Maart Moja historia . 30 grudnia 2021, 11:55

Koniec roku zakończony wymazem na covid i L4, na szczęście wynik negatywny. Po nowym roku można ruszać z nową mocą, densytometria kości decydująca o stanie kości i możliwości rozpoczęcia starań już 10 stycznia . Albo to będzie w końcu przełomowy dzień od półtora roku, pierwszy naprawdę szczęśliwy ( choć wizyta z wynikiem 17-stego, wtedy zapadnie decyzja) ALBO kolejna dobijająca informacja a takich nie brakowało w 2021r.. obyś był lepszy 2022r, tym razem żadnych postanowień, w zeszłym roku wszystkie legły w gruzach. 😩❤️

Mija półtora miesiąca od ostatniego czasu. Odkąd wskoczyłam na drugi trymestr ten czas jakby szybciej leciał.
Trochę się działo przez ten okres.
Jesteśmy po kolejnym covidzie, po prenatalnych.
Covid przeszłam naprawdę łagodnie. Może 2-3 dni były trudniejsze, ale to nie było ważne. Ważne było czy moje maleńkie dziecko da sobie radę. Osłabienie organizmu przez covida plus przez sterydy. Psychicznie byłam zmiażdżona. Zakup detektora w tamtym momencie był najlepszą rzeczą zakupioną w moim życiu. Usłyszeliśmy pięknie tętno. Mój mąż też po raz pierwszy usłyszał też swoje dziecko.
3 dni po skończonej izolacji przyszedł czas na prenatalne.
03.03.
Ahhhh, mój mały złośnik :) Jak tylko pan doktor mocniej dociskał brzuch to ludzik od razu wymachiwał rączkami i uderzał główka z tzw. bańki :D Bardzo długo lekarz badal przezierność karkową, chyba z 20-30 minut. Stres we mnie narastał.
W rezultacie wynik to 2,4.
Jednak powiedział, że dopiero będziemy więcej wiedzieć jak wrzuci pomiary do komputera i komputer je przemieli. Na szczęście ryzyko wyszło bardzo niskie i nie zalecił dalszej diagnostyki.
I co najważniejsze, mój mąż mógł wejść i zobaczyć dziecko i posłuchać jego serduszka. Piękny moment :)
Zabawne było, że taki mały ludzik, a jest taki ruchliwy :) Lekarz zasugerował dziewczynkę, ale z dużym dystansem.
21.03.
Wczoraj w końcu byłam u mojego lekarza prowadzącego. Miałam strasznego stresa przed tą wizytą. Chyba dlatego, że ostatnio ciężko było mi uchwycić tętno na detektorze i bałam się, że coś może się dziać.
Mój lekarz jest bardzo zadowolony z wyników. Cały czas powtarza, że to naprawdę książkowa ciąża i rzadko się zdarza ciąża z takimi wynikami. Mam nadzieję, że już tak zostanie do samego końca..
Oczywiście trochę też zasiał ziarno niepokoju, bo mówił właśnie o tej przezierności, że jest przy górnej granicy normy i niby się w niej mieścimy, ale...
Później zaczął prostować, że przy takich dobrych wynikach i patrząc na USG nie było obrzęku, to stwierdził, że na bank jest ok. Ale ziarno zasiał...heh.
A co do USG. Ledwo mnie zaczął badać i od razu powiedział, że widać płeć i czy lekarz na prenatalnych coś sugerował? Powiedziałam, że sugerował delikatnie dziewczynkę. No, on też widzi dziewczynkę i mi pokazał dupsko 😅 i nic tak nie było pomiędzy.
Na prenatalnych byłam zaskoczona, bo przecież na bank czułam chłopca, a wczoraj...po prostu mnie to rozczuliło, że mam małą pannicę pod sercem :)
Mała mierzy 10 cm i 150 g. Serce pięknie bije, żyły tętnicze też ok.
Teraz czas umawiać się na połówkę, wtedy będę w połowie mojej wyczekanej, upragnionej ciąży ❤️
Kiedy po przyjściu pokazałam mężowi zdjęcie i mu powiedziałam, że będzie babskim królem, ( ja, nasza sunia i teraz nasza dziewczynka) wziął to zdjęcie, popatrzył i powiedział: Tatuś bardzo Cię kocha, i ucałował fotki 😭❤️
Rośnij nasza nasza mała księżniczko. Jesteś taka duża, silna.
Tyle lat na Ciebie czekaliśmy, jesteś naszym ogromnym darem od losu.
Kochamy Cię ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2022, 10:52

Niedziela Cykl po ciąży biochemicznej.

Jestem po cb, dokładnie 11dc. Okres trwał tyle samo, ale pierwsze dni zdecydowanie bardziej obfite. I teraz też info do zapamiętania... Bóle miesiączkowe to niekoniecznie objaw zdrowo rozwijającej się ciąży i procesu implantacji! Tak. Miałam takie... One istnieją, myslalam że beta odbila..ale w moim przypadku ona spadła.
Czy się pozbieraliśmy? Nie. Nie ma nic gorszego jak po 5 latach walki, wydania kupę szmalu, coś dostajesz...po czym jednak los się rozmyśla i zabiera mówiąc " ha ha, żartowałem". Robimy wstępne plany co dalej, ale nie będę tu tego pisać. Jesteśmy bardzo rozgoryczeni. Pewne jest jedno doszczepienie w Łodzi, we wrześniu. Z tego co wiem to ciąża biochem podwyższa allo samo z siebie chyba??? Moje po szczepieniach było 25% , widocznie mimo wszystko za mało.

To co jest dalej pewne to urlop. Wylatujemy z początkiem września. Musimy zostawić Polskę. Choć na chwilę. Po powrocie mąż wylatuje na kilka delegacji. Dalszych planów nie robimy. Nie ma sensu.

Jaki był 2021 rok? Zakręcony.
Oświadczyny💍, ślub 💒, mnóstwo biegania po górach ⛰️ i niezłe lokaty. Zaszłam w ciążę! 🥳 I poroniłam... 😔

Podsumowując wiele szczęścia mnie spotkało ale też i bólu.

Patrzę z nadzieją na 2022. ❤

Dziewczyny!
Życzę Wam tego, czego same sobie życzycie. 🥰

Nieciążowa W nadziei o lepsze jutro... 14 października 2022, 06:46

20dc i 0dpt
To dziś! ❤️
Moja kochana ❄️ przyjedziemy dzis z Tata po Ciebie.. proszę, zostań z Nami juz na zawsze ❤️

Oststni dzien roku o moj 20 DC pojawil sie bardzo dziwny różowy śluz czy co to moglo być. Pojęcia nie mam nigdy tak nie miałam. To chyba stres...

Szczęśliwego i owocnego nowego roku kochane 😘😘😘

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 28 grudnia 2021, 21:19

33 DC
Wieczór z bólem brzucha i plamieniem, jutro będzie 1 Dc, więc okres tym razem jak na złość nie chciał się spóźnić. W czwartek będę miała pierwszy wlew z accofilu, w piątek (o ile się uda bo to sylwester) pierwszy wlew z intralipidu. Od czwartku sildenafil 4 x 1/2 dopochwowo, estrofem doustnie. Co jest innego przy tym transferze:
- jestem po histeroskopii w czerwcu (wycięty polip)
- biorę ponad pół roku leki nainsulinoopornosc (2 x 850)
- jestem po przeleczeniu ewentualnego stanu zapalnego endometrium
- będę miała 2 wlewy z accofilu zamiast jednego
- 2 x intralipid zamiast jednego wlewu (dzień przed FET i ok 2-3 dni po)
- mam większą dawkę encortonu (10 mg)
- zastrzyki z heparyny mam zacząć brać pięć dni przed FET
- mam mieć zastrzyki z papaveryny lub buscopan (na ewentualne skurcze macicy)
- tym razem nie będę brała monokoncentratu z ananasa
- do końca października miałam wyleczone wszystkie zęby
- TSH sprawdzone dzien przed transferem: 0,57 mIU/ml 💪
Chyba tyle zmian 😊 Teraz niech enopodusia ładnie rośnie. 🍍🍍🍍





Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2022, 11:55

Nie jest lepiej, jest gorzej. Nie potrafimy się dogadać. Jestem wrakiem człowieka, potrzebuję wsparcia od osoby która miała być mi najbliższa. I tego wsparcia nie otrzymuję, gorzej dostaję tylko pretensje i zwracanie uwagi, że wszystko robię źle. Mam już tego dosyć. Jedyne wyjście jakie widzę to rozwód. Tylko czemu nie potrafię się na niego zdecydować? Jak byłam w ciąży z Martynka to w chwilach złości mówiłam sobie, że jeśli stracę tę ciążę to odejdę. Może taki właśnie jest sens i cel tej straty? Tylko dlaczego nie potrafię odejść? Już nie wiem co robić. Wiem, że tak się nie da żyć. Miał być pamiętnik o staraniach a jest o problemach małżeńskich. Siedzę w samochodzie i ryczę. Ostatnio nic nie robię tylko ryczę. M właśnie napisał mi smsa: wiesz że nienawidzę płaczu, a dziś z Dawidem dajecie na zmianę, nie daje rady. Tylko, że on nigdy nie daje rady. Jeszcze nigdy moje łzy nie zostały przez niego ukojone. Zawsze tllylko słyszę że przesadzam i wymyślam i że on nienawidzi łez. Ja też nienawidzę jak przeklina, ale jak jest zdenerwowany to nic nie mówię. Czemu on nie pozwala mi płakać jeśli ja właśnie tego potrzebuję i dobrze o tym wie? Jeszcze mi powiedział że on się dziś Dawidem zajmował cały dzień bo ja "cierpiałam na depresję". Ja pierdole takie życie z nim, nie mogę mieć gorszego dnia, nie mogę na nikogo burknac, wszystko co zrobię lub powiem to źle. Ehh, mam tego wszystkiego dość!!! Jest tragicznie, nigdy jeszcze nie czułam się tak źle

27dc, 9dpt...
Mamy Nowy Rok... chciałabym zeby dla każdej z nas był on lepszy niż ten który właśnie pożegnaliśmy...

Ja wchodzę w ten rok z dużą nadzieją... nadzieja ze będzie to rok, w którym będzie mi dane urodzić żywe dziecko... córeczko, spraw żeby tak było... będzie cholernie ciężko, ale bądź ze mną w trudnych chwilach, czuwaj nad bratem lub siostra....

Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏

Dawno nic nie pisalam.
Coreczka ma juz 9.5 msc. Jest radosna, żwawa. Wszedzie pelzalaby.
Probuje raczkowac. Raz usiadla. Lecz tak niesfornie ze nie wiedziala co dalej zrobic 🤭.
Drzemki 3 w ciągu dnia ma ale po 30 min.
Ladnie przesypia noce od kiedy skonczyla 2.5msc...
Wiec karmienie ostatnie ma ok 23 a potem ok 5 jesli tatus krzata sie przed praca a w wolne jego dni spi nawet do ok 6.30.

Dzisiaj dostalam okres. A pisze o tym bo zapisalam sie juz na następny cykl do mojej dr z transferem.

Tak wracamy po rodzenstwo.
Mam nadzieje ze uda sie.
Zadzwonilam do kliniki z zapytaniem ile wczesniej najlepiej zadzwonic i zapisac sie... to powiedziala pani w recepcji ze lepiej nawet z 2tyg wczesniej. A jak wiem kiedy dostane nasteona miesiaczke to i moge teraz zapisac sie.
I tak zrobilam. Weszlam na kalendarzyk w komorce i sprawdzilam.
Biore duphaston. Takze wrocilo do normy.
A do normy mam na mysli , ze po szczepionce na covid przy 2 podejsciu- bylam przed okresem . Reakcje alergiczna mialam . A okres przy duphastonie mialam 8 dni pozniej ! 🤯
Takze wczoraj przed 18 plamic zaczelam. I idealnie 30dniowy cykl jak zwykle bywa przy tabletkach 😁.
Oby jak na zlosc nie przesunelo mi sie w przyszlym cyklu.
Takze wizyte mam 31 stycznia. Jesli 30dniowy cykl ten bedzie to 3dc bede miala wizyte z rana. 🤭

Bardzo mnie to nakreca i ekscytuje sie... choc wiem ze moze nie udac sie.
Ale jesli bedzie nam dane, będziemy mieli szanse zostac ponownie rodzicami.
Jesli nie, to bedziemy szczesliwi ze mamy nasza kruszynke 🥰


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2021, 13:01

11dpt, 4tc +0

6dpt - 39.4
8dpt - 115
11dpt - 550

To się naprawdę dzieje... ja naprawdę jestem w ciąży... 🤯

Chyba mogę w końcu zamiast zamiast dpt liczyć tc... córeczko, sprawdź żeby ta ciąża trwała jak najdłużej 🙏🙏🙏

Nie mogłam sobie darować... .musiałam ustawić suwaczek, może tak prędzej sama uwierzę :P
Mam ambitny plan cieszyć się ta ciąża, córeczko, zabierz ode mnie te wszystkie źle myśli... daj mi siłę dla tego maleństwa... 🙏🙏🙏

Błagam, niech ten cud trwa...

Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2022, 22:12

19 dc
Badanie progesteronu 3 dpo 9,30 wynik
Lot na urlop

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 7 stycznia 2022, 10:06

10 DC
Dzisiaj na wizycie endo 9 mm. Miałam jeszcze dzisiaj wlew z accofilu, od jutra wchodzi progesteron i transfer w czwartek 13.01.2022 r. ✊🍀🍍🍍

14dpt 4tc+3
Psychiatra pilnie potrzebny :D znowu śnił mi się mały chłopiec...
Czy to byłeś Ty?
Siła sugestii jest duża :D na objawy ciąży jest zdecydowanie za wcześnie, ale wieczorami to mogłabym tylko spać i jeść...

Jo!Zio Starania w walce z nadciśnieniem 10 stycznia 2022, 15:53

Mam wyniki: progesteron 31,74 nmol/l przy normach fazy lutealnej 5,3- 86,0
Kolejne badania będę robiła w 3 dc, chyba, że ten trwający będzie tym pozytywnym

Karolaa Odkopuję wspomnienia. 👼🏻 28 listopada 2021, 15:18

Zaraz po operacji podeszła do mnie lekarka i zasugerowała, żebym może dała już sobie spokój z odciąganiem mleka. Chyba widziała, że powoli staję się wrakiem człowieka a mimo tego, że się staram pokarmu mam już coraz mniej. Nie raz w domu zdarzyło mi się płakać, siedząc podłączona do laktatora przez 40 minut a mleka na koniec łącznie było może z 15 ml... Chociaż wtedy już, za radą mojej położnej, nie wstawałam do niego w nocy. Mówiła, że muszę się wysypiać. I tak też zrobiłam. Mimo tego, że mało wtedy myślałam o sobie. Byłam w trakcie połogu, po cesarskim cięciu, do tego doświadczałam codziennie olbrzymiego stresu, nieregularne posiłki, codzienne jeżdżenie do szpitala, sesje z laktatorem i warto znowu powtórzyć, stres. Moje życie wtedy to był jeden wielki STRES. Rodzina ciągle powtarzała mi jaka jestem silna, że oni nie dali by rady tak funkcjonować. Ale tylko ja czułam, że lada moment mogę się rozpaść. Nie wiedziałam ile jeszcze jestem w stanie znieść.
Wydawało się, że Maja po tej operacji czuje się całkiem dobrze. Jednak pani doktor uświadomiła mi, że nie do końca tak jest. Dalej nie mogła się wypróżnić. Mimo tego, że operacja się udała nadal coś było nie tak. Do widoku stomii już się przyzwyczaiłam, ale widok tego jak lekarze wkładają jej rurkę w jelito próbując je przepchnąć sprawiał, że kręciło mi się w głowie. Na drugi dzień dostałam wiadomość, że jest dobrze, to znaczy, że zrobiła kupkę. Cieszyły mnie rzeczy, które dla innych mam były raczej oczywiste. Mogłyśmy znowu się kangurować. Cieszyłam się, że znowu mogę wziąć ją na ręce i przytulić. Mąż dalej nie mógł wchodzić na oddział, ale za każdym razem dzwoniłam do niego na wideorozmowie żeby mógł na nas popatrzeć i pomówić do małej. On miałby możliwość przychodzenia do niej, ale jednocześnie wykluczyłoby to moje odwiedziny. Wiedział, że ja bez nich nie dam sobie rady, więc nawet nie zaczynał tematu i byłam mu za to bardzo wdzięczna. Maja dała mi wtedy jeden najpiękniejszy dzień. Ciągle się do mnie uśmiechała, robiła minki, tak jakby rozumiała co do niej mówię. Dzięki temu mam kilka cudownych ujęć i filmik, który jest najpiękniejszy na świecie. Kiedy mówię do niej: no pouśmiechaj się jeszcze trochę do mamy a ona po tych słowach uśmiecha się do mnie tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Nie wiem, może była to jakaś forma pożegnania, tak jak teraz o tym myślę. Czułam ogromną miłość, wdzięczność i nadzieję. Przecież dzisiaj wszystko jest dobrze. Ale wczoraj było źle. Co będzie jutro? Zastanawiałam się nad tym widząc jak przez sonde pielęgniarka odciąga jej kilka strzykawek mocno zielonej wydzieliny.

https://ibb.co/j9Y2L02 👼🏻


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2022, 07:57

Kilka lat, od kiedy jestem na tym forum zbierałam się do tego pamiętnika. Nie lubię się uzewnętrzniać ale chyba dochodzę do ściany. Nie mam z kim porozmawiać, czuję się zagubiona i przytłoczona. Moja historia jest taka że zawsze myślałam, że jestem okazem zdrowia. Może byłam ale życie poukładało mi się tak, że nie miałam z kim ani jak mieć dziecka w czasie gdy może byłoby to łatwiejsze (możliwe?). I z tego powodu mam w sobie dużo goryczy teraz, myślę o sobie stara i żałosna.
Moja pierwsza i jedyna póki co ciąża była wynikiem jednej próby - zaszłam w nią dokładnie 23 marca 2019. Radość i szok. No i od razu milion planów, do głowy mi nie przyszło, że coś może być nie tak. A było i się zaraz w 6 tygodniu skończyło. bHCG nie spadło mi do zera przez 2 miesiące, cały maj przeleżałam w szpitalu z podejrzeniem CP a finalnie to do tej pory nie wiem czy to była CP czy "zwykłe" poronienie.
Mam dobrą intuicję co do swojego zdrowia i ciała. Nie grało mi wiele rzeczy. Bolesne do nieprzytomności miesiączki, wahania nastrojów, problemy z cerą prze całe życie, słabe włosy, bardzo niskie bHCG jak na tamten etap ciąży - zaczęłam grzebać. Trafiłam na to forum, do profesor Jerzak (już do niej nie chodzę), masa badań no i bingo - okazem zdrowia nie byłam i nie jestem.
Do starań z wielu życiowych powodów wróciliśmy w 2021, ale mając już plan na pcos, hormony i inne cuda lekarz zdiagnozował mi wodniaka prawego jajowodu. Wcześniej nigdy nikt go nie widział, nie wiem czy był, skąd się wziął, kiedy się pojawił. Lewy niby ok... Najpierw jeden lekarz wysłał mnie od razu na chirurgie, inny żeby probówać, jeszcze inny żeby próbować 3 miesiące,, jeszcze inny totalnie zbagatelizował. Dla mnie totalnie zagubienie i chaos, co mam robić.
Koleżanka poleciła mi swoją Dr, dzięki której ma synka i od sierpnia przynajmniej mam u niej jakiś plan. "Polowałyśmy" na owulację z lewego jajnika, gdzie teoretycznie jajowód jest ok. Nie wiem czy jest drożny, ale na USG nie wygląda jak ten balon po prawej stronie. Od razu jednocześnie zapisała mnie na laparoskopie w listopadzie, dając tym samym kilka prób na ciąże bez usuwania tego prawego jajowodu. W międzyczasie miałam zapisać się do dr Paśnika, trzymać dietę (wiadomo), przyjmować suplementy (wiadomo), merformina, Dostinex, Letrox itd.
Do Paśnika się zapisałam - na 15/03 ... bez komentarza. Od Jerzak ma w razie czego przepisany Prograf, ale totalnie nie ogarniam immunologii. Muszę powtórzyć to badanie cytokin.
Piękną owulację z lewego jajnika miałam w tym miesiącu. Nie wiem dlaczego tak się nakręciłam, że się jednak uda, przy tym chorym jajowodzie po prawej stronie.... ale sie nakręciłam. Wczoraj (11 DPO) zrobiłam beta HCG i cios - ZERO. Kolejne rozczarowanie. Wiedziałam że tak prawdopodobnie zareaguję, że jednak będzie mi przykro ale nie spodziewałam się, że tak się posypię. Płacz, frytki i piwo, żeby to zajeść i zapić i klasycznie autodestrukcja okropnych myśli.
Nie mogę się dziś pozbierać. Dieta, immunolog, sport, te leki, te suplementy, laparoskopia w listopadzie, badania do zrobienia, praca, w której nie mogę się skupić i która jest dodatkowo dość stresująca. Kolejna nieudana próba. Pewnie spadające AMH (nie chce nawet tego badać). 37 lat.
Mam dziś ochotę zakopać się pod kołdrą, schować przed światem, olać to wszystko i nie wiem, nie wiem co dalej. Nie wiem czy to ja taka jestem że brakuje mi determinacji.. może dla wszystkich to jest trudne, bo to jest taka ciągła walka ze sobą.
Muszę sobie to wszystko jakoś poukładać, może jednak jakoś teraz jeszcze bardziej zadbać o siebie.
Może rzeczywiście to usunięcie tego jajowodu pomoże.
Oby.

Saszka Wszystko się może przytrafić 19 kwietnia 2022, 12:35

Jesteśmy po kolejnych badaniach, po raz pierwszy mamy WSZYSTKO W NORMIE! Duży sukces. Spadł jedynie ruch, być może jest to spowodowane tym, że mój mąż miał w ostatnich miesiącach sporo pracy siedzącej. Idą wakacje, liczę na to, że teraz na wiosnę i lato, kiedy będą nowalijki, świeże owoce, warzywa i dużo ruchu na świeżym powietrzu - znów wszystko podbije do góry! Marzę o tym :)
Ważne, że ilość idzie do góry i morfo całkiem niezła jak na 5 dni abstynencji. I ta nieszczęsna koncentracja - pierwszy raz w normie... Kolejne badanie w lipcu - minie równy rok od pierwszego, tego najgorszego badania, od którego zawalił nam się chwilowo świat. Patrzę wstecz i widzę jaką drogę przeszliśmy, jak dużo wypracowaliśmy - ciśniemy dalej.

Przed świętami miałam cięższy czas, dopadła mnie beznadzieja i poczucie ogromnej niesprawiedliwości. Dzień przed badaniami widziałam faceta, który prowadził wózek z małym dzieckiem i szedł popijając browara (!). Widziałam też kobietę z dużą nadwagą, palącą fajkę - szła sobie z dwiema małymi córkami. Poźniej wchodzę do sklepu, a tam babka z noworodkiem w wózku, kupuje papierosy. Trafiło mnie. Dzień przed badaniami trzymałam się dzielnie, ale w piątek jak wróciliśmy do domu i zobaczyliśmy, że wyniki są dobre, to coś we mnie pękło - chyba te nerwy kumulowane przez ostatni tydzień i musiałam się wypłakać mężowi w rękaw. Pomogło. Wiem, że dla niego mój płacz był bardzo trudny, bo on się obwinia za tą całą sytuację, ale wytłumaczyłam mu, że to wszystko co się dzieje jest naszym wspólnym problemem, który pokonamy razem, ja po prostu mam żal do losu i poczucie ogromnej niesprawiedliwości, a moje emocje nie są skierowane do niego.

Wiem, że byłby świetnym tatą, myślę, że będzie lepszym ojcem, niż ja matką. I mam czasem takie dni, że jestem zła na cały świat, że taki człowiek jak on dałby tak dużo miłości i uwagi swojemu dziecku, a nie może. To chore.

Teraz na Wielkanoc naszło mnie wiele refleksji, że kończy się czas Wielkiej Nocy, a zaczyna Wielki Dzień. Kończy się ciemność, a zaczyna jasność. Budzi się nowe życie. Idzie nadzieja na lepsze jutro. Zastanawiałam się, ile jeszcze świąt czeka nas w oczekiwaniu... Ile miesięcy, a może lat? Niepewność i czekanie. Czy chcę, żeby tak wyglądało moje życie? Nie! Doszłam do wniosku, że trzeba żyć, bo minionych dni nikt mi nie odda, a życie jest tak pełne wszystkiego i jest w nim tyle zdarzeń jeszcze niezbadanych, będzie dobrze!!
Kilka dni przed świętami kupiłam coś dla mojego męża, w sumie dla nas - coś bardzo symbolicznego. Nie są to buciki, ani nic z tych rzeczy, ale jest to rzecz, która zawiera w sobie pewną symbolikę. Można by ją odnieść do różnych kwestii, w naszym przypadku do tego, że może kiedyś zostaniemy rodzicami. Schowałam tę rzecz i niech czeka, może kiedyś przyjdzie ten dzień, że dam ją mojemu mężowi - w końcu "wszystko się może zdarzyć"...

Nasz mały cud waży dzisiaj 235g - na ten moment rośnie prawidłowo ❤ jest już większy na tym etapie od J i G także to jest ogromny plus... no ale niestety przepływy w tętnicach macicznych są w górnej granicy normy - czyt. są złe 😭 tal bardzo wierzyłam,że tym razem będzie inaczej, że może jak jest chłopiec to w końcu przepływy będą dobre...niestety :( lekarka,która robiła mi dzisiaj badanie powiedziała,że póki mały rośnie prawidłowo to jakoś bardzo by się tymi przepływami nie przejmowała, prof.B powiedziała,że jest pozytywnej myśli i,że na chwilę nowy rok a ten jest podobno pod znakiem tygrysa wodnistego i będziemy miały małego wojownika, tak bardzo chcę w to wierzyć! Nie mogę zwątpić choć tak strasznie ciężko mi uwierzyć w to,że damy radę :( za wiele złego mnie w życiu spotkało,abym potrafiła zawierzyć na 100%, gdy widzę takie wyniki :( wyczytałam, że.na poprawę przepływów dobry jest sok z aronii, więc od dzisiaj będę piła po pół szklanki, podobno magnez z wit.B też się bierze, więc biorę... Bartusiu Skarbie nasz Najdroższy mamusia będzie o Ciebie walczyła z całych sił, a Ty syneczku bądź dzielny! Twoje siostrzyczki napewno nad nami czuwają! 😇😇😇
Kolejna wizyta w Warszawie 11.01 i wtedy będzie "wyrok", bo zobaczymy czy waga stoi w miejscu czy mimo złych przepływów łożysko daje radę.. Panie,daj mi siły,bo upadam i nie mam siły wstać..za ciężki dajesz mi krzyż...

Po wczorajszej punkcji wyjęli ze mnie 6 komórek, z czego 5 było dobrych. Dziś rano otrzymałam telefon, że 3 komórki się zapłodniły, pozostałe dwie są obserwowane do jutra. Bardzo się boję. Trochę poczułam ulgę, że jednak coś tam się dzieje, a nie tak jak ostatnio, ale przed nimi jeszcze 4 doby, oby dotrwały całe i zdrowe 🙏

Pani po punkcji mówiła mi, że pamiętała mnie z ostatniej, bo mam bardzo twarde jajniki (cokolwiek to znaczy), że bardzo ciężko się w nie wkłuć, porównała to jakby wbijała igłę w drewno 🙄 i szczerze, wczoraj bardzo odchorowałam tą punkcję, wymiotowałam, było mi niedobrze, przespałam cały dzień. Nie wiem, może dlatego że za szybko coś zjadłam po, ale byłam tak głodna i spragniona, że już nie dałam rady wytrzymać... Po pierwszej punkcji nic takiego mi się nie działo.

Jutro Sylwester i Nowy Rok 🧨
Życzę Nam wszystkim, by przyniósł nam małe cuda, by spełniły się nasze marzenia i pragnienia powiększenia rodziny. By wszystkie cierpienia jakie przeżywamy teraz, zostały nam wynagrodzone dwiema kreskami na teście i widokiem bijącego serduszka na USG ❤️Zawsze wyobrażam to sobie jako taki najbardziej wzruszający moment. Nie wiem czy kiedykolwiek będzie mi to dane, ale czekam. Wciąż czekam 🙏

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)