Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 14 października 2020, 19:33

2 dc
Chwilę nie pisałam, ale w sumie nie było o czym. Na urlopie dalej nie byłam i w najbliższym czasie nie pójdę. W pracy bez zmian, stres mnie zjada, praca śni mi się po nocach 😟 ale dzień za dniem jakoś leci.
Zaczęłam drugi cykl po nieudanym transferze, i o ile pierwszy po cb był bolesny, tak wczoraj ból był nie do opisania, ból brzucha i głowy, 4 tabletki nie pomogły, dzisiaj wstałam dalej z bólem głowy i brzucha więc w ruch poszły mocniejsze leki żeby przeżyć w pracy. Wczoraj leżałam zwinięta cały wieczór i z bólu oblewały mnie poty, ubrana byłam w dresy, leżałam pod kocem i kołdra a bylo mi strasznie zimno, czoło zimne ale z kroplami potu. Dziwne uczucie.🥶
W przyszłym tygodniu badania immuno w gyncentrum, teraz mam stresa czy nie odwołają z powodu korony. Tyle czekamy na te badania i już tak jest blisko kolejnego kroku, który przybliży nas do transferu, że chyba się załamie jak w ostatniej chwili odwołają. Ale nie pozostaje nic innego jak czekać.
Rzadziej tutaj zaglądam, na forum same nowe nicki i jak w każdym miesiącu są osoby którym się udało ale też takie które muszą walczyć dalej. Wrócę pewnie do udzielania się na forum jak będę miała pewność kiedy podchodźmy do transferu, jakoś łatwiej mi będzie to wszystko przeżywać. Chociaz jakoś opadly we mnie te emocje związane z in vitro. I chyba jakbym nie miała mrozakow, to zakończyłoby się to na jednej procedurze. Mam takie dni, że tracę nadzieję że kiedykolwiek się uda, w przyszłym tygodniu kończę 38 lat. Jak nie teraz to kiedy będę w ciąży??? Czas nie działa na moją korzyść 😰

1 dc, nie wiem który cykl starań... Któryś enty...

No więc witamy nowy cykl. Przyszła @ zawitała i się rozchulała w najlepsze... Ok. Żyjemy dalej. W ruch od rana poszedł telefon żeby umówić się na kolejny monitoring owulacji. Niestety moja lekarka ma mega napięty grafik, koniec końców zapisałam się na wizytę w 8dc i zobaczymy co dalej, może wcisnę się pomiędzy 10-11 dc gdziekolwiek gdzie przyjmuje. Od 4dc będę brać aromek 2x1 tabl. Przez 3 dni a później po 1 tab. Przez 2 dni. Mam nadzieję że będzie co tam stymulować 🤦‍♀️ najlepsze w tym wszystkim jest to że owulacja przypadnie mi na weekend, a w sobotę moja siostra ślubuje a ja jestem świadkową 🙈 więc jak to wszystko pogodzić? Może zabiorę siostrze apartament dla nowożeńców na 2 godzinki 😂 masakra... No jakby nie było może to będzie szczęśliwy traf! Tego będę się trzymać 🥰

Ciąża zakończona 5 sierpnia 2020

05.08 położne obudziły mnie wcześnie rano żeby pobrać krew i zrobić lewatywe. Później założono mi cewnik i przebrałam się w stylową żółciutką koszulkę. I czekam, czekam.. nie mogę się doczekać. Byłam tak podekscytowana, zero stresu, jakiejś paniki. No nic. Po prostu nie mogłam doczekać się swojego drugiego dziecka. W końcu przyszły po mnie położne, chwilę z nimi posiedziałam, pogadałam. Widziałam, że zespół na cc już się zbiera. W końcu poproszono mnie o przyjście na salę. Kłucie do znieczulenia wcale nie bolało, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Zaczęli mnie rozcinać, okazało się, że drugie cc było najlepszym wyjściem, bo moja blizna była tak cienka, że prześwitywały przez nią Tomka włosy. W końcu usłyszałam płacz mojego dziecka i tak się zwyłam, że szok, pokazali mi go zaraz po wyciągnięciu, był śliczny. Nasz synek. Wymodlony, wyczekany. Płakałam jeszcze do końca operacji. Lekarze śmiali się, że to klusek. Jak się okazało faktycznie tak było. Tomuś ważył 3850g i miał 56cm. Kawał chłopa! Karmimy się piersią, przybiera ponad normę, waży już ponad 4 kg. Ciągle się tulimy, a jego siostra jest tak samo nim zachwycona jak ja. W końcu moje największe marzenie się spełniło. Jesteśmy już wszyscy w komplecie ❤


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2020, 09:30

11 dpt wynik 36!

Nie spadła!
Mam taki mętlik w głowie, że zaraz zwariuję z radości i niepewności.
Wiem, że to wciąż mało... Nie przestaje o tym myśleć, że to może być wciąż c. biochemiczna... Radość miesza się z największym stresem jaki doznałam w ostatnim czasie. Boję się, że to wciąż za mało żeby mogło się dobrze skończyć ale nadzieja jest.
Myślcie o mnie wciąż ciepło dziewczyny 😘 oby zdarzył się cud! Powtórka w piątek.

moyeu Infertility sucks 9 lutego 2021, 12:19

42 cs
b6e1f08efa9e.jpg

Dawno mnie tu nie było! Co zabawne, od ostatniego wpisu w sumie niewiele się działo w naszej diagnostyce. We wrześniu 2019 roku Mąż zrobił badania - obuch w łeb - jakieś super małe ilości plemników w 1ml i w całej próbce, morfologia ok 4% ale no wiadomo... Mąż wybitnie nielekarzowy więc go po prostu faszerowałam suplami - polecam FERTILMAN PLUS, serio włosy i paznokcie to mu rosły tak szybko że nie nadążał z obcinaniem, dla mnie to znak że preparat tego typu działa. Jako że starałam się żyć normalnie a nie od owulacji do owulacji, nie cisnęłam go o ponowne badania, wierzyłam że suple działają a problem jest we mnie, że to pewnie zatkane jajowody albo niedobór czegoś (ch*** wie czego, rozumu chyba XD). Jakoś zaraz po odebraniu wyników poszłam na Starynkiewicza do poradni (drugi raz, tym razem z wynikami Męża) dostałam zjebkę że z takimi wynikami to tylko ivf i on mnie nie będzie leczył, a tak w ogóle to mam schudnąć. Taaak, NFZ... Spłakałam się jak bóbr wychodząc z gabinetu, a ja nie z tych rozklejających się. Wku*wiona poszukałam lekarza prywatnie który zrobi mi drożność, znalazłam, poszłam. W listopadzie 2019 dowiedziałam się że ten "piękny pęcherzyk" na lewym jajniku to cały czas był potworniak. W 2014 roku na tomografii brzucha wyszło że ja go tam mam, ale miał 2cm więc nikt się nim nie przejmował, lewa strona mnie zawsze bolała, ale ginekolog po badaniu stwierdził że to na pewno nie jajnik a jelita - tak zaczęła się moja przygoda z gastrologiem i leczeniem IBS i wrzodów (bez gastroskopii, bo po co to komu XD), ale to historia na inny wpis. Long story short, okazało się że mój potworniak ma już 4 cm - rośnie, to źle, do wycięcia. Bujałam się z laparoskopią (na NFZ na szczęście) od listopada do czerwca, dlatego że ciągle wychodziła mi jakaś bakteria w posiewie (z perspektywy czasu zastanawiam się czy to nie był znak, żeby jednak tej laparo nie robić?), ale w końcu zaleczyłam dziada i 8 czerwca 2020 roku miałam laparo z drożnością jajowodów. Laparoskopia wykazała dodatkowo endometriozę w zatoce Douglasa (kilka ognisk) - chyba jest to 1 stopień, nie napisali więcej; jajowody były drożne. Usunęli oczywiście potworniaka. Lekarz kazał to wyciąć też z jednego powodu - ryzyko skrętu jajnika, potworniak był większy i cięższy niż jajnik i ciągnął go w dół co ja odczuwałam często jako ból w lewym boku, jakby jelit, ponieważ to wszystko jest tam przecież na ścisk i jak coś uciska to boli. W każdym razie w tamtym momencie ja byłam przeszczęśliwa - 3 tyg zwolnienia, zero bólu miesiączkowego, na bank czyste jajowody - nic tylko zachodzić w ciążę! W lipcu wyjechałam kilkudniowe wakacje, wtedy też zobaczyłam II na facelle, to była niedziela, tego dnia wracaliśmy do domu, w poniedziałek znowu II tym razem na clearblue, we wtorek beta >1,2...
We wrześniu 2020 zrobiłam AMH - raczej z ciekawości niż dla sprawdzenia - mam 28 lat, na pewno będzie dobrze. Po oddaniu krwi w głowie utkwiła mi liczba 0,7 i tak co myślałam o tym wyniku to zawsze ta sama liczba. Szłam do auta na miękkich nogach kiedy zobaczyłam 0,72 ng/ml. To było jak cios poniżej pasa. Oczywiście full research na temat niskiego AMH. Wynik: jak najszybciej IVF. Ja nie byłam gotowa na to, odkładaliśmy pieniądze na działkę i dom, a nie na ivf :( nie mogłam do siebie dojść dość długo. Jak poszłam w grudniu 2020 znowu na Starynkiewicza (bez aktualnych badań, chciałam lekarzowi pomachać przed oczami AMH i laparo) i on kolejny raz powiedział że IVF, ale że my byliśmy już na to gotowi to powiedziałam mu ok, proszę o dokumenty itd. Poprosił żeby zrobić u nich badania Męża - niby nie ma znaczenia aż tak bardzo to, że wyniki są słabe, ale to ma być dla embriologów żeby wiedzieli z czym się mierzą i czy nie trzeba przed procedurą wdrożyć supli czy coś. Powiem tak, sama nigdy bym się nie wysrała w pokoju przygotowanym dla panów do oddania materiału na badania a co dopiero zrobić to co oni tam robią. Zero prywatności, poradnia wielkości dużego pokoju, z klatki schodowej właściwie wchodzi się do tego pokoju... no dramat jednym słowem. Mąż powiedział że on tam nie wejdzie drugi raz, ja to rozumiem! Umówiłam nas do Invimedu. W międzyczasie odebrałam wyniki Męża, ledwo! Pani w rejestracji walczyła jak lwica żebym tych wyników nie odebrała. Musiałam podpisać że je odebrałam bez konsultacji z lekarzem. Co najgorsze, to okazało się że nie zrobili jednego badania, mimo że za nie zapłaciliśmy. Pani przez telefon zaproponowała żeby przyjechać i oddać materiał jeszcze raz - chyba śni! Musimy jechać i odzyskać pieniądze, ale to też nie jest takie łatwe ponieważ klinika (która jest prywatna w sumie ale ma siedzibę w szpitalu i kontrakt NFZ) działa od 7 do 14 w tygodniu, wyjątek stanowi środa, że działają do 17... no żart jakiś...
Z wizyty w Invimedzie wyszłam 1800 zł lżejsza, ale zadowolona, bo w końcu ktoś zaczął patrzeć na mnie całościowo. Mam "bogaty" wywiad nowotworowy oraz niskie AMH, więc żeby wykluczyć przyczyny genetyczne niskiej wartości, zlecił BRCA-1 i2 oraz zespół łamliwego chromosomu X, do tego kariotypy. Ogólnie podczas usg stwierdził że niestety mój jajnik jest szczątkowy i albo podjada mi go Hashimoto (tarczyca jest dużym narządem, więc zanim ją zje, podjada jajniki, a że ten mój był zawsze słabszy i mniejszy być może to jej sprawka) albo spaprali mi laparo uszkadzając naczynia krwionośne na jajniku i on sobie obumiera bo nie ma w nim krążenia właściwego. Na szczęście prawy działa dobrze więc kazał brać DHEA 25mg x3 dziennie i koenzym Q10 200mg x3 dziennie przez 3 cykle, mam się zgłosić po kuracji. Niestety ważność mojego AMH mija w marcu, więc przed procedurą będę musiała zrobić ponownie, mam ogromną nadzieję że ta suplementacja zadziała i AMH nie spadnie i nadal będzie mi przysługiwać refundacja leków do ivf. Poza wskazanymi przez dr suplami, biorę jeszcze 150 mg jodu (z zalecenia endokrynologa, nie jest to moja fanaberia, ale serio czuję się dużo lepiej), 800 mg kwasu foliowego, 10 ug B12 i komplex b, NAC 1200 mg i 3mg melatoniny (w zasadzie w drugiej fazie biorę pół tabletki albo wcale). Obiecałam sobie że będę sumiennie brać leki i suple przez te 3 miesiące i że to jest czas na poprawę siebie - chciałabym schudnąć 5 kg. Podczas pandemii od marca do czerwca schudłam 9kg więc chcę znowu spróbować - głównie post przerywany i dieta z niskim IG a jak miałam chęć na słodkie to musiałam sama upiec, chleb też piekłam sama, właśnie jeden się piecze :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2021, 12:24

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 5 sierpnia 2020, 17:06

11 dot
Beta dzisiaj 2,06. 😰 Odstawiam leki, czekam na @ i po @ wizyta w klinice. Na październik jestem zapisana na listę rezerwowa do dc Paśnika do Łodzi. I tak naprawdę nie wiem co robić, z jednej strony chciałabym podejść jak najszybciej do drugiego transferu, bo boje sie że za chwilę zamknął znowu klinik w związku z korona, a z drugiej jak się nie uda to stracę kolejny zarodek, a może przyczyna tkwi w immunologii i ile razy bym nie podchodzila to i tak beta spadnir po kilku dniach. Mam teraz takie przemyślenie, że jakbym zrobiła betę w 14 dpt to nawet bym nie wiedziała, że coś ruszyło. A już wcześniej pisałam że po IUI badałam betę dokładnie po 14 dniach bo tak chciala klinika, jakbym może zbadała wcześniej to już wtedy wyszłoby że beta rosnie a potem spada 😟 dzisiaj mam luz od wszystkich narzuconych sobie zakazow i nakazów, pije wino i zagryzam ciastkami czekoladowymi, zaraz wjadą chipsy na pewno nie bezglutenowowe 😁 nawet małż mnie nie upomina, że chyba nie powinnam tego jeść. On też to przeżywa ale na swój sposób, uważa że na pewno się uda i dobrze że mamy jeszcze 3 zarodki ( no właśnie a miało być zapłodnione tylko 3 komórki zgodnie z sugestia lekarza, dobrze że zaplodnilismy 6). Na pytanie co dalej robimy małż mi odpowiedział: a jak Ty chcesz?? Ale to nie jest kurwa jak ja chcę, bo to ma być nasza wspólna decyzja. Ale zdaje sobie sprawę,że on mimo szczerych chęci nie ma pojęcia o immuno, ciążach biochemicznych i innych rzeczach o których ja od pół roku czytam codziennie. Więc decyzję podejmę sama, ale to będzie ,,nasza,, decyzja.
🍷🍷🍷 Najlepszego


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2020, 17:14

tc: 28+1, waga 63,7 kg.

Wczoraj byłam na wizycie. Wszystko jest ok. Główka i brzuszek bardzo ok, nogi wyprzedzają resztę o tydzień 💪 moja krew 😁 Lekarz mi jej nie zważył, bo usg miało awarię jakiegoś systemu, podglądać dziecię można było, ale bez takich szaleństw jak szacowanie wagi. W poniedziałek złapał mnie ból w lewej talii (dalej ją mam!) i musiałam poleżeć kilka godzin. Lekarz powiedział, że to prawdopodobnie była kolka nerkowa. Następnym razem - rozchodzić, rozgrzać, pić więcej wody, a jak to nie pomoże, to przepisze bezpieczne leki rozkurczowe.

Malineczka Calineczka ułożona już główkowo. Lekarz powiedział, że jeszcze ma czas i miejsce. A najlepsze jest to, że ostatnio brzuch mi tak falował na linii pępka i Mężuś tam właśnie upatrywał głowy Malineczki. I tak sobie z nią rozmawiał. Aha, no to wczoraj się okazało, że w swojej pupie ma tatulka i cały świat. Mamę też ma w pupie, bo twarz skierowana w stronę kręgosłupa.

Mężuś: "Nie mogę się doczekać, aż ją poznam, wiesz tak >>fejs tu fejs<<, ale tak naprawdę, naprawdę nie mogę się doczekać" 😊

Przeprowadziliśmy się. Co prawda żyłam w przekonaniu, że 31 lipca to ja będę rozpakowana z kartonów, po kartonach nie będzie śladu, wszystko będzie wysprzątane na błysk, a ja będę mogła chodzić do sąsiadów z ciastem i się przedstawiać. Nie stało się tak. Z uwagi na totalne opóźnienie głównego majstra, meble kuchenne były skręcane w brudzie, ekipa sprzątająca posprzątała z grubsza, a Mężuś jeszcze w tym pyle skręcał szafki na przedpokój. Weekend zamiast na zielonej trawce spędziliśmy właśnie na czyszczeniu, a Mężuś na poprawkach. Jeszcze tych poprawek zostało sporo. Sprzątania też zostało sporo. Czekamy na nasze łóżko, krzesła (na razie pożyczyłam jedno od rodziców, żeby mieć choć jak buty założyć), moskitiery, garnki (bo te studenckie jednak troszkę po tych latach zaczęły przeciekać).

Dziś wśród tych kartonów, zamierzam zrobić sobie wieczór spa (maska na włosy, maska na twarz). Najważniejsze to mieć odpowiednio ułożone priorytety. Przecież kosmetyki już mam rozpakowane, prawda?

Wysyłam też wirusy ciążowe, już w formie fal, mam nadzieję, że podziałają i przyciągnę na zaciążoną stronę kilka osóbek.

Nea Zostawić po sobie ślad 5 sierpnia 2020, 20:04

Nie liczę dni cyklu nie sprawdzam.Mialam bunt na suple wracam do nich stopniowo.Nie wiem czy to coś da czy tez nie.Wczoraj mąż był u swojego lekarza No i znów kolejna narkoza w przyszłym tygodniu.Teraz to już nic nie jest wstanie popsuć bo wyników tak złych nigdy nie było.Jutro mamy wizytę w nowej klinice.Nie wydaje mi się żebym usłyszała ze jest szansa... Beznadziejny przypadek.Czuje się gorsza pusta.W tym tygodniu po raz kolejny usłyszałam słowa które ciagle słyszę” przecież nie musicie mieć dzieci przecież nic się nie stanie jak nie będziecie mieć”Tylko ze ta osoba ma dwójkę.Wolalabym żeby nikt nic nie mówił.Zamykam się coraz bardziej w skorupce.

3dc. Chujo.. Ale stabilnie...
2 dzień biorę Aromek, jakoś źle się po tych lekach czuję 🤦‍♀️
Dzisiaj z M zrobiliśmy badanie nasienia, w sensie on zrobił 🤪 ja dzielnie czekałam w samochodzie. Wyniki już mamy, ale niewiem czy są dobre czy nie...nie znam się 😐Przy okazji zrobiliśmy rundkę po Krakowie, odwiedziliśmy 3 kliniki leczenia niepłodności,zeby zorientować się w temacie o ewentualnym in vitro. No więc :
1. Artvimed - tam zrobiliśmy od razu seminogram. Jestem na NIE! atmosfera do kitu, Panie w recepcji chyba siedzą tam za karę, zero rzetelnych informacji —... Przecież jest wszystko napisane w internecie! Usłyszałam
M. Stwierdził że warunki fatalne, generalnie to miejsce nie budzi we mnie zaufania👎
2. Macierzyństwo
Już raz podchodziłam tam do inseminacji.
Ceny kosmos, informacje w recepcji rzetelne
i dość miła babeczka. Sama niewiem...
3. Gyncentrum
Info ok, ceny też w miarę ok, program 2+1 całkiem ok, laska w recepcji spoko, ale jak poczytałam opinie na necie to nie są przychylne 🥺
Jest to dla nas ważna decyzja i chce naprawdę oddać się w ręce osobie, która wzbudzi moje zaufanie. Żadna klinika mnie nie przekonała jak już mam być szczera😞 Może dlatego, że... nigdy nie brałam pod uwagę, że będę musiała takowej szukac🥺 Trochę mnie przerażają te miejsca 😨😨😨
Boże daj mi siłę, błagam 🙏🙏🙏

4 miesiące waga 6500g

Skończyliśmy 4 miesiące jak to zleciało. Dopiero co się urodził a to już. Jeszcze trochę a będzie chodził. Czas tak szybko leci.
Co ciekawego u nas. Chodzimy do fizjoterapeuty kobitka super go ćwiczy. W końcu jestem zadowolona. Ostatnio wytrzymał u niej na ćwiczeniach 45 min.
A w domu cwaniak ćwiczyć nie chce wymorduje go z 15 min i idzie spać. Od 2 dni przewraca się z brzuszka na plecy i już to jest powód do tego by jak najmniej ćwiczyć na brzuszku. Uparty jak mama 😁
Będziemy musieli zadzwonić do pediatry moze w końcu będzie szczepiony. Bo od grudnia stale coś.
Ostatnio staram się wprowadzać mu stale godziny chodzenia spać między 22-23 posiłek ostatni 21-22.
Udaje mu się wytrzymać do 5-6 rano. Potem wypić butle albo z godzinę pobawić się albo dalej spać. Ostatnio po 8 wstaje już gotowy.
Nie wiem jak to będzie kiedy dnia będzie przybywać i będzie o 4 widno czy nie będzie wstawać wcześniej.
Wkrótce musimy usunąć Mojżesza bo już ledwo się mieści. A szkoda bo fajnie w moim spał i polubił je. Nie wiem hak zareaguje na powrót do łóżeczka.
Teraz te mrozy są wróciliśmy do spania w śpiworki, na szczęście nie grymasi bo ostatnio 3 miesiące temu miał zakładany.
Udaje mi się go uśpić w Mojżeszu już nie muszę tuląc na rękach.
Bo jakoś na rękach nie jest chętny by go nosić jedynie jak chce coś zwiedzić to tak.
Bardzo szybko rośnie wzrostowi i wagowo. Nosimy jeszcze rozmiar 62 ale to już na styk. Od tygodnia pije już 140-150ml czasem wiadomo mniej. Wagowo i wzrostowo dogonił rówieśników. Teraz tylko aby chętnie ćwiczył. Głowę już super podnosi, przekręca się na bok. Coraz większą siłę ma. I oczywiście nadal marudzi.
W dzień zasypia na 20-30 min godzinę lub 1,5 po każdym karmieniu a raz dziennie ma drzemkę 2h.
Typ zmarzłego jak ja, stale nogi i ręce zimne. Lubi się cieplej ubrać.
Ostatnio z moim pokłóciliśmy się wrócił z nocek po 12h pracy i spał w sobotę do 17 niedzielę do 11. Wyzwalam go jak się małym zajmuje. Wkoncu nawet nie będzie go znal. Ten znów ma ciężki okres w pracy depresja jak nic. Kazałam mu szukać nowej roboty bo nic dobrego to nie wróży.
Do tego pokłóciliśmy się że on do roboty łazi a ja mam lepiej. Kurde ciekawe jak, wstawanie na karmienie cały dzień z małym. Przerwa tylko wtedy kiedy śpi. Czasem mama pomoże , wtedy na szybko śniadanie zjem itd. podczas drzemek też dużo nie zrobię . I kto na lepiej. Jak wrócę do pracy niestety bedzie musiał z nim siedzieć.
Kot do tej pory boi się małego. Zawsze do niego zagląda , popatrzy się i ucieka. Długo potrwa ta akceptacja. Nadal zazdrosny jest ehhhh

Jutro wg ostatniej miesiaczki 6 tc
Wiem, że nie u wszystkich objawy sie pojawiaja a u niektórych nie pojawiają się albo później występują ale zaczął mnie strasznie paraliżować strach przed wszystkim- okropne uczucie, znikam na około tydzień może zapomnę o tym lęku poczytam trochę książek pooglądam tv
Codzinnie modlę się do Boga aby dał nam kolejny dzień
dlaczego nie mogę być na luzie :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2020, 20:57

monnkej Mama Teosia i🤰Rity 31 października 2021, 16:39

31+2
Wszystkie ubranka, tekstylia małego wyprane i wyprasowane. Walizka w 60% zapakowana 🤭
Za dwa dni mamy kolejna wizytę, zobaczymy ile maluch podrósł. Kopniaki przybierają na sile, niektóre są nawet bolesne. Zgaga w dalszym ciągu towarzyszy... Ale nie każdego dnia 😉

Szczerze mam nadzieję, że maluch nie pospieszy się jak mamusia i nie urodzi się w 33tc.

"Bądź realistką" - usłyszałam przedwczoraj od męża. Chyba nigdy nie będę. Dlaczego nie potrafię przestać się łudzić ? Myślałam, że ten cykl będzie szczęśliwy. Ostatni z lamettą. Inny, bo od owulacji przez tydzień bóle jajnika i biały śluz. Wymyśliłam sobie, że to musi być to. Skoro wyniki czerwcowe trochę lepsze pod każdym względem, mam bóle jajnika to napewno będzie ciąża. A najśmieszniej gdyby były to bliźnięta. Już. Wyobrażałam sobie miny wszystkich kiedy informujemy o ciąży bliźniaczej. Mine męża gdy pokazuje mu usg w dniu urodzin. Żeby było śmieszniej w dniu w którym o tym myślałam widziałam dwa wózki bliźniacze przed swoim blokiem w odległości 2 m jeden od drugiego. Dzień później na ogródku przeleciały nad nami dwa bociany. To znak pomyślałam. Teraz wiem, że to był znak... Jedynie żeby dwa razy mocniej pier*olnąć się w głowę. 5 cykli z lamettą to cykle 27-28. Przed stymulacją było różnie 24-28. Dziś ostatni cykl z lamettą i 29dc. Oczywiście dwa testy zrobiłam już trzy dni temu. Po co ? Wiem, że trzeba czekać,ale nie. Lepiej wkur*ić się jedną kreseczką. Dziś w nocy ból jak na @ i zwykle w ciągu godziny przychodziła. Do tej pory nic i śluz biały. Ale wiem ze przyjdzie jutro. Zaznaczyłam ból owulacyjny w 16dc. Także wszystko się przesunie. Pewnie dlatego, że nie cały tydzień przed owu byłam mega przeziębiona. Wszystko rozumiem, wczoraj się pogodziłam, że znowu dupa, ale test i tak dziś rano zrobiłam. Od tak, żeby zjeb*ć sobie dzień od nowa.

aster Plan B. 27 listopada 2020, 10:40

22 dc.
Co jest najlepsze w pracy zdalnej? 🙂 Że kiedy w radiu leci spoko piosenka można bezkarnie sobie zaśpiewać i zatańczyć 😁 zwłaszcza jeśli wcześniej od rana chodziły po glowie ponure myśli...
I will surviveeee!!! 💪

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 11 sierpnia 2020, 08:59

3 DC
Źle przechodzę tą @, brzuch boli bardzo, skurcze mam okropne, i o ile tego się spodziewalam to nie spodziewałam się takiego bólu głowy. Od nocy z niedzieli na poniedziałek głowa boli mnie migrenowo, ból umiejscowil się w lewej skroni i oku, już bardzo dawno głowa mnie tak nie bolała i tak długo. Nie pomaga ibuprom, nawet wczoraj wziełam ketonal i tylko mnie przymulil, zasnęłam o 20.30. Dzisiaj od rana znowu ból,że ciężko się skupić w pracy a temperatura też nie sprzyja.
Rozmawialam z kilkoma koleżankami, które miały problem z zajściem w ciążę, niektóre po ivf, niektórym udało się naturalnie po wlewach z accofilu i wszystkie odradzają mi podejście do kolejnego transferu bez badań. I sama już nie wiem co robić, z jednej strony mamy 3 mrozaczki ale to nie jest jakaś super ilość, ale czekanie na kolejne wyniki, wizyty to znowu niewiadoma co do tego czy nie zamkną klinik, znowu musielibyśmy robić wszystkie badania a ja mam jakąś taka mała nadzieję że może tym razem zaskoczy bo niby transfery z mrozaczkow są bardziej skuteczne. Nie wiem, sama nie wiem co robić.🙄🙄
Telefon do kliniki pozwolił rozwiać wątpliwości co do tego czy robić w tym cyklu transfer. Mojej gin nie ma i wizytę mam teraz 20.08 a to będzie 12 dc więc z tego co wiem to już pozamiatane. Przynajmniej dowiem się czy rosnie jakiś pęcherzyk. W tym tygodniu zamówie chyba pakiet na kir dla mnie i hlac dla małża. I tak na wynik czeka się ok 2 tygodni, i może zrobię kilka badań.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 października 2020, 19:38

Wczoraj neurolog, jutro hematolog, pojutrze EEG na śnie, w przyszłym tygodniu poradnia poszczepienna.... i 6 tys. zarażeń dziennie. Boże, żebyśmy się gdzieś nie zarazili 😱🙏

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 9 sierpnia 2020, 19:51

1 dc
Po pozytywnym teście ciążowym odinstalowalam z tel apke do zapisywania cykli, bo cały czas pokazywała mi że zapomnialam zaznaczyć 1 dc. No więc dzisiaj zainstalowałam ją znowu 😒 myślałam, że psychicznie jest ok po tym co się stało, ale dzisiaj jak staliśmy w kościele do mojego małża podbiegło obce dziecko na oko 2 letnie z płaczem i wyciągnęło ręce żeby je podniósł, mój małż wziął na ręce to dziecko i oddał mamie a mi się oczy zaszklily. Akurat dzisiaj taka sytuacja a u mnie 1 dc, bolesny i mocny. Nie mam jakoś siły wrócić do reżimów jedzeniowych, niby staram się jeść bezglutenowowo ale wczoraj zjadłam ciasto, wypiłam piwo. Muszę się znowu zebrać do tej diety, jeżeli ma to pomóc w dążeniu do celu. Jutro zadzwonię do kliniki i umówie się na czwartek na wizytę, chociaz nie wiem czy to ma sens, będzie 5 dc a zazwyczaj miałam @ 7 dni i czy cokolwiek mi gin powie. Ale chce już wiedzieć na czym stoję, co robimy dalej. Czy ma jakiś plan, czy chce coś zmienić, zbadać.
Urlop znowu się przesuwa, może pójdę pod koniec września, ale już przestaje w to wierzyć 😒 dzisiaj dzień doła 😒


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2020, 19:52

Zniechęciłam się, ale zaczynamy działać na nowo po koronie .. dzisiaj byłam u ginekologa, u kogoś nowego .. fajna babka, kompetentna, miła, odpowiadała na moje głupie pytania i tłumaczyła, oczywiście do mojej wagi musiała się przyczepić bo by sie udusiła, ale obstawałam przy swoim tak jak zawsze radzicie, ale wiecie co ? mam mieszane uczucia, niby się mną zajeła, ale nie do końca? dostałam tabletki na wywołanie okresu i w tym czasie mam porobić badania krwi. Dostałam jakieś tabletki, które pomagają z zajściem , ale jak na moje oko to dalej suplementy .. i dostałam również leki na cukrzycę chociaż jej nie mam, jej zdaniem pobudza to jajniki do pracy, chyba nie tego się spodziewałam?


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2020, 14:57

Pauli A jeśli nigdy się nie uda? 28 września 2021, 07:51

Sześć dni po drugiej inseminacji, pierwsza niestety nieudana. Za parę dni beta - pewnie znowu będzie negatywna. Później jeszcze jedna IUI – tym razem ze stymulacją – a następnie podchodzimy do in vitro. Myślę, że w grudniu, bo w listopadzie musimy zrobić jeszcze badania genetyczne.

Wczoraj dowiedziałam się, że żona mojego najlepszego przyjaciela jest w ciąży. Będą mieli dziecko. Drugie, bo ich pierwszy syn ma jakieś osiem lat. Płakałam długo, musiałam wziąć coś na uspokojenie. I tak za każdym razem, gdy ktoś z bliskich jest w ciąży. Z tyloma osobami przestałam utrzymywać kontakt z tego powodu... Jestem chyba złym człowiekiem, ale nie umiem rozmawiać z kimś, kto ot tak zrobił sobie dziecko. Jestem w jakiejś odległej galaktyce. Galaktyka niepłodności :)

Z dobrych rzeczy – dostałam od lekarza POZ skierowania na badania genetyczne do in vitro, więc zaoszczędzimy dobre kilka tysięcy. No i przy okazji zrobię kariotypy i parę innych badań – NFZ stawia, chociaż raz :) Szkoda tylko, że badanie dopiero 15 listopada, a na wyniki czeka się 21 dni. To nam opóźni in vitro o miesiąc, no ale trudno.

W piątek beta, to będzie 9 dni po IUI i 10-11 dni po zastrzyku. Trochę szybko, ale dr kazała zrobić betę 10 dpi, a wtedy nas nie będzie. Więc zrobię 9 dni po i potem 12 dni po – bez sensu, ale negatywna beta 12 dpi będzie zbyt dużym wstrząsem, a tak negatywna 9 dpi nie przekreśli ciąży, a będę miała chwilę na oswojenie się z tym, że się nie udało… Trochę pokręcone, ale co miesiąc muszę powoli przygotowywać się do porażki.

A może okaże się, że się udało? Mamy te 4-8% szans na sukces przy IUI. M. powiedział wczoraj, żebym się nie denerwowała, bo na 100% jestem w ciąży. I najsłodsze, co wczoraj usłyszałam – powiedziałam, że zamówiłam 15 testów ciążowych, żeby mieć darmową przesyłkę na Allegro. Na co M: "Po co NAM 15 testów ciążowych" :) NAM :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2021, 14:03

Luthien Pamiętnik Luthien 6 sierpnia 2020, 17:52

19 dc
Byliśmy we wtorek u tego lekarza - myślę, że tym razem świetnie trafiliśmy. To pierwszy lekarz na naszej niepłodnościowej drodze, który posiadał jakąkolwiek kulturę osobistą i nie odznaczał się nonszalancją przez negowanie wszystkich zaleceń jakichkolwiek lekarzy poza nim samym. Zrobił bardzo dokładny wywiad, uważnie przejrzał badania, które przynieśliśmy i dokładnie tłumaczył, co i jak.
Poradził nam, co prawda, żebyśmy poczekali jeszcze kilka miesięcy z (nienaturalnym) działaniem - aż minie rok po poronieniu - bo jesteśmy młodzi, bo za pierwszym razem udało się po dwóch latach, co jak na obecne normy jest długim czasem, ale nie jest absurdalnie długim czasem, więc jest szansa, że uda się znowu, tym razem bez pustego jaja. Ale też - najwyraźniej - z doświadczenia wiedział, że skoro przyszliśmy, to czekać pewnie nie będziemy chcieli, więc jako alternatywę przedstawił drożność i inseminację. Z naciskiem, że on zaleca jednak danie sobie czasu.
Na ten moment planuję - przynajmniej z drożnością - nie czekać aż tak długo, ale też nie robić jej na hura, może za miesiąc - dwa. Obecnie stawiam na maksymalną redukcję stresu - zapisałam się na kurs aromaterapii i używania olejków eterycznych, mam w planie również akupunkturę.
Od tego cyklu mierzę też temperatury, ale wątpię, żeby wyniki były miarodajne. Odkąd psychiatra zmieniła mi leki (biorę łagodne antydepresanty w związku z kryzysem po poronieniu, nic poważnego), budzę się po 2-3 razy w nocy, o 2:00, 3:00, 5:00... w praktyce nie jestem w stanie tak zmierzyć, żeby była to stała pora i jednocześnie, żeby były te przepisowe trzy godziny nieprzerwanego snu... macie na to jakieś tipy? (oczywiście poza zmianą leków, bo to mam w planie, ale niekoniecznie sen od razu się ureguluje).
Póki co temperatury cały czas są niskie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2020, 17:53

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)