Virgo Odkopane na nowo marzenia 25 sierpnia 2023, 22:06

Wyjazd w góry, piękne malownicze miejsce, maly drewniany domek i owulacja. Wszystko jak trzeba 😍 Po 12 dniach w końcu pozytywny test ciążowy. Po 2 dniach beta 8, cos za niska... A po 48h juz 5.
Po ciąży biochemicznej z wiosny juz sobie obiecałam, ze nie będę sie nakręcać i cieszyć za wczasu, ale rozum swoje a serce swoje. Mawiają, ze nadzieja matką głupich, znów ją mialam i znów czuje się jak idiotka. Jestem zla na siebie samą, ze choć spodziewałam się słabego końca, to i tak jednak wierzyłam. Nie wiem jak radzą sobie dziewczyny, które staraja sie latami i są po wielu poronieniach, jak zszargane muszą byc ich serca i dusze. Ja po 8 cyklach i dwóch CB zaczynam czuć sie zmęczona i... Pusta?
Nawet nie wiem co dalej, beta dzis spadła do 5, wyniki badań za kilka dni a ja mam czekac na okres. I tak sobie czekaj, az sie zacznie krwawienie, aby to ziarenko co nie przetrwało w końcu cie opuściło.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2023, 22:11

Już po inseminacji 😊 tak się bałam wczoraj że nie zdarzymy, a byłam 50 minut przed czasem...
Nawet mąż mógł wejść że mną potem do kliniki 😊
Po inseminacji musiałam leżeć na łóżku przez pół godziny, cały ten czas trzymał mnie za rękę 🥰🥰🥰
Teraz musimy czekać 14 dni na efekt 🥰🥰🥰 oby pozytywny...
Jeju mój mąż był tak podekscytowany dziś, że aż koszulkę założył niebieska 😀 a bo żeby był chłopak, mówił że na drugi raz założy różowa 😀😀😀😀 jaki on kochany, pomimo tego że wiem że ma trudniej niż ja w tej sytuacji, potrafi żartować i cieszyć się z tego że może w końcu będzie TATA 🥰🥰🥰🥰No aja MAMĄ 🥰🥰🥰♥️

aster Plan B. 21 lipca 2021, 19:27

11 d.c. (termin planowanej histeroskopii)

Ile razy można mieć pecha w tej samej sprawie??? 😢
Zabiegu nie było... Tym razem z powodu kiepskich wyników z krwi. (Poniżej normy płytki krwi i krzepliwość). Jak w powtarzającym się koszmarze: szykuje się człowiek, robi badania, czeka na termin miesiącami, przyjeżdża z torbą do szpitala i dupa! Fuck, już mam dość, w tym tempie działań to nasze dziecko urodzi się najwcześniej w 2038, jeśli w ogóle zdąże kiedykolwiek zajść w ciążę. 😭
Mąż mnie zjeżył, bo chciał mnie "pocieszyć" i powiedział, że w sumie dobrze, bo będzie można w tym miesiącu się starać. Ale pewnie i tak nie będę mieć ochoty jak zwykle...
Tak, kurwa czuję złość, frustrację, beznadziejność... idealny wręcz nastrój na romantyczny seks!😕 I szczerze mówiąc na ten moment jest mi wszystko jedno, kiedy mam owulację, bo na razie po prostu nie chce mi się myśleć o staraniach.
Prawie 3 lata... A my dalej nie mamy jednoznacznej diagnozy, 0 IUI, 0 ivf... Bo ciągle tylko czekam na coś.😢

DOM :):):)

Po prawie tygodniu wyszliśmy ze szpitala i jesteśmy już w domu! i generalnie jest nam bardzo dobrze :) ech, szpital chociaż tak patrząc z perspektywy czasu, to ta spontaniczna decyzja żeby go wybrać była dobra (dzięki naszej prywatnej położnej, z która ostatecznie nie mogliśmy rodzic), nie był taki zły, ale co dom to dom.
Nasz Synuś w domu tez jest dużo spokojniejszy, sprawdza nam się rewelacyjnie kosz Mojżesza! śpi w nim w nocy, a w ciagu dnia leży sobie w nim w salonie, kosz jest lekki, więc można go przenosić, do kosza mamy stelaż, który się tez buja. Oby jak najdłużej Syn chciał w nim przebywać. Łóżeczka nie zdążyliśmy kupić, chociaż i łóżeczko i materacyk był wybrany, póki co jednak nie będziemy kupować, zaoszczędzimy teraz pieniądze, a z czasem kupimy, żeby tez nie dublować. Nasz Maluszek lubi dużo spać, więc mamy tez dużo czasu dla siebie z Mężem no i na ogarnianie rzeczy, po pierwsze które nie zostały zrobione przed porodem a nie zdążyłam chociażby poprac ubranek (w szpitalu jak byłam to Mąż z moja Mama prali na szybko ubrania rozmiar 50), no i teraźniejsze związane z formalnościami po urodzeniu plus zdrowotne.
Jedzenie - w szpitalu jak sobie przypomnę ten terror laktacyjny, to dalej chce mi się wyć... a teraz elegancko odciągam mleko moim wypasionym (to akurat byl bardzo nieplanowany, ale fantastycznie sprawdzający się zakup wyprawkowy) laktatorem, elektrycznym na dwie piersi- idzie to sprawnie, a tez czasem odciągam więcej i mam zapasik na nocne karmienie w lodowce. Także Maluszek wypija z butelki, w szpitalu oczywiście tez dostawałam sprzeczne informacje jaki smoczek mam kupić do butelki, ostatecznie wczoraj moja Położna środowiskowa mi podała 2 i kupiłam według Niej - avent natural 0 - Syn zaakceptowal. Wczoraj tez Położna zrobiła nam instruktarz jak przystawiać do piersi - ale Dziewczyny zrobiła to tak, ze Syn i ja zalapalismy, nie wiem czy to kwestia tego, ze jesteśmy w domu i ja nie czuje żadnej presji ( a może tez sama zaakceptowałam to kpi), także teraz mamy taki system, ze najpierw Maluszek pije z piersi a potem butelka. Nie powiem, ze zawsze super łatwo się przystawia i zawsze pije 10 minut, ale nawet jak chwile pije to i tak jest to wspaniale. Cierpliwości, cierpliwości, ćwiczeń i myślę, ze przejdziemy na sama pierś a przynajmniej mam taka nadzieje. Ogólnie to nie sądziłam, ze można aż tak kochać, czasem po prostu patrzę i się wzruszam . Tak bardzo jestem wdzięczna, ze się udało, ze walczyliśmy, ze się nie poddaliśmy, ze spotkaliśmy na swojej drodze nasza Panią Doktor Anioł i Docenta P. i tutaj jeżeli jakaś Staraczka czyta, ja tez byłam na Waszym miejscu, czytałam pamiętniki Dziewczyny co się Im udało i myślałam, czy my kiedyś tez tak będziemy mieć - i udało się. Trzeba walczyć, wiadomo, ze jest to ciężkie, ze nie raz ma się ochotę wszystko rzucić, ale powiem tyle - warto walczyć.

Co do Tatusia - zakochany w Synu a ja w Nim jeszcze bardziej... pisze to i mi lzy kąpią ze wzruszenia, ale tak bardzo mnie wzrusza, to jak są razem!!! widzę, ze Mąż chętnie tez zajmuje się Maluszkiem, mamy często tez system taki, ze jedno coś ogarnia a drugie Maluszka. Chociaż tez duzo czasu Maluszek sam się ogarnia spiąc ;)
Co do mnie fizycznie to ja już nie pamietam, ze rodziłam, jestem wdzięczna za tak dobry poród. I tak jak mówiła położna, jeżeli ktoś ma silne bóle miesiączkowe, to może być tak, ze w czasie porodu skurcze nie będą dla niego takie straszne, bo dla mnie nie były... czekałam na Armagedon, a tutaj już główka była na dole i czas na parcie, zreszta moja druga faza porodu trwała 25 minut, to chyba szybko jak na pierwszy poród. Moment w którym położyli mi Syna na piersiach - najpięknieszy w życiu i jeszcze to ze mógł być z nami Mąż.
Cieszę się tez bardzo, ze udało się ochronić kroczę, chociaż nie zdążyłam nawet zrobić jednego masażu krocza, a takie były plany. Połóg - hmmm nie wiem w sumie co o nim napisać, bo w szpitalu szczerze mówiąc byłam tak zajęta ciągła walka to o wzrost wagi Maluszka, to o spadek bilirubiny, ze po prostu jakoś on jest.. Myślę, ze psychicznie za to daje się trochę we znaki... W szpitalu nie raz chciało mi się wyć... Raz zadzwoniłam z płaczem do Męża, a tak to starałam się jakoś trzymać... na szczęście teraz w domu, to raczej są lzy wzruszenia, chociaż wczoraj do południa czułam taki dziwny chaos, miejsca sobie nie moglam znaleźć, ale zaczęłam sprzątać i to tez mi pomogło oczyścić atmosferę. Myślę żeby się wybrać do psychologa jak będzie chwila czasu, żeby przepracować do końca to co się działo w szpitalu, a tematy do przepracowania to: 1. jestem gorsza, bo nie potrafiłam donosić ciąży a już najpierw spotkała nas niepłodność . 2. jestem gorsza, bo nie potrafię wykarmić swojego dziecka, a tak bardzo chciałam karmic piersią. Jeżeli chodzi o te 2 kwestie, to nigdy bym nie pomyślała tak w kontekście innej kobiety tylko oczywiście wobec siebie byłam taka surowa. Generalnie już tak nie myślę, już sobie to w miarę w głowie ogarnęłam, ale nie chce żeby to wracało... W temacie karmienia to już wierze, ze z czasem i z praca nasza wspólną Maluszka i moja uda się przejść tylko na pierś, bo to takie wspaniale uczucie bliskości. Jeśli chodzi o wcześniactwo naszego Syna, to już nie czuje się aż tak zagubiona, położna nam ostatecznie tez podpowiedziała co robić no i jeszcze moje koleżanki. Także póki co neurologopeda i fizjoterapeuta, a dalej zobaczymy.
Wybrałam w końcu zdjęcia z sesji ciążowej, także będziemy się niedługo mogli nimi cieszyć i to ostanie zdjęcia z brzuszkiem, bo w dniu wyjazdu do szpitala no nie było kiedy zrobić ;) teraz muszę ogarnąć sesje noworodkowa. A i ogarnąć nam przestrzeń do życia z Maluszkiem. Mikołaj był niespodzianka w grudniu a drugi raz nas zaskoczył w lipcu ;) taki to nasz CUDak :):):) Dobra budzę tego mojego Śpiocha żeby dać Mu porcje jedzenia. Teraz najważniejsze żeby przybierał na wadze, żeby rozwijał się prawidłowo a cala reszta nie ma już znaczenia. Kocham nad życie

Progesteron włączony, jeszcze heparyna I jesteśmy gotowi...
Błagam, maleństwo, zostań z nami 🙏 za 5 dni będziesz już z mamusia, mam nadzieje ze na długo...

Aurore Wyboje mojego życia. 30 maja 2024, 16:39

21cs 8dc

Nie pomyliłam się w oznaczaniu cykli.
19cs był bezowocny.
20cs minął jak każdy inny z czego w sumie się cieszę, bo odstawiłam całkowicie tabletki na stymulację.
Po nim przyszedł czas na kolejny, obecny dwudziesty pierwszy.

Zrozumiałam już, że w życiu są trzy ważne rzeczy, które stale towarzyszą człowiekowi i kształtują jego rozwój. To one są gwarancją sukcesu (chociaż mówiąc o sukcesie nie mówię o osiągnięciu celu jakim jest dziecko - mam na myśli raczej spokój w sercu).
Strach.
Ból.
Poczucie winy.

Same negatywne uczucia co nie? Być może.
Strach jest czymś co trzyma nas z dala od kłopotów, uczuciem które pozwala przemyśleć sprawę kilkukrotnie zanim podejmie się liczne mniej lub bardziej ważne decyzje. Lęk towarzyszy mi na co dzień w różnej postaci, ale o dziwo sam w sobie nie przeraża mnie i nie paraliżuje. To uczucie „a co jeżeli znowu się nie uda?” przestało mnie dotykać do żywego. Nie czuję panicznego strachu, pustki czy zawodu na myśl, że nie mogę mieć dzieci. Bywa mi tylko smutno, czasem płaczliwie, ale moje serce już nie wyje z przerażenia, że to się może nie zadziać. Gdy nie jestem zalana hormonami z końca drugiej fazy cyklu tak samo reaguję na myśl o posiadaniu potomstwa jak i jego braku.
Strach pozwolił mi wyznaczyć granice zdrowego rozsądku i nie zatracania się w staraniach.

Ból nie zawsze musi być odczuwany w formie fizycznej, choć i taka miała miejsce, gdy całkowicie nie spodziewałam się go podczas zwykłego badania drożności jajowodów. W moim przypadku częściej przyjmował formę psychicznego, gdzie umysł płatał nieprzyjemne żarty. Nie przeżyłam większości tragedii, których doświadcza kobieta podczas starań. Nie byłam w ciąży, nie straciłam dziecka, moje życie nie jest realnie zagrożone, a mimo to ból się pojawiał.
Twierdzę i tak, że ból to dobre uczucie, bo tylko w ten sposób organizm potrafi się porozumiewać z naszym „ja”. To wysyłanie impulsów z ciała do centralnej jednostki, która wszystkim zawiaduje, że coś dzieje się nie tak, że warto przyjrzeć się bliżej jakiemuś problemowi i może odrobinę zwolnić. Dzisiaj tak wiele ludzi nie słucha tego co mówi ich ciało, a ono czasem wręcz drze się na mnie, że nie tędy droga.

Poczucie winy bywało przytłaczające i w większości przyczyniało się do odczuwania bólu psychicznego. Ciągłe biczowanie się po plecach pytaniami do samej siebie „co zrobiłam źle?”, „gdzie popełniłam błąd?” - bla bla bla…. Ile jeszcze będę w stanie znieść tego pierdolenia, póki mnie to nie zgnębi? Takie coś może nawet zabić, bo wprowadza w obłęd. A potem leżysz w łóżku i zastanawiasz się co z Tobą nie tak – znasz to?
Możesz dalej dać się kopać i gnoić. Tkwić w bagnie i pozwolić na to przygnębienie. Dla mnie było tego za dużo. Przegrywałam tą dziwną walkę z umysłem, chociaż próbowałam przekonać samą siebie, że jestem z tym wszystkim pogodzona. Teraz w sumie nie wiem, czy jestem pogodzona, czy nie, ale wiem że mam na sobie niewidzialną zbroję, która izoluje mnie od toksyn.

Nic nas nie uratuje przed upływem czasu, więc czemu mam dawać gnębić się tej trójce i doprowadzać do coraz gorszych stanów psychicznych? Czemu mam oddać swoje cudowne lata wiecznym troskom? Przecież nawet kiedy dziecko się pojawi te trzy uczucia ze mną zostaną, tylko będą zadawały inne pytania.

Nie szukam pozytywnego wsparcia i na pewno nie szukam rad. Nie chcę więcej słuchać „powinnaś spróbować jeść takie i takie rzeczy/lekarstwa”, „powinniście podejść do kolejnej inseminacji/ do in vitro”. Do całej tej listy można dodać jeszcze mnóstwo porad z dupy znajomych, którzy totalnie nie ogarniają tematu. Nie mam żadnego planu i na ten moment po prostu sobie żyję. Przestałam liczyć dni, żyć wg kalendarza cyklu czy wyimaginowanej idealnej daty porodu. Jest mi lżej, jest mi dobrze. Bywam smutna, przygnębiona, ale jestem też autentycznie szczęśliwa i spełniona.
Dopiero teraz czuję, że akceptuję siebie w pełni.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2024, 16:42

3dc /3cykl

Znow mi chodzi po głowie dlaczego kur*a to musiało spotkać nas, DLACZEGO!
NIKOMU nic nigdy złego nie zrobiliśmy, a tak nas doświadcza los.

Kurwa

Genetycznie u nas ok.

Edit:
Właśnie wyświetliło mi się na fb odpowiedź znajomej "Jak nazywałoby się twoje dziecko, gdyby miało imię twojej największej zachcianki w ciąży". Miałabym ochotę odpisac: ananas z puszki i twaróg. Tak dla pamięci. Zobaczymy co będzie w kolejnej.
A będzie na pewno. Będzie dobrze.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2021, 20:05

Rok temu właśnie zabierali mnie na cesarkę 🥹 dzieliło nas pol godziny... 🥹
To już rok odkąd w moim życiu pojawiło się moje 54 cm 3220g cudu... 🥹
Dzisiaj czuje się jakby on był że mną od zawsze... 🥹


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2023, 01:32

Szok, byłam właśnie na monitoringu w 10 dc po stymulacji lamettą 3-7dc - pęcherzyk 19 mm i endo 7,5 mm 😮
Jutro rano mam podać ovitrelle na pęknięcie 🤞🏻

Czuje niemoc... Wydaje mi się że mimo wszystko się nie udalo.. Do wczoraj jeszcze miałam nadzieję... Dziś brzuch już boli jak na okres... Tydzień... Tyle zostało do okresu i do testowania... W ogóle to wszystko jest do dupy.. Taki dół mnie dziś ogarnął... 😪😪😪

28+5

Mamy 28 tydzień, mamy 7 miesiąc, mamy 3 trymestr. Nierealne 🙈

Nasz misiek rośnie 🐻 Na wizycie u prawdzącego zważony na 1049 gram. Mamy nasz upragniony kilogram. 💙 Nóżki nadgoniły i są do tyłu zaledwie pare dni, chyba 3-4. Wszystko w granicach tygodnia rozbieżności. Nasz maleńki cud rośnie, kopie, wypina się.

Po prawie 2 miesiącach bobek postanowił pokazać nam swoją twarz. Już nie wygląda jak szczurek a zaczyna być małym puckiem 😍 Wygląda przeuroczo, nos ma po tacie. Od razu żartowałam, że mamy pewność, że zarodków nam w klinice nie pomylili 😅 Jest najpiękniejszym bobkiem na świecie.

Szyjka jest dalej ładna 🙏🏼 Cały czas ok 3 cm. Teraz zmierzona nawet na 3,1 cm 💪🏻 Szyjko tak trzymaj! 💪🏻🙏🏼

Na wadze do przodu ok 6 kg. 🤰🏻 Startowałam zwagą 47 kg, najmniej w ciąży 45,5 kg. Na ostatniej wizycie 53,5 kg. Ale to po obiedzie i w butach 😉

Teraz odliczamy do 3 z przodu. Gdy wybije 30 tc zacznie się odliczanie do porodu. Powoli czas zacząć ostatnią fazę przygotowań. Szykujemy się na malowanie salonu, ogólne porządki, małe przemeblowanie. Wszystko z początkiem sierpnia. Trzeba już będzie kupić mebelki - łóżeczko, materac, komode, może zmieszczą się dodatkowe półeczki. Kosz mojżesza już kupiony czeka 🙈

Potem czas na akcję pranie, więc teraz dokupuję już ostatnie tekstylia - resztę ubranek, pieluszek itp. Chcę wszystko wyprać na raz. 🧚🏻‍♀️ Coraz bardziej cieszę się z nowej pralko-suszarki 😅 Zastanawiam się czy nie dokupić parę ubranek na rozmiar 50 z hm. Wiem, że one i tak są nieco zawyżone, a maluch skoro w 28 tc waży kilogram nie zapowiada się na dużego. Nie chcę żeby tonął w swoich ciuszkach 🥺

Gdy pranie będzie ogarnięte pakujemy torbę. Chcę ją mieć gotową lub prawie gotową na 33 tc. A najlepiej to na 32. Będę spokojniejsza. 💙

Coraz więcej myślę o porodzie. Podjęłam decyzję, że skoro maluch nie jest dużym dzieckiem będę próbować rodzić naturalnie. Ale z każdym dniem mam wątpliwości. Ogromnie się boję… Bólu, bo ze mnie miękka buła, tego, że mój organizm zawiedzie, że młody się zaklinuje, że pęknę, użcyia tych wszystkich strasznych przyrządów, nagłego spadku tętna czy owinięcia się pępowiną, nagłego cc.

Daję sobie czas do końca sierpnia żeby podjąć ostateczną decyzję. Cc boję się jedynie pod kątem ewentualnej przyszłej ciąży. Może jednak to byłoby lepsze wyjście. Boję się, że moje lęki zatrzymają akcję. Nie czuję się na to gotowa. Przede wszystkim na zagrożenia dla młodego jakie są podczas porodu sn. 😥

Na razie czytam książki i celebruje nasz czas razem.

Moje małe wielkie szczęście w 28tc 💙💙👶🏻

e404d628c9ad.jpg

Podejście nr 2. Walczymy o rodzeństwo.
Transfer był 01.12. Bety mierne, ale rosną:
9dpt 56,5
11dpt 78,5
13dpt 113
16dpt 434,1
23dpt 2295, pęcherzyk w macicy 6mm

Teraz 30dpt kolejna weryfikacja + wizyta. Będzie serce czy limit szczęścia wyczerpaliśmy przy pierwszym transferze?


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2022, 21:22

Kolejna cb... znowu. Boli za każdym razem coraz bardziej.
2dni temu cień, po wyschniecu nawet ładna kreska, dzisiaj już biel. Nie rozumiem, nie wiem dlaczego, ale wiem że moje serce nie wytrzyma, pęknie na pół. Już tyle musiałam znieść, tyle przeżyć i doświadczyć , a Bóg po raz kolejny przygniata mmnie butem dając kwatki ludziom, którzy na to nie zasługują.
Płaczę i czuję ogromny ból, żadne słowa i gesty nie przyniosą mi ukojenia w kolejnej żałobie.
Moje życie wydaje sie być szmieszną grą w której ktoś specjalnie tortutuje zawodnika.
Ból zaciska mi gardło, a ja nie mam odwagi sięgać po następny oddech...

Aurore Wyboje mojego życia. 26 sierpnia 2023, 12:31

12 cs, 18dc

Zbliżam się do magicznego czasu owulacji.
Końcówka fazy folikularnej, czyli w mojej głowie jeszcze jest wiosna choć zaczyna być już coraz goręcej i czuję pomalutku klimat lata, który będzie zwiastował pełną owulację. Potwierdza to monitorek płodności, choć jego wskazania są wysokie już od ponad tygodnia to widzę, że zaczynają wybarwiać się kreski owulacyjne.
_____
Ten cykl należy do mojego męża. Tym razem przyjmuje rolę już nie tylko kontrolera objawów, ale również inicjatora seksów. Przyznam że to spory odpoczynek dla mojej głowy. Umówiliśmy się, że ja nie wspominam o zbliżeniach i wszystkim co z nimi związane, czyli szczególnie koniecznością odbycia ich właśnie tego dnia. To on pilnuje, żeby co drugi dzień być w gotowości. Muszę przyznać, że zdjęło to dużo frustracji z mojej głowy, a przede wszystkim nie "kłócimy się" o to i nie kończymy dnia odwróceni do siebie tyłkami, gdzie zastanawiam się co mogło pójść nie tak i ronię łezkę w poduszkę myśląc, że przecież tak to nici z tego. A przede wszystkim nie czuję się jak idiotka, gdy coś próbuję uzyskać i zostaję odrzucona z powodu zbytniego zmęczenia.

Stosuję się do mężowych zaleceń i daję mu inicjować odpowiedni moment. Przestałam się denerwować gdy są sytuacje typu: jest już późny wieczór, czytamy coś w łóżku i widzę że przysnął. Nie budzę już go z wyrzutami, że przecież mieliśmy działać i musimy teraz. Sam się przebudzi, gdy ja już skończę. A nawet jak już zaśnie na amen to trudno, z kolejnym dniem będzie lepiej. Zaufałam mu.
Dzięki temu, że ma więcej przestrzeni w tym temacie, wynagradza mi to trzymając się swoich zasad i kochamy się co drugi dzień. Jest cudnie - czuję się adorowana, kochana i wszystko jest tak jak lubimy. Nie zmieniłam nagle jego dnia zdejmując mu z głowy obowiązki życia codziennego, więc poziom zmęczenia zostaje ten sam, a mężu jak zaklęty w łóżku działa jak należy.
_____
Wspólnie pracujemy na nasz cel.
Dopiero teraz to czuję, bo nie jestem przytłoczona całymi staraniami. Doskonale rozumiem teraz podział pewnych obowiązków i wcale nie chcę przejmować z powrotem jego rzeczy na siebie.
Muszę przyznać, że początkowo nie byłam taka chętna żeby oddać mu kontrolę. Założyłam, że skoro tak to ma wyglądać to zapewne skończy się kompletnym fiaskiem. Moje przekonania utwierdził pierwszy wieczór, gdy właśnie postanowił zrobić sobie taką drzemkę przed snem. Musiałam wspiąć się na wyżyny swojego opanowania, żeby nie przypomnieć mu o tym jak ważna jest ta noc, chociaż jest tylko początkiem realizacji planu.
Udało się i wytrzymałam.
A teraz widzę, że to bardzo mi się opłaca.

Teraz wiem, że nasze starania bardziej przypominają pracę tego pana poniżej niż wyścig plemników o pierwsze miejsce.

working-breaking-rocks.gif

Drążymy więc.
Lubię myśleć, że z tym 12-stym cyklem i doświadczeniem jakie już mamy nie jesteśmy na samym początku - czyli nie przychodzimy pod tą wybraną ścianę z torbą kołków i młotkami. Nasze kliny są już dobrze wbite i tylko ustalamy w który tu uderzyć.
Raz ja walnę młotem biorąc codziennie suplementy, a raz zrobi to mąż pilnując naszego miłosnego grafiku.
I chociaż szczelina zdaje się być nieruchoma, uderzenie pozbawione sensu, ręce opadają z sił, a skała dalej dumnie stoi nie do pokonania to jesteśmy przekonani, że z którymś uderzeniem ta ściana spektakularnie runie w dół. Nam zostanie tylko radość z naszego uporu.
_____
Zmienia się moja psychika.
W sumie to cały czas ją kształtuję.

Po drodze zaliczyliśmy wesele - ach! Święto miłości, marzeń i planów na przyszłość.
Bawiliśmy się wyśmienicie. Zapomnieliśmy o całym świecie - potrafiliśmy cieszyć się dobrym towarzystwem i świetną orkiestrą. Ogrom świeżo upieczonych rodziców z maluszkami, a także tych ze starszakami. Jedna widoczna ciężarna w 8 miesiącu z cudownym, okrągłym i ciężkim brzuchem siedząca obok mnie.
Odważyłam się i dotykałam jej brzucha. To mały chłopiec.
Kiedyś przepełniałby mnie żal, nieuzasadniona zazdrość, frustracja i pewnie gorzkie łzy. Teraz był tylko szczery uśmiech i ogromne poruszenie. No dobra... Może trochę zazdrościłam, ale to nie było "brzydkie" uczucie.
_____
Nadal walczymy, ale nie spieramy się już z losem o wynik.

Wierzę mocno, że zmieniając pracę odciążam się z czynnika stresowego. Nie porzucamy starań, coś wymyślimy, mam przeanalizowaną chyba każdą opcję jaka może się zdarzyć jeżeli zajdę w ciążę (poza czarnymi scenariuszami).

Jutro mąż ma wizytę u androloga, pierwszą. Stresuję się tym trochę, boję się, że mu nagada głupot, że nie ma co się martwić i trzeba to olać, albo w drugą stronę, że nie ma szans naturalnie na poczęcie, a mąż łyknie to jak rybka i się załamie. Staram się nie myśleć negatywnie, ale ostatnio zakładałam, że wyniki nasienia będą ok, a nie były.
Cieszę się jednak, że po dwóch miesiącach w końcu doczekamy się tej wizyty.

W tym tyodniu wypełnia mnie wdzięczność, za to, że mam tak wspaniałego męża. Pamiętajcie, żeby zawsze znaleźć powody do wdzięczności :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lipca 2021, 12:05

Dotrwaliśmy do 30tc. Jest ciężko, jak to zwykle bywa w 3 trymestrze. Do tego upały mocno dają mi w kość. A ostatni tydzień to już kompletnie mnie pozamiatał. Na początku chora była Emilia, od kilku dni męczę się ja. Najgorszy jest katar i ból gardła. Kompletnie mnie rozłożyło, a we wtorek po wizycie u lekarza (o ile wszystko będzie ok) mamy jechać na kilka dni na działkę :(

Dziękuję dziewczyny. To dla mnie naprawdę wielkie wsparcie, że jesteście i się odzywacie. Ja nie mam z kim kompletnie o tym porozmawiać. Bardzo mi Wasze komentarze poprawiły humor, weekend jednak będzie lepszy niż się wydawało.
Dziękuję ❤

Czuję się fatalnie. Mam okropną chorobę lokomocyjną, a wczoraj i dziś dużo jeździłam, teraz to muszę odchorować. 30km od domu odliczałam każdy przebyty metr, żeby nie zwymiotować. Niedobrze mi do tej pory, a wróciliśmy o 11.

Jak oddałam rano krew, mieliśmy 1,5h przerwy. Mąż usnął w samochodzie. Powiedział, że sniła mu się twarz dziecka, widział ją na szybie samochodu. Mówił to z takim szczęściem... facet jak to facet, nie zwierza się, ale jednak bardzo tą sytuację przeżywa.

Po prawie dwóch tygodniach w końcu czuje że zeszło z zatok, jakiś plus...
W pracy się poukladalo, szef docenił to co robię (wyjątkowo nie tylko słownie...), więc trochę pozytywnej energii...
Jak myślałam, cykl był krótki, 24 dni - w zasadzie zależy od punktu odniesienia, bo przed porodem byłby krótki, po bez duphastonu normalny... 26 i 28 było tylko po duphastonie... teraz miałam nie brać, bo pecherzyk nie pękł i podobno duphaston to większe ryzyko torbieli...
Jak na zbawienie czekam na wtorek, z nadzieja ze będzie jakiś pecherzyk do pęknięcia zastrzykiem... że może w końcu coś się ruszy...

Dostałam dziś okres czyli wznawiamy starania 😀Dzisiaj pierwszy raz od dwóch lat napiłam się piwa. Tego mi brakowało i totalnie mnie to odmóżdżyło!
A tak z innej beczki jutro przyjeżdża geodeta i będzie nam tyczył fundamenty i w przyszlym tygodniu zaczynamy budowę swojego wymarzonego domu. Jestem jednocześnie szczęśliwa i przerażona czy damy radę finansowo. Sytuacja w domu z rodzicami i bratem jest średnia, wręcz tragiczna. Nie będę tutaj o tym pisać chociaż ostatnio i tak jest spokojnie. Marzę, żeby udało nam się wybudować dom 🏡 i mieć święty spokój...

Zbieram się do napisania pierwszego porządnego wpisu, ale jak na razie brak mi weny i czasu.

Takze na chwile obecna melduje tylko piękny przyrost bety
17dpo - 319
19dpo - 734 <3

A teraz zbieram się do łóżka bo rano stety-niestety muszę wstać o 4 do pracy :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lipca 2021, 19:30

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)