Agiii37 Do trzech razy sztuka 21 marca 2018, 05:14

Ciąża zakończona 20 marca 2018


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2020, 09:11

10tc+0d (51 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)

Dzisiaj zaczęłam 10 tc, przede mną dwa najtrudniejsze tygodnie.. Pierwsze dziecko zmarło około 10+4, dowiedzialam się 11+1, to moja psychologiczna granica.. Nigdy w żadnej ciąży nie byłam dalej, bardzo się boję. Wizyta w piątek, to będzie 10+5.

Ingwer Mam swoją historię. 19 stycznia 2020, 11:39

Dziś 22 dzień cyklu. Dziwne rzeczy się dzieją, niby w 12dc nie było pęcherzyka dominującego a od 16 dc zaczęły wychodzić mi testy owulacyjne, z czego 17dc był pozytywny, potem kreska zaczela blednąć ale nie tak jak zwykle do cienia, bo dalej jest dość mocno widoczna, a to już 6 dzień .. nie wiem o co chodzi że to LH się tak długo utrzymuje :/ Mam tylko nadzieje ze to nie jakieś poważne rozchwianie hormonów bo generalnie nie czuje bólu w podbrzuszu jakbym miała mieć torbiel i cykl wyglada calkiem poprawnie bo nawet zaobserwowałam zmianę konsystencji śluzu z płodnego na niepłodny. Porobiło się.

Dżasta113 Czekając na motyle 19 stycznia 2020, 07:34

9 dpo...
Strasznie korci mnie żeby zrobić test. Boje się rozczarowania bo rozczarowanie to nieodłączny element życia starającej się. Z jednej strony jest jeszcze wcześnie ale takiej równej temp jeszcze nie miałam. Może to kwestia zmiany termometra w tym cyklu?
Od kilku dni mam ściśnięty żołądek, mogę jeść ale jest jakiś dziwny. Wczoraj wieczorem miałam ostry ból lewego jajnika, nie taki delikatny jak przy owulacji tylko tępy, ostry aż zwinęłam się w kłębek na łóżku. A przedwczoraj płacz- po prostu musiałam się wypłakać, a powodu jako takiego nie miałam. Dawno nie płakałam i czułam ze to mnie jakby oczyszcza, wyzwala- jakkolwiek głupio to brzmi.

To chyba ciąża urojona tylko i czekać aż temp spadnie i będzie wszystko jasne. Za bardzo chce i szukam w sobie oznak aby je dopasować.
Tak naprawdę jutro powinnam zrobić test i tak. Przy dostinexie powinno się je robić kontrolnie a ja biorę tabletkę właśnie w poniedziałki.

Odstawienia leku tez się boje. Czy trądzik i wypadające włosy wrócą? Teraz mam taka ładna buzie i tyle nowych włosów ze szok. Ta cholera - wysoka prolaktyna chyba naprawdę miała przeogromny wpływ na mój organizm.

Dziewczyny: jeżeli ktoś od razu zaleca Wam terapie retinoidami- zrobicie badania hormonów a przede wszystkim prolaktyny i oh progesteron. Terapia jest naprawdę ciężka do przejścia a jak z ciąża po niej, tez nie jest do końca wiadome...lepiej nie ryzykować.

EDIT
No i zrobiłam test. Negatywny. Stwierdziłam ze jeżeli się udało to godzina nie gra roli w momencie robienia testu (13:30). Znowu kłuje mnie jajnik i znowu tak mocno. Dlatego skusilam się na test. Jakaś nadzieja jeszcze jest bo to w końcu dopiero 9 dpo a na ovu pokazuje 18% szans na pozytywny test (tak jakby to była wyrocznia 😉).


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2020, 16:31

aster Plan B. 20 marca 2020, 12:16

28 dc, 14dpo
Temat starań stanął w miejscu, zresztą jak cały świat teraz...
Raz- ten polip (swoją drogą dobrze, że histero dopiero w sierpniu, bo jest szansa, że się odbędzie), dwa- wizyt w ramach programu nie ma przez koronawirusa, a trzy- nie mamy nawet wyników nasienia, bo mąż robił w szpitalu gdzie odbiór tylko osobiscie, a wiadomo jak jest. Więc luz, co ma być, to będzie.
Poza tym, zajście w ciążę teraz, w tym szaleństwie mogłoby być ryzykowne. Zawsze to jakieś pocieszenie...
Jestem jedną z nielicznych osób w miescie, które pracują normalnie. Biuro mamy bardzo kameralne, a przez puste miasto przejeżdża się praktycznie bez kontaktu z ludźmi. Jest jakoś tak... wolniej, spokojniej. Oczywiście, to co się dzieje jest straszne i konsekwencje epidemii będą ogromne, ale pierwszy raz od dawna nie mam wrazenia, że cały świat pędzi, a tylko ja nie nadążam.

Agiii37 Do trzech razy sztuka 19 stycznia 2020, 09:08

Witajcie

Tak się złożyło że bez planu jestem znowu w ciąży obecnie to 22t2d mojej czwartej już ciazy, jak wiecie wcześniej miałam trzy inseminacje za trzecim razem się udało, teraz jak synek miał 15 mg odstawiłam to od piersi w czerwcu a pod koniec sierpnia zobaczyłam dwie kreski na teście, byłam wściekła, raz sobie odpuscilam stwierdziłam że po tylu przejściach nie uda mi się zajść, że pewnie po cc mam znowu zatkane jajowody itd,
Na pierwszych prenatalnych ok, kość nospe w jest, NT w normie i chyba dziewczynka, ale oczywiście ze względu na mój wcześniejszy wywiad no i wiek zrobiłam amniopunkcje, tym razem czekałam 3 tygodnie szkoda mi było kasy na fischa, no i 23 grudnia odebrałam wyniki PRAWIDŁOWY KARIOTYP ŻEŃSKI, no i wtedy oszalalam ze szczęścia :)

Na razie wszystko ok, tak jak napisałam cieszę się bardzo, chociaż na początku tak nie było, mam mnóstwo obaw jak dam radę ale dam muszę, synek na szczęście jest grzecznym i pogodnym dzieckiem, chociaż chyba ma ten bunt dwulatka po woli, czuje już ruchy od 19 tyg, jak na razie ok, waga oczywiście za wysoka mam 8 kg na plusie w poprzedniej ciąży zostało mi 4 kg , a przytulam ogólnie 19 kg, no cóż zobaczymy jak będzie:)

17dc
1dpt
Do testowania zostało: 9 dni
Transfer był w klinice o 11. Najpierw drżącą ręką wręczyłam Pani na recepcji nasze zaległe badania, ale Pani jedynie rzuciła na nie okiem bez zbytniego zainteresowania, wiec myśle ze gdyby badań nie było to transfer tez by się odbył ( a ja się oczywiście tak stresowałam!). Najpierw dostaliśmy z mężem ubranka i poszliśmy pooglądać zarodek w laboratorium embriologicznym. Pani pokazywała nam zdjęcia zarodka tuż po rozmrożeniu - był biedaczek obkurczony jeszcze- i sprzed chwili- już wyglądał normalnie. Pani powiedziala ze zarodek rozmroził się ładnie i ze jest 4.1.1 a wiec „top quality”. To mnie bardzo podniosło na duchu. Następnie zostałam wezwana przez panią dr na podglad przed transferem - mój lekarz był w klinice ale chyba się spieszył i cześć pacjentów przerzucił do doktorki. Pani dr była sympatyczna i energiczna - nigdy wcześniej nie miałam u niej okazji być ale zrobiła na mnie dobrze wrażenie. Z podglądu wyszło ze wszystko ok i idziemy transferować. Wzięli mnie do sali w której była punkcja, potem Pani dr przyszła razem z zarodkiem w strzykawce z długim cewnikiem. Położna trzymała głowice usg na brzuchu wiec widać było jak cewnik wchodzi, wsuwa się do macicy - miał nieco bardziej widoczną końcówke- końcówka lekko się poruszyła i dr mówi- już po wszystkim i zaniosła do labu strzykawkę żeby pod mikroskopem sprawdzili czy w środku nie ma zarodka. To co w tej końcówce było takie świecące zostało w macicy w postaci takiego jaśniejszego punktu. Zapewne do tego płynu w którym transferują zarodek dodają trochę kontrastu żeby łatwiej zobrazować miejsce zostawienia zarodka na usg. Dostałam zdjęcie, położna ubrała mi majtki i miałam leżeć 15 minut. Mój mąż był cały czas przy mnie i był naprawdę przejęty (głośno przełykał ślinę a zawsze tak robi jak się czymś przejmuje). Rozmawialiśmy w sumie o neutralnych sprawach, o tym ze mamy gości po południu... przez te ostatnie dni doszło do mnie ze mój mąż jeszcze nigdy nie był tak mocno zaangażowany w żaden etap leczenia i ze on naprawdę jest przekonany ze teraz się uda na 100%. Nie chce mu odbierać tej nadziei ale lekko gaszę jego zapał bo może być różnie przecież a wiem ze będzie bardzo przeżywał jak coś nie pójdzie. W każdym razie po 15 minutach przyszła położna i kazała nam spadać - poszłam siku a potem poszłam na wypisanie z transferu - dostałam jeszcze 2 recepty na leki i mam je brać tak jak teraz do 10 dpt. W tym oto sądnym dniu mam zrobić betę i jak będzie pozytywna to brać dalej (jeszcze na całe 5 dni po becie mi starczy leków, szał) a jak negat to wszystko odstawić i w następnym cyklu podchodzę do kolejnego transferu. Jak wróciliśmy z Krakowa (jakieś 2 godziny po transferze) to oczywiście musiałam iść do toalety na dwójkę 💩 starałam się jakoś mocno nie napinać ale już się oczywiście stresuję ze na pewno czymś mogłam zaszkodzić.
Nie czuje się jakoś bardzo inaczej - trochę mnie kłuje macica jak dużo chodzę, wiec dzisiaj już tylko leżę- mieliśmy gości wczoraj i dzisiaj to trochę się nałaziłam ale to dobrze bo póki co nie mam czasu myśleć. Jutro powrót do pracy. Odnalazły ciąg odliczania.⏳⌛️⏳⌛️

25 dc / 29 cs - 1 po histeroskopii

Dziś 7 dzień po owulacji. Raczej nic z tego nie będzie... Tak myślę.

2 dzień po owu kłucie naprzemiennie w jajnikach,

5 dzień po doszło pobolewanie w podbrzusza plus cięższe piersi, lekki ból, bez zmian w ogólnym wyglądzie

Dziś dużo rzadsze kłucie, częste pobolewanie brzucha. Niby to dopiero tydzień ale ja już wiem. Dolegliwości zbliżone do tych jak w poprzednich cyklach. No może kłucia jajników nie było, ale w sumie nigdy nie miałam podwójnych owulacji,nawet na stymulacji z clo czy letrozolem. Natura sama z siebie tak zadecydowała.
Humor paskudny... Nie wiem jak sobie pomóc i czy w ogóle tu coś pomoże.

Aniaw89 Tak bardzo chcę 19 stycznia 2020, 19:42

Prawdopodobnie dzisiaj lub wczoraj mialam owulacje, ale rano nie mierzylam temperatury bo mialam w pracy dyzur nocny. Z mężem serduszkowalismy w piatek i dzisiaj wiec może się wstrzelilismy w dobry moment.
Boli mnie jajnik z prawej strony, ale zawsze mnie boli ten. Jak dwa miesiące temu mialam monitoring to też wydawało mi się ze owulacja jest z prawego jajnika, a lekarz mówił ze najwiekszy pecherzyk jest w lewym.
Może w prawym mam wiecej torbieli bo przecież mam te PCOS nieszczesne..
Ciekawe tez czy nie powinnam ograniczyc nocnej pracy podczas staran, pewnie to tez ma duzy wplyw na hormony.

Niedziela... Dzisiaj postanowiłam lenić się cały dzień 😀 Pogoda sprawiła że ziewam co chwilę. Jakieś niskie ciśnienie? Czy może te chmury zasłaniając słoneczko?

Wykres w tym cyklu bardzo równy... Małe wahania temperatury, porównując z poprzednimi to wygląda bardziej jak prosta kreska a nie jak zygzaki...
Może tym razem zaniosę jajo? 🤔


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2020, 20:33

Jutro badanie HSG. Przez ostatni tydzień zajęta byłam robieniem badań (co 2 dni pobieranie krwi, bo Ob było za wysokie...), 2 razy przekladalam badanie, bo jak na złość miesiaczka najpierw się spóźnia, a potem nie chciała odpuścić :-P aż w końcu w piątek dostałam zielone światło żeby jutro stawić się w szpitalu na badanie. Z tego wszystkiego wcale nie myślałam stricte o badaniu. A dzisiaj wieczorem przyszedł stres i lekki niepokój. Boję się, że będzie bardzo bolało. I boję się, że jajowody mogą być niedrożne, a to będzie powodowało jeszcze większy ból. Pociesza mnie myśl, że jutro o tej porze będzie po wszystkim ;-) Chyba jestem przygotowana na każdy wynik badania. Diagnostyka męża trochę mnie zachartowała w tej walce i nawet jeżeli wyjdzie niedrożność to będzie to kolejny problem, z którym trzeba będzie się zmierzyć, a nie powód do załamania się.

I jeszcze tak ku pokrzepieniu serc 😜

61bcf9e35c06.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2020, 20:13

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 20 stycznia 2020, 05:55

22dc, 10 dziń luteiny.
test ciążowy negatywny.
lece w delegację...


12t+1d

Wczorajsze USG prenatalne super.

Wszystko jest tak jak trzeba, kość nosowa, przezierność, główka, brzuszek, organy wewnętrzne, rączki, nóżki, dłonie, stopy, serce zdrowe i silne - 160 uderzeń na minutę. No i chyba jest też siusiak 😜😄To na razie ostrożne "domniemania", więc jeszcze może być wolta i zwrot akcji, ale ja już od ostatniego USG z Zumbą mam niemalże pewność... 😄

CRL 6,8 cm - olbrzym! Znowu jesteśmy ponad 95 centylem, ciąża wygląda na tydzień starszą niż jest. Obwód brzuszka jest natomiast odpowiedni do wieku, więc ta wielkość raczej nie jest pokłosiem "utuczenia" dziecka jak się dzieje przy cukrzycy ciążowej, ale i tak kupię glukometr i zacznę regularnie kontrolować cukier na wszelki wypadek. Zwłaszcza, że przez te cholerne mdłości ostatnio moja dieta opierała się głównie na chlebie, makaronie i różnych słodkich przekąskach bo tylko to dawało mi jako taką ulgę. A mój organizm nie jest do tego przyzwyczajony, od lat byłam na "prawie" wege diecie bez glutenu i cukru czyli tylko warzywka, owoce, kasze, jajka, kefir, czasem jakieś sery i mięso mocno ograniczone - może raz w tygodniu i to też tylko eko drób albo ryba. No ale na szczęście rzyganko zaczyna odpuszczać, więc od przyszłego tygodnia powrót do zdrowego żywienia i codziennych "leśno-plażowych" wypraw z psem. Przed ciążą robiłyśmy z moją sunią ok. 10-12 km, myślę że teraz ograniczę się do 3-6 km w zależności od samopoczucia.

Czekamy jeszcze na wyniki Pappy i wolnego bHCG. Jeśli to będzie ok, to mogę zacząć oswajać się z myślą, że jestem w zdrowej ciąży 😉

Niesamowite, co? 😄

Ach i mały ma chyba nochal po tatusiu! 😄 Piękny prosty idealny nos, wyraźny ale nie za duży i nie za mały (facet nie może mieć małego nosa bo to jak mały wiadomo co 😜 ) Uwielbiam profil P 🥰

Wciąż nie mogę uwierzyć, że ten siedmiocentymetrowy człowieczek ma już tyle charakterystycznych cech, właściwie to ma je wszystkie! 😄A my je teraz będziemy powoli odkrywać 😉To jak nowe plansze w grach komputerowych z mojego dzieciństwa 😄

9tc+3

Jutro wizyta w szpitalu.. w szpitalu w którym urodziłam Alice i w którym spędziliśmy wiele tygodni.. Tyle tam wspomnień ..
Wizytę wzięłam z lekarka która mi robiła cc zaraz po śmierci córki, chciałam się spotkać by porozmawiać o tym kiedy będę mogła zacząć starania.
Korespondencja była mailowa, lekarka „uświadomiła mi” że muszę odczekać min rok od cc by uniknąć komplikacji, dała mi wizytę 20 stycznia by porozmawiać na „żywo”...no i pare dni później okazało się że za późno na ustalenie planu działania bo jestem już w ciąży.
Aż mi głupio było pisać kolejnego maila, ale napisałam i nie dostałam „przysłowiowej zjebki” że za szybko, tylko wysłała mi recepty na luteinę, wymaz i na pierwsze usg.
Także jutro wizyta o planie działania ale już w ciąży :)

Kurcze boje się, boje się tego miejsca, boje się usg..
Niby w 8tc byłam na usg i biło serduszko i się uspokoiłam i staram się myśleć cały czas pozytywnie że przecież był zarodek, było serce, teraz już do przodu..a mimo wszystko gdzieś z tylu głowy mam historie dziewczyn które straciły dzieci w 10 czy 13 tyg..... I cały czas zastanawiam się jak to możliwe. Przecież jeśli w pęcherzyku pojawił się zarodek, pojawiło się serce, rośnie ładnie wraz z tyg ciąży to dlaczego później nagle się zatrzymuje?! Tyle radości i planów a tu okazuje się że jest jedno wielkie G..niesprawiedliwe to wszystko.

Zazdroszczę pokolenia mojej mamy, gdzie nie było usg, nie było tyle problemów, nikt nie słyszał o żadnych mutacjach i sracjach.
Nie było internetu, zachodziło się w ciąże i tak chodziło do rozwiązania. Nie było usg, nikt nie straszył że „noga o tydz za krótka”, kość nosowa o milimetr za długa...Mam 15 kuzynostwa, żadna ciotka nie doświadczyła żadnego poronienia. Teraz czasy się zmieniły tak jak ciotki problemów nie miały tak z kuzynostwa każdy ..
No nic jutro wizyta, mam nadzieje że Alice czuwa nad braciszkiem czy siostrzyczka i że jest równie silny/a i waleczny/a jak ona!


39+2

Nie wiem czy mój poród był straszny i mam uprzedzac.. Chyba nie. Skończył się dobrze ale miał swoje momenty 😉

O 11 zwolniła się porodówka. Położna przeleciała ze mną plan porodu i wszystko wyjaśniła. Szyjka ponoć dalej była gruba a główka wysoko. Podłączyła mnie do KTG i jeśli po podaniu oksy byłoby ok, to miałam iść sobie pochodzić. O 11:30 podała mi oksy. Po paru minutach pierwszy skurcz, po 5 kolejny, potem po 3 i nagle tętno młodego ponad 200. Maszyna zaczęła wyć. Położna poruszała mi nogami ale maszyna wyła dalej. Szybko zadzwoniła po neonatologa, mnie przewróciła na kolana, zgięła mi łokieć a drugą rękę musiałam mieć prosto bo kroplówa, wsadziła rurki z tlenem do nosa. Kazała ruszać biodrami. Ale główka za bardzo napierała na pęcherz. Zeszły się jakieś 2 babki i uznały że szybko przebijają. Poleciała woda (całkiem sporo jak na malowodzie 🤔) i się uspokoiło. To było dość mocne. Bujałam się tak na klęczkach z 15 min, potem pozwoliła się położyć bo już byłam cała mokra. Było ok. Kilka silnych skurczy, potem nagle 2 zajebiście mocne, nie wiedziałam co mam zgniatać. Podeszła, sprawdziła mnie i zdziwiona mówi, że mam pełne rozwarcie i to już są parte! Jak już parłam to nie były takie straszne, tylko nie spodziewałam się takiego uczucia rozpierania. Na początku nie umiałam przeć. Tłumaczę jej, że całą ciążę na to uważałam, żeby nie mieć hemoroidów i teraz jakoś to jest wbrew mnie. Po paru skurczach się nauczyłam 🤭 Położna uznała, że przeszkadza mój pełny pęcherz. Zgięta w pół, z kroplówką leciałam do kibla. Nie udawało się wysikać bo młody był za nisko. Siadalam na kibelek, wstawałam na skurczu. Nie udało się, wracam na łóżko. Przy partych coraz większe napieranie i powiedziałam mężowi, że chyba jednak bym chciała cesarkę. Prawie płacząc mówię, że to rozpieranie tak boli, że chyba nie jestem w stanie z własnej woli przec bo to wbrew naturze robić coś co sprawia ból. Naprawdę w siebie zwątpiłam. Ale położna mówi, że już kończymy.. Zeszły się znów te dwie i fajnie mnie dopingowały choć rozpieranie było tak silne, że już się chciałam poddać. I wtedy go zobaczyłam. Wychodził z ręką nad głową i pepowiną wokół szyi i barku. Jakby w szelkach. Gdyby nie to, urodziłabym ponoć jeszcze szybciej. Choć od podania oksy, do Brunka na mojej piersi minęła tylko 1 godz 30 min! W 39+2 tc o 13:05 dnia 23.03 urodził się mój synek ❤️ 2930g. Jeszcze nie wiem ile mierzy. 2 godziny już mnie cyckał, potem go zabrali. Teraz poszedł drugi cycuś i oddałam chłopaka bo jestem padnięta. Udało mi się załapać na salę 1-osobową zaraz koło łazienki, więc jest super. Troszkę pękłam ale ponoć tylko skóra ucierpiała. To wszystko jest surrealne. Jeszcze tego nie ogarniam rozumem ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2020, 10:40

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 25 września 2020, 11:20

7 dc
Dawno nic nie pisałam, może nie działo się nic szczególnego, a może po prostu nie miałam weny. Dzisiaj mam taki dzień, że mam wszystkiego dość. Wiem, że powinnam być wdzięczna za różne rzeczy i cieszyć się życiem jednak nie potrafię. Nic mnie już nie cieszy. Staram się bardzo, ale jest co raz gorzej. Chciałabym kłaść się spać bez tego natłoku myśli, bez analizowania każdego dnia, co mogłabym jeszcze zrobić aby zajść w tą wymarzoną ciążę.
Jestem przebadana ginekologicznie, hormonalnie i do pełnej diagnozy brakuje mi tylko immunologii. Czekałam miesiąc aby zapisać się na telewizytę do najlepszego specjalisty w Polsce. Dzisiaj jest właśnie ten dzień, dzień rejestracji, jeden dzień w miesiącu który daje tak wiele nadziei na dziecko. Traktowałam go jako ostatnia deska ratunku i co? Najpierw 15 minut telefon był cały czas zajęty i jak już byłam zrezygnowana udało mi się dodzwonić … byłam 14 w kolejce. Tak bardzo się cieszyłam, jednak szybko spadłam na ziemię bo gdy doszło do rozmowy to usłyszałam, że niestety wszystkie terminy są już zajęte. To był dla mnie cios porównywalny do poronienia. Poczułam się bardzo podobnie, tak jakbym straciła ciążę. Poryczałam się w drodze do pracy i jak już usiadłam do komputera. Przeraża mnie myśl, że dopiero za miesiąc kolejne zapisy na wizytę, która odbędzie się w listopadzie i pewnie znowu mi się nie uda dodzwonić. Te starania mnie wykończą. Mam poczucie, że tracę czas, którego już nie odzyskam.

Wrzesień to miesiąc, w którym mogłabym rodzić gdybym donosiła ciążę. Ta myśl mnie paraliżuje, nie mogę patrzeć już na czyjeś niemowlaki, w głowie mam tylko tą jedną myśl, że ja też byłabym teraz mamą. Na Internety nie mam ochoty wchodzić bo mam wrażenie, że każda dziewczyna, którą znam jest w ciąży, albo przed chwilą urodziła.

Na koniec małe podsumowanie moich postanowień z tamtego miesiąca:
ONA:
- dostałam skierowanie na krzywą cukrową
* Nie zrobiłam jeszcze tej krzywej :/ zawsze było mi nie po drodze. Z urlopu wróciłam chora, potem koleżanka z pracy wzięła 2 tyg urlopu i nie mogłam się zwolnić z pracy, potem wyrwałam zęba i wolałam przeczekać okres rekonwalescencji. Planuję iść w poniedziałek.
- planuję zapisać się na telewizytę do doc.Paśnika + zrobić potrzebne do niej badania
* Nie udało się zapisać, ale badania zrobię jeszcze w tym miesiącu.
- muszę wyrwać 4 zęby (ósemki) !!
* 1 wyrwana, drugiej pozbędę się 5.10

Za 3 miesiące miną 4 lata starań.

Dżasta113 Czekając na motyle 20 stycznia 2020, 11:16

10 dpo...
Temp zaczyna spadać, miałam delikatny ból miesiączkowy wiec @ jest tuż za rogiem. Czuje to. Humor przez to wszystko kiepski i w ogóle z chęcią ukryłabym się dzisiaj przed wszystkimi...P tez już nie wierzy ze uda się to wszystko ogarnąć samemu.
Coś jest na rzeczy, gdzieś jest jakiś błąd

Jak ten czas szybko mknie...już prawie koniec stycznia a tym samym pierwszego miesiąca Nowego Roku.
U mnie to samo co zawsze...lekarz - badania i tak w kółko.
Na chwilę obecną gdybym miała podsumować robione notorycznie w kółko badania to...wszystko wychodzi raczej na plus.
Przeciwciała przeciwjądrowe - ujemne
Przeciwciała przeciwplemnikowe - ujemne
Przeciwciała jajnikowe - ujemne
Przeciwciała przeciwko endomysium (celiakia) - ujemne
Badanie nasienia - w porządku
Hashimoto - uśpione
Winowajca - endometrioza???, która też jest raczej uśpiona...wszelkie markery nowotworowe w normie, nic nie jest podwyższone. No chyba ona...bo co innego to już nie wiem .

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 25 września 2020, 14:26

30t + 7d

Znów mam cukrzycę 😤 i lekką anemię... jeszcze nie widziałam się z lekarzem od badań, więc nie mam glukometru, nie mierzę poziomu cukru we krwi po każdym posiłku, jak robiłam to w pierwszej ciąży. Staram się nie jeść cukru, ale tylko staram się. Wczoraj dodałam cukier do kakao, nie mogłam się oprzeć. Na wadze +8kg od początku ciąży, nie dużo ale i nie mało. Przede mną ponad dwa miesiące, podczas których dziecko najwiecej przybiera na wadze.

Za 2 tyg mam usg 3 trymestru. Nie mogę się doczekać. Mały czasami daje mi popalić. W sensie mocno kopie, czasami wykrzykuje głośne „auuu!!”, ktoś z boku może mnie wziąć za wariatkę 😁

Zoastalam z Fifim sam na sam w domu. Ten chłopak jest aniołem. Jest bardzo spokojny, aż się zastanawiam czasem czy nie za bardzo. Bardzo lubi czytac, wiec potrafimy spędzić na kanapie ponad pół godz na czytaniu i tak kilka razy w ciągu dnia. Jego drzemki się wydłużyły ostatnio do 2 godz, wiec naprawdę nie mogę narzekać na zmęczenie. Kocham tego chłopaka! Kocham nasze poranki, kiedy biorę go do siebie do łóżka i on cierpliwie czeka aż się oboje rozbudzimy, przytulając mnie, kładąc się na mnie (tak, jeszcze dajemy radę, nie uciska za bardzo brzucha 😉). Czerpiemy ile możemy z tych ostatnich tygodni razem sam na sam. Wiem, ze to minie bezpowrotnie, ale na pewno będziemy tak urządzać czas, by Fifi miał mamę czy tatę tylko dla siebie od czasu do czasu. Wiem, ze będzie tego potrzebował.

Bardzo martwiłam się i przeżywałam nasza rozłąkę, kiedy pójdę do szpitala na poród. Jeszcze nigdy nie rozstałam się z Fifim na cały dzień. Uspokoiłam się trochę, bo ostatnio byliśmy na weselu, a Fifi został z babcia i dziadkiem. I tak po drzemce nas już nie było, a Fifi doskonale sobie poradził włącznie z kąpielą, kolacja i położeniem się do łóżka :) To był pierwszy raz. A muszę powiedzieć, ze z dziadkami widuje się rzadko. Czasem nawet jak zostaje z tatą beze mnie potrafi przepłakać godzinę.

Na weselu była jedna para z miesięcznym dzieciaczkiem. Już zapomniałam, ze noworodki są takie malusieńkie... zdałam sobie sprawę, ze do mnie to jeszcze nie dochodzi, ze wkrótce powitamy na świecie taką właśnie kruszynkę. Cieszę się, ale jednocześnie wiem ze będzie ciężko. W pierwszej ciąży bardzo czekałam na Fifiego, a wyobrażałam sobie same słodkości 😄 i tak oczywiście było, ale zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie... takiego zmęczenia sobie nie wyobrażałam. Tym razem zdaje sobie z tego mooocno sprawę, teraz będę mieć dwójkę dzieci. A jeśli młodszy będzie w spaniu taki jak jego brat, to już sobie współczuje 😅

Także moje odczucia na dziś: radość z oczekiwania na przygodę życia, ale i trochę przerażenie. Mimo wszystko tej radości jest więcej ;)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)