8dc
63cs
Zapisałam się na piątek do gina.
Chcę zrobić tylko USG. To będzie mój 12dc. Chcę wiedzieć czy na pewno mam owulacje.
W styczniu miałam ładne pęcherzyki (2 !) endometrium 11,4 mm. Wtedy dostałam Pregnyl na pęknięcie.
Bo co z tego, że badania, suple i leki jak nie ma owulki ? Podpytam go o HSG czy już robią (wątpię).
Jak zrobię pozostałe badania z immunologii, załóżmy, że dostanę leczenie to co mi z niego jeżeli mam niedrożne jajowody ?
Chyba z tego wszystkiego tego najbardziej się obawiam. Plus jeżeli nie będzie się dało nic z tym zrobić to będzie to koniec starań.... ehhhh
Jeżeli będę przed owulką (w zeszłym cyklu prawdopodobnie była w 12dc, po testach i temp) to chciałabym się wbić jeszcze na poniedziałek na USG.
Chciałabym, żeby mi ogarnął jakiś plan, bo mi zaczęło już ostatnio na głowę siadać.
Ten kurczący się czas pokrzyżował mi wszystko.
Nie ma już starania się na luzie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2020, 18:35
12dc
63cs
Dzisiaj miałam skok temperatury. Ovu od razu zmieniło mi dzisiaj dzień jako "niepłodny" wtf ?
okazało się, że owulkę mi wyznaczyło przerywaną linią w 9dc. No co do cholery !
byłam dziś u gina
i co się okazało ?
że jestem po owulacji !!! what what what ?!?!?!?
jest ciałko żółte i płyn. No tego się tak do końca nie spodziewałam, że rano w 12dc będę już po.
Bzyk był w 8 dc i w 11dc (10dc miał być ale mój nie chciał).
Endometrium mam 8,3mm więc takie raczej nie super. Lekarz powiedział, że na granicy.
a teraz lepsze wiadomości (sarkazm)
prawdopodobnie mam polipa na macicy !
lekarz powiedział, że nie jest pewien na 100% i trzeba przyjść zaraz po krwawieniu.
I że polip może utrudniać zajście w ciążę. I jak się potwierdzi to trzeba wyciąć.
Zapytałam czy jak tak wyjdzie to czy jednocześnie mogą mi zrobić HSG, powiedział, że tak.
Dziewczyny z mojego wątku mnie jednak pocieszyły, że może się złuszczyć razem z miesiączką i znają dziewczyny które po wycięciu polipa zaszły zaraz w ciążę. Tego się trzymamy.
O to HSG pytałam już na samym początku wizyty, Kiedy wróci. Powiedział, że od czerwca robią.
Mówiłam mu, że chcę zrobić najszybciej jak się da. A potem wyszła ta sprawa z polipem.
Czy te kłody pod nogi się kiedyś skończą?
PIĄTEK
Od jutra gonal... 😬 😵 Co to bedzie, co to bedzie 😜
Przyszły wyniki badań mutacji. Okazało się, że mam oba warianty MTHFR - heterozygota, oraz PAI-1 4G hetero. Czyli wiadomo, że nie przyswajam kwasu foliowego w zwykłej formie. Od blisko dwóch miesięcy biorę już formy metylowane witamin, także mam nadzieję, że powoli rekompensuję braki w moim organizmie.
W międzyczasie, dostałam drugi okres po zabiegu - hura!
Nadal walczę z jelitem grubym... W internecie przeczytałam, że mogę mieć kandydozę jelita grubego. Poszłam więc do lekarza, po receptę na leki. On jakoś za bardzo nie znał się na kandydozie, więc leków na to mi nie dał, tylko przyczepił się do mojego IBS i na to dał receptę. Więc nadal jestem sama na polu bitwy z moim jelitem... Póki co wykluczyłam całkowicie węglowodany i jest o niebo lepiej. Ale są jeszcze dni, kiedy nie czuję się dobrze. Jednak jest ich mniej niż było.
Zapisałam się do gina na wizytę. Po zabiegu nie miałam robionego USG, bo odwołano mi wizytę przez pandemię, więc teraz nadrabiam zaległości. Akurat będę w połowie cyklu, więc przy okazji zobaczę, czy jest pęcherzyk. Zastanawiam się czy wykonać od razu tą biocenozę? Koleżanka z forum poleca wykonanie badań na Mycoplasmę, Ureaplasmę i Chlamydię. Badania te kosztują 300zł. Przy tej cenie i przy braku dolegliwości, to raczej nie widzę sensu, żeby je robić.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2020, 09:53
1 dc.
Wyraża więcej niż tysiąc słów.
A jeszcze @ kazała na siebie czekać i maltretowała tymi oczekiwaniami...
Prawdopodobnie 1 dc
To jeszcze chyba nie 🙈 ale już plamie zaczynam nowy cykl jest postep bo bylo smutno tylko przez pare godzin potem powrót do normalności. Pierwszy cykl po histeroskopii z laparoskopia. Zaczynamy od nowych leków. Plan zdrowo sie odzywiac pic duzo wody oraz nie zamartwiać się na zapas
Otrzymałam już informacje z laboratorium. Wydawać by się mogło ze dobre ale uległam złudzeniu własnych oczekiwań....
Moj lekarz i lekarz wykonujący punkcję mówili żebym nastawiła się na transfer świeży, ponieważ wyniki badań i moje samopoczucie wskazywały na brak przeciwwskazań. Jednak kiedy mój lekarz dowiedział się ile rzeczywiście pobrano mi komórek (w dniu punkcji nie było jej w klinice) to wraz z embriologiem wolały nie ryzykować. Zaskoczył mnie zatem bardzo telefon z laboratorium bo nikt nie uprzedził mnie o mrożeniu zarodków...
I braku świeżego transferu bo tak jak lekarze kazali przyjmowałam już duże dawki progesteronu itd.
Skontaktowałam się z moim lekarzem, który wyjaśnił mi ze istnieje za duże ryzyko po tym jak pobrali mi aż 24 komórki (!!!). Zgodnie z ustawa do zapłodnienia wybrali 6, z czego zaplodnilo się 5. 9 oddali do dawstwa zgodnie z moja prosba a reszta została poddana utylizacji.
Boja się ze wystąpi hiperstymulacja po podaniu zarodka... tez jestem zdania ze najważniejsze jest bezpieczeństwo, zdrowie i osiągniecie upragnionego celu, ale mimo wszystko musiało skończyć się płaczem przez to ze nastawiłam się już na ten świeży transfer...
Ale cóż, zbieram się do 💩, zmniejszam dawki luteiny i czekam na @.
No i oczywiście czekamy na dalsze wieści od embriologa
jakże bym mogła o tym zapomnieć :p
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2020, 19:41
1dc
Dzisiaj juz moge napisac, że jest pierwszy dzień cyklu niepłodność znowu sprowadziła mnie na ziemie.
25dc, 11/12dpo
Obudziłam się dzisiaj w innym łóżku. Jesteśmy u znajomych. Wczoraj zrobiłam test żeby wiedzieć czy mogę się napić. Biało. Chyba nie spodziewałam się innego wyniku, zawsze to samo, straciłam już nadzieję. Od rana pobolewa mnie brzuch, we wtorek powinnam dostać okres.
Mój mężczyzna był w piątek oddać nasienie, to jego trzeci raz, jestem z niego taka dumna, że nie protestuje, że działa. Za 3 tyg wynik, nie mogę się doczekać.
A ja spróbuje się umówić do immunologa.
Bliska mi osoba z rodziny podesłała niedawno artykuł o kobietach, które żałują, że mają dziecko. Zaszły w ciążę, bo czuły presję i teraz są nieszczęśliwe, albo są w nim opisane historie o kobietach, które nie czują instynktu macierzyńskiego, nie mają dzieci i są z tego powodu piętnowane. Ta osoba wie, że staramy się o dziecko i nam nie wychodzi. Pytam się jej, po co mi to wysłała. A ona na to: poczytaj bo tu piszą jak jest naprawdę. Czyli przekaz jest taki: macierzyństwo to ciężka sprawa i po co się w nie pakować. Sama ma 2 dzieci i pomoc z każdej strony (pomoc, czyli pranie, prasowanie ogarnia jej mama, gotowanie często też, jedno dziecko praktycznie cały czas przebywa u jednych dziadków, dziadkowie są na każde zawołanie itp.). Czasami śmieję się, że powinna sobie załatwić stopień niepełnosprawności, bo zachowuje się jakby posiadanie dzieci było najtrudniejszą rzeczą na świecie nie dostrzegając, że inni też mają dzieci i sobie radzą bez tej pomocy, którą ona otrzymuje. Tak, czy inaczej przykro jest mi, gdy w teorii osoba, która powinna mnie wspierać podsyła mi takie artykuły. Czy ona myśli, że nie będę nadawać się na matkę? Albo próbuje mi wmówić, że macierzyństwo jest straszne i żebym się w nie nie pakowała? To z drugiej strony po co ona zdecydowała się na 2 dziecko, skoro jest jej tak ciężko (mimo takiej pomocy, na którą większość rodziców nie może sobie pozwolić). Może myśli, że ona daje radę, ale ja już nie podołam? Nie chcę z nią nawet zaczynać tematu, bo to bez sensu. Ale muszę to z siebie wyrzucić, bo zabolało mnie to. Nie chcę jej pokazać, że mnie to ruszyło. Mam z tą osobą bardzo skomplikowane relacje i chyba to się nie zmieni. Jedyne, prawdziwe oparcie mam w mężu i jego rodzinie. Moja rodzina żyje życiem tej osoby i tylko jej problemy się liczą. Co tam nasza niepłodność, ta osoba to ma ciężko, bo ma dzieci...
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 maja 2020, 10:18
18+0
5 kg na plusie (dużo 😳 ale podobno nie widać
)
Dawno mnie tu nie było, a czas szybko ucieka i za chwilę będę w połowie ciąży. Nie do wiary!
Czuję się dużo lepiej niż w I trymestrze, wyniki miałam dotąd wszystkie w normie, ostatnią wizytę miałam ponad 3 tygodnie temu i dowiedziałam się na niej, że prawdopodobnie będziemy mieć synka
dlatego pierwsze ubranka już zakupione, dostałam też sporo ubranek od koleżanki
Także powoli rozpoczęłam kompletowanie wyprawki, choć nastawiam się na wszystkie zakupy w lipcu/sierpniu, planuję wtedy być już na zwolnieniu
Za ponad dwa tygodnie kolejna wizyta, mam prawie 6 tygodniowa przerwe teraz i troche zaluję, już się niecierpliwię 
A potem chyba połówkowe usg, mam nadzieję, że juz maz bedzie mogl ze mna pojsc na wizyt, zobaczymy
24 dc
Niestety Anusla ale moje miasto nie jest aż tak duże. Najszybciej dostanę je we Wrocławiu a to 50 km drogi 🙂 W moim tesco brak smaku chałwy 😭
Niebawem gdy pogoda się poprawi to zrobię rundę po mieście i lodziarniach, chociaż gałka lodów to nie to samo co pudełko.
Dzień Matki minął nijak, uroniłam kilka łez, zastanawiałam się dlaczego akurat my 🙄🤷🏻♀️
Dzis jeden z fajniejszych dni w roku. Idziemy na urodziny i będzie 🎂 Ja po prostu uwielbiam torty! Za półtorej godzinki będę się delektować.
Ten cykl jak każdy kolejny nie przyniesie pozytywnego finału. Byłam chora, teraz jest już ok, ale po prostu wiem, że nic z tego. 😢 Może mój mąż zrobi w czerwcu wyniki nasienia. Chociaz bardziej pasowałby mi lipiec. Bo chce by jeden wynik miał z ciepłego miesiąca a później po 3 miesiącach gdy jest chłodniej.
6dc
Dziewczyny został miesiąc do rozpoczęcia. Strań. Cytologia zrobiona w styczniu. Badania krwi i cukru w lutym. Cykle regularne tak samo jak owulacja.
Postanowienie zajścia w ciążę w 2020 mogę zaznaczyć jako nieudane. Nie miałam za dużych nadziei na ten cykl - znam już chyba aż za dobrze swoje ciało. Mój mąż był pewien, że grudzień. Ja jestem pewna że 2021.
Coraz więcej myślę i czytam o in vitro. Tak bardzo chciałabym żeby się udało. Jesteśmy już oboje wykończeni psychicznie. Ten rok był okropny dla wielu ludzi i na prawdę czuję potrzebę żeby się skończył.
2021 - bądź dla nas łaskawy. Styczeń powtarzamy badania i jedziemy do androloga. Luty ja mam wizytę w klinice. I w idealnym scenariuszu w marcu staramy się o dofinansowanie, a w kwietniu podchodzimy do procedury. Jak będzie? Okaże się.
A teraz już na spokojnie, bez wmawiania sobie symptomów mogę odpocząć w święta. Życzę Wam wszystkim dużo radości, wspaniałego, rodzinnego czasu i mnóstwo nowego zapału do walki w nowym roku
Marysia dziś wkracza w 5 miesiąc, albo 4 korygowany. Nie wiem jak ten czas szybko mija, podczas gdy starania ciągnęły się w nieskończoność!
Już dzisiaj tęsknię za pierwszymi tygodniami, które mam wrażenie że nam odebrano. Po pierwsze 3 tyg. w szpitalu, a po drugie czuję niedosyt spowodowany brakiem doświadczenia w postępowaniu z noworodkiem. Położne mówiły że mam dziecka za często nie przystawiać do piersi bo się zmęczy i będzie mniej chętna na pierś🤦 dobrze że chociaż intuicyjnie ją dużo tuliłam i spała często na mojej klacie❤️
Dziś wiem, że powinnam ją niemal permanentnie karmić dla rozbujania laktacji, dla bliskości. Dziś też nadrabiamy i uwielbiam te chwilę jak siedzę w fotelu (uwaga! nie sądziłam, że w naszej małej sypialni jeszcze się coś zmieści, ale mój kręgosłup domagał się wygody i od paru dni mam wygodny fotel z Ikei 🙃 może niekoniecznie wyspecjalizowany do karmienia, ale i tak lepszy niż siedzenie na skraju łóżka w nocy) i tulę Marysię, a ona sobie je.
Dzisiaj chyba pierwszy raz na prawdę się najadła 🙈 bo nagle oderwała się od piersi i zaczęła się do mnie bosko uśmiechać. Odpłynęłam z miłości ❤️
Za to w nowy miesiąc życia córka weszła z przytupem. W ubiegłą noc budziła się co godzinę (do tej pory były dwie pobudki - koło północy i ok 3 nad ranem) a teraz jeszcze nie śpi, podczas gdy dotychczas zasypiała przed 20🤷♀️
Zatem siedzę w fotelu i ja karmię, a raczej robię są usypiacz ☺️
4dc
Kolejny cykl, kolejne nadzieje. Narazie chodzę i płaczę. Nigdy nawet cienia nadzieji 😓 Dzień Matki skutecznie wybił mnie z równowagi. Jutro dzień dziecka więc pewnie nie będzie lepiej...staram się myśleć pozytywnie🙏😏
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 maja 2020, 21:21
8t6d
znów nerwowy tydzień za mną 😥
Babcia, którą się opiekuję i z którą mieszkam trafiła w środę do szpitala. miała bardzo wysoki puls, żadne leki nie pomogły musiałam wezwać karetkę :/ma 90 lat.p Ratownicy od razu uspokoili, że to ich pierwszy wyjazd po kwarantannie i negatywnych testach, więc trochę strach przed koroną mi odpuścił. ale mam dylemat co zrobić jak Babcia wróci ze szpitala- co się wydarzy najprawdopodobniej jutro. Mąż powiedział, że ją odbierze, ubierze w maseczkę i rękawiczki ale co ja w domu zrobię? przecież nie zamknę jej na 14 dni w pokoju
poproszę, żeby chodziła w maseczce po mieszkaniu, pełna dezynfekcja wszystkich powierzchni w domu ale strasznie się boję- o Nią, czy jej nie zarazili no i o siebie i Dziecko.
Babcia jeszcze nie wie o ciąży, ale chyba jej powiem, żeby nie czuła się źle z tą sytuacją. Chciałam przenieść się do mamy na ten czas, ale po pierwsze może być problem z pracą zdalną, bo mama też pracuje a ma chyba tylko jedno wyjście neta no i szereg innych niedogodbości- ja sama zastrzyku nie zrobię, mama też się raczej nie podejmie;/ no i nie chcę zostawiać męża z takim ryzykiem i odpowiedzialnością.
mam straszne obawy co robić 
z Dzieckiem chyba wszystko dobrze, czuję się tak samo cały czas - dętka na maxa, szczególnie wieczorami. jem jak wilk, mdli wieczorem. obawiam się problemu z cukrem- wczoraj zjadłam kawałeczek ciasta i czułam się bardzo źle. no i jestem bardzo senna po jedzeniu. muszę uważać co i kiedy jem.
piersi trochę mniejsze ale dalej obolałe.
wiadomo cykam się na maxa czy jest dobrze, ale wierzę, że jest
plamień jak na razie brak.
kurczę jaki pech z tym szpitalem, szczególnie, że tam 4 oddziały zamknięte przez koronę
doradzcie coś Kochane, bo jestem jak dziecko we mgle 
Ciąża rozpoczęta 14 stycznia 2021
Dziś 13 dzień cyklu, prawdopodobnie jutro owulacja (dowiem się wieczorem robiąc test).
Weekend minął nam bardzo miło i w gronie rodziny i znajomych (po 2 osoby na dzień). Pierwszy raz od wybuchu pandemii widzieliśmy się na żywo z kimś spoza rodziny, z którą kontakt fizyczny też ograniczyliśmy.
Najważniejsze, że udało się spotkać, trochę się już z Mężem odmrażamy, ale nadal jesteśmy ostrożni (ze względu na to, że jest on w grupie ryzyka).
Nadal trzyma się mnie dobry humor, co zaskakuje i mnie i Męża xD
Ale narzekać na to nie będę.
Dostaliśmy wyniki badań nasienia. Interpretacja w ten piątek na wizycie, ale na moje oko wyszły nienajgorsze.
Część parametrów była nisko, ale nadal trzymała się w normie, jedynie z morfologią mamy problem, bo wyszło nam 3%.
Cieszą mnie one bardzo, bo to znak, że mamy szansę i widziałam jak Mąż się uspokoił 
W tym cyklu i tak nadal chcieliśmy się starać niezależnie od wyników, więc zabawa trwa 
Hipotetyczna Hania, mega mi pomogła, przynajmniej jadę spokojna na wesele. Dziękuję bardzo!
Co do "menstruacyjnej tradycji" kradnijcie ile chcecie
Mi ona pomoga, tym bardziej, że lubie wino.
Pomaga to chociaż trochę złagodzić kolejne rozczarowanie.
Ale nie ma się co użalać, każdej z nas prędzej czy później się uda, trzeba być dobrej myśli!
Dawno nic nie pisałam. Nic szczególnego się nie działo, przez koronę utknęliśmy w staraniach. Już miałam zacząć stymulację i bach, epidemia. Teraz klinika zaczęła działać i chcielibyśmy zacząć, to najpierw wyszło u M podejrzenie WZW B (na szczęście to tylko przeciwciała), a potem zbyt późno umówiłam się na monitoring i zacznę dopiero w połowie czerwca brać estrofem ( jeśli nie będzie żadnych torbieli). Mam nadzieję, że wymazy i cytologia ok, bo już mi więcej wrażeń nie potrzeba. Moje nastawienie jest codziennie inne. Czasem mam przeczucie, że wszystko się uda, że niedługo będę w ciąży, że urodzę zdrowe dzieciątko. Ale zaraz hamuję się w tych wyobrazeniach, bo jeszcze tyle złego może się po drodze wydarzyć. Z jednej strony wiem, że trzeba myśleć pozytywnie i chcę to robić, a z drugiej tak bardzo boję się porażki i tego, że jak się nastawię pozytywnie, to będzie jeszcze bardziej bolało. Dołując się przeżywam ten smutek dwa razy (teraz i w momencie niepowodzenia), ale jest mniejszy szok. A jak zacznę sobie wkręcać, że się uda, to mogę później bardzo cierpieć.
Jeszcze mam taką obserwację życiową 😉 ludzie nie lubią, jak ktoś jest szczęśliwy mimo wszystko, zaraz wbiją szpilę, a to nie masz dziecka, a to nie masz chłopaka, a to pracy nie masz, a to studia źle wybrałaś. No zawsze coś znajdą, żeby człowieka zdenerwować. Co dziwne, tacy ludzie zazwyczaj mają wszystko, ale nie potrafią się tym cieszyć. I chyba to ich drażni najbardziej, że ktoś mając ułamek tego, co oni, potrafi być szczęśliwy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 czerwca 2020, 13:01
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.