13.09.2021 - 10 dpo II kreseczki 😍
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2021, 19:45
11 dc
Ten cykl to jakaś masakra 😐
Najpierw nie chcial okres przyjsc bo były chyba 4 dnia plamienia jak juz w koncu przyszedl to krwawienie trwalo z 6 dni a do teraz mam plamienia czyli juz 5 dzien nwm co tu się odwaliło 🤨
Dzisiejszy test owu juz troche ciemniejszy zobaczymy nie skreślam jeszcze tego cyklu moze sie cos wykluje ☺
2 stycznia mam wizyte u lekarza wuec mysle ze sytuacja tez sie rozjasni 🙂
Chixiaz w tym cyklu ziola cos slabo działają musze przyznać...
Z perspektywy czasu wiem, że rady Pani Doktor nie zawsze były dobre. Nie powiedziała mi słowem o suplementacji w PCOS, że warto trzymać odpowiednią dietę. Czym to się objawia dokładnie, jaki ma wpływ na mój organizm. Przyjęła klasyczne leczenie, czyli dopóki nie chcę ciąży zażywam anty albo duphaston. Własne miesiączki mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. Większość niestety musi być wywoływana lekami. Po jakichś 8 latach odstawiłam anty. Z partnerem stwierdziliśmy, że już czas na dziecko. Że jesteśmy gotowi i że fajnie byłoby ugościć w naszym życiu ✨ bejbika. ✨ Poważne starania zaczęliśmy od stycznia 2021 r.
Podjęliśmy na razie naturalne próby wspomagane Duphastonem, Clostilbegyt, Lametta. Oczywiście pod okiem mojej Pani Doktor. Niestety przez 9 miesięcy się nie udało. Te pierwsze starania były bardzo na luzie. Jak się uda to ekstra, jak nie to w porządku. Mamy czas, zobaczymy co będzie. W międzyczasie (w czerwcu) wzięliśmy ślub. ❤️
Od października zmieniłam lekarza. Uznałam, że chodzenie na monitoring cyklu 3x w tygodniu przez minimum 2 tygodnie w miesiącu, to trochę przesada (każda wizyta to kolejne stówki). Żadna z nich nie wnosiła nic nowego. Pęcherzyk rósł, pękał, ciałko żółte się pojawiało. Czy to była dobra decyzja? Nie wiem. Nie jestem dobra w podejmowaniu decyzji. 😅
Poszłam do lekarza zajmującego się leczeniem niepłodności. Od razu skierował mnie na szereg badań: wymazy, przeciwciała p.plemnikowe, morfologia, badania tarczycy itd. Stary także dostał skierowania na badania. Pani Doktor chyba z góry zakładała, że to ja będę słabym ogniwem. Nawet słowem nie wspomniała o badaniu partnera przez cały ten czas.
Posłusznie wykonaliśmy wszystkie badania. O zgrozo! wcześniej myślałam, że wydawałam dużo pieniędzy na lekarzy i badania. Jak bardzo się myliłam... 😂 Doktor wszystko mi wytłumaczył, przedstawił plan działania. Pytał czy kiedyś miałam robione badania rezerwy jajnikowej, bo w moim przypadku warto by było. Nie miałam.
Tym razem po wywołaniu @ brałam Lamettę i Clo w cyklu łączonym. Do tego doszły zastrzyki Gonalu. Na deser progesteron. Dzień przerwy i miałam dokończyć Gonal. W 19dc. zastrzyk Ovitrelle. No i działamy!
I tak jestem sobie dziś w 29 dc. Nie wytrzymałam zrobiłam test. Negatywny.
To mnie zmotywowało do rozpoczęcia tego pamiętnika. Na test pewnie i tak było za wcześnie. 🤡 Która z nas nie poddała się pokusie przedwczesnego zrobienia testu niech pierwsza rzuci kamieniem.
Ale wracając - jeszcze żaden negatyw mnie tak nie zasmucił... Miałam duże oczekiwania od tego cyklu. Inaczej niż dotychczas, wcześniej naprawdę myślałam, co będzie to będzie. Ale teraz czułam, że się uda, że to nasz czas! Przecież zrobiliśmy tak dużo badań - wyniki głównie dobre. Brałam zastrzyki, zażywaliśmy leki. Jajniki bolały jakby miały wybuchnąć. Stosowaliśmy się do wszystkich zaleceń. A tu negatyw. Jak to?
W tym krótkim czasie wydaliśmy sporo pieniędzy na leczenie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak kosztowne są starania o ciążę - nie tylko finansowo, ale także psychicznie i fizycznie. To znaczy, domyślałam się. Ale teraz poczułam to na własnej skórze.
Jest mi smutno. Czy w tym cyklu jest jeszcze nadzieja?
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2021, 22:13
To mój drugi cykl w którym nie doszukuję się objawów ciąży i nie testuję. W moim przypadku pojawienie się okresu boli mniej niż widok jednej kreski. Dziś czuję się wyjątkowo ciężko. Zbliżający się okres daje mi psychicznie popalić. Jestem drażliwa i płaczliwa. To już 3 miesiąc jak jestem na diecie eleminującej cukry, muszę przyznać, że od kiedy ją stosuję zapomniałam o bólach miesiączkowych. Pierwszy wpis trochę haotyczny ale może pomoże w tej trudnej drodze po nasze szczęście?
6dc
Kolejna moja przyjaciółka jest prawdopodobnie w ciąży, zaczęli się starać jakoś w wakacje. Kolejna pewnie tez zaraz pyknie i zostanę sama. Nie wiem co i komu zrobiłam że los mnie tak nienawidzi i kopie po dupie.
Zrobiłam badania póki co są ok, czekam jeszcze na wyniki trombo. Gdybym wiedziała ze in vitro się uda nie czekałabym, ciul z pieniędzmi przychodzą i odchodzą ale co jak i tą metodę wykorzystam i się nie powiedzie? Już IUI sie nie udały… nie mam siły żyć
7dpt blastocysty 4.1.1
Lekarz zalecił badanie w 8dpt ale jutro jestem w Gabinetach od 8 do 21 więc nie byłoby szans.
Beta 0
Progesteron 27 ng - przyjmowałam 800mg progesteronu.
Odstawiam leki.
Nie wiem jak to dziewczyny robia, że zachodzą w 1 czy 2 transferze w ciążę, często wcale nie z topowymi zarodkami. Zaczynam wątpić w wielkość i skuteczność ivf 😟
No to zaczynamy.... Dziś już wizyta in vitro, od jutra zaczynam stymulacje bemfola 150 j. I mensinorm 75 j.
W między czasie miałam już konsultacje u Embriolog i anastezjolog..
TSH mi podskoczyło do 2,97... Hmmm aż tyle??? Przecież miałam około 1,5... No cóż... Od wtorku biorę euthyrox na obniżenie.
We wtorek podgląd, zobaczymy co tam uroslo...
Ten wpis będzie dość długi, bo obejmie ostatnie 11 dni mojego życia. 11 dni, które spędziłam sama, w szpitalu, mając nadzieję, że trafię na lekarzy, którzy się mną zaopiekują tak, aby Zuzia została w brzuszku do czasu aż będzie bezpieczna.
05.11.2021 - dzień 1 (piątek)
Tego dnia, wstaliśmy o 7 rano, aby wyruszyć do szpitala, gdzie miałam się zgłosić w związku z podejrzeniem niewydolności szyjki macicy. Przed 8 byłam już na izbie przyjęć. Miła Pani Doktor zebrała wywiad, przejrzała dokumentację i przystąpiła do badania. USG wykazało, że szyjka ma długość 19mm. Skierowanie - oddział ginekologiczno-położniczy, bo na patologii ciąży nie było miejsc. Pani położna pobrała krew, założyła welflon i zaprowadziła do sali, gdzie miałam czekać na obchód. Poranny obchód mnie ominął, więc lekarz przyszedł do mnie sam i zaprosił na badanie. Ponownie przeprowadził wywiad i zrobił USG (jedynie zapytał, czy nie mam nic przeciwko studentom, ale na izbie przyjęć podpisywałam zgodę, że mogą uczestniczyć jako obserwatorzy w moim leczeniu). Pan Doktor dzielnie tłumaczył studentom moje choroby, ich wpływ na ciążę, instruował o lekach, procedurach i zasadności wszystkich działań. Co ciekawe, gdy zmierzył szyjkę miała ona wg. niego 28mm 🙈. Nie pytajcie jakim cudem, bo sama w to nie wierzyłam. Pobrał wymazy w celu weryfikacji moich badań. Po wszystkim kazał wrócić na salę i czekać. Nic więcej tego dnia się nie wydarzyło (jak zapewne wiecie, wieczorne obchody są raczej proforma, aby mieć pewność, że nic nikomu nie dolega).
06.11.2021 - dzień 2 (sobota)
Tego dnia na porannym obchodzie kolejny lekarz zdecydował o kolejnym badaniu USG. To badanie wykazało szyjkę długości 21mm (pomyslalam: no dobra, to ma sens). Powiedział, że mogę wrócić na salę, będziemy obserwować i czekamy na wyniki. Po około pół godziny przyszedł, że on jednak przemyślał sprawę i w związku z tym, że na moich wymazach (choć niekompletnych) są bakterie to on nie będzie ryzykował, że poronię i przepisze mi antybiotyk od razu. Tłumaczył to tym, że woli cokolwiek zacząć działać, niż żebym straciła ciążę i miała do niego pretensje, że nic nie zrobił (słuszne podejście w mojej opinii).
07.11.2021-09.11.2021 - dzień 3-5 (niedziela-wtorek)
Przez te dni miałam tylko wykonywane USG, przyjmowałam leki i czekałam na wyniki. Szyjka (w zależności od tego, kto ją mierzył) miała od 19mm do 25mm. W poniedziałek dotarły wyniki na mój portal pacjenta, jednak szpital ich nie widział. We wtorek poinformowano mnie, że są bakterie i mam zostać dalej, bo nie mają antybiogramu i wymaz jest do powtórki. Dorzucono mi tego dnia nowy antybiotyk. Tego dnia straciłam siły, płakałam, mialam dość. Poprosiłam o to, czy może mnie ktoś odwiedzić, w końcu nie było planowane tak długie przetrzymywanie mnie - lekarz się zgodził.
10.11.2021 - dzień 6 (środa)
Tego dnia zostały mi pobrane ponownie wymazy i zrobione USG - szyjka 25mm. Mama razem z mężem napisali maila z prośbą o wyrażenie zgody na odwiedziny (zgodnie z rozporządzeniem szpitala, w dzień roboczy poprzedzający dzień odwiedzin należało napisać prośbę i uzasadnić kimś się jest dla pacjenta). Jednak wydarzyło się coś dziwnego - zgodę dostałam ja, dla jednej osoby, która sama mam wybrać. Dziś, między 15 a 16, na pół godziny. Pomyślałam sobie: kuzwa, naprawdę ktoś każe mi wybierać między mama a mężem? Bez sensu.
Ostatecznie zadzwoniłam do obojga, bo problem polegał na tym, że w Katowicach teraz są ogromne korki, a mój mąż był w pracy do 14. Mama do 15, ale miała możliwość się zwolnić. Po rozmowach mąż stwierdził "niech przyjedzie mama, bo ja nie dojadę i w końcu nikt z Toba się nie zobaczy. Ja wytrzymam. Kocham Cie." No to zadzwoniłam do mamy i była u mnie juz o 14:50. Korzystając z tego, że nikt nie zwraca na nią uwagi, została do 16. To było mega podnoszące na duchu.
11.11.2021 - dzień 7 (czwartek)
Tego dnia nie działo się nic! Zupełnie nic. Nawet obchodów nie było. W końcu święto..
12.11.2021 - dzień 8 (piątek)
Przewidywany dzień uzyskania wyników. Na porannym obchodzie Pan Profesor powiedział - ściągniemy wyniki, założymy pessar i wyjdzie Pani dziś do domu.
Wszystko pięknie, tylko.. wyników nie było. Około godziny 14 przyszła do mnie Pani Doktor z pessarem zapakowanym (wyobraźcie sobie, co kotłowało się w mojej głowie jak to zobaczyłam), po czym usłyszałam "Bardzo mi przykro, ale nie ma wyników i nic dziś nie zrobimy. Ja już byłam gotowa, nawet poszłam po pessar dla Pani, ale nie mogę go założyć, bo nie będę ryzykować, że dostanie Pani sepsy. Wina będzie moja, bo nie sprawdziłam wyników. Musimy czekać, może będą jutro." Łzy stanęły mi w oczach, łamiącym się głosem zapytałam, czy jest szansa, że wyniki będą w sobotę, że jest długi weekend. Odpowiedź była twierdząca. Na odchodne zapytałam, czy mogę się zobaczyć z mężem - nie musi wchodzić na górę, ja zejdę do kawiarni wypić z nim kawę. Zgodziła się. Zadzwoniłam do mojego męża, który prosto z pracy przyjechał. Jednak potem przyszła położna - ja już mialam wizję, że zmienili zdanie - ale na szczęście powiedziała, że jestem zakwalifikowana do zabiegu i po przemyśleniach lepiej, żeby mąż kupił kawę i przyszedł na górę. Zwłaszcza, że na sali byłam sama. I tak się stało. Siedział ze mną 2,5h. Smutny, uśmiechnięty, pełny skrywanych emocji, tak samo jak ja. Było mi dobrze, a na pewno lepiej.
13.11.2021 - 14.11.2021 - dzień 9-10 (sobota - niedziela)
Znów nie działo się nic. Od środy nie wiedziałam, czy coś z moją szyjką się zmieniło. Nikt już niczego nie badał. Decyzja była, gotowość lekarzy była, tylko wyników nie było.
15.11.2021 - dzień 11 (poniedziałek)
Godzina 8:00 - telefon do laboratorium, kiedy można spodziewać się wyników? Odpowiedź : do godziny 14 będą na platformie.
Myślę sobie super i sprawdzam co chwilę. Dokładnie tak, jak wtedy, gdy robiłam betę.
Obchód - nie ma wynikow, czekamy. Ordynator powiedział, że jak będą wyniki to zakładamy pessar i wypis do domu. Jak będę widziała, że są to mam się zgłosić.
Godzina 13:15 - komunikat na stronie: przerwa techniczna. Nosz ku*wa!
Dzwonie znów do laboratorium, pytam, co mam robić. Każą czekać do 14 i dzwonić ponownie.
O 14:10 dzwonię znów, że nie mogę się zalogować. Pan nie widzi problemu, on może, ale wyników nie ma. Każą czekać.. (labo do 15).
Zdenerwowana, niecierpliwie sprawdzam wyniki na trzech urządzeniach, nigdzie nie da się zalogować. W końcu się udaje, na jednym.. Nie wiem, co by było, gdybym go nie wzięła.
14:40 Są! Są wyniki i są idealne! Posiewy jałowe całkowicie!
Lecę jak na skrzydłach do położnych, żeby powiedziały lekarzowi. Każą iść do dyżurki. Tam nikogo nie ma..
Okazuje się, że jest zmiana i mają odprawę. Muszę czekać.
W końcu przychodzi lekarz, mówię, co i jak, a on mi na to "ale my Pani nie zrobimy dzisiaj zabiegu. Mamy inne zaplanowane zlecenia, a Pani tam nie ma."
Mówię, że miałam obiecane już od piątku, że jeśli będą wyniki, mam mieć założony pessar i wypis do domu. Mają porozmawiać z kierownikiem dyżuru.
Chwała Bogu, że kierownikiem dyżuru był lekarz, który był przy porannym obchodzie. Potwierdza, że miałam obiecane. Zapraszają na zabieg.
USG - szyjka ma 19mm, a od ujścia 15mm.
Zabieg trwa 5 minut. Sugerują, zeby zostać na obserwacji do rana. Nie chcę. Mam już dość, nie tak miało być. Informują o tym, że pessar nie daje 100% pewności, że trzeba to kontrolować i muszę mieć jeszcze w tym tygodniu wizytę.
Ostatecznie mówią "skoro ma Pani takie życzenie to zgodnie z obietnicą Panią wypiszemy, ale niech Pani poczeka 2-3h na obserwacji, żebyśmy mieli pewność, że się Pani dobrze czuje". Okej.
18:10 - dostaje wypis do ręki!
19:30 - dom ❤️
A teraz.. Zjadłam pizzę z mężem, pijemy wino 0% i wspólnie cieszymy się kopniaczkami małej Zuzi 😍.
Teraz jest mi dobrze!
Może jestem histeryczką, może przesadzam, ale uwierzcie mi, kto nie miał styczności, że 11 dni w zamkniętej sali, bez możliwości spaceru, odwiedzin, bez telewizora, kiedy ostatni raz byliście w takim miejscu 7 lat temu, w stanie zdrowia dla Was zupełnie niezrozumiałym, nowym to powoduje to stany depresyjne. Jestem rodzinna, emocjonalna, czuję się bezpiecznie tylko w otoczeniu bliskich mi osób i rzeczy.
Na szczęście już wszystko wróciło do normy ❤️
Teraz trzymajcie kciuki, żeby pessar wystarczył 🍀
25 dc
- estradiol 30 pg
- prog. 0,30 ng
Jeszcze 5 dni temu prog. był 11 ng ;(
@ przybywaj... 😪
Porażka 😪😪😪
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2021, 01:14
Punkcja 😊😊😊 i o co tyle szumu i strachu??? Pospałam sobie, żyje itd 😊
No ale konkretniej, pobrali mi 18 cumulusow, więc myślę, że to dobry wynik. Mają zapladniac wszystkie dojrzałe. Jutro między 9 a 12 mam czekać na telefon od embriologa ile się zapłodnilo.
A jeszxze jedno.. Transfer mam odroczony z uwagi na wyniki.. Teraz z utęsknieniem będę czekać na okres 😊😊😊
Kilka refleksji o tym, co zmieniło się od poronienia.
1. Nie boję się rzeczy, których bałam się wcześniej. Kontakty międzyludzkie (jestem nieuleczalną introwertyczką)? Może mnie nużą, ale nie przyśpieszają bicia serca. Kłucie igłami? Noł problem! Byłam kłuta tyle razy, wliczając w to typowy pakiet badań ciążowych, test obciążenia glukozą i oznaczanie beta hcg aż spadnie do zera, że na zaciskanie mi paska na ramieniu mogę co najmniej skrzywić lekko usta. Chodzi o to, że przy każdej sytuacji stresowej powtarzam sobie, że najgorsze wydarzenie w moim dotychczasowym życiu już przeszłam. Nie ma się więc czego bać. O dziwo, to działa.
2. Trochę zafiskowałam się na punkcie zdrowego trybu życia. W mojej głowie przestawiła się jakaś zastawka, która odblokowała działanie prozdrowotne jako jedną z rzeczy, jakie mogę uczynić, by zminimalizować ryzyko kolejnego poronienia poprzez zadbanie o organizm mój i męża. Nawet jeżeli są to działania mogące niemieć zupełnie żadnego wpływu na nasze zdrowie, jak zamiana papieru toaletowego i podpasek na takie, które są niebielone chlorem (podpaski sprawdzają się tragicznie, a na ekologiczny papier, mam wrażenie, mąż ma ochotę za każdym razem głośno wzdychać, lecz z myślą o mnie się powstrzymuje), to niektóre z nich na pewno nie przysporzą szkody, a zdziałać mogą dużo dla naszego zdrowia. I mam tu na myśli na przykład dietę przeciwzapalną, wykluczenie cukru i alkoholu, wyciskanie samemu soków, pieczenie chleba, wprowadzenie wysiłku fizycznego, odpowiedniego nasłonecznienia i suplementacji. Poniekąd łączy się z tym kolejny punkt, czyli:
3. Diagnostyka i odwiedziny u lekarzy. Śmiałam się wcześniej, że podejście do lekarzy to mam jak chłop średniowieczny; uciekam jak najdalej. Ale prawda była taka, że nic szczególnego mi nie dolegało (a przynajmniej tego byłam pewna), a na lekarzach zawiodłam się kilkukrotnie już na progu dorosłego życia. Wieczny problem ze skierowaniami na badania krwi, bimbanie od dermatologa do dermatologa z problemami trądzikowymi, bo nikt nigdy nie chciał wgłębić się w problem... Moje podejście nieco uległo zmianie, choć wciąż mam tą samą, smutną refleksję: jeżeli nie jest się umierającym, mało który lekarz słucha uważnie o twoich objawach. Chyba, że zapłacisz kilka stówek za wizytę. Wtedy to co innego.
Plany leczniczo-diagnostyczne rysują się w tym memencie w ten sposób:
- co najmniej dwa razy jeszcze odwiedzić stomatologa (wymiana plomby i usunięcie chirurgiczne ósemki),
- oznaczyć poziom glukozy we krwi i ponownie zrobić test glukozowy (zalecenia od diabetologa, który już po poronieniu na podstawie wyników rozpoznał cukrzycę ciążową i zalecił zdiagnozować się przed kolejną ciążą),
- zbadać poziom hormonów w trzecim cyklu miesiączkowym po stracie,
- zrobić pakiet tarczycowy, bo tsh w ciąży zbliżało się nieco w górę,
- przebadać się pod kątem candidy układu pokarmowego ze względu na pasujące objawy i oporną w leczeniu candidę pochwy,
- znaleźć dobrego ginekologa, który dobierze odpowiednie leczenie opornej infekcji, przeanalizuje wymazy, a do tego najlepiej, jakby znał się na endometriozie.
Co się tyczy ostatniego punktu, dopiero kilka dni temu zaświtała mi w głowie myśl o endometriozie. Duży udział ma to, że obecnie moja mama diagnozuje się w tym kierunku, po tym, jak lekarze połączyli pojawianie się u niej odmy płucnej za każdym razem wraz z pierwszym dniem miesiączki. Poczytałam, że może to być dziedziczne, i przeanalizowałam kilka swoich ostatnich cykli. Przed ciążą kilka z nich, pod rząd, było takich, że w pierwszy dzień miesiączki dostawałam objawów przeziębienia i dokuczały mi zatoki. Do tego luźne stolce, ale to zawsze zrzucałam na hormony, bo takie wyjaśnienie przeczytałam w internecie. Później ciąża, przerwa od miesiączkowania, aż w końcu przyszła, cała na czerwono, choć średniointensywna i nie jakoś bardzo bolesna. Ale za to utrzymywała mi się przez dwa dni gorączka, biegunka i wymioty, na tyle intensywne, że byłam wyjęta z życia i nie mogłam nic jeść. Internista leczył to jak jelitówkę, a mi dopiero kilka dni temu przyszło do głowy, by połączyć to z przerostem endometrium. Dlatego chciałabym znaleźć dobrego ginekologa, który nie machnie ręką na wyżej opisane objawy i nie powie, że skoro mam regularne i nie bardzo bolesne miesiączki, to nic mi nie jest, tylko przyjrzy mi się dokładniej. I najlepiej, jakby znał się na opornych przypadkach grzybicy, bo to cholerstwo, choć niby zelżało, daje się we znaki.
W tym celu byłam dzisiaj na pobraniu wymazów do biocenozy pochwy i z kanału szyjki macicy. Położna przyjęła mnie w gabinecie, w którym kiedyś pobierano mi 5 fiolek krwi do typowego pakietu ciążowych badań. Leżałam dziś na fotelu ginekologicznym i patrzyłam na leżankę, na której wtedy pobierano mi krew. Uśmiechnęłam się w głowie do tej mnie z przeszłości, myśląc: "nie wiedziałaś, że się tu spotkamy, prawda? Ja też nie".
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2024, 08:17
Dzisiaj mija pierwszy rok razem!
@misia znam mamę z az i masz rację, miłości temu dziecku nie brakuje i to pomaga podjąć decyzję, ale na razie nie jestem na nią gotowa, chyba poczekam do momentu kiedy na 100% będę pewna, że nie dam rady ich urodzić (czyli zważywszy na mój wiek pewnie za kilka lat)
@abbigal i tu się zgodzę w 100% "nie ma nic gorszego dla dziecka niż tkwienie w nieudanym małżeństwie rodziców", dodatkowo rozstanie za kilka lat byłoby dla młodego trudniejsze.
@czekamynadzidzie często o ivf mają do powiedzenia najwięcej, ci którzy najmniej o nim wiedzą 🤦🏻♀️
@Jeheria niestety nie widzę takiej możliwości, ile zostało Wam zarodków?
To był niesamowity rok i jednocześnie cholernie trudny rok. Macierzyństwo to zdecydowanie masochizm.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 listopada 2021, 09:29
25 dc
11 dpo test z moczu negatywny.
Wkleję sobie tutaj wszystkie dotychczasowe stymulację, bo przestały mi się mieścić w stopce, a będę potrzebowała tych danych na 9.12 do kliniki w Czechach.
1. 16.04.21 Clostylbegyt 2x1 2-6 dc - jajnik prawy LUF 🚫
2. 14.05.21 Clostylbegyt 2x1 2-6 dc - jajnik lewy - CB ❌
3. 17.06.21 Clostylbegyt 2x1 2-6 dc - 2x Ovitrelle - jajnik prawy - LUF 🚫
4. 19.07.21. Lametta 2x1 3-7 dc - 1x Ovitrelle - jajnik lewy - plamienie implantacyjne 8 dpo ❌
5. 14.08.21 Lametta 2x1 3-7 dc - 2x Ovitrelle - jajnik prawy LUF 🚫
6. 29.09.21 Lametta 2x1 4-8 dc - jajnik lewy - endo 8 dpo 4 mm 😞 ❌
7. 22.10.21 Lametta 2x1 3-7 dc - jajnik prawy 2x Gonadopeptyd Daily + 1x Ovitrell ❌ Artvimed
Także odstawiam leki i czekam na @ 🥲
W najbliższym cyklu histeroskopia diagnostyczna z biopsją endometrium w kierunku diagnostyki komórek plazmatycznych i uNK oraz HSG wykonywane pianką w znieczuleniu ogólnym.
W przyszłym tygodniu mąż idzie powtórzyć rozszerzony seminogram i fragmentację DNA. Ciekawe czy zmiana stylu życia i suplementacja coś pomogły.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 listopada 2021, 11:38
12+3
Badania prenatalne wyszły prawidłowo. Serduszko bije, kosc nosowa prawidłowa, przeziernosc karkowa 1,2. Pani genetyk powiedziała, ze nie ma się do czego przyczepić, ale ze względu na wadę genetyczna poprzedniej ciąży to zrobimy jeszcze badania z krwi. Za tydzień wizyta i poznam wyniki. Jestem spokojna, dlatego ze to usg wyszło bardzo dobrze. Maluszek na usg slicznie machał nóżkami i rączkami 😍 dowiedziałam się, ze na 60% będzie chłopiec, ale nie mamy z mężem tak się do tego przywiązywać
najważniejsze żeby dzidziuś był zdrowy
. Jedyne co mnie zmartwiło to to, ze zrobił mi się zrost od przedniej do rynek ściany macicy i nie wiadomo dlaczego, ale najważniejsze, ze nie zagraża on dziecku.
Witam sie w kolejnym cyklu starań !
31.10 dostałam miesiączkę. Tak w sumie to się jej spodziewałam. Plamienia nie ustawały wręcz zaczęły przybierać na sile.
Zaczęli myśleć kolejny cykl. Ten cykl jest takim cyklem strikte straniowym.. choć zapominam o witaminach 🤦 to mam nadzieję że z ♥️ udało się trafić w owu. Hmm a czy już ona była. No ciężko mi określić. Ponieważ od 09.11 czułam dość porządnie jajniki. Nasze starania były od 10.11 dzięki długiemu weekendowi udało się fajnie podziałać. Powiem Wam że akurat to nas do siebie zbliżyło. Znowu pojawiło się pragnienie bliskości i dotyku . Pocałunków i seksu. Myślę że kryzys który był między Nami zażegnaliśmy na dobre 😏😏
22.11 mam wizytę u gin. Pierwszą od sierpnia. Nie chodziłam co miesiąc tak jak było dotychczas. Dałam odpocząć mojej głowie...
A teraz czekamy.. dzis mamy 15.11. 27.11 idziemy na Andrzejki więc myślę że ok 26.11 wykonam test.
Trzymajcie za Nas kciuki !
Życzę udanego tygodnia ! ♥️♥️
Niby wszystko wiem i uznałam, że na luzie ciągniemy starania jeszcze do końca roku, ale w rzeczywistości bardzo się niecierpliwię. Doskwiera mi, że nie mogę nic zrobić z tą nogą. Wczoraj mialam lekki napad lęku, choć myślałam, że to już dawno za mną. Do tego z obserwacji temperatury ładnie wynikało, że była owulacja - był bardzo wyraźny spadek i skok temperatury, a tu nagle zamiast dalej rosnąć, to spadła o całe 0.5 stC 😟
Jak już myślę, że coś wiem i na cos wyczekuję, to za chwilę się okazuje, że tak naprawdę to nie wiem nic.
Jutro wizyta u ortopedy - dzięki Bogu udało się kogoś umówić, bo większość jest na urlopach. Mam nadzieję, że już mnie wyciągną z tego gipsu 🤞🤞🤞
5+4 wg OM
Pierwsza wizyta w drugiej ciąży za mną.
Na ten moment obraz USG prawidłowy i pięknie, niech Maleństwo rośnie 🍀💚.
Miałam iść na wizytę dopiero w 24.03, by się upewnić, że wykształciło się serduszko. Jednak w ubiegły piątek obudziłam się bez objawów i od razu w myślach pojawiły się najgorsze scenariusze. Jak się okazało na wizycie - spanikowałam niepotrzebnie. Fasolka jest i się rozwija, lekarz chce mnie zobaczyć 31.03.2022. Jak wytrzymam do tego czasu - nie wiem 😅.
Na dziś poważnych objawów brak - mam tu na myśli mdłości i wymioty. Ból piersi się pojawia, kiedy chce. Pocenie w nocy jest do zniesienia a zaparcia... Cóż. Mam nadzieję, że miną jak zacznę jeść jabłka 😂.
Codziennie proszę Matkę Bożą o zdrowie dla Malucha 💚, modlitwa mnie uspokaja. Po poronieniu można ześwirować 😵. Dla męża wszystko będzie w porządku i dobrze, i nie mam się czym martwić. Szybko "prostuje" moje czarne myśli 😅.
Wczoraj były imieniny Józefa 😇.
Myślę, że nasz mały aniołek nad nami czuwa 👼😊.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2022, 12:51
37w6d
Do porodu 7 dni.
Prawdopodobnie za równy tydzień będziesz już z Nami 🥹 Nie mogę uwierzyć 🩷
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.