Nadal 11 maja

Epizod 5
Wchodzimy do szpitala. Badanie temperatury, rejestracja i trafiamy do niebieskiej poczekalni dla pacjentów ambulatoryjnych - czas oczekiwania 360 min. Serio?!?!?!? Niech żyje epidemia, bo jesteśmy jedyne. Nie wyobrażam sobie trafić tu w normalnym trybie dnia powszedniego 🤪
Zanim wchodzę do gabinetu to słyszę rozmowę o naszym przypadku, że dziecko z NOP i żeby szykować miejsce. Lekarz bada córkę i pytanie czy wyrażam zgodę na przyjęcie do szpitala. Mam mieszane uczucia, ale decyduje się (najlepsza decyzja tego dnia). Wypełniam stertę papierów, a w tym czasie jedna z pielęgniarek stara się uspokoić ryczącą już ze stresu, niewyspania i głodu Marysię. Nic nie pomaga, smoczkiem pluje na odległość (nigdy go nie stosowałam ale zawsze mam przy sobie). Później szlag mnie trafia na nasz system zdrowia. Jedna placówka, a milion razy muszę opowiadać co się stało, wypełniać dane personalne na milionie formularzy. To takie marnotrawstwo czasu i pieniędzy. Czy aż tak trudno o jakąś informatyzację???
Idziemy na wymaz. Strasznie nieprzyjemny, szczególnie dla Marysi, a ja już ryczę wewnętrznie razem z nią bo nijak nie mam warunków jej uspokoić. W końcu siadam w rogu poczekalni i wyjmuję cyc. Boże dzięki Ci, że mam cokolwiek w tych cyckach bo przecież butelki nie miałabym jak rozrobić. W końcu wołają nas na oddział.
Aha, cały czas mam na ramieniu torbę od wózka, nosidełko w jednej ręce, a Marysię noszę w drugiej, bo włożenie jej do nosidełka skutkuje atakiem płaczu i zanoszeniem się, ale daje radę. Oczywiście ze strony personelu żadnej propozycji że wezmą fotelik czy torbę 🤷‍♀️

Epizod 6
Trafiamy do izolatki na oddziale noworodka i niemowlęcia. Zabierają mi na chwilę Marie na pobranie krwi, nie mogę jej towarzyszyć😭😭 Wraca z wenflonem 😕 Później parę razy wchodzi pielęgniarka lub lekarz w przyłbicy i całym umundurowaniu by wyjaśnić podstawowe rzeczy, ale tak to mamy kontakt z personelem tylko telefoniczny. Wyniki wymazu mają być w ciągu 24h. Do tego czasu mamy siedzieć w izolacji. Dopiero po wyniku będzie dalsza diagnostyka Marysi.
Ja już jestem u kresu. Mamy jakieś 5/6 M2 do dyspozycji, zupełnie jak trędowate, jedzenie szpitalne dostanę dopiero następnego dnia. Jest 17 godzina, a ja zjadłam tylko lekkie śniadanie przed szczepieniem Marysi, więc mąż robi mi zakupy. Rwzem z nimi odsyła mi przez personel torbę z resztą rzeczy Marysi. W zakupach są 2 bochenki chleba, 6 dużych paczek kabanosów, kilo winogron i wiadereczko mini pomidorków. Do tego szczypiorek, paczka Harribo i wielka czekolada. Oczywiście stukam się po głowie. Przecież my tu na 24, no może 48h przez czekanie na test korony. Żarcia jak dla wojska...jeszcze nie wiem, że tego jedzenia mi braknie😂 więc krytykuje męża że teraz nie mam gdzie tego dać i jak ją będę się z ciężarem takim wyprowadzać na inny oddział?🙈

Epizod 7
W izolatce Marysia zostaje podpięta pod monitor do mierzenia tętna i saturacji. No spoko, nie mam naszego babysensa, to przynajmniej będę mogła spać spokojnie (w sali jest rozkładana kozetka dla rodzica. Na szczęście spakowałam Marysi jej śpiworek, więc sama mogę spać pod jej szpitalną kołderką).
Saturacja 100, tętno ~130 wszystko ok, Maria spokojna, a nawet radosna, nieświadoma. Usypia koło 20, standard. Tętno powoli spada - 116, 108, 103, 100, 97 (włącza się alarm, maszyna wyje), 93, 88, 91, 83, 84, 80, 95,78, 77....(oczywiście liczby teraz poglądowe, najniższa zaobserwowana przez cały czas podpięcia pod monitor to 74, bo te pomiędzy 30 a 70 to już chyba błąd pomiaru). Stukam córcię po buźce, próbuję dobudzić, jednocześnie dzwonię do lekarza. Maria powoli się budzi i marudzi że ja obudziłam, nie jest zadowolona, ale ja oddycham z ulgą. Przychodzi lekarz (trochę to trwało, kurde a jakby dziecko znowu odlatywało? Oczywiście zostałam poinstruowana jak założyć i włączyć w rezie czego maskę tlenową, ale kurdę, taki stres, niech szlag trafi tego koronawirusa szybko!). Lekarz każe obserwować nadal i w rezie czego dzwonić, stwierdza, że widocznie dziecko ma głęboki sen. Nooo... i całą noc i kolejną i wszystkie drzemki Marysi mam z głowy, bo za każdym razem wygląda tak jej tętno podczas snu. Biednie przekracza 100, z reguły coś pomiędzy 80 a 99. Prawie nie śpię, bo co rusz wyłączam alarm i sprawdzam czy oddycha. Na drugą noc lekarka ustawie alarm tak żeby włączał się dopiero poniżej 80...nie pomaga to mojej psychice. Ale poza tym to Maria wygląda normalnie podczas snu. Zawsze miała płytki oddech. No i saturacja w normie, tylko czasami spada o parę procent.
Oczywiście wyniki wymazu nie przychodzą w ciągu 24h i dopiero w środku drugiej nocy nagle przenoszą nas już na salę nieobjętą kwarantanną.

cdn. (na pytania odpowiem trochę później)


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2020, 11:35

12+6
Już za chwilę wielkim krokiem wchodzę w drugi trymestr.
Jestem po usg genetycznym, tak bardzo stresowałam się, że nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Stres minął, gdy dowiedziałam się, że mamy zdrową córkę! Nie myliłam się co do płci 🤗 Kruszynka ma 6,5cm i cudownie bijące serduszko.
Teraz jestem już spokojna, emocje powoli opadają.

Nie jest dobrze znowu te wymioty powróciły i gdy na chwilke przejdzie jak sie tylko coś nazbiera w żołądku znowu wymiotuje boje się nawet wody napić bo wiem że zaraz bedzie to samo i płakać mi się chce z besilności tak bardzo chcialam zajść w ciążę a teraz mój. organizm sie podle zachowuje. Miał być jutri wypis a teraz nie wiem czy wyjdę

Po kolejnej zostawionej wiadomosci wreszcie pielegniarka do mnie oddzwonila. Wytlumaczyla, ze co prawda, ze maja pozwolenie na wznowienia procedur, to jeszcze czekaja na ostateczne pozwolenia od szpitala przy ktorym jest klinika 😥😥. Wiadomo wszystko musi byc bezpieczne, ale dlaczego to wszystko tyle trwa????? Biurokracja angielska wrecz ten flegmatyzm doprowadza mnie do furii, bo ja jestem zadaniowcem i zawsze chce dzialac tu i teraz! Porozmawiam z pielegniarka i ona wytlumaczyla, ze zanim zaczniemy transfer to musze miec konsultacje z lekarzem najprawdopodobniej online i dopiero transfer. Zostalo mi powiedziane ze mam zadzwonic w ostatnim tygodnia czerwca i wtedy moze juz beda mogli umowic mnie na konsultacje. Oznacza, ze kolejny cykl mi przepadnie bo okres bedzis 23 czerwca. Ciesze sie, ze udalo mi sie wreszcie z kims porozmawiac, to jedyny pozytyw. Mam nadzieje, ze nastepnym razem juz beda jakies konkrety a nie ze znowu mnie splawia. Wiem, ze to nie jest nikogo wina tylko to ten cholerny wirus ale i tak mnie to troche zirytowalo. Maz jak wrocil z pracy to juz widzial, ze chodze podminowana wiec zrobil najlepsza rzecz przyszedl i mnie przytuli zanim moglam byc w trybie ataku 😆😆😆😆

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 4 października 2020, 23:58

No i pojechał. Dałam kolację i położyłam spać. Zostaliśmy sami prawie do Mikołaja.
Trochę podpatrzyłam sąsiadkę i zrobiłam mały magazyn w piwnicy. Mleko uht, puszki pomidorów, makaron, zamroziłam mięso i takie tam. Do sklepu będę mogła chodzić tylko po warzywa. To dość istotne gdy ma się dziecko które nienawidzi sklepów i nawet szybkie zakupy są wyczynem okupionym wyrzaskami i szarpaniem.
Ale i tak jest łatwiej niż wcześniej. Kiedy miał ledwo parę tygodni i mąż pojechał na poligon Nie miałam nawet jak wynieść śmieci. Teraz to dziecko wynosi śmieci a ja tylko pomagam nieść worek ;)
Piekarnia zrobiła okienko. Nie muszę iść po chleb do marketu, wystarczy podjechać pod budynek a odległość jest taka że raczej w wózku wysiedzi. 2 lata temu nie było by szans na spacer dłuższy niż 10minut. O ile wogole dałby się położyć do wózka.

Restauracja rodzinna z dobrym jakościowo jedzeniem zaczęła dowozić. Mogę zamówić tam obiad. Drogo, ale jest to jakaś opcja i pewnie ze 2 razy się skuszę. 2 lata temu na dowóz była tylko pizza i to dopiero po 18:00. Jadłam więc suchy chleb tostowy i czekoladę. I to co przyniosła teściowa raz na kilka dni

Rossmann wprowadził opcje odbierania gotowych zamówień więc mogę kliknąć zamówienie w apce i odebrać gotowy pakiet.
Jest łatwiej, chodć samemu i tak trudno. Przede wszystkim jeszcze nigdy, nawet przed dzieckiem, nie wyjeżdżał na tak długo.

A Kuba akurat jutro kończy 2 lata. Świętowaliśmy tydzień temu.
Kiedy to minęło.... Drugi rok przeleciał mi zdecydowanie szybciej niż pierwszy. Mimo to drugi rok życia nie był przełomowy. W zasadzie był nudny jak flaki z olejem, dzień w dzień to samo. W pierwszym roku każdy tydzień to była jakaś nowa umiejętność. Z każdym miesiącem dziecko się rozwijało. W drugim roku żadnych ogromnych zmian nie widzę. Pewnie jak ktoś ma dwulatka który dobrze mówi to ma inne zdanie.
Kuba w tym miesiącu nauczył się tylko 5 słów: kickic, myju myju, am ,dym, tam. A podobno jak już dziecko Zacznie to leeeeci i codziennie jest jakieś nowe słowo. Chciałabym ale nie :( Kuba ma 4-8 słów na miesiąc (zapisuje). Niezmiennie martwię się mową choć wszyscy uspokajają że ich w tym wieku nawet tyle nie mówiło. Pod tym względem szkoda że nie chodzi do żłobka. Przebywanie tylko że mną tygodniami nie jest stymulujące.

W każdym razie myślę że ten trzeci rok będzie bardziej przełomowy.

Kuba jest śmieszkiem. Lubi robić psikusy i żartować. Lubi jeść, zwłaszcza jeśli jedzenie ma kolor zielony :D . Lubi doświadczenia ekstremalne: jak zjeżdżać z górki na rowerku to z największej z nogami w górze. Jest bardzo pomocny, odnosi kubki do kuchni rozładowuje zmywarkę robi i wiesza pranie.sam chce. Lubi to. Przy tym wszystkim jest strasznie nie usłuchliwy. Ma swoje zdanie I choćbym 100 razy mówiła,krzyczala to nie zrobi tego o co proszę. Ma być tak jak on chce i to ja mam się podporządkować, inaczej są wrzaski tarzanie po podłodze piski rzucanie przedmiotami. Żadne metody z książek nie działają.... wydaje mi się że niestety ale wszystkie te metody są dla dzieci już mówiących (nawet z tej różowej książki "jak mówić..")
Ostatnio zaczął sikać na nocnik ale tylko od czasu do czasu, kiedy on ma na to ochotę. A jak już zachce to nie wystarczy że raz zrobi siku. Siedźi siedzi i siedzi i próbuje wycisnąć jak najwięcej. Żadne prośby że może już dość i nie ma już Sisi nie dzialaja. eh takie parcie na pusto też ponoć nie za dobre.
Będę powoli ruszać z odpieluchowaniem, majteczki już, kupione. Tylko dwójki wgniecionej w dywan się boję haha . Potem zajmiemy się smoczkiem , zależy kiedy wychodzące piątki pozwolą . Choć i tak smoczek od zawsze tylko do spania



Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2020, 08:32

Hello!
Beta w poniedziałek 11go - 197. Jednak niechcący w złym laboratorium wiec nie porównuje 🤷🏼‍♀️

Jestem po wizycie w klinice :) mamy pęcherzyk! 4 mm ;) mega mega mega szczęście!
52eb17618d17.jpg

Xgirl 🤷‍♀️tak mi powiedziano... Tak czy siak wszystko wyjdzie w praniu na późniejszym etapie, narazie się nie nastawiam na nic. Chce urodzić w terminie, zdrową córkę, jak to już nie ma znaczenia, byleby bezpiecznie :)

Jeheria pojechałam w końcu do szpitala. Stresowałam się wczoraj cały wieczór, dziś już od rana się rozbeczałam bo naczytałam się wujka Google.
Raz pisało że to nic takiego, raz że można urodzić...
W szpitalu uspokoili mnie że odejście czopa to nic groźnego, że może się tak zdarzyć i wcale nie znaczy że się za chwile urodzi. Zrobili mi ktg, usg, sprawdzili szyjkę, długa, zamknięta. Wszystko w jak najlepszym porządku 😊 Mam nie czytać internetu i się nie stresować 😊


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja 2020, 20:45

atwysz Niecierpliwi z bezsilności 13 listopada 2020, 10:34

33 cs. 25 dc. w oczekiwaniu na 🐷 bo już nawet nie na małpe...

Jutro mam w planach wstać rano i iść zrobić badania:
Tsh, ft3, ft4, atpo, atg, d3, kwas foliowy, ogólną morfologię i do tego krzywą cukrową z obciążeniem.

Jakieś pomysły co ewentualnie jeszcze?
W poniedziałek wizyta u gina na usg, chce sprawdzić czy ciałko żółte jest. Eh... mam powoli dość wszystkiego. Najbardziej marzy mi się teraz łóżko, koc i szklanka kakao


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 listopada 2020, 10:37

Dosza Wielkie wyczekiwanie 14 grudnia 2020, 21:09

Dziś wykonywałam badanie sono-hsg. Po ostatniej rozmowie z lekarzem i sugestii inseminacji, brakowało mi tylko tego badania.. nie spodziewałam się, że badanie może tak boleć.. mialam operację kolana i ból przy hsg jest nie porównywalny- chyba mam niski próg bólu. W badaniu jeden jajowód nie przepuścił kontrastu.. sama nie wiem co dalej. Po badaniu czułam sie fatalnie, bladość, słabość, mdłości i potworny ból brzucha.. na szczęście po drzemce przeszło. Na poprawę humoru poszłam do fryzjera i podcięłam moje mega zniszczone włosy :) Później pojechalam na zakupy i wygrało (jak ostatnio często) zajadanie emocji i bez większego zastanowienia pochłonęłam słodką bułkę i batonika.. a miałam być na diecie płodności :(
Mąż chyba ciągle liczy na cud i jakoś bardzo nie przejął sie wynikiem mojej drożności.. czasem nie mam siły po prostu wyjaśniać mu tych wszystkich mechanizmów..
Jutro idziemy do androloga z jego wynikami badań, ciekawe czy namówi go do zmian w stylu życia..

7t4d
wczorajszy dzień trochę nerwowy. znowu pojawiło się plamienie ale dużo mniejsze niż poprzednim razem. Generalnie wczoraj czułam się nienajlepiej - było mi słabo, mdliło mnie i ogólnie byłam trochę rozbita. musiałam odbyć drzemkę, bo nie dałabym rady. zaspecjalnie głodna nie chodzę, ale jak już usiądę do jedzenia to wciągam jak odkurzacz :)
zapisałam się na jutro do lekarki u której chciałabym prowadzić ciążę - chce sprawdzić czy wszystko z dzieckiem jest w porządku.
będziecie się śmiały, ale te plamienia występują w dni kiedy mam sny dla dorosłych 😁 generalnie po poprzednich mamy bana na współżycie, wiec jest ciężko- głównie mężowi. wcale mu się nie dziwię 😐
zobaczymy co tam jutro u kropeczka :)
mam nadzieje, ze wszystko będzie dobrze, bo sny o braku serduszka nawiedzajaą mnie coraz częściej, ale wiem ze to ze strachu. musi być dobrze !
pozdrawiam,
Lena

Moja maleńka kruszynko dzisiaj skończyłabyś 3 latka..mamusia kocha Cię najbardziej na świecie i nie ma dnia, abym o Tobie nie myślała. Przyjdzie czas, że się spotkamy i już nigdy Cię nie zostawię samej..nadrobie każdą straconą minutę. Tak bardzo Cię kocham serduszko moje.. i tak cholernie tęsknię.
Tak. To dzisiaj jest ten dzień, który zmienił mnie na zawsze. Od 17.05.17 stałam się zupełnie inną osobą..zobojętniałam, zgorzkniałam i codziennie od 3 lat nie potrafię być szczęśliwa.

Kaśka28 Wszystko sie jakos ulozy 12 listopada 2020, 09:36

Boże znowu krwawienie....ufffff nie wiem czy to polip tak działa...kurcze...ostatnio i dzisiaj te krwawienia pojawiły się akurat jak musiałam się trochę naprężyć w kibelku...może jak cislam to coś strzeliło...a wizyta dopiero 30listopada ahhh mam nadzieję że to tylko chwilowe krwawienie...jak będzie trwało dłużej to dziwnie do lekarza...

Joan Pamiętnik bez tytułu.... 17 maja 2020, 15:47

26dc
62cs

Jestem po konsultacji.
Oczywiście dzień pełen stresów. Wysłałam w piątek wyniki badań. W sobotę rano dowiedziałam się, że nie mają moich wyników. I nie dowiedziałabym się o tym gdyby nie to, że jeszcze jedna forumowiczka też miała konsultację i jej też nie dotarł mail do nich. Dlaczego dowiedziałam się od niej ? Bo docent napisał nam maila ale w rejestracji pomylili mój adres email. Najprostszy email świata, moje imię i nazwisko.... I ona poznała mój adres (docent wysłał jednocześnie do nas) i mi napisała na fb. Od razu zadzwoniłam do rejestracji i nie było mojego maila, tylko ten z potwierdzeniem przelewu. Łącznie wysłałam im chyba 4 czy 5 razy. Nawet na jej prywatny adres. W końcu za którymś razem doszło. Po godzinie Pani znowu dzwoni, że nie może otworzyć zdjęć (miałam zeskanowane badania których nie miałam w pdfie). I tu pomógł stary. Podpowiedział jak zdjęcia przerobić na plik pdf.
Bardzo mnie to zestresowało. Aczkolwiek okazało się, że lekarz zdążył zapoznać się z wynikami i jak dzwonił i to od razu przeszedł do rzeczy.

Wynik KIRów mam bardzo dobry, bo nie mam tylko jednego implantacyjnego a to tylko kropla w morzu.
Profil limfocytarny (test IMK) mam dobry, powiedział, że widać po tym wyniku, że biorę immunosupresję
NK mam mało i może to mieć wpływ na liczbę komórek endometrialnych (?) Tego nie zrozumiałam, czasami przerywało połączenie.
z ANA nic nie robimy, bo w ANA 3 nie wyszły żadne antygeny. Nie ma wskazania do encortonu.
Heparynę na pewno od dodatniego testu ciążowego. Mogę brać od owulacji ale wtedy nie ma refundacji. Refundacja tylko w ciąży. Powiedział, że nie dajemy w ciemno, ale wystarczy wykupić 2 opakowania i jak będzie ciąża to następne już z refundacją. Powiedział, że nie sądzi aby w tym się upatrywać, że hepka od owulacji pomoże.
Mówił, że bardzo dobrze, że mi spadłą homocysteina. Dobrze suplementuje.
Moja choroba (wzjg) + dodatnia beta w 2017 roku mogła wytworzyć odpowiedź mojego układu immunologicznego (cytotoksyczność) na następne kropki. Możliwe, że mój układ odpornościowy zwalcza każdą ciąże (półobce komórki).

Mam zrobić jeszcze dwa badania
1) test limfocytotoksyczny inaczej "cross match"
2) test CBA czyli cytokiny

i dopiero na tej podstawie będzie mógł powiedzieć razem z moimi poprzednimi wynikami czy moja niepłodność na pewno wynika z immunologi.
Jeżeli badanie nr 1 wyjdzie dodatnie to odstawiam mój lek na jelita (immunosupresja -mercaptopuryna) i dostanę cyklosporynę na 3 tygodnie i wtedy mam 3 miesiące na zajście w ciążę.
Mówił coś o innym sterydzie w trakcie ciąży Calcort (?) zamiast Metypredu czy encortonu bo podobno nie ma skutków ubocznych.

Jak będę miała wyniki badań to mam mu wysłać na maila. Wtedy da mi zalecenia i jak będzie potrzeba konsultacji to umówimy się na telefon

Jedyny minus ? Przerywało. Musiałam się mocno wsłuchiwać. Byłam na słuchawkach aby lepiej słyszeć.
Pytał też co ginekolog powiedział na moje amh. I czy planuje działać ze wspomaganiem (in vitro) czy naturalnie.
Prosił też o wysłanie powtórkę badania nasienia.

W czerwcu jadę do Warszawy na rezonans i postaram się wykombinować aby tego samego dnia zrobić te badania plus stary pójdzie oddać nasienie do badania.
Trzymajcie kciuki :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 maja 2020, 15:49

"Mama – to najpiękniejsze słowo w języku świata. Oznaczają miłość...miłość prawdziwą, która nie zdradza.
Miłość to wierność i wielka ofiara, a wszystko to dla dobra i szczęścia swojego dziecka".

Życzyłabym sobie i wszystkim parom borykającym się z problemem niepłodności za rok móc również obchodzić Dzień Matki (tutaj na ziemi).

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 16 maja 2020, 17:23

4 dc
Mój okres, który zazwyczaj trwał 7 krwawych dni, skończył się wczoraj w 3 dc, dzisiaj delikatne brązowe plamienia ale tylko jak jestem w toalecie. Taka zmiana, żeby nie było nudno, że chociaż długość @ jest przewidywalna 😁 bylam dzisiaj biegać, zero bólu podbrzusza, jak ręką odjął. Małż, który był w pracy i w razie mocnego bólu nie mógłby przyjechać zgarnąć mnie z trasy, był zaniepokojony, że idę biegać w trakcie okresu. Ja też zazwyczaj starałam się przez te 7 dni nie ćwiczyc bo lało się ze mnie, że tampon i podpaska czasami nie dawały rady. A dzisiaj na spokojnie można było biegać.

Może zanim na stronie kliniki pojawi się informacja o wykonywaniu zabiegów, uda mi się wcześniej dowiedzieć, kiedy ruszają. Czekam na wiadomośc od koleżanki i będę atakować telefonicznie klinikę, żeby wbić się jak najszybciej w kolejkę do procedury. Moja gin mówiła, że w związku z korona muszą tak ustawiać pacjentki, żeby nie spotykały się w poczekalni, więc ilości wizyt jest ograniczona w ciągu dnia.

Chyba jestem trochę śpiąca po tych antykach. Wczorajsze popołudnie przespałam ale nie miałam później problemów z zaśnięciem. Mam nadzieję, że taki stan nie będzie się utrzymywał bo szkoda mi dnia na spanie.

W sobotę pojadę chyba zrobić krzywa glukozowa i insulinowa. Oby mi tylko nie wyszła insulinooporności ✊🍀

Spać mi się chce...
Ale idę na taras pogrzebać w roślinach, może mnie to obudzi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2020, 17:25

7 dpt nie wytrzymałam:D beta 109 !!!!! Jestem w szoku


🤰28t3d 🤰 💕💕💕

Jest Nas coraz więcej ( 65,5 kg - 8,5 na + od początku ciąży), mi jest coraz ciężej - zgaga, zaparcia, siku co 20 minut, poobiednie drzemki a ostatnio ból krzyża, skurcze łydek i puchnięcie stóp ( przy temp. 20st) to już nieodzowne elementy Naszej codzienności. Chodzę jak kaczka z kijem w tyłku i słoniątko w składzie porcelany jednocześnie aleeee... wiem , że tak po prostu już musi być i kocham ten stan <3 Pomimo trudnej sytuacji ( medycznej z szyjką) i ogólnie epidemiologicznej staram się czerpać garściami i cieszyć się ciążą, nagrywam filmiki jak mała fika, pstrykam fotki, robię kolaże i pamiątki, kończę wyprawkę powoli. Staram cieszyć każdą chwilą w dwupaku bo wiem, że to już ostatni raz. Więcej nie będzie mi dane....trzeba zająć się wychowaniem i wykształceniem tej dwójki, zarobieniem na ich utrzymanie, a przecież jesteśmy jeszcze my - ja i mój powrót do formy i figury,zadbanie o siebie, powrót kiedyś do pracy, podnoszenie kwalifikacji, realizacja zawodowa, marzenia - mniejsze i większe, marzenia i plany męża i wspólne o większym M czy podróżach...oby życia starczyło :D

Zastanawiam się jak to będzie z dwójką dzieci...podobno mówią że łatwiej...ja nie wiem...Ostatnio nawet śmialiśmy się co My najlepszego zrobili - Było już tak spokojnie, dziecko w miarę samodzielne i odchowane to wpakowali się głupki na nowo w karmienie piersią, pieluchy, kolki, słoiczki, ząbkowanie, drzemki, szczepienia, i te wszystkie dziecięce pierwsze choroby, dziecięce sprzęty, gadżety i pierdoły, szukanie i kombinowanie opieki po macierzyńskim :P
A tak poważnie to strasznie się cieszę, czekałam na to większość dorosłego życia by być rodziną 2+2 i mieć córcię. To zawsze było moim największym marzeniem..Rodzina...Damy radę, wiem to. Na początku na pewno ciężko, męcząco ale nie zamierzam się już tak wszystkim stresować.
Z malutkim Maksem stresowałam się wszystkim - KP, kupami, szczepieniami, skokami rozwojowymi, kolkami itp podejrzewam że przez tak silny stres moja przygoda z karmieniem zakończyła się dużo za szybko :-( Po 4,5 latach bycia rodzicem jednego dziecka mam pewne żelazne postanowienia:

-> podobnie jak z Maksem tak i z Liwią planuję by malutka spała od początku w swoim łóżeczku, nie była usypiana na rękach, miała swoją przestrzeń. Z synem poza chorobami i kolkami udało Nam się to całkowicie zrealizować, nigdy nie spał z Nami w łóżku

-> również podobnie jak z synem zamierzam córkę karmić piersią jak najdłużej, ale uwaga uwaga - NIE STRESOWAĆ się tak tym że źle przystawiam, że za mało leci, że trzeba ściągać, że trzeba być na ścisłej diecie, że dziecko mało przybiera na wadze, że wkurza mnie zapach mleka i mokre cycki, że wstydzę się karmić w msc publicznych - muszę podejść do tego bardziej na LUZIE i bez spiny. Lepiej się przygotować, mniej używać laktatora a jeszcze częściej przystawiać na początku dziecko, bo to najlepsza regulacja laktacji, w razie czego szukać pomocy u specjaliscy i nie wstydzić się tego...

-> a tak z obserwacji wychowawczych - NIE PODPORZĄDKOWYWAĆ WSZYSTKIEGO POD DZIECKO - cały rytm dnia, wszelkie wyjścia, odwiedziny, wycieczki wszystko pod Maksia a potem Maksiu to zaczął wykorzystywać. Rezygnowaliśmy całkowicie z własnego Ja a potem złość i frustracja...

-> NIE POŚWIĘCAĆ WSZYSTKIEGO DLA DZIECKA - całego swojego czasu, energii, planów, marzeń i kasy... tak było z Maksem przez bite 2 lata a nasz związek bardzo na tym ucierpiał....dobrze, ze w porę przyszło opamiętanie... Nasza cierpliwość tez ucierpiała. Dziecko do szczęścia nie potrzebuje najdrożśzych gadżetów i najmodniejszych ciuszków i atrakcji - a jedynie miłości, troski i wyznaczania granic

-> no właśnie TRZYMAĆ GRANICE i NIE ROZPIESZCZAĆ - Maks z racji, że był bardzo wyczekanym i planowanym dzieckiem, miał wszystko, rozpieściliśmy go do granic możliwości i potem były tego efekty....Dobrze, ze opamiętaliśmy się w porę... Dziecko trzeba dyscyplinować od początku ( oczywiście adekwatnie do wieku) wyznaczać granice i być konsekwentnym w ich trzymaniu. Dogadywać oczekiwania wobec dziecka między sobą, i twardo sie ich trzymać. Dzieci bardzo wykorzystują dysonans wychowawczy między rodzicami...

-> NIE BIEC NA KAŻDE KWILENIE DZIECKA, dać mu możliwość i czas zabawienia się z samemu, posiedzenia chwilki samemu w bezpiecznym otoczeniu - bo potem mamy małego egoistę, dla którego liczą się tylko własne potrzeby a każde przeciwstawienie powoduje bunt i krzyk. Dziecko, które jest bardzo absorbujące i nie umie często zabawić się samo...

NO to tak w skrócie...Mam nadzieje, że uda się wprowadzić w życie :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 maja 2020, 21:44

Joan Pamiętnik bez tytułu.... 5 października 2020, 10:44

68cs
13dc

u mnie albo nie dzieje się kompletnie nic albo dzieje się wręcz za dużo.

Tydzień temu w poniedziałek kończyła mi się @ więc zadzwoniłam do gina aby zapytać o to hsg chociaż nie nastawiałam się na nic. A on żeby jutro przyjść na oddział ! Wow
Tak daleko jeszcze nie doszłam. Byłam na Izbie przyjęć, nawet miałam już tą szpitalną "bransoletkę". Okazało się jednak, że dupa z tego. Ordynator się nie zgodził. Przyszedł do mnie mój lekarz mnie przeprosić. Powiedział, że sam jest wściekły, bo przed pandemią robili tych badań mnóstwo. A teraz szef mu powiedział, że "nie, bo nie"
Kazał mi do siebie napisać smsa za dwa tygodnie, on wtedy zrobi zapotrzebowanie na specyfiki do sonoHSG i to spróbujemy zrobić. No właśnie znowu to SPRÓBUJEMY.
Ehhh
Mąż wziął wolne na ten dzień, przynajmniej skorzystał na tym, bo zrobił hormony przed wizytą u androloga.
Wyszło nieciekawie :/
LH 0,00
FSH 0,3
testosteron z 423 (w czerwcu) wzrosło na 993 (norma do 870,7)
w piątek badanie nasienia i też wyszła masakra :(
0,14mln/1ml
no dramat :/
w sobotę wizyta u androloga
czekamy jeszcze tylko na wyniki posiewu

Mąż ma libido jak nigdy (może przez ten wysoki testosteron ?) a u mnie libido -1000. Po tych wynikach w piątek tym bardziej. Wczoraj mu odmówiłam. Aż chciało mi się płakać z tej bezsilności.

A wiecie co jest najsmutniejsze ?
Ja mu w piątek powiedziałam tylko, że mam złą wiadomość, bo wyniki się nie polepszyły. Nie powiedziałam, że spadła ilość i o ile. Powiedziałam tylko, że się nie polepszyły. Polepszył się ruch (a to myślę, że za sprawą krótszej abstynencji, ale tego mu nie powiedziałam). A on był tak ucieszony, że się ten ruch polepszył....
Ja siedziałam potem w kiblu i ryczałam po cichu i słyszałam jak on chodzi po domu i nuci i podśpiewuje.... serce mi pękło. Nie miałam sumienia mu psuć humoru....
Czekamy do soboty na wizytę ....

Ciąża zakończona 6 czerwca 2016


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2020, 06:17

21+2tc
Samopoczucie: 🥰☺️

Dzisiaj Dzień Matki - mój pierwszy taki który mogę obchodzić - z maluszkiem pod sercem. Długo się na niego naczekałam, dużo przeszłam - chociaż relatywnie miałam tez na swojej drodze dużo szczęścia. Mam takie przemyślenia ze jeżeli ktoś się zmaga z niepłodnością to tak naprawdę nic nie przynosi mu trwałej ulgi - tylko zajście w ciąże. To naprawdę sprawia ze z pleców spada gigantyczny ciężar i ja naprawdę czuje się już teraz innym człowiekiem. Wiadomo ze jest strach o malucha, obawa o to jak będzie i pojawiają się zwyczajne problemy ale to nie jest już tak bardzo niszczące jak ta niepłodność której się wcześniej doświadcza. Dziewczyny, które staracie się ciagle o maluszka - bardzo trzymam kciuki za Was wszystkie - żeby Wam się udało zaznać tej ulgi.
Ja miałam dzisiaj badanie usg połówkowe. Wszystko wyszło w porządku - dziękuję Niebiosom za moją przenudną ciąże. Mam wiadomo jakieś dolegliwości typu zgaga, zaparcia, bóle pleców - ale to są naprawdę takie drobiazgi których człowiek w ogóle nie bierze pod uwagę. Nie mam fajnych zdjęć z badania bo malutka się zasłaniała nóżkami- tak, zasłaniała twarz nogami - ja ćwiczę w ciąży jogę i ona najwyraźniej tez, ale nie jestem jakąś wielką fanką tych zdjęć 3D wiec nie żal mi. Wazy już 357g -ja nie wiem ile wazę - dopiero jutro mam wizytę u położnika a ważę się tylko tam. Może i lepiej bo widzę ze nadal się trochę nakręcam ze tyje za mocno wiec w domu bym się pewnie ważyła po każdym posiłku. Brzuch jest już dosyć wypukły i zaczynam się martwić o moją bliznę- oprócz takiej niewielkiej z prawej strony brzucha, po usunięciu wyrostka mam drugą, dużo większą - po usunięciu fragmentu niedroznego jelita. Ta druga blizna biegnie od wzgórka łonowego, prosto do góry i sięga ponad pępek - omija go z lewej strony. Dzieli brzuch na dwie strony, które teraz coraz bardziej zaczynają się uwypuklać - a ze blizna jest stara i zrośnięta z podskórnymi warstwami to miejsce na brzuchu gdzie ona się znajduje jest dużo bardziej spłaszczone. Trochę dziwnie to wyglada - tzn. Przez ubrania brzuch wyglada normalnie, ale jak się rozbiorę to jest trochę niesymetryczny. Staram się tą bliznę mobilizować ale teraz to już ponad 20 lat od operacji wiec nie idzie to tak szybko. Nawilżam tez i natłuszczam żeby była elastyczna ale i tak zastanawiam się co będzie dalej, jak brzuch się będzie musiał dużo mocniej naciągnąć. Lekarz jak widzi mój brzuch to zawsze mówi: Matko jedyna, musi Pani urodzić siłami natury! Lepiej nie ruszać tego brzucha! 🥺
Zaczęłam sobie ogladac bezpłatne szkoły rodzenia online, ale na razie nie dowiedziałam się niczego przełomowego. Chciałam się zapisać na prawdziwą szkole rodzenia ale mój mąż zastrajkował - nadal się boi koronawirusa. W takim układzie poszukam jeszcze może czegoś innego - jakichś książek albo płatnych szkół rodzenia online - może tam będzie więcej treści. Na razie tez stopuję z wyprawką - będę chciała zabrać się za to jak już nie będę pracować - jeszcze tylko miesiąc w robocie i spadam na wolne! 🥰

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)