6t6d
Mamy ❤!!!!
Pojawianie się i znikanie na tej stronie staje się moją tradycją...
Pojawiam się, bo potrzebuje miejsca gdzie mogę się wyżalić i gdzie są osoby, które rozumieją mój ból.
Znikam, bo momentami nie umiem powstrzymać zazdrości. Chociaż nie, zazdrość to nie do końca to co odczuwam, na wieść że komuś po dłuższych, albo i krótszych staraniach udało się zajść w ciążę. To bardziej pustka, czy nawet obojętność - nie potrafię się cieszyć cudzym szczęściem. Gdzieś z tyłu głowy pojawia się pytanie - a dlaczego ja tak nie mogę. Więc wolę się usunąć, zanim napiszę/powiem coś, czego potem będę żałować.
No ale na końcu zawsze tu wracam, bo jednak to jedyne miejsce gdzie mogę swoje smutki wylać. W sumie od prawie 7 lat wylewam. Jest tu praktycznie cała moja historia starań o dziecko. Zastanawiam się, w jaki sposób ta historia się zakończy. Coraz częściej wydaje mi się, że na koniec zostanę sama z mężem w wielkim domu. No i oczywiście jakiś pies na podwórku.
Te myśli nie napawają mnie już takim przerażeniem jak kiedyś. Ale to nie znaczy, że się z moją niepłodnością pogodziłam. No i tu dochodzimy do największej sprzeczności. W sumie to ostatnio stwierdziłam, że jestem powalona i ewidentnie nienormalna. Uświadomiła mi to ta cała kwarantanna.
Wiele ludzi narzeka na kwarantannę, że w domu się nudzą, że na spacer wyjść nie można, że do fryzjera/kosmetyczki iść nie można. No co prawda teraz już można, ale jeszcze 2-3 tygodnie temu marudzenia było sporo. A mi ta cała kwarantanna i praca zdalna się podoba. Wstaję rano, jak zawsze o 6. Mąż idzie z psem na spacer, a ja szykuje nam śniadanie + mężowi do pracy (on zdalnie pracować nie może). Jak mąż wychodzi, to ja ogarniam kuchnię i idę do swojej pracy, czyli do komputera. Jak jest ciepło to z laptopem na balkon wyjdę, jak chłodnej to w mieszkaniu siedzę. Pracuje sobie w ciszy i spokoju. W środku dnia mam przerwę na psi spacer. Mam też dużo czasu na eksperymenty w kuchni. Ostatnio ramen ugotowałam - bulion z 6 godzin się gotuje. No bo co to za problem w kuchni z laptopem usiąść i w razie potrzeby odejść na 2 minuty aby sprawdzić jak obiad. Ciast/ciasteczek/babeczek też znacznie więcej piekę. Moja wydajność w pracy w sumie wzrosła - czasami jak na jakiś problem natrafię to siedzę nad nim do oporu (wczoraj "w pracy" byłam od 8 do 23 z przerwami na jedzenie i psi spacer). A jak mąż wraca z pracy, to mamy ekstra czas dla siebie - on nie musi już iść na spacer z psem (a spacer to minimum godzina), obiad ma od razu podany, więc jemy i np. gramy sobie na konsoli w Residenta 5 albo Revelations w na co-opie. Teraz jak GTA V za darmo rozdali, to jedno na stacjonarce a drugie na konsoli i razem on-line gramy.
I doszłam do wniosku, że takie życie mi odpowiada, że w sumie jestem szczęśliwa.
Tylko potem przychodzi ten czas w miesiącu i pojawia się okres. Przypomina mi o mojej niepłodności, o mojej stracie. Mój nastrój leci na łeb na szyję, a wydajność we wszystkim spada poniżej zera.
I tu dochodzimy do największej sprzeczności - bo z jednej strony, podoba mi się takie życie we dwójkę i nie chciałabym rezygnować z tych drobnych przyjemności, a z drugiej jest comiesięczna rozpacz. Największą rozpacz, przeżyłam miesiąc temu, gdy okres spóźniał mi się tydzień. I ja wiem, że na biologiczne potomstwo mam szansę tylko dzięki in-vitro i leczeniu, ale gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że może jednak zdarzył się cud. A że i tak musiałam iść na badanie krwi przed zdalną wizytą u immunologa, to przy okazji walnęłam sobie betę. Oczywiście wyszła ujemna, a okres przyszedł po kolejnych 4 dniach. Ostatni raz tak wyłam, jak straciłam ciążę na raty...
I to jest to, czego w sobie najbardziej nie rozumiem. Z jednej strony wyję, bo nie mogę mieć dzieci, a z drugiej chce żyć bez ograniczeń tak jak teraz. Pojebana jestem nie ma co...
A i temat adopcji powraca - powoli kończymy budowę domu, więc za chwilę wreszcie trafimy na listę oczekujących. Moje obaw co do adopcji nie znikły, ba powiększyły się nawet. Sama już nie wiem co mam robić. Jedyne co mi pozostaje to po prostu żyć i zobaczyć co dalej przyniesie los. No i mieć nadzieję, że może tym razem przyniesie coś dobrego...
Cześć!
40 dc
Mój organizm wystraszył się ginekologa... Już miałam więcej nie robić testów owulacyjnych ale naszło mnie po tym jak zauważyłam sporo rozciągliwego śluzu... I wyszedł bardzo pozytywny... Niestety dzisiaj nici z seksu... Ale może jutro uda mi się Mojego zaciągnąć do łóżka 😁 (raczej nie przewiduję z tym kłopotów). Śluz niby jeszcze nie całkiem przezroczysty ale dawno takiego u siebie nie widziałam... Temperatura... Taka sama jak cały czas xD zobaczymy czy coś z tego wyjdzie xD
Pozdrawiam Ines.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2020, 22:06
I jutro kolejny raz zamiast łóżeczka będę wybierała urnę 😭
Jestem złą matką. Nie potrafiłan ochronić żadnej z moich córek.
Wczoraj powtarzałam bete 8dpt 222
Epizod 8
HHE - epizod hipotoniczno-hiporeaktywny. Taki właśnie NOP nam się trafił 🤷♀️ niby niegroźny, nie pozostawia skutków ubocznych (podobno), ale wyglądał strasznie. W Internecie są informacje, że jak dziecko szybko wróci do siebie to nie trzeba hospitalizacji, no ale nie żałuję że tu jesteśmy.
Mam nadzieję, że faktycznie nic po tym NOPie Marysi nie będzie, chociaż...w ubiegły wtorek, jeszcze w izolatce, tak mi nagle zasnęła że nie mogłam jej dobudzić a tętno miała ok 80. Wyglądała jak nieprzytomna. Wezwałam lekarkę, a ta do mnie, że dziecko musi się wyspać🤦 No może panikuje, ale przecież wiem jak moje dziecko zasypia, śpi, jak reaguje na bodźce podczas drzemki, czy głębszego snu.
Czuje że coś jest nie tak, ale moze przesadzam?
Epizod 9
Przez tydzień taka sytuacja jw. nie miała miejsca aż do wczoraj...
Karmię sobie Marie łyżeczką. Kręci się, wydziwia, macha rączkami, odwraca głowę itp. Nagle się uspokaja, oczy przymknięte "niewidzące", macham jej ręka przed oczami, a ona mi odpływa. Przerażona odkładam ja na łóżeczko, dzwonię do Męża i oboje obserwujemy ja (mąż przez Messenger). Sam stwierdza, że córka wygląda jak naćpana. Oczy przymrużone, a po chwili zamknięte. Zero reakcji na potrząsanie. Ostatecznie uznajemy że śpi. Może się zmęczyła jedzeniem łyżeczka (???). Marysia oddycha miarowo, wygląda normalnie, tylko tak jakby mocno spała. Ma zamontowany Babysens pod materacem więc nawet ją zostawiam i idę do pokoju socjalnego na obiad. Pierwszy pełny ciepły obiad od tygodnia, bo tak to zjadam go zwykle na kolację, gdy Marysia zasypia.
Po ok. 1,5h Maria budzi się wyspana, radosna, jest ok. Nikomu nie zgłaszam tego incydentu.
Po ok 4h. Karmię Marysię cycem i gadam z mamą przez telefon. Marysia trochę przysypia, ale zachowuje się normalnie. Nagle otwiera oczy, patrzy na mnie i mam deja vu. Znowu mętny wzrok i mi dziecko odpływa. Klepanie po policzkach nie skutkuje niczym. Biorę ją na ręce i idę do dyżurki pielęgniarek. Pokazuje śpiące dziecko i mówię że nie mogę dobudzić. Dzwonią po lekarza dyżurnego, a w międzyczasie Marysia "przytomnieje". Wracamy na salę. Jest radosna, żywotna, ale p. dr zaleca jej na noc podłączenie do maszyny by badać tętno i saturację. Podczas głębszego snu tętno ok 80 (b. mało) ale poza tym wszystko w normie. Dzisiaj nasza prowadząca (nie złapaliśmy flow🤷♀️) kazała mi w rezie powtórki nagrać Marię i zostawiła ja podłączona pod ten sprzęt.
Mam wrażenie, że tu wszyscy zakładają że ja panikuję. No tak - dziecko oddycha, nie jest blade, sine, fioletowe, ani nie ma drgawek. Ja to rozumiem i mam nadzieję, że to tylko moje przewrażliwienie, ale kurdę - przecież znam swoje dziecko. Wiem jak się zachowuje jak śpi, jak zasypia, jak reaguje na hałasy podczas snu. To zachowanie Marysi bardzo odbiega od jej normy i uważam że mam prawo się martwić. Lepiej chyba tak, niż ignorować nietypowe zachowania, szczególnie po tym HHE.
Siedzimy jeszcze w szpitalu bo jutro mają Marii założyć holtera. Mam nadzieję że ostatecznie okaże się w czwartek, że jest zdrowa i wracamy najpóźniej w piątek do domku.
Na razie USG serduszka wykazało że jest wszystko ok. Ma tylko jakaś obręcz owalna otwartą, ale to podobno jeszcze jak na wcześniaka norma i do obserwacji za 8-10 mc.
Epizod 10
Po konsultacji neurologicznej wygląda też na to że wszytko ok. Na razie szczepienia wstrzymane na 3 mc a co dalej to neurolog zadecyduje. Zrobili przy okazji Marii USG przezciemiączkowe (fajnie bo przez koronę nie zrobiliśmy jeszcze) i też jest ok. Na EEG wyszło że ma jakieś skłonności padaczkowe, no ale to też nic znaczącego i tylko do obserwacji.
EEG udało się cudem, bo jak uśpić płaczące dziecko, które chwilę wcześniej miało bolesne nadanie. Znowu cyc ratuje sytuację i badanie się udaje💪
Natomiast EKG najdziwniejsza forma badania. Jako że Maria jest bezsmoczkowa to w gabinecie i przy kilku innych babach Marysia leży na kozetce, a ja nad nią pochylona z cycem na wierzchu karmię ją 🤣 bezcenne chwile bez prywatności, ale najważniejsze że badanie zrobione i jest git 😉
Epizod 11
Równolegle z diagnostyką poszczepienną mam jeszcze jedne problem, przez który bardzo się cieszę że tu trafiłyśmy. W życiu bym nie wpadła że Marysia ma ZUM😰 zero objawów. Nie wiadomo od kiedy go ma i skąd się wziął. Kiedyś przeszło mi przez myśl, że to przyczyna niskich przyrostów, no ale mąż stwierdził że przesadzam, że nie ma objawów, więc i ja odpuściłam, a tu taka niespodzianka. Zatem, Maria od tygodnia na antybiotyku dożylnym 🤪😧😰 To była pierwszą przyczyną naszego przedłużającego się pobytu, a potem doszedł jeszcze ten holter. I tak tu sobie mieszka z moją dzielna dziewczynką.
WTOREK 2 dc 34 cs
Miesiąc nie pisałam - tak wyszło, wróciłam do pracy i w nią się zatraciłam. Starać się staraliśmy - jak zwykle. Dodatkowo zrobiłam kolejne badania, ale jakoś na zasadzie "bo tak trzeba" "bo obiecałaś sobie, że powalczysz do końca".
Ostatnia miesiączka oczywiście przyszła. Po niej standardowo wizyta w Novum. Pojęczałam, że znowu się nie udało i wspólne ustaliłyśmy z prowadzącą, że to ostatni cykl. Potem przygotujemy się do inseminacji, którą pewnie wykona się w lipcu - w zależności jak szybko zrobimy badania. A potem już z grubej rury. Namawia mnie co prawda na próbę 2 inseminacji, ale ja nie chcę. Nie w tym wieku. Obawiam się, że to strata mojego czasu.
I tak właśnie dostałam miesiączkę - kolejną. Tym samym rozpoczynamy już staranie o tego małego sracza z pomocą medyczną. W przyszłym tygodniu wizyta kwalifikacyjna do inseminacji. Jak się uda to pobranie wymazów etc + lista badać dla męża. Ten cykl bez żadnych leków stymulujących.
Ale sukcesy są, tzn:
--> brak plamień ( juhu, już 3 miesiące )
--> wykonany immunofenotyp + NK
I tu bym poprosiła o pomoc. Dziewczyny ogarniające immunologię - wypowiedzcie się proszę. Ja w tej kwestii dopiero raczkuje. Niby wygląda to dobrze, ale zerknijcie:
CD3+ 78,98% ( ZAKRES REF. 56-86)
CD3+CD8+ 27,95% ( 13-39)
CD3+CD4+ 43,77% ( 33-58)
STOS. CD4/CD8 1,57 % ( 0,8-2,5 )
CD16+CD56+ czyli NK 13,16 % ( 5-26 )
CD19+ 7,44% ( 5-22 )
CD19+CD5+ 0,8% ( 3,6 - 23,9 )
LIMFOCYTY 30,8%
Hm....Jak myślicie?
Dodatkowo zaliczyłam konsultację lekarską u innego lekarza -niezrzeszonego z żadną kliniką niepłodności, ale znającą się bardzo na problemie. Generalnie chemii między nami nie było, ale nie tego oczekiwałam. Poszłam po opinię i ją dostałam. Wynik? Jeśli upieram się na zajście naturalnie to ona by zleciła laparo+ponowną histeroskopię+ponowną drożność jajowodów. I wtedy próby 3 miesięczne. Jeśli nie upieram się to in vitro. Moja przypadłość dodatkowa to bardzo wąskie wejście do szyjki, niby nie przeszkoda do zajścia naturalnego, ale nie jest to takie pewne.
I tak powoli to życie się toczy. Całe szczęście inne problemy nas omijają. I za to muszę dziękować.
- 2cs - 24dc -
Jestem na siebie trochę zła. Niby chcę wierzyć i wierzę. Ale zazwyczaj wiary mi wystarcza do kilku dni po owulacji. Kiedy zbliża się @ to jestem jak na szpilkach. Tu mnie zakuło, tam coś poczułam, to chyba małpa, no tak, małpa idzie, to na pewno małpa. I tak za każdym razem. I siedzę w swoich poprzednich wykresach i szukam jakiejkolwiek różnicy, która mogłaby odróżniać obecny wykres, od wszystkich poprzednich. I taka walka wewnętrzna, taki niepokój. Nie lubię takiej wersji swoich starań. Dziś temperatura wciąż wysoko. Obudziłam się o 4:20 i wynosiła 36,87°C. Poleżałam 40 min próbując zasnąć i sprawdziłam znów: 36,94°C. Nie wiem która jest wiarygodniejsza bo zwykle mierze o 5:00-5:30. No i dawaj w stare wykresy - ojej, jeszcze nigdy nie było tak wysoko w 24 dc, no tylko w tym szczęśliwym. Ale zważywszy na to, że dziś dopiero 9 dpo, no to nic nadzwyczajnego.. No i tak się męczę sama ze sobą.
Wczoraj wieczorem uznałam, że dam jeszcze pierś małemu. Trochę possał ale nie było mu łatwo więc poprosiłam męża, żeby szybko naszykował butelkę. Dobrze, że się kiedyś namęczyłam, żeby małego tej butli nauczyć. Tak czy siak, później, jak już się kładłam spać, to poczułam dziwne mrowienie w piersiach. Coś podobnego do tego jak się dziecko zasysa i mleko nagle tak falowo wypływa. Albo jakby piersi rosły, ciężko wytłumaczyć to uczucie. I tak sobie myślę.. Może to coś znaczy.. A może to tylko taka reakcja na to, że karmiłam po 3 dniach przerwy.. Ciężko wyczuć.. Tak czy siak jak zwykle wymyślam sobie te objawy ciążowe i nie jest mi z tym dobrze.. Ależ jestem ciekawa jutrzejszej temperatury. Najchętniej bym w ogóle olała to całe mierzenie w przyszłym cyklu, ale przez CLO i chęć podejrzenia owulki nie bardzo mogę..
Dzieciaczku, chodź już do mnie. Nie mogę się Ciebie doczekać 💚💛
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja 2020, 14:29
9 d.c.
8 dzień stymulacji.
Mamy 7+8 pęcherzyków, największe mają po 18mm, punkcja w już tą sobotę! 😯🍀🍀🍀
Witajcie dziewczyny jestem tutaj od niedawna
z moim M * staramy sie o dzidziusia , a w związku jesteśmy od 15 lat prawie , chęć posiadania dzieci od zawsze , ale tak na zasadzie uda sie to super ,a tak już na powaznie od stycznia 2020 bardziej od strony medycznej ( witaminy , kwas foliowy , itp) oraz częste wizyty u ginekologa ,najpotrzebniejsze badania do zrobienia przed ciąża przedemną oraz jeżeli to mogę tak nazwać " planowanie zajścia w ciąże w etapach " trafiłam wkońcu na wspaniałego lekarza , który na powiedzenie mu o endometriozie nieskładał rąk , nie mówil trzeba czekać , podjął konkretne kroki .
Aktualnie jestem na duphastonie przez 3 cykle potem zobaczymy , póki co ostatnia miesiączka 18 maja brałam duphaston od 16 dc do 25 dc a miesiączki brak .
Jutro chyba zrobię test chociaż niewiem czy nie jest jeszcze za wcześnie , czy może brak okresu to raczej efekt czegos innego .
Mam nadzieje że nie pisze jakoś bez składu i ładu wybaczcie jeżeli tak to właśnie jest to mój pierwszy wpis , aktualnie jestem na etapie wsłuchiwania się we własny organizm , obserwowania siebie swoich cylki , mierzenia temperatury .
Oczywiście wszystko ze zdrowym rozsądkiem bez ciśnienia .
Postaram się Wam pisac na bieżąco co u Mnie .
Pozdrawiam i przesyłam buziaki dla wszystkich staraczek , tym którym się udało i brzuchatek 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca 2020, 23:02
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2020, 23:07
Jesteśmy już po wizycie u dr W. Początkowo doktor zaproponował inseminacje ale stwierdziliśmy, że w naszym przypadku nie ma to większego sensu, a pieniądze lepiej przeznaczyć na badania pod in vitro. W kolejnym cyklu zaczynam więc stymulację. Chyba nadal w to nie wierzę, decyzję podjęliśmy dość szybko ale oboje jesteśmy świadomi że za długo to wszystko trwa a jak wiadomo in vitro nie daje gwarancji na ciążę. Mam całą listę badań, które muszę wykonać - plan jest a więc działamy! 🙂
Dodatkowo zrezygnuję z wizyty u dr P. bo nie będziemy u dwóch różnych lekarzy podchodzić do procedury. Na razie zostajemy w Krakovi i mam nadzieję że to dobra decyzja 🙂
Dziś szwagierka z małą wróciła do domu, wysłała mi film z tego jak jej starszy syn witał mała w domu... To byl taki piękny widok... Który najpierw mnie rozradował.. Ale potem??? Potem zadzwoniłam do mojej mamy która siedziała z dzieciakami moich sióstr i w słuchawce jak usłyszalam jak te maluchy wariują nie wytrzymałam już tego... 😭😭😭
38 do
Znów to samo.Mam zacząć stymulację a tu jak na złość nie przychodzi @.Chodze naminowana mój poziom wku....wienia osiąga poziom 100 %.Znow pojawia się myśl a jak nie przyjdzie?Czuje się jak bezużyteczny element.Jutro mamy imprezę rodzinna i będzie dużo dzieci.Trudne to bedzie.Nie potrafię zachwycac się dziećmi innych osób .Lapie się na tym ze może i trochę mnie irytują nie wszystkie oczywiście.Mysle tez czy finansowo wszystko poukładamy tak żeby było Ok.Za 9 dawek zastrzyków zapłaciłam 3600 a ile jeszcze?Nie wiem.
12t 4d
Dzis miałam usg 1 trymestru, wszystko w porządku, dzieciaczek rośnie zdrowo, jutro muszę jeszcze oddać krew do testu papp-a.
Mogłam nagrać filmik dla męża, dzieciątko się ładnie prężyło odsłaniając to co miało miedzy nóżkami
wiec najprawdopodobniej będzie to chłopak
oczywiście, może się jeszcze okazać, ze jednak dziewczynka, ale takie miałam przeczucia, tak by wypadało wg tradycji w rodzinie męża... Miałam jeszcze nadzieję, ze będzie córka, tak dla odmiany, córeczka tatusia, bo syn jest kompletnym maminsynkiem
Cóż będzie ich dwóch ❤️
Brzuszek jest już bardzo widoczny, nikt nie powinien wątpić, ze jestem w ciąży. U nas zaczyna się piękne latko, a wszystkie ubrania ciążowe oddałam szwagierce w miesiącu, w którym zaszłam w ciążę twierdząc, ze na pewno nie będę ich potrzebować przynajmniej do jej porodu. No cóż będę musiała coś kupić, by przetrwać do lipca 
Synek zaczął pięknie przesypiać noce, zdarza mu się jeszcze obudzić, ale szybko zasypia z powrotem. Chyba idą mu ząbki, czas na kły (potem zostaną tylko ostatnie zęby trzonowe przed rozpoczęciem ząbkowania drugiego dziecka 😅). Fifi ma gorsze dni, słabszy apetyt, jest marudny i łatwo się frustruje. Kilka dni temu sądząc, ze po prostu się rozkaprysił, źle zareagowałam na jego zachowanie, co skończyło się panicznym płaczem i ciężko mu się było uspokoić. Łatwo stracić nad sobą panowanie, nie zawsze potrafię odczytać poprawnie emocje, ich przyczyny... Czasem nie jest łatwo być mamą.
Jestem szczęśliwa. Wiem, ze może być ciężko z dwójka dzieci, wiem ze będzie ciężko, ale ufam ze damy radę i mimo kryzysów i ciężkich chwil będziemy szczęśliwi. Tego się będę trzymać 
26 dc
Dziś badania w Gdyni
Wyniki za dwa tygodnie.
Za miesiąc wizyta... Właściwie pierwsza na poważnie, w klinice ze specjalizacją "niepłodność"
Dziękuję Dziewczyny raz jeszcze 💜.
Zagadka ostatniego "mental breakdown" chyba się rozwiązała. Dziś mi się zaczął okres, w 20dc. Hormony widać tak szaleją, że jeszcze nigdy nie miałam tak rozregulowanego cyklu
Ostatni spóźniony, teraz przyśpieszony, PMS jak u psycholki. Ale w sumie co się dziwić, hormony, hormony, hormony, ciąża, poronienie i znowu hormony. Potem jeszcze estrofemu sobie dowaliłam. Ehh, niech to już wróci do normy.
Od dłuższego czasu zastanawiam się jak jeszcze mogę pomoc swojemu organizmowi aby był gotowy na dziecko, co jeszcze mogę zrobić aby poprawić swoją sytuacje..
Od ok trzech miesięcy wkręciłam się w rutynę picia oleju a raczej robię sobie mieszankę oleju z czarnuszki i oleju z konopi. Do posiłku łykam kwas foliowy, vit D a później acard z uwagi na częste poczucie ciężkości nóg (pomaga;))
Wieczorem pije jeszcze sobie sok ekologiczny z żurawiny. Staram się zdrowo odżywiać ale wiadomo ze czasami zgrzeszyć muszę 
Co wy stosujecie ? Jak naturalnie się wspomagacie i Jakie suple łykacie ?
Ściskam!
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja 2020, 23:27
Panietam jak dzis rozmowę z Iwoną sprzed czterech lat. To były jej pierwsze dni po powrocie do pracy po pierwszym dziecku.
- a tobie się tak opłaca jeździć codziennie do pracy? Skoro masz pół etatu to mniej wydasz na paliwo pracując 2-3 pełne dni w tygodniu.
- wiem, ale wtedy nie miałby kto odebrać dziecka ze żłobka
- no tak. Godziny żłobków i przedszkoli są do dupy.
- nooo
- a co z drugą zmianą?
- mąż też pracuje na zmiany. Ustalamy sobie grafik na zmianę.
- widujecie się wogole?
- rano. Zanim jedno z nas wyjdzie do pracy . Czasem raz na 2-3 dni. No i weekend.
- to mało . Smutne
- życie....
- nie wolalas jeszcze chwilę posiedzieć w domu na wychowawczym? (Babcia miała mało do emerytury)
- ojjjj nieeeee . Jak wracam do domu widzę na placu zabaw kobiety które już dłuższy czas sa w domu. Widzę jak nieobecne bujają huśtawka patrząc się pusto przed siebie. Cieszę się że ja mogę i mam do czego wracać.
Cztery lata minęły a mnie ostatnie zdanie dźwięczy w głowie do dziś. Nie wiem co wtedy jej odpowiedziałam. Pewnie nic.
Stałam się ta kobietą o pustym wzroku.
A Iwonka urodziła już trzecie dziecko.
Dziś jestem już inna osoba. Pamiętam że wtedy patrzyłam na nią lekko pobłażliwie bo powiedziała coś o byciu specjalista od trudnych dzieci. Przecież ma dopiero jedno i już taka z niej specjalistka... Nie słyszałam wtedy o high needach. Nic nie wiedziałam. Ale kiedy jakiś czas po porodzie wpadłam do pracy coś załatwić tylko Iwona podeszła i mnie objęła mówiąc że będzie lepiej.
Śmieszne bo w gruncie rzeczy prawie się nie znamy. Pracowalysmy razem raptem kilka tygodni sześć lat temu (wcale jej nie zapamiętałam) potem jej ciąża, wróciła na chwilę, znów ciąża. Potem ja w ciąży i znów ona.... Szkoda że dzieli nas jakieś 70km.
Nasz synek jest już z nami 🤍
Przyszedł na świat w 41+2 tc jako duuuży, prawie 4 kilowy chłop!
Jest po prostu idealny, a ja odczuwam miłość, jakiej do tej pory nie znałam. Gdy patrzę na niego łzy same napływają mi do oczu, bo dociera do mnie, że naprawdę wygraliśmy tę walkę.
Powolutku uczymy się siebie, nie chcę utracić żadnego z tych pierwszych wspólnych momentów. Jak troszkę ogarnę rzeczywistość to może napiszę tu coś więcej o porodzie. Trwał 29 godzin, więc jest co opowiadać!
Warto było walczyć 🩵

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 stycznia, 14:05
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.