Dziś już trochę lepiej, może dlatego, że wróciłam do pracy i mam czym się zająć. Dół miesza się z silną wiarą i przeglądaniem forów internetowych- czy coś się czuje podczas implementacji... Paranoja. Jutro druga weryfikacja- jak o tym myślę to od razu widzę oczyma wyobraźni niski poziom bety i już w uszach słyszę słowa lekarza, mówiącego, no, że tym razem się nie udało... Ach, sio czarne myśli, sio! Trzeba mieć pozytywne nastawienie.
Ogólnie to czuję się ok, wczoraj trochę mnie ciągnęły jajniki i trochę bolało. Dziś mam wrażenie, jakbym zaraz miała dostać okres. Okropne uczucie. Boje się chodzić do łazienki, że zaraz zobaczę krew
do zrobienia testu mnie w ogóle nie ciągnie. Boje się, że tego nie udźwignę.
Aby mniej myśleć zaczęłam czytać dość fajny kryminał. Wczoraj się rozkręcił, dlatego przeplakalam do południa, a po południu już książka mnie pochłonęła.
Boje się jutra.
Lecą dni matczynej sielanki/niedoli. Zwał jak zwał. Raz jest lepiej, raz gorzej.
Ogólnie wciąż karmimy się piersią, nie poddałam się 💪 próbujemy zejść z tych cholernych nakładek, póki co ze słabym efektem ale z 0 ssania mamy próby po 1 minucie, później 20.min płaczu, wchodzi nakładka, a później znowu próbuje jej zabrać. No ogólnie Walczymy.
Poza tym mamy chyba te cholerne kolki ale masujemy, suszymy brzuszek suszarka i nosimy, tulimy, głaskamy.
Dziś kończę kurację nystatyna na pleśniawki, to co miała na podniebieniu nie zniknęło. Pytanie czy to wogole były pleśniawki?
Ogólnie oprócz kolek Walczymy z ulewaniem. Ale czy z tym można walczyć? Wygląda to tak że nie spuszczam dziecka z oka bo rzyga jak kot, czasem już w trakcie jedzenia, czasme po, a czesem po godzinie. Chlusta jak z kranu.
Staram się ściągać trochę mleka żeby wraz z butelka dać Sab simplex ale jakoś szałowego efektu nie widzę. Biogaja jest cały czas na brzuszek ale czy coś daje?
Ponoc te problemy brzuszkowe mają byc przez pierwsze 3 miesiące więc już jeden za nami.
Mała jest strasznie przytyłaśna, ma ogromną potrzebę bliskości.
Nie można jej zostawić samej więc wszędzie mam dla niej maty i wszędzie ja biorę. Śpi tylko jak ja się trzyma za rączkę a w dzień na rękach.
Ciągle się zastanawiam czy jest takim nerwusem przez mój stres w trakcie ciąży? A może ta potrzeba bliskości wynika z tych problemów okołoporodowych? Brak kontaktu skóra do skóry itd?
Nie wiem... Ale tule i robię co mogę żeby czuła jak bardzo ja kocham.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2021, 15:27
Zaglądam tutaj czasem, głównie do pamiętnika, bo na forum mało sie ostatnio dzieje. Mój synek to najcudowniejszy skarb. Rośnie jak na drożdżach. Położna mowi, ze z naszej miłości. Mówiła tez, ze nie wie jak.to mozliwe, ale jest do Was podobny. W sumie wielu ludzi nam to mowi... Nasz maluch to największy cud jakiego mogliśmy w życiu doświadczyć. Patrzymy jak sie rozwija, rośnie... Jak schodzi z niego to całe napięcie, które miał, kiedy go zbieraliśmy ze szpitala. Patrzymy na jego uśmiech, który wzrusza nas do łez. Nie wyobrażamy sobie zycia bez niego! Cala rodzina oszalała na jego punkcie. Nasz mały szef, rozweselacz, budzik. Nasz Synek 
Jestem najszczesliwasza na swiecie! Mam nadzieję, ze wszystko się uda...
28 cs
11dc
Dziś pierwszy w tym cyklu monitoring a ja czuję poziom stresu mega w górze!
Nie wiem dlaczego, aż tak dziś na mnie on działa, może to myśl już o 3 IUI?? Bo co zrobimy jak się nie uda? Jakie decyzje?
Znowu powoli zaczynają się u nas pojawiać wzmianki o in vitro...
Ale też zdarza się, że poruszamy najdrażliwszą z kwestii - co będzie jak dzieci nie będzie...
Myślę, że powinnam przestać wypierać całkowicie tą myśl i pozwolić jej swobodnie być i trwać, żeby później nie było rozczarowań...
Ale dziś staram się nastawiać pozytywnie, zbieram dobrą energię, dobre myśli.
Tak bardzo chcę, żeby było dobrze ❤️
Dziś dzień drugiej weryfikacji. Ostatnio moje wyniki progesteronu i estradiolu były ok, natomiast b-hcg była na poziomie 19- ale to wynik zastrzyku z pół ampułki ovitrelle w dniu transferu. Dziś - estradiol i progesteron nadal ok, ale beta spadła do 5,4... Ostatnio lekarz powiedział, że powinna wzrosnąć, a teraz tak spadło ... Po przeczytaniu wyników dopadł mnie ogromny stres. Dosłownie, czułam jak zżera mnie od środka.... Kilka godzin później miałam telefon z lekarzem i mówił, że takie spadki są możliwe i że to nie jest póki co powód do martwienia się. Trochę podniosło mnie to na duchu. Ale dalej czuje się fatalnie. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Nie mogę spać, skupić się na czymkolwiek. Kolejna weryfikacja we wtorek. Nie wiem jak to wytrzymam.
Tak bardzo się boje, że się nie uda. Nie wiem czy dam radę przejść przez to jeszcze raz. I psychicznie i finansowo.
25 maja się okaże.
Zeszły tydzień, był dziwny, smutny, przygnębiający... Czujemy presję, wciąż się kłóciliśmy,wciąż mieliśmy do siebie pretensje o wszystko... Chyba do dnia dzisiejszego dochodziłam do siebie...
W weekend przeprosiliśmy się, mąż po wizycie brata, który właśnie się rozwiódł, stwierdził, że nie możemy się kłócić, nigdy tego nie robiliśmy... Zawsze byliśmy we wszystkim zgodni, wspieraliśmy się...
Ten tydzień jest lepszy... W poniedziałek byliśmy w Gamecie, dostaliśmy już rozpiskę, i jesteśmy baaardzo podekscytowani. Od 26.05 gonadopeptyl, kolejna wizyta 10.06, 17.06 podgląd, 19.06 punkcja?
Boje się strasznie, ale chyba nie ma czego?
Czym więcej czytam, tym mam więcej pytań i wątpliwości, nie wiem, czy lepiej by mi nie zrobiło, gdybym na parę dni uciekła z forum. Już nie wytrzymuje napięcia, co będzie przed transfer, bo tego co będzie po, wyobrazić sobie nie jestem w stanie...
Dziś 19dc, zrobiłam test owu i wyszedł pozytywny. Nie pozostaje nic innego jak działać 🤭 od wczoraj boli mnie podbrzusze i jajnik. Mam nadzieję że ten cykl będzie szczęśliwym. W sobotę monitoring czy owu się odbyła.
13 dc.
Od 7dc plamię, mam bóle kręgosłupa jak przed @, bolą mnie cycki cały czas.. Wczoraj miałam silne kłucia jajnika tego, na którym był ten niepęknięty pęcherzyk, kłucia były jak na owulacje, ale wiem że jej nie ma i nie będzie. Ale mam nadzieję, że zwiastowały że pękł, ulotnił się i następny cykl będzie w końcu wyglądał normalnie.. 26 maja usg więc dowiem się, czy tabletki anty będą potrzebne czy nie. Znając moje szczęście to napewno.
Czekamy na wyniki posiewu, badania z krwi mojego męża wyszły ok, jeszcze tylko Wit D i B oraz fsh czekają na odbiór, 5 czerwca ma wizytę, oby coś ruszyło do przodu bo już wnerwia mnie to, że stoimy w miejscu i nic się nie dzieje. Nawet owulacji nie mam jak zawsze miałam, wszystko jest nie tak. Już mam tego serdecznie dość.
14+4
Wczoraj była wizyta u gina. Dzidziuś ma 9 cm.🤯 Według tego, co napisane na zdjęciu to już 15 tydzień, ale doktor w ogóle na to nie patrzył. Wpisał w kartę sugerując się data ostatniej miesiączki. Cieszę się, że maluch rośnie. W sumie tak to chyba będzie teraz - trochę do przodu, trochę do tyłu. 🤔 Lekarz potwierdził rozpoznanie z prenatalnych - nadal zostaje chłopak. 💙 Pokazał siusiaka no i nadal nie ma wątpliwości. 😁 Nadal nie mamy imienia, mąż się nie zgadza na żadną moja propozycje, a jak mówię, że ma ułożyć swoją listę to się obraża. Chyba będziemy mieli bezimienne dziecko. 😅
Nadal jest wszystko w porządku. Doktor powiedział, że nie ma się do czego przyczepić. Szkoda tylko, że dzidziuś taki mało ruchliwy był wczoraj. 🤷
No następną wizytę, za cztery tygodnie, będzie mógł przyjść ze mną mąż. Doktor sam o to zagadał, bo widział go w samochodzie. 😁 Maz chciał już wczoraj wejść, ale z nerwów zapomniałam od wejścia zapytać. 😅
Dostałam zgodę na szczepienie, więc w czerwcu idę. 🙂
USG cycków też zrobione - wszystko w porządku. 👍
Dzisiaj wywaliło mi brzuch autentycznie.🤣 Cały dzień czułam jego obecność. Dziwne uczucie j ciężkie do opisania. Po prostu czułam brzuch, taki rozciągnięty. 🙈
Na zwolnienie pójdę dopiero w drugiej połowie czerwca... Koleżanka po macierzyńskim wraca, ale będzie to robić baaaardzo powoli. Najpierw jeszcze będzie brać kilka dni wolnego, ja mam pomoc wtedy z robotą, a później ma wrócić na jakieś pół etatu, żeby się powoli wdrażać i przypominać sobie działanie wszystkich systemów. Mam nadzieję, że będę się nadal czuła w porządku, a nie, że nagle się wszystko pokomplikuje...

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 maja 2021, 23:25
SOBOTA
Mamy 2 zarodki.
Pytanie czy na tyle silne żeby dotrwały do 5 doby 🤷♀️
Jestem po prenatalnych.
Z człowieczkiem wszystko wygląda dobrze. Mierzy 7cm. Rączki są, nóżki. Przepływy ok, serduszko też. Przezierność karku 2,13.
Płci nie poznałam, mamy sprawdzać dopiero na połówkowych, na które umówiłam się na 26.07.
Mąż będzie załatwiał rezygnacje z dofinansowania in vitro. Mam nadzieję, że para, która dostanie je po nas się ucieszy 
Za 2 tygodnie mam wizytę u mojej pani doktor. Do tego czasu mam zamiar się wyciszyć i cieszyć ciążą.
Przespałam noc. Co jest już sukcesem, bo w piątek nic nie zjadłam, nie spałam, właściwie to nie wiele pamiętam. Żałuje, że nie mam żadnych silnych leków na uspokojenie w domu, bo relanium odstąpiłam znajomej do transferu.
Wczoraj też się w końcu umyłam i zjadłam. Wiem od psychologa, że chociaż to trudne, to ważne jest dbać o te swoje podstawowe potrzeby - jedzenie, woda, sen. W takich momentach gdy psychicznie się rozpadasz. Przyjaciółka też mnie kontroluje: "Jadłaś?", "Ile wody wypiłaś?", "Weź na noc melatoninę". I od psychologa też wiem żeby nie walczyć z emocjami. Trzeba je wywalić, nie blokować. Ja mam tylko ból i żal. Nie mam złości do świata, pretensji, poczucia niesprawiedliwości. Nie wiem, albo już jestem za stara na to, albo widzę jak jest, że każdy ma swój krzyż. Dużo też chyba przerobiłam w głowie, bo nie obwiniam siebie, nie myślę o sobie źle. A długo, długo walczyłam z myślami, że jestem beznadziejna i żałosna, taka nie-kobieta. Nie jestem. Zrobiłam, oboje zrobiliśmy wszystko co mogliśmy i co wydawało nam się właściwe. Nawet paznokci nie malowałam, nie piłam kawy, nie stresowałam się.
Utrata ciąży czy dziecka jest dla mnie, na ten moment najstraszniejszym doświadczeniem w życiu. Najtrudniejszym. Ale prawda jest taka, że nie wiem jak to jest nie móc zajść w ciąże przez x lat, mieć nieudany trasnfer, czy kilka nieudanych transferów, gdzie beta ani drgnie, mieć chore dziecko. Nie wiem jak to jest być singielką pod 40 pragnącą dziecka i gorączkowo szukającą partnera. Dlatego nie mam tego żalu i złości, że mam "najgorzej". Już pisałam i zawsze będę uważała, że ten czas od transferu do 3 marca, nawet, że z przygodami i stresem z powodu plamień, to był najpiękniejszy, najszczęśliwszy czas od lat. Dał mi miłość, nadzieję, spokój, ukojenie. Nie tylko mi, miny mojego Męża jak zobaczył serduszko nie zapomnę nigdy. Takie szczęście w oczach.
Może to nie był ten czas, to Dziecko, ten Zarodeczek. To jest loteria. Boże błagam, żeby pozostałe 3 Zarodeczki okazały się zdrowe i dały zdrową ciążę. Chyba tylko to mnie teraz trzyma przy życiu, że one tam są i czekają na nas 🙏.
Mimo że zwykle to ja jestem ogarniaczem naszego życia i byłam głównym motorem tej wojny, to teraz dowodzenie przejął Mąż. Dlatego uważam nas za dobre małżeństwo. Mieliśmy już różne problemy, ze zdrowiem, niepłodność, brak pracy, mobbing w pracy, finanse i zawsze jakoś się wzajemnie "ogarniamy". Ja się teraz już chciałam poddać, powiedziałam, że nie mam siły, że chcę odpuścić, ale M powiedział, że nie ma mowy. Walczymy do końca. Do skutku i wyczerpania wszystkich możliwości i szans, a tych jeszcze trochę mamy. Nie zna się na badaniach ale kazał mi napisać na grupie Jerzak co można teraz zrobić. Teoretycznie moglibyśmy zaryzykować i bez niczego podchodzić do następnego transferu licząc, że tym razem się uda. Ale za bardzo już zabrnęliśmy w temat, żeby to zrobić. Ja za bardzo się boję. I z grupy mam takie rady:
- zrobić badanie genetyczne Zarodka ale mikromacierze (bo to podstawowe z testDNA wykrywa tylko duże wady chromosomalne i można żyć w błędnym przekonaniu, że Dziecko było zdrowe, jak nie było) -> jak Dziecko było zdrowe (raczej bo tu też nie mamy zawsze 100% pewności) to znaczy że problem leży gdzieś we mnie: immuno lub cukier (może Encorton jest za słaby, może jednak dietę trzeba trzymać na 10000%);
- powtórzyć krzywe cukrowe i insulinowe. Niski IG jednak na 100% a nie frytki;
- KIR (Paśnik nie kazał, nie robiłam. Moja koleżanka jakiegoś nie ma, bez Accofilu nie jest w stanie utrzymać ciąży, chociaż łatwo w nią zachodzi);
- Kariotypy (Też tego nie robiliśmy. Wiem, że nic się nie da z tym zrobić, ale można się przygotować psychicznie i oszacować swoje szanse).
Jeżeli badanie genetyczne Zarodka wyjdzie dobre, chyba przejdę się (z niechęcią) do Jerzak. Może coś zobaczy, na coś wpadnie, czego nikt nie zauważył. Finansowo to znowu jest to dobijające. Miała być szafa, żeby było miejsce dla dziecka i badania prenatalne - wracamy do punktu wyjścia.
A fizycznie nic się nie dzieje. Cisza. Czekam. Odstawiłam proga, objawy ciążowe już praktycznie ustały. Jak nic się nie zadzieje, to w czwartek stawiam się w szpitalu. Mam nadzieję, że obejdzie się bez zabiegu, chociaż bardzo boję się bólu. Tylko nie wiem już sama, czy tego fizycznego, czy psychicznego.
Boję się wiosny, boję się dnia, kiedy mieliśmy mieć prenatalne, już za miesiąc 6 kwietnia. Boję się Świąt Wielkanocnych. Chciałabym zasnąć i zniknąć, obudzić się w lecie w jakiejś innej rzeczywistości.
Co u Nas...
20.05 podcielismy wedzidełko podjezykowe w narkozie wziewnej, Mały ryczał jak zabierali go oraz z faktu że musiał 2h leżec na łożku a to przecież awykonalne, jaki roczniak chce 2h leżeć, musiałam go nosić a On krzyczał, kopał, odpychał się, mało go nie upuściłam. Piosenki z yt poszły w ruch 🙄 Ale juz po najwazniejsze, teraz trzeba masować min. 4x dziennie. Oczywiście jest draka ale On nawet jak mu sie myje zeby czy nawet twarz po jedzeniu to beczy. Ot taki typ 
Od maja pilnuje siostry synka 3 letniego. Nie powiem, nie jest lekko, szczególnie ze Jasiu zaczął sie uwsteczniac, robic co Maciek, każe sie karmic itd gada jak On 🙈
Nadal trwa mamoza, bylam na badaniach medycyny pracy, zostal z siostra, musiala z Nim wyjsc na spacer aby nie ryczał. Nie wiem kiedy mu to przejdzie...
Nadal je mleko w nocy ale mu rozrzedzam, teraz chyba dolne dwójki idą bo w nocy czasami strasznie ryczy, a jest po mleku a jak posmaruje dentinoxem to zasypia od razu. Swoją drogą kiedy bedzie ta pierwsza cała przespana noc? 😂
Ładnie pije juz z kubeczka, ladnie rusza jezyczkiem na boki a teraz po podcieciu widze ze w koncu podnosi go do podniebienia.
Zaraz wracam do pracy, jeszcze został mi miesiac. Za tydzien ide potanczyc z kolezankami, zresetować się 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2021, 10:04
Przyszła @,
dziś 1 dc, 16 cs (?).
Cykl bez clo... Czy cokolwiek z niego wyjdzie?
Pamiętnik założyłam właśnie dla takich chwil jak dzisiaj, totalny spadek nastroju - pewnie związany z okresem.
Czy kiedykolwiek się uda? Czy PCOS to mój jedyny problem?
W środę idę do mojej lekarki, po stymulacje na kolejny cykl. Co będzie jak znowu się nie uda?
Czerwiec będzie fascynującym miesiącem, będzie dużo na głowie, ale potem przyjdzie lipiec. Czy po raz kolejny upadnę tak nisko? Czy się podniosę? Czemu wszyscy w koło zachodzą w ciąże, tylko nie ja?
Kiedy nadejdzie ten mój dzień? Myśl o byciu w ciąży jest dla mnie tak nieprawdopodobna, że to mnie szokuje. Z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej, coraz mniej wiary na to, że kiedykolwiek zobaczę wymarzone dwie kreski na teście.
Przepraszam za wpis głównie składający się z pytań bez odpowiedzi. Tak bardzo chciałabym mieć pewność, że w końcu się uda... To wszystko tak strasznie boli.
Po każdej burzy musi wejść słońce, tylko czemu ta moja burza trwa już tyle czasu?
16dc
Zakładam pamiętnik. Mam już dość trzymania w sobie tych wszystkich emocji i historii. Zaczynam spisywać wszystko, co mi w głowie siedzi. Od jakiegoś czasu przestałam robić testy ciążowe. Dokładniej od 5 miesięcy, momentu gdy zmieniłam prace. Do zeszłego cyklu, gdy zachowałam się jak alkoholik który dawno do kieliszka nie zaglądał. Jest mi wstyd, zrobiłam jakieś 10 testów... okres nie spóźniał się, testy robiłam codziennie od 8dpo, czasami dwa razy dziennie. A dlaczego mnie tak wzięło? W poprzednim cyklu udało się zaszłam w ciąże i pierwszy raz w życiu zobaczyłam pozytywny test!! Niestety po kilku dniach zaczęłam krwawić i poroniłam
a już byłam przez chwile po tej drugiej stronie... w zeszłym miesiącu doszukiwałam się podobnych objawów, myślałam ze tez się udało, ale nie. @ przyszła w terminie, tak jak pokazywała aplikacja. A ja, jak ostatnia wariatka robiłam codziennie test mimo, ze nawet nie doczekałam na dzień planowanej miesiączki. WTF??? Co ze mną
teraz jestem 1dpo i tak bardzo chce w tym cyklu powstrzymać się od takiego wariactwa... ale czy to się uda..?
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2021, 22:49
Nawet pisanie pamiętnika mi nie wychodzi, właśnie nasmarowałam długi wpis i się skasował
Ech życie nieudacznika... Bo jak inaczej się nazwać skoro 9 transferów z komórką dawczyni się nie udało
Już praktycznie nie mam co badać, konsultacje z immunologami też nic nie dały, podobnie jak test ERA. Jutro kolejna wizyta u prof. Malinowskiego, bo po 2 transferach z jego zaleceniami, po szczepieniach limfocytami też się nie udało. Czy coś jeszcze wymyśli...? Wiary już brak
Może nie jest mi dane zostać mamą ale tak bardzo bym tego chciała. Zawsze słyszałam że mam podejście do dzieci.... fajnie, i co z tego. Nie wiem też co dalej, jeśli 10 transfer się nie uda... Kolejna procedura w tej samej klinice? Czy udać się do Czech? Ale tam też z tego co czytam na forum dają te same leki co i w Polsce, czy to coś da zatem? A może adopcja zarodka? Ale dlaczego pozbawiać męża jego biologicznego dziecka? Chyba że jego plemniki też są wadliwe ale nie wydaje się, badania ma w miarę dobre, zarodki też dożywają do blastocysty... Brak mi sił... Chciałam skonsultować się z psychologiem bo chyba tego potrzebuję ale nawet tego nie udało mi się załatwić bo nigdzie akurat nie odbierali telefonu... Człowiek może zgnić ze swoimi myślami i nikogo to nie obejdzie... Idę napisać pytania na jutrzejszą wizytę. Ależ smęcę i piszę depresyjnie ale mam słaby humor i nie umiem tego zmienić... Czy kiedyś jeszcze wyjdzie dla mnie słońce? Wątpię...
2 d.c
To drugi pełny cykl po operacji. Prawy jajniku, wierzę w ciebie! Dajesz🪄 w tym cyklu mam urodziny-czy mogę tak nieśmiało poprosić o prezent?🙄 Już minęło tyle czasu od pierwszych prób, że sama nie wiem ile już próbujemy. Na pewno ponad 4 lata. Nigdy nawet żadnego biochemu 😖 za tydzień wizyta u ginekologa i podgląd jajeczek. Poprzednio tak bardzo byłam zawiedziona, że pęcherzyk jest po złej stronie...
11dc...
Musiałam sie dobrze zastanowic który to dzień cyklu... przestałam liczyć, schowalam termometr... bo i po co?
Jeżeli nic się nie wydarzy od 17.11 zaczynamy stymulacje...
Boję sie, mam milion wątpliwości... córeczko, pomóż mamusi nie zwatpic, nie poddac się...
Maj...miesiąc moich urodzin. Zawsze lubiłam maj, bo wszystko jest takie zielone i piękne. Rośliny, zwierzęta, świat budzą się do życia. Właśnie - budzą się, a ja? Staram się, lecz nie wychodzi. za chwilę minie 3 lata odkąd staramy się o dzidzię. To taka wewnętrzna walka o każdy dzień. Wewnętrzna walka z tym, że wiem, że nie każdy zapewne popiera czynione przeze mnie kroki. Jednak nie czas na poddawanie się. Trzeba biec do przodu, bo czas mija, dodatkowo nie działając na naszą korzyść.
IUI - taki jest cel tego cyklu. Czekam na monitoring i dalsze wskazania. Badania już czekają w teczce gotowe do przekazania. Zielone światło ze strony laboratoryjnej. Czy będzie owulacja tym razem? Czy pęcherzyk pęknie? Czy wyjdzie? Nie wiem. Nie mam najbardziej zielonego pojęcia. Wiem tylko tyle, że to najwyższy czas by jeszcze bardziej się nie poddać.
Czekam na Ciebie dziecinko, skarbie malutki,
choć czas ten wcale nie jest tak krótki.
Widzę z daleka zakręty i góry,
promienie słońca, za chwilę chmury.
Tak jak pogoda ciągle się zmienia,
tak przybywają nowe zmartwienia.
Mimo to głowę wysoko podnoszę,
o siłę do walki znowu Cię proszę.
Nie daj mi zwątpić w Twoje przybycie,
ja już Cię kocham, chociaż wciąż skrycie.
Walczymy o Ciebie, wiemy, że widzisz,
i tylko smutkom naszym się dziwisz...
Nie chcemy już cierpieć, łzy ocieramy,
do ciężkiej pracy się zabieramy.
Słoneczny dzień.. i oby to słońce z nami zostało 
Jeszcze się nie rozpłakałam. Jakoś nie umiem. Pewnie jak hormony spadną przy @ to dopiero łzy polecą. Zastanawiam się - co dalej.
Mam jakąś ogólną złość na świat. Czuję niesprawiedliwość.
Co mnie wkurzyło, takie procedury, leków jeszcze mam nie odstawiać, bo najpierw powtórzyć bete. Więc jutro z tą złością idę oddać rano krew dla papierka.
No i kotłuje mi się w głowie- iść za ciosem i brać blastkę czy od nowa sprawdzać immunologię.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.