Kończę 10 tc, w przyszłym tygodniu idę do ginekologa, a za 2 tygodnie mam prenatalne.
Druga ciąża szybko leci, co nie oznacza, że mdłości jest mniej czy pawianów 
Zmieniło mi smaki, odrzuciło mi kawę, nie mogę patrzeć na banany (kiedyś jadłam codziennie) i generalnie nie mogę dopuścić do głodu, bo wtedy z mdłościami jest masakra.
Ostatnio prawie porzygałam się w lidlu.
Młoda skończyła 3 latka i gada jak najęta, muszę spisywać jej teksty, bo za chiny bym na nie nie wpadła. Przedrzeznia i parodiuje nas jak kłocimy sie czasem ze starym, rozładowuje atmosfere tak, że z totalnego wkurzenia wpadamy w beczkę śmiechu.
Rodzicielswto nie jest łatwe.
Na początku (przez 2,5 roku) była bardzo wymagającym dzieckiem, działała na mnie nieco antykoncepcyjnie (ileż ja sie wahałam czy chce 2 dziecko bo bałam się bezsilności itp)
Ale... teraz jestem już mądrzejsza.
Nauczyłam się stawiać granice i nie daje wchodzić sobie na głowe (jak ktoś czytał moj pamietnik z poczatku macierzynstwa to zapewne rozumie o co chodzi).
Skończyło się na leczeniu umiarkowanej depresji i w sumie jak wróciły mi siły to rozum zaczął inaczej działać.
Warto skorzystać z pomocy lekarza, ja męczyłam się 2,5 roku. Niepotrzebnie. Dobrze, że to nie skończyło się rozwodem.
Chciałabym tą druga ciążę przeżyć tak, jak powinnam pierwszą.
A co tam u Was?
Dziewczyny! Dziękuję za rady i wsparcie.
"grotka" nie sądziłam, że komuś będzie się chciało czytać cały mój pamiętnik. Dziękuję za dobre myśli i kciuki. Chciałabym, żeby ten pamiętnik skończył się happy endem. Ale chyba tak nie będzie...
Wczoraj byłam na pierwszej wizycie. Wg przesuniętej owulki, byłby to 6t+3-4 dni. Jechałam z dobrymi myślami i chciałam wyjść z gabinetu szczęśliwa. Wyszłam smutna. A jadąc do domu po prostu się popłakałam.
Przy badaniu USG widoczny był pęcherzyk ciążowy 2,5cm. Był pęcherzyk żółtkowy. Lekarka długo szukała zarodka. W końcu powiedziała, że wydaje jej się, że jest tu... Ale malutki - 2mm. Za mały jak na ten wiek ciąży. Wydaje jej się też, że bije serduszko. Ja też to zauważyłam. Zaproponowała USG za tydzień, które da odpowiedź, czy ta ciąża się rozwija.
Nie tak miało być.
Nie piszcie dziewczyny, że owu była jeszcze później niż mi się wydaje, bo to niemożliwe. I nie piszcie, że ginka miała słaby sprzęt, bo jest specjalistą od usg prenatalnego.
Co mnie dodatkowo martwi? Wczoraj zniknęły mi mdłości i zmęczenie. Nie wiem, czy to pod wpływem stresu tak organizm zareagował? Wieczorem miałam lekkie pobolewania krzyża. I znów pytanie: czy właśnie wtedy skończyła się ta ciąża? Tak jak ostatnio, kiedy dostałam silnych bóli krzyża?
Dodatkowo martwi mnie "znikający obraz". Lekarka długo robiła usg, bo obraz ciągle znikał. To mi przypomniało sytuację z ostatniej ciąży. Było tak samo. I wiem, jak to się skończyło.
Nie mam już siły o tym wszystkim myśleć i łudzić się, że będzie dobrze.
Ginka powiedziała, że jeśli chcę się trochę uspokoić, to powinnam iść na betę w pn i środę. Pytam, czy na tym etapie beta coś mi powie? "Tak, jak się podwoi, to jest dobrze". Ale mi się wydaje, że na tym etapie już się nie podwaja! Więc to badanie jest teraz bez sensu. Czy się mylę?
Równo za tydzień jestem zapisana do lekarza NFZ na wizytę. Zrobię usg i wszystko się wyjaśni. To jest lekarz, który ostatnio poinformował mnie, że serduszko nie bije. I znowu historia się powtórzy?
To moja ostatnia ciąża. Mąż też już ma dosyć i nie chce więcej starań. Tak bardzo chciałam rodzeństwo dla mojego synka. Czy to coś złego, Boże???
Wczoraj tj. 15 października 2020 roku zakończyliśmy szkolenia w ośrodku.
Ostatnie zajęcia były prowadzone przez Panią Dyrektor. Zwykle zapraszani są na nie goście (para, która już jest po adopcji). Niestety przez wirusa nie mogliśmy mieć takiego spotkanie. Na te zajęcia mieliśmy przeczytać książkę "Inny Początek". Przeczytaliśmy, ba ja to nawet drugi raz, dla przypomnienia, bo już wcześniej znałam tę historię.
Pani Dyrektor puściła nam film Pary, która adoptowała dziecko. Filmik możecie zobaczyć na youtube na kanale "Siadam i Gadam". Nawet udało mi się trochę pogadać na instagramie z dziewczyna z tego kanału. Wspaniali ludzie o wielkich sercach. Znałam już ten filmik, ale chętnie przypomniałam sobie ich drogę do zostania rodzicami.
Pani dyrektor poinformowała nas, że postara się by w ciągu 2 tygodni zebrała się komisja i po tym czasie mogła nas poinformować czy otrzymujemy kwalifikację. Oby wszystko poszło super!
W podziękowaniu za ten trud włożony w pracę z nami daliśmy Pani kwiaty i kartkę z podziękowaniami i podpisami z naszej grupy. Po zajęciach spędziliśmy miło czas z jedną z par z naszej grupy. Naprawdę było miło, mamy wiele wspólnych tematów, no i mamy jeden punkt co nas scala... Czekamy na nasze dzieci...
Moje życie jest ostatnio pełne zmian...
Zaczynam studia, które musze zmienić, ze względu na plan... Nie wiem co z tego wszystkiego wyjdzie. Dzisiaj mam zajęcia online, na które nie mogę się zalogować, jestem w kontakcie z informatykiem z uczelni, ale nic to nie daje... Zaczynam zajęcia o 15:30 i nawet nie mogę w nich uczestniczyć... Chyba rzeczywiście opatrzność chce bym zmieniła kierunek. Wczoraj był ostatni dzień rekrutacji na innej uczelni, wysłałam dokumenty, zapłaciłam, ale musze czekać do 2 tyg. ze względu na dużą ilość zgłoszeń... Do tego mamy bardzo napięty grafik w ten weekend, musiałabym i tak codziennie skończyć zajęcia szybciej niż powinnam... Zaczynanie studiów po tylu latach, ze swoimi przyzwyczajeniami, domem, rodziną, pracą nie jest takie łatwe...
Do tego pracujemy nad projektem domu, projektant się nie odzywa. Zbyt wiele na głowie...
Bardzo chciałabym zostać już mamą... Jednak obiektywnie myśląc chciałabym poczekać aż wyprowadzimy się do nowego domu... Będziemy sami dla siebie... Będziemy mogli uczyć się siebie nawzajem...
Tak długo czekaliśmy, właściwie nadal czekamy by móc zostać rodzicami... Oddałabym wszystko za to by móc tulić Ciebie Aniołku do swojego serca... Chciałabym Ci dać dom, który będziesz wspominać z uśmiechem i łzą wzruszenia, kiedy będziesz już dorosłym człowiekiem. Mam nadzieję, że nie cierpisz, że jeszcze Cię nie ma na świecie... Pragnę Cię poznać od najwcześniejszych Twoich dni, byś nie tęsknił za nami zbyt długo nasz Skarbie maleńki... Jesteśmy coraz bliżej Ciebie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2020, 01:46
Doszłam do siebie, boli nadal ale trzeba iść dalej.
Jakoś łatwiej mi, gdy wierzę,że jesteśmy krok bliżej dzięki temu,że zarodek się zagnieździł.
Nie miałam za dużo czasu na sentymenty bo wraz z krwawieniem rozpoczęłam przygotowania do czwartego transferu. Tak zalecił immunolog, żeby nie czekać. Zalecenia te same, nic nie zmieniamy.
Rozmawiałam dziś z lekarzem, nie wiemy co poszło nie tak 🤷♀️ może wada genetyczna zarodka, może po prostu to nie ten, może opryszczka coś namieszała i chyba do niego dotarło, że jest problem z immunologią. Próbujemy raz jeszcze, jeśli się nie uda to zostaną jeszcze dwa. Wtedy będziemy się martwić co dalej i pewnie podejmiemy jakieś zmiany. Może przerwa bo jesteśmy już zmęczeni, a jak sobie pomyśle, że będzie potrzebna piąta stymulacja to mi słabo. Nie wybiegam za daleko myślami, jest tu i teraz.
Ja cały czas mam nadzieję, lekarz też, coś ruszyło, to dobry znak 🍀
Sami wybraliśmy zarodek, który będzie transferowany, wybór był pomiędzy 4.1.1 a 4.1.1 😅 wskazałam palcem na monitorze który.
Dzisiaj endometrium 11.6, progesteron w normie.
23.08 wlew ivig 💉
30.08 transfer ❄️
Idziemy dalej 🌈 🦖
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2024, 14:32
7t + 4d ciąży
Najlepiej się czuję kiedy zapominam, że jestem w ciąży. Kiedy się śmieję z bliskimi, kiedy intensywnie pracuję, kiedy czytam książkę. Na początku było mi trudno myśleć o czymkolwiek innym niż ciąża ale teraz te okresy zapominania o niej są coraz dłuższe.
To jest mój patent na ciążę: nie myśleć o niej.
Dzięki temu się nie denerwuję a dni szybciej mijają i codziennie fasolka jest większa. Nawet perspektywa kolejnej wizyty w przychodni nie budzi już we mnie oczekiwania czy zdenerwowania - jedynie przewracam oczami z myślą "O jesssu... znów stracę pół dnia". Jestem z siebie bardzo dumna, że tak reaguję. To jest znacznie bardziej w moim stylu niż ta początkowa ekscytacja. Wróciło moje naturalne wyluzowanie, ufff. Czyli jednak nie zmienię się teraz w kogoś kim nigdy nie byłam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 sierpnia 2020, 13:22
2 dc 78 dni suplementacji
Kolejny cykl przed nami 😒 niby nie liczyłam na cud ale gdzieś tam jednak miałam nadzieję. No ale nie wyszło. Znowu.
Suplementacja trwa w najlepsze, to już chyba ten moment kiedy wyniki powinny się poprawiać. Gdzieś tam z tyłu głowy sobie myślę że może jednak zaskoczy, a z drugiej strony po tylu latach niepowodzeń wiem że i tak nic z tego nie będzie. Nie przeżywam już tak bardzo każdej 🐵. Taki masz los że musimy ciągle czekać. W tym cyklu starania o wrześniowego bobasa.
Zawsze końcem listopada dopada mnie totalna niechęć do pracy. Myślami jestem już przy świętach, odliczam dni a i tak miesiąc zleci raz dwa. Sylwester w tym roku w czterech ścianach. Pewnie spędzimy cały wieczór przed telewizorem, obejrzymy fajerwerki z okna i pójdziemy spać.
32 dc
Tak jak pisałam poprzednio ovu chyba nie było .. i już nie będzie ...
Wczoraj zaczęło się plamienie ale nie takir ciagle tylko chwilowe a później już nic. Dziś już bardziej krwiste wiec na bank jutro przyjdzie @.
Zreszta moje ciało już to krzyczy !
Na prawdę wierzyłam - mimo braku wyznaczonej ovu . Ciagle wierzyłam ze temp skoczy rano bo wieczorem miałam wszystkie objawy .. kłucie jajników , śluz , ból podbrzusza ..
Podziwiam dziewczyny które walczą latami !
Czuje pustkę . Mojemu M. Widzę tez smutno . Chyba dopiero w tym miesiącu poczuł ze chce . To Jego pierwszy miesiąc zawodu .
A mój ? Ho ho ho
Mimo ze świadomie staramy się od 3 miesięcy ja testów ze łzami w oczach widziałam już baaardzo dużo !
No cóż ! Przyłaź podstępna @ ! Chce nowy cykl !
Gdyby nie poronienie miałabym roczne dziecko... Roczną Zosię, tak sobie wymyśliłam. Wczoraj dotarło do mnie, że coraz bliżej Święta. Nie uciekne od tego.Gdybym była mniej uczuciowa w stosunku do rodziny najchętniej wyleciałabym gdzieś w tym okresie. Gdzieś gdzie jest cieplutko.
42 dzien cyklu okresu brak.. test zrobiłam wiadomo biel... cykl pewnie bezowulacyjny.. w październiku mam wizyte u immunologa, to moze i dobrze... plan był taki, ze przed wizyta 2 cykle z gonadotropinami, ale jak tak dalej pójdzie to jeden cykl taki to bedzie sukces... ech .. ciagle trzeba byc elastycznym podczas tych starań mowiac bardzo ładnie 😉 trzymajcie kciuki zeby ten okres przyszedł w koncu i mogliśmy zacząć działać! Ten jeden cykl „na luzie” juz mi bokiem wychodzi 🤣🤣🤣
👶 3 Tygodnie i 4 dni Liwkowe 👶
U Nas szpital. Maks zaraził bólem gardła najpierw męża (już mu przeszło) potem katarem niestety Liwkę 😔.Pierwsza noc z gilami, tragedia. Płacz, krzyk, dusiła się od wydzieliny normalnie. Ani cycek ani smoczek. Najgorsze, że takiemu maluchowi żadnych leków praktycznie nie wolno podawać. Jedynie nosek zakraplać solą fizj.i z tego samego inhalacje, wit c, maść majerankowa, dużo pionizować maluszka by katar spływał no i my ogciągamy gile fridą/katarkiem do odkurzacza. Kupiliśmy też taką maść z olejkami Aromactiv.
Konsultowałam się najpierw przez teleporadę z pediatrą no ale przedwczoraj mała zaczęłą też pokasływać,bałam się żeby jej nie zeszło na płuca/oskrzela uprosiłąm wizytę w przychodni. Lekarka zbadała i obejrzała malutką. W klatce na szczęście, czysto gardlo czerwone. Dostałyśmy jeszcze steryd do inhalacji, kropelki do nosa i syropek homeopeatyczny po odrobince.....po 4 dniach czyszczenia noska jest już lepiej.... Jakby tego wszystkiego było mało, ja też chora. Ledwo łażę, przeziebienie rozłożyło mnie na łopatki ;-(
Pogoda za oknem też nie nastraja pozytywnie. Nagłe ochłodzenie, czuć jesień w powietrzu. Nie lubię tej pory roku ;-(
Lato było cudowne i chodź nigdzie dalej nie wyjechaliśmy to spędzaliśmy czas nad morzem, jeziorem, na basenie, na spacerach, działeczce,w parku i różnych placach zabaw. Raz udało Nam się wyskoczyć z małym do bajeranckiej sali zabaw i raz do interaktywnego centrum morskiego. I no i młody zaliczył dwa tygodnie na mazurach u dziadków 
We wtorek rozpoczyna się nowy rok przedszkolny. Tak się cieszę. Wreszcie będa zajęcia. Maks bedzie wreszcie w swojej sali, w swojej grupie i ze swoją Panią. Taką mam nadzieję ogromną by było spokojnie, by nie było wzrostu zachorowań.... Muszę dziś obkupić Maksa w nowe kapcie, przybory plastyczne bo przedszkole dało informację w ostatniej chwili 😐
Z dobrych rzeczy jeszcze to wreszcie udało mi się ogranąć usg bioderek małej i wizytę przedszczepienną. Dodzwonić siŕ do przychodni graniczyło z cudem😔 Okazało się też wogóle, że Liwia ma przepuklinę na pępuszku ( pępęk jest.jakby wydęty) i trzeba go zaklejać specjalnymi plastrami 😔
No i news dnia. Znaleźliśmy i zaklepaliśmy salę na chrzciny malutkiej. Piękna jest, piekne dekoracje, sala zabaw dla dzieci, podwórko i plac zabaw na dworze, fajne menu i spoko ceny 😍 Teraz na spokojnie mogę zająć się resztą- szukaniem sukienki dla siebie i ciuchów dla reszty 😅 tortem, zaproszeniami, ewentualnie fotografem jak starczy kasy...
Data wielkiego dnia to 11 października 😇😇
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2020, 09:20
13 ms starań, 9 cs, 41 dc
Beta z wczoraj w końcu po bojach i dzwonieniu na infolinie się pojawiła.
1,10.
Krótka historia o tym jak byłam w ciąży. Przez 4 dni. Ale już nie jestem.
Wiedziałam, że beta z dziś będzie zerowa, ale i tak mnie to ukłuło. Ta jedna tysięczna promila nadziei gdzieś była. Odstawiam leki. Czekam na okres.
Nie wiem co dalej. Nie mam planu żadnego. Nie wiem czy lekarz w ogóle coś u mnie zmieni w leczeniu. Pierwsza ciąża od 10 miesięcy. Znów nic. To boli okrutnie.
13 miesiąc starań, 9 cs, 21 dc
Tydzień temu robiłam sobie zastrzyk na pęknięcię pęcherzyka. Zawsze pękały. Po tygodniu wciąż brak skoku temperatury. Chyba tym razem nie zadziałało. Jestem zła, rozżalona, smutna. Nie wiem, czy podjemować stymulację w kolejnym miesiącu. Mój organizm zaczyna się już buntować, a to dopiero początek drogi. Ale nie chcę odpuszać. Nie wiem co zrobić.
Nie tak miała wyglądać droga do macierzyństwa. Miałam już chodzić na spacery z wózkiem, z mężem pod rękę. Coraz częściej nachodzą mnie myśli, że pewnie gdyby mój mąż nie spotkał mnie, a inną kobietę pewnie już miałby swoje upragnione dziecko na świecie. A ja nie potrafię mu tego dać, a szanse, że się uda mam zdecydowanie mniejsze niż jeszcze rok temu.
Trwa dopiero 9 cykl starań, a ja mam wrażenie, że te zmagania i walka trwają znacznie dłużej. Chyba nie radzę sobie z emocjami. Chciałabym odpuścić, ale nie umiem. Myślałam, że już przeprocesowałam cp, ale wciąż zdarza mi się płakać z tego powodu. Tak żeby mąż nie widział. Nie chcę go tym obarczać. Niech chociaż jedno z nas ma o to jedno zmartwienie mniej.
Losie, daj mi siłę i nadzieję. Proszę ... Tyle niesamowitych historii tu na forum, a ja wciąż nie wierzę, że i nam przytrafi się taka niesamowita historia z happy endem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2020, 10:51
7 dc
Nastrój 9/10
Jutro jest ostatni dzień mojego urlopu. Ale to szybko minęło. Test na COVID negatywny ❤ w poniedziałek mamy 7 rocznicę ślubu 😊 podobno siódemka jest szczęśliwa 🌸 mam nadzieję że dla nas też okaże się łaskawa 💚 moje myśli krążą wokół zbliżającej się operacji. Pokładam w niej ogromne nadzieje. Jajowody to jedyna(o ironio kluczowa) rzecz która u mnie zawiodła. Innej przyczyny nie ma. Nie będę wchodzić w genetykę i immunologię bo to narazie nie ma sensu. Takie rzeczy bada się kiedy nie da się utrzymać ciąży a ja jeszcze w niej nigdy nie byłam. Może na święta pod moim sercem zabije jeszcze jedno? Tak bardzo Cię pragniemy w naszym życiu👶
20 cs! Świętować okrągłe starania?
Podsumowując 19 cs -> to był bardzo dziwny cykl, od początku pięknie pnąca się temperatura, owulacja mniej więcej tak jak czułam, dużo serduszek w cyklu, a końcówka to już w ogóle rozwaliła system na 11 zrobionych testów na dwóch były cienie a na kolejnych trzech pojawiło się „coś” po czasie. Nigdy tak nie miałam, wiec nadzieja rosła razem z temperatura.
Sam okres jak przyszedł, to tez był inny, dziwny...
A dziś? 4dc i ponowny przypływ energii i chyba miły spokój, wiedząc, ze w tym cyklu okres przyjdzie na 100%, bo starania zawieszamy i czekam na ta cudowna drożność!
Kolejny dzień jakby pogodniejszy... Choć ostatnio nie jestem w dobrym nastroju... Oglądaliśmy wczoraj piękny film na Netflixie "Rodzina od zaraz". Piękny film o adopcji. Strasznie mocno mnie wzruszył. Do tego czekam na @, wiec kumulacja hormonów, bieżące problemy itd... Dały taki skutek jak wczoraj... Dziś jest lepiej. Moi znajomi starają się o dzidzię, podejmują leczenie. Kuzynka męża spodziewa sie drugiego szkrabika.
Mnie trochę przytłacza życie xD
Moze to śmiesznie brzmi... Ale taka jest prawda... Jak mówiłam wczoraj... No i nadal podtrzymuje... Dajcie mi na chwile zniknąć 
Zbliża sie sesja na studiach... Dokumenty trzeba ogarnąć z budowa domu... Ach namnożyło się, szkoda gadać...
11 miesięcy naszego Olusia 🙈🙈 to już prawie roczek 😱😭😭
Synu,nie rośnij tak szybko..
Misio waży ok.10 kg.i jest ciężki chłopczyk do noszenia
na szczęście spacerki są w wózku A w domku dajemy radę
Nosimy pampersy 4 i rozmiar 86 .
Oluś nieśmiało stawia pierwsze kroczki❤ lubi się przytulać, robić cacy. Potrafi pokazać jak czesze włosy,karmi,robi kocykiem akuku, daje czesc,pione,pokaże gdzie ma fuj(kupka)pokazuje puk puk oraz gdzie ma ucho,nozke i nosek-noski noski🥰 lubi tańczyć,skakać i jeść
bije brawo i pokazuje tak i nie 
Rozgadany jest bardzo,mówi mama ,tata,baba,dada, nie,am,⁶bam i kilka innych. Pokazuje jak robi piesek.
Jest bardzo ruchliwy i interesują go wszelkie kable,śrubki,koła i męskie rzeczy 
Ząbki mamy już 4🤩
Lubi jeść kanapki,warzywa,placuszki,makaron i je sporo! Ma swoje smaki,nie lubi jalowości. Pije wodę jak Pola😍
Jak na prawdziwego chłopca przystało lubi bawić się pileczkami, rzucać je i ganiac oraz autkami i nimi jeździć 🤩
Ma dwie drzemki po 30 min.-o 10 oraz 14:30. Mamy stały rytm dnia ,lubimy go:)
Ostatnio naszą rozrywka jest wychodzenie na ogród (Olek uwielbia być na dworze!)Po katering. Pola bierze A po drodze zbieramy szczypiorek na śniadanko:)
Pola od marca idzie do przedszkola. Wierzę,że sytuacja z koroną się uspokoi i uda się iść spokojnie.
Dodatkowo cos znowu narzeka na ból przy sikaniu i sika często.. muszę ja na szczepienie zapisać i pogadać z lekarka. Oli też chyba w wrześniu będzie miał szczepienie..
Ostatni czas mam pracowity i mało sypiam,więc pora spać 😁
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2020, 23:40
Miałam taki ładny wpis i dupka! Nie kliknęłam zapisz 😖
Spadek dał mi dziś jasno do zrozumienia, ze nie mam na co liczyć w tym cyklu.
Emocje były przeogromne, bo w końcu na 2 z 10 testów zobaczyłam cień - pierwszy raz ukazało mi się coś więcej niż tylko biel z jedna kreseczka.
💚 Ten widok i nieznane mi dotąd emocje zapamiętam na bardzo długo, te nadzieje i chęć potwierdzenia „ze to już”.
Ale nie ten cykl, nie kolejny... Może listopad powitam z II? Tak na druga rocznice starań?
Dziś nie płaczę, jestem z siebie dumna... no i czekam na zbliżający się okres 💔
Zdecydowałam, że pójdę na tą imprezę to ma być ognisko na swieżym powietrzu jesli pogody nie bedzie impreza w domu. Jeszcze nie wiem jakie wymówki wymyśle ale myśle że powiem że biorę leki i nie mogę.
Wczoraj bawiłam się w kuchareczkę zrobilam pyszny żurek, męzowi do pracy obiadek oraz upiekłam ciasto tartę ze śliwkami takie proste ciasto a jakie pyszne.
Ruszylam też z praca zrobiłam poprawki w ankiecie mam nadzieje że w końcu bede mogla przejsc do rozdzialu 1 🙈
Na szydełkowanie coś nie mam weny i cały czas się zastanawiam czy to dla mnie jednak to wymaga czasu a ja przez polowe dnia się dobrze czuje a druga połowa to dramat
dziwne uczucie jakbym wiecznie na kacu była
13 ms starań, 9 cs, 42 dc
Nie mogę przestać myśleć o tym wszystkim. Próbuję ułożyć sobie jakiś plan.
We wtorem wizyta u gine. Na przemian myśli, że powinnam wtedy już zobaczyć zarodeczek z myślami co dalej? Będę musiała go przycisnąć. Niech wskaże dalsze badania, albo da dodatkowe leki. Może ze względu na IO powinnam jednak brać chociaż małą dawkę metforminy?
Przechodzę na lamettę, utrzymuję taki sam zestaw supli. Robię kolejne badania. Test na mutacje z testDNA, ANA, ASA, AOA, przeciwciała tarczycowe. Zobaczymy co wyjdzie.
Daję sobie czas naturalnie do końca roku, maksymalnie do wiosny. Jak lametta nie pomoże to będę naciskać na gonadotropiny. Potem przejście do kliniki leczenia niepłodności, w międzyczasie laparo, 2-3 podejścia do IUI. A potem to już każdy wie co dalej ...
Cały czas w głowie jedno główne pytanie. Dlaczego ja?
Nareszcie w swoim lokum 😊
@Wiki, @Niepogodzona dzięki za trafne spostrzeżenia, absolutnie się zgadzam. Też uważam że dziadkowie to nie instytucja opiekuńczo-finansowa i że chyba faktycznie potrzebują czasu, a odległość jaka nas dzieli nie sprzyja 🤷♀️
Może faktycznie nie powinnam mieć żadnych oczekiwań co do relacji moich rodziców z wnuczką, ale one wynikały chyba też z tego że ja się kilka razy pytałam czy chcą z byśmy na tak długo przyjeżdżali a w odpowiedzi słyszałam, że tak, że oni będą codziennie chodzić na spacery, że nie mogą się doczekać by Marysię karmić, kąpać itp. Rzeczywistość to zweryfikowała🤷♀️
Może też mieli inną wizję tego wspólnego czasu i Marynia musi podrosnąć. W każdym razie, ostatnie dwa dni nagle nie odstępowali jej na krok, a wsadzając nas do Pendolino pierwszy raz widziałam jak płakali ze wzruszenia że odjeżdżamy. Już zapowiedzieli swoją wizytę na październik 😁
Jeszcze mała dygresja. Ja jednych dziadków miałam w tej samej wsi, a drugich 200 km dalej. Do tego moja mama nie przepadała za teściami i nastawiała mnie i brata przeciwko nim, a tata nie miał parcia na spotkania bo się za bardzo różnili politycznie 🤦 i w konsekwencji widywałam ich 2-3 razy do roku. Nim zmądrzałam do tego by nawiązać bliższe relacje z dziadkami z miasta to dziadziuś zmarł nagłe, ale z babcią widuję się częściej niż moi rodzice. Nie chcę by moja córka wychowała się bez dziadków, a w dzisiejszych czasach jednak Skype czy FB bardzo to ułatwiają, ale nie zastępują.
(A, no Marysia ma jeszcze drugich dziadków, jakieś 170 km od nas, ale tam jest nienajlepiej, bo króluje alkohol, a o kontaktach dłuższych niż 1 dzień, czy rozmowach wideo nie ma mowy)
Lekko nie ma, ale grunt że w ogóle ci dziadkowie są 😌
Summa summarum cieszę się jednak że już wróciliśmy. Może głupota ale poruszanie się po M3 jest mniej wyczerpujące niż po 3 kondygnacyjnym domu 🙃 W końcu po 2 tyg. nawet zdołałam już obejrzeć z mężem tv jak Marysia zasnęła! U rodziców było to niewykonalne 😑
Musimy tylko kupić do nas taka samą mate jak zamówiłam do rodziców, bo Marysia się w niej zakochała🤣
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.