Patt1002 Czekamy na Aniołka 14 maja 2020, 11:14

Lista książek, które przeczytałam:
"Odnalezieni" Anny Kamińskiej, jest to książka o dorosłych adoptowanych, którzy odnajdują swoje korzenie (głownie zależy im na rodzeństwie), co pomaga im uzyskać spokój, odnalezienie się w tym wszystkim. Trzeba też dodać, że to są osoby dorosłe adoptowane w czasach kiedy nie mówiło się za bardzo dzieciom o adopcji i ukrywano to wszystko przed otoczeniem. Bardzo fajna książka.
"Jeż" Katarzyna Kotowska, jest to cudowna bajka i lubię do niej wracać.
"Wieża z Klocków" Katarzyny Kotowskiej, cudowna książka przeczytana 2 razy :)
"Dzieci z Chmur" Justyna Bigos i Beata Mozer, również kolejna pozycja obowiązkowa, cudowne historie dwóch mam :)
"Droga po dziecko" Sinead Moriarty ogólnie fajna do czytania... Zagraniczna historia nadająca się na komedię z wątkiem ckliwym na końcu. Ogólnie łada opowieść o zostaniu rodzicem, coś tam da się z niej wyciągnąć, ale głównie to taka książka do poczytania czegoś luźnego na plaży. Moim zdaniem jak ktoś ma ochotę poczytać to spoko, ale nie wnosi zbyt wiele do naszego życia.
"Inny początek" Honorata Wójcik-Tuliszka polecam tą książkę bardzo mocno. Jest niesamowicie prawdziwa i myślę, że każda z nas może się utożsamić z bohaterką. Pisana w formie pamiętnika, bo to właściwie były takie przemyślenia autorki w drodze do adopcji. Jest tak szczera i piękna, że na prawdę warto przeczytać.
No i zamówiłam też książkę "Nie podejmujcie pochopnej adopcji! Kazimierz Flak, do tej książki mam mieszane uczucia, ale to w sumie przez niezbyt fajną historię autora, aczkolwiek tutaj jest wiedza... Wiedza o FAS, RAD, ale również mamy pokazane jak analizować obrazki malowane przez dzieci, więc do tego na pewno będę wracać. Jest warta przeczytania ze względu właśnie na tą czystą wiedzę w jednym miejscu:
O naprotechnologii, inseminacji, in Vitro
O rodzajach i sposobach adopcji
O przebiegu procesu adopcyjnego
O rodzinnych domach dziecka i rodzinach zastępczych
O zaburzeniach zachowania związanych z zespołem FAS i RAD
O pokrewnych zaburzeniach psychorozwojowych u dzieci
O rysunku stanowiącym klucz do problemów dziecka
O własnych doświadczeniach autora
O adresach placówek terapeutycznych FAS i RAD
O ważniejszych terminach i pojęciach.

Tyle moich książek... Jest jeszcze kilka tytułów, które chciałabym przeczytać tj.:
Moje dziecko gdzieś na mnie czeka Katarzyna Kolska
Bajka "Jeśli bocian nie przyleci, czyli skąd się borą dzieci?
Czas Oczekiwania Antonio D'Andrea

Mam też Blog z listami książek związanych z adopcją i dla rodziców i dla dzieci. Kiedyś wpadłam przypadkiem na ten blog, a później również był on na liście, którą dostaliśmy z ośrodka.
http://www.naszebabelkowo.pl/
http://www.naszebabelkowo.pl/2019/02/blogi-o-adopcji-dziecka-i.html?fbclid=IwAR2xFWBaRGIuTDlr9VwbuHsD-s1jaPNS_1RcsZAYOyvykSFRxmQZ_Q6JJvU

Joan Pamiętnik bez tytułu.... 14 maja 2020, 13:50

62cs
23dc
11dpo

homocysteina 8,21 !!!!!!

aaaaaaa jak się cieszę !

10 tygodni brania b complex i 8 tygodni TMG + b12 1000(do ssania) wszystko firma Jarrow
i z wyniku 14,15 spadło na 8,21 :D

Dalej kontynuuje suplementację, bo chcę aby było między 6 a 7.
TMG zmniejszę już dawkę do 1/2 miarki. B 12 będę brała 3x w tygodniu.

Przywrócili wizyty u endokrynologa. Mam pierwszą wizytę u nowego lekarza 23 maja. Muszę jeszcze zrobić badania przed tą wizytą. Rękawiczki, maseczka i przyjście na swoją godzinę, bo Pan uprzedził, że będzie się czekało na zewnątrz budynku.

7t1d
Czuję się super. Mam wrażenie, że siedzenie w lesie mi bardzo służy.
Dolega mi kilka objawów:
-po przebudzeniu mam mdłości,
-muszę mieć drzemkę w ciągu dnia,
-rano mam problem z jedzeniem, nic mi nie wchodzi, dopiero wieczorem jestem w stanie nadrobić bo obiady też kiepsko idą :)
-pobolewa mnie w krzyżu, ale delikatnie i poza tym nic sie nie dzieje,
-od czasu do czasu lekkie bóle jakby okresowe w dole brzucha- ale bardziej takie ciągnięcie,
-troche schudłam- w zeszłym tyg stanęło mi trochę wody, która teraz zeszła,
-często siusiam, czasem nawet co parę minut :)
jest fajnie, czuję się super:)
z moich głupotek:
-stresuje mnie podcieranie i to bardzo, bo wiecie same czego się boję,
-uwypuklił mi się lekko brzuch pod pępkiem.
przebieram nogami na kolejne usg :)
pozdrawiam,
Lena

Coraz mniej tu dziewczyn piszącyh pamiętniki, mnie zawsze budowało jak któraś wstawiała zdejęcie dwóch kresek po długich staraniach.
Dziś 10dc mdłości, ból podbrzusza dziwadła... test zrobiony i wizir przy nim wymięka, owulacyjne egatywne.

26tc+3

I po usg. 864 gramy szczęścia ❤️ Ładnie podgoniła wagę. Ostatnio była w 8% dziś już w 21% :) wszystko w porządku 💪
Jeju jaka już duża! Alicja urodziła się z podobną wagą, wiec mogę sobie wyobrazić jak wyglada na tym etapie..
Także super wiadomości oprócz jednego... Jak wróciłam do domu to poszłam do toalety i zobaczyłam galaretowatego gluta ...😬 Usg miałam przez brzuch, czy to czop ? Trochę szybko 🤔 eh przestraszyłam się, przejrzałam wujka googla i wyczytałam że jeśli to on to można go gubić po kawałku i jeśli nie ma żadnych skurczy itp to nic takiego...oby 🙏🏻
W sumie to od poniedziałku wiecznie gdzieś chodze. W poniedziałek fryzjer, wczoraj wizyta w szpitalu, dziś też, muszę chyba usiąść na dupie 😉
Wczoraj na wizycie znowu się pytałam o ten mój poród czy z racji mojej historii będzie wywoływany wcześniej, czy cesarka.. Lekarz twierdzi że jeśli wszystko będzie ok to nie widzi powodu wyciągać Małej wcześniej ani robić cesarki. Tylko że tutaj liczą 41 tygodni plus 6dni czekają...nie no mam nadzieje że aż 42 tyg w ciąży nie będę 🤔 choć dziś po tym czopie to już niech będzie, byle nie znowu za wcześnie... zwariuje 🙆‍♀️

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 14 maja 2020, 23:47

No okresu zaszalał i przyszedł sobie w 54 dc 🤷‍♀️

Jutro chwila prawdy. Oby hormony nie zaszalały jak okresu i jutro były piękne wyniczki.
Bo leki leżą w lodówce i zajmują miejsce od lutego 🤦‍♀️ chce je już zuużyć 😊

Póki co nadal jest nadzieja a nie niepokój :)
Oby tym razem moje jajniki nie buntowały się tak jak ostatnio :)

22 dc.

W zeszłym roku o tej porze zaczęłam się zastanawiać czy wszystko ok. Pół roku starań nie dało efektów, a byłam pewna że kto jak kto ale ja od razu będę w ciazy.
I mam teraz nauczkę.

Temperatura dalej w miejscu, a ja mam wrażenie że już owulacja hula. Czuję kłucie w podbrzuszu, dziwnie po obu stronach.

Nie przepadam za tymi długimi cyklami, ale uczę się cierpliwości.
Cierpliwie się uczę.
<Wdech - wydech - wdech>

stres, stres, stres i stres. Chyba oszaleje...

Malutka stała się bardzo wymagającym dzieckiem, jest mega ruchliwa, nie można jej spuścić z oka :)
Ciągle się o nią martwie, jest wszystko ok, oprócz tej alergii wszystko jest super, a ja mimo to dzień w dzień się o nią martwie.
I chyba tak już będzie zawsze.
Kocham ją nad życie <3

Wierzę, że wszystko będzie dobrze i nasza malutka będzie zdrową i szczęśliwą dziewusią, Rośnij w zdrowiu 🤞🤞✊✊

Alusia1983_Bstok Czekając na jutro 4 października 2020, 10:45

Mąż przebadany , wszystko ok. Mogłabym tylko narzekać na to, że mógłby chcieć częściej ;)
U mnie PCOS i testosteron za wysoki, do tego insulinoopornosc. Inne wyniki prawidłowe.

Biorę codziennie: Metformax 1700, inofolic combi i vit D


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2020, 16:45

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 22 grudnia 2018, 18:01

wrzesień:
FSH - 13,19
LH - 6,36

październik:
FSH - 20,03
LH - 5,26

grudzień:
FSH - 9,94
LH - 3,68


Prolaktyna - w normie
TSH - 1,294 - październik
Estradiol - 19,00 (październik), 57,00 (grudzień).
Amh - 0,82

W tym cyklu: oprócz kwasu foliowego, siemię lniane, olej z wiesiołka, maca - mąż.
Odstawiłam wit D3 (brałam przez 1msc) bo prawdopodobnie podniosła mi żelazo - z 81 do 187 w ciągu miesiąca (norma jest do 140!).


22 dc.
Śluz kremowy.
Ból na @.
Owu chyba była (pozytyw test owu w 12 dc, śluz płodny był, skok temp był).
W tym miesiącu bardzo niskie temp mam po owu - więc może jej nie było jednak ;/


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2018, 18:24

14 dc
Nastrój 6/10
Jutro operacja. Jestem dziwnie spokojna. Brakuje mi mojego M. Przytuliła bym się i wszystkie smutki i straszki odeszły by daleko. Przygotowanie do operacji nie należy do przyjemności ale muszę być dzielna🤷‍♀️ jutro czeka mnie dużo więcej atrakcji 😖

11 mają mieliśmy szczepienie - 2 dawka na pneumokoki refundowana Synflorix. Od tego dnia nasz świat stanął na głowie 😰

Epizod 1
Po szczepieniu czekamy 15 min i wracamy do mieszkania. Marysia "zasypia" w nosidełku na stelażu. Wchodzimy do mieszkania, oj mocno śpi, ale biorę ja na ręce i niosę na przewijak żeby zdjęć jej ubranko. Orientuję się od razu, że coś nie tak bo dziecko nie reaguje, jest....nie śpiąca tylko ledwie przytomna, brak kontaktu... Przychodnia na szczęście naprzeciwko naszego osiedla, więc powrót do przychodni biegiem z dzieckiem na ręku. Chwilę - najdłuższą w moim życiu - zajęło pani doktor ocucenie Marysi. Najpierw mętny wzrok, brak reakcji na bodźce, ale po jakichś 5-7 minitach wrócił jej uśmiech i od tego momentu wszystko pozornie jest ok.
Pozornie bo...

Epizod 2
Pani dr wystawiła skierowanie na SOR na Niekłańską z powodu NOP - pada nazwa hiper hipo coś tam. Na pytanie czy mamy samochód powiedziałam, że pojedziemy Pankiem (nie, bo wg męża po co nam samochód 🤬😡😠 ale to inna bajka), a ona na to że wzywa transport medyczny. Okazuje się że transport będzie za 4-5 h... no jak to? ?? brawo Polska służba zdrowia! A jakby to był wstrząs anafilaktyczny albo coś w ten deseń 🤬 No to p. dr wzywa karetkę - jak się okazuje przyjeżdża jedyna taka wypasiona na całą Pragę Północ - trochę bez sensu bo przecież aż tak źle z Marysia nie jest by angażować takie siły. Ja w międzyczasie w poczekalni karmię Marysię, a przez telefon daje instrukcje mężowi co ma spakować w rezie W do szpitala. Jak mnie ratownicy zobaczyli to dostałam opieprz, że nie wolno karmić podczas wstrząsu (że czego?!?!) że jestem nieodpowiedzialna skoro telefon jest teraz ważny, a p. dr nieprofesjonalna bo nad nami nie stoi i nas nie pilnuje (ale po co?) .... bo oni myśleli że przyjechali do wstrząsu anafilaktycznego, a skoro nie i dziecko wygląda na normalne to po cholerę byli wzywani. Są inni bardziej potrzebujący (pełna zgoda). Zbadali Marysię jednak i powiedzieli że wobec epidemii oni nie bardzo widzą sens byśmy jechali do szpitala, ale nasza decyzja. No to my, że zostajemy w domu, skoro nic złego się nie dzieje, a dziecko ma parametry w normie.

Epizod 3
Nie widzimy się już z p. dr. Eracamy do domu, rozpakowujemy torbę, Marysia szczęśliwa ☺️
Dzwoni p. dr i mówi że ona zdaje sobie sprawę z opinii o lekarzach rodzinnych, że na niczym się nie znają, ale jednak w karetce nie było lekarze (mąż uważa że był ale to nieistotne) tylko ratownicy, a ona rekomenduje jednak wycieczkę na SOR, że pewnie nic złego się nie stało, że może trafimy na zmęczonego życiem lekarza, który odeśle nas do domu, ale ona rozmawiała z neurologiem z Niekłańskiej i prawdopodobnie zostawia nad na 24h obserwacji (24h hahahaha😕 ale o tym później).
Mąż się waha, ewidentnie nie chce jechać, ale ja już podjęłam decyzję, nie będę ryzykować życia dziecka i znowu pakujemy torbę dla Marii na 24h, o sobie nawet nie myślę.

Epizod 4
Podróż moja spokojnie chociaż szlag mnie trafia że jadę Pankiem a nie własnym autem 🤬🤬🤬 jednak nic nie mówię mężowi byle nas dowiózł bezpiecznie. Ma prawko od listopada '19 i zdecydowanie jest to "niedzielny" kierowca. Stres jest tylko taki, że Maria nagle zamyka oczy i nie wiem czy śpi czy znowu coś się dzieje. Na szczęście w korku auto staje i Marysia się budzi i marudzi. Ufff, jednak spała ☺️ Dojezdamy bezpiecznie. Męża zostawiam przed drzwiami szpitala, ja tylko na 24h albo i mniej. Jeszcze nie wiem że czeka nas, daj Panie Boże by na tym się skończyło...dwa tygodnie rozłąki i to nie przez kwarantannę...

cdn. bo ode spać 😴

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 16 maja 2020, 00:36

Tak więc.
Okresu zaszalał.
Torbiel uśmiechała się do mnie na usg - a jakże, tego było mi jeszcze trzeba.
Hormony zaszalały.
Prolaktyna spadła poniżej normy.
Fsh nawet nie komentuje. Po odczytaniu tego wyniku odechciało mi się żyć :/

Antyki na cały cykl.
Co dalej nie wiadomo.

Moje dobre nastawienie zniknęło.

PIĄTEK
No i zaczęło się. Drugą procedurę czas zacząć :)
Tym razem to będzie ICSI, gonapeptyl nieco dłużej. Doktor chyba zrobi nieco inną stymulację. Zobaczymy. Jest małomówny, nie przypadł mi do gustu. Nie polubiliśmy się zbytnio.... do tego stopnia, że po drugiej wizycie byłam tak zniesmaczona, że chciałam rezygnować :( no ale nic. Zacisnę zęby. Może z czasem będzie trochę lepiej. Może to tylko złe początki. Tak przynajmniej dziewczyny które się u niego leczą przekonują :) żeby dać mu szansę, że zyskuje z czasem. Szkoda, że lekarza trzeba do siebie przekonywać, za taką kasę powinno być na odwrót... no ale coż.... życie. Jeśli skończy się dobrze to wszystko mu wybaczę <3 :)

Od jutra gonapeptyl. Nie wiem kiedy to zleciało :)

Musiaka Moje zycie 4 października 2020, 19:38

Od września zaczęłam monitoring owulacji. Były 2 zastrzyki Otrivelle i duphaston na podtrzymanie. Jednak nie udało się 😭.
W tym miesiącu za to był jeden zastrzyk otrivelle ale też słabo się czułam, cmiacy burzch, nudności i slabo się czułam. Dziś po wizycie u lekarza i osttam dniu monitoring powiedział b od jutra brała duphaston.
No cóż zobaczymy co z tego będzie 🙂

Nadal 11 maja

Epizod 5
Wchodzimy do szpitala. Badanie temperatury, rejestracja i trafiamy do niebieskiej poczekalni dla pacjentów ambulatoryjnych - czas oczekiwania 360 min. Serio?!?!?!? Niech żyje epidemia, bo jesteśmy jedyne. Nie wyobrażam sobie trafić tu w normalnym trybie dnia powszedniego 🤪
Zanim wchodzę do gabinetu to słyszę rozmowę o naszym przypadku, że dziecko z NOP i żeby szykować miejsce. Lekarz bada córkę i pytanie czy wyrażam zgodę na przyjęcie do szpitala. Mam mieszane uczucia, ale decyduje się (najlepsza decyzja tego dnia). Wypełniam stertę papierów, a w tym czasie jedna z pielęgniarek stara się uspokoić ryczącą już ze stresu, niewyspania i głodu Marysię. Nic nie pomaga, smoczkiem pluje na odległość (nigdy go nie stosowałam ale zawsze mam przy sobie). Później szlag mnie trafia na nasz system zdrowia. Jedna placówka, a milion razy muszę opowiadać co się stało, wypełniać dane personalne na milionie formularzy. To takie marnotrawstwo czasu i pieniędzy. Czy aż tak trudno o jakąś informatyzację???
Idziemy na wymaz. Strasznie nieprzyjemny, szczególnie dla Marysi, a ja już ryczę wewnętrznie razem z nią bo nijak nie mam warunków jej uspokoić. W końcu siadam w rogu poczekalni i wyjmuję cyc. Boże dzięki Ci, że mam cokolwiek w tych cyckach bo przecież butelki nie miałabym jak rozrobić. W końcu wołają nas na oddział.
Aha, cały czas mam na ramieniu torbę od wózka, nosidełko w jednej ręce, a Marysię noszę w drugiej, bo włożenie jej do nosidełka skutkuje atakiem płaczu i zanoszeniem się, ale daje radę. Oczywiście ze strony personelu żadnej propozycji że wezmą fotelik czy torbę 🤷‍♀️

Epizod 6
Trafiamy do izolatki na oddziale noworodka i niemowlęcia. Zabierają mi na chwilę Marie na pobranie krwi, nie mogę jej towarzyszyć😭😭 Wraca z wenflonem 😕 Później parę razy wchodzi pielęgniarka lub lekarz w przyłbicy i całym umundurowaniu by wyjaśnić podstawowe rzeczy, ale tak to mamy kontakt z personelem tylko telefoniczny. Wyniki wymazu mają być w ciągu 24h. Do tego czasu mamy siedzieć w izolacji. Dopiero po wyniku będzie dalsza diagnostyka Marysi.
Ja już jestem u kresu. Mamy jakieś 5/6 M2 do dyspozycji, zupełnie jak trędowate, jedzenie szpitalne dostanę dopiero następnego dnia. Jest 17 godzina, a ja zjadłam tylko lekkie śniadanie przed szczepieniem Marysi, więc mąż robi mi zakupy. Rwzem z nimi odsyła mi przez personel torbę z resztą rzeczy Marysi. W zakupach są 2 bochenki chleba, 6 dużych paczek kabanosów, kilo winogron i wiadereczko mini pomidorków. Do tego szczypiorek, paczka Harribo i wielka czekolada. Oczywiście stukam się po głowie. Przecież my tu na 24, no może 48h przez czekanie na test korony. Żarcia jak dla wojska...jeszcze nie wiem, że tego jedzenia mi braknie😂 więc krytykuje męża że teraz nie mam gdzie tego dać i jak ją będę się z ciężarem takim wyprowadzać na inny oddział?🙈

Epizod 7
W izolatce Marysia zostaje podpięta pod monitor do mierzenia tętna i saturacji. No spoko, nie mam naszego babysensa, to przynajmniej będę mogła spać spokojnie (w sali jest rozkładana kozetka dla rodzica. Na szczęście spakowałam Marysi jej śpiworek, więc sama mogę spać pod jej szpitalną kołderką).
Saturacja 100, tętno ~130 wszystko ok, Maria spokojna, a nawet radosna, nieświadoma. Usypia koło 20, standard. Tętno powoli spada - 116, 108, 103, 100, 97 (włącza się alarm, maszyna wyje), 93, 88, 91, 83, 84, 80, 95,78, 77....(oczywiście liczby teraz poglądowe, najniższa zaobserwowana przez cały czas podpięcia pod monitor to 74, bo te pomiędzy 30 a 70 to już chyba błąd pomiaru). Stukam córcię po buźce, próbuję dobudzić, jednocześnie dzwonię do lekarza. Maria powoli się budzi i marudzi że ja obudziłam, nie jest zadowolona, ale ja oddycham z ulgą. Przychodzi lekarz (trochę to trwało, kurde a jakby dziecko znowu odlatywało? Oczywiście zostałam poinstruowana jak założyć i włączyć w rezie czego maskę tlenową, ale kurdę, taki stres, niech szlag trafi tego koronawirusa szybko!). Lekarz każe obserwować nadal i w rezie czego dzwonić, stwierdza, że widocznie dziecko ma głęboki sen. Nooo... i całą noc i kolejną i wszystkie drzemki Marysi mam z głowy, bo za każdym razem wygląda tak jej tętno podczas snu. Biednie przekracza 100, z reguły coś pomiędzy 80 a 99. Prawie nie śpię, bo co rusz wyłączam alarm i sprawdzam czy oddycha. Na drugą noc lekarka ustawie alarm tak żeby włączał się dopiero poniżej 80...nie pomaga to mojej psychice. Ale poza tym to Maria wygląda normalnie podczas snu. Zawsze miała płytki oddech. No i saturacja w normie, tylko czasami spada o parę procent.
Oczywiście wyniki wymazu nie przychodzą w ciągu 24h i dopiero w środku drugiej nocy nagle przenoszą nas już na salę nieobjętą kwarantanną.

cdn. (na pytania odpowiem trochę później)


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2020, 11:35

12+6
Już za chwilę wielkim krokiem wchodzę w drugi trymestr.
Jestem po usg genetycznym, tak bardzo stresowałam się, że nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Stres minął, gdy dowiedziałam się, że mamy zdrową córkę! Nie myliłam się co do płci 🤗 Kruszynka ma 6,5cm i cudownie bijące serduszko.
Teraz jestem już spokojna, emocje powoli opadają.

Nie jest dobrze znowu te wymioty powróciły i gdy na chwilke przejdzie jak sie tylko coś nazbiera w żołądku znowu wymiotuje boje się nawet wody napić bo wiem że zaraz bedzie to samo i płakać mi się chce z besilności tak bardzo chcialam zajść w ciążę a teraz mój. organizm sie podle zachowuje. Miał być jutri wypis a teraz nie wiem czy wyjdę

Po kolejnej zostawionej wiadomosci wreszcie pielegniarka do mnie oddzwonila. Wytlumaczyla, ze co prawda, ze maja pozwolenie na wznowienia procedur, to jeszcze czekaja na ostateczne pozwolenia od szpitala przy ktorym jest klinika 😥😥. Wiadomo wszystko musi byc bezpieczne, ale dlaczego to wszystko tyle trwa????? Biurokracja angielska wrecz ten flegmatyzm doprowadza mnie do furii, bo ja jestem zadaniowcem i zawsze chce dzialac tu i teraz! Porozmawiam z pielegniarka i ona wytlumaczyla, ze zanim zaczniemy transfer to musze miec konsultacje z lekarzem najprawdopodobniej online i dopiero transfer. Zostalo mi powiedziane ze mam zadzwonic w ostatnim tygodnia czerwca i wtedy moze juz beda mogli umowic mnie na konsultacje. Oznacza, ze kolejny cykl mi przepadnie bo okres bedzis 23 czerwca. Ciesze sie, ze udalo mi sie wreszcie z kims porozmawiac, to jedyny pozytyw. Mam nadzieje, ze nastepnym razem juz beda jakies konkrety a nie ze znowu mnie splawia. Wiem, ze to nie jest nikogo wina tylko to ten cholerny wirus ale i tak mnie to troche zirytowalo. Maz jak wrocil z pracy to juz widzial, ze chodze podminowana wiec zrobil najlepsza rzecz przyszedl i mnie przytuli zanim moglam byc w trybie ataku 😆😆😆😆

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 4 października 2020, 23:58

No i pojechał. Dałam kolację i położyłam spać. Zostaliśmy sami prawie do Mikołaja.
Trochę podpatrzyłam sąsiadkę i zrobiłam mały magazyn w piwnicy. Mleko uht, puszki pomidorów, makaron, zamroziłam mięso i takie tam. Do sklepu będę mogła chodzić tylko po warzywa. To dość istotne gdy ma się dziecko które nienawidzi sklepów i nawet szybkie zakupy są wyczynem okupionym wyrzaskami i szarpaniem.
Ale i tak jest łatwiej niż wcześniej. Kiedy miał ledwo parę tygodni i mąż pojechał na poligon Nie miałam nawet jak wynieść śmieci. Teraz to dziecko wynosi śmieci a ja tylko pomagam nieść worek ;)
Piekarnia zrobiła okienko. Nie muszę iść po chleb do marketu, wystarczy podjechać pod budynek a odległość jest taka że raczej w wózku wysiedzi. 2 lata temu nie było by szans na spacer dłuższy niż 10minut. O ile wogole dałby się położyć do wózka.

Restauracja rodzinna z dobrym jakościowo jedzeniem zaczęła dowozić. Mogę zamówić tam obiad. Drogo, ale jest to jakaś opcja i pewnie ze 2 razy się skuszę. 2 lata temu na dowóz była tylko pizza i to dopiero po 18:00. Jadłam więc suchy chleb tostowy i czekoladę. I to co przyniosła teściowa raz na kilka dni

Rossmann wprowadził opcje odbierania gotowych zamówień więc mogę kliknąć zamówienie w apce i odebrać gotowy pakiet.
Jest łatwiej, chodć samemu i tak trudno. Przede wszystkim jeszcze nigdy, nawet przed dzieckiem, nie wyjeżdżał na tak długo.

A Kuba akurat jutro kończy 2 lata. Świętowaliśmy tydzień temu.
Kiedy to minęło.... Drugi rok przeleciał mi zdecydowanie szybciej niż pierwszy. Mimo to drugi rok życia nie był przełomowy. W zasadzie był nudny jak flaki z olejem, dzień w dzień to samo. W pierwszym roku każdy tydzień to była jakaś nowa umiejętność. Z każdym miesiącem dziecko się rozwijało. W drugim roku żadnych ogromnych zmian nie widzę. Pewnie jak ktoś ma dwulatka który dobrze mówi to ma inne zdanie.
Kuba w tym miesiącu nauczył się tylko 5 słów: kickic, myju myju, am ,dym, tam. A podobno jak już dziecko Zacznie to leeeeci i codziennie jest jakieś nowe słowo. Chciałabym ale nie :( Kuba ma 4-8 słów na miesiąc (zapisuje). Niezmiennie martwię się mową choć wszyscy uspokajają że ich w tym wieku nawet tyle nie mówiło. Pod tym względem szkoda że nie chodzi do żłobka. Przebywanie tylko że mną tygodniami nie jest stymulujące.

W każdym razie myślę że ten trzeci rok będzie bardziej przełomowy.

Kuba jest śmieszkiem. Lubi robić psikusy i żartować. Lubi jeść, zwłaszcza jeśli jedzenie ma kolor zielony :D . Lubi doświadczenia ekstremalne: jak zjeżdżać z górki na rowerku to z największej z nogami w górze. Jest bardzo pomocny, odnosi kubki do kuchni rozładowuje zmywarkę robi i wiesza pranie.sam chce. Lubi to. Przy tym wszystkim jest strasznie nie usłuchliwy. Ma swoje zdanie I choćbym 100 razy mówiła,krzyczala to nie zrobi tego o co proszę. Ma być tak jak on chce i to ja mam się podporządkować, inaczej są wrzaski tarzanie po podłodze piski rzucanie przedmiotami. Żadne metody z książek nie działają.... wydaje mi się że niestety ale wszystkie te metody są dla dzieci już mówiących (nawet z tej różowej książki "jak mówić..")
Ostatnio zaczął sikać na nocnik ale tylko od czasu do czasu, kiedy on ma na to ochotę. A jak już zachce to nie wystarczy że raz zrobi siku. Siedźi siedzi i siedzi i próbuje wycisnąć jak najwięcej. Żadne prośby że może już dość i nie ma już Sisi nie dzialaja. eh takie parcie na pusto też ponoć nie za dobre.
Będę powoli ruszać z odpieluchowaniem, majteczki już, kupione. Tylko dwójki wgniecionej w dywan się boję haha . Potem zajmiemy się smoczkiem , zależy kiedy wychodzące piątki pozwolą . Choć i tak smoczek od zawsze tylko do spania



Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2020, 08:32

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)