, że u mnie też tak będzie i 1 lipca na świat przyjdzie mój Skarbek 💓✊💚

Zresztą ginekolog na wczorajszej wizycie powiedziała, żeby się nie stresować ale do 10tc wstrzymać się z informowaniem bliskich. I jak mi to powiedziała to miałam mieszane uczucia i moja radość z tego że jest wszystko dobrze minęła.
W każdym razie starałam się nie stresować wczorajszą wizytą. Ale jak już wyszłam z metra i szłam te 700m w kierunku kliniki to nogi miałam jak z waty, ciężko mi się oddychało, zwłaszcza w tej maseczce. Był taki moment że zrobiło mi się słabo z tego stresu.
To było dla mnie takie ważne, żeby zobaczyć tą kropeczke wewnątrz i usłyszeć ze wszystko jest OK ❤
W poprzedniej ciąży moją kropeczke zobaczyłam dopiero w szpitalu jak chwilę wcześniej dowiedziałam się że ciąża jest zagrożona. Pamiętacie, że wtedy ze szpitala odesłali mnie do domu po USG i powiedzieli ze jest OK, ale co bedzie to bedzie. I tego samego dnia wieczorem było już po wszystkim 💔...

Dlatego tak bardzo bałam się wczorajszego USG.
Był strach jak już zaczęło się USG... zamknęłam oczy żeby przeczekać ten moment i otworzyłam dopiero jak dr powiedziała, że mamy go! Jest ładnie zagniezdzony w tylnej górnej części macicy, a to bardzo dobrze.
Pęcherzyk 10mm z cialkiem żółtym 1mm ❤🥰
Otworzyłam oczy... i popłynęła mi jedna łezka po policzku ❤ Nie tak jak wtedy... kiedy w tym stresie byłam wniebowzięta ze jednak wszystko jest OK i serduszko bije. Wtedy rozbeczalam się na lezance w szpitalu jak bóbr.

Zapytalam od razu wczoraj czy według niej jest wszystko OK. Powiedziala że tak, na ten moment prawidłowo rozwijająca się ciąża ❤✊🤞
Od razu wyjaśniła mi, że do 12tc nie będziemy słuchać serduszka, bo to może zaszkodzić dziecku. Że te fale, ta wiązka może mieć wpływ na serduszko i ze to USG wczorajsze to było też tylko na chwilę sonda zeby zobaczyć i koniec, bo długotrwałe badanie może wyrządzić zarodków krzywdę. Powiedziała, że jeśli będę chciała posłuchać serca to puści mi kiedyś szum, ale serduszka lepiej nie słuchać.
Troszkę szkoda ale powiedziałam, jej ze oczywiście jeśli to ma zaszkodzić to dla mojego widzimisię nie musimy słuchać. Wazne ze będę je widzieć jak się porusza... to mi wystarczy. 💕
A kto wie... może to temu ta młoda lekarka w szpitalu źle zrobiła mi USG o dlatego 5h później poroniłam, skoro wszystko było na USG dobrze i serduszko biło. Nie ważne... nie wracajmy do tego.

Ważne słowa powiedziała mi wczoraj ginekolog. Ze jest taka dziwna zależność, że wszystko siedzi w głowie. I jeśli przyszła mama będzie dobrej myśli i będzie wierzyła ze bedzie dobrze to tak będzie... a jak tylko zacznie wątpić i się martwić to źle się to kończy.
Moze pamiętacie, że od momentu kiedy dostałam pierwsze wyniki bety już mialam dobre przeczucia. Caly czas jestem dobrej mysli mimo lekkich obaw ale caly czas wierze że tym razem los będzie dla mnie łaskawy i wszystko dobrze się skończy ❤🤞✊
Czuję,z że teraz jest inaczej, bo beta rośnie, ja czuje się inaczej, mam nieco inne objawy i caly cza czuję rozciągający się brzuch, a wtedy tego nie czułam.
Wiem, że mój maluszek zostanie ze mną... rozmawiam z nim i mówię do niego że mamusia robi wszystko żeby go zatrzymać, mimo że go jeszcze nie widzę, to wiem, że z tej kropeczki wyrośnie zdrowy maluch 🥰✊🤞❤💓
Tym razem dużo odpoczywam, jest październik, wirus więc nie mam gdzie szaleć. A wtedy był sierpień, co kilka dni impreza, grille, które już teraz wiem ze są niezbyt zdrowe, zwłaszcza spalenizna która ja uwielbiam na kielbasce z grilla. No i raz się opalalam, na weselu skakalam tańczyłam, mnóstwo stresu przez dotacje. I po tym wszystkim zaczęło się lekkie plamienie z którym od razu się udałam do lekarza.

Teraz wszystko robię inaczej, boję się nawet kichnąć, nie wykonuje gwałtownych ruchów. Dużo odpoczywam. Jak tylko poczuje zmęczenie to się kładę.
Pamietam jak w pierwszej ciąży mówiłam że ciąża to nie choroba i jeśli wszystko jest dobrze to nie rozumiem, czemu kobiety ciągle leżą albo unikają pracy. I życie mnie właśnie tego nauczyło.
Teraz i tak lekarze mówią, że po 1 poronieniu, na które nic nie wskazywało to ta moja ciąża jest podwyższonego ryzyka.
Od miesiąca mieszka z nami moja siostra, która jak wstaje przed pracą robi mi śniadanie a jak wraca do pomaga w obiedzie. A jak jej nie ma to mąż dużo mi pomaga. Jak potrzebuje to śpię. Teraz wszyscy na mnie chuchają ❤😊

A jak na złość moja mama do mnie dzwoni codziennie z jakąś pierdolą 😅 Nie chcę jeszcze jej mówić. Wie moja siostra, mąż, 3 przyjaciółki i szef. Mamie chciałam powiedzieć za tydzień jak pojedziemy do domu, chociaż i tak nie wiem czy to nie za wczensie, bo wtedy będzie 6+2 a dopiero 12.11 mam to decydujące USG. Ale chyba wolę powiedzieć, bo mój tata pali w domu a ja nie chcę tego wdychać.
Znam siebie i tak nawet gdyby tfu tfu, coś... to i tak bym mamie powiedziała o tej ciąży.

Tylko bronię się przed kuzynkami czarownicami... bo im nie wiara. Niby w oczy życzą dobrze ale w plecy nóż wbija i boje się ich po tamtych wydarzeniach.

Wczoraj na wizycie dopytalam o kilka rzeczy to współżycie zakazane do 10tc. No i heparyne bede brac cala ciąże i 6 tygodni dłużej tak więc można powiedzieć że 10 miesięcy na heparynie. No i 12 tabletek dziennie. Wczoraj doszły mi czopki dopochwowe bo luteina podrażnia i wywołuje grzybicę a ja i tak mam niedoleczona nadżerkę i mam teraz jakieś czopki żeby to zaleczyc. Mialam wczoraj wrażenie że robi mi się zapalenie pęcherza i się zastanawiałam co mogę brać. Zawsze urofuraginum mi pomagało ale chyba tego nie można. Mam jeszcze zuravit i to chyba jest bezpieczne. Na szczęście ten stan minął. Ale dajcie znać co mogę brać i jak wy uważacie?

Kochane trzymajcie kciuki za moją kropeczke ❤✊🤞😘
Niech rośnie zdrowo 😘🥰❤✊🤞💚💓


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2020, 20:05

Dżasta113 Czekając na motyle 13 stycznia 2020, 21:28

Dzisiaj P zapisał się na badania. Termin dopiero na za dwa tygodnie.
Czuję że za bardzo się nakręcam przy tym cyklu. Liczę po cichu że nie dojdzie do tych badań i wszystko w końcu zacznie się układać. Że nowy rok, że w statystykach większości par przecież udaje się zajść do roku starań; i ta 13 -Oby szczęśliwa (chyba za bardzo przesądna jestem czasami- i to mnie gubi).
Ale z drugiej strony czytając te wszystkie pamiętniki naprawdę podziwiam niektóre dziewczyny za wytrwałość. Nie wiem czy ja dam radę jak okaże się ze jednak jest jakiś problem a czuje ze chyba jest coś na rzeczy.

Po owulacji zawsze mam sporo nadziei i tylko wyczekuje jakiś objawów. Jakiegoś cudu chyba...

Jestem po ostatnim USG.
Pęcherzyki od 16-21mm największy
Endo bardzo ładne ale zapomniałam zapytać jakie z tego wszystkiego.
I w prezencie torbiel 31mm
Ogólnie ginekolog zadowolony, ostatnie 4dni i włączenie fostimonu dużo dalo.
Dziś o 22.00 ovitrelle i gonapeptyl x2
Punkcja w środę o 10.00
Mam stresa jak nic tym bardziej że nie będzie narkozy lecz głupi Jasio.

Zostalam wysłana na badania morfologii elektrolitów poziomu białek APtt, progesteronu
Nie wiem po co te badania. Bo progrsteton rozumiem a reszta hmm
Martwię się czy mąż odda nasienie, bo ma z tym problemy. Nasienie będzie 3 dniowe. Embriolog kazała 2-3 dni takie najlepsze. Oby stres go nie zjadł.
Jak będzie dobrze będą komórki zarodki to transfer za tydzień w poniedziałek. Ale to też zależy od progesteronu. Oj czekają mnie stresujące dni.
W pracy jestem co 2 dzień 😀

Edit: w związku z wysokim progesteronem transfer odwołany.



Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia 2020, 16:55

Poziomka6 Wieczne czekanie 13 stycznia 2020, 21:28

Im bliżej on vitro tym więcej mam wątpliwości. Czy w ogóle jest sens aby próbować? Nasz świat jest okropny, tyle cierpienia naokoło. Czy to nie jest egoistyczne aby powoływać dzieci na ten świat? Po co mają cierpieć tyle co my, a przecież będą cierpiały, będą miały problemy, no każdy je ma.

Ojkaojka Zegar przyspiesza po 30tce. 13 stycznia 2020, 15:51

Od czego by tu zacząć. Tyle nie było tutaj, że musiałam przejrzeć swój pamiętnik, żeby sobie przypomnieć, co u mnie wczesnej się działo.

No więc mamy już 25 + 5. Jeszcze nigdy tak daleko nie zaszłam i aż się boję pisać co u mnie. Chociaż nie wierzę w zabobony, to w ciaży stałam się jakaś taka sentymentalna i rozlazła.

Zacznę od tego, że będzie facecik.

Zaliczyłam kilka badan prenatalnych w tym podwójny test pappa. Pierwsze usg do testu wykonałam na polnej, nie było żadnych wad, ale prześladowana własną manią prześladowczą i czarnowidztwem, milczenie lekarki wzięłam za zły omen. Kobita nic nie mówi, tylko się patrzy w ten ekran, więc na bank coś jest źle, tylko nie chce gadać. Potem od mojej dr prowadzącej dowiedziałam się, że to jedna z najlepszych prenatal doctors w całym Poznaniu, także tego :)
Milczenie to u nich najlepszy wyznacznik tego, że wszystko jest dobrze, bo na codzień są tak znudzeni oglądaniem zdrowych płodów, że nawet im się gadać nie chce.

Usg weryfikacyjne zdobiłam sobie dodatkowo w premedicare. Wszystko super, łącznie z badaniami z krwi. Dr z placówki zaproponował mi test potrójny, który stosuje się jedynie, gdy matka zapomni zrobić podwójnego lub, tak jak u nas, gdy jest obciążona historia. Taka weryfikacja, nic nadzwyczajnego i nic koniecznego. ale skoro mozna to czemu nie.

Zrobiłam i tu się zaczęły jaja, bo nagle, niewiadomo skąd, ryzyko dla Trisomii 18 wzrosło do 1:94, a dla T21 do 1:96 :O. Nie musze chyba tlumaczyć co dzieje się w głowie. We wcześniejszych testach podwójnych ryzyko dla T21 było 1:20000 a dla T18 to 1:18915. Więc czary jakieś i wyrzuty sumienia, że dałam się namówić na ten głupi test, tuz przed świętami, tak żeby zepsuć sobie wigilię. Wszystko przez jeden parametr, który wyszedł mocno zaniżony, czyli wolny estriol, który wyniósł u mnie 0,1 MoM, czyli taki, jakbym w ciąży nawet nie była. Jak sie okazało test potrójny jest bardzo wadliwy, kłamie, jest bezużyteczny i do dupy wg większości lekarzy. Nawet w szpitalu (byłam na obserwacji 1 dzień) dostałam naganę i zakaz szukania nowych problemów :D
Nie muszę chyba wspominać ile czasu z moim świeżo poslubionym spędziliśmy szukajac samodzielnie diagnozy w internecie, w ten świąteczny czas, kiedy lekarz i tak nie odbierają telefonów. Za duzo, czasem wolałabym nie mieć dostępu do internetu wcale. No cóż, jestem teraz mądrzejsza, nigdy więcej testów potrójnych.

A tak poza tym, młody kopie i się wierci. Najczęściej zwykle wtedy, kiedy chcę iść spać i nie mam ochoty czuć przewracania się we wnętrznościach :) Ale uczucie dziwne i strasznie fajne zarazem.
Wciąż jestem na pełnych obrotach w pracy, mam mnóstwo energii i szkoda by było marnować to na leżenie plackiem i oglądanie netflixa. Kupiłam sobie nawet specjalny adapter do pasów bezpieczeństwa, żeby na luzie dojeżdżać sobie do klientów. Pracuje sobie we własnym tempie i chyba od początku ciąży nie byłam jeszcze tak wylajtowana jak teraz,





11+ileśtam

Rzygam od czwartej rano. Jestem na skraju wytrzymałości. 🤦‍♀




PS
Dziewczyny dzięki, świadomość że nie jestem w tym jedyna podnosi na duchu.

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 14 stycznia 2020, 08:15

wczoraj byłam u hematologa.
potwierdził trombofilię. dostałam zaświadczenie do refundacji leków w ciąży. teraz mam brać acard.
mutacją mthfr mam się nie przejmować, tylko łykać metylowany kwas i b. już to robię.
homocysteiną się nie przejmować.

wczoraj dzwoniła moja doktor prowadząca z kliniki. odniosłam wrażenie, że jest wkurzona na lekarke, która robiła mi monit w sobotę. mówiła, że to za szybka decyzja z przerwaniem stymulacji, ze mozna jeszcze było raz zobaczyć. ale że właczyła mi już proga to po jabkach. powiedziałam jej, że serio te pecherzyki zaczeły maleć a jeden zginął. w końcu sama widziałam co jest.
nie wspomniała o ivf.
ma inny plan na przyszły cykl.
postanowiłam, że jeszcze dwa cykle bedę próbować, a potem zbiórka na ivf

Wczoraj wieczorem, M się bardzo załamał że wszystko się przesuwa w czasie. Stwierdził że nie mamy już 30 lat lecz prawie 36 i młodzi nie jesteśmy lecz będziemy coraz starsi.
Ja też trochę się wkurzyłam. Ale czułam to 2 dni temu, że będzie lipa z transferu..
Intuicja kazała.mi szukać czegoś na endometrium. Natknęłam się na NIki której zostala viagra, a intuicja kazała mi kupić bo mi się przyda.
Moje obawy się sprawdziły. Na początku byłam bardzo zła. Ale potem stwierdziłam, że organizm musi odpocząć od tego syfu. Brałam duże dawki leków, masę zastrzyków, nie jestem młoda, więc należy się odpoczynek.
Co fajnego sterydy miałam brać od 10 dc ale nie wzięłam.stwierdzilam że wezmę.po punkcji aby nie przeszkodziły pęcherzyków jakoś się ich boję. I teraz wiem że dobrze zrobiłam nie biorąc bo i tak musiałabym odstawić. Byłam tak naprawdę nie przygotowana. A szybkość nie sprzyja płodności.
Teraz jak powiedziałam mężowi najważniejsza jest punkcja. Ilość dojrzałych jajeczek, jego oddanie nasienie, zapłodnienie a potem aby jak najwięcej było zarodków. To się liczy a reszta potem.
Gin mi napisał że prawdopodobnie progesteron mi się rzucił po torbieli
I że po punkcji która mi jutro zrobi prawdopodobnie szef kliniki dostanę zalecenia co dalej. Więc albo po @ tej albo kolejnej zacznę przygotowania do crio. Jeśli nie zdążę na ponowny screatching to wezmę wlew z accofilu.
Tu mi wszystko jedno.
Chciałabym już ruszyć, ale cóż.....
Od samego początku czułam że to.nie ten czas. Pierw torbiel, po ziołach opadła, potem słabo reagowałam na stymulację, ale gin ryzykował zaufałam mu, więc jutro się okaże czy ryzyko się opłacało.
Myślałam że będę opuchnięta po zastrzykach a jest ok. Już nie czuje pracy pęcherzykow wszystko się uspokoiło pewnie dojrzewa.
Dziewczynki kochane trzymajcie za mnie kciuki za jutro, módlcie się aby były komórki a potem zarodki bym mogła w odpowiednim czasie przystąpić do crio.


Wik89 Zabiegana 14 stycznia 2020, 09:42

Najprostsze pytania są najgorsze. Co słychać? Jak odpowiadam, że dobrze, „po staremu”, w porządku, to jest to nieprawda. Jak odpowiem, że kiepsko albo do dupy, bo tak jest, to musze mierzyc się albo z kolejnymi pytaniami „ale jak to, coś się stało?” (nic, i właśnie w tym rzecz...), albo z pocieszeniami (od osób, które wiedzą o problemie) w stylu „wyluzujcie i się uda; moja koleżanka z pracy też się starała długo - czyt. pół roku 😂 - i już ma dwójkę; nie myśl o tym” itp. Albo podejrzeniami, że chodzę do nie tych lekarzy co trzeba albo że coś ukrywam.
Dzisiaj pytanie o to co słychać zadała moja przyjaciółka, która też stara się o ciążę i ma za sobą ciężkie przejścia, więc akurat pytanie od niej nie jest dla mnie problemem, wręcz przeciwnie, natomiast na przestrzeni miesięcy i różnych rozmow, szczegolnie teraz w okresie swiatecznym, wiele razy zastanawialam sie, co ja wlasciwie z takim pytaniem mam począć. Aby oszczedzic nerwow sobie i pytającym.
Takie staraczkowe refleksje z rana, kilka dpo. ;)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)