Od piątku wytoczyłam dodatkowe działa przeciwko mojej homocysteinie. Oprócz metyli B-right, zaczęłam brać modulator homocysteiny z Solgara. Kolejna kontrola 5 czerwca, czyli po 3 tygodniach brania. Myślę, że zrobię wtedy oprócz homocysteiny także poziom B12.
Póki co czekam na wyniki mutacji i walczę z jelitami.
W tym tygodniu powinnam dostać też drugi okres po zabiegu. Po okresie umówię się do gina na USG i biocenozę pochwy. Zastanawiam się czy każdy gin wykonuje to badanie? Po ostatnich przejściach nie mam najlepszej opini o ginach, których spotkałam na swojej drodze. Więc póki co, sama jestem sobie lekarzem prowadzącym we współpracy z dr Google. 
W tym cyklu również będziemy mieć jedna jedyna szanse by nam się udało. I chyba żadne z nas nie wierzy ze się uda. Choć nadzieja zawsze jest i zawsze będzie. Mimo, ze wcześniejsze cykle były lepiej obstawione - przede wszystkim wtedy tez byliśmy razem, i seks po prostu był. Nie był wymuszony bo owulacja bo dziecko bo tamto. Nigdy tak nie było... Tym bardziej jest mi złe i dziwnie ze w tym cyklu seks będzie tak zaplanowany...
Przez pandemię, a co za tym idzie zawód mojego męża to wszystko się tak strasznie rozmyło. Drugi miesiąc koedy nie ma go w domu. I prawdopodobnie nie ostatni. Bo w czerwcu zapowiada się tak samo. To nawet nie kwestia braku starań mnie dobija, a kwestia braku bliskości - smsy, telefony, kamerka, zdjęcia. Jasne, ale to nie jest ta bliskość..
25tc+3
Dzisiaj miałam wizytę u kardiologa. Dobre wieści, wszystko w porządku, serduszko zdrowe ❤️
Sprawdzała tylko serduszko ale pytałam o wody ( jestem przewrażliwiona na tym punkcie po l ciąży ) i mi sprawdziła są na swoim miejscu 😁
Powiedziała mi tez jak leży. Ninka siedzi sobie na mojej miednicy, główkę ma przy moim pępku a nóżkami mi gmera w okolicy pęcherza 😅
Ostatni raz byłam u tego lekarza w l ciąży w 28tc. Dziś poszłam na wizytę, opowiadałam co się wydarzyło po tym 28tc, cesarka, szpital, operacja Alicji i tak ciągnę i ciągnę i w końcu lekarka mówi do mnie a teraz jak się córka miewa? Ehh... zmarła...... Była w szoku.. no ja też...miała wyjść do domu 😞
Także cudowne wiadomości córeczkę mam zdrową, ale wróciłam wspomnieniami do pierwszej i to takie szczęście pomieszane ze smutkiem...
A i zapomniałam dodać, mój problem z noszeniem brzuszka minął, uwielbiam go ❤️❤️❤️
Ide ulicą i się oglądam w szybach, kiedyś w coś wejdę 😅
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 maja 2020, 19:39
7t5d
z Maluchem wszystko dobrze 😍
bardzo urósł od zeszłego tygodnia. ale tak jak myślałam ciąża jest o ok. tydzień młodsza niż z terminu miesiączki.
wyniki badań mam podobno rewelacyjne.
ehh tydzień spokoju dla wariatki 🙃🙃🙃
20dc
Juz po owulacji, raczej nic z tego nie będzie z uwagi na jedno jedyne serduszko. Mąż mi sprzedał zarazki, on się męczył 4-5 dni a ja dwa tygodnie. Ból gardła nie do zniesienia, problemy z przelykaniem, kaszel, kaszel i jeszcze raz kaszel. Jestem pełna podziwu, że nikt nie zadzwonił na sanepid.
Tak więc udało nam się zaliczyć 1 ❤ w dniu owulacji. Od poniedziałku jest coraz lepiej, ale do pełnej sprawności jeszcze mi trochę brakuje.
Dzis po 22 wybrałam się do tesco w poszukawiu lodów o smaku chalwy. Ja po prostu kocham chalwe 💛. Gardło jeszcze boli, ale ja po prostu musiałam sprawdzić czy one tam są. Nigdy ich nie jadłam a znalazłam info ze Grycan robi lody w tym smaku. Pełna nadzieji parkuję pod tesco, ruszam w kierunku drzwi wyobrażając sobie jak podchodzę do lodówki i one tam są i na mnie czekają. Czy czekały? Nie wiem. Sklep był do 22. Spoznilam się 13 minut. 🤷🏻♀️
Zmykam spać bo już późno a mam plan wstać przed 9. Może dziś wybiorę się do tego tesco. I może do Kauflanda. Gdzie mogę znaleźć te lody?
Seminogram nasienia
Wrzesień2021/styczeń 2022/Luty 2022
Objętość : 5,2 ml/ 5,6ml/ 4,9ml
Aglutynacja: brak /brak /brak
Koncentracja: 40,8 /49,2 /65,5
Upłynnienie: 40min /<60min /25min
pH: 7,8/ 7,8/ 7,8
L.komórek okrągłych: 1,9/ 0,4 /1,3
L.lekocytów: 0,8 /0,1 /0,5
Całkowita liczba w ejakulacie: 212,3 /276 /321,2
Żywotność: 58% /82% /68%
Ruch postępowy: 28%❌ /41% /39%
Ruch niepostępowy: 11%❌ /12% /11%
Nieruchome: 61% /47% /50%
Morfologia: 1%❌ /3%❌ /0%❌
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2022, 21:19
14cs 27dc
Hej 🥰 Długo nie pisałam, a to przez to, że dużo się działo. Byliśmy na urlopie, później krótki wypad nad morze, wesele w rodzinie. W każdy weekend coś robiliśmy i na tyle pochłonęło to moją uwagę, że zanim się obejrzałam, jest połowa sierpnia.
Ciężko powiedzieć, że nie myślałam o staraniach - codziennie mniej lub bardziej ten temat przewijał się przez moje myśli, ale nie skupiałam się na nim. Nie zaglądałam do kalendarzyka, nie wpisywałam tam żadnych objawów, jedynie obserwowałam swój organizm. Owulacja przyszła dopiero w 22 dc- dość późno, ale cieszę się, że w ogóle była po przebytym w zeszłym cyklu covidzie i naszym urlopie za granicą.
Według obliczeń z początku cyklu jutro powinnam dostać okres, ale z racji przesunięcia muszę poczekać jeszcze około tygodnia. Jak tylko zacznie się krwawienie to dzwonię do kliniki umawiać się na sono hsg. W dodatku, w przyszłym tygodniu mój mąż wybiera się do androloga, takie zalecenie dostaliśmy przed planowaną IUI. Cieszę się, że mamy jakiś plan, bo wtedy czuję, że idziemy do przodu!
Mąż pije codziennie szklankę soku pomidorowego i dodaje do niego łyżkę oleju z czarnuszki. Do tego zażywa suplement diety z kwasem foliowym. Nie jest to jakiś specjalny suplement dla mężczyzn, ale zawsze coś. Chciałam mu kupić fertilman plus, ale gdzieś wyczytałam, że dobieranie sobie samemu takich suplementów może bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Jak z tym jest? Mąż ma co prawda jedynie 3% prawidłowych plemników, ale łączna ich ilość w 2 ml to prawie 700 milionów.
Problemem jest także ich krótka żywotność, bo po 24 h nie było ani jednego żywego 😔 Nie dziwię się, że ciężko się nam było wstrzelić w dzień owu.
Z tych pozytywnych rzeczy - poznałam dzidziusia mojej dobrej koleżanki. Przez cały wieczór i pół kolejnego dnia nosiłam go na rękach, karmiłam, woziłam w wózku. Mamie to było na rękę, miała chwilę dla siebie, a ja byłam wniebowzięta. Jak myślę o tych dniach, to uśmiecha mi się buzia i czuję motylki w brzuchu. Tak bardzo się cieszę jej szczęściem, i póki nie mam własnego dzieciątka, to był świetny sposób aby naładować baterie i zaspokoić matczyny instynkt. W dodatku moja najlepsza przyjaciółka niedawno urodziła i jestem tak z tego dumna, że pierwszego dnia pochwaliłam się tą informacją z kim tylko mogłam 😀 cieszę się, że nie czuję zazdrości.
Jestem fajną ciocią!
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia 2022, 23:40
- 2cs - 23dc -
Końcówka cyklu. Nie lubię tego czasu. Dziś w ciemności sprawdzałam termometr, pipczał dość szybko więc wiedziałam, że temperatura będzie niska. Patrzę, chyba 36,52 ale jednak włączam latarkę w fonie dla pewności i jednak nie: 36,92°C. Już byłam zmartwiona nawet nie zmarnowanym cyklem, ale krótką FL. W tamtym cyklu niby tylko 9 dni, w tym owulka 15 dc więc mamy niby dopiero 8 dpo. Boję się troszkę, że tu już mam wykupione CLO, a tu jeszcze inne rzeczy nie wyregulowane. Tak więc temperatura jeszcze dziś fajna, aż się boję sprawdzać przez kolejne dni. Brzuch okresowo pobolewał mnie wczoraj i dziś rano ale naprawdę minimalnie, tak jak przy pierwszej ciąży więc staram się tym nie martwić ale znów nie lubię tego uczucia. Tak więc CLO od przyszłego cyklu.. Udało mi się załatwić receptę przez teleporadę ale musiałam się zobowiązać, że do końca cyklu skończę karmić... Z tym jest mi bardzo ciężko bo na dobrą sprawę nie wiem czy nie karmię ostatni raz w zyciu.. I ta myśl, że może robię to na marne.. Prześladuje mnie ta myśl dość mocno. Tak czy siak, ostatnio karmiłam do spania w piątek 15.05. Dzień później chciałam sprawdzić czy weźmie butelkę zamiast piersi i nie będzie się po niej domagał. Udało się. Więc dzień później uznałam, że dam pierś bo grzecznie udaje się ją zastąpić. Ale jakoś tak wyszło, tak pojadł na kolację, że nie domagał się już niczego. Szok. Ale zobaczę jeszcze, teoretycznie do 1 dc mogę karmić, bo CLO mam brać od 2 dc. Pojedyncza dawka. Także działamy. W tym aktualnym, 2. cyklu znów ładnie zaszła owulacja, więc z tego się cieszę. Tylko jeszcze ta faza lutealna.. Jeśli nie uda się zajść w tym cyklu, to proszę chociaż o ładną 12-dniową FL. Myślę, że to rozsądna prośba 😉
***
Wiem co jeszcze chciałam dodać. Żeby zaczarować rzeczywistość, tak jak przy pierwszej ciąży, a raczej przed nią, kupiłam smoczusia dla swojego przyszłego dziecka 💛💚
Jeden kupiłam Brunkowi, żeby miał świeżaczka na wypadek gdyby miał potrzebę skoro mu chcę pierś zabrać (😭), a drugiego, rozmiar mniejszego kupiłam przyszłemu maluszkowi. Nie mogę się doczekać kiedy będę mogła go użyć ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2020, 15:01
12 dc / 34 cs
Bardzo, bardzo dziękuję za Wasze komentarze. Wiem, że w swoich uczuciach nie jestem osamotniona. Mamy do nich prawo... Bo przeżywamy, bo pragniemy, bo marzymy...
Dziś rano byłam w klinice. Dostałam wytyczne co do badań dla siebie i dla męża. Robimy je i
w kolejnym cyklu inseminacja. Wypada to jakoś w drugiej połowie czerwca. Taka rozgrzewka przed in vitro. Następnie od razu spod kliniki wyjechaliśmy na relax time na zachód Polski. Weekend psychicznego odpoczynku. Od starań, od myśleń, od pandemii, od stresu. Dziś spacer, pyszna kolacja w restauracji z degustacją rzemieślniczego piwa, a teraz drink w pokoju hotelowym. Jutro trochę zwiedzania, a po poludniu spa z zabiegami oczyszczająco-relaksującymi. Nie wiem czy zapomnę ale postaram się nie myśleć. Pora zakończyć naturalne starania. Trudno. Nie potrafimy.
Co do samej wizyty... Masa badań zlecenie + jest pęcherzyk 16mm + endometrium 6,5 mm. Tyle z faktów.
Wracam do męża. Rozwód póki co nam nie grozi 😁 Pandemia nic a nic nam nie zagroziła.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2020, 22:16
Weekend był piękny wybralismy sie z mezem w Bieszczady juz tęsknie za tym miejscem wiem, że napewno tam jeszcze kiedyś wrócimy
w tym roku marza mi sie jeszcze góry albo morze 😊
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2020, 19:37
Pierwszy zastrzyk za nami, ręce mi się trzęsły jak staremu alkoholikowi, nie mogłam utrzymać pena 🤣, potem próby i wahanie się, wkłuwać się czy nie, aż w końcu odważna decyzja i atak... Udało się, nic nie bolało, nic nie czułam, nawet się zastanawiałam czy na pewno sobie coś wstrzyknęłam, ale ilość płynu się zmniejszyła, więc tak 🙈 Jest super, mam co jakiś czas bóle w podbrzuszu, ciekawe czy to oznacza, że coś już tam rośnie? to chyba trochę za szybko 🤷♀️ Mąż powiedział, że jest ze mnie bardzo dumny, że jestem taka odważna, ale to pewnie dlatego, że on boi się igieł 🙈😂
16+0 waga 50,5
Dawno nic nie pisałam.
W zeszłym tygodniu miałam USG z małym wszystko dobrze.
Odebrałam wyniki posiewu, niestety wyszła bakteria paciorkowiec kałowy. Ta bakterie miałam z 8 lat temu. Nie myslalam że znów powróci. Dostałam antybiotyk od rodzinnego i w zeszły czwartek skończyłam kurację. Oczywiście po niej nagroda grzybica masakra.
Dziś byłam zrobić pakiet tarczycowy bo kazała mi zrobić endokrynolog po poprzednich złych wynikach wskazujących nadczynność tym razem TSH 1,42 czekam na resztę wyników, ale myślę że jest super i nie będę musiała brać leków.
Brzuszek nie rośnie jest ciągle mały ale to dobrze bo jeszcze w niektóre rzeczy się mieszcze, będę musiała dokupić bluzeczki L i XL bo M jest dopasowana a nie ma to jak luźniejsze.
Dziś wystawiłam urlop . Zostanie mi 19 dni to wykorzystam za rok.
Jak mnie w pracy zostawia będę musiała wrócić po krótkim macierzyńskim 20 tyg. Bo zawsze warto mieć te parę groszy. A z małym albo zostanie moja mama albo żłobek.
Ostatnio pogryzkam się z moim o mało nie doszło do tego a by się wyprowadził. Zobaczymy jak dalej z kryzysem będzie.
Wkurza mnie też jego matka zaczyna już się mieszać. Tym razem poszło o to że po wizycie u mamy zachciało mu się zmiany 2 imienia bo powinno to być imię po dziadkach. Jak mnie wkurzył tym. Powiedziałam że hak mi zmieni to pójdę do urzędu i zmienię mu i nazwisko też. A mamusia jak chce to nie h sobie urodzi dziecko i niech nazywa jak chce a od mojego niech się odczepi. Trzeba będzie jej wszystko ustnie wytłumaczyć.
6 dc
Wczoraj dostałam wiadomość o d koleżanki, że dzisiaj na stronie ma pojawić się info o rozpoczęciu wykonywania zabiegów w klinice. I najlepiej jakbym umówiła się na wizytę w połowie cyklu bo ponoć odczekuja dwa tygodnie od wizyty do kolejnej wizyty ( chodzi o wirusa). I faktycznie ok 15.00 pojawiła sie wiadomość o rozpoczęciu procedur. Ale jednocześnie pojawiły się informacje do zapoznania dotyczące sposobu postępowania w koronasytuacji. I tylko to, że otworzyłam ta wiadomość na tel a już kończyłam pracę i nie miałam czasu dokładnie przeczytać, nie pozwoliło mi zadzwonić i od razu umówić się na wizytę. A już sobie wszystko ładnie w kalendarzu zaznaczyłam kiedy wg mnie 🙈 po skończeniu 21 dni brania antyków rozpocząłby się nowy cykl. W informacji było coś o możliwym wzroście cen 😳🤔 i konieczność zrobienia badań na koronawirusa, ale może coś mi się pomyrdalo. Jutro sobie to wszystko wydrukuje i przeczytam na spokojnie a później zadzwonie umówić się na wizytę. Jest radość ale też strach, nie wiem co teraz bardziej dominuje. A cały czas sobie powtarzam żeby się nie nakręcać 🙄
Akurat teraz kiedy pojawia się światełko w tunelu ivf dostałam w pracy bardzo wymagający i stresujacy ,, projekt,,, podobnie było przy pierwszej stymulacji. 🙄 Taki pech..., znowu myślenie jak pogodzić pracę z wizytami.
Zastanawiam się czy mówić rodzicom o ivf, oni byli przeciwni (może nie mówili tego wprost) inseminacji. Tato 3 razy dopytywal się jak zaszlam w ciążę, o to czy zaszłam naturalnie 😒 małż jest zdania że to nasze życie i nasze wybory, i ok, też tak uważam, ale nie potrzebuje dodatkowych stresow, nerwów i wysłuchiwania lamentow pod tytułem ,,co Wy wyprawiacie, jak tak można, po co Wam to, a zastanowiliscie się,, itp. Narazie postanowilam, po rozmowie z małżem nie mówić rodzicom o ivf. Jak się uda to wtedy zastanowię się czy ta wiedza w jaki sposób doszło do zapłodnienia jest im potrzebna.
Testy białe, ale skoro dr kazał zrobić betę zrobiłam dla formalności.
Macie tak, że jak czekacie na wynik to czujecie odrobinę nadziei?
Szczerze miałam odrobinę nadziei, że może coś się wykluło. Pierwszy cykl, w którym zauważyłam, że nie bolały mnie piersi oraz nie wysypało twarzy. Do tej pory już na ok 9 dni przed okresem zaczynały mnie boleć moje bimbałki i pojawiały się pojedyńcze wypryski. Teraz nic, null. To zawsze był mój wyznacznik, że się nie udało.
Ale gdyby miało się udać to chociażby cień cienia był widoczny, prawda?
Chociaż uważam, że na tyle mam już spaczony umysł ciągłym staraniem, że doszukuję się tej kreski. Do tego stopnia, że głowa potrafi sobie zwizualizować cień.
Póki co czekam na betę.
Rano byłam w dwóch punktach, kolejki mnie odstraszyły. Finalnie wykonałam badanie w innej miejscowości.
Czekam na wynik.
Miał być dziś.
Tymczasem awaria na stronie Diagnostyki...
Jak żyć!?
Edit:
Beta: 0.57
Brak mi już sił 😭
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2020, 19:25
6t6d
Mamy ❤!!!!
Pojawianie się i znikanie na tej stronie staje się moją tradycją...
Pojawiam się, bo potrzebuje miejsca gdzie mogę się wyżalić i gdzie są osoby, które rozumieją mój ból.
Znikam, bo momentami nie umiem powstrzymać zazdrości. Chociaż nie, zazdrość to nie do końca to co odczuwam, na wieść że komuś po dłuższych, albo i krótszych staraniach udało się zajść w ciążę. To bardziej pustka, czy nawet obojętność - nie potrafię się cieszyć cudzym szczęściem. Gdzieś z tyłu głowy pojawia się pytanie - a dlaczego ja tak nie mogę. Więc wolę się usunąć, zanim napiszę/powiem coś, czego potem będę żałować.
No ale na końcu zawsze tu wracam, bo jednak to jedyne miejsce gdzie mogę swoje smutki wylać. W sumie od prawie 7 lat wylewam. Jest tu praktycznie cała moja historia starań o dziecko. Zastanawiam się, w jaki sposób ta historia się zakończy. Coraz częściej wydaje mi się, że na koniec zostanę sama z mężem w wielkim domu. No i oczywiście jakiś pies na podwórku.
Te myśli nie napawają mnie już takim przerażeniem jak kiedyś. Ale to nie znaczy, że się z moją niepłodnością pogodziłam. No i tu dochodzimy do największej sprzeczności. W sumie to ostatnio stwierdziłam, że jestem powalona i ewidentnie nienormalna. Uświadomiła mi to ta cała kwarantanna.
Wiele ludzi narzeka na kwarantannę, że w domu się nudzą, że na spacer wyjść nie można, że do fryzjera/kosmetyczki iść nie można. No co prawda teraz już można, ale jeszcze 2-3 tygodnie temu marudzenia było sporo. A mi ta cała kwarantanna i praca zdalna się podoba. Wstaję rano, jak zawsze o 6. Mąż idzie z psem na spacer, a ja szykuje nam śniadanie + mężowi do pracy (on zdalnie pracować nie może). Jak mąż wychodzi, to ja ogarniam kuchnię i idę do swojej pracy, czyli do komputera. Jak jest ciepło to z laptopem na balkon wyjdę, jak chłodnej to w mieszkaniu siedzę. Pracuje sobie w ciszy i spokoju. W środku dnia mam przerwę na psi spacer. Mam też dużo czasu na eksperymenty w kuchni. Ostatnio ramen ugotowałam - bulion z 6 godzin się gotuje. No bo co to za problem w kuchni z laptopem usiąść i w razie potrzeby odejść na 2 minuty aby sprawdzić jak obiad. Ciast/ciasteczek/babeczek też znacznie więcej piekę. Moja wydajność w pracy w sumie wzrosła - czasami jak na jakiś problem natrafię to siedzę nad nim do oporu (wczoraj "w pracy" byłam od 8 do 23 z przerwami na jedzenie i psi spacer). A jak mąż wraca z pracy, to mamy ekstra czas dla siebie - on nie musi już iść na spacer z psem (a spacer to minimum godzina), obiad ma od razu podany, więc jemy i np. gramy sobie na konsoli w Residenta 5 albo Revelations w na co-opie. Teraz jak GTA V za darmo rozdali, to jedno na stacjonarce a drugie na konsoli i razem on-line gramy.
I doszłam do wniosku, że takie życie mi odpowiada, że w sumie jestem szczęśliwa.
Tylko potem przychodzi ten czas w miesiącu i pojawia się okres. Przypomina mi o mojej niepłodności, o mojej stracie. Mój nastrój leci na łeb na szyję, a wydajność we wszystkim spada poniżej zera.
I tu dochodzimy do największej sprzeczności - bo z jednej strony, podoba mi się takie życie we dwójkę i nie chciałabym rezygnować z tych drobnych przyjemności, a z drugiej jest comiesięczna rozpacz. Największą rozpacz, przeżyłam miesiąc temu, gdy okres spóźniał mi się tydzień. I ja wiem, że na biologiczne potomstwo mam szansę tylko dzięki in-vitro i leczeniu, ale gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że może jednak zdarzył się cud. A że i tak musiałam iść na badanie krwi przed zdalną wizytą u immunologa, to przy okazji walnęłam sobie betę. Oczywiście wyszła ujemna, a okres przyszedł po kolejnych 4 dniach. Ostatni raz tak wyłam, jak straciłam ciążę na raty...
I to jest to, czego w sobie najbardziej nie rozumiem. Z jednej strony wyję, bo nie mogę mieć dzieci, a z drugiej chce żyć bez ograniczeń tak jak teraz. Pojebana jestem nie ma co...
A i temat adopcji powraca - powoli kończymy budowę domu, więc za chwilę wreszcie trafimy na listę oczekujących. Moje obaw co do adopcji nie znikły, ba powiększyły się nawet. Sama już nie wiem co mam robić. Jedyne co mi pozostaje to po prostu żyć i zobaczyć co dalej przyniesie los. No i mieć nadzieję, że może tym razem przyniesie coś dobrego...
Cześć!
40 dc
Mój organizm wystraszył się ginekologa... Już miałam więcej nie robić testów owulacyjnych ale naszło mnie po tym jak zauważyłam sporo rozciągliwego śluzu... I wyszedł bardzo pozytywny... Niestety dzisiaj nici z seksu... Ale może jutro uda mi się Mojego zaciągnąć do łóżka 😁 (raczej nie przewiduję z tym kłopotów). Śluz niby jeszcze nie całkiem przezroczysty ale dawno takiego u siebie nie widziałam... Temperatura... Taka sama jak cały czas xD zobaczymy czy coś z tego wyjdzie xD
Pozdrawiam Ines.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2020, 22:06
I jutro kolejny raz zamiast łóżeczka będę wybierała urnę 😭
Jestem złą matką. Nie potrafiłan ochronić żadnej z moich córek.
Wczoraj powtarzałam bete 8dpt 222
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.