Eveee Bezsilna 20 czerwca 2021, 16:37

Dziś ostatni dzień brania anty i od piątku rozpoczynamy stymulację. Strach nadal we mnie jest, ale bardziej przesłonięty wielkim pragnieniem posiadania dziecka. Tym bardziej, że w sobotę byliśmy na urodzinach bardzo dobrej koleżanki. Ogólnie unikam spotkań z koleżankami w ciąży lub z małym dzieckiem. Cóż, jest to silniejsze ode mnie. Boje się, że wybuchnę płaczem więc wolę oszczędzić tego sobie i koleżance. Ale w związku z t, że ćwiczę pozytywne myślenie to uznałam, że te uroczy jakoś przeżyje. Myliłam się i jednak nie jestem taka silna. Gośćmi były same młode matki, same maleństwa gaworzyly w tle, a ja modliłam się w duchu by to jakoś przetrwać. Tematy o laktatorach, ubrankach, karmieniu to były tematy przewodnie. A ja czułam się okropnie. Dziś jakoś próbuje się pozbierać, ale ciężko. Nie wiem co ze mną będzie jak to drugie podejście do IVF się nie powiedzie.
Czas mi się niemiłosiernie dłuży. Chciałabym na teraz, na już być w ciąży. Ech, żeby mieć pewność, że teraz się uda... Że w lipcu wynik będzie już pozytywny... Trzymam się myśli, że gdy widziałam się z koleżanką w zeszłym roku to miesiąc później była w ciąży. Może będzie teraz na odwrót ;)

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 27 października 2021, 17:12

7+4

Beta ok 23000. Wg kalkulatora za niski poziom/przyrost. No ale za 48h jeszcze powtórzę. I odstawie luteinę.

A jednak się nie udało i tym razem.
To już trzecia rysa na moim serduszku.

38+1

Ok, no więc dzisiaj mieliśmy kolejna wizytę. Bez spiny pojechaliśmy o 11 do gin. Pani doktor zrobiła usg. Było widać że była przygotowana na wizytę, w sensie ze przestudiowała wszystkie poprzednie pomiary z poprzednich wizyt u poprzedniej gin. Usg nie trwało długo, pomierzyla co miała pomierzyć, powiedziała że Mała nadal jest mała i że parametry wybiarow spadają. Pokazała wszystkie wykresy, siatki centylowr itd i powiedziała że szału nie ma. W skrócie mówiąc łożysko daje ciała, Maya nie dostaje wystarczająco składników odżywczych i czas przyjść na świat.

Nie ukrywam że jak to pwoeidzoala to był pierwszy moment kiedy zalała mnie fala gorąca - jak to juz? Poród? Teraz? Jak? Miało być dopiero za 2-3 tyg 🙈😬 miałam przecież wg moich przeczuć rodzic Po terminie itd 🙈 a tu taki news.

Po sekundzie przetrawienia informacji, przeszłyśmy do badania / masażu szyjki - rozwarcie na jeden palec. Było to moje pierwsze sprawdzenie szyjki w ciąży. Do przyjemnego nie należało ale oczywiście bez dramatu.

Potem rozmowa - skierowanie na badanie krwi którego wcześniejszą gin nie wykonała w 28tc 🤦‍♀️ skierowanie na pcr bo żeby rodzic w tym szpitalu musimy mieć pcr z ost 24h i... Skierowanie na indukcję porodu na JUTRO 🤯😅 jutro o 21 mamy się stawić w szpitalu. No szok. Tyle mam do powiedzenia 🥴

Dzisiaj ostatnia noc we dwoje w domu.
Po wizycie u gin pojechaliśmy do galerii zrobić duże zakupy spożywcze i ja musiałam sobie kupić staniki do karmienia bo oczywiście nie miałam jeszcze. Moje plany pójścia do kosmetyczki na laminację rzęs i brwi poszły się walic, nie będę piękna przy porodzie 😂
Zaraz idziemy ze znajomymi na kolację, walizkę dzisiaj pakowaliśmy bo my to kompletnie w dupie ze wszystkim byliśmy oczywiście 😂

Na jutro plan jest taki : O. Idzie jutro rano na loty, ja pojadę jeszcze normalnie do biura do pracy, domknąć wszystko co mam do domknięcia i jak O. Wyląduje koło 14 do wrócimy już razem do domu. Szybki seksik, odpoczynek, może jakiś obiad w restauracji i ok 20-21 pojedziemy do szpitala.

Wiem że indukcja może trwać długo i być bolesna. No ale co ma być to będzie. Oby udało się uniknąć cesarki 🤞🤞

13 dc 19.06.21
Dzień Punkcji.

Niby dzień jak co dzień ale ten dzień na długo zostanie w mojej pamięci.
Upalny, czerwcowy dzień już od samego rana.
Wyszliśmy oboje z bloku ale mój czegoś zapomniał i się cofnął a moim oczom ukazał się całkowicie czarny kot. Wiem, że to są tylko przesądy ale czemu akurat dzisiaj musiał stanąć mi na drodze?
Szedł w moim kierunku i do mnie miauczał.🙈
Kot jak kot ale uznałam, żeby nie zapeszać sobie tego ważnego dnia to cofnę się na klatkę, nie dam mu przejść mi przez drogę. Nic to nie dało, bo poszedł za mną. 🙈
No cóż, odpuściłam, przykucnełam i chciałam pogłaskałać skurczybyka. 🐈 Jednak szybko się przepłoszył i uciekł.
Także symbolem mojej dzisiejszej punkcji jest czarny kot. Mam nadzieję, że przełamie piętno jakie niosą ze sobą te czarnuchy i przyniesie mi szczęście. 🍀
Najgorsze było dla mnie oczekiwanie na cały ten zabieg, stres osiągnął level 99.
Na sali zabiegowej skojarzyło mi się to wszystko z salą operacyjną i niedawna laparoskopią. Prawie się tam rozpłakałam ale nie zdążyłam. Obudziłam się już po wszystkim. 😊
Efekt końcowy to 15 oocytów. 🥳
Dostałam cała reklamówkę leków i we wtorek mam kontrolę stanu jajników i wtedy też ewentualny transfer.
W poniedziałek dostanę informacje o zapłodnionych komórkach.
Czuję się obolała jakby mi ktoś kij w dupę wsadził. 😊 Cieszę się, że mam to za sobą. 😊

Dziękuję wszystkim za kciuki i słowa wsparcia. ❤️
Kciuków jeszcze nie puszczajcie. 😁

Dzisiaj w pracy poszłam do tolatety moim oczom na papierze ukazał się śluz zabarwiony na jasnoróżowy kolor… Raczej nie jest to plamienie owulacyjne bo takie już miałam w tym cyklu 8 dni temu. Czy może to być plamienie implantacyjne ? Nie chce się nakręcać, bo i tak dzisiaj zaczęłam testować i sprawdzać wiadomo za wcześnie ale chciałam się upewnić. W pracy czeka mnie ciężki tydzień a tu jakieś różowe plamienia… Może to zarodek się zagnieżdża albo po prostu coś? Zazwyczaj jak miałam plamienia to były one brunatne a nie różowe, albo takie żółtawo-bezowe. Ciekawa jestem co z tego wyniknie

Trzymajcie kciuki 🍀🍀

4 dc.
1 cykl po roku starań.
Jakoś na spokojnie... Nie wiem czy dlaczego że w innych sferach tyle się dzieje... Nie analizuje, nie myślę o tych bezowocnych cyklach. Kupiłam dzisiaj zapas testów owulacyjnych. Mogę się testować ;D
Mam tylko jedną wątpliwość. Przyjmuje duphaston. Lekarz kazal przyjmować go przez 10 dni od 15 dc. Owulację mam 17 dc. Pierwszy miesiąc zrobiłam wg jego zaleceń, 2 drugim zaczęłam przyjmować go 19 dc co wydłużyło mi cykle do 34 dni! Myślę co zrobić w tym cyklu....

Szpital to nie jest dobre miejsce, zwłaszcza w dobie covida...
Jeszcze przed wywolaniem porodu test na covida... miałam przecież niedawno, potem siedziałam tylko w domu, ale takie są procedury... jakbym miala mało problemów, nie mogli pobrać wymazu, aż był krwotok z nosa...
3 dni spędziłam tam sama... pielęgniarki, lekarki naprawdę miłe, ale odwiedzin nie ma... pozwolili tylko mężowi przywieźć jakieś rzeczy...
Dzień po porodzie wróciłam do domu, który wydawał się taki pusty... mąż zdążył posprzątać wszystkie rzeczy które mieliśmy dla córeczki, z jednej strony nie chciałam ich oglądać, ale jak weszłam do domu, w którym nie było śladu dziecka, nawet moich rzeczy które nosiłam w ciąży, to tymbardziej poczułam tylko pustkę...

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 6 kwietnia 2023, 13:38

Beta 7051
TSH ponad 3... Niezbyt dobrze

2cs, 3 dc
Nie mam za bardzo weny na ten wpis, więc będzie krotko :)

Po pierwszym nieudanym cyklu, mieliśmy cykl przerwy bo O. musiał lecieć na miesiąc do Francji w delegację.
Mi się udało do niego dołączyć na ostatnich 10 dni, ale było już po owu także @ przyszła bez zaskoczenia :)
W między czasie ja miałam też drobny zabieg (nie ginekologiczny) po którym bralam antybiotyki co wpłynęło no minimalne przedłużenie się mojego cyklu, ale nic ponad moja normę (32dni)

Zaczynamy wiem nowy cykl, nowe starania bez starań.
O. Jest już w 100% nakręcony na powiększanie rodziny więc nic tylko brać się do roboty ;)

Z jednej strony lekko się boję niepowodzeń i tego że starania znowu będą długie i nieefektowne, ale z drugiej strony w przeciwieństwie do poprzednich starań z byłym, cieszę się na ten wspólny czas bliskości i po raz pierwszy rozumiem co ludzie mieli na myśli mówiąc że starania o dziecko dodają tego czegoś "ekstra" do seksu ;)

Miałam się nie nakręcać, a jednak się nakręciłam. @ czyha za rogiem a ja tak bardzo nie chcę, by przyszła... Nie widziałam u siebie pms w tym cyklu ani trądziku, który o tej porze cyklu już zazwyczaj daje znać że @ is coming. Bólów miesiączkowych silnych nie mam póki co, ale to dopiero 24 dc. Jeśli juz to takie delikatne, jakich nie znałam wcześniej- bo u mnie zazwyczaj jak boli to boli konkretnie a potem pod koniec dnia przychodzi @

Aplikacja kusi, że jak jestem w ciąży to dziś 80% mam że wyjdzie pozytywny test. Ale z testowaniem czekam do terminu @ a najchętniej na Starego, który będzie 02.07.2021... Wymyśliłam sobie że razem zrobimy test i razem będziemy skakać z radości... 🤪 Hehe Tylko muszę spokojnie podchodzić do sprawy, a z tym gorzej. Każda wizyta w toalecie to sprawdzanie i strach, ehhhh Wszystkie to znamy.

Wczoraj miałam sen że czekały na mnie gwiazdkowe prezenty pod choinką- ponoć spełni się moje życzenie... Niech się spełni!

lufcik22 Piękny sen...niech trwa 22 czerwca 2021, 09:18

Czy jestem zaskoczona, oczywiście, ze nie. W wymazie wyszły mi bakterie więc z hsg nici. Nie pierwszy raz taka sytuacja w moim życiu. Nawet nie mam juz siły się smucić czy złościć. Z racji tego, że zmieniam pracę najwcześniej mogę pomyslec o hsg w październiku. Czyli juz bede miec 37 lat,. Jedyne co mi przychodzi do glowy to, to, że moze tak mialo byc. No bo co mam sobie mowic, ze mam pecha, ze jestem nieudacznikiem, ze nie zasługuje na nic więcej, że jestem niewdzięczna. Tutaj jest tyle dziewczyn, ktorych droga do macierzyństwa jest o wiele trudniejsza od mojej, a mimo wszystko ja wciaz nie umiem sie skupić na pozytywach. Wkurzam sie na siebie i chciałabym sie juz poddać, olac to wszystko, zapomnieć, ale nie da sie tego wyłączyć. czasami tez mysle po co ja wierze w Boga, bo ilość dni z nienawiścią do niego przez ostanie miesiące bylo naprawdę dużo. I nie chodziło tylko o mnie, ale właśnie o dziewczyny tutaj, o cierpienie dzieci, nie umiem tego pojąć dlaczego Bóg doświadcza tak wielu dobrych ludzi (nie mówie tu o sobie), dzieci, chciałabym się mu sprzeciwić, ale nie da się, modlę się dalej, ale coraz częscie nie wiem o co się mam modlić. O cud? O akceptacje? Nie wiem?

Wynik tk głowy prawidłowy!

Jeszcze 2 dni dupka i wielkie wyczekiwanie @. Mam nadzieję, że pojawi się jakoś po weekendzie i ruszam ze stymulacją. Oby już nic nie stanęło na drodze.

Stres jedynie z pracą, ponieważ w lipcu nie ma nikogo poza mną i od dawna mam zapowiedziane, że nie mogę wziąć nawet jednego dnia wolnego. Mam nadzieję, że monitoringi będą popołudniami, a na punkcję uda mi się wypłakać jeden dzień urlopu.

U Izy pogorszenie wyników tarczycy. Dalej ma niedoczynność. Było lepiej ale brałam 10 mg thyrozolu, weszłam na 20 mg i jest gorzej.

O nie ma zmiłuj. Kończyny karmienie piersią. Teraz tylko muszę to mądrze zrobić żeby nie porobiły mi się zastoje i stany zapalne. Ciężko będzie wyciszyć tak rozhulaną produkcję. Daje sobie kilka dni picia szkawii, ściągania do uczucia ulgi i wychladzania piersi. Jak to nie pomoże to idę do gienka po bromergon.

Mała dziś nie dała się odłożyć nawet na 10 minut. Spala tylko raz 15 minut więc cały dzień ja noszę. Na szczęście daje się też trochę nosić w chuscie więc idzie cokolwiek ogarnąć i plecy wtedy ciut mniej bolą... Ale i tak bolą 😭
Moja biedna Izunia... Może zaraz zaśnie bo powoli oczy się ciężkie robia 😴😴 oby... Bo jak się wyśpi to zawsze inne dziecko, a dziś mamy gości.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 2 listopada 2021, 05:16

Ku***...
Dziś 8+3. Wizyta u gina o 15. Boje się, boje się, boje się pustego jaja i konsekwencji (szpital, zabieg, skurcze...). I już myślę jak ukryć pobyt w szpitalu przed najbliższymi?

Sandra02 Mam dość.. 22 czerwca 2021, 21:48

Dziś zrobiłam badania z krwi, za tydzień kolejne usg, póki co w rozpoznaniu mam wpisane "nieokreślony guz sutkowy". A dla odmiany jutro druga dawka szczepionki a w czwartek wizyta u reumatologa, wyniki też za ciekawe nie są...

Kochane, chciałabym jeszcze napisać o pieniądzach ze zrzutki, abyście nie czuły się oszukane itp... wszystkie pieniądze mam na swoim koncie (-255zł,bo kupiłam już 1 sensor) Nie jestem w stanie im Wam zwrócić z automatu, bo nie mam Waszych numerów kont... oczywiście jeśli podacie mi na priv nr.konta i kwotę, którą przelałyście, to pieniążki od razu zwrócę. Pieniądze, które zostaną będą przeznaczone na ten sam cel - za jakiś czas.

Ściskam Was mocno!

PONIEDZIAŁEK
No i dziś mamy osławioną trzecią dobę... Newralgiczny moment... Ledwie się obudziłam i juz o tym myślę...

Maluszki walczcie tam, nie poddajcie się proszę 🙏🙏🙏 czekamy na was z tatusiem 🙏🙏🙏 bądźcie siłaczami 💪💪💪

Moja Lenka jest z nami 24 dni. NIedługo skończy miesiąc i przestanie być noworodkiem. Czas zapitala jak nigdy. I boję się zapeszyć, ale mimo pobudek od 3:00 do 8:00 rano co godzina na karmienie ostatnio, marudzenia czasami, że nie wiadomo o co jej chodzi, jest coraz fajniej. Z każdym dniem kocham ją jeszcze bardziej i nie pamiętam już jak to było, jak jej nie było. Mam dla niej pokłady siły i cierpliwości, które chyba kumulowały się w czasie lat starań.

Chociaż przyznaję, że pierwsze dwa tygodnie, tak od 3-ciego dnia po porodzie, zaliczyłam klasycznego baby bluesa. W poprzednim wpisie to się zaczynało, potem się nasiliło. Totalnie mnie ten stan zaskoczył. Czułam się jak nie ja, płakałam łzami jak grochy a to z powodu karmienia, a to ze szczęścia, a to z nostalgii, że za szybko rośnie. Jazda jakiej nie znałam. Potrafiłam wyjść na 15 min z psami i chlipać pod blokiem, żeby mąż nie widział. Aż do psychologa poszłam, bo myślę albo depresja poporodowa albo cholera wie coc, zwariowałam do końca. Przeważające myśli - nie radzę sobie, jestem beznadziejna, zaraz zrobię coś nie tak. A obiektywnie to doskonale sobie radziłam, jak na to, że pierwszy raz mam do czynienia z noworodkiem, mąż nie mógł teraz wziąć urlopu więc od 10 do 17 codziennie byłam z nią sama (i z psami), o dzieciach w sumie nie wiele wiem, w dużej mierze zdaję się na mój instynkt. Psycholog wytłumaczyła mi jak to działa fizjologicznie, że to zupełnie normalny stan, hormony ciążowe zjeżdzają w dół i muszę po prostu przetrwać ze świadomością, że to co się dzieje ze mną jest całkiem normalne.
W końcu mi się ulało przed mężem. On jako wybitnie niewylewny i nieskory do komplementów powiedział, że jestem wspaniałą mamą i sam jest w szoku jak sobie dobrze radzimy, to mnie to podbudowało. Potem mieliśmy sesję noworodkową, przyjaciółka makijażystka z zombie zrobiła ze mnie z powrotem Kobietę i baby blues jak ręką odjął. Zdjęcia wyszły super. Wczoraj zamiast spać kolejny raz je oglądałam i zoomowałam minki Małej.

Organizm też dostroił mi się do nowej rzeczywistości. Takie mam wrażenie. Daję radę bez ciągłego snu 7-8 h, w tym trybie przerywanym, w ciągu dnia potrafię uciąć sobie drzemkę (nigdy wcześniej się to nie udawało), jem regularnie, chodzę z Małą na spacery. Nie czuję zmęczenia albo się do niego przyzwyczaiłam. Nie jest to oczywiście bezkosztowe. Jakiekolwiek relacje towarzyskie poprzez social media ucięłam praktycznie do zera. Nie ma czasu gadać czy siedzieć na necie bez celu, bo odbywa się to kosztem dziecka / snu / jedzenia / ogarnięcia siebie. Rozmawiam przez telefon z mamą, koleżankom napisałam, że jest sajgon i się kiedyś ewentualnie mogę spotkać na spacer to opowiem, bo na pisanie i gadanie nie ma czasu.
Przyznaję, że nie rozumiałam o co chodzi z tym, że przy małym dziecku czasem ciepła kawa czy prysznic są wyzwaniem. No to są wyzwania codzienności :-) Teraz np zamiast zjeść jak Ona śpi to robię wpis. Ale jest niedziela, jest Tata, to jest duuuuużo łatwiej.

Z rzeczy fajnych - spacery. Kocham. Wózek sprezentowany przez Dziadka jest fenomenalny, zwrotny i lekki. Chodzimy do pobliskiego parku, do piekarni, na bazarek. Byłam z Nią już nawet nad Wisłą. Pojechałam metrem, zrobiłyśmy 7 km, Mama zjadła obiad na powietrzu, Mała większość czasu przespała. Potem szybka zmiana pieluchy w wózku (zawsze mam w ogranizerze matę, chusteczki, mały Linomag i pieluchy), karmienie na leżaczku nad Wisłą i to był super dzień. Plusy lata.
Karmienie idzie coraz lepiej. CDL pomogła, wytłumaczyła, chociaż aby jeszcze bardziej rozkręcić powinnam stymulować piersi po każdym karmieniu na żądanie laktatorem po 15 min. Czyli xxxx razy dziennie. Niewykonalne, bo musiałabym z łóżka nie wychodzić, odkładać dziecko, jak ono lubi sobie na mnie pospać i poprzytulać się i ogólnie oszaleć, bo nie mam do tego cierpliwości. Karmię ją więc na żądanie i laktator odpalam kilka razy dziennie. Czasem dodaję mm, czasem moje odciągnięte mleko. Wyluzowałam z tym, bo dziecko najedzone, zadowolone, przybiera na wadze książkowo, ja zadowolona, mleka coraz więcej.

Z rzeczy niefajnych - szczepienia. Jestem bardzo pro, ale w tyle głowy mam historie, że komuś zdarzył się nop w postaci porażenia i bardzo mnie to zestresowało. Nasza pediatra jest za tym aby walić wszystko jak najszybciej i praktycznie na raz - 6w1, pneumokoki, rota i meningokoki (typ A) jednego dnia a już za 2 tygodnie od tego - meningokoki typ B (czyli Bexsero). Przegadaliśmy to z mężem i nie idziemy tą drogą. Najpierw zaszczepimy na 6w1 i rota, za 2 tygodnie pneumokoki, meningokoki na razie odkładamy w czasie, niech trochę podrośnie i będzie odstęp między innymi.

Poczytałam wogóle o tych chorobach i jak wcześniej byłam pewna że Mała pójdzie do żłobka, to teraz raczej nie pójdzie. Za rok wracam do pracy, ona będzie jeszcze malutka a żłobki to z tego co teraz wiem to jedna wielka wylęgarnia chorób, więc skorzystam z propozycji mojej mamy, że ona się nią zajmie. Jest na emeryturze od roku, co prawda mieszka w innym mieście, ale logistycznie jeżeli na szali jest zdrowie dziecka, jest to do ogarnięcia. Może uda nam się do tego czasu sprzedać mieszkanie i kupić dom pod Warszawą. Może po prostu będzie przyjeżdzała na poniedziałek - czwartek (w piatki ja chcę mieć wolne obniżając wymiar etatu, zamieniając na wychowawczy i chroniąc się przed zwolnieniem). Wiem, że planuję dużo naprzód, ale czas tak szybko płynie, że nie jestem w stanie nie myśleć co właściwie zaraz.

Wpis jest, śniadania nie ma :), Mały Ssak już zaczyna się przebudzać, więc uciekam :-)

karolaEM W oczekiwaniu na nasz cud 22 czerwca 2021, 14:47

4dc
Nie czuje się zbyt dobrze. Od wczoraj boli mnie głowa jak na zatoki. Mam nadzieję, że jutro @ już odejdzie sobie i nie wróci przez następne 9 miesięcy. Oj bardzo bym tego chciała🙄. Chyba jak każda z nas starających się. Ale byłabym szczęśliwa. A mój mąż... z radości by skakał. No ale jeszcze nic straconego. @ powoli się kończy, więc będzie można zacząć działać od nowa. Liczę, że to będzie ten cykl. Mam taką nadzieję.

Dziś już trochę się ochłodziło. Od samego rana padał deszcz, więc powietrze też już jest inne. Dziś mam do pracy na nocną zmianę... jak mi się nie chce. Ale muszę wytrzymać do końca miesiąca, bo od 1 lipca urlop. Oby szybko zleciało.

Trzeci dzień @. Nie było płaczu. Jakby głupio to nie zabrzmiało, to nie miałam czasu. Nie wiem czy mąż nie przeżył tego gorzej niż ja. On wierzył, że liczba pęcherzyków = liczba dzieci. Myślę, że trochę na własnej skórze zweryfikował jak wygląda procedura w praktyce. Czasem męczą mnie wyrzuty sumienia, że za słabo wierzyłam w mojego dwudniowca. Miałam przeczucie, że to nie to, żeby wziąść blastkę, ale nie potrafiłam się odezwać. W końcu ten dwudniowiec na dzień 2. był najlepszy. Wydawało sie najrozsądniejsze. Teraz mam takie poczucie, że bardzo chciałabym zabrać zarodek do Świąt do domu. Nie wiem czemu, skąd to. Ale chciałabym.
Gdy wracaliśmy w transferu dostałam wiadomość, że żona kuzyna męża urodziła. Stwierdziłam jak super - zwolnił się brzuch ;) To dobry znak. No ale jednak nie. Byliśmy również powitać nowego członka rodziny - kuzynka męża urodziła. Byłam naprawdę dzielna, dałam radę. Wczoraj się dowiedziałam, że miał się nazywać inaczej. To było MOJE imię. Nasze. Wybrane chyba z 10 lat temu. I całe szczęście, że zmienili. Tak trochę te spotkania rodzinne zaczynają inaczej wyglądać, bo zachwyty, kupki, pieluchy itd. Ja siedzę, no i cóż mi tez mówić. Staram się, ale na własne doświadczenie się nie powołam. I oczywiście kuzynka męża podkreśliła, że nie miała parcia na macierzyństwo. I wierzę w to, bo dowiedziała się o ciązy dopiero w 3. miesiącu, więc szczególnie chyba nie dociekała.
W sobotę spotkałam się z koleżanką ze szkolnej ławki. Ślub w tym samym roku miałyśmy, nawet w tym samym miejscu. I też ciągle walczy. Moja przyjaciółka zaczęła starania - tez bez efektów. Nosz pierdziele, co z nami nie tak?

Mój chrzestny zmarł. Termin pogrzebu jeszcze nieznany. Cały rok na emeryturze i cały ten rok chorował. Najpierw śmierć kuzynki w wieku 38 lat, teraz On. Myślę i myślę. Mimo wszystko trzeba żyć tu i teraz. Nie ma na co czekać, bo nie wiadomo co może być jutro.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)