14tc+0
Dzień dobry w 15 tygodniu 
Po krwawieniu, a później już plamieniu na szczęście nie ma już śladu.
Kolejna wizyta za 3 tygodnie.
Jesteśmy już w tym podobno bardziej bezpiecznym drugim trymestrze. Wciąż nie wiemy, czy jesteś chłopcem, czy dziewczynką 
Ale to nie ma żadnego znaczenia! Rośnij zdrowo, bardzo na Ciebie czekamy 
Odżyłam troszkę te parę dni. Starałam się nie nakręcać negatywnie. I też troszkę odpuściłam sobie forum i pamiętniczki.
Chyba tego odpoczynku było mi trzeba.
Dziś biorę ostatnia tab dupka. Uff.., czuję się po nim fatalnie, zawroty głowy i mdłości.. Dobrze, że już koniec. Mam nadzieję, że @ przyjdzie szybciutko i zaczynamy od nowa. Jestem pełna niepokoju. Boję się, że znów nic z tego nie będzie i do tej punkcji nie dojdziemy. Ehh.. A gdzie tu mówić o ciąży. Jakie to wszystko przewrotne. Nie myślę wcale o tym, żeby być w ciąży tylko ciągle modlę się o te przeklęte pęcherzyki - żeby urosły i żeby były komórki w nich. To pierwszy cel, który tak ciężko mi jest osiągnąć. A co tu myśleć dalej..
Oby tym razem moje jajniki się ruszyły i coś z tego było bo nie wiem jak to dalej udźwignę psychicznie i finansowo..
Widzę, że zapisujecie wydatki - ja od sierpnia (pierwsza wizyta w klinice i decyzja o ivf) wydałam ponad 4 tys (bez dojazdów i niektórych supli). A nie zbliżyliśmy się nawet o krok do ciąży..
Jeśli uda się i @ przyjdzie terminowo to w poniedziałek wizyta i badania. Oczywiście milion myśli - czy czasem torbiele się nie porobiły, czy tsh nie skoczyło bo odłożyłam Letrox, czy badania hormonów wyjdą ok.. Mam nadzieję, że jednak zaczniemy stymulacje w tym cyklu i to z efektami!
Tym razem mam plan stymulacji : Elonva i Orgalutran. Zobaczymy, czy moje jajniki podejmą walkę. Wydaje mi się, że jak teraz będzie kiepsko to będziemy myśleć na komórka dawczyni.. Znaczy ja będę myśleć bo mój narazie o tym słyszeć nie chce i wierzy, że uda się na moich komórkach. Ja mam coraz mniej tej wiary..
Tytuł wpisu - deprywacja snu.
A jest szczyt sezonu u mnie w pracy. Ogólnie to jestem zadowolona z życia, tylko moje niewyspanie czasem mnie przygnębia - mój mąż "wypomina", że przecież nie musiałam wracać do pracy, mam na własne życzenie, to tamto srmato. Ambicji mi się zachciało, inne mają w nosie, dzieci odchowane i nie pracują (poza tym jego rodzice mają "pretensje", że pracuję, przy każdej okazji wypominają mi to, umniejszają, generalnie temat rzeka). Ale robię, to co lubię, wierzę, ze kiedyś będzie mi lżej, Mała pójdzie do przedszkola/szkoły, zacznie kiedyś spać. Z tego powodu też wycofałam się z planów o drugim dziecku.
Odkryłam w jaki sposób hashimoto daje po dupie: baterie rozładowują się szybciej, niż u przeciętnego człowieka. A ładują dłużej. Ze snem jest dramat od jakiegoś miesiąca nie przesypia nocy. Budzi się z krzykami, albo wybudza w celu zrobienia kupy, nadrobienia czasu, którego ze mną nie spędziła (praca) albo gdy jest "przetrzymana" czyli wracamy później niż zwykle do domu. Krzyczy do mnie "usiądź", woła "anioł" (miałabym zawał gdyby nie fakt że mamy taką ozdobę), siada na mnie, całuje, coś opowiada. Jak poczytam kicie kocię, to potem pada i zasypia - nie chce już na noc zasypiać na rękach. Takie rzucanie na łóżku trwa od 20 do 40 minut - ale może to jakiś krok w stronę samodzielnego zasypiania. W nocy za to sprawdza nogą, czy jestem.
Niemniej jestem dosyć zmęczona, bo rano wstaję przed nią i pracuję. Postanowiłam już nie przesiadywać wieczorami, tylko kłaść się wcześniej bo nigdy nie wiem, jaka noc mnie czeka.
Poza tym Mała jest cudowna, urocza, kochana, pojętna - dużo mówi i rozumie. Odmienia wyrazy. Nauczyła się mówić "masakra". Albo "golas" ucieka mi przed kąpielą i tak woła po domu.
Pomaga w kuchni. Uwielbia kaszę i soczewice. Generalnie lubi jeść - w gościach jest przerąbane, bo wszystko po kolei próbuje ze stołów, nawet przekąsek typowo niedziecięcych. Ale nie gderam i nie zabraniam - bo weźmie coś słodkiego, ugryzie i odkłada najczęściej.
W sumie to chciałam coś więcej napisać ale nie mam weny.
15 dc 1dpt
Transfer byl w czwartek, a ja sie czuje jakby to bylo miesiac temu
. Leżąc wczoraj pod kocykiem czulam lekkie klucie. Zapewne nic nie znaczace. Narazie nie mam w sobie takiego zniecierpliwienia.
Wynik progesteronu 57.57, czy jest ok?
Leki od wczoraj:
Acard x1,
Estrofem x2
Encorton x1
Neoparin x1
Pregna plus x1
Luteina 3x2
Duphaston 3x1
Kropko, kropelko, guziczku, drobinko, ziarenko, fasolko, babelku, okruszku, punkciku prosze zostan z nami.. ♡
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2020, 16:11
10dpt
To dzisiaj miałam po raz pierwszy zbadać betę. W zamian za to kupiłam sobie wczoraj test ciążowy i zrobiłam dzisiaj rano. Mój pierwszy pozytywny test ciążowy. Druga krecha była gruba i wyraźna. Schowałam sobie do szuflady z lekami i teraz będę sobie patrzeć na ten test za każdym razem jak będę brała leki czyli co najmniej 3x dziennie. Jutro pójdę rano powtórzyć betę.
Kurcze wyobrażałam sobie ten moment miliony razy. Wizualizowałam jak to będzie po tym jak się dowiem ze jestem w ciąży. Póki co jest całkiem zwyczajnie. Jest radość, bardzo wielka, ale jakoś tak pada na nią cień tych poprzednich lat starań, porażek, zawiedzionych nadziei, jakaś wątpliwość że to się nie dzieje naprawdę. Przez to nie potrafię chyba pokazać tej radości na zewnątrz, chowam ją w szufladzie, uśmiecham się ukradkiem jak jestem sama. Czuje wewnętrznie ze po pierwsze jest jeszcze mocno za wcześnie żeby szaleć z radości a po drugie wciąż jeszcze się czuje częścią nieformalnej grupy osób walczących z niepłodnością. I pamietam jak to jest trzymać w rękach test który pokazuje jedna kreskę. I wiem ze pewnie wiele dziewczyn testowało w tym samym dniu co ja i nie miało takich dobrych wiadomości jak ja. Dlatego wybuchy radości wydają się jakoś bardzo nie na miejscu.
Jeżeli chodzi o samopoczucie to boli mnie brzuch trochę, wzdęcia mam koszmarne. Przez to również podnosi mi bełta, ale nie jakoś mocno, wiec do przeżycia. Myśle ze to bardziej dlatego ze coś zeżarłam niż z powodu ciąży. Ale przez te wzdęcia ciężko wysiedzieć w pracy. Oprócz tego cycki trochę bolą i jestem śpiąca bardzo, może tez dlatego ze ograniczyłam kawę. Do lekarza mam iść dopiero po 10 lutego - do tego czasu to mnie chyba drobne wszy zjedzą z niecierpliwości.
5dc, 4 dzień stymulacji. Po pierwszym podglądzie. Nic mnie nie boli, więc jechałam zestrachana, że nic nie rośnie.
Endometrium 5 mm, jest fajnie, prawy jajnik 6 jajeczek wielkość od 10-12 mm, lewy jajnik 2 jajeczka po 11 mm. Dawka leku ta sama (bemfola 112,5), od jutra orgalutran. Estradiol 355,70 jednostek, LH 2,63. W poprzedniej stymulacji pierwszy podgląd miałam dzień później (no, ale i owulacje były normalne) i wtedy było łącznie 9 jajeczek (pj - 5, lj - 4), w wielkości od 9-15 mm (ostatecznie pobrano 12 jajeczek, z czego 10 było w porządku). Był między nimi bardzo duży rozstrzał wielkościowy. Teraz rosną równo. Podoba mi się to! Wtedy też estradiol na początku to było coś około 580 jednostek, czyli bardzo wysoko. Po podglądzie podjechałam na akupunkturę.
Gdy przygotowywałam obiad, przyszedł sms od mojej lekarz prowadzącej (monitoring był u innego lekarza - od niego też przyszedł wcześniej sms dotyczący dawkowania leków) - jak pęcherzyki? Odpisałam, że w mojej ocenie lepiej niż poprzednio, bo rosną równo, a jest ich bardzo podobna ilość. I napisałam wyniki estradiolu i lh - odpisała mi "Wiem, sprawdziłam on line i byłam ciekawa, jak one wyglądają przy takich wynikach badań". Kopara mi opadła. Naprawdę, nie wiem, czy tam każdy ma takie zainteresowanie ze strony lekarzy czy tylko Ci bardzo marudzący i strzelający minami? Ogólnie, jak ja się cieszę, że nie skorzystałam z tego dofinansowania mazowieckiego. Mam nadzieję, że nie będę zmuszona z niego korzystać i teraz się uda. Czuję się zaopiekowana i czuję się bezpiecznie.
Wiecie, że ja się w ogóle nie stresuję?! No wcale, a wcale. Tylko tak jakoś dziś obudziłam się o 3:00 w nocy. I nie mogłam zasnąć. Normalnie pobudkę mam o 6:00 do pracy i muszę się sporo napracować, żeby podnieść jedną powiekę, utrzymać ją otwartą i podnieść drugą, potem to już z górki, w weekendy pobudka na toaletę, a potem dosypianie do 9:00. A tu, w związku z tym, że się nie stresuję pobudka o 3:00. No przecież, kto wyspanemu zabroni??? Mężuś też się nie stresuje. On się nie stresuje jeszcze bardziej niż ja. W sobotę kładziemy się spać. Kręci się, z boku na bok, na plecki, na brzuch. Nie słyszę miarowego oddychania. Pytam "Nie możesz spać?" - "No. Jakoś tak. Stresuję się." - "Oh, nie stresuj się, zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, albo tyle ile byliśmy w stanie dźwignąć" - "Nic na to nie poradzę, boję się". Mężuś jest osobą, która zasypia kładąc się do łóżka. Normalnie mam wrażenie, że w momencie, gdy zmienia pozycję ze stojącej w leżącą - już śpi. W związku z tym, to był pokaz ostrego stresu. A ja, jako Pierwszy Luzak RP - weszłam dziś do gabinetu na podgląd i pierwsze co usłyszałam "Niech się Pani nie denerwuje.". Po samym "Dzień dobry!" i uśmiechu numer 5 (możliwe, że zamiast uśmiechu wyszedł mi jakiś twarzoskurcz?). Kurka, naprawdę jestem przekonana o swoim spokoju. Wymodlonym spokoju. A tu takie teksty. Na akupunkturze było tak samo. I tam, po wbiciu igieł poczułam jak puszczam. To wszystko, co trzymałam, co trzymało moje ciało, od razu się rozluźniłam.
Następny podgląd w czwartek. W czwartek też badanie nasienia Mężusia.
W porównaniu do poprzedniej procedury zmienione zostało:
bemfola 112,5 jednostek, a nie 125 jednostek;
wyrównałam poziom wit. D3 (wtedy tylko byłam o tym przekonana - nevermind);
wcinam białko jak żywo (normalnie koktajle treningowe: banan, mleko kokosowe, woda, wiśnie, kakao i 3 łyżki białka dla sportowców) - 4 -5 razy w tygodniu, a nie jak poprzednio 2 razy w tygodniu po 1 łyżce białka;
wcinam szpinak 5-7 razy w tygodniu (nie jadłam wcale);
wcinam dużo więcej mięsa (indyk i wołowina) oraz strączków niż poprzednio;
wcinam różnorodne owoce (doszły kiwi, mango, granaty);
zwiększyłam dzienną ilość siemienia lnianego z 1 łyżeczki do 2 łyżek stołowych;
doszły takie rzeczy jak: spirulina, ostropest plamisty, błonnik witalny, białko konopne;
piję zioła ojca sroki 4-7 razy w tygodniu, a nie 2 razy w tygodniu;
NAC zwiększyłam z 500 mg na 1000 mg;
l-glutation zwiększyłam z 500 mg na 1000 mg;
magnez biorę cały czas w dawce 300 mg, poprzednio nie brałam wcale;
cynk z miedzią, poprzednio był sam cynk;
koenzym: teraz ubichinoL, a poprzednio ubichinoN;
doszedł selen codziennie;
wróciłam do olejku z wiesiołka (nie poprawia śluzu, ale zawiera kwasy GLA, które są istotne dla mojej płodności);
doszedł olej z ogórecznika w II fazie cyklu;
dodałam sobie jod co drugi dzień;
biorę metforminę 500 mg (poprzednio nie było);
biorę 5 mg kwasu foliowego syntetycznego i około 2 mg metylowanego (poprzednio tylko metyle i to w dawce 1 mg);
chodzę na akupunkturę cały czas (poprzednio była refleksologia, ale to kilka miesięcy przed procedurą);
jestem po szczepieniach u Paśnika;
piję morwę białą 5 razy w tygodniu.
Zauważyłam jakiś czas temu, że robią mi się zmarszczki! Zaskoczenie, prawda? Wokół ust, takie jak palaczom. I od tamtej pory postanowiłam, że będę się więcej uśmiechać. I daję radę
prowadzę auto - uśmiech, wchodzę do kliniki - uśmiech, jestem w tramwaju - uśmiech
W klinice też zawsze się uśmiecham, bo wszyscy tam chodzimy z dużymi problemami, nie ma co się nawzajem przytłaczać.
Za to nie ma to, jak zdrowe poprzytłaczanie się w małżeństwie. Hm. W grudniu rozmawialiśmy o przyjmowaniu leków, że trzeba zwiększyć dawkę witaminy E, bo niektórzy androlodzy przepisują nawet 1200 mg, a Mężuś przyjmował po 400 mg. Ok, będzie przyjmował. Weekendowy przegląd leków - co się kończy, co dokupić itd. "A co Ty masz tak dużo tej witaminy E?" - "Nooo, jak dużo?" - "Normalnie dużo, przecież bierzesz po 3 kapsułki?" - "Yyy, nieee, biorę po 1 kapsułce, a miałem po 3?" - "Tak, miałeś po 3 i w ogóle, co Ty sobie wyobrażasz, że ja zawsze będę tego pilnować?! <okraszone oczywiście odpowiednio sfoszonym tonem, żeby sobie nie myślał, oczy już bliskie łez> - "Zapomniałem." - "Zapomniałeś? Zapomniałeś? Jak mogłeś zapomnieć, co Ty sobie myślisz, kurde, ja się tu tak staram, czekam cały czas na poprawę wyników nasienia, a Ty SOBIE ZAPOMNIAŁEŚ?". I wróciłam zalana łzami do odkurzania. Kretyn jeden. I kretynka obok. Tak jest, zrobiłam to. Uhu. Zrobiłam drakę o miesiąc nieprzyjmowania zwiększonej dawki witaminy E. Przy około 35-40 tabsach dziennie jakie przyjmuje. Kretynka jedna. I kretyn obok.
Zapisałam nas na wizytę do kliniki na 24/02. Wtedy tez mam endo.
Ciężko było mi się zebrać do pracy, oczy napuchnięte, boje się patrzeć ludziom w oczy. Jak tylko zaczynam myśleć ze nic z naszych planów to cisną mi się łzy.
Nie wiem czy P będzie chciał coś z tym zrobić, nawet nie mam kiedy z nim pogadać. Nie mam zamiaru go tez naciskać.
Jak to jest ze w takich patologiach gdzie ludzie ćpają, piją, palą i nie wiadomo co jeszcze, rodzi się tyle dzieci a człowiek który się pilnuje nie może mieć tego jednego upragnionego?
Czy jest na to jakiś sposób? Czy to wina pracy? Czy może jest tak od zawsze?
Jedyne pocieszenie to ponad 30 mln w 1 ml. Tylko dlaczego takie kiepskie? Ani jednego dobrego...
Dzisiaj razem z nadzieja umarła jakaś część mnie.
Koniec odliczania, czekania, testowania...patrząc w wyniki badań myślałam ze to sen. Morfologia 0. Nieruchome ponad 70%.
Ten rok starań był chyba dla mnie najszczęśliwszym, miałam tyle nadziei, tyle planów...
Płomyk zgasł...
24dc
Temp. nadal rośnie, ale to jeszcze nic takiego. Tak samo rosła w cyklu nieudanym, jak i tym udanym. Jednak od 3 dni jestem bardziej zmęczona niż zwykle. Czy to pierwszy objaw? Czy moja psychika produkuje sztuczne objawy, bo tak bardzo chcę, żeby były? Boję się, że mięśniak urośnie, że pojawi się inny i to wszystko wykluczy mnie z gry. Czy ja w ogóle jeszcze zdążę?
To będzie trudny rok. Jeśli się uda, znów będę przechodzić przez badania prenatalne. W zeszłym roku byłam już zapisana na pierwsze badania w szpitalu. Nie zdążyłam ich zrobić. W dniu badań, zadzwoniła do mnie Pani ze szpitala:
- Dzień dobry, była dziś Pani zapisana na badania. Czy Pani jeszcze dojedzie?
-Nie.
-To dlaczego Pani nas nie uprzedziła, że Pani nie przyjedzie??!! Dlaczego w ogóle Pani nie przyjechała??
-Bo poroniłam...
-Do widzenia!!!
Tak wyglądała rozmowa.
Zastanawiam się, czy w ludziach w XXI pozostały jeszcze jakieś ludzkie uczucia?? Czy ktoś jeszcze jest zdolny do empatii? Do zwykłego współczucia i szacunku?
Czasami mam wrażenie, że mogłabym wygrać plebiscyt na najgorszą matkę roku. Wyprowam sobie flaki, żeby fajnie spędzać z Hania czas, żeby być cierpliwa, tłumaczyć, nie denerwować się, karmić ja zdrowo, pokazywać świąt, uczyć ciekawości. Bywa ciężko, z brzuchem pod nosem, starym tyrajacym po 12 godzin, ale staram się jak mogę. I przychodzą chwilę, że puszczają mi nerwy, kiedy w południa zamiast zasypiać, skacze mi po brzuchu, albo gryzie, gdy przy wieczornym zasypianiu, po 45 minutach tarzania się po łóżku chce zasnąć trzymając moja głowa i tarmosic mi je wlosy. Wkurzam się, czasami podnoszę głos,czasami krzykne. Później płacze, gdy ona zasypia, tula mnie te małe rączki, takie ufne, a we mnie jeszcze wściekłość buduje. I płacze z bezsilności i złości na siebie.
Macie rację, najważniejsze, że Marysia przybiera na wadze, że jest zdrowa, s jek odstawię kp to zyskam jakieś 8-9h na sen i kontakt bezpośredni z dzieckiem...będą plusy...
Ale jak widzę, gry Malutka jak charakterystycznie kręci gwałtownie główką otwartym dziubkiem ewidentnie szukając cyca to mi serce pęka, że będę musiała ją tego pozbawić 😢
Wczoraj po tej rozmowie z cdl rozryczałam się najbardziej od czasów jeszcze sprzed ciąży. Mąż mnie wziął na kolana, Marysię mi położył na moich kolanach i w takiej kanapkowej konfiguracji siedzieliśmy i mnie pocieszał. Męża mam wspaniałego ♥️
Dziś dałam Marysi jej porcję 70 mojego mleka, ale marudziła po zjedzeniu, więc dałam jeszcze świeżo odciągnięte (świeże jak od dojnej krowy 🙈🙈🙈) 20ml i dopiero usnęła. Jeśli jej porcję wzrosną szybko, to szybko kp będzie hobbystyczne🤷
Marysia nie spała od 2-4 w nocy, ja razem z nią. Tyle tylko że ja marząc o śnie, a córka - o poznawaniu świata 😊 Nad ranem ja padłam, mąż przejął wszystkie funkcje okołodzieciowe ♥️ a córcia - nadal była w fazie grzecznej aktywności. Sen nadrobiła koło południa 🤗
Jutro druga wizyta położnej i wyprawa do neurologa. Mam nadzieję że tylko pro forma.
EDIT:
Aha, wczoraj w ramach pocieszeńaz powiedział mi - zobacz jakie mamy dziś problemy (czyt. brak kp to w zasadzie żaden problem), a jakie mieliśmy rok temu...
Dokładnie rok temu 28. stycznia 2019 r. napisałam na OF o tym jak życie jest niesprawiedliwe, bo właśnie przeżywaliśmy utratę drugiej ciąży. Beta pojawiła się i zniknęła, jak jakiś durny żart od losu, bo przecież właśnie byliśmy załamani diagnozą, że u mnie na ciążę nie ma ŻADNYCH szans...
Dziś dokładnie po tamtych czarnych chwilach nasza Genetyczna Kompilacja, nasza Niespodzianka śpi sobie w kokonie (z mojej poduszki ciążowej) na kanapie, a my jemy orzeszki i chipsy oglądając tv...no dobra, głównie oglądając miny jakie strzela Marysia, bo są o wiele ciekawsze niż tv😍
Moje Drogie, nie poddawajcie się. Życie daje to czego pragniemy w najlepszym dla nas czasie. Ja mam wrażenie, że właśnie dopiero teraz jestem gotowa na macierzyństwo i jest cudownie mimo braku snu😊😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2020, 19:56
Mam dziś zły dzień, dołek na całego...
Co chwilę łzy same spływają mi po policzkach, mam psychicznie dość....
Wczoraj dowiedziałam się o kolejnej nieplanowanej ciąży, przy zabezpieczeniu się, insulinooporności i dużej nadwadze... A jednak wpadli...
Dziś kuzynka w szpitalu czeka na wyniki badań i decyzję czy dziś będzie CC 😭
A ja dalej w tym samym jebanym miejscu...
Ta sama kuzynka, która długo po mnie stwierdziła, że zaczną się starać a za chwilę wysłała zdjęcie usg ona odlicza do porodu a ja do okresu bo jestem pewna, że przyjdzie... Jak zawsze... 😭😭
Włączyłam sobie teorie wielkiego podrywu i co? Odcinek, że Howard i Bernadet dowiedzieli się, że znów są w ciąży 😭😭
Jak mam dość... Dlaczego życie jest takie skomplikowane, niesprawiedliwe i bolesne...
Dziś 9dpo
Bolą mnie plecy i leźwie... Cycki ledwo co, sutki swędzą.
Wczoraj dwa razy wymiotowałam i bolała mnie głowa, dziś obudziłam się z bólem głowy, mdliło mnie rano ale już przeszło...
Chce żeby ten głupi okres już przyszedł żebym przestała robić sobie nadziei... Nienawidzę siebie, że mimo wszystko sobie ją robię...
Czas biegnie.. niedługo czeka mnie powrót do pracy. Przyzwyczaiłam się do zwolnienia, jest mi dobrze i wcale mi się nie nudzi.
Głos po operacji niestety dalej mam zmieniony, będę konsultować u innego foniatry. Czekam też na wynik histopatologiczny, mam nadzieję, że nie będzie niepokojący. Poza tym korzystam z czasu i działam w sprawie badań zleconych w klinice. Za mną kompletny monitoring cyklu, krzywa cukrowa. Przede mną sono hsg, kolposkopia, badania hormonów na początek cyklu i hormonów tarczycy. Po powrocie do pracy będę musiała się zwalniać u szefa, prosić o możliwość wyjścia wcześniej .. ech jak ja tego nie lubię
Nigdy nie odmówił ale sam fakt jest średnio przyjemny. Mąż jest sam sobie sterem i żeglarzem i sam sobie organizuje dzień, trochę mu tego zazdroszczę.
Za oknem po raz pierwszy tej zimy zobaczyłam śnieg, nie chce mi się ale wyjdę na krótki spacer 
Prawdopodobnie 1 dzień po owulacji, nie wiem czy była wczoraj czy przedwczoraj ale liczę od dzisiaj. Nie wiem czy gorsze jest czekanie 2 tyg od owulacji do testowania, czy od szczęśliwego testowania do wizyty u lekarza, aby potwierdzić ewentualną ciążę. Nie pozostało nic innego niż spokojnie czekać. Zrobiłam w tym cyklu wszystko co mogłam. Stymulacja letrozolem, monitoring, zastrzyk ovitrelle, drugi monitoringu. Ładny pęcherzyk, endometrium grubiutkie. Super warunki. Ale jakoś tak nic do mnie nie dociera, tak jakby starania trwały obok mnie.. no nic, narazie jedyne co mogę zrobić to czekać.
Może będzie walentynkowy prezent?
3 dc, 20 cykl starań.
Krótki był ten poprzedni cykl, 25 dni.
Powolutku żegnam się z moją comiesięczną depresją i zbieram siły do dalszej walki. Choć przyznaję, tym razem nie jest łatwo. Wczoraj wpadła do nas moja kuzynka z prawie 2-letnią córeczką (moje ulubione dziecko w rodzinie). Na skype zadzwoniła moja siostra. Dziewczyny porównywały swoje ciążowe brzuchy, obie rodzą w kwietniu... a ja siedziałam z przyklejonym uśmiechem i nie swoim dzieckiem na kolanach. W środku wyłam, chociaż twarz mi nie drgnęła...
Ale dziś postanowiłam się otrząsnąć, ruszyć z miejsca, działać. Zamierzam przygotować się do kolejnej wizyty, uporządkować wszystko, co już mamy. Przygotować pytania do nowej lekarki, nie dać się zbywac. Zamierzam wycisnąć z tego programu tyle, ile się da. W końcu nie biorę 500+, ani zwolnień lekarskich, należy mi się chociaż porządna diagnostyka za składki, które płacę.
Beznadziejna, dostałam okres, więc dzwonię do kliniki umówić się na wizytę, a tam nie ma normalnych terminów. Co ja w pracy znowu wymyślę.
Ogólnie to w pracy zaciskam zęby, gdyby nie on vitro to już szukałabym nowej. Traktują tam nas jak niewolników, ciągłe nadgodziny, już brak mi siły.
Co wymyślić, czemu znowu muszę wyjść
1 DC, nie wiem już którego. Co prawda ciesze się że dostałam🐵dziś a nie jutro bo jutro wracam po przerwie do pracy.
Fajnie było siedzieć 3 tygodnie w domu gorzej będzie jutro wrócić. Dzieci pewnie będzie pełny stan i od nowa trzeba będzie je uczyć zasad bo znając życie dla świętego spokoju rodzice pozwalali na wszystko.
Ale dam radę💪 grunt że jest praca w tych niepewnych czasach
13 dc
Kolejny monitoring. Endometrium 9,3mm po minie widziałam że gin był średnio zadowolony, ale mówiłam mu że Endo u mnie max to 10 mm w cyklu stymulowanym. Ja jestem mega zadowolona że takie duże jak na mnie jest.
Dumał nad transferem tu chciał zrobić w czwartek ale stwierdził że za wcześnie, potem że piątek ale przecież nie zrobi mi wlewu jutro
Więc stwierdził że robimy jak ustalaliśmy wlew w poniedziałek a transfer w sobotę.
W poniedziałek muszę rano jechać do kliniki i zrobić progesteron wynik musi być do 12 a u mnie w mieście pewnie koło 15-16 będzie więc nie ryzykuje
Nie wiem po co robić proga jak i tak wyjdzie niski bo rozumiem gdybym miała pęcherzyki.
No to siedzę pół dnia w Łódzi ale co tam robić rano jak tam sklepy pozamykane chyba zostanie Carrefour.
Teraz myślę czy brać L4 po transferze czy nie.
Ps..czy to nie przypadek punkcję miałam 15.01 a transfer 15.02 Zbieżność dat jak nic.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2020, 20:23
Byłam na wizycie w invinmed. Mieliśmy zaczynać in vitro, ale lekarz miesza się w planie. Nie podoba mi się ta klinika, są beznadziejni. Na początku dostałam tabletki aby spr. Czy mam endometrioza. Teraz usłyszałam, że torbiel która chyba jest torbielą nie zniknęła więc muszę brać tabletki jeszcze 3 miesiące. Gdy podałam jej USG z kwietnia (moje wyniki badań które im zostawiłam zgubili) to stwierdziła, że ta torbiel już długo tam jest więc czekamy do okresu i jak nie urośnie to zaczynamy. Ostatnio mówiła to samo. Jak dla mnie to wyciąganie kasy. Refundacja do leków jest chyba tylko przy pierwszym in vitro. Jakiś nie ufam tej klinice, co z tego że jest dofinansowanie skoro pewnie przepadnie mi refundacja na leki i kolejna procedurę będę musiała sama opłacić w całości plus leki hormonalne. Nie wiem co robić czy podchodzić u nich i ryzykować stratę refundacji na leki czy brać kredyt i zrobić in vitro w lepszej klinice ale mieć dofinansowanie do in vitro
witam, po bardzo długiej przerwie.
W ciąży nadal nie jestem...
Obecnie zaczynam leczenie w klinice Invimed w Poznaniu. Mój lekarz to dr.Lewandowski
Dziś 14dc i brak pęcherzyka, prawdopodobnie owulacji nie będzie. Dla pewności mam zrobić progesteron jakoś w 23-25dc
Do tego mam zrobić AMH i TSH na kolejną wizyte przyjść z wynikami. Zapisał mi lek Lametta od 3-7dc brać i w 11-13dc kontrola. Jeśli bedzie pecherzyk dostanę zastrzyk na pęknięcie. To będzie mój pierwszy stymulowany cykl.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.