15.03.2023
16+5
Amniopunkcja
Planowo miała być w zeszłym tygodniu, ale nikt mnie nie poinformował, że muszę odstawić heparyne i acard przed. Więc trzeba było przełożyć.
Oczywiście plan się posypał, bo dziecko mi się rozchorowało i nie poszło do przedszkola. Musiałam więc sama jechać na drugi koniec miasta..
cała w nerwach co to będzie i co będzie z moim chorowitkiem (bo miała stan podgoraczkowy).
Na miejscu poszło szybko (jako że papiery mieliśmy ogarnięte tydzien wczesniej).
Doktor popatrzył na USG- mowi: robimy.
Położna coś tam ogarnęła, ja tylko patrzyłam w monitor z usg.. I nagle uklucie - nie powiem zabolało- ale lekarz zrobił to bardzo sprawnie - bol przez sekundę, potem tylko nieprzyjemne uczucie tej igly, ale płyn szybko leciał do probówek.
Patrzyłam cały czas tylko na USG, obserwując czy Kropek się nie rusza nie daj Boże w stronę igly. Potem odpoczynek 30min i kontrolne usg - wszystko ok. Więc do domku z zaleceniem leżenia, odpoczynku i L4.
Tiaa.. leżenia z chora 5latka w domu - nie ma szans. O ile wczoraj udało się trochę polezec, o tyle dziś już z rana awantura bo ona nie nasiusia do kubeczka i ona nie pójdzie do lekarza bo chce spać
nerwy mi oczywiście puściły.. choć wiedziałam, że jest zmęczona bo w nocy kiepsko spala 
Także ciężki dzień. U lekarza - lekkie świsty- także z mojego spokojnego L4 na leżenie nici - bo dziecko zostaję w domu i trzeba dawać leki/inhalacje/bawić się.
Mam tylko nadzieje, ze z Kropkiem będzie wszystko w porządku, robię co mogę by jak najwięcej siedziec/pół leżeć.
Na złość mój lekarz na urlopie - muszę za tydzień do kogoś innego umówić się na kontrolę. Niby mam wizytę w luxmedzie ale jakoś nie ufam ichniejszemu sprzętowi, że sprawdza wszystko dobrze.
Ogólnie czuje się dobrze - choć jest wciąż takie dziwne uczucie w okolicach wkłucia.
Teraz czekamy na wyniki, mam nadzieję, że będą szybko. W głowie mam milion scenariuszy. Bardzo się boję.. mimo, iż dobre usg prenatalne nastraja pozytywnie to i tak wszystko może się zdarzyć.. nie ma co analizować. Bardzo się boję tego telefonu - a stres potęguje jeszcze fakt, że właśnie muszę czekać na telefon nie mogę sama sprawdzić tych wynikow.
Kropku proszę rośnij zdrowo I zostań z nami już na zawsze 🙏
1 dc
Ciąża jest chyba jedyną rzeczą/stanem na które nie mamy bezpośredniego wpływu w swoim życiu. Posiadamy pośredni, zaczynamy się starać, parter tez, robimy badania, leczymy się, inseminacja in vitro a los i tak może nam tego nie dać. No właśnie los? Co za to odpowiada? Bo kiedy medycyna się wyczerpie to co zostaje? Mam wrażenie że na wszystko inne mamy wpływ. Zdrowie? Możemy zapobiegać, jasne są choroby na które nie mamy wpływu, po prostu są i zabijają, ok, wiem. Wybór partnera mamy, zawsze możemy go zmienić. Praca tak samo. Nawet możemy zakończyć swoje życie w momencie kiedy chcemy, głupie ale prawdziwe. A ciąża? To biologia, cud, los? Mam poczucie że dla mnie ciąża aktualnie jest jakimś stanem abstrakcyjnym, marzeniem nie do osiągnięcia. Kończą mi się pomysły i nadzieja. Pewnie że możemy spróbować inseminacji i in vitro ale przecież to tez nie daje gwarancji sukcesu.
Dziś 1 dc. Miałam nadzieje że się uda. Była piękna owulacja, był sex o czasie, jajowody są drożne, plemniki są to o co chodzi? Dlaczego jej nie ma? Porąbane to wszystko.
Naprawdę wierzyłam, że się udało. Naprawdę czułam, że to już to, już w wyobraźni planowałam jak to będzie... Lekarz 10dpt gratulował, mówił, że super, że się udało... Z ciekawości zrobiłam beta HCG w 15dpt i wyszło 80, potem 16dpt i wyszło 60. Nie mogę się z tym pogodzić, płaczę cały czas... Nie mam nadziei, nie mam pieniędzy, nie mam już sił.
Wizyta u lekarza w sobotę. Mogę już sama odstawić lutinus i estrofem? Czy czekać na jego decyzje?
Czuję się okropnie. Czuję jakby nigdy nie miało być lepiej.
Wydaję mi się że już po ovu. W poniedziałek monit, więc okaże się czy wszystko popękało. Bardzo odczuwałam ten jajnik, więc wydaje mi się, że pękły oby dwa. OBY TAK BYŁO.
Tak bardzo chcę, żeby to był ten cykl, że to jakiś obłęd. Dawno tak bardzo tego tak nie przeżywałam - ewentualna biel na teście może być dla mnie druzgocąca.
Proszę, niech los się do nas uśmiechnie 🙏
Duszę się... Nie mogę sobie znaleźć miejsca... Nie mogę spać... A jak usnę mam koszmary.. Wypadające czarne zęby... Nie umiem się uspokoić... Kiedy mam chociaż pięć minut prywatności płacze i płacze... Kiedy to się skończy? Kiedy mój mózg i serce zaakceptuje ten fakt rzeczy? Kiedy wieści o ciążach koleżanek będę przyjmować ze spokojem? Potrzebuje oddechu, na który sobie nie pozwalam...
Nawet nie wiem od czego zacząć. Mam taki chaos w głowie..
Ostatnią miesiączkę miałam 06.02.2022r. i był to nasz 15 miesiąc starań o dziecko. W tym 15 cyklu starań byliśmy już po wyleczeniu ureaplasmy i unormowane miałam hormony w drugiej fazie. Dodatkowo dołożyłam sobie w tym cyklu monitoring owulacji i dostałam zastrzyk ovitrelle. Nie wiązałam jakiś szczególnych nadziei z tym cyklem, bo po przekroczeniu tego magicznego 12 miesiąca starań moja głowa uspokoiła się i trochę pogodziła, że tak szybko nie zajdziemy w ciążę. Nawet zaczęłam zbierać środki na laparoskopię z histeroskopią, która czekałaby mnie najprawdopodobniej w lipcu!
Wyznaczona na 8/9.03.2022r. miesiączka jednak nie przyszła... Nie jestem fanką szybkiego testowania, więc czekałam jeszcze na okres, z przekonaniem, że robi mi psikusa i pewnie spóźni się o jeden lub dwa dni, tym bardziej, że od tygodnia bolało mnie podbrzusze, które zawsze zwiastowało nadchodzący okres. Ale minął dzień pierwszy, drugi, trzeci, czwarty... Piąty?! Przecież miesiączki mam w miarę regularnie, więc 13.02.2022r. sięgnęłam po test, gdzie wyszły dwie kreski. Nie jakiś cień, ale wyraźna kreska. Na drugi dzień kreska ciemniejsza.. Zadzwoniłam do naszego lekarza z Białegostoku, kazał od razu przyjechać. Z duszą na ramieniu pojechaliśmy 16.03.2022r. do Białegostoku, ale oczywiście nasz lekarz nie miał najmniejszych wątpliwości, że nastąpiło poczęcie, co tylko potwierdziło USG. Na USG zobaczyliśmy malutki pęcherzyk ciążowy w jamie macicy i dopiero tam moje emocje dały sobie upust i popłakałam się na leżance..
Oczywiście zostałam obstawiona lekami, a głównie progesteronem. Nasz lekarz niestety przyznał, że nie ma możliwości, aby w ciąży jeździć do niego 500km i mamy już znaleźć lekarza prowadzącego na miejscu, a on chce utrzymać z nami kontakt telefoniczny. Szkoda, że tak daleko mamy do Białegostoku, ale sama wiem jak tam długa podróż jest wykańczająca, a co dopiero w ciąży.
Znalazłam już lekarza u którego chciałabym prowadzić ciążę i pracuje na oddziale położniczym. Umówiona jestem na wizytę 1 kwietnia. Mamy nadzieję, że zobaczymy już serduszko. Oczywiście nie mam pojęcia jak wytrzymam jeszcze ten ponad tydzień. Chciałam się złamać i jeszcze w tym tygodniu pobiec do innego lekarza, aby sprawdził czy wszystko dobrze. Na szczęście mam mojego strażnika i przywoływacza do porządku, mojego męża. Powiedział, żebyśmy poczekali, tym bardziej, że nic się nie dzieje.
No właśnie... co do moich objawów ciążowych.. na razie raczej takich wielkich brak. Wiadomo piersi są obrzmiałe i bolą, trochę kręci się w głowie, ale mdłości i wymioty na razie nie są mi znane. Czasem pobolewa podbrzusze i krzyż, ale doraźnie biorę no-spę. Od wczoraj złapało mnie mocniejsze zmęczenie, ale nie potrafię jeszcze stwierdzić czy to efekt ciąży. Może to jeszcze jest za wcześnie, może jeszcze wszystko przede mną. Ovu pokazuje mi ze jestem aktualnie w 7 tygodniu ciąży (6t+3d). Niestety dla mnie nadal to czarna magia jak to się liczy, bo każda aplikacja ciążowa, której próbowałam pokazuje inaczej.
Już podsumowując, najważniejszy plan jest taki, aby wytrwać do 1 kwietnia i zobaczyć serduszko.
Jezu oddaję się Tobie, troszcz się Ty ♥
34 dc 13 dpo
W końcu udało mi się pójść na bete, mimo że na testach juz praktycznie nic nie widać ale postanowiłam zrobić bete zeby mieć potwierdzenie czarno na białym, że coś drgnelo. Wynik 10 mlU/ml nie robię sobie nadziei wynik na 13 dpo jest marny pociesza mnie fakt że wreszcie po roku od poronienia coś się zadziało, dla mnie to jasny znak że coś jest nie tak z moją krzepliwością skoro zadziało się w pierwszym cyklu z acardem. W przyszłym tygodniu badania krzepliwości a potem kontrola u gina mam nadzieje ze skieruje mnie do hematologa albo sam zdecyduje zeby włączyć heparyne. Znowu mam nadzieję, ostatnio juz ja prawie straciłam a teraz znowu wierzę że w końcu się uda.
Minęło 2,5 tygodnia od punkcji, a nadal odczuwam skutki hiperstymulacji. Niby ogólnie czuję się nienajgorzej ale są bóle, objawy, które mnie niepokoją i utrudniają codzienne funkcjonowanie. Dla własnego spokoju poszłam na usg do mojego doktora spoza kliniki. W klinice kazali mi już nie przychodzić mówiąc "teraz już będzie Pani żyć". Jednak usg pokazało, że nie jest wesoło: jajniki nadal duże ok 8×5 cm, płynu w jamie brzusznej ubyło ale wciąż tam jest i są złe przepływy w macicy, co świadczy o ryzyku zakrzepicy. Mam stosować neoparin przez 2 tygodnie i po tym czasie przyjść na kolejne usg.
Doktor był bardzo zły, że puścili mnie z nie wyleczoną hiperką i bez zaleceń brania leków i dalszych kontroli. Nie zostawił suchej nitki na miejscowych klinikach. Pracuje w szpitalu mówi, że ciągle ratują przestymulowane pacjentki zostawione same sobie, których leczenie wszystkim jest nie na rękę ze względu na koszty.
Jest mi przykro, że mam takie złe doświadczenia z kliniką. Zupełnie nie tego się spodziewałam. Naprawdę miałam przekonanie, że pacjenci podchodzący do procedury są traktowani jakoś specjalnie. Ze względu na kasę jaką się tam zostawia i z powodu trudnosci i wagi całego tego procesu. Przecież są to pary z problemami zdrowotnymi, po poronieniach, po latach starań, cierpienia psychicznego i fizycznego. Okazuje się, że jesteśmy tylko źródłem dochodu. Przykre to...
Kurwa mać! Tymi słowami mogę opisać wczorajszy dzień. Miałam już prawie wszystkie wyniki do in vitro i się cieszyłam, oj,oj,oj jak jest pięknie. Wczoraj dostaję z kliniki telefon i że mam przyjechać i zrobić wymaz na hpv, bo wyszła mi III grupa cytologia, III, naprawdę?!?Nie mogę...Robię cytologię regularnie, zawsze II, zdażała się I, ale III?!? Na wynik czeka się do 31 dni i teraz nie wiem co... Moja pani doktor jest na urlopie, przyjedzie i będzie decydować, robimy stymulację bez wyniku hpv czy przekładamy. Czy u mnie zawsze musi być pod wiatr?
Jest sierpień!
A ja zatrzymałam się w czerwcu🤭
Moje obawy byly uzasadnione... Urodziłam 30.06 w 33+1!
Rano o 6 obudziłam się i coś zaczęło ze mnie lecieć, dotknęłam ręką nogę a tam była jasna krew. Obudziłam M. A on w pełnej gotowości na raz. Migiem pakował mi walizkę i w 5-10 minut już jechaliśmy do szpitala. Dziękuje ze był taki opanowany w tej sytuacji bo ja tylko płakałam.
Dotarłam na IP i po zbadaniu jeszcze wyleciał ze mnie skrzep, zabrali mnie na sale przedporodowa, tam podłączyli ktg i podawali exacyl, magnez, kroplówkę. Cały dzień zapisywały się skurcze, dostałam strefy na płucka, jednak druga dawka powinna być podana po 24 h. Doktor Bednarek powiedział ze mała nie da nam tyle czasu i były podane o 16. O 14 po USG okazało się ze mam krwiaka tez, który mógł tez podkrwawic. Czułam cały dzień bol jak na okres i bóle w kręgosłupie, to chyba były już skurcze przedporodowe🤷🏻♀️. O 18 25 około znowu zaczęło ze mnie lecieć, tym razem potok.... zaczęłam krzyczeć pomocy, bo nikogo przy mnie nie było. W pare minut zebrało się chyba z 10 osób. 🙈o 18 28 napisałam do M. Ze krwawię i cc. Nie skumał biedny, dzwonił na porodówkę. Bo ja już jechałam na sale. Cc była w mig, pamietam jak lali mi na brzuch żółty płyn i miła panią anestezjolog która mnie uspokajała głaskała po głowie i dała propofol. O 18 35 pojawiła się już Majeczka ❤️❤️❤️. Podobno zapłakała dostała 8 pkt lecz potem te punkty spadały i musiała trafić pod respirator. Obudziłam się już po 19 w totalnym szoku pytałam czy mam macice 🙈😂. Odurzona lekami więziona na sale pooperacyjna. Założyli mi obciążenie i wtedy zaczęły się moje bóle i jeki. Prosiłam o przeciwbólowe najpierw dostałam coś słabszego potem prosiłam o możniejszych, dostałam nalbufine i przestało bolec. Dzwoniłam na haju do M🙈😂 mało co pamietam z tej rozmowy. M mówił mi co się dowiedział o Majeczce.
Pionizację miałam przed południem lecz nie mogłam wstać
wstawałam 5 razy i szumiało mi w uszach i kręciło w głowie... zaproponowali ze przetoczą mi krew bo dużo straciłam przy krwotoku. Z hemoglobiny 8-> na 11. I od razu było lepiej po tych dwóch jednostkach krwi. Bolało jednak na tyle ze musieli mnie zawieść na wózku na intensywna terapie gdzie leżała Majeczka🙈
Maja urodziła się z waga 2370 jednak była bardzo napuchnięta... co to był za widok 😔😔 myszka w i kubaturze podłączona do tylu rurek...
Spadła waga do 2085. Potem było coraz lepiej. Podłączyli ja do pompy Cepapu i jedzenie podawali sonda i kropolowa. Nasza mała wojowiniczka świetnie sobie radziła z dnia na dzień. Ja jednak byłam w ciężkim szoku ze urodziłam, płakałam dużo na sali. Nawet dali mi psychologa. Jednak opinia była pozytywna i nie potrzebowałam jej. Ja wyszłam po 5 dniach, a Maja została...
6+4
W międzyczasie byłam na wizycie u innego lekarza prywatnie oraz na NFZ. Ta ostatnia wizyta wprawiła mnie w ogromne poczucie strachu - widać było WYŁĄCZNIE pęcherzyk ciążowy, bez żółtkowego.
Dziś jednak mialam wizytę u swojego ginekologa. Nie obyło się bez płaczu - łez radości. Zobaczyłam swojego maluszka. Ma już 0,5cm! Wszystko jest w porządku, a serduszko bije. ❤️
Wracając, cała drogę płakałam. Tak bardzo jestem szczęśliwa. Jeszcze rano tak bardzo się bałam.
Kamień spadł mi z serca. Mogę w końcu odetchnac, choć nie obiecuje, że obędzie się bez paniki 🙈
Mam zakaz stosunków, lotów samolotem. Mam na siebie bardzo uważać. Nie muszę brać żadnych innych wspomagaczy, bo wszystko jest prawidłowe i nie ma konieczności dodawania mi kolejnych leków, bo i tak mam ich już sporo.
Boże! Jak ja Ci dziękuję, że przy mnie jesteś ❤️
Poznajcie naszego maluszka 🥰
![]()
Dzisiaj 8+3 tc. Mdliło mnie już od kilku tygodni, ale bez wymiotów. Wczoraj nudności były dużo mocniejsze, a dzisiaj dołączyły wymioty.
Mam też zawroty głowy. Czekam niecierpliwie na II trymestr 
Przez krwiaka na przednim biegunie jaja płodowego miałam plamienia praktycznie od początku. Kilka dni temu zniknęły, już się cieszyłam a tu dzisiaj znowu zauważyłam brązowe brudzenie, ale delikatne.
Do tej pory przez krwiaka wizyty u dr miałam co tydzień, teraz kolejna wizyta 25.10, nie wiem jak wytrzymam! Już przywykłam, że co tydzień mogłam sprawdzić co słychać u fasolki 
Ostatnią wizytę miałam 8+0tc, serduszko biło 160/min
a fasolka mierzyła całe 1,5cm! ❤
Walki ciąg dalszy - immunologia.
Po pierwszym nieudanym transferze miałam potrzebę działać, ponadto nie chcielismy ryzykowac kolejnego z naszych 2 pozostałych zbadanych genetycznie zarodków, wiec zdecydowalismy sie poglebic diagnostykę. Jako pierwszego znalazłam w Internecie prof. Malinowskiego w Łodzi, a mężowi udało się dodzwonić cudem za pierwszym razem.
28.06 mieliśmy pierwszą wizytę, zlecenie tony badań. Okazało się, że mamy jeszcze jeden czynnik związany z niepłodnością - mój zbyt agresywny i atakujący układ odpornościowy oraz brak dostatecznej ochrony dla zarodka. Profesor stwierdził, że kolejny transfer i tak by sie nie powiódł (w przeciwieństwie do mojego lekarza z kliniki, ktory jako jedyna opcje widział kolejne transfery dopoki nie skoncza nam sie zarodki.
Jestempo 3 szczepieniach limfocytami meza. 06.10 byliśmy na badaniach, czekamy na wyniki i kolejne zalecenia. Nastepna wizyta umowiona na 27.10. Do puli wydatkow zwiazanych z samych IVF dobilo wlasnie ok. 10 tys zl zwiazane z leczeniem u prof. Malinowskiego + kilkaset orzejechanych km i kilka dni zmarnowanego urlopu. No coz... niestety to nie jest choroba dla biednych ludzi... az wole tego zbytnio nie roztrzasac, bo w niczym to nie pomoze.
Staram sie nie robic sobie zludnych nadziei, ale jesli kolejny transfer znow sie nie powiedzie pewnie i tak bedzie bolalo.
W miedzyczasie konsultowałam również się u hematologa z wynikami związanymi z trombofolią i robiłam krzywą glukozowo-insulinową. Tu na szczęście nie ma się do czego przyczepić
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2021, 16:34
30tc +0
No i stało się, 3 z przodu 😁 do terminu 70dni 🙉 nie wiem, naprawdę nie wiem kiedy ta ciąża zleciała.. Szymon waży już około 1600g, jest duży i wszystko na ten moment ok. Miałam w lipcu lekkie perturbacje z szyjką i twardnieniem brzucha, ale na ten moment sytuacja opanowana na lutce i magnezie (szyjka ma 3cm). Wyprawka już praktycznie cała gotowa, wyprana i zabieram się lada moment za pakowanie walizki. Z dnia na dzień jest coraz ciężej fizycznie, wydolność organizmu w 3 trymestrze zdecydowanie spada, człowiek zaczyna się przysłowiowo toczyć..
Mam nadzieję, że uda nam się dotrwac w dwupaku chociaż do 20 września. Dalej do mnie nie dociera, że ta mała istota pojawi się za chwilę w naszym życiu 😁
Dziś 9 dni po iui, i 5 dni przed testem... No brzuch nadal pobolewa okresowo, choć nie cały czas. Co dziwnego, to w ogóle mnie piersi nie bolą, a zawsze to już kilka dni przed @ dawały o sobie znak.. I zastanawia mnie jeden dzień (około 3 dni temu może to było) brzuch mnie bolał wtedy, ale jakoś dziwnie, tak ciągnęło mnie tam na dole, szczypało, no nie umiem tego do końca opisać... I to mi nadziei narobiło wtedy i to ogromnej... Więc może mimo wszystko, mimo brzucha okresowego się udało... 🥰🥰🥰
Jak tu się nie stresować ? 🤔 dzisiaj moja Mama ma operacje na oko, cały czas czekam na telefon czy wszystko dobrze poszło, jutro moj eMek ma badanie pod narkozą a ja za chwile zaczynam stymulację 🤯 mam nadzieje że wszystko pójdzie zgodnie z planem ✊🏻🍀
Edit: operacja mamy się udała ale biedna się nacierpiała, bo znieczulenie nie działało, dostała dwie dawki i cały czas odczuwała ból 😖
A mój eMek tak się stresował badaniem a wszystko dobrze się skończyło, był trochę osłabiony po narkozie jak zwykle strach ma wielkie oczy 😅 to teraz moja kolej, bardzo bym chciała juz być po wszystkim, i mieć kropka na pokładzie 🤗 ale muszę uzbroić się w cierpliwość ⏳
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2021, 12:30
6tc+0d, krwawienie (23 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)
Mam leżeć, więc leżę. Mogę chodzic tylko tam gdzie król chodzi pieszo, ale aktualnie wszystkiego mi się odechciało. Może za dużo ostatnio chodziłam, dwa dni z rzędu po ok 10 km, może to ta pominięta wczoraj popołudniu dawka Encortonu, może ten parmezan na makaronie (wbrew zaleceniom lekarza o diecie bezmlecznej), a może wszystko na raz.. Nigdy się nie dowiem.
Czuję pustkę, tak jakby to się nie działo, jakby to nie dotyczyło ani naszych dzieci, ani mnie. Żadnego lęku, strachu, ataku paniki, nic. Nie wierzę, nie wierzę, że to się dzieje, nie wierzę, że krwawię. To nie ja krwawię. Nie dopuszczam myśli, że coś może pójść nie tak, że mogłabym Je stracić, że mogłabym stracić kolejną ciążę, ta myśl by mnie zabiła.
Czuję tylko jedno - wdzięczność. Dziękuję Bogu, że obdarował mnie lekarką, do której jak napisze w niedzielę przed Bożym Narodzeniem sms, że jest awaria to oddzwania praktycznie od razu. Jest Aniołem tych dzieci, a mając takiego Anioła nie może im się nic stać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2019, 22:10
Prawdopodobnie nikt tego nie przeczyta, ale nie o to mi chodzi. Piszę ten pamiętnik głównie dla siebie, muszę wylać z serca emocje, bo niedługo rozsadzą mnie od środka..
Znowu mnie to spotkało.. Znowu okazałam się niewarta macierzyństwa, usłyszenia słowa "mama" z ust maleńkiej istoty. Drugi raz ciąża rozwijała się książkowo, a w pewnym momencie serduszko po prostu przestało bić.. Czuję jakby rozerwało mi moje własne. To chyba najbardziej okropne co może być, dać nadzieję, zaświecić ten płomyk, a później tak brutalnie go zgasić. Nie umiem sobie z tym poradzić, zbyt mocno mnie to przytłacza. Ja tylko chciałabym tulić malutką istotkę, która wtulona we mnie czułaby się najbezpieczniej na świecie. Czy to tak wiele? Boże, Buddo, Potworze Spaghetti, czy kto jest tam na górze.. DLACZEGO?!
36 dc 15dpo
Dzisiejsza beta 3,1 mlU/ml koniec złudzeń, czekam na miesiączkę brzuch juz boli, piersi tez nawet zaczęły się delikatne plamienia... jest mi przykro byłam już tak blisko spełnienia największego marzenia i znowu je straciłam 😞 staram się w tej sytuacji znaleźć jakiś plus, pocieszam się że w końcu coś drgnelo, że być może znalazłam przyczynę I teraz już będzie dobrze. To mi daje siłę, mam nadzieje ze teraz się uda, mam tylko nadzieję że znajdę lekarza, który przepisze mi odpowiednie leki, bo bardzo boję się kolejnej straty. Czekam na wizytę u ginekologa mam nadzieję że teraz już wszystko się ułoży.
24 dc i 10 dpi...
Targają mną mieszane uczucia, raz myślę, że się udało, a za chwilę brzuch boli okresowo... Kurcze jak ja już bym chciała wiedzieć, zrobić test, ale z drugiej strony boję się, że będzie negatywny... Za 4 dni powinnam już go zrobić.. To będzie równe dwa tygodnie po iui... Kurcze w brzuchu raz mnie boli okresowo, a raz mam takie dziwne kłucie, ciągnięcie... Tak wiem wyobraźnia potrafi dużo 😊 ale dziwne jest w tym wszystkim to, że mnie piersi nic nie bolą tak jak zawsze przed okresem 🤷♀️ może to dlatego, że biorę luteinę???? Być może...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.