Czuje niemoc... Wydaje mi się że mimo wszystko się nie udalo.. Do wczoraj jeszcze miałam nadzieję... Dziś brzuch już boli jak na okres... Tydzień... Tyle zostało do okresu i do testowania... W ogóle to wszystko jest do dupy.. Taki dół mnie dziś ogarnął... 😪😪😪
28+5
Mamy 28 tydzień, mamy 7 miesiąc, mamy 3 trymestr. Nierealne 🙈
Nasz misiek rośnie 🐻 Na wizycie u prawdzącego zważony na 1049 gram. Mamy nasz upragniony kilogram. 💙 Nóżki nadgoniły i są do tyłu zaledwie pare dni, chyba 3-4. Wszystko w granicach tygodnia rozbieżności. Nasz maleńki cud rośnie, kopie, wypina się.
Po prawie 2 miesiącach bobek postanowił pokazać nam swoją twarz. Już nie wygląda jak szczurek a zaczyna być małym puckiem 😍 Wygląda przeuroczo, nos ma po tacie. Od razu żartowałam, że mamy pewność, że zarodków nam w klinice nie pomylili 😅 Jest najpiękniejszym bobkiem na świecie.
Szyjka jest dalej ładna 🙏🏼 Cały czas ok 3 cm. Teraz zmierzona nawet na 3,1 cm 💪🏻 Szyjko tak trzymaj! 💪🏻🙏🏼
Na wadze do przodu ok 6 kg. 🤰🏻 Startowałam zwagą 47 kg, najmniej w ciąży 45,5 kg. Na ostatniej wizycie 53,5 kg. Ale to po obiedzie i w butach 😉
Teraz odliczamy do 3 z przodu. Gdy wybije 30 tc zacznie się odliczanie do porodu. Powoli czas zacząć ostatnią fazę przygotowań. Szykujemy się na malowanie salonu, ogólne porządki, małe przemeblowanie. Wszystko z początkiem sierpnia. Trzeba już będzie kupić mebelki - łóżeczko, materac, komode, może zmieszczą się dodatkowe półeczki. Kosz mojżesza już kupiony czeka 🙈
Potem czas na akcję pranie, więc teraz dokupuję już ostatnie tekstylia - resztę ubranek, pieluszek itp. Chcę wszystko wyprać na raz. 🧚🏻♀️ Coraz bardziej cieszę się z nowej pralko-suszarki 😅 Zastanawiam się czy nie dokupić parę ubranek na rozmiar 50 z hm. Wiem, że one i tak są nieco zawyżone, a maluch skoro w 28 tc waży kilogram nie zapowiada się na dużego. Nie chcę żeby tonął w swoich ciuszkach 🥺
Gdy pranie będzie ogarnięte pakujemy torbę. Chcę ją mieć gotową lub prawie gotową na 33 tc. A najlepiej to na 32. Będę spokojniejsza. 💙
Coraz więcej myślę o porodzie. Podjęłam decyzję, że skoro maluch nie jest dużym dzieckiem będę próbować rodzić naturalnie. Ale z każdym dniem mam wątpliwości. Ogromnie się boję… Bólu, bo ze mnie miękka buła, tego, że mój organizm zawiedzie, że młody się zaklinuje, że pęknę, użcyia tych wszystkich strasznych przyrządów, nagłego spadku tętna czy owinięcia się pępowiną, nagłego cc.
Daję sobie czas do końca sierpnia żeby podjąć ostateczną decyzję. Cc boję się jedynie pod kątem ewentualnej przyszłej ciąży. Może jednak to byłoby lepsze wyjście. Boję się, że moje lęki zatrzymają akcję. Nie czuję się na to gotowa. Przede wszystkim na zagrożenia dla młodego jakie są podczas porodu sn. 😥
Na razie czytam książki i celebruje nasz czas razem.
Moje małe wielkie szczęście w 28tc 💙💙👶🏻
![]()
Podejście nr 2. Walczymy o rodzeństwo.
Transfer był 01.12. Bety mierne, ale rosną:
9dpt 56,5
11dpt 78,5
13dpt 113
16dpt 434,1
23dpt 2295, pęcherzyk w macicy 6mm
Teraz 30dpt kolejna weryfikacja + wizyta. Będzie serce czy limit szczęścia wyczerpaliśmy przy pierwszym transferze?
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2022, 21:22
Kolejna cb... znowu. Boli za każdym razem coraz bardziej.
2dni temu cień, po wyschniecu nawet ładna kreska, dzisiaj już biel. Nie rozumiem, nie wiem dlaczego, ale wiem że moje serce nie wytrzyma, pęknie na pół. Już tyle musiałam znieść, tyle przeżyć i doświadczyć , a Bóg po raz kolejny przygniata mmnie butem dając kwatki ludziom, którzy na to nie zasługują.
Płaczę i czuję ogromny ból, żadne słowa i gesty nie przyniosą mi ukojenia w kolejnej żałobie.
Moje życie wydaje sie być szmieszną grą w której ktoś specjalnie tortutuje zawodnika.
Ból zaciska mi gardło, a ja nie mam odwagi sięgać po następny oddech...
12 cs, 18dc
Zbliżam się do magicznego czasu owulacji.
Końcówka fazy folikularnej, czyli w mojej głowie jeszcze jest wiosna choć zaczyna być już coraz goręcej i czuję pomalutku klimat lata, który będzie zwiastował pełną owulację. Potwierdza to monitorek płodności, choć jego wskazania są wysokie już od ponad tygodnia to widzę, że zaczynają wybarwiać się kreski owulacyjne.
_____
Ten cykl należy do mojego męża. Tym razem przyjmuje rolę już nie tylko kontrolera objawów, ale również inicjatora seksów. Przyznam że to spory odpoczynek dla mojej głowy. Umówiliśmy się, że ja nie wspominam o zbliżeniach i wszystkim co z nimi związane, czyli szczególnie koniecznością odbycia ich właśnie tego dnia. To on pilnuje, żeby co drugi dzień być w gotowości. Muszę przyznać, że zdjęło to dużo frustracji z mojej głowy, a przede wszystkim nie "kłócimy się" o to i nie kończymy dnia odwróceni do siebie tyłkami, gdzie zastanawiam się co mogło pójść nie tak i ronię łezkę w poduszkę myśląc, że przecież tak to nici z tego. A przede wszystkim nie czuję się jak idiotka, gdy coś próbuję uzyskać i zostaję odrzucona z powodu zbytniego zmęczenia.
Stosuję się do mężowych zaleceń i daję mu inicjować odpowiedni moment. Przestałam się denerwować gdy są sytuacje typu: jest już późny wieczór, czytamy coś w łóżku i widzę że przysnął. Nie budzę już go z wyrzutami, że przecież mieliśmy działać i musimy teraz. Sam się przebudzi, gdy ja już skończę. A nawet jak już zaśnie na amen to trudno, z kolejnym dniem będzie lepiej. Zaufałam mu.
Dzięki temu, że ma więcej przestrzeni w tym temacie, wynagradza mi to trzymając się swoich zasad i kochamy się co drugi dzień. Jest cudnie - czuję się adorowana, kochana i wszystko jest tak jak lubimy. Nie zmieniłam nagle jego dnia zdejmując mu z głowy obowiązki życia codziennego, więc poziom zmęczenia zostaje ten sam, a mężu jak zaklęty w łóżku działa jak należy.
_____
Wspólnie pracujemy na nasz cel.
Dopiero teraz to czuję, bo nie jestem przytłoczona całymi staraniami. Doskonale rozumiem teraz podział pewnych obowiązków i wcale nie chcę przejmować z powrotem jego rzeczy na siebie.
Muszę przyznać, że początkowo nie byłam taka chętna żeby oddać mu kontrolę. Założyłam, że skoro tak to ma wyglądać to zapewne skończy się kompletnym fiaskiem. Moje przekonania utwierdził pierwszy wieczór, gdy właśnie postanowił zrobić sobie taką drzemkę przed snem. Musiałam wspiąć się na wyżyny swojego opanowania, żeby nie przypomnieć mu o tym jak ważna jest ta noc, chociaż jest tylko początkiem realizacji planu.
Udało się i wytrzymałam.
A teraz widzę, że to bardzo mi się opłaca.
Teraz wiem, że nasze starania bardziej przypominają pracę tego pana poniżej niż wyścig plemników o pierwsze miejsce.

Drążymy więc.
Lubię myśleć, że z tym 12-stym cyklem i doświadczeniem jakie już mamy nie jesteśmy na samym początku - czyli nie przychodzimy pod tą wybraną ścianę z torbą kołków i młotkami. Nasze kliny są już dobrze wbite i tylko ustalamy w który tu uderzyć.
Raz ja walnę młotem biorąc codziennie suplementy, a raz zrobi to mąż pilnując naszego miłosnego grafiku.
I chociaż szczelina zdaje się być nieruchoma, uderzenie pozbawione sensu, ręce opadają z sił, a skała dalej dumnie stoi nie do pokonania to jesteśmy przekonani, że z którymś uderzeniem ta ściana spektakularnie runie w dół. Nam zostanie tylko radość z naszego uporu.
_____
Zmienia się moja psychika.
W sumie to cały czas ją kształtuję.
Po drodze zaliczyliśmy wesele - ach! Święto miłości, marzeń i planów na przyszłość.
Bawiliśmy się wyśmienicie. Zapomnieliśmy o całym świecie - potrafiliśmy cieszyć się dobrym towarzystwem i świetną orkiestrą. Ogrom świeżo upieczonych rodziców z maluszkami, a także tych ze starszakami. Jedna widoczna ciężarna w 8 miesiącu z cudownym, okrągłym i ciężkim brzuchem siedząca obok mnie.
Odważyłam się i dotykałam jej brzucha. To mały chłopiec.
Kiedyś przepełniałby mnie żal, nieuzasadniona zazdrość, frustracja i pewnie gorzkie łzy. Teraz był tylko szczery uśmiech i ogromne poruszenie. No dobra... Może trochę zazdrościłam, ale to nie było "brzydkie" uczucie.
_____
Nadal walczymy, ale nie spieramy się już z losem o wynik.
Wierzę mocno, że zmieniając pracę odciążam się z czynnika stresowego. Nie porzucamy starań, coś wymyślimy, mam przeanalizowaną chyba każdą opcję jaka może się zdarzyć jeżeli zajdę w ciążę (poza czarnymi scenariuszami).
Jutro mąż ma wizytę u androloga, pierwszą. Stresuję się tym trochę, boję się, że mu nagada głupot, że nie ma co się martwić i trzeba to olać, albo w drugą stronę, że nie ma szans naturalnie na poczęcie, a mąż łyknie to jak rybka i się załamie. Staram się nie myśleć negatywnie, ale ostatnio zakładałam, że wyniki nasienia będą ok, a nie były.
Cieszę się jednak, że po dwóch miesiącach w końcu doczekamy się tej wizyty.
W tym tyodniu wypełnia mnie wdzięczność, za to, że mam tak wspaniałego męża. Pamiętajcie, żeby zawsze znaleźć powody do wdzięczności 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lipca 2021, 12:05
Dotrwaliśmy do 30tc. Jest ciężko, jak to zwykle bywa w 3 trymestrze. Do tego upały mocno dają mi w kość. A ostatni tydzień to już kompletnie mnie pozamiatał. Na początku chora była Emilia, od kilku dni męczę się ja. Najgorszy jest katar i ból gardła. Kompletnie mnie rozłożyło, a we wtorek po wizycie u lekarza (o ile wszystko będzie ok) mamy jechać na kilka dni na działkę
Dziękuję dziewczyny. To dla mnie naprawdę wielkie wsparcie, że jesteście i się odzywacie. Ja nie mam z kim kompletnie o tym porozmawiać. Bardzo mi Wasze komentarze poprawiły humor, weekend jednak będzie lepszy niż się wydawało.
Dziękuję ❤
Czuję się fatalnie. Mam okropną chorobę lokomocyjną, a wczoraj i dziś dużo jeździłam, teraz to muszę odchorować. 30km od domu odliczałam każdy przebyty metr, żeby nie zwymiotować. Niedobrze mi do tej pory, a wróciliśmy o 11.
Jak oddałam rano krew, mieliśmy 1,5h przerwy. Mąż usnął w samochodzie. Powiedział, że sniła mu się twarz dziecka, widział ją na szybie samochodu. Mówił to z takim szczęściem... facet jak to facet, nie zwierza się, ale jednak bardzo tą sytuację przeżywa.
Po prawie dwóch tygodniach w końcu czuje że zeszło z zatok, jakiś plus...
W pracy się poukladalo, szef docenił to co robię (wyjątkowo nie tylko słownie...), więc trochę pozytywnej energii...
Jak myślałam, cykl był krótki, 24 dni - w zasadzie zależy od punktu odniesienia, bo przed porodem byłby krótki, po bez duphastonu normalny... 26 i 28 było tylko po duphastonie... teraz miałam nie brać, bo pecherzyk nie pękł i podobno duphaston to większe ryzyko torbieli...
Jak na zbawienie czekam na wtorek, z nadzieja ze będzie jakiś pecherzyk do pęknięcia zastrzykiem... że może w końcu coś się ruszy...
Dostałam dziś okres czyli wznawiamy starania 😀Dzisiaj pierwszy raz od dwóch lat napiłam się piwa. Tego mi brakowało i totalnie mnie to odmóżdżyło!
A tak z innej beczki jutro przyjeżdża geodeta i będzie nam tyczył fundamenty i w przyszlym tygodniu zaczynamy budowę swojego wymarzonego domu. Jestem jednocześnie szczęśliwa i przerażona czy damy radę finansowo. Sytuacja w domu z rodzicami i bratem jest średnia, wręcz tragiczna. Nie będę tutaj o tym pisać chociaż ostatnio i tak jest spokojnie. Marzę, żeby udało nam się wybudować dom 🏡 i mieć święty spokój...
Zbieram się do napisania pierwszego porządnego wpisu, ale jak na razie brak mi weny i czasu.
Takze na chwile obecna melduje tylko piękny przyrost bety
17dpo - 319
19dpo - 734 
A teraz zbieram się do łóżka bo rano stety-niestety muszę wstać o 4 do pracy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lipca 2021, 19:30
2 cykl starań że stymulacja clo, niestety z 1 miałam dużo nadziei i nie wyszło,🐵 pojawiła się o czasie, teraz jestem w 6 DC zobaczymy czy ma to sens. Mąż ma nowe suplementy nucleox tabletki plus saszetki do rozpuszczania.
Jestem po wizycie.
Mamy ślicznego chłopczyka
W takim razie będzie Aleksy 
Łożysko mam na przedniej ścianie, więc możliwe, że ruchy poczuję później. Ostatnio wydawało mi się, że czuję, ale nie jestem pewna. Czasem jakieś popukiwanie, ale na razie bardzo słabe.
Bobo leżało głową w dół, ale szyjka długa, 4cm. Gdy lekarka chciała podejrzeć twarz to zasłonił się ręką
Uparte po mamusi 
Cieszę się, że wszystko wygląda dobrze i żadnych problemów na horyzoncie. W poniedziałek mam połówkowe, może uda się zrobić jakieś ładne zdjęcia 3D.
Ostatnio mniej się udzielam na forum. Czuję, że za mało wiem na wątku z oczekiwaniem na dzidziusia, a na staraniowym nie chcę za często świecić suwaczkiem.
W domu dalej remont i sprzątanie tego sajgonu. W czwartek jadę z mamą do Zakopanego, trochę odpocząć, zrelaksować się. Mam nadzieję, że pogoda będzie ładna i wrócimy zadowolone.
Myślę, że już niedługo czas na kupowanie rzeczy do wyprawki, innych niż ciuszki, których mam już dużo. To wszystko jest jeszcze trochę nierealne dla mnie, ale z drugiej strony nie mogę się doczekać grudnia i małego
Zrobił wszystkim niespodziankę, bo cała rodzina podejrzewała dziewczynkę 
Rośnij synku zdrowo 
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2021, 10:14
Punkcja w czwartek. Zapładniamy wszystkie komórki. Potencjalnych wielkościowo jest 8.
A mąż obrażony, bo co my zrobimy z 8 zarodkami.
Czy na drugi dzień po punkcji mogę iść do pracy?
Za każdym razem wydaje mi się, ze już dłużej tak nie dam rady... że od listopada moje życie to ciągle czekanie na coś...
W listopadzie wydawało mi sie, ze nie przeżyje kolejnego dnia, tygodnia...
Mijają kolejne miesiące, a jednak żyje...
Nadal jak o tym myślę, to mi tak strasznie zle ..
Zwłaszcza patrząc na małe dziewczynki, wciąż zastanawiam się, jak mogłoby wyglądać nasze życie... jak wiele straciliśmy...
Od kilku tygodni czekam na jutro jak na zbawienie... trzymajcie kciuki żebym jutro dostała chociaż trochę nadziei, której tak bardzo potrzebuje...
23+2
Idziemy do przodu jak czołg. 😁 Młody się robi coraz bardziej aktywny, a kopniaczki coraz mocniejsze. 🥰 Mój mąż do niego dalej gada, a wtedy młody się uaktywnia. Zawsze. 😂
Wczoraj przyjęłam drugą dawkę szczepionki. Żyję, boli trochę ręką, ale obywam się bez tabletek i okładów. Młody aktywny bez zmian. Troszkę się bałam, bo koleżanka opowiadała, że u niej po drugiej dawce dzidziuś był jakiś ospały, ale ona też zdecydowanie gorzej się czuła, bo miała temperaturę i dreszcze.
A teraz anegdotka, z której śmieje się nadal dzisiaj cały dzień.
W gabinecie siadłam do szczepionki, a ratowniczka, która robiła mi akurat zastrzyk, pyta się:
- Co będzie?
A ja: Phizer.
Okazało się, że chodzi o dziecko 😂
Kurtyna... 🤣🤣🤣
Tak sobie rośniemy. ☺️
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2021, 18:45
30 dc 10 dpo po owulacji
Mam jakieś objawy ale na okres
tempka troche spadła bol jajników bardzo mało śluzu a to zwykle u mnie objawia się przed okresem wiec... progesteron spada...
Info z poniedziałkowej wizyty. Co do moich krzywych do stan przedcukrzycowy dostałam metformine i lekarz kazał żebym umówiła się do przyjaznego diabetologa ale jak dzwoniłam to na lipiec juz nic nie ma a na sierpień jeszcze nie podal lekarz terminów jestem na liście oczekujących... wiec musze czekać starania to non stop czekanie na coś..
U swojego lekarza mam dopiero wizyte w pazdzuerniku chyba wykituje do tego czasu 😐
Balam się skutków obocznych metforminy ale nie jest źle mierwszego dnia złapała mnie biegunka i drugiego tez ale teraz już jest okej aż się dziwue ☺
Wróciłam!
Wróciłam z urlopu 😁
Urlopu udanego na 100%, bo wszystko co miało się posypać, wszystko co źle mogło się wydarzyć się NIE WYDARZYŁO!!
Dlatego oceniam wyjazd na mocne 10/10
A może jednak jest jakaś rysa? Hmm? Przecież miało się podczas urlopu WSZYSTKO wyjaśnić a nie zadziało się nic. Przecież widziałam cienie na testach, czułam idącą wredotę... Aż w połowie powiedziałam dość (i tak skończył mi się zapas testów, więc wybór miałam żaden). I z tym odpuszczeniem było mi dobrze, no może wahałam się zamawiając drina, ale tylko na sekundę.
Wróciłam do domu z najlepszą myślą, jaka może mi się trafić - a więc co? UDAŁO SIE PRZECIEŻ?! Okresu brak, czuję się świetnie, na ostatnim teście majaczył cień. Teraz tylko szybki test potwierdzający i zaczynamy świętowanie 🎉
Test w nocy po powrocie.
Test z samego rana.
Test, który znowu w życiu oblałam.
Test, który muszę dziś zdać uśmiechając się a w sercu czując tylko pustkę i ból.
Ps. Moje postanowienie urlopowe - zerwać z fatum 37 dnia, więc rozmyślam nad nową nazwą dla pamiętnika
W zeszły poniedziałek miałam rodzić mojego ślicznego synka.. do tej pory uważam że trzymałam się lepiej niż gorzej, ale teraz.. mam permanentnego dołka, zaczynam zastanawiać się czy to nie epizod depresyjny.. w dodatku psycholog z fundacji powiedziała, że będziemy kończyć naszą współpracę.. nie mam siły fizycznie i psychicznie chodzić do pracy, w której muszę się uśmiechać i udawać że wszystko jest w porządku, nikt tam nie wie co się stało. Myślałam że tak będzie lepiej, będę miała miejsce gdzie będę mogła uciec od straty, ale teraz potrzebowałabym taryfy ulgowej.. ostatnio musiałam zrobić sobie chwilę przerwy żeby nie rozpłakać się przy kliencie. Znowu przestałam dawać sobie radę. Zastanawiam się nawet, czy nie pójść do lekarza, naściemniać jakąś chorobę i poprosić chociaż o tydzień wolnego.. Wiem, że się powtórzę, ale naprawdę nie mam już siły. Wróciły do mnie myśli o zrobieniu sobie krzywdy, poczuciu bólu.. nie daję sobie rady..
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.