misiaa Niech spełni sie marzenie... 23 października 2013, 08:55

Nowy dzień, nowe nadzieje :)
Dzisiaj bardziej pozytywne myślenie :) Misiu zaczął łykać witaminki :) Czytałam ze poprawę widać już po dwóch miesiącach, więc możę na wigilię będzie nas już trójka :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2013, 08:55

Właśnie wyszłam z kąpieli w ziołach ostrożenia ..... o wiele mi lepiej czuje jak by razem z wodą spłynęły ze mnie wszystkie "klątwy i złe życzenia innych ludzi" czuje się oczyszczona .... o niebo lepiej ....a wieczorkiem serduchowanie!!!!

biedronka1982 W poczekalni 23 października 2013, 09:02

Caly wieczor siedzialam wczoraj w koronkach, a luby nic. Zaczelam wiec temat i uslyszalam glupie wymowki typu: "za stary juz jestem". Zrezygnowana przebralam sie w koszulke i bokserki i wtedy sie otworzyl: ze martwi sie praca, bo przelewy nie przychodza na czas. Pocieszylam go, ze na chleb to nam nigdy nie brakowalo, na co on, ze chce wiecej od zycia. Powiedzialam, ze wierze, iz potrafi na duzo wiecej zarobic i poszlam spac. Ale zanim usnelam, zafundowal mi taki seks, ze az sie ziemia zatrzesla, a rano poprawil! <3
Pisze to po to, by zajrzec tu za kazdym razem, gdy bede chciala na niego narzekac! Jestem jego sercem! <3 Zawsze!


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2013, 10:19

Poszłam dziś rano na badania. Wysłali mnie na pobieranie krwi na leżąco, chociaż nie czułam się słabo. Ale stwierdzili, że w początkowej ciąży różnie może być i lepiej, żebym sobie poleżała jak będa mnie kłóć. Przy okazli mąż zrobił sobie morfologię i badania na tarczycę. Nareszcie, bo zwlekał i zwlekał. Z racji tego, że do ginekolog chodze prywatnie, to i badania musiałam zrobić prywatnie, nie boli mnie to jakoś bardzo, bardziej boli, że co miesiąc z pensji zabierają dość sporo, a i tak trzeba leczyć się prywatnie. Ale jak koleżanka dowiedziała się, że chodze prywatnie, to zaczęło się "po co", "na co" i "dlaczego". Przecież nie jej pieniądze wydaję, jak mnie denerwuje takie zaglądanie komuś do portfela. Nasze sytuacje życiowe i dochodowe się różnią, więc może dlatego tak usilnie mnie namawia na leczenie na NFZ, a nie prywatne, przekonuje na wszelkie sposoby. A dla mnie niestety większość kontaktów z państwową służbą zdrowia kończyła się nieprzyjemnie. Generalnie lekarze byli źli że ktoś przychodzi i im przeszkadza w czytaniu gazet, oj przpraszm, w pracy. było opieprzanie mnie za to, że mam atopową skórę, i to jeszcez dermatolg mnie opieprzył. A internista bez zleconych żadnych badań leczył mnie ranigastem, kiedy okaząło się, po prywatrnej wizycie u gastrologa i prywatnie zrobionej gastroskopii, że mam stan zapalny przewodu pokarmowego, to gastrolog złapał się za głowę za ten ranigast... Wiec wolę płacić i mieć pewność, ze zostanę miło przyjęta i na wszystkie wymagane badania mnie wyślą, bo i tak ja za to płacę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2013, 09:21

Pamiętacie ten dzień w którym po raz pierwszy świadomie zdecydowaliście że chcecie mieć dziecko?ten dreszczyk emocji tą miłość to przekonanie że to już tak jak by już nie było odwrotu tak jak by już to się stało.... ja pamiętam i nigdy w życiu nie spodziewałabym się w najgorszych snach że tyle złego mnie spotka że będzie to porażka za porażką że pochowam własne dziecko że zobaczę je w trumnie i że nigdy nie poznam jej głosu koloru oczu i że nie usłyszę od niej mama....to jest nie do pojęcia ile może się zmienić w przeciągu jednej minuty życie obraca się o 360 stopni....

Justin Co Ty głupia dziewucho myślałaś? 23 października 2013, 10:43

c9c7fe8b6b5a91e8add487de2b9801c0.png

mirka14 wierzę że się uda 23 października 2013, 11:21

dawno mnie tu nie było, ale muszę się gdzieś wygadać, udało się jestem znowu w ciąży!!!!!!
Nawet nie wiem jak to możliwe udało się w trzecim cyklu po poronieniu, jutro kończymy 10 tydzień. A ja jestem beznadziejna, nie potrafię się cieszyć cały czas paraliżuję mnie strach że znowu coś pójdzie nie tak jak powinno. Z dzidzią widzieliśmy się dwa tygodnie temu, spokoju po tym spotkaniu wystarczyło na dwa dni, dobre i to, teraz czekamy na kolejną wizytę jeszcze dwa tygodnie, mam nadzieję że wszystko będzie w porządku, że zobaczę bijące serduszko.

misiaa Niech spełni sie marzenie... 23 października 2013, 11:40

Nie lubię popołudniowej zmiany w pracy.. :) Dłużej sobie pośpię ale zanim sie wezmę do życia to trzeba sie zbierac do pracy :) hehe
Jeszcze taka ładna pogoda..ahh trudno trzeba jakoś przeboleć ;)

Coś cięzko ovu bez temki wyznaczyć owulacje.. Może źle zrobiłam że nie mierzę temp.. będę się teraz zastanawiać kiedy mogła byc :) W sumie to i tak nic nie zmieni, dobrze ze Misiu wczoraj przyjechał to poserduchowaliśmy jeszcze :) Co by nie było inaczej by sie nie dało.. Mamy dla siebie tylko wekeendy więc musimy naprawdę trafić żeby coś z tego wyszło.
Za często też nie możemy bo osłabi to tylko plemniki, a przy Piotrusia problemach to nie wskazane.
Zakupiłam sobie nawet mikroskop owulacyjny, ale pierwszy cykl z nim zaliczam do nieudanych.. raz zauważyłam delikatne jak by paprotki ale potem już nic. Muszę nauczyć się go dopiero używać :)


W domu nadal napięta atmosfera!! Nie mogę się doczekać przeprowadzki, prywatność i trochę przestrzeni tylko dla siebie! Nie będę musiała już oglądać fochów szwagierki!


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2013, 11:56

mistake Czekamy na Ciebie skarbeńku :****** 23 października 2013, 11:46

Prenatalne były tydzień temu i w moim brzuszku chyba mieszka córusia ;* widok maleńkiego cudu który rusza nóżkami a rączkami zasłania buzie jest nie do opisania aż łezka się w oku kręci <3

Kajaoli Trzy serca.. zalamany swiat.. i nadzieja.. 23 października 2013, 12:55




Dzieci to Anioly... ktorym skrzydla maleja gdy nogi rosna..



"Kiedy decydujesz się na dziecko,
zgadzasz się, że od tej chwili
twoje serce będzie przebywało poza twoim ciałem." Katharine Hadley








Czekam na ciebie

Rozwarłam ramiona
otworzyłam ciało
i duszę moją
i umysł mój
i czekam na ciebie
jak świeżo skopana ziemia
na deszcz

O, moja trosko prawdziwa
moje czekające oczekiwanie!

Wczoraj wieczór
- moja ty wieczna tęsknoto -
wiatr goniący ku chmurom
gdy nagle mnie spotkał,
powiedział mi, że cię widział.

O, moja roso!
Czekam na ciebie,
moja trosko prawdziwa.


Tyle dzis znalazlam slow pocieszajacych i dajacych nadzieje..


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2013, 13:29

Klaudia93 starania po stracie córeczki 23 października 2013, 13:38

,,Ja odliczam minuty i dni, Twoja twarz ciągle mi się śni,a w głowie się pojawia tylko jedna myśl,dotrzeć do Ciebie z Tobą już na zawsze być. Jedna miłość to dar od dawna przeznaczona nam i zapisana w gwiazdach.. Bo Ty jesteś coraz bliżej jesteś tuż o krok choć rzeka jest gleboka chociaż stromy jest stok podnioslas mnie wyżej i rozjasnilas mrok... Tak bardzo.chce.dotknąć.Cię,ja liczę każda chwilę. Ja liczę każdy dzień tak bardzo chce dotknąć Cię choć jesteś tak daleko wiem.że w końcu.spotkamy się!,,


Tęsknię moja corenko i jest mi bardzo Ciężko bez Ciebie;( (*)

Nie lubię miesiączek!
Nie dość, że już przed czuję się źle i obżeram się jak świnia, bo organizm na zaś chce już zapasów, to jeszcze sam przebieg jest do bani. Pomijając ściskający przenikliwy ból zachowuję się jak zombi, chwilę przed a potem w trakcie. Do tego niech mnie nikt nie tyka bo wybucham z pierdylionową siłą odrzutową.
Bu!
No i puchnę w okolicy brzucha co wyklucza zakładanie jakiejś połowy ubrań. Łykam jakieś nospy srospy apapy pierdapy....
I co z tego, że mniej więcej wiem, w jaki dzień uderzy? Bo czy w nocy czy z rana, to i tak nie znam dokładnej godziny.
Do tego wszystkie te higieniczne zabiegi żeby nie pozostawić śladu po przemarszu wojsk czerwonych. Szkoda środowiska na produkcję tych tamponowo-podpaskowo-wkładkowych ustrojstw. I do tego sex odpada bo gin powiedział, że zwiększamy ryzyko infekcji. Szlag!
Cholera, jak pamiętam to mam te okresy a jednak z ich bytnością nie mogę się pogodzić.

Bunt! Nie życzę sobie mieć miesiączki....tak choćby przez jakieś 9 miesięcy!

milunia PCOS zaczynam walczyc z Tobą :) 23 października 2013, 16:23

Dawno nie pisałam. Nie mam jeszcze wielkich powodów do radości ale małe i owszem. Przez ostatni miesiąc latałam po lekarzach i specjalistach i robiłam badania wszystkie jakie się da . No i oprócz tej cysty, o której już pisałam nie ma w moich wynikach nic do czego można się przyczepić. Na razie wszystkie wyniki wyszły dobrze i martwi mnie jedynie to że nie miałam od poronienia owulacji ale jutro zaczynam miesiączkę i po miesiączce zrobię testy owulacyjne i będę wiedziała więcej. Byłam dzisiaj u ginekologa i powiedział że życzy mi powodzenia i ma nadzieję że następnym razem jak już się spotkamy to będę po teście ciążowym pozytywnym oczywiście :) . Jakoś mam takie nadzieje, że to już za niedługo się stanie tylko muszę wyluzować bo mi powiedzieli że za bardzo się stresuję a nie potrzebnie i to negatywnie na mnie wpływa. W sumie listopad jest fajnym miesiącem do zapłodnienia bo wizyta u lekarza byłaby przed samą wigilią i miałabym zaje..isty prenent pod choinkę dla mojego lubego. Tylko ta owulacja żeby się pojawiła. Trzymajcie kciuki za mnie a ja będę trzymać za was :)

ep7 Chcielibysmy zostac rodzicami ponownie :-)) 23 października 2013, 20:44

Dzieki Judith za te mile slowa... :-) Sciskam Cie! I gratuluje Fasolki, trzymam kciuki za szczesliwe rozwiazanie :-)
WIerze mocno ze mi tez sie uda, tak bardzo czekam na ten moment ze wszystko inne przestaje sie liczyc. Troche to niebezpieczne bo robie sie nieznosna i monotematyczna. Moj M. musi zaopatrzyc sie w ogromne poklady cierpliwosci...
Nigdy powaznie nie zastanawialam sie jak to jest podjac starania o dziecko. Zawsze je chcialam ale nigdy nie uwazalam ze nadszedl wlasnie ten moment. Musze tez dodac ze zanim poznalam M. bylam sama (czytaj w celibacie) 4 lata... (przyznam sie nooo dobraaa, dwa razy bylo cos przygodnego ale to chyba niedlugo jak na 4 dlugie chude i beznadziejne lata :-))) Te 4 lata byly okropne rwniez z innego wzgledu - to byl okres rekonwalescencji, leczylam serce po wielkiej milosci, ktora nadawala sens mojemu zyciu przez 3 lata i 9 miesiecy... Kiedy moj eks zostawil mnie, wasciwie nie pamietam pierwszego roku po rozstaniu, to byla jedna wielka i czarna plama w moim zyciorysie. Tylko dzieki dobrym ludziom wokol mnie przezylam (doslownie) ten okres, dzieki dobrym ludziom w pracy nie stracilam etatu, dzieki wsparciu i milosci mamy zylam (wtedy, wlasciwie tylko dla niej)... nie rozumialam ze to co sie ze mna dzialo to byla depresja. Ciezko to znioslam, bralam citalopram i kazdego ranka po przebudzeniu marzylam aby juz byl wieczor i abym mogla ponownie zamknac oczy - w tamtym swiecie, w krainie Morfeusza, az tak bardzo nie bolalo, nie cierpialam... no chyba ze snil mi sie "on"... Ktoregos ranka wydarzylo sie cos co wlasciwie zapoczatkowalo moje nowe zycie... postanowilam ze zaczne spelniac marzenia o podrozowaniu, bo do tej pory zylam z dnia na dzien i brakowalo mi celow, brakowalo mi takich punktow zazaczonych na kartach kalendarza, do ktorych bede dazyc, skreslac dni i cieszyc sie z nadchodzacej przygody.. I tak zaczelam planowac podroz. Na szczescie mialam trochke grosza odlozonego bo podczas tego "chujowego roku" uciekalam na weekendach w prace (taka dodatkowa), po prostu kiedy przychodzil weekend nie moglam byc w domu, nie moglam byc sama bo pewnie skonczylabym na sznurku... No wiec pracowalam bez wytchnienia przez ponad 90 dni bez ani jednego dnia wolnego (to moj rekord), 5 dni w tygodniu w jednej robocie i 2 dni na weekendach. I bylam cholernie zadowolona - psychicznie czulam ze jestem na dnie, ale fizycznie moglam przenosic gory... Dzis? dzis jestem bardzo szczesliwa. Rozumiem ze aby byc tu gdzie dzis jestem musialo sie wydarzyc wszystko "tamto". Nie wierzylam w to, ze pokocham znowu. A jednak :-) Patrze bardzo optymistycznie w przyszlosc chociaz czasem przebija sie gdzies jakis piorun pesymizmu ale niestety tamta historia zawsze bedzie gdzies cieniem mojego zycia. Spowodowala ze nie jestem juz taka sama, nie mam juz takiej fajnej i niewinnej naiwnosci dziewczynki ktora wierzyla z bajke o kopciuszku. Dzis stapam 5 cm nad ziemia (a nie 5 metrow jak kiedys). Realnie mowiac, czasem boje sie na glos powiedziec (lub nawet pomyslec) ze jestem szczesliwa bo od razu rodzi sie obawa ze los znowu stanie okoniem i wszystko mi zabierze, pokrzyzuje plany... No ale co ma byc to bedzie, dzis mam chyba troche twardszy tylek i wiele zniose, a starania o mala Fasolke maja byc spelnieniem marzenia, kolejnym etapem zycia na ktory wydaje mi sie JESTEM JUZ GOTOWA :-)))


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2013, 21:52

Ufff... :)
Jest i owulacja! W końcu bo doczekać się już nie mogłam i się na poważnie zastanawiałam czy w ogóle była. :)

Owulacja jest serducha są to teraz tylko pozostaje czekać - wszystko co mogłam już zrobiłam.
Więc przede mną wielki burzliwy okres oczekiwań i odliczania.

Buziaki kochane miłego weekendu <3

Odebraliśmy wczoraj wyniki TŻta. Górna norma!!!!! Usłyszałam łoskot, to ogromy kamień spadł Mu z serca. I wtedy pomyślałam jak to wszystko co się dzieje jet też ważne dla Niego. Pytał mnie niedawno, już po badaniu a przed wynikiem co by było jakby to On nie mógł mieć dzieci? Powiedziałam, że nadal kochałabym go tak samo i musielibyśmy się na spokojnie zastanowić co robimy. Oboje dość sceptycznie podchodzimy do adopcji a inseminacja nasieniem dawcy nie wchodzi w grę i już. Chcemy mieć dziecko NASZE wspólne. Mające nasze geny, Jego rude włosy i mój wredny charakter. Nie chcemy dziecka dla samego dziecka. Chcemy dziecka bo jest połączeniem, mieszanką nas, naszej miłości, przyjaźni, uporu.... bo jest przedłużeniem nas, naszej historii i dlatego Go pragniemy <3

Kasia już jest... Z zawodu i zamiłowani farmaceutka przywiozła mi coś bezpiecznego, co lekarze przypisują w pl ciężarnym na wyregulowanie snu... Dziś wieczorem zaczynamy eksperyment.

P.S. trzeba przytulić i jakoś ukoić Mysz86... :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2013, 10:21

No i oczywiście wróciłam dziś po pracy do domu, spotkałam teściową i się nasłuchałam... że mój maż taki gruby, że o siebie nie dba, że nic w ogrodzie nie robi, ze za dużo piwa pije... Czemu jemu tego nie powie? Weszłam do pokoju i się rozpłakałam. Zadzwoniłam do męża, pożaliłam mu się i powiedziałam, że chcę się wyprowadzić, chcę mieć własny kat, bo teraz nie czuje się dobrze ani w domu teściów, ani u rodziców... A jeszcze na dodatek za jakiś czas pojawi się dziecko, co myśmy najlepszego zrobili?

Zaczarowana A miało być tak pięknie… 23 października 2013, 20:35

Niestety nie mogę powiedzieć, żeby wczorajsza wizyta u specjalisty poprawiła mi humor, wręcz przeciwnie. Już po 30 sekundach w gabinecie miałam ochotę zabrać swoją dokumentację, odwrócić się i wyjść z gabinetu. Takiego lekceważącego sposobu traktowania pacjenta nie doświadczyłam nawet chodząc do lekarza na NFZ, a tu trzeba było jeszcze zapłacić grubą kasę za tę wizytę. Jakoś jednak zacisnęłam zęby i przetrwałam. Niestety nie wyniosłam z tej wizyty tyle, ile oczekiwałam.

Dowiedziałam się m.in., że Męża wyniki są świetnie i dawno takich dobrych doktor nie spotkał :|(nieistotne jest to, że po 3 miesiącach od ostatniego badania, wyniki pogorszyły się, pomimo przyjmowania witamin), że facet który oceniał nam nasienie kompletnie się na tym nie zna i że warto byłoby to badanie zrobić u doktora w przychodni, anty TPO nie jest najlepsze, ale to nie jest czynnik, który utrudnia nam zajście w ciążę (TSH mam dobre),a mój ginekolog źle mnie leczy i ten cykl jest już spisany na straty i na pewno nie zakończy się ciążą :( Od przyszłego cyklu mamy zacząć stymulację... Jedyna dobra informacja (choć nie wiem czy tak to można ująć) to to, że w V cyklu udało nam się faktycznie zajść w ciążę, tyle tylko, że ta ciąża nie utrzymała się...Teoretycznie więc, patrząc na wyniki powinno być z nami wszystko o.k.
Po wizycie, kiedy wsiadłam do samochodu, popłakałam się. Ze złości, bezsilności, smutku. To był ostatni cykl, ostatnia szansa, Mąż wyjedzie w lutym beze mnie za granicę, a tutaj lekarz mówi mi, że nic z tego (w 16 dc!). Kiedy się uspokoiłam, przemyślałam sobie wszystko i doszłam do wniosku, że nie ma co się dołować. No bo co innego mi zostało ? Wyniki Męża są dobre, lekarz powiedział, że widzi szanse na poczęcie i nie zapodał nam pomysłu z in vitro. Jest chyba lepiej niż tylko dobrze. A to, że nie uda mi się począć i urodzić dziecka w Polsce, to co ? Trudno. Głową muru nie przebiję, nie mam na to wpływu, widać 7 miesięcy to nic, a ja najnormalniej w świecie przeliczyłam się. Żal mi wielu rzeczy, które w ten sposób mnie ominą, serce mi się kraje jak o niektórych pomyślę, ale co mi to da ? Nic. Trzeba iść do przodu...

frutka :) 23 października 2013, 20:55

co za szaleństwo..temperatura nieprawdopodobnie wysoka...gdyby nie to, że brak serduszek, może bym uwierzyła w ciążę...a tak..odliczam dni do laparoskopii i mam nadzieję, że w końcu wypali...mąż się przejął tarczycą, ale to akurat dobrze, że tego nie banalizuje..dzisiejsze moje badania: żelazo, progesteron, testosteron, estradiol - ok, ale szczerze mówiąc nie podejrzewałam siebie o inne, tylko ta prolaktyna wszytko psuje..no bo i piersi już mam jak dwa kamienie...ehhhh spaać, spaaaać mi sie chce, no ale muszę pisać, nie ma lekko!

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)