Zeświruję i zejdę na zawał do czasu punkcji. Od godziny nie mogę sobie znaleźć miejsca, a jeszcze rano czułam euforię, a strach chowałam do najgłębszej kieszeni.
3. podgląd:
Endometrium 11,4 mm, prawy jajnik 5 jajeczek (największe 23 mm), lewy jajnik 4 jajeczka (16,5 - 17 mm). Estradiol 2654,50, progesteron 1,08. Przy poprzedniej procedurze w ostatnim podglądzie miałam 10 jajeczek w wielkości 18 - 25 mm, endo 9,2 mm, estradiol 2960,3, progesteron 1,03. I to był już koniec stymulacji. Wychodząc od lekarza byłyśmy wstępnie umówieni na punkcję na wtorek. Natomiast - "Wszystko zależy od estradiolu.". I odkąd zobaczyłam estradiol - a wychodzi 294,94 na jajeczko - to świruję. Chodzę po mieszkaniu w tę i z powrotem. Zastanawiałam się, czy punkcja nie powinna być w poniedziałek, bo jajeczka wyglądają na dojrzałe (przyjmuje się między 250 a 300 jednostek estradiolu na pęcherzyk). Lekarz zadzwonił przed chwilą i powiedział, że zostaje tak, jak było - punkcja we wtorek. Że stymulacja musi trwać też ileś dni, że tym najmniejszym z lewego jajnika przyda się kolejna dawka bemfoli. Że nic nie zmniejszamy, dajemy jak było, czyli 112,5 jednostek. Zapytałam tylko o warianty pesymistyczne - jak byśmy robili pick up w poniedziałek, to dziś bemfoli już nie przyjmuję i możemy stracić 4 pęcherzyki z lewego jajnika. Natomiast jak zrobimy pick up we wtorek, to jest jakieś ryzyko (aczkolwiek - lekarz powiedziała, że niewielkie, bo jestem młoda, że u niej to byłoby co innego), że największe mimo orgalutranu pękną i wtedy możemy stracić 3. To już lepiej kłuć się we wtorek. Mimo wszystko - oczadzieję. Po prostu ja przez to dziecko wyląduję w psychiatryku. Nie mając go jeszcze! Muszę zaraz wyjść pobiegać, czy coś, bo łeb mi paruje. Mężuś stwierdził, że teraz to przynajmniej przestałam udawać, że się nie przejmuję. No pięknie, pięknie - "Wcale nie udawałam, ja naprawdę się nie przejmowałam" - "No, a jak się nie przejmowałaś, to nie robiłaś też statystyk, że ostatnio przy 10 na trzecim podglądzie pobrali 12, dojrzałych było 10, zapłodnili 6, zapłodniło się 5, blastocysta była jedna, a więc teraz przy 9 na podglądzie pobiorą około 11, dojrzałych będzie 8, odmrozimy 4, zapłodnią 12, zapłodni się 10, może będą dwie blastocysty?" - "Eeee, nie, nie robię takich statystyk" - "A, no to ok, to jestem w stanie uwierzyć, że się nie przejmowałaś, ale wiesz, dobrze Ci radzę - nie rób takich statystyk, łeb napie.dala od nich" - "Ooookeeeeeej". Także teges, myślę, że obydwoje jesteśmy już coraz bliżej leczenia na głowę. Z tego wszystkiego nie ustaliłam dawek relanium, heparyny i immunologicznego leczenia. Czy tranfer będzie w tym cyklu - zobaczymy po punkcji, jak będą jajniki się zachowywać, no ostatnio było nieciekawie i brzuch mnie bardzo bolał.
Podczas podglądu lekarz stwierdziła, że ja sypię tymi hormonami, jak z rękawa i kurde one naprawdę u mnie zaiwaniają.
A teraz trochę pesymizmu. Odebraliśmy wyniki badania nasienia Mężusia. I szału nie ma.
objętość: 3,8 ml (wzrost w porównaniu do ostatniego, spadek w porównaniu do najlepszych)
upłynnienie: 60 minut (słabo, ostatnio było 35 minut, a najlepiej mieliśmy 25 minut)
pH 7,5
barwa: prawidłowa
aglutynacja: brak
agregacja: brak (ostatnio były niespecyficzne)
koncentracja: 3,49 M/ml (ostatnio było 4,41 M/ml, najlepsze to 7 M/ml, nigdy nie osiągnęliśmy normy) spadek
całkowita liczba: 13,26 M (ostatnio było 11,03 M, najlepsze to 29,4 M, nigdy nie osiągnęliśmy normy) wzrost
ruch postępowy: 41,82% (ostatnio było 20,3%, najlepszy póki co
mieścimy się w normie) wzrost
ruch całkowity: 63,43% (ostatnio było 30,9%, najlepszy póki co
mieścimy się w normie) wzrost
żywotność: 63,64% (ostatnio było 52,7%, najlepszy to 64%, mieścimy się w normie) wzrost
morfologia: 2% (ostatnio było 2%, najlepszy to 10%, mieściliśmy się w normie) bez zmian.
Oczywiście poziom motywacji do diety, supli i leków drastycznie spadł, na poziom "mnieeeeej niż zeeeroooo o.o.o.o.". Jednak mówię, że ciśniemy do końca, że może leki trzymają stabilnie chu.owy poziom, że zapobiegają spadkowi, że ja już nie wiem co robić. Spodziewaliśmy się całkowitej liczby około 30 milionów, koncentracji około 7, czyli wyników z tych naszych najlepszych. Lekarz powiedziała, że najważniejsze jest to, że ruchliwość jest w normie. Podczas poprzedniej punkcji ruchliwość nie była w normie, ale morfologia tak była.
Zobaczymy, jakie będą efekty.
P.S. Wydaje mi się, że u mnie za efekty w miarę równego wzrostu odpowiada białko (skoro nie witamina D3). Ale to już po punkcji, zapłodnieniu i wszystkim będę myśleć.
Minęło 18 tygodni Olusia 😍😍 zdecydowanie za szybko..czasie zwolnij proszę!
W ostatnich 3 tygodniach bardzo dużo się działo i co miałam pisać to już bylo późno i tak zleciało .
Oluś 15.01 miał szczepienie. Zniósł dzielnie ,mimo że płacz był. Puciek ważył wtedy 5800💪💪ma małego naczyniaka na rączce który albo zostanie albo sam zniknie. Nic groźnego.
Tego dnia przy obiedzie T.powiedzial,że babcia miała wypadek-potrącił ja tir. Ja widziałam wcześniej artykuł na ten temat ale kto w ogóle by przypuszczał.. babcia z obrażeniami ale była w szpitalu pełną sił. Popołudniu była operacja która się udała. T.w czwartek pojechał do babci,Cieszył się podobnie jak babcia. Pokazywał zdjęcia dzieci i wrócił na usypianie. Planował jechać w piątek znowu ale z teściem stwierdzili że lepiej sobota na dłużej bo babcia miała wysokie ciśnienie i więcej spała.
W sobotę rano na spontanie miał być wyjazd do Ikei,szybko zaczęliśmy się zbierać by T.wrocil i jechał na 2h do babci i patrzymy że dzwoni teściowa na mój numer. Już wiedzieliśmy. Babcia zmarła w nocy. Na szczęście T.nie miał wyrzutów że nie pojechał bo zapamiętał ja jako wesoła i szczęśliwa. Decyzja T.ze jedziemy i tak by nie myśleć.
Na miejscu zjedliśmy,byli mnóstwo ludzi . Wyruszyliśmy na sklep,Oluś siedział ładnie w wózku A Polą w sklepowym. Kupiliśmy co trzeba,Olek już pod koniec był śpiący to przebralam ,dałam butle i zasnął przed kasa. W tym czasie T.ogarnal wszystko i mieliśmy iść jeść ale była taka kolejka ,że zrezygnowaliśmy. Pod mc Donaldem to samo,więc dojechaliśmy bliżej domu A i tak pełno ludzi było. W domu byliśmy o 16,złożyliśmy nowy stół itp.i dzień zleciał. Oluś ma siedzisko do karmienia;)
W niedzielę było smutno,ale każdy się spodziewał że tak się może skończyć.
W poniedziałek dzwonił teść by..przesuwać chrzest! Ze względu na prokuratora pogrzeb miał być później i to prawdopodobnie na sobotę. Byliśmy wściekli bo w ogóle się z nimi nie można było dogadać bo postawili na swoim i koniec. Na szczęście mój ksiądz kochany bardzo nam dużo z chrztem pomógł i się udało wszystko przesunąć na niedzielę.
Cały tydzień był jeszcze nerwowy bo noc nie było wiadome ale pogrzeb był w sobotę. My z siostra zostaliśmy,gdy wszyscy wrócili to było szykowanie na chrzest. Tort już czekał A Pole nosiło bo do późna się bawiła z siostra i szwagrem.
Dzień chrztu byk też zwariowany . Gdy ubieralam dzieci już to przyjechał ksiądz i powiedział bym z nimi przyjechała po mszy bo w kościele jest zimno i żeby dzieci się nie pochorowaly. Tak zrobiliśmy, T.nam pisał kiedy jechać, ze mną była siostra .
Wszystko się pięknie udało,ksiądz zadbał by Oluś nie zmarzł A on mu się odwdzieczal pięknymi uśmiechami;) był dzielny,nie płakał i fajnie poszło. A na koniec ksiądz kazał ministrantowi zrobić zdjęcie całej rodzinie;)
W domu po przyjeżdzie był obiad,ja nakarmilam misia i się rozmawiało. Polą się super bawiła z chrzesniakiem
W trakcie Oli zaliczył jeszcze drzemkę.
Oczywiście teściowa musiała mi podnieść ciśnienie bo jak tylko zniknęłam z Pola widzenia po kawę to wzięła na ręce Olka mimo próśb by tego nie robić. Podobno marudził co wszyscy wysmiali. T.od razu zainterweniował i ja zjechał na szczęście i do końca już go nie ruszyła.
Wieczorem się ogarnęła,prezenty rozpakowało (Polą i Olka) i zleciało. Pole znowu nosiło.
W poniedziałek T. Miał wolne i pojechałam na badania (tej poniżej normy znowu.. ),później szybkie zakupy ,ZUS i na obiad dom. Wieczór w końcu był spokojniejszy i od tej pory się tego trzymamy by Polą znowu się mogła wcześniej wyciszać.
Dzisiaj rano T.jechal po węgiel z teściem A my się bawiliśmy. Później przyjechali teście co mnie upewniło że Poli nigdy nie wyśle na spacer z teściowa. Reszta dnia spokojna (ćwiczenia,szycie,Polą chwilę u babci była jak Oli spal)i zleciało;)
Jutro w planie mamy pizzę i jeszcze nie wiemy co na popołudnie ale na pewno w czwóreczke 
Oluś spi,zaraz odloze i zobaczymy bo dzisiaj dosypiam dość długo. Ostatnio spi 3x 30 min.2 dzień. Wczoraj ładnie spał wieczorem i w nocy,zobaczymy dzisiaj.
Dostał już pierwsza marchewkę i mam wrażenie, że bolał go po niej brzuszek..Dzisiaj była dynia i zobaczymy jak dalej. Smakowała więc jutro będzie więcej;) później znowu spróbuje marchew.
Ogólnie Oluś jest wesołym,spokojnym chłopcem. Lubi wózek,fotelik,smoczka,leżeć na brzuszku i macie. Lubi zabawki w łóżeczku i obserwować nas oraz Pole 
Pola całuje,glaszcze Olka ,lubi go;) jest cierpliwa i dużo rozumie jak trzeba się nim zająć. Jak się bawimy to też go angażuje;)
Kocham ich
Oj cos mi ramke wstawilo bez sensu...
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2020, 14:34
W nocy znowu obudzil mnie silny ból jajnikow i mscicy. Jeszcze silniejszy niz w niedziele. Jeczalam z bólu. Bol na koncu zaczal az promieniowac na posladki. Trwalo to 10.min po czym przeszlo jak reka odjal. Zdarza sie to 2 raz po transferze, a ogolnie 3 raz w zyciu. Co to jest? Skoro zdarza sie to 2 raz w ciagu tygodnia. to nawet atosiban w dniu transferu nie pomoze. To nie jest normalny bol, coś jest nie tak.
1dc
I jest @ - 2 dni spóźnienia ale jest. Wtorek wizyta w klinice. Usg i badania krwi: fsh, estriadol, progesteron, prolaktyna, tsh, ft4. I mam nadzieję, że zaczniemy stymulke w tym cyklu i moje jajniki się wkoncu obudzą i wyprodukują te pęcherzyki w normalnym tempie!
Pełna niepokoju. Pełna nadziei..
Trzymajcie kciuki by poszło wszystko dobrze.
NIEDZIELA
Okazało się, że mąż ma bakterię w żołądku
trzeba przeleczyć antybiotykami, które się bierze prawie miesiąc. Pod warunkiem, że dobrze pójdzie i kuracji nie bedzie trzeba powtarzać, albo zmieniać antybiotyki
ja pierdziele... tak tego nam było potrzeba. Tak więc druga procedura opóźni się o 7 miesięcy
jestem przeszczęśliwa 
We wtorek idziemy do doktora, którego mąż określa mianem "szamana". Żeby przebadał gruntownie męża. Ja też sie zapisałam, a co. Ponoć jest super naprotechnologiem i jest bardzo wnikliwy. Może czegoś nie zbadaliśmy itp. Wizyta kobieca trwa 1,5h
mąż sie zaczął zastanawiać co on robi przez te 1,5h z tymi kobietami, że one nagle w ciąże po tych wizytach zachodzą
trochę mnie martwi to, że gość jest ogromnym przeciwnikiem in vitro i uważa, że in vitro to zabijanie dzieci i takie tam. Więc troche sie boje jak zareaguje na to, że jesteśmy po tej procedurze. Zobaczymy
Dziś pierwsza tabletka antykoncepcja. Za dwa tygodnie wizyta w klinice i może w końcu zaczniemy in vitro. No bo ile można czekać i czekać.
Dzis 1dc - jestem zaskoczona - co za miła odmiana od wiecznego czekania... moj cykl poprzedni miał tylko 30 dni - ciekawe, ładnie sie skrócił- jest pozytyw. I tak w koncu dotarłam znowu do etapu ze działamy! Takze od jutra lametta, jutro tez sie dowiem w którym dniu mam przyjść na wizyte. Juz sobie dzis żartowałam, ze w walentynki najpierw pojde na wizyte a potem cały weekend bedziemy robić dziecko - pol żartem pol serio.. zobaczymy, czas pokaze! Poki co kubek rumianku i byle przetrwać pierwszy dzien okresu.. a kto wie? Moze to juz ostatni?
7 dc
Cudnie, dziś od rana coś mnie bierze. Obudziłam się z drapanie w gardle i z każdą godziną jest coraz gorzej. Doszło łamanie w kościach, dreszcze i stan podgoraczkowy... a taka byłam dumna, że w tym sezonie opieram się wszystkim wirusom 😧
Czy to dlatego,że wczoraj wyszlam bez czapki?? Ale było 13 stopni, bez jaj...
Dlaczego teraz, tuż przed owu... jak choróbsko się rozkręci to cykl pójdzie na straty, eh. 😟
Abstynencja ❤ trwa już ponad tydzień, mąż zostanie mnichem zaraz 😛
28dc
Temp wysoka, 36.8, piersi bolą bardzo. W ostatnim cyklu tak mocno mnie nie bolały, ale chyba nie ma co porównywać, bo to był drugi cykl po zabiegu. Wiadomo jak wtedy z hormonami, mogą jeszcze świrować.
W tym tygodniu powinnam już dostać @. W jaki dzień? Tylko Bóg to wie. Całe życie tak mam. Od 10 lat potrafię chociaż określić tydzień spodziewanej @, bo wcześniej to była wielka zgaduj zgadula.
Podobno miałam PCOS. Tak mówili lekarze. Mówili też, że będą problemy z zajściem w ciążę. Przygotowałam się więc do walki. Kupiłam termometr owulacyjny, testy owulacyjne i w gotowości czekałam na @ aby zacząć swoją walkę. Nie doczekałam się. Za to po 9 miesiącach doczekałam się ślicznego dzidziusia. Od tego dnia jestem tak szczęśliwa jak nigdy w życiu wcześniej. Wszystkim dziewczynom, które tu są i czekają na swoją dzidzię , tego życzę! Żebyście zaznały tej czystej miłości. Miłości płynącej od Was do Waszego dziecka. Nie ma większej miłości na świecie ponad tą płynącą od matki. I kiedy trzymacie w rękach swoje dziecko, to nic już się nie liczy!
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2020, 10:46
Jestem po wizycie. Maluszek ma już 3,9 cm. Gigant 😍 serduszko pięknie bije ❤️ krwiaki są mniejsze, a pęcherzyk wciąż spłaszczony ale też wygląda dużo lepiej.
Wciąż mamy tydzień spóźnienia. Chyba tak już zostanie. Najważniejsze, że od wizyty do wizyty wzrost jest dobry więc nie ma jakiegoś zatrzymania rozwoju. Chcę być dobrej myśli... Muszę być...
Bakterie i leukocyty z moczu już powoli znikają. Także nie dostałam kolejnego antybiotyku. Mam to co jakiś czas kontrolować.
Acofil już można odstawiać. Trochę się boję. Przyznaje, że myślałam, że dłużej będę to brała. Mam w lodówce jeszcze całe 7 zastrzyków. Teraz brałam całą dawkę co 3 dni. Kusi mnie żeby jeszcze chociaż 2 zastrzyki rozlać na pół i brać 4 zastrzyki po pół dawki. Nie wiem, muszę to przemyśleć. Dzisiaj wypada mi kłucie więc do wieczora mam czas na zastanaiwenie się.
Dostałam magiczną kartę ciąży! Oficjalnie jestem w ciąży. To taki dowód rzeczowy ❤️ cudne uczucie odebrać taki papier 🙂
To tak jak z prawem jazdy... Jak zdajesz to już masz uprawnienia ale dopóki nie odbierzesz plastiku to się nie liczy.
Poza tym oddałam krew na pappe, usg mam 05.10 więc wyniki z krwi już będą na wizytę.
Zobaczymy jak wyjdą badania. Jeśli dobrze to mam nadzieję, że w końcu odetchne i oficjalnie ogłosimy w rodzinie dobrą nowinę.
Jak wynik wyjdzie wątpliwy to wtedy robię Nifty lub jeśli doktor każe to i amniopunkcje. Mam nadzieję, że jednak nie będę musiała się tym martwić i wyniki wyjdą eleganckie 🙂
Edit:
22.01 miałam wizytę u dr. Została pobrana cytologia,dr spytał o Olusia(pamięta:)),zapytał o cukry,tarczyce . Rozmawialiśmy o ćwiczeniach i skomentowal" A bo Pani to ta sportsmenka "😂mówię że bez przesady A on że wcale nie,to ja że jeszcze nie biegam,czekam na wiosnę i się śmiał że on też
wszystko wróciło do normy więc super 
Dziś był fajny dzień. Polą poszła z T.do kościoła,Olo wtedy spał to ja poszylam. Później poszliśmy na spacerek i robiłam pizzę
popoludnie rodzinne kino,kocyk i zleciało;)Oluś zjadł porządna porcję dyni ,pięknie otwiera buzię,wie o co chodzi 
Poli rusza się ząb od jakiegoś czasu ,bo mama jej szarpnela skórkę od chleba. Dzisiaj już się ledwo trzyma,myślę że to już niebawem. Zamowilismy prezent od zebowej wróżki,oby zdążył dojść;p
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2020, 19:46
30dc
Brzuch ciągnie okresowo a temperatura nie pozostawia złudzeń. Po odstawieniu Castagnusa zdecydowanie dokucza mi PMS. Wczoraj o zgrozo spałam 13 h... 😲
Dzis na szczęście udało mi się wstać o normalnej godzinie, zaraz biorę się za śniadanko dla mnie i męża. W kolejnym cyklu do suplementacji dołożę Dong Guai. Pierwsza porażka w 2020 boli, ale muszę być twarda. Przechodziłam to już tyle razy... 😢 Najgorzej bo przez @ będę zdychać w pracy 😭😭😭
29dc
Temp 36,74.
Dziś miałam sen... Szykowałam się z synkiem na spacer, a w głębokim wózku leżała mała dzićka. Czy tak kiedyś będzie? Moje myśli ciągle krążą wokół drugiego dziecka. Kiedyś powiedziałam do męża, że nasza córeczka czeka w niebie. Trzeba ją tylko sprowadzić na ten świat...
Korci mnie, żeby kupić test ciążowy. Czy lepiej wiedzieć wcześniej, czy lepiej nie wiedzieć? Po poronieniu mam mieszane uczucia. Chcę, żeby to było już, w tym cyklu. A z drugiej strony, jeśli to będzie JUŻ, to będę się bała... każdego dnia...
Punkcja odbyła się zgodnie z planem.
Przed 8:30 byliśmy już w klinice. Starałam się opanować emocje, nie stresować się za bardzo... chciałam już opróżnić zawartość moich jajników.
Po wywiadzie z położna zaproszono mnie na sale zabiegowa.
Wybudziłam się po zabiegu dziękując wszystkim, dziękowałam im chyba ze trzy razy zanim przenieśli mnie na kolejna sale
czułam ciągniecie jajników, zwłaszcza po prawej stronie, ale nie był to silny ból, bardziej ćmiący..
bez problemu wstałam, ubrałam się i czekałam na konsultacje z lekarzem. Popijalam małymi łykami wode... czułam się naprawdę dobrze 
Lekarz który wykonywał mi punkcję, przekazał mi informacje ze komórek jest sporo i ze będziemy podchodzić do świeżego transferu. Dał mi rozpiskę leków i kazał czekac na telefon.
Wyszliśmy przed 12:00 z kliniki.
Jadąc samochodem czułam każda dziurę na jezdni, hamowanie powodowało ze robiło mi się niedobrze.. dopiero wtedy pojawiło się w mojej głowie milion pytan :
- ile dokładnie udało się pobrać komórek, ile z nich się nadaje
-w przypadku jeśli komórek byłoby naprawdę sporo chciałam zostać dawca, miałam po punkcji podpisac dodatkowa zgodę i oddać krew...
Teraz nie wiem czy wyszłam za szybko czy w rzeczywistości nie było aż tyle komórek bo nikt mnie nie zatrzymywał, nie wiem, poczekam na telefon z kliniki.
Po wejściu do mieszkania zrobiło mi się tak niedobrze ze po zjedzeniu suchej bułki, chwile później ja zwróciłam... na majtkach zobaczyłam krew. Dopiero wtedy zobaczyłam na karcie informacyjnej ze krwawiłam w trakcie punkcji...
Wymiotując, znowu poleciała mi krew...
czułam się słabo, naprawdę słabo ale czułam ze to żołądek.. jajniki już nie bolały. Usiłowałam zasnąć wiedząc ze nie dam rady przyjąć antybiotyku bo z pewnością bym go zwróciła. Dopiero koło 20:00 zdołałam zjeść śniadanie i przyjąć leki.. przede mną jeszcze luteina i duphaston
ale dam sobie jeszcze chwile...
13 ms starań, 11 cs, 9 dc
No i ostatni zastrzyk z Gonalu pyknął. Szczerze mówiąc z dnia na dzień coraz gorzej mi to szło, więc dobrze że to już koniec. Oby 🙏🏼 W poniedziałek o 8 mam się zameldować na monit. Ciekawa jestem czy coś tam wyrosło, bo w sumie jajników to ja nie czuję za bardzo.
Mam wynik antykoagulanta tocznia i przeciwcial kardiolipidowych (czy jak to sie tam pisze). Oba wyniki negatywne. Czyli zespołu antyfosfolipidowego nie mam. Są tylko te mutacje. Od wczoraj zaczęłam znów brać acard. Dwie ciąże, gdzie beta urosła nieco więcej były w tych cyklach, gdy brałam acard. Może coś w tym jest? Teraz jedynie obwiniam siebie, bo nie trzymałam za dobrze swojej diety IO. Jestem na siebie zła przez to. 😔
Nie mogę skupić się na nauce. Nie mam już siły. Jestem w kosmos zestresowana tą obroną, a zmotywać się do nauki nie umiem 🤦🏻♀️ Jak żyć... Nawet teraz notatki leżą przede mną a ja piszę sobie pamiętnik. Czemu akurat moja katedra musi być tą, która nie podaje pytań, nawet zagadnień magistrantom? Echh. PRZEŻYĆ DO WTORKU. Oto mój plan.
Już chcę wtorek, żeby było po, żeby głowa już puściła. Jedziemy wtedy do spa. Mam wywalone na wszelkie „zalecenia” i mam zamiar napić się winka, posiedzieć w jacuzzi. Może nawet pyknę saune na chwileczke. I masaż. KONIECZNIE! Albo nawet dwa! A co! Należy mi się jak psu buda! Już się nie mogę doczekać. Bardzo bardzo.
Dziękuję wszystkim dziewczynom, które tu zaglądają, komentują i dodają otuchy. Na forum nie wchodzę. Jeszcze nie mogę się na to zdobyć. Przyznam szczerze, że dobrze mi z tą pustą głową, która cały czas się „wietrzy”. Ale bardzo dziękuję za każdy komentarz tu dodany. Za każde słowo wsparcia. To nadal dla mnie wiele znaczy. ❤️ Trzymajcie się wszystkie !
13 cykl starań. 13 to moja szczęśliwa liczba
Czy w tym przypadku tak będzie? Raczej nie... Zaraz po HSG nakręciłam się na to, że nam się w końcu uda, że coś ruszy. Ale jajowody były drożne, więc czemu wcześniej się nie udawało, a teraz by miało? Gdyby się udało to byłabym w ciężkim szoku. Po tylu miesiącach starań ciąża w chwili obecnej to dla mnie coś abstrakcyjnego. Ale liczba 13 przewija się często w moim życiu (np. urodziłam się 13 dnia miesiąca, różnica wieku między mną a moim mężem to 13 miesięcy i takich przykładów mogę podawać wiele
. Oczywiście, gdybym zwróciła uwagę na inną liczbę to podobne przykłady też bym odnalazła, ale od zawsze 13 była "moją" liczbą 
Przypomniało mi się, że parę dni temu śnił mi się pozytywny test ciążowy, a dzisiaj, że karmiłam dziecko piersią. Chyba podświadomie jednak się nakręcam 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2020, 14:17
24t3d
U nas czas leci jak oszalał, mała szaleje w brzuchu, mam wrażenie że tylko w nocy w dzień jest spokojna, u Łukaszka bunt dwulatka pełną parą, zauważyłam że bardzo się denerwuje jak nie umie czegoś zrobić, ułożyć klocka itp, ale jak mu się wytłumaczy spokojnie to się zmienia, jest bardzo mądry, rozumie wszystko, chociaż jest bardzo uparty 
W zeszlą niedzielę miałam chrzciny u siostry, byłam chrzestną, wszystko ok, chociaż kiedyś słyszałam zabobony że niby nie można, młody spał całą mszę były wogole dzieci bardzo grzeczne, było bardzo miło.
W ten weekend przyjechała do nas siostra męża, ona jest starą panną nauczycielką, nigdy nie miała chłopaka, w tym roku będzie miała 47 lat, jestem bardzo zmęczona jej wizytą, ogólnie nie jest jakaś zła, jest chrzestną mojego najstarszego syna, mają fajny kontakt, z Łukaszkiem też się bawiła, ale jak to zwykle mój mąż przy niej i swojej mamie, zmienia się jego stosunek do mnie, czuje się jak gowno, poniza mnie, wypomina mi różne rzeczy, jest opryskliwy i nie miły, nie wiem czy tak to te wizyty stresuja, tak ogólnie nasze małżeństwo jest udane, czas mi się kłócimy jak każdy, ale dzisiaj wyszłam z domu z płaczem do pracy, zapomniałam że dokumenty firmowe zostawiłam w pracy i się pokłóciliśmy o to zarzucił mi że sobie fruwam gdzie chce , że nic mnie nie interesuje, że wychodzę o 7 i wracam o 18 no szlak mnie trafia, prowadzę jego i moją firmę, pracuje od rana do wieczora, jeżdżę po towar, zajmuje się opłatami, fakturami, robię zakupy i słyszę takie coś że jestem do dupy, upiekłam mu nawet tort na urodziny które ma jutro, cały weekend chodziłam gotowałam, podawałam wszystko pod nos, jego siostra to tak jakby w restauracji była nie zrobiła nic, ani zmywarki, ja zawsze u niej robię czy gotuje czy naczynie pakuje, ona nic i tyle niewdziecznosci, aż mi się nie chce do domu wracać, muszę jeszcze po pracy jechać do okulisty , podbije mi kartę ciazy i wezmę soczewki, nie mam kiedy tego zrobić, nie mam takiej pracy żeby sobie wyjść z niej w każdej chwili, muszę załatwić dużo rzeczy i spraw po pracy i przed nią, nie mam z kim o tym pogadać, mama ani siostra nie zrozumieją tego, zresztą jak zawsze później wykorzystają to przeciw, zresztą nie chce je dopuszczać do naszego życia bo po co, tylko tutaj się mogę wyzalic, wszystko dusze w sobie, czasami mam już dość wszystkiego, hormony ciazowe też robią swoje, wiem że czasem ze mną trudno wytrzymać, ale czy tak dużo chce trochę szacunku to wszystko
Życie na nowo się skomplikowało 🤦🏻♀️ Sprawy rodzinne znowu są na pierwszym miejscu. Gdyby jeszcze były to sprawy dotyczące mnie, albo męża- a to sprawy moich rodziców.
Dodatkowo widze już po wykresie, że nic z tego nie będzie. Temperatura skacze, cały czas plamie po HSG i ogólnie nie mam już siły. Miałam nadzieje, że 14.02 zamiast okresu przywitają mnie dwie kreski na teście.
Znowu dupa... 15-sty cyklu starań, nadchodzę 😔
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.