Skończyliśmy kompletować wyprawkę 🤦
Taaaak, w zasadzie drugą wyprawkę - wanienka że stelażem, łóżeczko (turystyczne), pieluszki tetrowe i muślinowe (moje ulubione 😍), pościel, mata piankowa, ręcznik kąpielowy z kapturkiem, środki higieniczne i pielęgnacyjne wszelkiej maści i wszytko co niezbędne...spasowaliśmy ostatecznie z wózkiem spacerowym i wyślemy swoje siedzisko spacerówki kurierem (stelaż i nosidełko jadą z nami) do moich rodziców 🙈
Wyszło ponad tysiąc złotych 😱 a jeszcze namawiam męża na nianię elektroniczną, bo wbrew wcześniejszym przewidywaniom, nawet na naszym M3 by się czasami przydała, a co tu mówić o piętrowym domu i ja chcę ją mięć 😊
Po roku chcę zobaczyć się z moją babcią i by Marysia poznała Marię 😉 bo nie wiadomo czy się epidemia znowu nie rozszaleje i ile babcia żyć będzie (oby ponad 100 lat!). Boję się epidemii i wzrostu zaskarżenia (i tego że jedziemy na Śląsk akurat), ale powyższe trochę mnie motywuje by w sierpniu zaryzykować podróż. Pendolino, bo ani męża za kierownicą nie widzę, ani Marysi w foteliku tak długo, ani siebie z choroba lokomocyjną w autach 🙈
Stąd konieczność drugiej wyprawki, by przygotować się na pobyt z Marysią tam na miejscu 🤷♀️ Wszystko na nasz koszt, przynajmniej na razie rodzice nic nie proponują, ale pewnie się trochę dorzucą na miejscu...🤨
Uwielbiam nasz wózek. Długo go wybierałam i po pół roku nie mam żadnych zastrzeżeń. Marysię gondola zaczęła parzyć, ale na szczęście pokochała spacerówkę 🤗 tyle że spacerówki są dla dzieci po 6 mc, ale nie dla niespełna 6kg maluszków 🙈 więc się nasz bobas trochę gubi w naszym Huskim 🙀
Stąd pomysł by zakupić spacerówkę odpowiednią dla takiego maluszka. Pojechaliśmy do pobliskiego sklepu z artykułami dziecięcymi i na szczęście trafiliśmy na fajnego sprzedawcę, który chciał nam pomóc i ostatecznie rozwiązał się nasz "problem" w ten sposób, że jest nierozwiązywalny🙈
Zrobiłam listę wózków polecanych na grupie hipotrofików i wsadziliśmy do nich Marysię, ale w każdym była ona mała i "wielki" wózek 🙄 Pan powiedział, że musimy przeczekać aż podrośnie, bo w każdym wózku będzie to samo i że lepiej zainwestować w porządną podróżną spacerówkę niż kupować wózek pierwszy lepszy na szybko na te dwa tygodnie. A że porządne spacerówki raczej przekraczają tysiaka, to tym bardziej wolę się zastanowić i wybrać coś na prawdę fajnego.
Okazało się że wysłanie siedziska to koszt 45zl w jedną stronę, więc tak rozwiążemy czasowo problem, a ja będę miała super wózek tam na miejscu, a nie pierwszy lepszy model 😊
Na razie jest plan, że jedziemy, ale te liczby zarażonych mnie przerażają trochę😱😱😱
1 miesiac i 3 tygodnie
Dopadł mnie kryzys emocjonalny jestem beznadziejną matką
mam wrażenie że mała viagle płacze nie umiem jej pomóc z tymi kolkami nie umiem też wyleczyć odparzenia a juz tyle rzeczy robie zastanawiam się czy nie wdrożyć czegoś silniejszego nadmanganian potasu ale mnie ta kwestia denerwuje mala ciagle ociera o to odparzenie nóżka w jaki sposób to wyleczyć
tc: 38+0, waga 66,8 kg.
14 dni do przewidywanej daty porodu.
Od soboty z nerwów ledwo żyję. Żółta strefa w całym kraju. Zamiast się normalnie przejmować porodem, czy to boli, czy da radę przeżyć, jak przeżyć, jak sobie samemu pomóc, to ku.wa zastanawiam się, gdzie będę rodzić i jak będę rodzić. Czy czasem wybrane przeze mnie szpitale nie znajdą się w czerwonej strefie? Wtedy zostaną moje lokalne. W obu trzeba rodzić w maseczkach. W żadnym nie wpuszczają Męża, nawet na te 2 godziny po porodzie. W jednym robią nawet test na koronawirusa. Nawet jak wynik jest ujemny rodzi się w maseczce. Bo takie są zalecenia. "Zalecenia". Uwielbiam to słowo. Uwielbiam z całego serca. Prawnie jest możliwość lub obowiązek. Powinność nie istnieje. A takie "zalecenia" to właśnie powinność. Szlag jasny by to trafił. Jestem zażenowana postawą rządu, który stracił pół roku. Mieli pół roku na wypracowanie procedur, tymczasem, jak to koleżanka lekarz powiedziała, to było pół roku gadania o wypracowywaniu procedur. U nich na SORze nadal nie ma, gdzie ustawić respiratora.
Jakim cudem są malutkie szpitaliki (oczywiście na drugim krańcu Polski), w których są wyznaczone miejsca dla Tatusiów na kangurowanie noworodka po cc? Oczywiście Tatuś w maseczce (i kij z tym, dla noworodka najważniejszy jest jego zapach i jego bakterie i jego ciepło i jego słowa, a nie wygląd). Jakim cudem są szpitale, w których Tatuś może przyjść na pół godziny dziennie? Oczywiście w maseczce i rękawiczkach, ale jednak. No i wreszcie, jakim cudem są szpitale, w których rodzice są oddzielani od nowonarodzonych dzieci, albo od niemowlaków, które musiały wylądować w szpitalach. Przecież to jest patologia. Patologia. Warunki gorsze, niż nasze matki rodziły. No i oczywista oczywistość, wypisują teraz ze szpitali najdalej po 2 dniach. I nagle okazuje się, że nie trzeba leżeć w szpitalu min. 3 dni, żeby NFZ zwrócił kasę szpitalowi. Takie cuda. Moja torba szpitalna, uzupełniona o jedzenie (pomimo wiedzy, że na 2 dni, ilości jedzenia wcale nie zmniejszyłam) jest dwa razy większa niż planowałam.
Nawet obstalowany lekarz nie jest teraz (w mojej ocenie - nigdy nie był) gwarancją dobrego porodu. Szukam cały czas poczucia bezpieczeństwa. Żeby właśnie dobrze urodzić. I niestety sytuacja wcale nie sprawia, że gdziekolwiek poza domem, mam to poczucie bezpieczeństwa.
Byłyśmy dziś na wizytach. Pierwsze było KTG. Męczyli nas 50 minut. Pierwszą 1/3 Malinka się ruszała jak szalona. Kolejne 2/3 odpuściła i dawała raz na jakiś czas znak, że żyje. Lekarz stwierdził, że on wolałby taki równomierny obraz ruchów dziecka, mam przyjść kontrolnie jutro. Czynności skurczowej macicy brak. Kolejna wizyta to było usg z pomiarami. Malinka waży 3060 g. Tylko pani doktor stwierdziła, że jest błąd pomiaru i waga jest zbyt niska, dlatego, że nie dała rady ładnie zmierzyć obwodu główki dziecka i co za tym idzie - sprzęt nieprawidłowo wyliczył wagę Córeczki. Przepływy ładne, łożysko ładnie, szyjka zamknięta.
Raczej się nie pcha na ten świat, nie dziwię się, w taką pogodę i przy takiej ogólnej atmosferze covidowej, kto by się pchał? Herbatka z liści malin jest już jakiś czas codziennie do śniadania, masaż krocza również (masło shea i wit. E w kropelkach). Od 3 dni na stół wjechały daktyle, na razie po 2 dziennie, dawka dobowa powinna wynieść 6. Od jutra może olejek z wiesiołka?
Na "hamerykańskim" yt znalazłam wskazówkę, żeby wypisać nasze strachy związane z porodem, że wtedy będzie łatwiej. Oto one zatem:
1. że złapiemy koronawirusa;
2. że złapiemy koronawirusa i nawet nie będziemy o tym wiedziały (swoją drogą, jak ma się robiony test, test wychodzi negatywny, to przecież jedynymi osobami w szpitalu, od których możemy się zarazić - no nie są tłumy gości, których się przyjmuje - to inni pacjenci /zakładam również z ujemnym testem/ oraz personel - który wraca po dyżurze do domu, spotyka się ze znajomymi, opiekuje się swoimi dziećmi, rodzicami, spędza czas z rodziną);
3. że Malinka złapie koronawirusa i ją ode mnie oddzielą;
4. że złapię koronawirusa i zostanę oddzielona od Malinki;
5. że Mężusia nie będzie mogło być przy porodzie i 2 godziny po;
6. że się skończy na cc, bo wtedy Mężusia nie będzie mogło być i nie będzie kto miał kangurować Malinki;
7. że będę zmuszona rodzić w masce i nie będę miała siły walczyć o swoje prawa, choć generalnie mam to we krwi;
8 - 20. nic;
21. że coś się stanie w trakcie porodu mi albo Malince, że się owinie pępowiną, że dojdzie do niedotlenienia, że stanie się coś takiego, że ją ode mnie odseparują i nie będę miała wejścia na oddział, na którym leży.
Odebraliśmy też paczki od teściów. Dwie paczki ciuszków. Dostała dwa kocyki, przytulankę, mnóstwo sukienek (grubych i polarowych, ale też i z krótkim rękawem), spodnie, spodenki, kurteczki, czapkę zimową (tej nie mieliśmy, więc jako pierwsza poszła do prania, suszenia i już jest spakowana do ubranek na wyjście - nigdy nie wiadomo, czy jesienna czapka będzie ok).
Byli u nas znajomi, chcieli się zobaczyć przed porodem. Ależ było nam miło, jak dostaliśmy przetwory i herbatki
coś dla nas, a nie dla naszego potomka
naprawdę, rozkosznie nam było. Akuratnie się zajadam tymi przetworami 
Dzień przed spodziewaną miesiączką - nie czuje się w sumie okresowo... bolą mnie piersi, które bolały miesiąc temu na okres, a wcześniej naprawdę rzadko kiedy. Od trzech dni czuje się tak se - trochę mdłości, trochę osłabienia - może po prostu jesienna chandra ?
Test wyszedł negatywny, teortycznie mogło być za wczesnie. Ale boje się nastawiać i myśleć o tym głośno. Bo jutro mogę się obudzić już w okresowym humorze. Czekam! Z nadzieja i strachem..
1 dc
Dziwny to dzień. Cieszę się że wreszcie mogę zacząć kolejny cykl ale zawsze mam nadzieję że nie nadejdzie. Pierwszy dzień cyklu za każdym razem zabiera mi kawałeczek serca jaki włożyłam w ten poprzedni. Będę się starać bardziej, a jak przyjdzie znowu to będę się starać jeszcze bardziej. Może z moich oczu popłyną łzy szczęścia a nie smutku?
Jestem wyjątkowa jak wiele dziewczyn które tutaj są. Niestety w tej loterii takie wątpliwe wyróżnienie często pada na mnie. Czasami zastanawiam się czy M kiedyś będzie mógł przeczytać ten pamiętnik. Jeśli się kiedyś uda to może się o nim dowie. Narazie wracam walczyć z wiatrakami.
Te zastrzyki są bardzo niewygodne w robieniu ich... Trzeba je przygotować z ampułki i wody do wstrzykiwań i to spowrotem do strzykawki... Raz mi się zdarzyło założyć nie tą igłę jako pierwszą, i przy zdejmowaniu niewłaściwej igły wylała mi się ta woda do wstrzykiwań... No jak na tak drogi lek , to użytkowanie jest dosyć skomplikowane... Poza tym cała strzykawka jest bardzo nieporęczna kiedy samej się robi zastrzyk, nie jest łatwo ją utrzymać nie startując się
6 dc 5cspp
Aktualnie czytana książka: "Stalker" Lars Kepler (nadal).
Dzisiaj święto Mamy. Od rana spłakałam się jak bóbr. Małż przychodzi z bukiecikiem kwiatów, zaskoczona mówię, że dzisiaj przecież dzień Mamy, czyli nie mój. Na co on odpowiada "to, że nasza córka nie żyje, to nie znaczy, że przestałaś być mamą. Będziesz nią już zawsze".
No i jak tu się nie spłakać? Mam zaszczyt dzielić życie z najwspanialszym facetem pod słońcem!!! 
Życzę wszystkim Mamom samych wspaniałości w dniu ich święta
7 dc 5 cspp
Aktualnie czytana książka: "Pancerne serce" Jo Nesbø.
Wczoraj Małż zrobił badanie swoich żołnierzyków, w końcu nadszedł ten czas, aby odhaczyć ten punkt na liście. Wyniki są rewelacyjne, aż sama jestem zaskoczona. Już nastawiałam się na kolejne kłody pod nogami, a tutaj super wieści
Kamień z serca!! Czekamy jeszcze na wynik morfologii, wynik ma być do 7 dni.
Życzę Wam babeczki udanego i pełnego słońca weekendu
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 maja 2017, 11:08
Po malutku chyba zaczynam dopuszczać do siebie tą myśl, że się udało i tym razem powinno być (mam taka nadzieje) wszystko dobrze. Dzisiejsza beta 1132,70 ❤️ Progesteronu już nie badam bo te lekkie wahania tylko mnie niepotrzebnie stresują. Bóle podbrzusza nadal sie mnie trzymają. Na szczęście są już lżejsze niż na początku i męczą mnie głównie w nocy. Zaczęłam brać magnez, wiec to może tez wpłynęło na zmniejszenie nasilenia i częstości tych bóli podbrzusza. Jutro wizyta u gin, czekam z niecierpliwością chociaż i tak pewnie na usg jeszcze nie będzie nic widać. Wg apki dziś 4+5.
Miłego dnia 🍀❤️
13t+1
Dawno mnie nie bylo, ale cisze sie ze ten wpis moze w koncu powstac. W Wielkim Poscie chcialam ograniczyc forum i jakos mniej myslec o ciazy, choc wiadomo, ze nie jest latwo. Mimo tych ciezakich poczatkow i tak wydaje mi sie, ze mam teraz wiecej cierpliwosci niz za pierwszym razem, nie czuje tej potrzeby biegania do lekarza i sprwdzania czy dalej jestem w ciazy, choc radosc z ciazy dopiero sie zaczyna.
W srode mialam usg 1 trymestru i tak dobrze bylo uslyszec, ze wszystko wyglada dobrze!!! Ryzyka sa niskie, co prawda czekam na wyniki pappa, ale lekarz powiedzial, ze nie spodziewa sie by pappa miala wyjsc jakos zle. Na kosnultacje wyslal mnie jeszcze do innego lekarza i de facto uslyszalam to samo plus lekarz po zapoznaniu sie z historia powiedzial, ze ta laparoskopia i tak byla konieczna ze wzgledu na krew w brzuchu wiec jakos mnie to uspokoilo.
A co najlepsze, obaj mimio tego, ze nie pytalam, od razu podczas usg wspominali plec. Moj kochany doktor R. niby tak mimochodem, ale jak zapytalam czy on faktyczni widzi, to mowi ze mam 98% pewnosc, ze to Dziewczynka 
Naprawde nie chcialam nawet o tym marzyc, chcialam by bylo zdrowe dziecko i nastawialam sie na chlopca mimo ze intuicja, ktora skutecznie probowalam tlumic, podpowidala mi ze to bedzie dziewczynka. Wrocilam do domu jak na skrzydlach, spalam chyba pierwszy raz od dawna glebokim snem, czuje w sercu taka wdziecznosc i radosc. Choc gdzies tam ciagle czuje strach.
A dodatkowo niemal ksiazkowo po skonczeniu 12 tygodnia wiekszosc okropnych objawow ustapila, byly dni kiedy naprawde mialam tak dosc, wymioty i to ciagle uczucie mdlosci mnie dobijalo, brak energii. Od paru dni w koncu jestem jak dawniej, mam sile sprzatac i chodzic!!!
Co do plci, to nie wiem czy moje objawy wskazywaly na dziewczynke. Jedyna roznice jaka zauwazylam to skora i buzia - moja skora teraz to jak luska, wysuszona i swedzaca, na buzi pojawiaja mi sie pryszcze. Wydaje mi sie, ze w 1 ciazy wygladalam ladnie pomimo ze czulam sie beznadziejnie. Wlosy rosly mi mega szybko, a teraz na razie nic. Brzuch mam juz calkiem spory!ale znowu z synkiem na tym etapie to juz ubieralam spodnie ciazowe, a teraz jeszcze mieszcze sie z zwyklych ciuchach, choc nie jest to wygodne. A i moje piersi poko co nie jest wieksze, przestaly mnie bolec, sutki sa wieksze i zminily troche kolor, ale rozmiarowo ciagle to samo.
Po usg powiedzielismy synkowi i to byl piekny moment. Zdarzylo mu sie nieraz powiedziec, ze chcialby miec brata, ale nie byl t nigdy jakis uciazliwy temat, probowalam mu tlumaczyc, ze z tym roznie bywa i ze jezeli nie bedzie mial, to przeciez ma duza rodzine i wielu kuzynow. Ale jego reakcja byla tak piekna, najpierw niedowierzanie i pytanie czy to zart. A pozniej biegal i krzyczal, ze jego marzenie sie splenilo, ze marzyl by miec brata lub siostre!! To byla piekna chwila dla Nas!! Drugiego dnia zaskoczyl nas jeszcze bardziej. W peirwszy dzien wybralismy imie Marysia, ale drugiego dnia podczas wieczornego czytania, mowi do mnie, ze moze damy jej na imie Melania
Nie wiem skad wzial to imie?!!! totalne zaskoczenie, nie bylo go w ksiazce, nie ma w przedszkolu, nie wiem skad, ale bardzo sie nam spodobalo! uzgodnilsy, ze jak bedzie grzeczna to bedziemy do niej mowic Melusia, a jak bedzie niegrzeczna to Meluska 
Jestem taka wdzieczna, ze poki co sytuacja tak diametralnie i korzystnie sie odmienila. Moje dziecko to cud i tak strasznie je kocham! i jest juz tyle osob, ktore na nia czeka i juz je kocha!!!!
Zarodek się rozmroził. Jestem po transferze.
O dziwo poszedł gładko. Przy mojej wąskiej szyjce Pani doktor była nastawiona na trudności, a tu rachu ciachu i była w środku.
4h po transferze dostałam okropnych boli brzucha, wykręcalo mi flaki... Myślałam, że zemdleje. Żadna nospa, magnez, nic nie chciało pomoc... Skurcze i ból... I tak przez godzinę.
Później dostałam biegunki. Spędziłam na kiblu godzinę. Przeszło i już był spokój.
Nie wiem co to było. Oczywiście wiem, że nie da się wydalić w ten sposób zarodka ale te skurcze... Tego się boję...
Miałam wcześniej tylko jeden transfer i nie miałam takich rewelacji. Pani doktor też nic nie mówiła, że mam problem ze skurczami.
Oby mój zarodeczek to przetrwał... Oby żył i że mną został...
28dc
18cs
Dziś rano przebudziłam się szybciej - około 5:00 i zaraz mierzenie- temp. spada...
ale później jak mierzyłam w standardowej godzinie było wciąż ponad 37*
Oczywiście w objawy zanotowałam tą wyższą - nadal jestem (chcę być) optymistką
Ale boję się -śni mi się laparoskopia... - cykor ze mnie
2 dpt
Dwa dni po transferze, 3 doba, a czuję jakby minęła wieczność, chociaż z drugiej strony czas do testowania się ciągnie 🤣 brzuch boli okresowo, w nocy budzą mnie skurcze, ale biorę magnez i mam nadzieję że to trochę uspokoi te skurcze. Oczywiście internet przeczytany o zagnieżdżaniu blastocysty. Narazie czekam i staram się nie wsłuchiwać w mój organizm. Weekend spędzony głównie na leżakowaniu i małych spacerach. Małż przynosił mi każdy posiłek do łóżka 😍 ale dzisiaj trzeba było wrócic do pracy 😣 wstałam rano jak to określa małż ,,lewa nogą,, tak bez powodu wstałam wkurwiona 😁 nie chce mi się już chodzić do pracy, ale wiem że muszę pokończyć moje projekty i pewnie jak się uda, a nic nie będzie się działo to pójdę na L4 dopiero na początku września 😒 jak to napisałam to mi się humor jeszcze bardziek popsuł. Ale na pewno tym razem powiem od razu szefowibo ciąży, żeby nie był zdziwiony, że np mogę z dnia na dzień pójść na L4.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2020, 12:59
Wczoraj byłam w przychodni rejonowej. Położna rzeczowo ze mną porozmawiała - dobrze mi to zrobiło bo była to taka taka... życiowa i konkretna babka, lubię takie osoby. Zapisała mnie na pierwszą wizytę w 8. tygodniu ciąży. Powiedziała, że wcześniej ani nie ma potrzeby ani NFZ wcześniej niczego nie zasponsoruje. Powiedziała mi, że w Polsce i tak jest bardzo dużo badań przewidzianych dla ciężarnych i, że w krajach skandynawskich pierwsza wizyta odbywa się dopiero w 12 tygodniu a USG jest tylko jedno przez całą ciążę. Wychodzą z założenia, że ciąża zdrowa się utrzyma a chora nie i tak ma właśnie być. Bardzo mi ulżyło po tej rozmowie. Takie społeczne przyzwolenie na poronienie mi się podoba. Od razu presja jest mniejsza.
EDIT: A, jeszcze coś. Spytałam jeszcze czy nie powinnam chociaż potwierdzić, że jestem w ciąży, robiąc badanie bety z krwi. A położna na to
- A po co? Miesiączka zatrzymana?
- Tak.
- Test ciążowy pozytywny?
- Tak.
- No to jest pani w ciąży.
- 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 sierpnia 2020, 11:22
Kochani,
wracam znów, bo został nam ostatni prawidłowy zarodek. W między czasie zrobiłam dwa najmniej przyjemne badania, jakimi były histeroskopia w znieczuleniu miejscowym i biopsja endometrium z oznaczeniem komórem CD56 (immunologia) i CD138 (ukryty stan zapalny). Histeroskopia nie wykazala nieprawidlowosci, poziom komorek cd56 byl w normnie a cd138 nie wykryto. Jedynie co mozna odczytac, ze prawdopodobnie w tym wycinku do biopsji byl polip, wiec nie wiem czy go przeoczyli na histero czy byl tak maly, ze nie dalo sie go zobaczyc. W kazdym razie mozna powiedziec, ze wykonano mi rowniez scratching endometrium pobierajac te wyskrobiny do badan, wiec moze ten nowy odbudowany nablonek biedzie bardziej prawidlowy.
Otrzymałam rowniez lekko zmienione zalecenia od immunologa. Nowy lek Plaquenil (ktory sciagalam z Goerlitz, bo w Polsce tylko jakies chinskie zamienniki z 4 razy mniejsza dawka), dodał tez Intralipid w dniu transferu. Heparyne kupowala mi znajoma tez 40 km od Wrocławia, bo u nas też nic nie było.
Próbuje tez podejsc na cyklu naturalnym, takim w pełni naturalnym. Czuje sie nieporownywalnie lepiej, tylko do konca zyje niepewnoscia czy sie uda. PRoba podejscia na cyklu naturalnym jest duzo bardziej upierdliwa
Musze czesto jezdzic na 6:30 do labu i czekac tam do otwarcia, zeby wejsc jako jedna zpierwszych i jeszcze zdazyc do pracy. Mam tez jeden jajnik ukryty za macica, bardzo zle go widac, doktor na usg nie widzial pecherzyka, wiec podpieram sie badaniami hormonow i cyklami owulacyjnymi.
Poniedzialek - pozytywny test owu, lh 42, progesteron 0,33
Wtorek - lh 51, progesteron 0,55
Czwartek - progesteron 2,6
Piątek - progesteron 3,9
Niedziela? - udalo mi wie znalezc jedyne w miescie przyszpitalne laboratorium, wynik za 3 h. Wg doktora musi osiagnac min 8 lub najlepiej wynik dwucyfrowy, zeby transfer sie odbyl. W piatek nie mial przekonanan do transferu w tym cyklu.
Jak progesteron bedzie zbyt niski, transfer w tym cyklu zostanie odwołany...
Jak progesteron urośnie, transfer jutro lub ewentualnie pojutrze....
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2022, 10:52
16dc (3dpo)
Z ciekawości weszłam na kalendarz dni płodnych na t-time.pl
"Zapłodnione jajo jest już w jajowodzie". Dokładnie taką mam nadzieję. Nawet rano dopingowałam je po cichutku.
Kropku, Kropku jesteś tam w środku? Chcę wierzyć, że jest. Możliwe, że za dwa tygodnie boleśnie się rozczaruję, ale przynajmniej spędzę ten czas wyobrażając sobie najlepsze, a nie najgorsze.
Przed owulacją jeszcze się martwiłam. Czy przyjdzie? Czy uda nam się znaleźć chwilę na osobności dla siebie. Wszystko się udało. Nawet starania były idealnie pod chłopca, którego pragniemy (choć dla dziewcznynki mamy już imię).
Czułam mocny ból owulacyjny późnym wieczorem i w nocy z soboty na niedzielę (13/14dc). Monitor clearblue sprawdził się dobrze i w tych dniach pokazał mi szczyt płodności. Dzisiaj temperatura skoczyła sporo do góry.
Na razie więc wszystko idzie bardzo dobrze. Teraz sama sobie powtarzam, że być może właśnie rozwija się we mnie nowe życie. Cudowna nadzieja 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2020, 16:30
65cs
19dc
o kurka, widzę, że dawno nie pisałam 
Miałam dzisiaj robić progesteron i witaminę D ale nie chciało mi się wstawać i pomyślałam "walić to". Zrobię innym razem.
Dostałam zalecenia od Paśnika.
Equoral 2x50mg + encorton 5mg przez 21 dni.
encorton 10mg od dodatniej bety do 12tc potem redukcja dawki
Acard od owulacji do 14tc
heparyna od dodatniej bety do końca ciąży.
Podczas leczenia unikać skupisk ludzi.
Jak będziemy gotowi to mam mu dać znać a on mi wystawi receptę.
Pozostaje tylko naprawić wyniki starego. W tej chwili nie ma sensu brać leczenia na immunologię, bo ono działa tylko przez 3 miesiące. Szkoda wrzucać w siebie taką mocną chemię jak plemników jest tak mało.
Są wyniki jego badań genetycznych: kariotyp, AZF, CFTR wszystko prawidłowe.
nie mam pomysłu skąd te tragiczne wyniki badań u niego 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2020, 09:43
Jestem po transferze 😍 podane 2 zarodeczki w 5 dobie blastocysty ,,B,,, a 3 takie same zamrożone. Miałam taką pustkę w głowie, że zapomniałam dopytać o te oznaczenia zarodkow 🙈 ale przecież i tak nie mamy już wpływu na to jakie są. Cieszę sie,że udało się wyhodowac 5 blastocyst. Zabieg niebolesny ale mało przyjemny, szczególnie jak się ma obolałe jajniki i głowica USG jeździ po pełnym pęcherzu 😅 później miałam 10 min leżakować, ale wydawało mi się że zeszło z pół godziny i wszyscy o mnie zapomnieli a ja robiłam wszystko żeby się nie posikac 🙈😅
Dzisiaj i jutro czas na odpoczynek. Pierwsza betę mam zlecona w 7 dpt, ale myślę że na test sikne nieco wcześniej 🤣
Dziękuję dziewczyny za kciuki i proszę żebyście ich jeszcze nie puszczaly. Ja też trzymam kciuki za każdą z Was. 😘
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lipca 2020, 16:26
Te zastrzyki są bardzo niewygodne w robieniu ich... Trzeba je przygotować z ampułki i wody do wstrzykiwań i to spowrotem do strzykawki... Raz mi się zdarzyło założyć nie tą igłę jako pierwszą, i przy zdejmowaniu niewłaściwej igły wylała mi się ta woda do wstrzykiwań... No jak na tak drogi lek , to użytkowanie jest dosyć skomplikowane... Poza tym cała strzykawka jest bardzo nieporęczna kiedy samej się robi zastrzyk, nie jest łatwo ją utrzymać nie startując się
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.