Od 1 kwietnia zaczynam nową pracę.
Iza idzie do żłobka!
Kolejny nowy etap w naszym życiu.
Boję się, że nie podołam porannej organizacji.
Do żłobka musimy dojechać, do pracy muszę dojechać. Także cała logistyka będzie zawsze na mojej głowie. Jakby żłobek był bliżej to mógłby pomoc mąż, a tak mając jedno auto będę musiała sobie radzić sama.
Nowa praca to też zawsze stres, obowiązki i nowi ludzie.
Ale cieszę się, że cks znalazłam. Ciężko teraz o pracę, życie bardzo drożeje. Najpierw covid, teraz wojna. Będzie wytłumaczenie dla biedy i drożyzny na lata, a żyć trzeba i trzeba mieć za co. Raty za ivf same się nie spłacą, a przecież trzeba zaczynać zbierać na crio.
Przed nami dość intensywny czas. Praca, żłobek, roczek, goście, pieczenie i gotowanie.
Mam nadzieję, że jak wejde na pełne obroty to jakoś to popchnę, póki co dopadło mnie przesilenie wiosenne i tylko bym leżała.
Dziś młoda gorączkuje więc siedzimy w domu 😑
Mam nadzieję, że to wyczekane zęby, a nie jakaś infekcja bo jeszcze mi nie pójdzie do tego żłobka 🙆♀️
Wczoraj miałam druga dawkę MabThery. Stawy zaczęły mnie boleć od razu po powrocie do domu. Widocznie mój organizm od razu się zorientował że nie lubi ciała mononuklearnego i walczy z nim😐 Zarówno moja doktor jak i lekarz który ogarnia dzienny oddział chemioterapii stwierdzili że nie powinno być skutków ubocznych, a na pewno nie tak silne, ale widocznie jestem "niestandardowa"
Ale kit z tym, że mnie stawy bolą...gorzej że kolejny raz okazało się że nasze poje... władze mają w d. pacjentów i dbają tylko oswoj elektorat...pacjenci onkologiczni do niego nie należą☹️.
No więc jakiś czas temu były prośby ze środowiska medycznego by dofinansować onkologię, ale nie..... przeznaczono 2mld zł na TVP zamiast na onkologię. W konsekwencji wycofano w tym roku ten mój lek w czystej postaci i zamówiono do Polski tańszy zamiennik, który ma inne substancje pomocnicze.
Pierwszą dawkę leku dostałam "czystą" na oddziale kliniki, a drugą (zamiennik) na oddziale dziennym. Wczoraj po ok 20 min kroplówki zaczęłam się dusić, puchnąć, tętno mi spadło i musieli mnie ratować. Wpakowali mi masę leków po których fo dziś cały dzień śpię. Specjalnie weszłam na Ovu żeby trochę zmobilizować mózg do działania ale już mi głową leci. Jestem załamana bo dr powiedziała że postara się załatwić mi lek pierwotny, a jak nie to nie jest pewna czy będziemy kontynuować terapię. Alternatywą chemia i łysina 😭😭
Nie rozumiem dlaczego nasz rząd robi oszczędności na chorych, a pieniądze rozdaje tam gdzie nie sa one niezbędne.
Aaaaa i to nie koniec. Mojego Plaquenilu na sjogren też nie ma w Polsce od stycznia, bo rząd zakontraktował zamiennik chiński, który nie ma nawet ulotki po angielsku, nie mówiąc po polsku. Same krzaczki. Aptekarka i reumatolog kazali się wstrzymać w braniu tego bo nie wiadomo co to za syf i mam szukać sobie za granicą Plaquenilu. Kur....co za durny kraj.
Ręce mi cierpią. Idę spać puki Marynia nie wróci z klubiku bo wytłumaczenie jej że mama chora jest awykonalne🙈
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2022, 15:31
11+6
Prenatalne wszystko ok, chociaż lekarz sprawiał wrażenie jakby się spieszył.. może przez to że na NFZ.. tsk się spieszył że nie zapytał i zapisał że zapłodnienie było naturalne 🤨
Ostatni tydzień czuje się lepiej, wymiotowalam chyba tylko 3x. W tej ciąży już 3x miałam migrenę dlaczego dzisiaj byłam u neurologa. Niestety nie da się nic zrobić, mogę brać apap i robić zimne okłady na głowę.. mam nadzieję, że jeżeli tylko się nawodnie bóle głowy miną 😁
Będę mieć chyba traumę pourazową. Było strasznie. Nie mogła mi wsadzić wziernika, posłała po jakieś narzędzia na oddział, w międzyczasie przyszła jakaś druga, razem dały radę. Ale masakra. Bolało bardzo, mimo inupromu. Samo podawanie kontrastu to już pikuś. Potem spoko, tylko cały czas płakać mi się chciało. A potem ibuprom przestał działać...
Oba jajowody drożne.
Nie wiem czy się cieszyć, bo to znaczy że nadal przyczyna nieznana
W czwartek zrobiłam morfologię leukocyty wyszły 29. Wynik większy niż 2 lata temu. Paśnik odpisal.na 2 dzień kazał mi zmienić dawkę. Miałam dylemat co zrobić słuchać jego czy siebie. Postanowiłam iść na morfo w sobotę. A przy okazji zrobić betę
Ogólnie 1 i 2 dpt kiedy wychodziłam z Piotrusiem ciągnęło mnie w dole . Nigdy tak nie miałam. Głupia ja zrobiłam testy 2dpt, 3dpt,4dpt kreski były jasne ale wiadomo testy to testy. I wiadomo nie będę ciemnieć. A że do tej pory mam uraz z przyrostami to strach ogromny.
Już 2 dpt czułam że mogło się udać.
Mama mi mówiła że kiedy byłam na transferze po 16 Piotruś woził wozek i wolał aaaa i tak kilka dni. Kot przychodził przez 2 noce kładł mi się w tym miejscu co zarodek. Oni czuli szybciej niż ja.
Przechodząc do rzeczy zdecydowałam się iść dziś do laboratorium i przy okazji zrobić betę.
Leukocyty spadły mi na 17. Więc napisałam do Paśnika co dalej robimy. Bo myślę że lepiej iść dawka podstawowa nic nie zmieniać.
Beta 21 prog 27
Boję się, tak strasznie się boję.
W poniedziałek , środa , sobota powtórka
Z tyłu głowy jest ten strach.
Teraz tylko nie gratulować. Boję się okropnie. Mam uraz do tych slabych przyrostów jakie miałam z Piotrusiem. Kolejne dni pokażą co będzie.
Boże zostawiam ci w rękach mojego kropeczka 🙏🙏🙏🙏 Jezu Ty się tym zajmij 🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 marca 2022, 17:09
2 cykl - sierpień:
9dc monitor kazał rozpocząć testy.
18dc monitor cały czas pokazuje niski poziom. Zaczynam się denerwować porównując wyniki z poprzednimi danymi i za dużo myśleć co się dzieje.
19dc jest poziom wysoki.
20dc i 21dc monitor pokazuje szczyt. Zaskoczenie, bo nie ma kolejki dni z wysokim wskazaniem. Zostało mi 7 testów do zrobienia. Robię, żeby zbierać dane.
22dc poziom wysoki. Kolejne 6 testów już na niskim poziomie.
Wykorzystałam wszystkie 20 testów + 2 testy ciążowe (negatywne). Dało to wynik 2 dni z wysokim + 2 dni szczytowe + 16 dni z niskim wskazaniem.
31tc.. (31+0) tak...ja..ja dotrwałam..nie wiem w sumie jak,ale się udaje...nie potrafię tego pojąć,zrozumieć...ostatnio mam ciężki psychicznie czas..powinnam się cieszyć,że jestem już tak daleko,a jednak nie do końca potrafię. Ta sytuacja jest dla mnie tak abstrakcyjna,że aż niemożliwa...dlaczego nie mogło tak być z dziewczynkami? Dlaczego musiały odejść? Dlaczego nigdy nie będzie mi dane zobaczyć ich uśmiechu? Dlaczego? Puste,bezwzględne pytanie... oczywiście cieszę się,że mam pod sercem Bartusia..małą wiercipiętkę,na którą czekam niezmiernie,ale to poczucie niesprawiedliwości zżera mnie od środka...powinnam mieć 4 dzieci! 4!! a nie 1! (Już nie licząc wczesnych poronień)
Te ostatnie tygodnie doprowadzają mnie do płaczu niewiadomo z jakiego powodu..cieszę się i boję jednocześnie..boję się,że zaszłam tak daleko, a nagle jeb! I znowu moje życie się załamie...w tym tygodniu odstawiam prowastatyny..wiem że lekarze czuwają ale co jeśli nie zareagują w odpowiednim momencie? Co jeśli mały owinie się pępowiną ? Przecież jesteśmy już tak daleko..
nie mam sił. Jestem wykończona. Czuję się jak wrak człowieka. Za dużo...za dużo tego wszystkiego.
5dpt (transfer 1BB i moruli)
Wczoraj jak to ja w 4dpt zrobilam testy sikane... oczywiscie blada kreska druga ! 😱
Dzisiaj powtorzylam i ciemnieje...
Pojechalam o 9 do labo.
Wynik bhcg 24
Progesteronu 33.20
Powtorka w poatek.
Juz auto zamowilam, aby maz mi nie podkrafl i pojade ogarnac.
Mqm nadzieje ze w miare szybko jak dzisiaj beda wyniki 🤭✊ i beda z pieknym przyrostem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2022, 16:33
Jednak, oficjalnie 1 d.c.
A więc zaczynamy przygodę z in vitro. Plan A nie wypalił, trzeba się z tym pogodzić, pora na plan B. Jakoś dziwnie mi z tym, może dlatego, że nie przygotowałam się psychicznie na to, że zacznie się tak szybko. Trudno mi nawet powiedzieć, czy wierzę, że się uda. Za dużo się naczytałam o nieudanych procedurach, żeby czuć dziki entuzjazm. Ale wiadomo, iskierka nadziei gdzieś tam się tli. 🙄 Dużo też dzieje się w naszym życiu "pozastaraniowym", więc nie skupiam całej uwagi na staraniach. Eh, tak naprawdę, to jestem kłębkiem nerwów i nachodzą mnie ponure myśli, że może to nie jest najlepszy czas na dziecko 😣. A z drugiej strony, kiedy będzie dobry czas?
24h
Pobudka 6.00. Zwlekam się z łóżka, biorę S. na ręce, obdarza mnie uśmiechem, przewijak w łazience - pielucha, ubranka. Minutę na ubranie siebie i mycie zębów tańcząc koło przewijaka, żeby zapewnić jakieś atrakcje. Znoszę S. na dół na matę- gdy jest dobry humor mam 15 min: biegnę spowrotem na górę pozbierać butleki i podgrzewacz z nocy. Wracam na dół, robię szybko śniadanie i kawę, łyk wody.. i już mój czas się skończył. Czas na matę, zabawiać przez następną godzinę Szymonka, dla którego samodzielna zabawa nie istnieje.. steki, męki, z rąk na ziemię, z ziemi na ręce i tak aż dobrniemy do pierwszej drzemki- biorę na ręce, włączam szumy, zaciemniam pokój i już zaczyna się standardowa przeddrzemkowa aferka.. Mały płacze, płacze płacze, a ja skaczę na piłce i odliczam minuty.. 10min- zasnął.. siedzę z nim na tej piłce kolejne 10min w nadziei, że uda się go odłożyć na resztę drzemki do łóżeczka. Dziś dobry dzień, wiec się udaje. Zostaje mi około 15-20min wolnego.. lecę na dół, posprzątać po śniadaniu, umyć i wysterylizować butelki..oooo już czas minął, znów na górę i na dół, bawimy się, karmimy, cudawiankujemy przez najbliższą godzinę z hakiem i znów powtórka 30min drzemki, ale tym razem nie udało się odłożyć więc siedzę łącznie 40min na piłce z 10 kg, opartym na jednej ręce, drugą nadrabiam zaległości social mediowe.. cyk cyk cyk.. czas minął. Kolejna runda zabawiania na macie, staram się ugotować cokolwiek sadzając go w leżaczku.. w międzyczasie 4 rzygi, kupa, ubranko do prania w trybie natychmiastowym.. cyk cyk cyk.. już kończy się okno aktywności i przed nami mój ukochany wyczekiwany spacer.. biegnę włożyć gondolę na stelaż (w tym czasie z pokoju już dobiegają jęki cierpienia, pt. jak mogłaś mnie zostawić na 30 sek mamo! Wracam, biorę na ręce, sikam z nim na kolanach, zarzucam kurtkę, ubieram Małego w kombinezon i lecimy.. jedną ręką bujam wózkiem, druga zamykam drzwi, po 30s w gondoli zaczyna się alert.. syreny, histerie.. przyspieszam kroku, bujam nerwowo wózek.. a Szymon ma za nic te moje metody i wyje dalej.. trwa to zazwyczaj 10min.. w tym czasie mija mnie z 5 osób, w tym 2 matki z aniołkami w wozeczkach, patrząc na mnie z litością zmieszaną z pogardą..na ich twarzach maluje się setka "dobrych rad": płacze bo pewnie głodny, musi Pani inaczej bujać 🤮.. dziś dobry dzień, więc po około 10 min zasypia.. mam w końcu moje zasłużone 30 min relaksu zanim się obudzi.. i tak idę, idę, idę i myślę, że kurcze pić mi się strasznie chce, bo ostatnio szklankę wody miałam w ustach przed 8rano.. ale idę.. lepsze to, niż kolejna sesja usypiania na piłce, gdzie kręgosłup aż skrzypi od bólu. Spacer dobiega końca i kolejna runda na macie.. w drugiej części dnia coraz ciężej zająć Ksieciunia czymkolwiek.. ale jakoś do przodu, minuta po minucie wybija czas kolejnej drzemki. Schemat standardowy. Około 17 mąż przejmuje zazwyczaj opiekę.. nadrabiam niedobory płynów, zaległe toalety, aaa przecież w pralce czeka obsrane body.. lecę wstawić..aaaaa przecież jeszcze po obiedzie trzeba włączyć zmywarkę.. lecę ogarnąć..aaaa przecież zapomniałam wywietrzyć pokoje na górze, a zaraz wieczór.. biegnę po schodach. Góra-dół, góra -dół..Nim się obejrzałam wybiła godzina kąpieli Szymonka. Kąpiemy razem, potem mąż idzie usypiac, a ja na prysznic.. po 30 min od odłożenia pierwsza pobudka, idę do sypialni bo mąż też zmęczony po całym dniu pracy.. usypiam.. 21-22 kolejna pobudka.. 22 kładę się padnięta do sypialni.. 23 pobudka..1 pobudka, 3 pobudka, 5,pobudka i już nie chce iść dalej spać.. więc na kolana i siedzimy na uszaku wstając co 15min na piłkę fitness bo przecież samo siedzenie w objęciach mamy jest beee.. wybija 6.00.. oooo jak świetnie - kolejny cudowny dzień przed nami! Maraton trwa..a ja codziennie rano patrząc w lustro mam wrażenie, że za chwilę umrę.. na szczęście nie mam czasu stać tam zbyt długo..w końcu bieg już wystartował. Czy w tym biegu kiedyś uda mi się złapać oddech?
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2022, 08:06
31+3 tc
Pranie rzeczy Maluszka zrobione, czekają na wyprasowanie 🙈 torba do szpitala dalej niespakowana. Ba! Szpital dalej niewybrany. Plan porodu nienapisany. Nie wiem na co ja czekam 🥴
Malowanie pokoju zrobione, ale jeszcze trzeba go 'dopieścić'. Mam ochotę już skręcić łóżeczko i wszystko przygotować 😄
Na szczęście mały lokator siedzi grzecznie w brzuszku 😊
Ciągle mam infekcje układu moczowego. Nie mam pojęcia skąd to się bierze, co jedną wyleczę to następna infekcja..
Na razie na plusie mam około 10 kg (obecnie 61,7kg) Ciekawe ile będzie na finiszu 🤨😅
10 dc
Dzisiaj wstałam w turbo nie sosie. Ale jestem przeziębiona więc ogólne samopoczucie też może wynikać z tego.
Na godz 9:00 byłam u mojej lekarz rodzinnej na wizycie, ona również jest moim endokrynologiem. Na celu miałam wysępić jak najwiecej badań na NFZ i skierowania na USG oraz do psychiatry a najważniejsze recepta na metformine. I jestem rozczarowana moim brakiem skupienia. Mam tylko skierowanie na badania i to nie na wszystko co chciałam. Kilka nie mogła mi dać jako lekarz Pierwszego kontaktu ale nawet magnezu mi nie dała a to też chciałam.
Muszę przegrzebać forum i znaleźć listę badań do wykonania sprawdzić co mamy zbadane już, chodzi mi o takie jedne z najważniejszych na pierwszy rzut.
Obserwacja cyklu w toku, ale sucho tam na dole po co ja pije ten olej z wiesioła😑 zastanawiam się czy jest sens marnować te testy clear blue w tym cyklu za tyle kasy czy lepiej jak kupię zwykle a te sobie zostawię na następny …
———————-
Nasienie męża, wczoraj już normalne nie było gluta chociaż jak na moje oko ilość chyba nie była jakaś duża. Serio ja już świruję 🙈
Totalny wyżal dzisiaj z mojej strony ale właśnie tego potrzebuje, dlatego założyłam ten pamiętnik.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2022, 09:14
Majowa procedura zakończyła się niepowodzeniem. Staram się zgonić to na statystykę ale jednak przykro. Zostały nam dwa zarodki już trochę słabszej klasy ale i tak są w porządku.
Jest już nowy cykl i nowa szansa. Brakuje trochę sił fizycznych i psychicznych. Z wiarą też kiepsko. Działam, bo tak trzeba ale brakuje mi paliwa.
Nie no, ja oszaleje z tym cyklem... Dziś jestem 2 dpo... Przez weekend miałam piękny śluz płodny i się dziwiłam czemu mam go tak dużo, jak przecież ostatnio w II fazie cyklu miałam go troszeczkę i co 2-3 dzień. Pokusiłam się o zrobienie testu owulacyjnego i w niedzielę wyszły fajne kreski, a w poniedziałek to już w ogóle była kreska bardziej czerwona od testowej... Dobrze, że zdążyliśmy jeszcze podziałać, bo bym się obwiniała 🙈 Kurcze to już 4 miesiąc starań i czuję po mału presję, boję się, że zanim wyleczę moje utajone Hashimoto może trochę minąć... W dodatku mam nadzieję, że mojemu poprawią się wyniki nasienia. Jeszcze pal licho jak by jedna ze stron miała problem, a tu są dwie strony winne 😟No nic, czekamy do 5 maja. Wtedy zrobię 1 test.
Aktualizacja po wizycie u immunologa.
Wycieczka do Łodzi, wyjechaliśmy wczoraj wieczorem i po 3.5h byliśmy na miejscu. Stwierdziłam,że chce coś mieć z tego wyjazdu i wynajęliśmy pokój z wanną,więc wczorajszy wieczór spędziłam na relaksującej kąpieli 😅
Co do samej wizyty, nadal nie wiem co robić.
Doktor trochę mnie uspokoił mówiąc,że aż tak źle nie jest. Gorzej by było gdyby u mnie i u męża wyszedł hla c c2. No ale ten nasz wcale za dobry też nie jest. Podaje się do transferu accofil. Żeby mieć pełny obraz sytuacji i w ogóle rozmawiać o immunologii powinniśmy mieć więcej badań. Póki co mamy zbadanie kiry, hla c oraz subpopulacje limfocytów. Przydatny będzie jeszcze cross match oraz ANA3.
Ze względu na to, że accofil to lek dość agresywny i na to,że czeka na nas 5 zarodków, póki co zalecenia jego przyjmowania nie dostałam.
Opcje do rozważenia są dwie.
Podejść do transferu zgodnie z planem, bez żadnych leków, licząc na to,że zarodek będzie silny i sobie poradzi albo transfer odroczyć, zamiast transferu zrobić biopsje endometrium i badania,które zlecił, wtedy obmyślić plan działania i podejść do transferu z ewentualną obstawą lekową.
Kompletnie nie wiem co robić 🤯
Z jednej strony rozumiem,że immunologia to ciężki kaliber, że ten lek to nie cukierki, a z drugiej obawiam się podejścia do transferu, który trochę jest skazany na porażkę, bo te szanse mamy mniejsze. Doktor wspomniał,że przy tym leku trzeba na siebie uważać, z racji zawodu,który wykonuje raczej zwolnienie z pracy, jeśli dwa transfery z tym lekiem by się nie udały to wtedy 3 miesiące przerwy przed kolejną próbą, a jeśli by się udało to należy go przyjmować nawet do 10 tygodnia ciąży. To też jest ryzyko bo organizm nie dość,że będzie osłabiony samą ciążą to jeszcze tym lekiem. Ale jeśli nie mam innego wyjścia i bez tego leku po prostu się nie da, to co?
Może naprawdę musi się jeszcze jeden zarodek nie przyjąć albo musze poronić,żeby lekarze mogli działać 🤷♀️
Szkoda tak wiedzieć i nic z tym nie zrobić.
Wiem,że ten lek biorą dziewczyny, które mają genotyp Bx. Ja mam AA i mam nie brać.
Napisałam jeszcze do mojego lekarza, może coś jeszcze odpisze przed wizytą bo czas płynie, leki biore, a nie wiem jakie będą dalsze kroki.
Stan na dziś, wiem,że nic nie wiem.
Czekam⏳️
Stało się. 1dc. Jutro zaczynamy.
28 dc 13 dpo
Testy z doz i facelle pokazują ⚪. Znowu się nie udało... Smutek. Rozczarowanie.
Najchętniej otuliłabym się kołdrą i tak została cały dzień, ale nie ma tak łatwo... Trzeba ruszyć tyłek, wstać, poprawić koronę i żyć jak gdyby nigdy nic...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2022, 08:06
Pod koniec stycznia podeszliśmy do transferu 5dniowego zarodka. Udało się ❤
Na szczęście tym razem od początku wszystko ok, pierwsza beta 175, druga 394. Potem bardzo szybko zaczely się mdlosci i wymioty. Przypałetał się covid. Po takim 3tygodniowym maratonie złego samopoczucia ginekologicznie wszystko ok, ale hematolog mnie nastraszyła że jestem bardzo zagęszczona, co zagraża ciazy. Oprocz acardu i neoparinu, muszę się zmusić do picia 3l dziennie. Trochę to trudne przy wymiotach bo i tak wszystko wraca. Jeżeli nie to będę pod kroplówka. Od dwóch dni samopoczucie lepsze więc liczę że tak pozostanie i uda się wyprowadzić wyniki.
10+6❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2022, 17:24
Dziękuję Wam za wszystkie gratulacje i ciepłe słowa 🥰
Jesteśmy w szpitalu. Synek zaczął już przybierać na wadze, domaga się butelki więc mam nadzieję, że niedługo zaczniemy się przystawiać i karmić 😍 jaki on jest piękny! To prawda, że własne dziecko jest dla nas najpiękniejsze na świecie 😍 ma takie śliczne blond włoski i duże oczy ❤️❤️❤️ bardzo go kochamy, mama i tata 🥰 i babcie, dziadkowie wszyscy czekają na wyjście. Nie możemy się doczekać kiedy będziemy w 3 w domu.
Na oddziale panuje rotawirus, od 5 dni mamy zakaz odwiedzin dzieci. Ja na piętrze 0 walczę o mleko i nie mogę iść odwiedzić mojego synka. Jestem wściekła. Jak można odmówić mamie widzenia dziecka. Mamie, która jest pacjentka szpitala, nigdzie nie wychodzi i z nikim się nie widzi! A przecież lekarze i pielęgniarki chodzą do domów, sklepów. 😡 Od razu zauważyłam spadek laktacji. No nic, nie przeskoczę tego. Za 3 dni będę mogła zobaczyć i poprzytulać synusia.
Dziś byłoby 32+ 4
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2022, 16:32
4 d.c.
Drugiego transferu na razie nie było, minął kolejny naturalny cykl, z wynikiem takim jak zwykle.🙄 doktor zalecił miesiąc przerwy, ale będą dwa, ponieważ jedziemy na dłuższe (i długo wyczekiwane) wakacje. Mamy zamiar sie odciąć od tego wszystkiego. Było rozczarowanie, bo oczekiwania mieliśmy większe. Ale myślę, że pierwsza procedura nie poszła najgorzej. Zostaliśmy z tylko jednym mrozakiem, ale wiemy że komórki zapładniają się, a to najważniejsze. Szkoda, że pobrano ich tak niewiele, może stymulacja była nienajlepiej dobrana... w międzyczasie zrobiłam badanie KIR, czekam na wyniki. Teraz czas na odpoczynek 😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 maja 2022, 08:02
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.