Jest pięknie! Faktycznie z pogoda udało się, drugiego dnia urlopu spaliłam sobie stopy... za to lydki blade 😅 taka sexy opalenizna... niektórzy opalają nogi, inni brzuchy a ja mam opalone stopy. Będę mogła po powrocie zaszpanować na mieście. Mam chyba 12 dpo (po wprowadzaniu danych zmienia się) zatem oczywiście musiałam zrobić test. Wzięłam jeden jedyny na urlop (w domu mam cały zapas) i wydaje mi się, ze jest negatywny. Nie chce się doszukiwać bladziocha, tym bardziej jak już minęło kilka godzin, ale wiecie jak to jest... może był bladzioch a nie zauważyłam? Może negatywny, ale jutro coś by się pojawiło? Takie myśli mi przychodzą do głowy, a rozsądek podpowiada (jak zwykle) żeby poczekać na dzień spodziewanej miesiączki. Ale już zaczelam zastanawiać się czy nie zahaczyć o aptekę zeby kupić test na jutro... ale (jeszcze) tego nie zrobiłam. Staram się nie myśleć o tym zbyt intensywnie. A wiecie co jest najgorsze? Ze gdy wyjeżdzasz na urlop w okresie kiedy ewentualnie mogłoby dojść do zapłodnienia, to za każdym razem jak chce aktywniej spędzić czas/ napić się winka/ poopalać się, zastanawiam się czy ABY NA PEWNO mogę...
Witam ponownie na Fiolecie 😁😁😁 tak wiele myśli w mojej głowie... Czy będzie dobrze? Czy sobie poradzimy? Czy na pewno się uda?
Dopiero co skończyła Nam się bostonka- swoją droga już wiem skąd taka kiepska odporność i złapałam to dziadostwo.... Brałam 3x paracetamol, 1xzyrtec i piłam wino po owulacji...
Ten miesiąc był zwariowany! Pilnowalam synka siostry 3 letniego, do tego wizyty u alergologa i laryngologa z Maćkiem, podcięcia wedzidelka, ta bostonka podczas której Maciuś płakał strasznie (wymioty,gorączka,krosty w gardle, rękach, nogach i przy ustach), jednej nocy 4h ciągiem płakał, nosiłam go i bujałam, a następnego dnia ja zachorowałam...
Ahhh trzeba myśleć pozytywnie.
Beta dzisiaj 327 🙂
Muszę wszystko przemyśleć, co i jak, gdzie ciążę prowadzić... Oby było dobrze 🙏
U mnie nic nowego. Staranek nie ma przez logistykę /wyjazdy. Są dni kiedy w ogóle nie myślę o ewentualnej ciąży, nie mam po prostu czasu na rozkminy.
Jeszcze taka myśl: czasem myślę "po co mi drugie dziecko?" skoro ledwo ogarniam bycie mamą jednego... I tak często jestem mamą zmęczoną, złą, sfrustrowaną, często mającą dość wszystkiego ... Eh.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 czerwca 2021, 08:38
Spróbujemy popisać tutaj, żeby nie smęcić na wątkach…
Czasami ciężko mi się na nich odnaleźć, kiedy po kolei dziewczyny widzą dwie kreski na testach, po miesiącu, po trzech, po roku i więcej. W tym momencie już ciężko mi sobie wyobrazić, że to kiedyś będę ja. Nie chodzi o stratę nadziei, bo ją wciąż mam, nie biorę nawet pod uwagę, przynajmniej na razie, życia bez choć jednego dziecka. Ale po ponad roku jest to dość abstrakcyjne, jest to dla mnie fantazja, jest to coś w co się bawię, co udaje co miesiąc w czasie fazy lutealnej, ale nie czuję już że to jest realna możliwość, tak jak to było w początkach starań.
Tym razem zmiotły mnie z planszy, w ostatni, jak się okazało, dzień cyklu, wyniki badań nasienia mojego męża. Nasza historia z tymi badaniami jest już pół roczna. Pierwsze zrobiliśmy w październiku. Wyszedł OAT, ale raczej lekki - koncentracja 10 mln/ml, morfologia 2%, 49% ruchomych. Mój mąż był nimi trochę załamany, ja już byłam trochę na forum i stwierdziłam, że mogłoby być gorzej. Hormonalnie - testosteron w dolnej połowie normy, FSH trochę wysokie (ok. 9), coś dziwnego w tarczycowych, ale nic konkretnego - badania do powtórki. Ale w każdym razie - kierunek androlog. Androlog zalecił suplement - gotową mieszankę - i powtórzenie badań za miesiąc. W listopadzie koncentracja spadła do 6 mln/ml. Decyzja - clostilbegyt. Nie była to dobra decyzja dla nas. Androlog niestety nie zlecił kontroli hormonów, ale ja na podstawie tego co wyczytałam w na Ovu wysłałam męża. Po miesiącu brania leku hormony w normie. Czekamy dalej. W międzyczasie suplementy, te najbardziej polecane. L-karnityna, Q10. Ok 3 miesiące brania clostilbegytu - badania nasienia i hormony. Testosteron w kosmos, estradiol podwyższony, koncentracja spadła do 5 mln/ml, spadł ruch, morfo 0%. SCD 26%. Załamka. Stary androlog - kontynuujemy clostilbegyt, jeszcze wcześnie, zbijemy dawkę. Konsultacja z innym - terapia hormonalna nie ma sensu w tym przypadku. Decydujemy się odstawić i zapisujemy do kliniki. W klinice - możemy się kwalifikować do IVF, ale te wyniki są nie takie tragiczne, może coś się poprawi, poczekajmy 3 miesiące. W międzyczasie mąż robi jedne badania po 2 miesiącach od odstawienia, koncentracja taka sama, ale ruch i morfo wróciły na poprzedni poziom. Cieszymy się.
No i tym sposobem wracamy do obecnego momentu. Tym razem robimy badania - zwykle nasienia plus fragmentacja plus infekcyjne już w naszej docelowej klinice. Mąż wychodzi z pokoju, każą mu czekać. No i tutaj klops - do fragmentacji potrzebna im koncentracja 3 mln/ml, nie została osiągnięta. Ale o co chodzi!!! Jeszcze nigdy nie było tak źle. Następnego dnia oglądamy całe wyniki. Ruch również najgorszy ze wszystkich wyników, i to o połowę mniejszy niż miesiąc temu. Morfologia trzyma się dzielnie na magicznych 2%. O co chodzi? Faszeruje męża suplami, nosi luźne gatki, ma biurko stojące. Odmawia sobie sauny, alkoholu. Byliśmy tydzień na wakacjach - czy winne są 2 dni na plaży i kilka kieliszków wina? Czy laboratorium nowej kliniki chce nas zapędzić do IVF? Czy może to jakiś dołek związany z tym że 3 miesiące temu były jego rozjechane wyniki po clo? Załamka. Chciałabym się stymulować do IVF już teraz, a najlepiej miesiąc temu. Po co czekaliśmy, po co wydaje tyle kasy na suplementy? Jeśli dalej będzie się zmniejszać to czy będzie z czego robić IVF? Same pytania, na odpowiedzi czekamy do przyszłego tygodnia - wizyta u androloga i prowadzącej w klinice. Najgorsze jest to, że w czerwcu kolejny, jeszcze dłuższy wyjazd więc kolejny cykl stracony. Czy po kolejnym z rzędu, tym razem jeszcze słabszym niż zwykle wyniku, pozbędę się złudzeń w fazie lutealnej? Mam nadzieję, bo ta huśtawka już dawno przestała mi służyć.
26dc
Plamienia ustały po 2 dniach. Po badaniu palcowym śluz biały od wtorku. Czasem trochę czuje brzuch i ciagle uczucie jakby coś ze mnie leciało. Dziś zaczęły bolec cycki. Zrobiłam dziś na spacerze kilka kilometrów i trochę czuje teraz brzuch wiec może okres przyjdzie lada chwila, może w nocy a może będzie cud i nie przyjdzie wcale. Nie powiem że za brak okresu spowodowany ciąża oddałabym wiele 😜 już nie wiem czy za sama perspektywę dziecka czy za to że nie musiałabym iść na ta laparoskopię. Strasznie się boje. W duchu wiem ze jest to raczej nie możliwe skoro ginekolog stwierdził cykl bezowulacyjny ale wiecie jak to jest z głową 🤯 Seksu nie było od dwóch tygodni, jakoś bałam się po tych plamieniach, cały czas mam jakiś taki wrażliwy brzuch jakby okres miał się zacząć lada chwila, a że przez laparo nie chciałam go przyspieszać to tez nie prowokowałam. Mąż nie narzeka chyba przyda mu się odpoczynek ode mnie 😜 jak Wasze weekendy, chillujecie?
7 miesięcy 26 dni 9070g 34 tydzień
Koszmar nocy letniej trwa. Od około 2 tygodni mamy codziennie pobodki a od 3 dni co chwila. Wczorajszej nocy spałam tylko 30 min to rekord pobity. To nie jest regres snu lecz te cholerne zęby. One dają mu się w kość. Od 3 dni nie może pić mleka. Wypije 50ml -80ml . Zaś od godz 15 ani kropli bo od razu płacz. Więc daje zupki owoce a na kolację kaszkę. Przez co trudniej o kupę. Pić nie chce, biedak jeszcze się odwodni. Wpycham mu na siłę strzykawką. Dziś jeszcze uszkodził sobie podczas gryzienia dziąsło. Nawet kaszki na wieczór nie chciał jeść. Czytałam w necie że takie wyżynanie gdzie są zalążki zębów mogą trafić do miesiąca. Rany boskie tyle czasu, on mnie zamorduje. Spacery które kochał, teraz są bolesne, płacz więc szybko wracamy do domu. Chciałabym aby ten horror szybko się skończył.
Kiedy Piotruś śpi zaczęłam układać ubranka, i wystawiać na sprzedaż. Bo troszkę się tego uzbierało. Naszykowalam też torbę w razie gdybym miała kolejne dziecko wtedy bym nie kupowała już. Ale czy to czasem nie przynosi pecha. Takie pakowanie i przechowywanie ubrań. Nie wiem czy czasem nie sprzedać wszystkiego, choć mój każde mi te ładniejsze rzeczy zostawić. A jak się nie uda wtedy sprzedać.
Mamy czerwiec za pół roku być może startuje 1 lub 2 razy. Boję się bardzo. Boję się niepowodzenia. Co jeśli się nie uda.....
Kiedyś myślałam że będzie mi łatwiej że mam jedno dziecko to pod kolejne ivf będe mogła podejść że spokojem. A tak jednak nie będzie. W głowie znowu czuję zamęt i ten strach co zawsze. Dlaczego tym razem miałoby się udać, przecież limit szczęścia wyczerpałam.
Dzień Matki.
Nasz pierwszy....
Oj tyle lat to byl tak strasznie chujowy dzień... Taki smutny... Najgorszy w roku, a zaraz po nim wigilia i te życzenia.
No ale dziś jest inaczej. Dziś ja świętuję. Czuję jakby to było tylko moje święto, jakbym była wyjątkowa i jedyna na świecie.
Dziwne, że jedyna rzeczą jakiej sobie dziś życzę to żeby mała przestała histerycznie płakać?
Mamy ostatnio ciężkie dni, nie wiem czy to kolki, skoki czy inne cuda. Popołudnie to jeden wielki ryk, zero drzemek. W końcu pada o 23 ale do tego czasu serce pęka i nie ma ukojenia.
Pomimo mojego bólu i rozczarowania... chcę wykrzyczeć całemu światu, że...
ZAJDĘ W MOJĄ UPRAGNIONĄ I WYMARZONĄ CIĄŻĘ
Już niedługo się uda.
Zrobię teraz wszystko. Nawet wyjadę na drugi koniec Polski, jak będzie trzeba, zajdę w ciążę, obdarzę mojego męża wyczekanym dzieckiem.
Już niedługo.
Jeszcze w to wierzę....
Dzisiaj był ostatni podgląd jajek, w poniedziałek punkcja. Niestety ze względu na ilość transfer będzie odroczony... Liczyłam na to, że spróbujemy od razu, jestem załamana 😔 Z tego wszystkiego przyznałam się mamie, że podchodzimy do in vitro i usłyszałam od niej tylko "a rozumiem, a nam przywieźli dzisiaj meble do kuchni " SERIO? Tylko tyle? Zero zainteresowania, zero wsparcia. Jestem maksymalnie rozczarowana, zwłaszcza, że moja mama zawsze była pomocną i wspierająca osobą. Nigdy nie mogłam narzekać na moją mamę, nie wiem o co chodzi. Czy na prawdę meble do kuchni są ważniejsze? Z tego wszystkiego się rozryczałam.
Lekarka sugeruje zapłodnienie aż 15 komórek 😱 Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
1dc
Już dwa lata starań..nie wyobrażam sobie na dzień dzisiejszy, że będę kiedyś w ciąży,kiedyś jeszcze potrafiłam to sobie wyobrazić.. teraz już to dla mnie jest nierealne. Plan jest taki że na razie odpuszczamy starania z lekarzami, były dwie inseminacje nieudane, a kolejnym krokiem będzie in vitro. Nie wiem kiedy to nastąpi, lata lecą.. chciałbym wyłączyć myślenie o staraniach, podobno jak ktoś odpuszcza to jakoś się udaje. Ale ja nie dam rady. Non stop te same myśli w głowie i zazdrość że wszyscy już mają dzieci.
Wczoraj byliśmy u moich rodziców, oni czekają na wnuka tak bardzo, są już w podeszłym wieku a ja czuję straszna presję bo to ja jestem celem. Choć nigdy nie było tego tematu i nic przykrego nie uslyszalam. Po prostu to wisi w powietrzu. Nigdy bym nie pomyślała, że nie będę lubiła wracać do domu rodzinnego.
Umówiłam się na środę do psychologa bo za dużo siedzi w mojej głowie. Ale tez nie jestem sobie w stanie wyobrazić że nagle że smutnej i zdolowanej osoby zacznę być szczęśliwa i tryskająca radością.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca 2021, 09:52
Dawno nie pisalam ale wyjechałam na kilka dni w Bieszczady. Lubie tam jezdzic, te góry maja cos w sobie, no i te bieszczadzkie anioly, zawsze mam nadzieje ze ich odwiedzenie przyniesie mi cos dobrego. Zaczelam cykl kiedy mam miec transfer ostatniego mrożaka. Postanowiłam wesprzec sie suplementami tym razem, takimi ktorych jeszcze nie bralam bo nie lubie powtarzac w kolko tego samego liczac na inny efekt. Staram sie nastrajac pozytywnie ale to trudne. Niedlugo kolezanka ma slub i wiem ze planuje dziecko zaraz po nim. Staram sie wizualizowac sobie jak fajnie byloby byc razem w ciazy a potem chodzic na spacery z wozkami. Ale sama juz nie wiem jakie lepiej miec nastawienie, obojetnosc czy takie ze na pewno sie nie uda czy wlasnie ze tym razem na pewno bedzie dobrze. Nie mam tez planu co dalej, z 1 strony nie chce go ukladac zeby nie zapeszac a z drugiej czuje sie lepiej majac cos w zanadrzu, latwiej wtedy przetrwac porazke. W tym tygodniu ide tez na konsultacje z akupunktury, nigdy nie mialam. Czlowiek chwyta sie juz wszystkiego. Wracajac do kolezanki, ciekawa jestem czy uda im sie zajsc od razu. Mam nadzieje ze nie doswiadcza takich problemow jak ja mam czy jakichkolwiek ale troche poraza mnie jej pewnosc, ze zaraz po slubie bedzie dziecko w drodze. Nie zawsse tak to dziala. Na pewno tez jesli jej sie uda a mi znowu nie, bedzie zazdrosc. Nie da sie chyba tego wykluczyc.
16dpo?
Przedwczoraj zrobiłam test (tak, kupiłam...), wyszedł negatywny i stwierdziłam, ze więcej w tym cyklu nie zrobię. Czekam na okres bo dzisiaj temperatura delikatnie spadła także pewnie zaraz przyjdzie... gdzieś tam cicha nadzieja jest, ze może tym razem nie przyjdzie, ale nie nastawiam się. Cieszę się czasem spędzonym z rodzina, na plaży, na rowerach, spacerach i wieczorem przy winie
nie oszczędzam się bo później będę żałowała, ze tyle mnie ominęło, a poświęcenia znowu poszły na marne.
Nie rozumiem czemu w aplikacji pojawia się informacja, ze minęła data spodziewanej miesiączki jeśli w kalendarzu pokazuje się, ze okres powinnam dostać jutro 🤔
Matko, to się dzieje!
Mam 25dc, czekam na @ i zaczynam długi(czy tam ultradługi) protokół. W połowie lipca wracam do kliniki na symulacje, punkcja, a potem 3 miesiace diphereline.
Ile trwa sama stymulacja? Bo pani dr chce się wyrobić do końca lipca, bo potem idzie na urlop.
Jeszcze antybiotykoterapia przez wodniaki.
Co za dziwne emocje. Cieszę się i boję jednocześnie.
18.05 transfer!
A dzień później Metallica w Chorzowie. Ostatnio byliśmy na ich koncercie 3 dni po ślubie, wygląda na to, że towarzyszą nam w ważnych momentach:D
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja, 16:52
6 dc
Dziś już nie powinnam mieć krwawienia a brązowe plamienie, ale miesiączkę dostałam późnym wieczorem a nie rano wiec dziś mam jeszcze jakieś różowe lekko czerwone zabarwienia podczas toalety.
Mam wrażenie, że wszystko układa się przeciwko mnie. Bardzo się ścięłam z mężem rano, ale widziałam już, że mu coś nie pasuje. A mi dużo nie trzeba do odpalenia bomby.
Odechciało mi się dbania o jego dietę, o to by brał suplementy itd. Wczoraj natrafiłam na wpis mężczyzny, który sam opisał swoje zaangażowanie w poprawę swojego nasienia. Facet zaczął studiować temat w efekcie bardzo szybko poprawił swoje kiepskie nasienie i spłodził dziecko.
Ja mam kurwa dość.
Tak bardzo chcę zobaczyć tą druga kreskę że co miesiąc wpatruje się w test w jej poszukiwaniu... Mój mózg sobie sam ją dorysowuje... Próbujemy od listopada...
Wczoraj miałam dostać okres ... Nie ma. Test negatywny. Na szczęście skończył się zapas w domu więc nie kupię... Czekam na @ 
Jutro 12, czwartek... zupełnie jak w listopadzie, 12.11 czwartek, którego nie zapomnę do końca życia... 9 miesiecy temu nawet przez myśl by mi nie przeszło, co usłyszę "jutro", 9 miesięcy temu jeszcze byliśmy szczęśliwi, a raczej nieświadomi, bo żyliśmy juz w nieświadomości, a Ty juz nie żyłaś... 😭
Wczoraj poczułam coś niezwykłego.
Na pewno wiecie co to „projekt żyćko” – jego głównym założeniem jest korzystanie z każdego dnia i życie tak, byśmy za parę lat nie zapamiętali czasu starań jako wielkiej, czarnej, smutnej dziury.
Wprowadziłam go już wiele miesięcy temu, wobec czego zgodziłam się w czerwcu na kilkudniowy wyjazd służbowy, licząc mimowolnie gdzieś w środku, że nie będzie mi dane pojechać z wiadomych nam wszystkim powodów.
Los postanowił jednak inaczej i mimo wcześniejszego wyruszenia z domu utknęłam w ponad godzinnym korku, przez co spóźniłam się na pociąg. Ta iskierka w oku i ciche, radosne pytanie mojego męża „Czyli nie pojedziesz?” złapały mnie na serce i dały mi do zrozumienia, że ta kilkudniowa rozłąka byłaby dla nas bolesna.
Przez ostatnie dni mąż nie odstępował ode mnie na krok. Wczoraj na oczach wszystkich współpracowników podszedł do mnie od tyłu, przytulił, pocałował w głowę i na cały głos powiedział „koooocham Cię’’. W tym momencie zaszkliły mi się oczy i mimo tylu lat razem poczułam w brzuchu te motylki, które towarzyszyły mi podczas naszych pierwszych spotkań. Ale doszło do tego coś jeszcze. Zalała mnie ciepła fala wspaniałego uczucia – miłości. Prawdziwej, szczerej, bezinteresownej. Poczułam, że bez względu na to, jak nasze życie się potoczy – najważniejszy jest fakt, że mamy siebie. Że zawsze możemy na siebie liczyć i kochamy się nad życie. Zrozumiałam, że razem damy radę stawić czoła każdej trudności stojącej na naszej drodze, a każde trudne doświadczenie zamiast niszczyć, umocni nasz związek.
Wczoraj zrobiliśmy także pierwszy krok w stronę decyzji o ivf. Mąż był na badaniu nasienia. Pytałam go wcześniej, czy jakkolwiek się stresuje lub o tym myśli. Skwitował tylko „badanie jak każde inne”. Wyniki będą w piątek, na pewno dam Wam znać. Ostatnim wynikiem, na który aż tak czekałam, były chyba KIRy.
Ten cykl jest.. inny. Jest spokojny. Nie wiem, który dziś dpo. Nie biorę żadnych leków oprócz duphastonu. Udzielam się na forum, piszę z dziewczynami (z którymi zżyłam się jak z siostrami 🤍), ale nie myślę o staraniach. Nie chcę o nich myśleć. Wyłączyłam się kompletnie. Nie słucham nawet moich ukochanych podcastów kryminalnych. W moim sercu jest spokój, pragnę chłonąć tylko te pozytywne informacje. Nie chcę już stresu. Czy to jest ten słynny luz przed procedurą? Może. Dziś mam wrażenie, że wszystko będzie dobrze.
Chciałam się jeszcze podzielić z Wami piosenką, która towarzyszy mi od początku starań. Niedawno przypadkowo włączyła się na mojej playliście i przypomniały mi się jej piękne słowa. Kojarzą mi się trochę z wpisami Lipcowej, która opisywała starania jako drogę na szczyt.
Tim Bendzko "Hoch" 🎵
,,Die Leute fragen „Wie viel Extrameter gehst du?“
Ich fang' erst an zu zählen, wenn es weh tut
Fehler prägen mich, mach' mehr als genug
Bin zu müde für Pausen, komm' nicht dazu
Und wenn ich glaube, meine Beine sind zu schwer
Dann geh' ich nochmal tausend Schritte mehr
Auch wenn wir schon weit gekommen sind
Wir gehen immer weiter – hoch hinaus
Egal, wie hoch die Hürden auch sind
Sie sehen so viel kleiner von hier oben aus
Wenn dir die Luft ausgeht
Nur nicht nach unten sehen
Wir gehen immer weiter hoch hinaus
Immer, immer weiter hoch hinaus
Kann das nächste Level nicht erwarten
Auch, wenn ich dann wieder keinen Schlaf krieg'
Meine Ausreden sind hartnäckig
Aber aufgeben darf ich nicht
Manchmal löst ein Abgrund in mir Angst aus
Doch ich geh' nicht zurück, ich nehm' nur Anlauf"
Moje skromne tłumaczenie:
,,Ludzie pytają: ,,Ile dodatkowych metrów pokonujesz?’’
Zaczynam liczyć dopiero wtedy, kiedy czuję ból
Błedy mnie kształtują, robię więcej niż potrzeba
Jestem zbyt zmęczony na przerwy, nie robię ich
A gdy mam wrażenie, że moje nogi stają się zbyt ciężkie
Robię kolejne tysiąc kroków
Nawet jeśli już daleko doszliśmy
Idziemy dalej – w górę
Nieważne jak wysokie są przeszkody
Z góry wydają się być o wiele mniejsze
Kiedy brakuje ci tchu
Tylko nie patrz w dół
Idziemy dalej - w górę
Dalej, dalej w górę
Nie mogę doczekać się następnego poziomu
Nawet jeśli znowu nie będę spał
Moje wymówki są uporczywe
Ale nie mogę się poddać
Czasami otchłań wyzwala we mnie strach
Ale się nie cofam, ja tylko biorę rozbieg"
Właśnie...
Ja się nie cofam, ja tylko biorę rozbieg
✨
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 września 2023, 16:14
Dziś 12 dc... prawy jajnik pobolewa od kilku dni. Coś mi mówi, że to nie rosnący pęcherzyk, a torbielka o sobie przypomina. Za tydzień usg kontrolne przed rozpoczęciem stymulacji i czuję, że lekarz pokaże mi figę z makiem.
Zaczynam wściekać się ciągłym czekaniem właściwie na nic. Na dziecko czekam od 3 lat, szczepienia i ivf miały odbyć się wiosną i też nic z tego. Teraz czekam na kolejne i coś mi się zdaje, że znów wszystko się przesunie. Brakuje mi wiary w to, że ruszę z miejsca. A o szczęśliwym zakończeniu boję się nawet marzyć.
Żeby w międzyczasie mi się nie nudziło, migrena daje się we znaki z nowymi objawami drętwienia i sztywnienia twarzy. Dostałam skierowanie do neurologa z adnotacją pilne. Najszybszy termin znalazłam na październik 🤦 Będę szukać dalej. Prywatnie nie pójdę choćbym miała z bólu gryźć ściany. Dość już mam wydawania kasy na ginekologów, endokrynologów, immunologów, genetyków, stomatologów. Jeszcze neurologa do tej kompanii brakuje 😡
Po wizycie w Warszawie wyszłam załamana... jest niby 7+2, ale ciąża jest młodsza co już wiedziałam 2 tygodnie temu, gdy profesor mówiła,że pęcherzyk jest mały i wygląda na tydzień mniejszy. Dzisiaj się dowiedziałam, że jest zarodeczek z akcją ❤ ale serduszko bije wolno, bo tylko ok 100 uderzeń na minutę...dlaczego mnie to spotyka? Dlaczego choć jedna ciąża nie może być całkowicie prawidłowa? Dlaczego to maleńkie Szczęścienie nie może być wzrostowo wg.OM? Nie mam na to siły 😭 to wszystko mnie przerasta. Profesor powiedziała, że najbliższe 2 tygodnie powinny być rozstrzygające i za 2 tygodnie na wizycie zobaczymy czy serduszko się rozbujało czy stanęło 😭 biorę tyle leków, staram się jak mogę i kolejny raz mam pod tak wielką górkę
umówiłam się prywatnie do lekarza na piątek myślę, że ta wizyta powinna mi odpowiedzieć na pytanie, w jakim kierunku moja ciąża zmierza... póki co jest mi tak cholernie źle.
Leki:
- accofil 1/4 ampułki co 4 dzień
- encorton 10mg
- luteina 2x100mg
- euthyrox 50mg
- heparyna 0.6
- meta 500
- insulina na noc
- acard 150
Jezu, Ty się tym zajmij 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca 2021, 19:01
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.