Patt1002 Czekamy na Aniołka 27 kwietnia 2020, 13:14

Tak się wszystko zmienia, poważnie rozważamy kupno działki i budowę, zamiast rozbudowy tego domu, czekamy na szkolenia aż będą mogły się znów odbywać.... Ten wirus wszystko pogmatwał.

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 27 kwietnia 2020, 13:34

12 dc
Chciałam zadzwonić dzisiaj do kliniki zapytać czy coś się zmieniło w kwestii in vitro i dupa ,wchodzę na stronę kliniki a tam że dzisiaj nieczynne 😡 i nadal ten sam komunikat że zabiegi i inwazyjne badania nie są robione. Wczoraj byłam w szoku bo mój mąż dwa razy mi przypominał, żebym zadzwoniła do kliniki, chyba widzi że ten brak jakichkolwiek informacji kiedy mozemy zaczynać i od czego, czy wystarcza stare badania, czy będzie wizyta przed stymulacja mnie dobija. Znowu za dużo myślę.
Dzisiaj poszłam pobiegać i jak wróciłam było ok, podbrzusze nie bolało ale po ok 5 min zaczęło mnie boleć, mniej niż ostatnio ale jednak. Musiałam poleżeć i po chwili stopniowo przeszło. Dziwne to.

Okazuje sie, że mąż dostanie premie w pracy więc będziemy mogli kupić kolejne drzewka, trawy ozdobne, biały i grafitowy kamień żeby dokończyć ogród 😍 już nie mogę doczekać się efektu końcowego.




Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia 2020, 13:34

tc: 13+6 wg apki, waga 58,4 kg (prawie 2 kg do przodu, do wagi sprzed ciąży)

Misja portki i stanik zakończone sukcesem. Portki przyszły z bonprix, bo trafiłam na fajną promkę. Materiałowe, z takim pasem na brzuch i jednoczesną możliwością zrobienia z nich rybaczek. W pasie poza elementem na brzuch, mają też dodatkową regulację po bokach - guziki na gumeczce. W gumeczce dziurki i można sobie poszerzać, zwężać. Są dobre. Niestety - jak siadam w nich odrobinę przykrótkie - ale nie można mieć wszystkiego. Misję stanik wykonał Mężuś - zabrał stanik, w którym się mieszczę i poszedł do sklepu. Dzięki za kamerki w telefonach :) Pani idealnie dobrała rozmiar większy (i obwód i miseczka). Jest miękki, jak chciałam i nie zapłaciłam za niego jak za zboże.

Koronaszaleństwo. Czuję się jak frajer, że siedzę na chacie. Mężuś był "na mieście" i po powrocie opowiadał rewelacje: sporo ciężarnych sobie chodzi; część ludzi chodzi z maskami na szyi (na wypadek policji lub straży miejskiej), bo:
1) tak;
2) muszą zapalić fajeczkę;
3) muszą zjeść lody;
część ludzi chodzi w przyłbicach, a przyłbice odsunięte od twarzy na maksa, że wcale nie chronią; kolejna część ludzi chodzi z maskami tylko na ustach lub tylko na nosie; część nie używa niczego do zakrycia twarzy. Nie wierzę w to, że mamy aż tylu astmatyków!!!

Dwa: sytuacja u mojego brata. Brat jest architektem krajobrazu. Miał zlecenie w zeszłym tygodniu. Najpierw rozpytanie klienta o koronkę - czy był w kraju, czy miał kontakt z kimś zarażonym, z kimś na kwarantannie, czy przebywa na kwarantannie - oczywiście, że nie, pan już czeka na niego, żeby zrobił mu automatyczne nawadnianie. Dobra, Brat z ekipą (3 innych ludzi) wchodzi do ogródka. W maskach, rękawicach (swoich roboczych), ze swoimi własnymi płynami dezynfekcyjnymi. Robią prawie cały dzień. Gość do nich wychodzi. Gada do nich bez maski. 2 - 3 razy. Rozlicza się z nimi, płacąc gotówką, bo tak mu wygodniej, on przelewu nie ma jak zrobić, no dobra, Brat przyjmuje pieniądze. Brat się stamtąd zbiera, a pod domem zawitał radiowóz. No nic. Zdarza się, może kogoś szukają i robią rozpytanie czy coś, Brat nie dopuszcza do siebie myśli, że pan go oszukał. Wracają do domu, po drodze idą do różnych sklepów, robią zakupy, Brat śpi w domu, z Bratankiem, Żoną i Teściami. Następnego dnia o godz. 12:00, będąc w innej pracy, dostaje smsa od tegoż Pana "Informuję, że w dniu dzisiejszym otrzymałem informację o pozytywnym wyniku testu na koronawirusa". Mój Brat się zagotował (kto by się nie zagotował?!?!?!), dzwoni do niego, pan zwany już ujkiem, z pewną nonszalancją mówi "No tak, jestem na kwarantannie, wymaz był pobrany kilka dni temu, w sumie to gorączkuję kilka dni po 38 stopni". Pierdzielony ogródeczek był ważniejszy niż zdrowie kilkunastu ludzi!!! Szczęście w nieszczęściu, że sąsiadka Brata pracuje w sanepidzie i podpowiedziała im sporo kwestii.

Kwestia poinformowania rodziny. Cóż, żadne z nas nie ma takiej, hm, jakby to powiedzieć, spełniającej oczekiwania rodziny (ale im starsza jestem, tym bardziej uświadamiam sobie, że to tylko MOJE oczekiwania). Moja Mama jest osobą, która zawsze coś pierdolnie. No inaczej tego nie można określić. A po udarze doszła jej do tego depresja, oczywiście, że nie skorzysta z pomocy psychiatry czy psychologa. Nasze problemy ze staraniami zbiegły się w czasie z jej depresją, no i nie miałam czasu, żeby iść do psychologa i zapytać, jak powinnam postępować z mamą. Bardzo często odpuszczam i nie komentuję tego, co mówi, a jak skomentuję, to zaraz robi się z tego afera.

Mężuś chciał powiedzieć rodzinie pod koniec maja. Czyli około 19 tc. Sama chciałam powiedzieć wcześniej, w okolicach Wielkanocy. Tym bardziej, że przed Świętami wyszła taka sytuacja, że Mama chciała, żebym jej powiesiła firankę w oknie. Naprawdę wtedy słabo funkcjonowałam i też Brat był w domu, więc mógł to zrobić. Powiedziałam jej, że tego nie zrobię - "A to boisz się, że spadniesz?" - "Tak, boję się, że spadnę. Brat w domu, może powiesić". - "Ale przecież on jest chłopakiem, no i on teraz odpoczywa po pracy." - "Nie powieszę tej firanki.". Potem gderała, że nikt jej nie pomaga, że ona przecież sama tej firanki nie powiesi (czy od tej firanki zależy jej życie?). Sama nie mam firanek w oknach, mamy rolety i naprawdę rewelacyjnie mi z tym, nie muszę się babrać, prać tego, rozwieszać do suszenia, wieszać. Ale przecież jak tu nie powiesić czystej firanki na Wielkanoc??? Przecież toż to Święto Okna i okno musi być wypucowane z tego powodu oraz na nowo odziane. 🤦‍♀️

Moja Mama jest zwolenniczką teorii, że chłopców i dziewczynki wychowuje się inaczej. Jest to tak głęboko w niej zakorzenione, że SAMA bałam się być matką chłopca. Dopiero musiałam przeprowadzić remanent w głowie i sobie to poukładać i przyjąć ze spokojem, że może się zdarzyć, że będę mamą chłopca. I będę się starała tak samo, jakbym była mamą dziewczynki.

Przykłady z moją Mamą można byłoby mnożyć, ale takie najbardziej jaskrawe to np. dzień przed MOIM ślubem musiałam z nią łazić po sklepach w poszukiwaniu sukienki, bo ta, którą sobie uszyła ostatecznie jej się nie podobała i powiedziała, że w niej nie pójdzie. Dzień przed ślubem. A ja od swojej rodziny przed ślubem oczekiwałam świętego spokoju. Nie, nie dostałam tego. Brat jest taki sam. W dzień ślubu piekłam sobie sama chleb ślubny (ot taka fantazja), żeby postawić na Ołtarzu i pobłogosławić go, jako nasz pierwszy chleb. Wcześniej ćwiczyłam barwienie ciasta kurkumą, papryką, kawą oraz różne rodzaje kłosów :) W trakcie zagniatania chleba (nie pierwszy w życiu i nie ostatni!) słyszę od Brata "A co zrobisz, jeśli Ci nie wyjdzie, hę?" z przekąsem oczywiście i założeniem, że nie wyjdzie. Jak się poryczałam, to skończyłam płakać u kosmetyczki dopiero. Wiem, wiem, panny młode są przewrażliwione, ale kur.a rzucać takimi tekstami? Własna rodzina?!

Mama wychodziła ze szpitala po udarze i trzeba było ogarnąć specjalną ortezę dla niej. Nie mogłam tego zrobić, bo sama właśnie wychodziłam ze szpitala. Mówię więc do Brata - "Rozejrzyj się, poczytaj o nich, wybierz jakąś." - "Ja to nie mam czasu, ja mogę dać kasę, wiesz, że ja pracuję, Ty jesteś teraz w szpitalu, masz dużo czasu, możesz to zrobić, prawda?". W trakcie naszych starań - nie wiedzieli o problemach - też rzucali różnego rodzaju tekstami (słynne Brata do Mężusia "Może Ci pokazać, jak to się robi?" - poziom empatii wyjątkowo wysoki). Moja cała rodzina (nie tylko Mama, ale też i rodzeństwo, czyli moje pokolenie) uważa również, że jest jedna recepta na życie i trzeba postępować zgodnie z tą receptą. Dom, rodzina, praca, samochód. Mam jakoś inaczej. Nie żyję w jednym mieście od zawsze i na zawsze. Nie zakładam, że do końca życia pozostanę tu, gdzie jestem. Nie zakładam, że w aktualnej pracy będę pracować do końca życia. O i rzadko jem mięso - o to są mega afery z moją Mamą. Co istotne mój Ojciec również rzadko je mięso. Natomiast Mama uważa, że bez mięsa, to ja umrę chyba i nie trafiają do niej argumenty np., że mi nie smakuje, że nie mam ochoty, że spalone jest niezdrowe, że oglądałam ostatnio film dokumentalny o mięsie i powoduje problemy onkologiczne różnego rodzaju i powinniśmy przejść na dietę roślinną. Całe moje gotowanie jest krytykowane - za mało tłuszczu, jak można smażyć na oliwie, smaży się na smalcu, nie dodajesz do zupy mąki? - jak śmiesz, Ty heretyczko! Krytykowana była również dieta Mężusia - oh, ale dlaczego, przecież Ty dobrze ważysz - no, ale zdrowie ważniejsze, ale lubię warzywka, nie zjem więcej ziemniaków, jeden kawałek ciasta wystarczy, nie jesz po 20.00?
Moja Mama kłamie. I gdy ją przyłapię na kłamstwie to wtedy mówi "Wiesz, wcale nie musisz mnie odwiedzać". Są to kłamstwa dużego kalibru. Ale - moje życie nie polega na naprawianiu cudzego. Już na tym nie polega. Podpowiedziałam jej kilka rozwiązań, nie miała ochoty z nich skorzystać, nie będę się narzucać. Ma czworo dzieci. Cały czas uczę się żyć i nie przejmować tym, albo przejmować w mniejszym stopniu.

Rozpisałam się. Ostatecznie stanęło na tym, że brzuszek zaczyna być widoczny i mówimy z końcem kwietnia, tym bardziej, że akurat będą Mężusia urodziny, to i okazja się znajdzie. Za to Mężuś swoim Rodzicom nie chce powiedzieć, aż do rozwiązania. Tia. I tu też są niezłe jaja. Mama Mężusia wyjechała za granicę jak Mężuś miał 15 lat. Nie wróciła, bo jakby wróciła, nie mogłaby pojechać tam znów za pracą (przesiedziana wiza). Także teściowej nigdy nie widziałam. Teść do niej dotarł kilka lat temu i od tamtej pory też się nie widział z dziećmi. Od dawna przebąkują, mniej więcej, co pół roku "Za pół roku wracamy". I tak życie płynie. Nasze i ich. Mężuś nie chce, żeby związali się myślą o wnuku i powrocie. Nie chce tego powiązania, bo do końca życia (przy takim natłoku gderania, prędzej naszego niż ich), będą oczekiwali wyrazów wdzięczności za powrót i pomoc (choć ta pomoc mogłaby iść w zupełnie nieoczekiwanym przez nas kierunku). Także tak. Mamy sporo cudzych błędów, na których się uczymy cały czas być rodziną.

Robimy swoje, jeśli możemy, to pomagamy im, w końcu to Rodzina, ale już przestaliśmy sobie wypruwać żyły, żeby kogoś zadowolić. Mamy swoje życie i swoje problemy.

Żeby nie kończyć smutno i poważnie, galeria imion. W głowach pojawia się masa imion, bo jak się okazało, że to prawdopodobnie Dziewczynka, to Mężuś zaczął dokładnie przyglądać się już wybranemu (Łucja). Części nie bierzemy pod uwagę, bo nosi je najbliższa rodzina.

Propozycje jakie się pojawiły:

K: "Ireneusz?"
M: "Irek - Świrek"

K: "Feliks?"
M: "Dwa orzeszki i parówka?!"
K: "Obawiam się, że nie kojarzę."
M: "Feliks, ta firma od orzeszków, no jak to będzie chłopiec, to dalej już nie muszę tłumaczyć? Orzeszki? Orzeszki? Kokosy może i tak, ale orzeszki, absolutnie nie, Ty dziecko skrzywdzić chcesz".

K: "Julian? Nie Juliusz, a Julian?"
M: "Król Madagaskaru i całego świata!"

K: "Florian?"
M: "Ok, podoba mi się."

K: "Jak Florian, to może dla dziewczynki Florentyna, Flora, Florka?"
M: "Jelitowa czy bakteryjna?"
K: 🤦‍♀️ "Taka od roślinek, Florka po prostu"

K: "Adrianna?"
M: "Wiesz, jakie będzie mieć wtedy inicjały?"
K: "Nie rób tego."
M: "A.Ś. Z czym Ci się to kojarzy?"
K: "Z aresztem śledczym, przecież wiesz."
M: "No, a zdrobnieniem będzie >>Celka<<, nie od Celina!"

Z mniej torpedowanych pojawiają się: Klaudia, Klara, Eliza, Edward.

AsiaKK Odpowiedni czas na dziecko istnieje! 27 kwietnia 2020, 18:48

Hejka dziewczyny :)
@rosamare , nie ma się czego bać. Mnie w ogóle nie bolało, a okazało się, że jest jednak bez znieczulenia ;) Przed badaniem (bo to żaden zabieg wg mnie) lekarka kazała mi wziąć taki lek rozkurczowy plus sama z siebie, siedząc w poczekalni wzięłam jeszcze nospę, bo wyczytałam w necie, że można wziąć. Kazała też nie iść z pustym pęcherzem (z mega pełnym też nie). Najlepiej wypić tak pół szklanki wody pół godz. przed. Badanie trwało max. 15 minut a miałam robioną jeszcze tzw. mini histeroskopię, o której w ogóle sobie nic nie poczytałam przed wizytą, bo wyszłam z założenia, że tego robionego dzisiaj mieć nie będę. Okazało się, że w mojej klinice łączą te dwa badania. Tak więc miałam sono HSG + histeroskopię w 15 min. Niestety miejsca nie polecę, bo ja mieszkam w Niemczech, no chyba, że też mieszkasz w Niemczech i na północy :)

Jajowody drożne (wiedziałam, ale jak to ja chciałam jeszcze sprawdzić...) i macica ładna :D Jestem spokojna teraz (w tej chwili, nie wiem co będzie za 2 tyg.) Mąż mówi, że skoro hormony ok, te badania ok, jego nasienie ok to może wyluzujmy w końcu chociaż na chwilkę... dajmy sobie parę miesięcy... też mi tak moja intuicja podpowiada. Z drugiej jednak strony mam dość tych starań i myślę, czy skoro mam taką możliwość już teraz to nie iść na inseminację... szanse większe + będzie stymulacja clo.
Ogólnie stymulację clo mogę mieć też bez inseminacji. Lekarka proponowała stymulację, monitoringi i się staramy... ale coś mi ta moja intuicja mówi, żeby zostawić naturę w spokoju... że ona wie co robi. Z drugiej strony serio mam dosyć. A najbardziej drażni mnie to, że koleżanki matki w moim wieku tak mi dają odczuć, że są ponad mną.. a może ja tak sobie to wkręcam? Nie wiem... w każdym razie, wiem, że hormony i te badania itd. to nie wszystko - że mogę mieć jeszcze milion innych chorób, które nie pozwalają mi zajść w ciążę, ale z drugiej strony... kurczę... my się będziemy teraz 6 cykl starać po poronieniu, w tym zaraz po poronieniu owulacji nie było i cykl trwał 50 dni, w grudniu owulacja była, bo ją mega czułam, w styczniu chyba była, w lutym cykl rozwalony (43 dni) w związku z naszym mini urlopem i lotem (zawsze tak reaguję...) a w związku z tym bzykanie nie wtedy co trzeba,no i teraz marzec porażka. Także jakby tak policzył to mamy 3 trafione cykle... teraz będzie 4. Może to moja psychika blokuje? Kiedyś myślałam, że nie, nie ma czegoś takiego jak blokowanie psychiczne itd. a prawda jest taka, że jak zaszłam wtedy to nie wiem nawet kiedy, mąż też nie... a wcześniejsze cykle były oczywiście monitorowane bardzo dokładnie...

Ciągle dręczy mnie ta niepłodność idiopatyczna... czy ja mogę to mieć, skoro już raz zaszłam? Teoretycznie nie, ale wiecie, jest też coś takiego jak niepłodność wtórna... tak dużo myślę. Nie potrafię się wyluzować...

Ines93 ... 27 kwietnia 2020, 19:47

Cześć!
Generalnie dzisiaj umieram...
W nocy już mnie obudził ból jak na okres... A w sumie to boli mnie tak już od wczoraj... No i byłam pewna że dzisiaj to już na bank dostanę okresu... Ale nic z tego tylko boli brzuch i plecy ale okresu ni widu... Teraz jeszcze trochę mnie głowa zaczęła boleć... Ale najśmieszniejsze jest to że mam ochotę na seks... Mimo że mnie wszystko boli... Mój organizm chyha całkiem już głupieje... A no i robiłam dzisiaj tak dla pewności test ciążowy i negatywny... Jeszcze trochę i sama z sobą zwariuję...
Miałyście może już tak kiedyś? Wszystko jak przy okresie ale samego okresu brak? U mnie tak to po raz pierwszy w sumie...
Pozdrawiam Ines.

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 27 kwietnia 2020, 22:17

7 miesięcy Olusia <3
Za szybko,oj za szybko..

To najpierw o solenizancie:
-Oluś nosi rozmiar 80,waży ok.9 kg.wedlug mnie i jest przeuroczym klopsikiem <3
-jest przekochany, uśmiechnięty i bezproblemowy.
Jesteśmy na etapie kiedy Oluś siedzi,raczkuje,wstaje!(6 miesięcy i 29 dni),siedzi z zabawkami i się zajmie sobą lub bawi się z Pola i fajnie im to wychodzi. Uwielbiam wtedy na nich patrzeć;)
Drzemki mamy 3 krótsze lub 2 dłuższe. Na noc zasypia o 19:30. Wieczory są wolne ;)
Jesteśmy na cycu,butli i pięknie je kaszki,owoce, warzywa i zupki. Dzisiaj jadł nam z talerza ziemniaka bo mu posmakował:)
Codziennie zaskakuje czymś nowym. Zrobi już papa czasem,da buziaka ,wie gdzie jest cycuś, mama ,tatą i Pola i że on jest Aleksander,Oluś i Misiu:)
Od 2 dni jeździ w spacerówce i siedzi w siedzisku z Ikei:)
Zasypia przy butli lub przytulony ze smoczkiem w buźce 🥰 lubi wygłupy przy piosence "idzie kominiarz po drabinie ", chichra się wtedy na sam dźwięk:D
Zębów na horyzoncie nie widać,chociaż lekkie spuchniete dziąsło jakby ma;D

Polunia jest super siostra-zabawki,pokaże,pomoże,uspokoi. Doszliśmy do momentu kiedy usiada razem i się bawią po swojemu <3
Pola jeździ na dwóch kółkach, nadal uwielbia misie i zwierzątka i jest bardzo muzykalna. Najbardziej lubi słychać muzyki cały dzień:D
Kupiliśmy im piaskownice więc ostatnio tam lubi się bawić plus oczywiście huśtawka.
W zeszłym tygodniu na rowerku jechała na Pola i znalazła podkowe-cieszyła się bardzo:D

Ja byłam na wynikach i tarczyca jest w normie ;) szczepień jeszcze nie mieliśmy i nie pali mi się.
Jadę jutro na szybkie zakupy i wracam
do skarbów-uwielbiam ich <3
Firma sobie działa,złożyłam papiery o troszkę pieniędzy,zobaczymy czy dostanę coś.

Jak bumerang wraca do nas temat trzeciego dziecka i nadal nie ma decyzji. Zobaczymy co życie pokaże.

21 dc, 3 dpo.

Heja!
Czy to na prwno 3dpo? Zastrzyk miałam 23go, ale Owu chyba 24 pykla 🙈

Jestem po monicie, moje dwa bydlaczki pękły (nawet ten 34!) i mam dwa cialka żółte. Endo 7.5 (o 0.5 większe niż ostatnio - dobre to czerwone Cotê 😂😂

Od dzis 10 dni Duphaston, po 10 dniach test.
Nadal sie nie nastawiam, ten cykl os początku był dupowaty.

Jak cos to w maju sono 🦾🦾🦾

Bajo!

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 27 kwietnia 2020, 21:56

4 dc.
Tak, zaczynam wszystko od nowa.

Wróciła nowa energia, nadzieja i ten optymizm. Który to już raz?

Zawsze z myślą "to będzie ten cykl"

Teraz szanse mogą być większe... MK kończy 3mce terapii z czym wiąże wielkie nadzieje. Polubiłam poranne sprawdzanie temperatury, weszło mi to nareszcie w nawyk.

A teraz...
...chwila oddechu i radości z bycia razem.

Wera Nasze początki 28 kwietnia 2020, 07:41

27 dc
Piersi wrażliwe na dotyk lekko powiększone śluz biały kremowy szyjka macicy nisko tward i zamknięte. Czekam na @

13 dni po 💉
12 dni po IUI
11(?) Po owulacji

B I E L ❕❕❕

Ps. Nawet cienia cienia mgły 😞

Dziś urodziny mojego męża... Jeszcze rok temu dziś zrobiłabym test ciążowy z nadzieją na prezent... A tak??? Czekam na okres? Pogodzona z losem??? Nieeeeee!!!!!!! Z tym się nie da pogodzić!!!! Wszędzie piszą że z tym kariotypem nie jest możliwe przywrócenie płodności ☹️
Zadzwoniłam do kliniki bo już wznowili wizyty u specjalistów, nie wiem czy się cieszyć czy nie ale akurat na dziś zwolnilo się jedno miejsce do androloga... I jedziemy. Mój mąż już załamany, że to będzie pewnie już jego ostatnia wizyta u niego.. ☹️☹️☹️ Bardzo się boję ☹️☹️☹️

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 28 kwietnia 2020, 11:32

13 dc
Odkąd jestem na urlopie ( niestety ostatni dzień) to nie wiem jaki jest dzien tygodnia , za to doskonale wiem jaki dzień cyklu 😅🤣
Dzisiaj obudził mnie ból jajnika prawego, wiem że owulacja nie jest naprzemiennie (przynajmniej tak czytałam) ale ostatnio na owulację bolał mnie lewy jajnik. Niestety na monitoring nie mam szans, zostaje mi obserwowanie organizmu, mierzenie temperatury i testy owulacyjne. No i właśnie, testy 🙄 pamiętam jak pierwszy raz je robiłam kiedyś tam, idealnie pokazywały pik LH, najpierw były bladziutkie później ta kreska była coraz bardziej widoczna aż w końcu mocniejsza od testowej a później znowu bladła. Później przestałam robić testy bo chodziłam na monitoring. No i właśnie od tego cyklu testy robię od 10 dc i ta kreska jest jaśniejsza niż testowa ale nie całkiem blada blada. A dzisiaj w 13 dc jest prawie jak testowa 🙄🙄 no gdzie jak ja zazwyczaj owulację mam 17-18 dc. Zaznaczyłam jako negatywny, ale skończyły mi się testy z jednej firmy i małż kupił inne, gdzie pani w aptece przekonywała że to to samo no i mój kochany małż nie wnikal,tylko skoro pani magister tak mówi to tak musi być 😁 no nic, zrobię dzisiaj popołudniu test z nowej firmy i zobaczymy co to będzie. Śluz też nie pokazuje owu a i temp nie szarpie do góry.
Dzisiaj ostatni dzień opalania, od jutra ma padać. Narazie słońce nadal się ode mnie odbija i raczej nie zadam szyku w tym roku opalanymi girkami. Nasze, że tak napiszę krajowe słońce nie chce się ich czepiać.🤣 A tyle sukienek wyprasowałam i spódniczek, przynajmniej dzięki maseczkom nie będę się malowała tzn tylko oczy posmaruje tuszem i tak więcej nie będzie widać, a w pracy mamy chodzić w maseczkach.
Urlop nie był długi ale całkowicie wyłączyłam się z pracy, no prawie bo 3 razy rozmawiałam z kolegą, który mnie zastępuje żeby coś mu podpowiedziec ale ogólnie radzi sobie bardzo dobrze.
Od dzisiaj małż nazywa mnie Januszkiem, bo opieprzylam go, że zużyl tyle folii aluminiowej jakby co najmniej ją zjadał. A on tylko każda rzecz w lodówce owinął szczelnie folią bo przecież lodówka no frost i wszystko wyschnie. Szkoda tylko że nie widzi,że odkąd ja mamy ja pakuje wszystko w specjalne pojemniki. 🤣
No cóż, będę Januszkiem przez chwilę dopóki nie znajdzie nowego pieszczotliwego przezwiska dla mnie 🤣🤣
Edit: obejrzałam galerie testów owulacyjnych i jednak mój test nie jest pozytywny (kiedyś to był wyraźny ,,skok,, koloru). Więc robię dalej, zobaczymy co to będzie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2020, 11:47

Ines93 ... 28 kwietnia 2020, 15:36

Cześć!
Okresu nadal brak... Dzisiaj się czuję jak w drugim dniu okresu... Lekki ból i tyle...
No ale nie o tym, generalnie postanowiłam sprawdzić na własną rękę co z tymi moimi cyklami a ze względu na pandemię do lekarza raczej się nie dostanę więc zamówiłam już testy owulacyjne i postanowiłam mierzyć temperaturę, może o różnych porach, ale a nóż widelec coś wyjdzie? A może nie mam się czym martwić? No ale sprawdzić nie zaszkodzi... Zamówiłam termometr, mój jest mało dokładny... Zobaczymy... A może będę miała już jakieś dane jak w końcu wybiorę się do lekarza a nie tylko kiedy się zaczął i skończył poprzedni cykl...
Co do testów to kupiłam jakieś tanie na Allegro ale przy moich cyklach i tym że nie mam pojęcia kiedym mam tak naprawdę owulację, więc przy droższych bym pewnie zbankrutowała...
No cóż to chyba na tyle dzisiaj... Dwa posty dzień po dniu to i tak dużo xD.
Pozdrawiam Ines.

Czekam na okres... dalej... i tak sobie czekam i czekam, a że jestem z tych niecierpliwych to napisałam maila do mojej Pani doktor ile jeszcze mam czekać czy aby nie przyjechać na wizytę, bo już sama nie wiem co się tam znowu u mnie dzieje... Na co otrzymałam maila zwrotnego (w błogiej nieświadomości, żyjąc, że coś może być nie tak z moją macicą, wysłałam Pani Doktor zdjęcia z mojego hsg, które wyszło dobrze..) i otrzymałam odpowiedź: "Macica ma T shaped" eeee że co? Mam macicę w kształcie litery T? I tak sobie od wczoraj myślę, co to w ogóle ma znaczyć? Doktor google zmolestowany, ale informacji jak na lekarstwo, dowiedziałam się tylko, że "rzadka wada budowy macicy".... czyli jestem "wyjątkowa" jednak... Początkowo ja przeczytałam maila od Pani Doktor to pomyślałam - "oooo, mamy nowy trop, może po skorygowaniu uda się zajść", potem mnie jakoś strach przed zabiegiem, przed rekonwalescencją obleciał.. Myśli mi się wczoraj kotłowały... Dziś po przemyśleniu sytuacji, widzę w tym szanse, na to, że może ten zabieg pomoże i w końcu się nam uda! Jedno mi trzeba przyznać, że cały czas uparcie twierdziłam, że coś w środku musi być nie tak i u mnie laparoskopia to krok niezbędny- myślałam, że mogę mieć endometriozę, a tu niespodzianka - wada w budowie macicy (tego to przez minute nawet nie zakładałam, a o wiele nieprawidłowościach/ schorzeniach czytałam). Także takie u mnie "niespodzianki". Wczoraj też powiedziałam Mężowi, że Jego argument (bądź też rady niektórych w stylu "Wyluzuj") że wszystko u mnie przez głowę (niby twierdził, że muszę wyluzować), to argument nie trafiony, bo być może u mnie "wszystko przez macicę". Także nie powiem mini satysfakcję mam hihihi. Czekam z utęsknieniem na wizytę żeby zbombardować moją Panią Doktor pytaniami :) Całe życie człowiek się uczy!


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2020, 13:58

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 29 kwietnia 2020, 15:18

14 dc
Pierwszy dzień w pracy po urlopie,oczy mnie bolą od komputera, dużo pracy ale przynajmniej czas szybko minął. Udało mi się zrobić test owulacyjny i kreska jest odrobinę jaśniejsza niż testowa, testuje dalej 🤷 Rano delikatny ból jajnika, śluz wodnisty i kremowy jednocześnie 🤔 zaznaczylam kremowy na wykresie.
Przed domniemana owulacją (obstawiam 18 dc) chce zrobić estradiol (dzięki Wiki za podpowiedź) myślę żeby jechać w sobotę to będzie 17 dc, mam nadzieję że nie będzie za późno, jakby nie to że 01.05 labo zamknięte to pojechałabym w piątek.
Moja klinika nadal nie zmieniła stanowiska co do punkcji i transferów, pod koniec maja mam planowany urlop i to byłby najlepszy czas na stymulację ( z prognoz wypada ze @ byłaby ok 20.05) punkcje i transfer bez nerwów i kombinowania w pracy. No i już sobie układam plany w głowie, a jak coś się sypnie to będę wkurzona, że nie jest po mojej myśli 🙄🙄
Chciałabym mieć czasami taki pstryczek, który wyłączyłby moje nadmierne planowanie i myślenie 😁😅
Znalazłam dwa opakowania duphastonu i tak myślę żeby po owulacji włączyć na 10-11 dni, myślę że nie zaszkodzi a może coś pomoże 🙏
Czytałam ostatnio, że w fazie lutealnej dobrze jest jeść beta karoten więc chyba też zapodam. Będę świecić za niedługo od tych leków 🤭🤣
Ale nie mam co narzekać bo z tego co czytam to inne mają dużo gorzej. 😭
A tak wogóle mam dzisiaj straszna ochotę na coś słodkiego, ostatnio ograniczyłam słodkie do minimum, nawet herbate słodzę miodem co wcześniej nie przeszloby mi przez gardło. I ograniczyłam kawę 😣 też prawie do zera, czasami zdarza mi się wypic kawke z ekspresu z pianką 🤤 żeby to wszystko przyniosło efekt w postaci ciąży to mogę już do końca życia nie jeść słodkiego, co jest wyrzeczeniem bo jestem slodyczozercą, ciasteczkowym potworem jak mawiał mój małz. Wczoraj mąż był zdziwiony, że moja ukochana czekolada Milka taka grubasna, duża się ostała, nie zjadłam ani kawałeczka 💪
Trzymajcie się cieplutko 🤗


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2020, 15:24

Dzis naszła mnie taka myśl... Jak to jest, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... Jeszcze niedawno byłam zupełnie anty in vitro.... Dziecko tak, ale naturalnie poczęte z miłości... A teraz???? Nie wiem co będzie dalej...
W głowie mam dwie opcje... Albo wydarzy się cud... I pojawią się jednak plemniki.. Nawet nie zastanawiałabym się, że to sztuczne zapłodnienie by było... Od razu bym w to poszła...
Druga opcja adopcja... Ale jest jedno ale.... Wolałabym żeby to było małe dziecko do roku, niemowlak, abym sama go mogła wszystkiego nauczyć ... Wychować....
Jest jeszcze trzecia opcja in vitro z nasieniem dawcy.... Ale ta opcja jest najbardziej odległa... Boję się że mąż inaczej mógłby na to dziecko patrzeć... Teraz mógłby powiedzieć że to będzie jego bo on będzie wychowywal, ale co jeśli po urodzeniu będzie inaczej??? Co jeśli jednak będzie patrzył na to dziecko jak na obcego... Czytałam kiedyś artykuł na ten temat... Przez in vitro rozpadło się małżeństwo... Oboje byli pewni tego i zdecydowali się na in vitro z dawca... Cała ciąża było ok, maz był w niebo wzięty... Ale po porodzie cos w nim pękło... Nie chciał się zajmować tym dzieckiem, od żony też się oddalił...
Czasami nawet myślę że na górze jest plan dla nas i wszystko samo się potoczy jakoś, że wyjarzy się cud... Ze ten czas jaki teraz przeżywamy jest po to aby nas umocnić i przygotować na najpiekniejsze chwilę... Ale potem za chwilę wracam z marzeń na ziemię.... I nagle myślę... Jaki cud.... Przecież z pustego to i Salomon nie naleje....

26dc

Ostatnio gryzło mnie te zawieszenie. Nic nie robienie, w sprawie dzidziusia.
Po rozmowie z pewną świeżo upieczoną mamą, i jej szybkim zajściu w ciążę, uznałam, że tkwię w martwym punkcie.
Może lepiej będzie jeśli zmienię lekarza? Klinikę? Nowe spojrzenie na mnie, na moje dolegliwości, może coś innego wyłapie doktor coś co zostało przegapione.
Krótka rozmowa, wymiana dosłownie kilku smsow z mężem. Zdaje się na mnie. Lubię swojego dotychczasowego lekarza, ale myślę że to nie wystarczy! Chce mieć świeże spojrzenie na sprawę! Chce działać! Chce zostać mamą. I może to będzie właściwe, zmienić klinikę na nową i będzie to trafione!
Wreszcie się uda. Wreszcie będę miała upragnionego dzidziusia.
Już pisałam e-maila w sprawie zmiany kliniki, mam zadzwonić i umówić się. Z dr A. K. z kliniki kriobank między 2~4dc z całą dokumentacja.
Ogólnie kluja od czasu do czasu jajniki, pobolewa podbrzusze od kilku dni. Także pewnie w przeciągu kilku dni powinien się pojawić @. Ale u mnie nigdy nie wiadomo także będę czekać i dzwonić.

Pozdrawiam Pełna nadziei 🍀

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 13 czerwca 2020, 23:33

Jestem już po okresie, ale nie piszę który dzień cyklu bo nie liczę. Mąż na wyjeździe więc w tym miesiącu nic z tego. Wraca po mojej owulacji. Odpuszczam.

Poprzedni cykl zakończył się pozytywnym testem (po czasie), który zapomniałam wyrzucić i mąż go widział. Głupi nie jest, wie co znaczą II. Mówiłam mu, że po czasie to się nie liczy, że na pewno nie jestem w ciąży bo nic nie czuję. Okres spóźniał mi się kilka dni co dla niego było ewidentnym dowodem. Chodził uśmiechnięty, widziałam w jego oczach iskierki nadziei, ale ja wiedziałam że nic z tego. Dla pewności zrobiłam betę- negatywna. Byłam na to przygotowana ale on nie. Widziałam po nim zawód i nic nie mogłam zrobić, czułam się do dupy, znowu.

Mam już dość.

12 cs 11dc
Na monitoringu wszystko elegancko- pęcherzyk dominujący w prawym jajniku wielkości 15mm, endo 8.7mm. U mojego męża w posiewie znów wyszły nieliczne kolonie escherichia i faefalis.. Pewnie znów zanieczyszczenie próbki- choć zachował wszystkie standardy higieniczne.. androlog w środę się wypowie na ten temat-zobaczymy.. wymazu na chlamydie dalej brak- złożyłam reklamację w alab, mam nadzieję że ją rozpatrzą pozytywnie i oddadzą pieniądze. Jestem bardzo zaniepokojona sytuacja w kraju- zarówno covidowa jak i tematem aborcyjnym. Staram się zachować spokój, ale dokoła tyle złej energii, tyle nienawiści, tyle nieszczęścia.. Ten rok jest naprawdę trudny. My kobiety zawsze musimy z czymś się mierzyć. Ale wiecie co? Damy radę! Do starań podchodzę na chłodno, nie mogę walczyć sama ze sobą i z czymś nad czym nie mam totalnie kontroli.

11cs 9dc
Byłam dziś na monitoringu owu, torbiel na lewym jajniku zniknęła (kamień z serca), dziękuję za radę dotyczącą duphastonu od jednej z Was bo pewnie on pomógł. Jajniki na ten moment czyste, drobne pęcherzyki w obu, ale jeszcze wcześnie więc do poniedziałku pewnie się ujawni dominujący. Endometrium 8.6mm-jest moc ☺️ mój małżonek był we wtorek na wymazie z cewki na chlamydie, ureaplazme i mycoplazme.. Na szczęście dzielnie to zniósł, nie było tak strasznie jak się spodziewał. Wyniki będą do 10 dni roboczych więc jak zwykle czekamy...
Póki co nastrój pozytywny, rzadko zdarza mi się pozytywny wpis w pamiętniku 😁 myślę, że doszłam do etapu akceptacji sytuacji w jakiej się znaleźliśmy... Oby do przodu!

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)