31 grudnia + 10 stycznia 2020
zrobiłam sobie badania hormonów. Z nimi chciałam iść do lekarza prywatnie, aby coś doradził. Przeszłam załamanie po raz trzeci.... w tym czasie gdzie skupialiśmy się na prostowaniu funkcji mojej tarczycy i poprawieniu wyników męża moje jajniki stwierdziły, że to już prawie fajrant
Fsh, LH podwyższone. Wygasa czynność jajników. Poleciałam następnego dnia zrobił AMH, wynik 0,7. Załamka. Kończy się czas.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2020, 12:29
3 dc...
Dzisiaj P robił badania. Pierwszy raz mam tak ze wole wszystkiego nie wiedzieć tzn. jak poszło „pobranie” itd. Jakoś mnie to przerasta i mam nadzieje ze to był pierwszy i ostatni raz.
Jutro wyniki. Sami zapewne niewiele rozczytamy ale coś tam powinnismy chyba zrozumieć.
25dc 7dpo
Śluz mam taki mleczno rozciągliwy 😳
Piersi nie bolą co jest nowością dla mnie 🤣
Pobolewa mnie lewy jajnik czasem drugi też się odezwie ale delikatnie. Wczoraj zasypiając przez jakieś 5 sekund czułam w lewym jajniku jakby bąbelki, ciężko mi to nawet opisać 😳
Dziś mi tempka ładnie skoczyła powyżej 37*c i owulak wyszedł z mocną druga kreską ;o dziwne to wszystko...
https://zapodaj.net/82bdced2e8d00.jpg.html
Dziś rozsypałam się na kawałki. 💔
Nasza oddziałowa mała wielka wojowniczka odeszła dziś do nieba i jest wśród aniołków.
Serce pęka, dusza krzyczy, a oczy płaczą... Ona i jej mama były cudownymi i silnymi kobietami. Spotkałam jej mamę w tak trudnym dla mnie czasie, a jeszcze trudniejszym dla niej i okazała się tak dobra, tak wspierająca i tak mi bliska, że chciałabym jej jakoś pomóc, ulżyć... A nie ma ratunku w tej tragedii jaką teraz przeżywa.
Nie ma ukojenia...
Przykro mi, że przyszło nam się pożegnać w tak smutnym czasie. Mam nadzieję, że jeszcze spotkamy się w lepszym.
Jestesmy po trzecim szkoleniu. Bylo dla mnie bardzo ciężkie emocjonalnie. Rozmawialiśmy o traumach, o rodzinach dysfunkcyjnych i takich przypadkach i sytuacjach jakie nawet mi sie nie śniły w najgorszych koszarach. Mocno utożsamiana tego dnia z tym bólem jakiego doświadczają ludzie, mialam momentami łzy w oczach. Mimo poważnego tematu bylo też wesoło i żartobliwie, ale z perspektywy jakiegoś czasu myślę, ze to była taka reakcja obronna każdego z nas... Na koniec obejrzeliśmy film Cyrk Motyli, który uświadamia nam, ze jesli tylko uwierzymy w drugiego człowieka (jakikolwiek by nie był), pomożemy mu uwierzyć w samego siebie to jest on w stanie zmienić swoje życie na lepsze, jest w stanie rozłożyć skrzydła i polecieć w świat dokonując rzeczy niemożliwych.
To miała być lekcja dla nas, ze jestesmy szansą na lepsze życie dla tych skrzywdzonych dzieci...
Juz nie mogę sie doczekać kolejnych zajęć...
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2020, 08:59
Dzis od rana pada. Poszłam w końcu z synem na spacer w lekkim deszczu. Dzień senny, wpadłam w taki melancholijny nastrój. Wpis będzie w ogóle nie staraniowy 
Wróciłam wspomnieniami do moich początków za granica, początków życia z moim obecnie mężem. Zaczęłam od niewymagającej pracy jako kasjerka. Miałam chyba 26 lat. Przeżyłam coś na wygląd „platonicznej miłości” albo i nie, nie wiem jak to nazwać. Nigdy nikomu o tym nie opowiadałam, bo „miłość” ta nie była tą do mojego ówczesnego chłopaka.
Ale do sedna. Pracowałam w supermarkecie w naszym miasteczku, taki średni sklepik. Klienci byli bardzo mili i interesowali się moja osoba, dziewczyna „ze wschodu”, z bardzo wyraźnym akcentem, ba! Nie do końca poprawnie mówiąca w ich języku.
I był taki chłopak, który codziennie płacił w mojej kasie. Wiedziałam, ze mu się podobałam. Był często z kolegą, który widocznie nabijał się z niego, bo on był we mnie wpatrzony, mysle ze to było oczywiste, ze mu się podobałam. Na oko student, w wieku maksymalnie 22 lat (oczywiście mogę się mylić, ale przychodził tez z kolegami i z na podstawie ich wyglądu oceniłam wiek). Wiec przychodził codziennie, przechodził przez moja kasę, codziennie się uśmiechał i pytał jak mi mijał dzień. Aż pewnego dnia, siedząc znudzona w tej kasie, złapałam się na tym, ze na niego czekałam... każdego dnia przechodził i się usmiechal, podobał mi się jego uśmiech, potem zauważyłam, ze pasują mu te okulary i ma ładne kręcone włosy. Zaczęłam odwzajemniać ten uśmiech, ale nie z uprzejmości, tylko naprawdę odwzajemniać.
Pewnego dnia ucieszyłam się, kiedy go zobaczyłam. Był wieczór i dużo ludzi. I był tez on. Czekając na swoją kolej, znów się uśmiechał i ja nie potrafiłam ukryć mojej radości, ze go widziałam. Po prostu jak jakaś nastolatka, dosłownie cieszyłam się do niego, nie umiałam przestać, on widząc to też się zaczął cieszyć. To było coś... nie wiem jak to nazwać, to byla chyba ta „chemia”. Widziałam, ze inna klientka, która była za nim, chyba zrozumiała co się dzieje. Popatrzyła na mnie, podążyła za moim wzrokiem i to było jasne, uśmiechnęła się wymownie.
Jaki był koniec tej historii? Końca nie było. Nigdy nie rozmawialiśmy na osobności. Pewnego dnia skończyłam tam prace i od tamtej pory go już nie zobaczyłam. Być może na tym polega ta magia, to piękne wspomnienie. Czar nigdy nie miał okazji prysnąć 
Właśnie o tym rozmyślałam dzis na spacerze, szlam z uśmiechnięta buzią... dzis jestem mężatka, mamą, jestem szczęśliwa. Ale to wspomnienie wywołuje zawsze u mnie uśmiech.
Taki wpis - odskocznia od wypisów staraniowych. Zastanawiam się ile z nas - kobiet, przeżywa takiego rodzaju „miłostki”. Które zdradami nie są w zasadzie, choć granica jest cienka. Ile z nas nie myślało o swoich poprzednich wieloletnich partnerach...? To tez miś się zdarzało. Zwłaszcza kiedy minęło to pierwsze oszołomienie miłością do męża. Kiedy w końcu zaczęłam dostrzegać jego wady. Wtedy zaczęłam w myślach koloryzować poprzedni związek, myśleć, ze przecież było mi dobrze, ze być może popełniłam błąd. Aaaale już mi przeszło chyba. Nic nie jest w życiu ani czarne, ani białe...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2020, 18:10
28 dpt
6 tydzień 5 dzien.
Maluszek ma 6mm byliśmy dziś na szybkiej wizycie . W piątek dostałam mega krwawienia. Dr znalazł krwiak. Także leżymy i odpoczywamy kolejna wizyta za tydzień planowana. 
Trzymaj się kropko :*
9dpt
Beta z rana 244
Jestem w ciąży po raz pierwszy w życiu.
Na razie jestem w szoku, jeszcze nie wiem co czuje. Chyba ulgę ale tez do końca nie dowierzam. Po prawie 4 latach porażek to niełatwe uwierzyć ze nagle wszystko się udało
Nie przesadziłam, że stek nuklearny męża mego nie obudzi 🙈 dziś ok. 13 położył się na godzinkę i wstał po trzech 🙈 nie on dzik go ani budzik, ani ja ani Marysia płacząca mu nad uchem. Ba, nawet że mną rozmawiał ale tego nie pamięta...bo przecież spał 🤣 Trochę mu zrobiłam focha, że mnie z dzieckiem samą zostawił, ale w sumie dobrze, że on się wyspał.
Chciałam umówić się do polecanej regionalnej cdl...po rozmowie tel. uzyskałam info, że robię już WSZYSTKO by poprawić laktację, że pani wątpi, by nam pomogła (przynajmniej nie naciąga na kasę), że mam nie przystawić na długo i za często dziecka do piersi bo tylko je męczę, że... przy takich działaniach to mam bardzo mało pokarmu...między wierszami - daj sobie babo spokój o przejdź na mm😢
No więc, nie umówiłam się na spotkanie, bo nie ma to sensu.
Mąż obliczył, że obecnie zapewniam swoim pokarmem 66% dziennego zapotrzebowania. Zdaje sobie sprawę, że jak wzrośnie dawka dzienna, to ten wkład mój będzie maleć drastycznie 😢
Najgorsze nie jest to że Marysia będzie jadła tylko mm, nie to, że pokarm mi się jeszcze nie pojawił s już znika.
Najgorsze, najbardziej bolesne, jest to, że moje dziecko nie lubi smoka, średnio akceptuje butelkę, ale nawet jak jej nie przystawiam to otwiera dziubek, odwraca główkę i szuka cyca. A jak się dorwie, to trzyma brodawkę nawet do godziny.
Moje dziecko wo co to pierś, ma instynkt jak ja obsługiwać, a ja jej to uniemożliwiam. To mnie najbardziej boli 😓😓😓
12t4d - USG genetyczne. Najlepsze, że synkiem miałam to samo badanie identycznie w tym samym dniu 
Mamy całe 6,27 cm szczęścia
I na tę chwilę wszystko wygląda dobrze.
- Kość nosowa jest-4,1 mm
- Przezierność karkowa - 1,9 mm ( synek miał 1,7 mm na tym etapie )
- Wymiar dwuciemieniowy główki 1,78 cm
- Serduszko (ASP 160 ) , mózg, kręgosłup,żołądek, pęcherz moczowy, 2 rączki z 2 dłońmi, dwie nóżki z dwoma stópkami
Poza tym maluszek był leniwy, słabo współpracował i miał pępownę owinięta między nóżkami więc płci nie znamy póki co...
Wody płodowe, łożysko, i moja szyjka dł. 51 mm też ok.
Następna wizyta za 3 tyg.
Kocham Najmocniej

ps. Magic skasowałaś pamiętnik ? :-*
Madu- bardzo się cieszę i kibicuję baaardzo. Dawaj znać choć tutaj w komentarzach, bo nie wiem czy pamiętnik jeszcze piszesz :-*
23dc
Moja wysoka temp. wskazuje, że owulacja się odbyła. Starania podjęliśmy dwa razy, czyli teoretycznie jakaś szansa jest. Mój nieregularny okres 31-36 dni, raczej utrudnia wskazanie "właściwych dni". Ale łudzę się, że może się udało.
Latem odwiedziła mnie koleżanka. Pochwaliła się, że jest w ciąży. Ja też już byłam. Potem spotkałam ją przypadkiem na mieście. Nadal była w ciąży, ja już nie byłam. Cały czas zapraszała mnie na kawę. Obiecywałam, że przyjdę, ale tak naprawdę nie chciałam. Cieszę się z jej stanu, ale przypomina mi to o mojej stracie. Wszystkie ciężarna mijane na ulicy , przypominają mi o tym. Mijając je, zastanawiam się, czy tak bym teraz wyglądała, gdyby nic złego się wtedy nie stało?
Tydzień temu zebrałam się i odwiedziłam moją ciężarną koleżankę. Chcę wierzyć, że też mi się uda.
5dc
Wracam z kliniki.
- endometrium 6mm ladne proste
- brak torbieli
-ladne pecherzyki
Mam sie stawic w sobote na sprawdzenie endometrium (moim zdaniem chodzi o kase). Nigdy nie mialam problemów z endometrium, juz teraz w 5dc jest odpowiednie.
Jeśli wszystko bedzie ok, to tranafer na 6.02. Nasza mrozynka to blastka 4bb ♡.
Abstrachując od calego zamieszania..wszystko podrozalo. Transfery, badania i wizyty wszystko poszlo w gore. Dzisiaj zaplacilam za wizyte 170zl. Patrzac na to ze nasza klinika jest najdroższa w Polsce to juz sobie obiecalam ze zabieram naszego ostatniego mrozaka i juz mnie tam nie zobacza.
Leki:
Od 3dc:
estrofem x2, acard x1, pregna plus x1
Nowe leki czyli duphastony i luteina po sobotniej wizycie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2020, 11:04
Dzisiejsze wieści nie napawają optymizmem... Zresztą. Mam wrażenie, że w czwartek po punkcji zamknęli mnie w jakiejś klatce pełnej złych emocji, depresji, i nie umiem się z niej wydostać. Zarodek się rozwija. Ale wolno, bo jest sporo fragmentacji. Trzeba czekać do jutra, albo może pojutrza na kolejne wiadomości. Być może jutro jeszcze nie będzie blastką. Być może nie dożyje do jutra.. 🤷 Wyczytałam, że te fragmentacje powstają przez złe jakościowo komórki. I powodują, że zarodek otrzymuje gorszą ocenę rozwoju. Czekam na cud. W głowie przewija mi się milion myśli, dostaje jakichś nagłych ataków smutku, na przemian wierzę i wątpię..
Mam nadzieję, że kiedyś usiądę, przeczytam ten mój trudny pamiętnik, pełen żalu, łez, smutku i niepewności.
I powiem do siebie, że było warto.
14tc+0
Dzień dobry w 15 tygodniu 
Po krwawieniu, a później już plamieniu na szczęście nie ma już śladu.
Kolejna wizyta za 3 tygodnie.
Jesteśmy już w tym podobno bardziej bezpiecznym drugim trymestrze. Wciąż nie wiemy, czy jesteś chłopcem, czy dziewczynką 
Ale to nie ma żadnego znaczenia! Rośnij zdrowo, bardzo na Ciebie czekamy 
Odżyłam troszkę te parę dni. Starałam się nie nakręcać negatywnie. I też troszkę odpuściłam sobie forum i pamiętniczki.
Chyba tego odpoczynku było mi trzeba.
Dziś biorę ostatnia tab dupka. Uff.., czuję się po nim fatalnie, zawroty głowy i mdłości.. Dobrze, że już koniec. Mam nadzieję, że @ przyjdzie szybciutko i zaczynamy od nowa. Jestem pełna niepokoju. Boję się, że znów nic z tego nie będzie i do tej punkcji nie dojdziemy. Ehh.. A gdzie tu mówić o ciąży. Jakie to wszystko przewrotne. Nie myślę wcale o tym, żeby być w ciąży tylko ciągle modlę się o te przeklęte pęcherzyki - żeby urosły i żeby były komórki w nich. To pierwszy cel, który tak ciężko mi jest osiągnąć. A co tu myśleć dalej..
Oby tym razem moje jajniki się ruszyły i coś z tego było bo nie wiem jak to dalej udźwignę psychicznie i finansowo..
Widzę, że zapisujecie wydatki - ja od sierpnia (pierwsza wizyta w klinice i decyzja o ivf) wydałam ponad 4 tys (bez dojazdów i niektórych supli). A nie zbliżyliśmy się nawet o krok do ciąży..
Jeśli uda się i @ przyjdzie terminowo to w poniedziałek wizyta i badania. Oczywiście milion myśli - czy czasem torbiele się nie porobiły, czy tsh nie skoczyło bo odłożyłam Letrox, czy badania hormonów wyjdą ok.. Mam nadzieję, że jednak zaczniemy stymulacje w tym cyklu i to z efektami!
Tym razem mam plan stymulacji : Elonva i Orgalutran. Zobaczymy, czy moje jajniki podejmą walkę. Wydaje mi się, że jak teraz będzie kiepsko to będziemy myśleć na komórka dawczyni.. Znaczy ja będę myśleć bo mój narazie o tym słyszeć nie chce i wierzy, że uda się na moich komórkach. Ja mam coraz mniej tej wiary..
Tytuł wpisu - deprywacja snu.
A jest szczyt sezonu u mnie w pracy. Ogólnie to jestem zadowolona z życia, tylko moje niewyspanie czasem mnie przygnębia - mój mąż "wypomina", że przecież nie musiałam wracać do pracy, mam na własne życzenie, to tamto srmato. Ambicji mi się zachciało, inne mają w nosie, dzieci odchowane i nie pracują (poza tym jego rodzice mają "pretensje", że pracuję, przy każdej okazji wypominają mi to, umniejszają, generalnie temat rzeka). Ale robię, to co lubię, wierzę, ze kiedyś będzie mi lżej, Mała pójdzie do przedszkola/szkoły, zacznie kiedyś spać. Z tego powodu też wycofałam się z planów o drugim dziecku.
Odkryłam w jaki sposób hashimoto daje po dupie: baterie rozładowują się szybciej, niż u przeciętnego człowieka. A ładują dłużej. Ze snem jest dramat od jakiegoś miesiąca nie przesypia nocy. Budzi się z krzykami, albo wybudza w celu zrobienia kupy, nadrobienia czasu, którego ze mną nie spędziła (praca) albo gdy jest "przetrzymana" czyli wracamy później niż zwykle do domu. Krzyczy do mnie "usiądź", woła "anioł" (miałabym zawał gdyby nie fakt że mamy taką ozdobę), siada na mnie, całuje, coś opowiada. Jak poczytam kicie kocię, to potem pada i zasypia - nie chce już na noc zasypiać na rękach. Takie rzucanie na łóżku trwa od 20 do 40 minut - ale może to jakiś krok w stronę samodzielnego zasypiania. W nocy za to sprawdza nogą, czy jestem.
Niemniej jestem dosyć zmęczona, bo rano wstaję przed nią i pracuję. Postanowiłam już nie przesiadywać wieczorami, tylko kłaść się wcześniej bo nigdy nie wiem, jaka noc mnie czeka.
Poza tym Mała jest cudowna, urocza, kochana, pojętna - dużo mówi i rozumie. Odmienia wyrazy. Nauczyła się mówić "masakra". Albo "golas" ucieka mi przed kąpielą i tak woła po domu.
Pomaga w kuchni. Uwielbia kaszę i soczewice. Generalnie lubi jeść - w gościach jest przerąbane, bo wszystko po kolei próbuje ze stołów, nawet przekąsek typowo niedziecięcych. Ale nie gderam i nie zabraniam - bo weźmie coś słodkiego, ugryzie i odkłada najczęściej.
W sumie to chciałam coś więcej napisać ale nie mam weny.
15 dc 1dpt
Transfer byl w czwartek, a ja sie czuje jakby to bylo miesiac temu
. Leżąc wczoraj pod kocykiem czulam lekkie klucie. Zapewne nic nie znaczace. Narazie nie mam w sobie takiego zniecierpliwienia.
Wynik progesteronu 57.57, czy jest ok?
Leki od wczoraj:
Acard x1,
Estrofem x2
Encorton x1
Neoparin x1
Pregna plus x1
Luteina 3x2
Duphaston 3x1
Kropko, kropelko, guziczku, drobinko, ziarenko, fasolko, babelku, okruszku, punkciku prosze zostan z nami.. ♡
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2020, 16:11
10dpt
To dzisiaj miałam po raz pierwszy zbadać betę. W zamian za to kupiłam sobie wczoraj test ciążowy i zrobiłam dzisiaj rano. Mój pierwszy pozytywny test ciążowy. Druga krecha była gruba i wyraźna. Schowałam sobie do szuflady z lekami i teraz będę sobie patrzeć na ten test za każdym razem jak będę brała leki czyli co najmniej 3x dziennie. Jutro pójdę rano powtórzyć betę.
Kurcze wyobrażałam sobie ten moment miliony razy. Wizualizowałam jak to będzie po tym jak się dowiem ze jestem w ciąży. Póki co jest całkiem zwyczajnie. Jest radość, bardzo wielka, ale jakoś tak pada na nią cień tych poprzednich lat starań, porażek, zawiedzionych nadziei, jakaś wątpliwość że to się nie dzieje naprawdę. Przez to nie potrafię chyba pokazać tej radości na zewnątrz, chowam ją w szufladzie, uśmiecham się ukradkiem jak jestem sama. Czuje wewnętrznie ze po pierwsze jest jeszcze mocno za wcześnie żeby szaleć z radości a po drugie wciąż jeszcze się czuje częścią nieformalnej grupy osób walczących z niepłodnością. I pamietam jak to jest trzymać w rękach test który pokazuje jedna kreskę. I wiem ze pewnie wiele dziewczyn testowało w tym samym dniu co ja i nie miało takich dobrych wiadomości jak ja. Dlatego wybuchy radości wydają się jakoś bardzo nie na miejscu.
Jeżeli chodzi o samopoczucie to boli mnie brzuch trochę, wzdęcia mam koszmarne. Przez to również podnosi mi bełta, ale nie jakoś mocno, wiec do przeżycia. Myśle ze to bardziej dlatego ze coś zeżarłam niż z powodu ciąży. Ale przez te wzdęcia ciężko wysiedzieć w pracy. Oprócz tego cycki trochę bolą i jestem śpiąca bardzo, może tez dlatego ze ograniczyłam kawę. Do lekarza mam iść dopiero po 10 lutego - do tego czasu to mnie chyba drobne wszy zjedzą z niecierpliwości.
5dc, 4 dzień stymulacji. Po pierwszym podglądzie. Nic mnie nie boli, więc jechałam zestrachana, że nic nie rośnie.
Endometrium 5 mm, jest fajnie, prawy jajnik 6 jajeczek wielkość od 10-12 mm, lewy jajnik 2 jajeczka po 11 mm. Dawka leku ta sama (bemfola 112,5), od jutra orgalutran. Estradiol 355,70 jednostek, LH 2,63. W poprzedniej stymulacji pierwszy podgląd miałam dzień później (no, ale i owulacje były normalne) i wtedy było łącznie 9 jajeczek (pj - 5, lj - 4), w wielkości od 9-15 mm (ostatecznie pobrano 12 jajeczek, z czego 10 było w porządku). Był między nimi bardzo duży rozstrzał wielkościowy. Teraz rosną równo. Podoba mi się to! Wtedy też estradiol na początku to było coś około 580 jednostek, czyli bardzo wysoko. Po podglądzie podjechałam na akupunkturę.
Gdy przygotowywałam obiad, przyszedł sms od mojej lekarz prowadzącej (monitoring był u innego lekarza - od niego też przyszedł wcześniej sms dotyczący dawkowania leków) - jak pęcherzyki? Odpisałam, że w mojej ocenie lepiej niż poprzednio, bo rosną równo, a jest ich bardzo podobna ilość. I napisałam wyniki estradiolu i lh - odpisała mi "Wiem, sprawdziłam on line i byłam ciekawa, jak one wyglądają przy takich wynikach badań". Kopara mi opadła. Naprawdę, nie wiem, czy tam każdy ma takie zainteresowanie ze strony lekarzy czy tylko Ci bardzo marudzący i strzelający minami? Ogólnie, jak ja się cieszę, że nie skorzystałam z tego dofinansowania mazowieckiego. Mam nadzieję, że nie będę zmuszona z niego korzystać i teraz się uda. Czuję się zaopiekowana i czuję się bezpiecznie.
Wiecie, że ja się w ogóle nie stresuję?! No wcale, a wcale. Tylko tak jakoś dziś obudziłam się o 3:00 w nocy. I nie mogłam zasnąć. Normalnie pobudkę mam o 6:00 do pracy i muszę się sporo napracować, żeby podnieść jedną powiekę, utrzymać ją otwartą i podnieść drugą, potem to już z górki, w weekendy pobudka na toaletę, a potem dosypianie do 9:00. A tu, w związku z tym, że się nie stresuję pobudka o 3:00. No przecież, kto wyspanemu zabroni??? Mężuś też się nie stresuje. On się nie stresuje jeszcze bardziej niż ja. W sobotę kładziemy się spać. Kręci się, z boku na bok, na plecki, na brzuch. Nie słyszę miarowego oddychania. Pytam "Nie możesz spać?" - "No. Jakoś tak. Stresuję się." - "Oh, nie stresuj się, zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, albo tyle ile byliśmy w stanie dźwignąć" - "Nic na to nie poradzę, boję się". Mężuś jest osobą, która zasypia kładąc się do łóżka. Normalnie mam wrażenie, że w momencie, gdy zmienia pozycję ze stojącej w leżącą - już śpi. W związku z tym, to był pokaz ostrego stresu. A ja, jako Pierwszy Luzak RP - weszłam dziś do gabinetu na podgląd i pierwsze co usłyszałam "Niech się Pani nie denerwuje.". Po samym "Dzień dobry!" i uśmiechu numer 5 (możliwe, że zamiast uśmiechu wyszedł mi jakiś twarzoskurcz?). Kurka, naprawdę jestem przekonana o swoim spokoju. Wymodlonym spokoju. A tu takie teksty. Na akupunkturze było tak samo. I tam, po wbiciu igieł poczułam jak puszczam. To wszystko, co trzymałam, co trzymało moje ciało, od razu się rozluźniłam.
Następny podgląd w czwartek. W czwartek też badanie nasienia Mężusia.
W porównaniu do poprzedniej procedury zmienione zostało:
bemfola 112,5 jednostek, a nie 125 jednostek;
wyrównałam poziom wit. D3 (wtedy tylko byłam o tym przekonana - nevermind);
wcinam białko jak żywo (normalnie koktajle treningowe: banan, mleko kokosowe, woda, wiśnie, kakao i 3 łyżki białka dla sportowców) - 4 -5 razy w tygodniu, a nie jak poprzednio 2 razy w tygodniu po 1 łyżce białka;
wcinam szpinak 5-7 razy w tygodniu (nie jadłam wcale);
wcinam dużo więcej mięsa (indyk i wołowina) oraz strączków niż poprzednio;
wcinam różnorodne owoce (doszły kiwi, mango, granaty);
zwiększyłam dzienną ilość siemienia lnianego z 1 łyżeczki do 2 łyżek stołowych;
doszły takie rzeczy jak: spirulina, ostropest plamisty, błonnik witalny, białko konopne;
piję zioła ojca sroki 4-7 razy w tygodniu, a nie 2 razy w tygodniu;
NAC zwiększyłam z 500 mg na 1000 mg;
l-glutation zwiększyłam z 500 mg na 1000 mg;
magnez biorę cały czas w dawce 300 mg, poprzednio nie brałam wcale;
cynk z miedzią, poprzednio był sam cynk;
koenzym: teraz ubichinoL, a poprzednio ubichinoN;
doszedł selen codziennie;
wróciłam do olejku z wiesiołka (nie poprawia śluzu, ale zawiera kwasy GLA, które są istotne dla mojej płodności);
doszedł olej z ogórecznika w II fazie cyklu;
dodałam sobie jod co drugi dzień;
biorę metforminę 500 mg (poprzednio nie było);
biorę 5 mg kwasu foliowego syntetycznego i około 2 mg metylowanego (poprzednio tylko metyle i to w dawce 1 mg);
chodzę na akupunkturę cały czas (poprzednio była refleksologia, ale to kilka miesięcy przed procedurą);
jestem po szczepieniach u Paśnika;
piję morwę białą 5 razy w tygodniu.
Zauważyłam jakiś czas temu, że robią mi się zmarszczki! Zaskoczenie, prawda? Wokół ust, takie jak palaczom. I od tamtej pory postanowiłam, że będę się więcej uśmiechać. I daję radę
prowadzę auto - uśmiech, wchodzę do kliniki - uśmiech, jestem w tramwaju - uśmiech
W klinice też zawsze się uśmiecham, bo wszyscy tam chodzimy z dużymi problemami, nie ma co się nawzajem przytłaczać.
Za to nie ma to, jak zdrowe poprzytłaczanie się w małżeństwie. Hm. W grudniu rozmawialiśmy o przyjmowaniu leków, że trzeba zwiększyć dawkę witaminy E, bo niektórzy androlodzy przepisują nawet 1200 mg, a Mężuś przyjmował po 400 mg. Ok, będzie przyjmował. Weekendowy przegląd leków - co się kończy, co dokupić itd. "A co Ty masz tak dużo tej witaminy E?" - "Nooo, jak dużo?" - "Normalnie dużo, przecież bierzesz po 3 kapsułki?" - "Yyy, nieee, biorę po 1 kapsułce, a miałem po 3?" - "Tak, miałeś po 3 i w ogóle, co Ty sobie wyobrażasz, że ja zawsze będę tego pilnować?! <okraszone oczywiście odpowiednio sfoszonym tonem, żeby sobie nie myślał, oczy już bliskie łez> - "Zapomniałem." - "Zapomniałeś? Zapomniałeś? Jak mogłeś zapomnieć, co Ty sobie myślisz, kurde, ja się tu tak staram, czekam cały czas na poprawę wyników nasienia, a Ty SOBIE ZAPOMNIAŁEŚ?". I wróciłam zalana łzami do odkurzania. Kretyn jeden. I kretynka obok. Tak jest, zrobiłam to. Uhu. Zrobiłam drakę o miesiąc nieprzyjmowania zwiększonej dawki witaminy E. Przy około 35-40 tabsach dziennie jakie przyjmuje. Kretynka jedna. I kretyn obok.
Zapisałam nas na wizytę do kliniki na 24/02. Wtedy tez mam endo.
Ciężko było mi się zebrać do pracy, oczy napuchnięte, boje się patrzeć ludziom w oczy. Jak tylko zaczynam myśleć ze nic z naszych planów to cisną mi się łzy.
Nie wiem czy P będzie chciał coś z tym zrobić, nawet nie mam kiedy z nim pogadać. Nie mam zamiaru go tez naciskać.
Jak to jest ze w takich patologiach gdzie ludzie ćpają, piją, palą i nie wiadomo co jeszcze, rodzi się tyle dzieci a człowiek który się pilnuje nie może mieć tego jednego upragnionego?
Czy jest na to jakiś sposób? Czy to wina pracy? Czy może jest tak od zawsze?
Jedyne pocieszenie to ponad 30 mln w 1 ml. Tylko dlaczego takie kiepskie? Ani jednego dobrego...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.