Dokładnie rok temu zaczęłam przygodę z ivf. Jak ten czas leci. To rok, nie mogę w to uwierzyć. Gdyby ktoś wtedy powiedział że za to o tej porze powie że będę mieć dziecko nie uwierzyłbym.

9tc+1d (45 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)

Godzina 23 wczoraj, kładę się do łóżka zasypiam dość szybko, a później jak z zegarkiem w ręku co godzinę uskuteczniałam spacery na lini łóżko - WC (winny jest pęcherz). W okolicy godziny trzeciej nie byłam już pewna czy mi się śni, że idę do toalety, czy idę faktycznie, dla pewności, że jednak jestem w łazience umyłam twarz wodą, a dla dodatkowej weryfikacji obmacalam sedes, uff.. to nie sen, jestem w ubikacji i mogę bezpiecznie zrobić co trzeba (obawa, że któregoś dnia spaskudzę się do wyra jest silna). W trybie zombi wracam do łóżka, z nadzieją, że może za godzinę się w pecherzu nic nie naprodukuje. Godzinę później czyli o 4, gały jak 5zl, bełt przy migdałkach, ale modły wysłuchane, siusiu mi się nie chce 🤦‍♀️ wstaje aby coś przerzucić przez układ pokarmowy, na szybko znalazlam paluszki. Rezolutnie zabieram cała paczkę do sypialni, żuję jeden za drugim, przechodzi trochę, ale nie na tyle był zasnąć, minuty na zegarku dłużą się szalenie, a ja dalej żuję, jest około 5 w końcu oczy zaczynają się kleić, już prawie odpływam kiedy nagle dostaje komunikat z pęcherza "siusiu".. A tak po za tym to jest cudnie, zaczęliśmy 9 tydzień 💛 i po 4 dniach spokoju powracają mdłości (wcale za nimi nie teskniłam). W tym tygodniu badania i jeżeli wszystko wyjdzie ok, to zaczniemy zmniejszać dawkę progesteronu i estradiolu 😊 w czwartek kontrolne usg.

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 17 stycznia 2020, 10:03

Jestem zmęczona. Bardzo zmęczona. Synek od pewnego czasu budzi się w nocy i nie chce usunąć czasem nawet przez ponad 2h. Czasem jest w miarę cicho, a czasem krzyczy na całe gardło a każda próba pacyfijacji kończy się rzucaniem i wyginaniem się.
Maz czasem śpi ledwo 3h a przecież jedzie autem do pracy. Martwię się o niego i szkoda mi go. Ja jeszcze trochę tego snu nad ranem złapie, a on.... Eh

Powoli kończymy chorobę. Mamy zmniejszone dawki sterydów ale nadal kategoryczny zakaz wychodzenia z dzieckiem. To już ponad miesiąc bez wychodzenia. Wolno nam tylko jechać do lekarza, nawet do dziadków nie bardzo.
Trafiliśmy z pediatra. Niestety i stety bo przynajmniej nie musimy chodzić do oddzielnego specjalisty.
Ona jest też pulmologiem, a mamy podejrzenie astmy. Martwię się strasznie. Jak ja dziecku mam przetłumaczyć że nie może wychodzić w zimne powietrze, biegać, jeździć na rowerze czy nawet się śmiać....
Tak śmiać. Ostatni śmiech spowodował ostry atak. Nie wiedziałam co robić. Nie dojechalibysmy ma pogotowie pomimo tego że mamy dosłownie dwie minuty autem. A może przesadzam... Nie wiem. Dla mnie wyglądało to bardzo źle. Dałam inhalacje z takiego jednego sterydu. Na szczęście to było dobre postępowanie.
Boję się.

Wczesniaczek przyjaciółki ma się bardzo źle. Było lepiej, było gorzej.... Wczoraj już prosiła tylko o modlitwę.

Nie mam siły. Chyba już nie będę tu pisać.

Z pozytywów w końcu nauczył się mówić mama jakoś krótko po 15 miesiącu.

12tc+4

Boże dziewczyny,
W środę wieczorem wylądowałam na izbie przyjęć z mocnym krwawieniem. Naprawdę mocnym - w sekundę całe majtki i spodnie czerwone. Jechaliśmy do szpitala tylko z jedną myślą. Ale na USG dzidziuś zyje, serce bije prawidłowo, wiek ciąży się zgadza. Nie wiedzą, czy to początek poronienia, czy np. pękł jakiś krwiak. Odesłali mnie do domu "bo postępowanie w szpitalu byłoby takie samo". Progesteron, nospa i leżeć. Dzis lub jutro umówić się na wizytę do swojego lekarza.
Chce wierzyć w tego Malucha, ale boje się bardzo. W drodze do szpitala i podczas oczekiwania na przyjęcie już naprawdę zdążyłam się z nim pożegnać.

W nocy była cisza, ale wczoraj od 11 znów naprawdę mocne krwawienie.
Miałam duży problem żeby skontaktować się z moim lekarzem, ale w końcu się udalo.
Byliśmy na wizycie koło 14 (wciąż mocno krwawilam).

Z dzidziusiem w porządku! Na USG nic nie widać - aż nie mogłam uwierzyć, bo naprawdę pożegnałam się z tą ciążą już dwukrotnie: raz przedwczoraj, raz wczoraj.
Mógł być krwiak, ale nie widać.
Mam leżeć plackiem, jak coś będzie mocniej to wiadomo szpital, a jak nie to we wtorek mamy planową wizytę.

Boje się bardzo, bardzo, bardzo.

Od połowy wczorajszego dnia już nie krwawię, oby już nie wróciło.

To moja czwarta ciąża, a w domu tylko jeden maluch.

A Bąbel ma już 5,8cm i na USG wyglądał jakby miał się dobrze mimo wszystko ️
Nadgonil do terminu z miesiączki - 27.07.
Oby rzeczywiście było nam dane poznać się w lipcu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia 2020, 11:27

Piątek 23 dc / 29 cs - 1 po histeroskopii

--> dzisiejszy monitoring : owulacja z obu pęcherzyków : ciałko żółte jajnik prawy, ciałko żółte krwotoczne jajnik lewy - owulacja najprawdopodobniej się udała ale jakościowo gorsza od tej z prawej.
--> endometrium 9 mm

Zalecenia: 1x2mg estrofem, zmniejszona dawka luteiny 1x2 tabl lub 2x1 do mojej decyzji, na bóle podbrzusza no spa.

Nie wiem, mam złe przeczucia, że nic z tego nie wyjdzie i tak. Jak tylko pojawią się optymistyczna myśl to od razu mózg dociera do podświadomości i zakrywa mi tą sielanke i przypomina " Ty jesteś skazana na bycie bezdzietną kobietą. Nic Ci nie pomoże. Takie Twoje przeznaczenie". Faktycznie całe życie prześladuje mnie myśl, a w zasadzie pewność, że ze mnie to matki nie będzie.

anemic Wielkie chcenie ... 17 stycznia 2020, 14:06

Jezeli noe drze sie przez.80% nocy, to spi i budzi sie o 4 i juz nie spi. O 6 wstajemy. W tym tyg bywala u mijej.siostry bo zlobek zamkniety (ferie), ucina tam.sobie drzemke i tej planowej nie chce robic w domu wiec i ja nie mam szans sie zdrzemnac. Dzisiaj to samo. Siedze i becze i zastanawiam się jak prztrwam do wieczora. No chyba ze zasnie o 16, wtedy nawet wieczor nie bedzie wybawieniem.

15dc
1 dzień przed transferem.
Jestem naszpikowana progesteronem do granic możliwości. Już 5 dzień jestem na przygotowaniu do transferu i ładuje w siebie proga z każdej strony😓 czuje się jak balonik. Ledwo zapiekam dzisiaj spódnice w która zwykle wchodzę na luzie. W brzuchu mi bulgocze i mam troszkę skurcze - dokładnie tak jak zawsze w jakieś 6 dni po owulacji wiec jakoś bardzo się tym nie przejmuje. Jestem z siebie bardzo zadowolona (muszę to napisać) ponieważ jak dotychczas w trakcie całej procedury naprawdę sumiennie brałam leki - nie zdarzyło mi się pominąć żadnej dawki, żadnej pory dawkowania. Jestem super compliance współpracującą i rzetelną pacjentką. Wiem ze to pewnie nie będzie miało aż tak mega wielkiego znaczenia dla sukcesu sprawy- jest dużo więcej zmiennych o większej wadze- ale przynajmniej na to mam wpływ i to mogę zrobić najlepiej jak umiem. Jutro transfer. Nie mam nadal wyników chlamydii i pewnie już nie będzie. Biocenoza wyszła w mojej opinii całkiem ok II/III stopień co w moim przypadku (i zręczności z jaka pani w laboratorium pobierała próbkę) jest i tak bogato. Cieszę się ze to już jutro ale z drugiej strony wiem ze przede mna najgorsze. Skoro teraz traciłam głowę z niecierpliwości to co będzie teraz jak będę czekać na testowanie? Czy ja w ogóle będę kontaktować ze światem zewnętrznym? Czy będę w stanie zrobić najprostszą rzecz w pracy? Czy będę w ogóle spać czy tylko będę nocami leżeć i rozmyślać jak to będzie jak będę w ciąży? A jak się nie uda to co? Bardzo nie chce się nastawiać źle ale z drugiej strony nie chce sobie robić nadmiernych nadziei. Wiem ze mam około 40% szans i na tym chciałabym poprzestać, nie roztrząsać i nie analizować. Najlepiej w ogóle by było jak najmniej o tym myśleć. Zaczynam sobie różne aktywności powoli planować żeby zająć czymś głowę. W niedziele przyjeżdża moja siostra, muszę ugotować coś dobrego. Mam przygotowane pare książek do przeczytania. Może namowie męża na oglądanie płytek do łazienki. Zdecydowałam tez ze nie wezmę urlopu - nawet jeżeli będę miała mózg jak owsianka to w pracy przynajmniej będę ZMUSZONA żeby CZASEM oderwać myśli od starań i zająć się czymś przyziemnym i pożytecznym i chociaż zrobię to pewnie w żółwim tempie i popełnię masę błędów to czas oczekiwania minie odrobinę szybciej. Bardzo na to liczę 🙄

Dzis 16 dc.. i juz wiem... ze to nie bedzie „ten cykl” - i dobrze... zawsze wolałam wiedzieć niz żyć złudzeniami...
a wczoraj u mojego Lekarza.. w skrócie powiedział, ze On nie ma na nas pomysłu i radzi zeby przejść do specjalisty zajmującego sie tylko leczeniem nieplodnosci ... jasne, możemy jeszcze próbować cos z cyklami robić... skoro wczoraj był pęcherzyk 26 mm to cos jednak po tej przerwie rośnie bez leków... (wczesniej bez leków była totalna pustka), mam przyjść we wtorek i sie zastanowimy czy cos jeszcze kombinować ze stymulacjami czy nie... Szczerze to utwierdził mnie w mojej decyzji, która juz podjęłam ... bo zapisuje sie na czerwiec do Pani Doktor bardzo polecanej w jednej z Klinik leczenia nieplodnosci... ale miałam nadzieje, ze jeszcze spróbujemy ze stymulacjami... miałam tylko 2 takie które zaliczyły sie owulacja i w zasadzie ładnie reagowałam na leki.. smutno mi sie zrobilo... ale dzis nowy dzien i trzeba działać a nie sie mazgaić..
Moj plan - spróbować w następnym cyklu (o ile bedzie pęcherzyk) podać zastrzyk na pęknięcie, kiedy pęcherzyk osiągnie odpowiednia wielkość i tak uzyskać owulacje.. jak nie bedzie z tego ciąży.. to juz raczej poczekam do czerwca na świeży start u nowej Pani Doktor! A w miedzy czasie chce żyć i zapomnieć o tym wszystkim... takze wakacje, a jeszcze przed chce zrzucić pare kg (do wagi sprzed slubu brakuje mi zrzucić 5kg, wiec nie jest zle), zadbać o zdrowe żywienie, ostatnio z tym cieżko, bo było mi cały czas niedobrze i wolałam opuszczać posiłki albo jeść np. Sucha bułkę... do tego więcej sie ruszać! Takze plan jest! Do dzieła 😉 jak macie jakies sugestie... rady, to piszcie.. moj Maz znowu wymyśla ze za rzadko sie kochamy... nie rozumie ze jak nie mam owulacji to nawet 5 razy dziennie cały cykl nic nie da.. heh...
Ps jak znalazłam w koncu ginekologa, przed którym nie wstydzę sie... nie jestem zażenowana cała sytuacja, poza tym jest bardzo cierpliwy i ogólnie sprawił, ze moja trauma z okresu nastoletniego odnośnie ginekologów odeszła w niepamięć... to musze Go zmieniać... heh.. ale wrócę do Niego w ciąży! I tego sie trzymajmy!

Kd_eye Dlaczego ja nie moge zajsc w ciaze? 18 stycznia 2020, 17:45

Wreszcie powrot do cywilizacji.....czyli internet zostal podlaczony w moim nowym mieszkaniu 😁 kurcze czlowiek nie zdaje sobie sprawy jak jest uzalezniony od internetu do momentu jak go nie ma. No to jestesmy na nowym mieszkaniu, powoli przyzwyczajam sie do nowego miejsca. Moj maz zaczal nowa prace, jest w niej juz 2 tygodnie i jest bardzo zadowolony. Widze, ze az ma pelno energii a jego kreatywna dusza spelnia sie w tym co obecnie robi. Teraz tylko, zeby dostal umowe na stale po trzech miesiacach.
W czwartek przyszla ta chalerna @....troszke sie ludzilam ze moze bylabym tym wyjatkiem ktory zaszedl by w ciaze moment przed rozpoczeciem invitro...... nie jestem 😀😀 powinnam juz byla do tego przywyknac....o wszystko w moim zyciu musze walczyc...💃 jak wojownicza ksiezniczka ...wiec czemu teraz mialaby byc inaczej 😎😎😎
Oficjalnie zakonczyl sie kolejny etap moich starach zachoedznia w ciaze. Wczoraj zadzwonilam do kliniki i powiedzialam ze rozpoczal sie moj nowy cykl. Odzwonili i zostawili wiadomosc, ze odezwa sie w przeciagu 7-10 dni gdzie zorganizuja dostawe lekarstw i pierwsze usg.
Czytam historie starczek tutaj ktore juz sa w trakcie stymulacji i szykuja sie do punkcji badz transferow, wiem, ze jeszcze troche i bede podchodzic do tych etapow. Tak bardzo chcialabym, zeby sie udalo, zresztz jak my wszystkie tutaj. Ostatnimi czasy czuje pustke, ze nie udalo mi sie zajsc w ciaze. Oficjalnie jestem jedyna osoba z moich kolezanek z najbliszego otaczenia ktora chce a nie jest w ciazy. Ostatnia kolezanka, ktora dlugo sie starala zaszla w ciaze powiedziala mi 4 stycznia.

Iza_Malarka Zaczynamy! 12 listopada 2020, 08:43

Niestety 13 cykl nie okazał się być pozytywny. Zaczynam dziś 14 cykl, lepiej późno niż później bo w środę mam wizytę u lekarza od niepłodności.
Zabolało bardzo, jeszcze się nie popłakałam 👍🏻 przede mną praca - mam nadzieje ze będzie jej dziś całe mnóstwo, żebym nie musiała o niczym myśleć, żebym nie miała zbyt dużo wolnego wieczoru. Mój mąż wraca dopiero na weekend, wiec tylko przeżyć te dwa dni, a w piątek w nocy będzie miał mnie już kto pocieszyć.
W grudniu minie rok.. 12 miesięcy nadziei, smutku, nadziei, radości, smutku, i tak w kołku.

Nie zmiennie trzymam za Was kciuki! Jeszcze mogą być dwa powody do świętowania!

Takasobiedziewczyna Kiedy będziesz.. 18 stycznia 2020, 21:34

Dziewczyny bardzo Wam dziekuje ❤

Pisalyscie o badaniach. Dzis dostałam wyniki przeciwciał antyTPO wynik jest tragiczny 17,7 norma w badaniach jest do ok.6

Szlak mnie trafia, tyle czasu lecze tarczyce i żaden lekarz tego nie zbadal dopiero sama prywatnie wykonalam badania 😭😭 co dziwne inne wydaja się w normie.. moze jestescie w stanie podpowiedziec ? Wykonywane 3 dnia cyklu
Estriadol 28
Fsh 10,40
LH 5,79
Prolaktyna 361
T3 2,56
T4 1,44
Testosteron 23,40
Tsh 2,220
Glukoza 90,5


Jak myslicie jakie badania wykonac jeszcze ?

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 18 stycznia 2020, 22:05

Oficjalnie cykl spisany na straty. Pęcherzyki dobiły do 14 mm po 13 dniach stymulacji. Dramat.
Zaczynamy od nowego cyklu. W 3 dc mam się stawić na usg i badania krwi.
Odsapnełam trochę bo tym razem mamy mieć inne leki stymulujące. Bałam się, że Ginka będzie proponować znów ten sam zestaw.

Pozostaje mi wierzyć, że zmiana leków pomoże. Ginka mówi, że nie ma co się załamywać tylko działać. I, że z z moich jajników wyciśnie co się da. Narazie mam nie dramatyzować. Tylko jak to zrobić? :/

14dc

Początek roku zdecydowanie do bani. Byłam chora a teraz do dnia dzisiejszego męczy mnie kaszel. Nie mam chęci do niczego, mąż miał robić wyniki nasienia a się okazało że z terminem się nie mógł zgrać w Invimedzie. Nie wiedziałam że 2 tygodnie do przodu są umówione wizyty. Lekko się wkurzylam... nie wiem kiedy to załatwimy. Nawet nie mam do tego głowy. Do niczego w sumie nie mam.

Z mężem niby dobrze jak nigdy ale u mnie jest jakiś zjazd humoru. Nie cierpię być chora.
Mialam wielkie zacięcie, wykorzystać każdy miesiąc, a teraz moje odczucia są takie by zasnąć i obudzić się jak za oknem będzie 15 stopni.

Czekamynadzidzie zanim odczytałam twoja wiadomość zaplanowaliśmy sobie 3 dni w Wiedniu. Moje takie małe Marzenie by tam pojechać. Po prostu nie będzie wielkich wakacji jak co roku, tylko RODOS z dmuchany basenem, i spontaniczne jednodniowe wypady w góry. Bo chciałabym trochę pochodzić.

Za 3 dni powinna być owulacja. Chociaż wyjątkowo w tym miesiącu wogole nie czuje jajników. Może będzie bezowulacyjny.

Agiii37 Do trzech razy sztuka 21 marca 2018, 05:14

Ciąża zakończona 20 marca 2018


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2020, 09:11

10tc+0d (51 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)

Dzisiaj zaczęłam 10 tc, przede mną dwa najtrudniejsze tygodnie.. Pierwsze dziecko zmarło około 10+4, dowiedzialam się 11+1, to moja psychologiczna granica.. Nigdy w żadnej ciąży nie byłam dalej, bardzo się boję. Wizyta w piątek, to będzie 10+5.

Ingwer Mam swoją historię. 19 stycznia 2020, 11:39

Dziś 22 dzień cyklu. Dziwne rzeczy się dzieją, niby w 12dc nie było pęcherzyka dominującego a od 16 dc zaczęły wychodzić mi testy owulacyjne, z czego 17dc był pozytywny, potem kreska zaczela blednąć ale nie tak jak zwykle do cienia, bo dalej jest dość mocno widoczna, a to już 6 dzień .. nie wiem o co chodzi że to LH się tak długo utrzymuje :/ Mam tylko nadzieje ze to nie jakieś poważne rozchwianie hormonów bo generalnie nie czuje bólu w podbrzuszu jakbym miała mieć torbiel i cykl wyglada calkiem poprawnie bo nawet zaobserwowałam zmianę konsystencji śluzu z płodnego na niepłodny. Porobiło się.

Dżasta113 Czekając na motyle 19 stycznia 2020, 07:34

9 dpo...
Strasznie korci mnie żeby zrobić test. Boje się rozczarowania bo rozczarowanie to nieodłączny element życia starającej się. Z jednej strony jest jeszcze wcześnie ale takiej równej temp jeszcze nie miałam. Może to kwestia zmiany termometra w tym cyklu?
Od kilku dni mam ściśnięty żołądek, mogę jeść ale jest jakiś dziwny. Wczoraj wieczorem miałam ostry ból lewego jajnika, nie taki delikatny jak przy owulacji tylko tępy, ostry aż zwinęłam się w kłębek na łóżku. A przedwczoraj płacz- po prostu musiałam się wypłakać, a powodu jako takiego nie miałam. Dawno nie płakałam i czułam ze to mnie jakby oczyszcza, wyzwala- jakkolwiek głupio to brzmi.

To chyba ciąża urojona tylko i czekać aż temp spadnie i będzie wszystko jasne. Za bardzo chce i szukam w sobie oznak aby je dopasować.
Tak naprawdę jutro powinnam zrobić test i tak. Przy dostinexie powinno się je robić kontrolnie a ja biorę tabletkę właśnie w poniedziałki.

Odstawienia leku tez się boje. Czy trądzik i wypadające włosy wrócą? Teraz mam taka ładna buzie i tyle nowych włosów ze szok. Ta cholera - wysoka prolaktyna chyba naprawdę miała przeogromny wpływ na mój organizm.

Dziewczyny: jeżeli ktoś od razu zaleca Wam terapie retinoidami- zrobicie badania hormonów a przede wszystkim prolaktyny i oh progesteron. Terapia jest naprawdę ciężka do przejścia a jak z ciąża po niej, tez nie jest do końca wiadome...lepiej nie ryzykować.

EDIT
No i zrobiłam test. Negatywny. Stwierdziłam ze jeżeli się udało to godzina nie gra roli w momencie robienia testu (13:30). Znowu kłuje mnie jajnik i znowu tak mocno. Dlatego skusilam się na test. Jakaś nadzieja jeszcze jest bo to w końcu dopiero 9 dpo a na ovu pokazuje 18% szans na pozytywny test (tak jakby to była wyrocznia 😉).


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2020, 16:31

aster Plan B. 20 marca 2020, 12:16

28 dc, 14dpo
Temat starań stanął w miejscu, zresztą jak cały świat teraz...
Raz- ten polip (swoją drogą dobrze, że histero dopiero w sierpniu, bo jest szansa, że się odbędzie), dwa- wizyt w ramach programu nie ma przez koronawirusa, a trzy- nie mamy nawet wyników nasienia, bo mąż robił w szpitalu gdzie odbiór tylko osobiscie, a wiadomo jak jest. Więc luz, co ma być, to będzie.
Poza tym, zajście w ciążę teraz, w tym szaleństwie mogłoby być ryzykowne. Zawsze to jakieś pocieszenie...
Jestem jedną z nielicznych osób w miescie, które pracują normalnie. Biuro mamy bardzo kameralne, a przez puste miasto przejeżdża się praktycznie bez kontaktu z ludźmi. Jest jakoś tak... wolniej, spokojniej. Oczywiście, to co się dzieje jest straszne i konsekwencje epidemii będą ogromne, ale pierwszy raz od dawna nie mam wrazenia, że cały świat pędzi, a tylko ja nie nadążam.

Agiii37 Do trzech razy sztuka 19 stycznia 2020, 09:08

Witajcie

Tak się złożyło że bez planu jestem znowu w ciąży obecnie to 22t2d mojej czwartej już ciazy, jak wiecie wcześniej miałam trzy inseminacje za trzecim razem się udało, teraz jak synek miał 15 mg odstawiłam to od piersi w czerwcu a pod koniec sierpnia zobaczyłam dwie kreski na teście, byłam wściekła, raz sobie odpuscilam stwierdziłam że po tylu przejściach nie uda mi się zajść, że pewnie po cc mam znowu zatkane jajowody itd,
Na pierwszych prenatalnych ok, kość nospe w jest, NT w normie i chyba dziewczynka, ale oczywiście ze względu na mój wcześniejszy wywiad no i wiek zrobiłam amniopunkcje, tym razem czekałam 3 tygodnie szkoda mi było kasy na fischa, no i 23 grudnia odebrałam wyniki PRAWIDŁOWY KARIOTYP ŻEŃSKI, no i wtedy oszalalam ze szczęścia :)

Na razie wszystko ok, tak jak napisałam cieszę się bardzo, chociaż na początku tak nie było, mam mnóstwo obaw jak dam radę ale dam muszę, synek na szczęście jest grzecznym i pogodnym dzieckiem, chociaż chyba ma ten bunt dwulatka po woli, czuje już ruchy od 19 tyg, jak na razie ok, waga oczywiście za wysoka mam 8 kg na plusie w poprzedniej ciąży zostało mi 4 kg , a przytulam ogólnie 19 kg, no cóż zobaczymy jak będzie:)

17dc
1dpt
Do testowania zostało: 9 dni
Transfer był w klinice o 11. Najpierw drżącą ręką wręczyłam Pani na recepcji nasze zaległe badania, ale Pani jedynie rzuciła na nie okiem bez zbytniego zainteresowania, wiec myśle ze gdyby badań nie było to transfer tez by się odbył ( a ja się oczywiście tak stresowałam!). Najpierw dostaliśmy z mężem ubranka i poszliśmy pooglądać zarodek w laboratorium embriologicznym. Pani pokazywała nam zdjęcia zarodka tuż po rozmrożeniu - był biedaczek obkurczony jeszcze- i sprzed chwili- już wyglądał normalnie. Pani powiedziala ze zarodek rozmroził się ładnie i ze jest 4.1.1 a wiec „top quality”. To mnie bardzo podniosło na duchu. Następnie zostałam wezwana przez panią dr na podglad przed transferem - mój lekarz był w klinice ale chyba się spieszył i cześć pacjentów przerzucił do doktorki. Pani dr była sympatyczna i energiczna - nigdy wcześniej nie miałam u niej okazji być ale zrobiła na mnie dobrze wrażenie. Z podglądu wyszło ze wszystko ok i idziemy transferować. Wzięli mnie do sali w której była punkcja, potem Pani dr przyszła razem z zarodkiem w strzykawce z długim cewnikiem. Położna trzymała głowice usg na brzuchu wiec widać było jak cewnik wchodzi, wsuwa się do macicy - miał nieco bardziej widoczną końcówke- końcówka lekko się poruszyła i dr mówi- już po wszystkim i zaniosła do labu strzykawkę żeby pod mikroskopem sprawdzili czy w środku nie ma zarodka. To co w tej końcówce było takie świecące zostało w macicy w postaci takiego jaśniejszego punktu. Zapewne do tego płynu w którym transferują zarodek dodają trochę kontrastu żeby łatwiej zobrazować miejsce zostawienia zarodka na usg. Dostałam zdjęcie, położna ubrała mi majtki i miałam leżeć 15 minut. Mój mąż był cały czas przy mnie i był naprawdę przejęty (głośno przełykał ślinę a zawsze tak robi jak się czymś przejmuje). Rozmawialiśmy w sumie o neutralnych sprawach, o tym ze mamy gości po południu... przez te ostatnie dni doszło do mnie ze mój mąż jeszcze nigdy nie był tak mocno zaangażowany w żaden etap leczenia i ze on naprawdę jest przekonany ze teraz się uda na 100%. Nie chce mu odbierać tej nadziei ale lekko gaszę jego zapał bo może być różnie przecież a wiem ze będzie bardzo przeżywał jak coś nie pójdzie. W każdym razie po 15 minutach przyszła położna i kazała nam spadać - poszłam siku a potem poszłam na wypisanie z transferu - dostałam jeszcze 2 recepty na leki i mam je brać tak jak teraz do 10 dpt. W tym oto sądnym dniu mam zrobić betę i jak będzie pozytywna to brać dalej (jeszcze na całe 5 dni po becie mi starczy leków, szał) a jak negat to wszystko odstawić i w następnym cyklu podchodzę do kolejnego transferu. Jak wróciliśmy z Krakowa (jakieś 2 godziny po transferze) to oczywiście musiałam iść do toalety na dwójkę 💩 starałam się jakoś mocno nie napinać ale już się oczywiście stresuję ze na pewno czymś mogłam zaszkodzić.
Nie czuje się jakoś bardzo inaczej - trochę mnie kłuje macica jak dużo chodzę, wiec dzisiaj już tylko leżę- mieliśmy gości wczoraj i dzisiaj to trochę się nałaziłam ale to dobrze bo póki co nie mam czasu myśleć. Jutro powrót do pracy. Odnalazły ciąg odliczania.⏳⌛️⏳⌛️

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)