33 dc.
Po urlopie... Było swietnie, spełniliśmy nasze małe marzenie, wypoczelismy aktywnie i poznaliśmy fajnych ludzi 🙂 teraz krótki powrót do pracy a w poniedziałek histero-laparoskopia! Nareszcie się doczekalam, dziś już dzwonili do mnie ze szpitala aby potwierdzić termin. Mam nadzieję, że nic nie wyskoczy po drodze bo nie chciałabym czekać następne pół roku 🙄. Dalej jestem na antykach, rzeczywiście @ nie przyszła, tylko od dwóch dni mam delikatne plamienia. Jak dobrze nie mieć okresu, ja tak poproszę na kolejne 9 miesięcy 😆 Odrobinę się stresuję zabiegiem, ale też jestem podekscytowana, że coś się wreszcie dzieje.
Wczoraj zszokowała mnie informacja, że koleżanka, która dopiero co urodziła pierwsze dziecko, teraz bierze rozwód. Widocznie nie można mieć wszystkiego... Czasem się boję o nasze małżeństwo, ile jesteśmy w stanie przetrwać? Czy nasza miłość będzie na tyle silna, gdy pojawią się kolejne kryzysy, by walczyć? Krótko po tym jak się dowiedziałam o koleżance, poszliśmy do kościoła. Było piękne kazanie, o małżeństwie właśnie... Takie historie uświadamiają mi, że nasze problemy to jest tylko kropka w kosmosie. Każdy, prędzej czy później dostanie po tyłku od życia, kwestia tylko, jak sobie z tym poradzi. My nie jesteśmy w żaden sposób pokrzywdzeni, bo nic nam się nie należy. Szczerze, cieszę się, że mamy to, co mamy.
O wszystko inne będziemy walczyć.
Jest miesiąc później. Nie jestem w ciąży.
Przez cały ostatni miesiąc było ok, było nawet bardziej niż ok, czułam się szczęśliwa, jeździłam dużo rowerem, odżywiałam się super, miałam mega dużo pięknego śluzu płodnego, naprawdę! Jeszcze nigdy do tej pory nie miałam takiego śluzu... plus test owulacyjny - kreska testowa niemalże czarna - temp. po owu pięknie skoczyła do góry, przez kilka dni (jakiś tydzień) prawie 37 a ostatni tydzień ponad 37... cykl inny niż do tej pory, czułam, że się udało... naprawdę to czułam... w dzień spodziewanej miesiączki temp. 36,5 - serio? No i okres. Nie mogę się podnieść do teraz a to już 6 dc i po krwawieniu... jest mi źle, ślęczę tylko na forum krążę już po staraniach z pomocą medyczną, in vitro i te sprawy, immunologia. Na niczym się tam nie znam
. I tak naprawdę nie chcę się na tym znać... już nie wiem, czy kiedyś będę w ciąży. Może będę, może nie... co mnie czeka? Często myślę, że nie wychodzi nam przez stres. Mąż ma stres ze mną (bo ciągle płaczę) i jego tato jest umierający... eh... życie. Wiem, że nie powinnam mężowi dokładać stresu, wiem to, a jednak wstaję rano i żyć mi się nie chce... o co chodzi? Taki śluz! Taki test! Cykle jak w zegarku! Hormony w normie! Co jest? Czemu to tak długo trwa?
Ah... od tego cyklu biorę clo... zalecenia lekarki z kliniki (wiem, jestem świrem, że już jestem w klinice, ale nie, nie będę czekać roku! Co jak po roku okazałoby się, że wyniki złe...? Rok zmarnowany!) za moją zgodą. Twierdzi, że polepszy moje owulacje, zwiększy szanse na ciążę...ale biorę tylko po pół tabletki - w sumie sama tak chciałam, no ale jak się naczytałam o przestymulowaniu to wolałam zacząć od połówki. Czy może owulacja pojawić się wcześniej przez clo? Oby! Mam monitoring w 13 dc, jeśli owu nie będzie szybciej przez clo to nie wiem po co tam idę, bo ja owulacje mam w okolicach 20 dnia!!!
No i standardowe zdanie na koniec: wszyscy mają dzieci.... wszystkim się udało. Tylko nie nam... jak żyć?
Mam same dobre wieści!! 💜 posiew z szyjki wyszedł czysty i zakładają mi pessar!! 💜💜💜 za kilka dni wychodzę do domu 💜💜💜
Miałam mieć dzisiaj założony, ale położna poszła do apteki szpitalnej mi go kupić, ale niestety akurat się skończyły i został zamówiony na jutro 💜💜💜 także jutro zakładamy i w tym tygodniu wracam do domku!! 💜💜💜
EDIT: Wzięli mnie z zaskoczenia na założenie pessaru 🙈 okazało się, że położna miała jakiś zajumany w swojej szafce 🙈 zostaje na obserwacji do środy 💜 w środę zostanie podany zastrzyk z immunoglobuliny na konflikt serologiczny 💜💜💜 i wracamy na urodziny do domku 💜💜💜
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2020, 17:43
8 t 0d
hej hej:)
dzisiaj rano byłam na wizycie.
wszystko jest dobrze. Serduszko 165 uderzeń, wzrost 1,45 cm. wg usg równo 8 tydzień.
mam założoną kartę ciąży! 😊
następna wizyta za miesiąc - jak ja tyle wytrzymam?! 😂 to se ne da 😂
dostałam skierowanie na NFZ na prenatalne 
brzuch już mi sporo urósł - rano nie jest źle, ale wieczorem spodnie są meega ciasne.
teoretycznie mam już sobie szukać prowadzącego ciążę i kolejną wizytę odbyć albo jeszcze w klinice, albo już u prowadzącego - moja wola.
Prenatalne mam zapisane na 24.06 więc zaraz po tym zapiszę się jeszcze do kliniki.
pozdrawiam Was cieplutko!
Lena
Udało się, kolejny transfer za mną.. od czasu ostatniego wpisu cały czas mieszane emocje - od złości po euforię. Teraz czekam i staram się 1. mniej stresować, 2. nie przepracowywać, nie szaleć. Trzymam kciuki i cieszę się że dostałam kolejną szansę.
19dc, 5/6 dpo
Dzisiaj jest nasza I rocznica ślubu. Z tej okazji byliśmy wczoraj na randce. Zabrałam męża na obiad do pałacu. Nie było tak klimatycznie i romantycznie jak myślałam że będzie, ale i tak było fajnie. Jedzenie dobre, mąż uśmiechnięty więc czego chcieć więcej
Dzisiaj niestety cały dzień spędzę sama. Usiądę z winkiem i będę wspominać oglądając zdjęcia ze ślubu i wesela. Czas tak szybko leci… już rok po ślubie, za 5 miesięcy będzie 7 lat wspólnego pożycia, a ja nadal zakochana jak nastolatka. Czasem jestem wredna i czepliwa, ale która z nas nie jest? Jest takie fajne powiedzenie: „Kobiety nie zmienisz. Możesz zmienić kobietę, ale to i tak nic nie zmieni”. Jak facet będzie Wam truł, że jesteście takie czy siakie to mu zacytujcie.
Zaczęłam od wczoraj brać luteinę i nie skupiam się na tym, który dzisiaj dzień cyklu. Musiałam liczyć jak zaczęłam pisać wpis. Nie będę się nastawiać, będzie co ma być. Śniło mi się wczoraj, że byłam w IKEI i chodziłam po dziale dziecięcym, oglądałam łóżeczka, tapety, przewijaki. Takie sny mogę mieć codziennie.
AAAa no i wczoraj usłyszałam pierwszy raz w życiu, że jestem gruba (od brata). Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, to był dla mnie komplement. Całe życie byłam chuderlakiem i przez długi czas ważyłam 55kg przy wzroście 178cm. Nie mogłam przytyć ani kg. Wysłuchiwałam komentarzy typu: „ty chyba masz anoreksję”, „jesz coś”, „musisz więcej jeść”, „wiatr cię jeszcze nie porwał?”, itp. Odkąd zaczęłam się leczyć na niepłodność zaczęłam tyć, nie wiem od czego. Teraz ważę 64kg. Taka waga mi odpowiada.
22dc
Byłąm na wizycie, godzina docelowa 13.15.... troszkę musiałam poczekać , ponieważ obsuwa była.
Ogólnie rzecz biorąc endometrium 6mm z haczykiem ale nie ważne. Jak zwykle ładna macica,co do endo ma tak być ze wzg na antykoncepcje. Jajniki mogą być.... choć mój lewy jajnik trochę się chowa , jest dłuższy niż prawy... musiała troszkę przycisnąć mi lewy bok, żeby na usg było widać, pytając się czy boli ….
Bolało troszkę, ale cóż przeżyję...
.
Zapisała mi Gonapeptyl Daily 0.1 od dzisiaj do odwołania. Mam dalej chudnąć , być na diecie, korzystać z pogody i mieć więcej ruchu.
Kolejna wizyta 9 czerwca
. Wtedy odbędzie się stymulacja właściwa.
Później będzie kolejna 16 i 18 czerwca . Przewidziana punkcja 20 lub 22 czerwiec... hmm… będzie ciężko zwłaszcza ze 20 jade na slub, ale zobaczymy czy w ogole 20.06 odbędzie się punkcja czy jednak później 
Zaproponowała mi ,że może przesunąć zastrzyki . Ale powiedziałam, ze będzie co ma być, a prace jakoś pogodze .
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2020, 16:19
Czekamy... czekamy na laparoskopię z histeroskopią i drożnością... W międzyczasie zrobiłam badanie KIR i z wynikiem trochę hmmm wpadłam w konsternację, bo wyszedł mi kir BX no i super, bo Mąż nie musi robić badania HLA-C , ale wyszło mi, że nie ma wszystkich KIRów (ponoć normalne), ale oczywiście jak to ja zastanawiam się czy mam wszystkie te które są potrzebne... Któraś coś by mi pomogła z interpretacją? Wrzucam zdjęcie wyniku: https://zapodaj.net/8fb79a757a05d.jpg.html
Z góry dziękuję za każdą pomoc z tym wynikiem
hmmmm..nie wiem czemu ale nie udało się dodać mojej drugiej ciąży...
Dzisiaj jestem w 34+5 zaraz zaczynam 36tc. Moje drugie dziecko również jest z az, to biologiczny brat Z. Nie przypuszczałam ze sie uda...i to tak bez problemowo..Generalnie podchodząc do transferu myślałam o tym tylko ze kiepsko będzie zostawić ten zarodek..że Z. będzie taki samotny..mój m nie chciał na początku drugiego dziecka..ale jako sie dogadaliśmy 
Do transferu miałam podchodzić w lutym, korona wszystko zmienił i przesunął i transfer odbył sie pod koniec czerwca. Radosć w dniu testu była niedoopisania..nawet do dzisiaj nie moge w to uwierzyć jak wracam do tego dnia..nie oszczędzałam sie jak w pierwszej ciąży..bo jak można sie oszczędzać przy mniejszym dziecku?? Ale na szczęście jakoś dotrwałam do tego momentu..ostatnie tygodnie sa dla mnie straszne gdyż wracam do wspomnień z porodu Z. Na szczęście jestem juz ciut dalej a moje drugie dzieciątko jest ciut większe już. Mam planowane cc, ale jeszcze nie wiem czy sie na nie zdecyduje jak dotrwam do terminu. Mały (tak tak będzie braciszek) wydaje sie byc zdrowym rozrabiaką, na pewno będzie inny niz jego starszy brat bo daje mi niezle popalić w brzuchu
. Jeśli sie wszystko dobrze ułozy to termin z cc mam na 1.03
Staram sie tu zaglądać od czasu do czasu ale jest ciężko..nie wiem czy to zbliżający sie poród czy bunt dwulatka sprawia ze mamy straszna mamoze, nawet do wc musimy chodzić razem...tata jest dobry ale tylko do zabawy, do usypiania i całej reszty tylko mamunia..
Co do rozwoju Z.- jest wcześniakiem i generalnie brakuje mu tych 1,5 miesiąca. Na szczęście nie ma żadnych poważnych komplikacji zdrowotnych. Łobuzuje ile sie da, biega, krzyczy, meczy kota (druga Elwirka sie z niego robi). Puszcza mu się mowa- o co bardzo drżałam bo okropnie bałam sie afazji i jakiegoś upośledzenia mowy..teraz oczekujemy etapu kiedy będzie go można odpieluchowac. Ale co najważniejsze..Kocham go nad życie i zrobię dla niego wszystko..
ps. myślałam ze to ja będę ta okrutną, zimna złą matka a tatuś będzie rozpieszczał i jest na odwrót..nie widzę awista poza moim synkiem!
Mam nadzieje ze uda mi sie zaglądnąć w późniejszym czasie i opisać jak to sie wszystko skończyło...przy 1 synku wpadałam do kalendarza i zapisywałam wszystkie wizyty u gina..czytając to ostatnio stwierdziłam ze to jest super pamiątka i żałuje ze w 2 ciąży tego rownież nie robiłam..no cóz..trudno..
32 dc. - Dzień Nie-Mamy
Dziś pozytywnie, brak jakichkolwiek objawów zwiastujących złowrogą @, ale niestety...
Popołudniu poczułam delikatnie, a teraz już zdecydowanie - bolą mnie mięśnie nóg i stawy głównie kolana i biodra.
Niby mam się nie łudzić, ale jakoś ten brak objawów, ładnie rosnąca temperatura, brak stresu, odpoczynek... Ale ten dzisiejszy dzień, to jutrzejsze święto...
Poczekam sobie pewnie kilka dni i... od nowa...
Ps. Też macie takie zwiastuny zbliżającej się @?
Mam wrażenie ze powoli wariuje. Mój instagram jest zasypany zdjęciami młodych mam albo kobiet w ciąży, do tego nie widuje się z mężem. Od kwietnia siedzę w domu i nie licząc jednego tygodnia u znajomych siedzę sama.
Fakt, że starania są niemożliwe i odroczone w czasie na nie wiem ile wcale mi w tym wszystkim nie pomaga.
Dodatkowo nie mam z kim o tym porozmawiać. Nie mam po prostu komu pisać o moich objawach ciążowych, nadziejach, smutkach. Moje koleżanki albo są szczęśliwymi mamami albo szczęśliwymi singielkami.
Postanowiłam rozprawiać się z niepłodnością etapami. Patrząc na nią z góry wyglada przerażająco: za dużo niewiadomych, potencjalna droga wydaje się za długa. Nie ma co się temu przyglądać. Trzeba tę drogę pociąc na kawałki I cieszyć się z małych sukcesów.
Dzisiaj usłyszałam ciekawe słowa mówiące o zwątpieniu, które zmieniły trochę moje spojrzenie na ten temat. Zwątpienie jest czyms normalnym i naturalnym dla każdego człowieka, na każdym etapie. „Nadzieja zawsze idzie w parze ze zwątpieniem”, tak jakby to były dwie strony tego samego medalu - to od nas zależy której ze stron będziemy przyglądać się dłużej.
Dalej nie wiem co przyniesie mi in vitro, czy dziecko czy nowe doświadczenia. Dobrze ze jedno nie wyklucza drugiego
) Cieszę się ze mogę wykonać kolejne kroki. Jeśli się nie uda otworzą się kolejne drzwi zwane immunologia. Może nie będę musiała do nich pukać, a może przyjdzie mi I je otworzyć... najbliższe dni to pokażą. Każde doświadczenie zbliża nas do celu, każdy wykonany krok pozwala wykonać nastepny. W niepłodności, a zwłaszcza na początku tych trudnych doświadczeń, chcemy zamienić spokojne kroki w bieg, przyspeiszyc czas, znać odpowiedzi na większość nurtujących pytan a niestety spotkanie z niepłodnością to nauka cierpliwości i czesto powolnych kroków. Mimo ze się boje jestem wdzięczna za każdy z nich, mniej I bardziej bolesnych... nadzieja przeplata się nieustannie ze zwątpieniem.
Po dzisiejszej wizycie wyniki badań mam następujące:
Estradiol : 2250
Progesteron : 0,4
Czuje się nad wyraz przyzwoicie dobrze, jedyny problem to ciasne spodnie :p
Pecherzyki ładnie podrosły wiec punkcja będzie już w czwartek. Jestem na granicy hiperstymulacji ale chyba wszystko zmierza w dobrym kierunku.
Wynik progesteronu tez jest zadowalający 
Endometrium 10 mm
Poprosiłam tez dzisiaj o embrioglue.
Jutro wjeżdżają ostatnie trzy zastrzyki 
Cieszę się ogromnie ze w porównaniu do niektórych miałam naprawdę mało zastrzyków... chylę czoła !
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2020, 23:52
ŚRODA
Dzień jak co dzień... tak by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka...
Nieeee... to by było zbyt piękne.
Wczoraj się zorientowałam, że nie starczy mi menopuru na dzisiejszą dawkę. Jak to możliwe jak wszystko było wyliczone co do joty? nawet sama liczylam i się zgadzało z moimi wyliczeniami. Więc jak to możliwe? Opcji jest kilka. Albo jakoś źle odmierzałam dawkę (bardzo mało prawdopodobne, bo na to mega zwracałam uwagę), albo po prostu w fiolce było za mało rozpuszczalnika (i raczej ku tej wersji bym sie skłaniała). No ale nei ma tego złego, znalazłam menopur z poprzedniej stymulacji, patrze data ważnosci jeszcze daleka, bedzie git. Gdzie tam bede dzwonic do kliniki... No wiec dziś rano wzielam zastrzyki. I tak sobie myślę... a mam kumpla ktory jest kierownikiem apteki, zapytam sie go o ten lek. Bo tak mi sie coś zaczelo kojarzyc, ze po otwarciu to moze ma krótszą datę ważności... Kumpel sprawdzil w swoich ksiązeczkach i mi pisze, ze 28 dni po otwarciu trzeba go zuzyć... a u mnie pół roku już mineło. To kumpel na to, że po takim czasie to tam już nie bedzie substancji czynnej, tak jakbym sobei wodę wstrzykneła... No i panika....! Telefon do kliniki, godzine nie moglam sie dodzwonic bo to z samego rana. W akcie desperacji zadzwonilam pod numer alarmowy na ktory (wiem!) nie powinnam dzwonić... Ale chociaż ktoś odebrał, zjebkę dostałam, prawie się popłakałam. Pani się chyba głupio zrobiło bo na koniec powiedziała, zebym się nei stresowała ze wszystko bedzie dobrze i żę dostrzykniemy brakującą dawkę, żebym ostrożnie jechała bo z daleka jestem... Oczywiśćei przez to wyjechałam spóźniona, na drodze jak nigdy jakiś korek, wypadek czy cholera wie co. Już mi się opóźnienie zrobiło. Nie dość, że za późńo wyjechałam to jeszcze obsuwa w trasie.. dojechalam pół godziny po czasie, wbiegam zziajana... a tam kolejka jak cholera do zabiegowego! Nigdy nie było żadnych kolejek to dzisiaj musiała być i to aż taka. No nic trudno, czekam. Panie w zabiegowym co tak późno, nie wiadomo czy zdązą być wyniki itp
masakra. Poszłam na obiad do knajpki do której codziennie chodzę, bo jest obok novum... i co tam tym razem? Jak nigdy nie czekam, tak dzis czekałam na obiad i nie zdazyłam go zjesć, bo już musiała leciec na wizytę. No jak pod górkę to pod górkę, nawet zjeść nie dadzą
No ale dobra. Poleciałam do przychodni. Przed wizytą to aż drżałam ze stresu. Weszłam do jaskini lwa 
Na szczęście wizyta mega miła, doktor nei robił problemów z wypisaniem dawki kolejnej tego menopuru. Stwierdził, że przedłuzamy stymulację bo lewy jajnik jest w tyle. Będzie więcej komórek dzięki temu, inaczej moze być tak, że wynik będzie taki sam jak ostatnio. Kosztem tego, że nie bedzei świeżego transferu. Endometrium troche za grube i niestety nieprawidłowe. Więc i na tym poziomie też lipa. Hormony juz dzisiaj na granicy, jutro na pewno jeszcze skoczą. Ryzyko hiperki. Punkcja w sobotę. Dziewczyny ogromnie Was proszę o kciuki od soboty przez 6 dni, żeby coś dotrwało do blastki...! Na razie wstępny plan taki, że mrozimy 3 kom, reszte hodujemy do blastki, ale to jeszcze zobaczymy ile będzie komórek dojrzałych i czy faktycznie będzie z czego wybierać. Doktor liczy na 10 kom do zapłodnienia. Ambitnie 
No to stres opadł, wszystko spoko. Miło, przyjemnie. Moge poczekać miesiac czy dwa na transfer, jeśli dzięki temu bedzie na co czekać
no to wracam sobie już spokojnie do domu. Patrzę google maps pokazuje 3 trasy. Na kazdej jakiś korek. Wybrałam jedną. Nie wiem czy słusznie. Tam jakiś wypadek. Przez pół godziny stałam i nic nie ruszało do przodu. Można było sobie książkę poczytać
potem coś ruszyło. Jadę jadę, jakąś wsią. A tam taka sytuacja nagle. Jadę ja, z naprzeciwka TIR i z podporządkowanej drogi od strony TIRa wyjeżdza na rowerze dziadek tuż przed TIRem i skręca w lewo tuż przede mnie, ja się już zblizam do TIRa i dziadka i dziadek nagle FIK pod koła tego TIRa!!! Ja patrze przerażona, po hamulcach i tylko widzę jak to ogromne koło od TIRa rozjedzie za chwile dziadkowi głowę!!!! ALe TIRem jechal jakis mega ogarniety gosc i zauwazyl co sie dzieje i zjechal na bok do rowu i tym samym ocalil dziadkowi życie!!!!! Ja w szoku, gosc z TIRa w szoku, zablokowalismy trasę, wyskoczylismy w jednym momencie z aut i lecimy do dziadka. Ja sie pytam czy nic mu nie jest, czy dobrze sie czuje. Taki starszy dziadek, mowi ze mu sie w głowie zakręciło i upadł. NA szczęscie głową nie uderzył o drogę bo by trzeba bylo wtedy na pewno karetkę wzywać. no ale schylam się nad dziadkiem i czuję, od niego alkohol, taki przetrawiony
dziadek się zarzeka, ze nie... nic nie pił itp. Gadał normalnie, nei wygladal na pijanego, ale chyba do końća trzezwy nie był, a ja na alkohol jestem wyczulona. Próbowałam dziadka podniesc, ale nei mialam tyle sily, podnieslimy go razem z gościem z tira, na bok odstawilismy i zabronilismy mu jechac na rowerze, ma prowadzić rower obok siebie. Gość z TIRa wystrachany na maksa, pyta czy widzialam ze on go nie potracil, ze sam sie wywalil. Tak widzialam całą sytuację doskonale. Wziął ode mnie numer tel na wszelki wypadek gdyby był jakis przypał. Dałam numer. Masakra. Ale ja się też zestresowałam. Teraz mysle, że mam nadzieje ze gość nie mial jakeigos koronawirusa bo ja mam punkcje za 3 dni! Boshe co za dzień... dobrze, że szczęśliwie dojechalam do domu bez żadnego szwanku bo dzisiaj to jeden z tych dni co lepiej nigdzie nie wychodzić... Eh przygody... Jestem już wypruta z wszelkiej energii...
Jutro mąż mi obiecał wypad na jakiś zamek i pochodzenie po skałkach i lody
w ramach nagrody, że przetrwałam dzisiejsze przygody
teraz tak sobiemyślę, że dobrze, że mi koło nie odpadło po drodze, bo jeszcze tego by mi brakowało 
17 ms starań, 10 dc, 1 dzień do punkcji
Ostatnie 24 h były dla mnie CHOLERNIE stresujące...
Rano na usg było jeszcze super. Pęcherzyki pięknie podrosły od 17 do 20 mm. Większość w rozmiarach 18-20 więc genialnie, idealnie. Endo 9,5 mm mniej więcej. I niespodzianka. Lekarz naliczył 16 (!) a nie 13 pęcherzyków rokujących. 🙊 wyznaczenie punkcji. Niedziela 24.01.2021, 8:00.
Potem pobranie krwi, hormony i badania do punkcji. I zaskoczenie. Mocz tez 🤷🏻♀️. Kolejne zaskoczenie. Brakuje nam jednej umowy. Na szczęście tej o mrożenie oocytów, więc podpisy męża nie będą potrzebne. Dostałam umowę do wypełnienia, a tu zonk. Lekarz musi podpisać. No to czekam do niego. Ma pacjetnke. A ja musze jeszcze szybko jechać kupić leki na zakończenie stymulacji, ale też do wzięcia na cito Cetrotide jeszcze. Pierwszy stresik, ale ok. Opanowany. Nawet szybko wyszła babka. On podpisał. Lece do apteki, robie zastrzyk.
Czekam na wyniki z krwi. Mam podesłać hormony bo od wyniku zależy czy mam podać oprócz ovitrelle jedną czy dwie ampułki gonapeptylu. Godzina 16 wyników dalej nie ma... no to atres znów rośnie bo o 20:15 musze podać leki. Równo 20:15.
Jest! 17 mam wyniki. Szybki sms, szybka odpowiedź. 2 ampułki gonapeptylu. Ale drugi zonk. W moczu LICZNE BAKTERIE. I co teraz? Czy to coś zmienia? Przecież to nie była jałowa próbka... Szybki sms z upewnieniem się. Odpowiedź. Mam się nie martwić. Błąd pomiaru. Idziemy zgodnie z planem.
20:15 podaje leki. Gonapeptyl boli jak cholera. Miejsce wkłucia z czerwonymi plackami. Po 1,5 h nagle reakcja... Brzuch wzdęty, problemy z oddychaniem, uderzenia gorąca. Czuję jakby ktoś usiadł mi na klatce piersiowej. Ze stresu ciśnienie milion więc dochodzi szybka akcja serca. Czekam. 1,5 h nie pogarsza się. Jest lepiej. Lepiej mi się oddycha już. Serce dalej szybko bije ale to już chyba ze stresu. Wykończona zasnęłam. Rano pobudka z lekkim bólem głowy, ale przeszło. Reszta w porządku. Uff. To była pierwsza reakcja na nowy lek. Może na kombinację z ovitrelle.
Telefon z kliniki. Wyniki krzepnięcia krwi rozjechane. Mam pojechać powtórzyć. Więc jadę. Okazuje się, że zlecił mój lekarz. Układ krzepnięcia robiony pół roku temu identycznie rozjechany. Wyniki z dzisiaj, tak samo. Już kiedyś to konsultowałam „taka moja uroda”. W funkcjonowaniu nie ma zaburzeń, krew krzepnie mi zawsze normalnie.
Sms do lekarza. „Ciekawe”. Wyniki nie odbiegają aż tak od normy, żebyśmy nie mogli zrobić zabiegu. Poziom stresu i tak wysoki sięga zenitu. Skoro to tak istotne badania czemu robi się je na 2 dni przed zabiegiem?!
Ostatecznie albo z nerwów, albo stresu albo od hormonów skoczyła mi temperatura. Jestem po prostu umordowana. Albo przeziębiona.
Chcę, żeby wyciągneli już te jajka. Chce się już obudzić po. Z moich hodowanych jajek, nie bez wyrzeczeń, zmęczenia na stymulacji przez ostatni stres nie wiem czy cokolwiek będzie... zestresowałam je na maksa.
A do tego strach przed punkcją jako taką... kobiety przechodzące przez ivf to bohaterki. Cholerne superwoman.
Trzymajcie kciuki za te jajka. 🙏🏼 Jeszcze dzieciaków z nich nie ma, a ja już im zafundowałam takie emocje 😔
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2021, 18:34
29 dc
Nie bolą mnie piersi tak jak zawsze przed okresem. Śluz jest biały gęsty i kremowy.
"Ze wszystkich kobiecych praw, najwspanialsze jest bycie mamą"
Cóż za piękne stwierdzenie.... Szkoda, że nie może się odnieść do wszystkich kobiet, pragnących tego wspaniałego daru.. Wczoraj był mój 2 dc.. Okres w tym miesiącu postanowił przyspieszyć i zaatakowac ze zdwojoną siłą.. Po południu juz myślałam że coś się ze mną dzieje.. Takiego krwawienia dostałam że aż w szoku byłam... W ciągu 15 minut musiałam 2 razu podpaske zmienić, już myślałam o pojechaniu do szpitala, ale na szczęście się opanowało... Nie wiem czemu aż tak obficie @ dała mi popalić.. Najpierw wyleciał skrzep wielkości ze 4 - 5 cm.. A potem te mocne krwawienie. Gdyby nie to że mój mąż nie ma plemników w nasieniu pomyślałabym o tym że mogłam być w ciąży i że to było poronienie.. Ale nie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 maja 2020, 08:58
To już mój drugi dzień matki! Chociaż ten pierwszy był taki nieśmiały, tydzień po pozytywnej becie, prawie dwa tygodnie przed pierwszym spotkaniem na usg ❤️
Dziś moje największe Szczęście od rana się do mnie uśmiecha, a aktualnie smacznie śpi na drzemce ☺️😴
Zdaję sobie sprawę, że ten wpis może być tu na OF trochę "nie na miejscu"(?) ale w końcu to mój pamiętnik, a przede wszystkim, to dowód, że cuda się zdarzają ☺️
20dc, 6/7 dpo
Chyba mam problem. Wyszła mi opryszczka na wardze. Nie jestem pewna czy to to, bo nie boli, ani nie rośnie. Pojawiło się wczoraj wieczorem, trochę mrowiło, a dzisiaj już jest ledwo wyczuwalne i dużo mniejsze. Możliwe, że to opryszczka? Kupie sobie jakiś lek/plaster tak na wszelki wypadek. I tu właśnie pojawia się mój problem, bo nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek już miała to dziadostwo, a na początku ciąży jest bardzo szkodliwe jeżeli występuje po raz pierwszy. Dowiem się za parę dni czy jestem w ciąży czy nie. Póki co nie będę się martwiła na zapas bo i tak nic nie zmienię.
Dzisiaj Dzień Matki. Może jestem najgorszą córką jaką można mieć, ale nie zamierzam składać życzeń swojej. Wczoraj mieliśmy I rocznicę ślubu, dostaliśmy życzenia od teściowej, od mojej babci, od szwagierek, prawie od wszystkich, którzy uczestniczyli z nami w tym ważnym dniu, a moja matka co? Zadzwoniła wczoraj żeby mi powiedzieć, że w lidlu jest promocja na mięso!! To nie jest tak, że ona nie obchodzi żadnych okazji.. obchodzi, ale tylko swoje! Dzisiaj też pewnie liczy, że przyjadę z kwiatami, ale ja nie mam jej za co dziękować. Nie potrafię z nią rozmawiać, ona mnie nie słucha, nie stara się zrozumieć ani pomóc, tylko ocenia i nakazuje co mam robić, a jak postępuje inaczej niż ona mówi to już jestem ta zła.
Może dane mi będzie kiedyś obchodzić to święto. Nie chciałabym być dla swojego dziecka taką matką jaką ja mam, chociaż wiem, że to nie jest prosta rola. Postaram się zrobić wszystko żeby moje potomstwo mnie kochało i szanowało.
Objawy: opryszczka, ból jajnika, wieczorny/poranny ból kręgosłupa, ból głowy, osłabienie, dużo śluzu
14 dc
Dzisiejsze wyniki badań wyszły jeszcze gorsze niż z soboty.
Glukoza na czczo 106 mg/dla
TSH 2,695 uIU/ml
Zrobiłam jeszcze insulinę i jest 7,90 uIU/ ml
Wskaźnik HOMA 2,07
Dzisiaj byłam na wizycie. Gin powiedziała że TSH jest na granicy ale do przyjęcia, natomiast musimy zbić prolaktyne i znowu dostałam dostinex, a jutro idę do Endo (o ile mnie jeszcze przyjmie bo miałam małe spięcie z paniami w recepcji, które nie chciały mnie zarejestrowac na jutro, mimo że im mówiłam że 5 min wcześniej rozmawialam z Endo i kazał się rejestrować, a same jak byłam w południe pytać czy endo przyjmuje nadprogramowe osoby, kazały do niego dzwonić.🙄) No i tak, mamy za chwilę czerwiec a na pierwszej wizycie do in vitro byliśmy w styczniu 😱 wtedy miałam wyobrażenirr, że w maju to ja już będę w ciąży. A tu nawet nie wiadomo kiedy zacznę stymulację. I tak jak pisałam wcześniej moje plany przy in vitro mogę sobie wsadzić w d...... Dostałam kolejne opakowanie tabletek anty, i jestem umówiona w 13 dc (przynajmniej dzięki tabletkom wróżenie kiedy może być @ odpadło) czyli 23.06 na wizytę u gin. I już nie będę pisała że liczę na rozpoczęcie stymulacji na początku lipca bo jak pisałam wyżej moje plany nie działają w tym przypadku. Gin nie przejęła się za bardzo moim wynikiem glukozy 🤔 nie wiem czy endo o tym mówić?? Na pewno jeszcze bardziej będę uważała na to co jem, akurat mam miesiąc na poprawę tego wyniku. Jedyny plus w tym wszystkim taki, ze moge spokojnie robić projekty w pracy, mam je skończyć do końca czerwca (taki mam plan 😁 a wiadomo jak u mnie z nimi jest). I już nie wiem sama czy jest mi smutno, przykro że tak wszystko wychodzi czy jestem wkurzona. Chyba wszystko na raz. Czuję podniesienie TSH jestem śpiąca popołudniami, zaczynaja mi włosy wypadać, jestem zmęczona i często mam doła.
Ale jesteście Wy i zawsze mi pomożecie, podpowiecie i podtrzymacie na duchu, więc się nie poddaje i mimo spadków nastroju będę walczyła dalej.
Ciąża zakończona 26 maja 2020
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.