CZWARTEK
Jak żyć... Jak żyć... Jak żyć...

Jestem chora 🤧🤒😷🥵
Kaszel, katar, suchość w gardle, ledwo mowię...
Antybiotyk poszedł w ruch...
Czemu akurat teraz? Czemu? Czemu? Czemu? 😭😭😭

Transfer stoi pod znakiem zapytania ❓❔❓❔❓❔

Mój koszmar zaczął się 16 czerwca 2015. Wtedy dowiedziałam się, że serduszko mojego Synka nie bije. To była pierwsza ciąża, bezproblemowa, czułam się doskonałe. Pojechałam na zaplanowane USG trzeciego trymestru. 30 tc. I szok. Najgorsze słowa, które usłyszałam w życiu: serduszko nie bije. Najprawdopodobniej jednak Synek zasnął kilka tygodni wcześniej. Ważył jedynie nieco ponad 800 g, 43 cm dlugosci. Hispat wykazał, że narządy wewnętrzne były w stanie zaawansowanej autolizy. Ruchy, które czułam to było raczej przelewanie się ciałka i ruchy jelit. Najpierw niedowierzanie. Niemożliwe. To na pewno pomyłka. Mimo tego jedziemy do domu zapakować torbę do szpitala i udajemy się na ip. Kolejne USG i potwierdzenie. Rozpacz, łzy, szok. Nadal nie wierzę. Kilkukrotnie wzywam lekarza, że czuję ruchy i że to pomyłka. Po 2 kolejnych USG dochodzi do mnie że to jednak prawda. Morze łez. Następnego dnia poród sn. Synek przyszedł na świat 17 czerwca o godz. 9:15. Niestety nie odważyłam się wziąć Malutkiego na ręce, bardzo tego żałuję. Tylko popatrzyliśmy na Niego. Nie kupiłam mu też ubranka, nie byłam na tyle silna, zrobił to mąż ze swoją siostrą. I tego też żałuję każdego dnia. Co ze mnie za matka! Choć czasami myślę, że dzięki temu łatwiej było mi pogodzić się ze stratą. Albo już czas wytlumil wspomnienia, emocje i odczucia. Sama nie wiem... Pożegnanie Kacperka kolejny koszmar. Kolejne łzy, rozpacz, do tego tłum ludzi. Śmiechy, buziaki na powitanie, żarty. Farsa. Niektórzy totalnie nietaktowni. Jedni przyjechali z 3 małych dzieci. Cała rodzinka ubrana jak na spacer po parku w ciepły letni dzień. Potem "stypa" w domu. Kolejna pomyłka. Rozmowy jak na zwykłym spotkaniu, znów śmiechy, żarty. I ja, latająca pomiędzy kuchnią i gośćmi, robiąca dobrą minę do złej gry. Do tej pory zastanawiam się czemu się na to zgodziłam. Tak to się po prostu potoczyło, chyba nikt do końca nie zdawał sobie sprawy jak się zachować i co zrobić i wyszło jak wyszło.

Kolejne tygodnie, miesiące to ciągle łzy, pytania dlaczego??? I szukanie odpowiedzi na nie. Niestety nie znalazłam tych odpowiedzi. Synek "zdrowy", rodzice przebadani wzdłuż i wszerz i wszystko ok. I poczucie ogromnej niesprawiedliwości. Los jest okrutny i cholernie sobie z nas zadrwił. O tyle dobrze, że w zasadzie nie byliśmy jeszcze przygotowani na pojawienie się Synka, mieliśmy tylko kilka ubranek.

Kolejna ciąża rok później. Niestety znów niepowodzenie, 9 tc, serduszko w ogóle się nie wykształciło. Znów ból, łzy, rozczarowanie, poczucie niesprawiedliwości.

Teraz trochę szczęścia. Trzecia ciąża donoszona! Trochę stresu było, skracająca się szyjka, pod koniec infekcja z kaszlem i wymiotami, psychika - wiadomo, ciągły strach o Maluszka. Ale udało się! Wspaniały Synek, Dawidek ❤️urodzony 7 marca 2019, właśnie chrapie obok mnie 🙂

No i rok 2021... W lipcu dowiaduje się, że jestem w ciąży. Nie planowałam. Że tak powiem, Mąż zdecydowal. Nie pytał, poszedł na żywioł. Najpierw złość na Męża i strach. Nie jesteśmy gotowi, nie mamy odpowiednich warunków mieszkaniowych, Dawid jest za mały żebym sama sobie z nim poradziła przy ciąży leżącej. Pandemia. Nie jestem gotowa zdrowotnie, nie mam żadnych badań, nie zdążyłam się zaszczepić na covid, powrót silnej alergii, we wrześniu miałam rozpocząć odczulanie. Kolejne tygodnie oswajają mnie z sytuacją. Badania wychodzą dobrze, Malutka rozwija się książkowo. Ja czuje się fatalnie, mdłości 24h z czego niezmiernie cieszy się moja lekarz, nie mogę funkcjonować, a tu jednak trzeba, 2-latek nie zna litości. Od czwartego miesiąca ciut lepiej, mdłości ustąpiły, szyjka raz się skraca, raz wydłuża, strach o maleństwo w każdej minucie. Na szczęście dość wcześnie zaczęła dawać o sobie znać. Najpierw delikatne łaskotanie, potem już wyraźne kopniaki. Oczywiście czas pomiędzy aktywnością Malutkiej, to ciągły strach. Czy tylko śpi, czy to już koniec? Zwłaszcza, że nie mogłam już oszczędzać się tak jak w poprzedniej ciąży. Mało odpoczynku, ciągle schylanie się, kucanie, zabawa z Dawidem na podłodze, sprzątanie resztek po każdym posiłku Dawida na kolanach. Nic dobrego dla szyjki. Ale jakoś się trzyma, nie mam zalecenia leżenia. Jest dobrze. Połówkowe robione 2 razy, obydwa wyniki bardzo dobre, tylko za pierwszym razem Dzidzia źle się ułożyła, ja mocno zestresowana i ciężko było sprawdzic serduszko. Druga wizyta 2 tygodnie później pozwoliła już wszystko dokładnie obejrzeć. Wszystko idealnie. Uwierzyłam, że będzie dobrze. Już poprzednia udana ciąża dała mi duże nadzieje że tym razem tez się uda. Wyniki moje idealne, Młoda rozwija się książkowo. Musi być dobrze. Ale nie było... Przyszedł grudzień. Mąż gorzej się czuł, przeziębienie, ale jakieś dziwne. Poszedł do lekarza, skierowanie na covid. Pozytywny. Następnego dnia ja i Dawid na test. Też pozytywny. Czuje się dobrze, nie mam nawet najmniejszego kataru. Malutka daje o sobie znać regularnie. Kilka dni później i mnie dopadają objawy, nic strasznego, wieczorem opadam z sił, w nocy strasznie się pocę. Kolejne dni dochodzi ból całego ciała, nie jakiś mocny, tylko taki dziwny, jakby całe ciało było nadwrażliwe, nawet ubrania mi przeszkadzały i kaszel. Dość uporczywy, bo doszły problemy z nietrzymaniem moczu, ale też nic niepokojącego, żadnych duszności. Saturacja ok. Młoda rusza się jak zwykle. 14 grudnia we wtorek ok. 15-tej przykładam rękę do brzucha i dostaje ostatniego kopniaka. Głaszcze się po brzuchu i mówię do Małej: trzymaj się tam Malutka, damy radę. Czekamy na Ciebie. I to koniec... Więcej już nic nie poczułam....Wieczorem cisza. Ale jeszcze nie panikuję. Brzuch mam już obolały od kaszlu, łożysko jest na przedniej ścianie, Mała pewnie się odwróciła. Noc jednak nieprzespana, czekam... Nad ranem zapisuje się na wizytę następnego dnia, a w zasadzie to już tego samego. Od rana coraz większy niepokój, bo nadal cisza. Nerwy, kłótnie z M. o głupoty. Jeszcze większe nerwy. Mówię mu, że mam złe przeczucia. Oczywiście uspokaja, ale bez przekonania. Jadę na wizytę. W poczekalni wydaje mi się, że czuję jakiś ruch, nie kopniak, ale ruch. Zapala się iskierka nadziei. Lekarka, nie moja prowadząca, mówi że to nie czas na wizytę, nie czas na usg. Ale po sprawdzeniu w karcie ciąży mojej historii wykonuje badanie. Widzę że jest źle, nie musi nic mówić. Ale póki nie usłyszę ta iskierka nadziei dalej się tli, przecież ja się nie znam. Wreszcie padają te straszne słowa: przykro mi, nie widzę czynności serca. Przyjmuję to spokojniej, dzwonie do M., nie płaczę, nawet wracam sama autem do domu 35 km. Nadal miesza się we mnie uczucie rozpaczy i niedowierzania. Nadal czekam na kopniaki, stojąc w korku. Nic się nie dzieje. Dojeżdżam do domu. Pakuję Młodego i wieziemy Go do babci. Pierwszy raz zostanie bez nas na kilka dni. Stresuję się bardziej od niego, zupełnie niepotrzebnie, bo sam pakuje rzeczy do torby i jest bardzo zadowolony, wcale nie płacze i spędza pełne przygód dni z babcią.

W tym czasie ja jadę kolejny raz urodzić Aniołka. Jestem przerażona, boję się bólu, nie wiadomo czy M. będzie mógł z nami być. A jednocześnie nadal mam nadzieję że to pomyłka, urodzę, a Ona zacznie płakać, będzie żyła. Niestety, cuda się nie zdarzają. Wpuścili Męża. Rodzę. 16 grudnia 2021 o godz. 14:14 rodzi się Martynka. Cisza. Zamiast łez szczęścia są łzy rozpaczy i bólu nie do opisania. Czemu??? Czemu znowu to się stało???? Czym ta kruszynka zawiniła? Patrzę na nią, jest śliczna. Waży 785 g, 39 cm długości. Usypiają mnie do zabiegu. Po przebudzeniu koszmar trwa. Tracę dużo krwi, usypiają mnie po raz drugi. W sumie nie wiem czemu. Nadal mocno krwawię. Kładą mi Malutką na piersi. Jest taka drobna, ale poza tym niczym nie różni się od noworodka, jest cieplutka, jedno oczko ma lekko otwarte. Patrzy nim na swojego Tatę. Łzy lecą ciurkiem, położna płacze razem z nami. Przytulam ją, głaszcze po policzku i ramionku. I nadal czekam na cud. Czekam aż zacznie się wiercić i krzyczeć. Przez kolejne godziny nic się nie dzieje. Cudów nie ma. Położne zakładają Martynce śliczną dziergana czapeczkę. A nam wręczają woreczek z dzierganym motylkiem i kwiatkiem i karteczka z wierszykiem. Jedyna pamiatka po naszej kochanej Córeczce. Ta pamiątka jest ze mną przez cały pobyt w szpitalu. Glaskam woreczek i czuję jakbym głaskała Martynke, ale jej już nie ma... Została sama... Taka malutka i bezbronna, śliczna. I znów pytanie. Czemu??? Słowa że Bóg tak chciał nie przekonują mnie. Boga nie ma. Gdyby był i był tak dobry jak go opisują nie zadawał by nam tyle bólu. Bo to gorszy ból niż najgorsze tortury fizyczne. Nie do opisania, tylko Mamy, które też przez to przeszły, wiedzą jak to jest. Nie jestem idealna, mój mąż tym bardziej (zwłaszcza dziś, kiedy to mamy mega kryzys), ale kochamy naszą Córeczkę nade wszystko. Nie bylibyśmy idealnymi rodzicami, ale byłaby kochana i wypieszczona, jak Dawidek, miłości starczyłoby dla wszystkich. Czemu kobiety, które piją, palą w ciąży, nie dbają o siebie i dziecko rodzą zdrowe dzieci? Czemu kobiety które nie chcą swoich dzieci rodzą je, żeby je oddać lub zostawić na śmietniku na pastwę losu? Czemu kobiety które nie kochają swoich dzieci rodzą je, żeby się potem nad nimi znęcać i sprawiać im ból, czasem nawet doprowadzając do ich śmierci po tygodniach czy miesiącach cierpienia? Nigdy tego nie zrozumiem!!! Życie jest tak cholernie niesprawiedliwe!!! A los cholernie ślepy!!! Czemu trafia w kobiety, rodziny które chcą, kochają i dbają od samego początku??? Które dałyby temu dziecku miłość i ciepło?


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia 2022, 22:55

9+6

B62-C9-DDD-BB77-4-FC6-98-B6-317-BDBBE765-E.jpg

Okruszek ma 3,1 cm 💜
Mam ustalone USG prenatalne na 8.02 💜
Jednak nie będziemy zakładać szwu ratunkowego, bo szyjka jest długa - 4,5 cm.
Lekarz powiedział, że gdyby skróciła się już na tym etapie, to robilibyśmy szew, natomiast w okolicy 24 tc będziemy robic wizyty co tydzień i przyatakujemy pessarem w razie konieczności 🙏🏻 W każdym razie od 24 tc mam nakaz leżenia, żeby wytrzymać jak najdłużej bez pessaru 😮‍💨
Jutro o 14 mamy wizytę pielęgniarki w celu pobrania krwi na Nifty pro 🙏🏻

Sandra02 Mam dość.. 11 stycznia 2022, 17:08

Progesteron 8.50 ng/ml :(
Dziś 24 dc.
Czekam na wiadomość od lekarza.
EDIT:
Lekarz napisał,że jeśli za dwa tygodnie nie pojawi się miesiączka mam zrobić test.
Nie bardzo mam siłę na tak długą nieobecność, więc wcisnął mnie na jutro na wizytę, będzie to 25 DC. Wolę od razu wiedzieć aby nie robić sobie nadziei przez dwa tygodnie.
W dodatku przed chwilą w poradzie dnia przeczytałam aby nie ufać podwyższonej temperaturze jak się bierze progesteron,bo ten może zawyżać temperaturę..
Do gina dojeżdżam do innego miasta,czeka mnie podróż autobusem, bo maz w delegacji. Najgorzej,że jestem właśnie na nocnym dyżurze.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2022, 00:17

WTOREK
Nowy Rok jak zwykle pod górkę :/ czemu mnie to już nie dziwi... Najpierw trzeba było na cito usuwac guzka z piersi... Tak poszłam do onkologa i to on zadecydował, że po tych stymulacjach ten guzek nie wygląda źle, ale cholera wie co z nim się stanie po ciąży czy po kolejnych stymulacjach hormonalnych... Na szczęście sie udalo, jestem juz po zabiegu, już się ladnie goję :) potem złapała mnie jakaś infekcja i znowu antybiotyk i heja. Czuje sie troche pozbawiona energii, zmęczona. No co tu dużo ukrywać, jestem jeszcze chora, a transfer za pasem :/

A psychicznie u mnie oczywiście rolercoster emocjonalny! Normalnie jazda bez trzymanki!
W jednej chwili jestem szczęśliwa, w drugiej mam depresję. Ostatnie dni depresja w zdecydowanej części przeważa. Stwierdziłam, że jednak idę do psychologa. Sama sobie nie poradzę, szczególnie wtedy gdy transfer okaże się totalną klapą... A ten... nadchodzi wielkimi krokami!!!
W czwartek podgląd i w przyszlym tygodniu nadejdzie dzień X...
Boję się jak cholera... Strach mnie tak paraliżuje, ze nie potrafię się cieszyć z tego, że tym razem mam wreszcie jakiekolwiek szanse na pozytywne zakończenie!
Marzę... żeby historia się już wreszcie zakończyła... Przecież ileż można! No i chciałabym móc normalnie zacząć żyć...

Aana Nasza nadzieja. 24 stycznia 2022, 20:07

...

26 dc
12 grudnia dokładnie rok temu zostaliśmy małżeństwem ❤ było skromnie i po cichu ale pięknie przez ten rok przekonałam się że mam najlepszego męża na świecie, który bardzo mnie kocha i zrobi dla mnie wszystko. Tymbardziej przygnębia mnie myśl, że nie mogę temu wspaniałemu człowiekowi dać dziecka ... rok temu kiedy braliśmy slub byłam po pierwszym poronieniu wtedy myslalam sobie takie rzeczy się zdarzają i że jak tylko wznowimy starania to zaraz znów będę w ciąży i pierwsza rocznicę spędzimy we trójkę... strasznie mi z tym źle zwłaszcza że coraz częściej czuje presję ze strony rodziny odnośnie dzieci gdyby tylko wiedzieli jak ja bardzo pragnę mieć dziecko .... Próbuję się jakoś pozbierać to dopiero pierwszy cykl po poronieniu na dodatek najprawdopodobniej bezowulacyjny i czuje ze będzie się ciągnął w nieskończoność czekam na kolejny okres i wtedy może zaczniemy się starać chociaz nie sądzę żeby się udało bez stymulacji.
Narazie staram się o tym nie myśleć próbuje odpocząć od straniowych tematów i być po prostu w szczęśliwym związku.
received-3666989723324158.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2021, 20:02

Pauli A jeśli nigdy się nie uda? 12 kwietnia 2022, 07:27

Drugie podejście do IVF - cztery dni po punkcji...

Kolejne in vitro jest dość dziwnym przeżyciem - tym bardziej, że zawsze myślałam, że ta metoda jest taka niezawodna i uda nam się za pierwszym razem. Teraz to wszystko - zastrzyki, punkcja itp. - było nam dobrze znane, więc gładko poszło. Jeśli chodzi o wyniki - ponad 20 kumulusów, niestety tylko trzy komórki dojrzałe, więc powtórka z rozrywki... Fatalny wynik. Nie wiem, czemu moje komórki nie chcą dojrzewać i współpracować? Kurcze, taki zdrowy tryb życia, a jednak niestety...

Wczoraj dowiedziałam się, że mamy trzy zarodki - jeden idealny 8.1 i dwa 8.2, czyli też praktycznie idealne. Pan z laboratorium bardzo chwalił nasze zarodeczki <3 Teraz pozostaje ta niepewność, czy któryś z nich rozwinie się do stadium blastocysty, czy znowu nie zostaniemy z niczym. A może zdarzy się cud i wszystkie trzy uda się zamrozić, a niebawem będziemy mieli trójkę dzieciaczków? Byłoby idealnie <3

Pięć dni temu minęły równo dwa lata od straty - kurcze, dzisiaj dzieciątko miałoby prawie 1,5 roku. Początek kwietnia i wielkanc to dla mnie smutny czas. Ciężkie jest też dla mnie "tworzenie" tylu zarodków, a później ich utrata. Przy poprzednim podejściu straciliśmy trzy. Oby teraz wszystkie trzy z nami zostały.Jeśli się uda, w kolejnym cyklu transfer <3

Rany, jak przeżyć do jutra? Te dni między punkcją a informacją o uzyskanych zarodkach to jest katastrofa, nie jestem w stanie funkcjonować, tylko czekam...

I mamy połowę ciąży...20+0 minęło w sumie niewiadomo kiedy...człowiek liczy od wizyty do wizyty a co tygodniowe/dwutygodniowe wizyty w Warszawie mijają jakbyśmy jechali na lody a nie 190km ;) dzisiaj od rana miałam ciężki dzień..nie dość,że w nocy spać nie mogłam i przekimałam się może 2 h to na dodatek nic nie mogłam przełknąć, a jak coś się zjeść udało to od razu z nerwów 🤮 pod gabinetem byłam prawie godzinę wcześniej...trzęsłam się jak galareta, przechodziły mnie zimne poty,dreszcze...strasze uczucie. Po 12 byłam w gabinecie. Lekarka mówi żeby się położyć i patrzy...patrzy..patrzy..i gada coś sobie pod nosem..w końcu mówi że z małym wszystko prawidłowo, pyta ile ważył wcześniej więc odpowiadam,że 235g...odpowiada,że teraz ponad 300g..łzy mi popłynęły,bo to oznacza,że nie zatrzymał się tak jak dziewczynki,że walczy,rośnie ❤ przepływy u małego ok,w tętnicach macicznych nadal podwyższony opór,więc słabo,ale póki mały rośnie jest dobrze. Co czuję? Szczęście to za wiele powiedziane, ale jak już się wyciszyłam to delikatny uśmiech się pojawił... lekarka powiedziała,że na 100% chłopiec..nadal się do tego przyzwyczajam,bo córeczka zawsze była moim spełnieniem marzeń..
Syneczku rośnij w siłę... kolejny przystanek 27.01... teraz odliczam,aby Bartuś miał 500g i slończył 24tc to są granice kiedy ratuje się dzieci (oczywiście mam nadzieję,że wytrzymamy długo dłużej i osiągniemy wagę o co najmniej 1kg większą)..

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 12 stycznia 2022, 11:52

15 DC
Dzień przed transferem. Zamiast cieszyć się że to już jutro, ja się boję. Czuję ten stres w żołądku, jest ściśnięty i boli. Zrobiłam panel tarczycowy TSH-0,57 mIU/ml, FT3- 2,16 PG/ml, FT4- 1,14 NG/dla (te wyniki są ok, w normie), natomiast ATG-22,96 mIU/ml (norma <4,11), ATPO- 146,31 mIU/ml (norma <5,61) 🤪🥴. Mam zwiększyć encorton. Rok temu ATPo było nieznacznie przekroczone 😐
Dzisiaj wlew z intralipidu wieczorem.
Nie badałam tym razem progesteronu przed transferem (biorę 400 luteiny dopochwowo dziennie), nie chce się stresować że jest za niski. Od jutra będę brała jeszcze prolutex więc powinien być ok.
Rozmawiałam z embriologiem dzisiaj, oczywiście do transferu będzie embryoglue i AH, kazała myśleć pozytywnie i nie dopuszczać myśli że zarodek może się nie rozmrozic (tak naprawdę dopiero godzinę przed transferem dowiem się czy nasz kropek jest gotowy).
Mam chaos w głowie, z jednej strony chciałbym mieć kontrolę nad wszystkim, żeby wszystko było idealnie a z drugiej męczy mnie to już, to myślenie i analizowanie co jest nie tak, co może spowodować niepowodzenie i jak temu zapobiec.

Kropku czekam na Ciebie, pamiętaj o tym 🍍🍍


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2022, 11:56

20dpt 5tc +2
Chyba naprawdę potrzebuje psychiatry... wiedziałam że nie będzie łatwo, ale...
Wczoraj robiłam badania, których nie robi diagnostyka, to przy okazji zrobiłam bete... wynik był dziwny, więc spanikowalam... I poszłam dzisuaj do diagnostyki i zrobiłam ja jeszcze raz... wynik jest ok ... mam ambitny plan nie panikowac i cieszyć się ciąża... wtorek coraz bliżej... 😍
Mamusia postara się już nie wątpić... coreczko daj mi siłę, dla tego maleństwa ... 🙏

Błagam, niech ten cud trwa...

Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 25 lipca 2022, 10:26

5+5,

pęcherzyk ma już troszkę ponad 10mm.
Nadal mamy pęcherzyk żółtkowy.
I mimo kiepskiego sprzętu Pani dr udało się dojrzeć 1 mm zarodeczka.

Dostałam też skierowanie na całą stertę badań pierwszego trymestru.
Nadal nie wierzę, że to się dzieje.

01e7005da443.jpg

W poniedziałek, 6+5 widzimy się znowu. Mam nadzieję, że już z pięknie bijącym serduszkiem.

Wizyta tego 12 została przniesiona na 26.01 wiec nadal czekam 🥺
W środę byliśmy zrobic wymazy tym razem robiłam wymaz z szyjki i 265 zl... ostatnio mi robili z cewki i 120 chyba inne metody bo z szyjki mialam metoda pcr.. teraz czekam na wyniki maja być od 10- 30 dni oby tej ureplasmy już nie było 🙏
A co do mojego M to tez robil ale chyba coś źle bo wystapil defekt próbki i musi zrobić jeszcze raz i zawieść wiec jedziemy we Wtorek niby łatwo pobrac a jednak nie...
Wolalabym żeby ktoś mu pobral byłabym spokojniejsza ale facetom chyba nikt nie pobiera 🤨

Co do mojego cyklu okresu nadal nie ma i się nic nie zapowiada żeby w najbliższym czasie zawitał tempka dzisiaj 36,70 i nwm o co chodzi... okres powinien być 3 dni temu... ostatnio cykle były bardzo regularne dlatego nie rozumiem... w sylwestra wypiłam troche alko to może owulacja serio sie przesunęła. Wiec czekam narazie liczę ze do tygodnia jednak zawita.

gacka89 W oczekiwaniu na mój mały cud 14 stycznia 2022, 07:53

2dc
Dawno mnie tu nie było, bo i też nic się nie działo.
Od dzisiaj już tak.
Od dzisiaj zaczęłam stymulacje do IVF.
Podchodzimy w klinice w Czechach.
Dzisiaj poszła Elonva, Meriofert w zastrzykach i Provera.
Zobaczymy jak zareaguje.
W piątek za tydzień jedziemy na USG i badania.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2022, 09:26

Wczoraj zrobiłam test.. Wydawało mi się, że coś tam jest ale później zniknęło. Zostawiłam więc test. Po jakimś czasie (ok. 30 minut) poszłam do łazienki żeby wyrzucić test a tam? Blada różowa kreseczka... Oczywiście nauczona doświadczeniem nie ekscytowałam się. Dzisiaj zrobiłam wydaje mi się, że była jeszcze jaśniejsza kreseczka. Popołudniu totalna biel. Boże dlaczego znowu mi zabierasz to szczęście 😪 odbyłam dzisiaj konsultację z moją panią doktor. Muszę zrobić oznaczenie beta-hcg. Jeśli negatywny wynik odstawić duphaston i czekać na okres. Heparynę i acard biorę niezmiennie. Muszę powtórzyć posiew. Jak przyjdzie okres to mam się stawić po nim na stymulację. Oby to była nasza szansa. Powtarzamy też badania nasienia przed wizytą u androloga.. Drżę ze strachu. Liczę, że u męża się poprawiło bo już to będzie światełko w tunelu 🤞

Chyba miewam jakieś epizody depresyjne, są okresy, że czuję się dobrze, a są takie że mam wszystko gdzieś i na niczym mi już nie zależy. Trochę czuje się tak, jakby nic mi nie wychodziło, jedyne w czym znajduje radość to urządzanie mieszkania i planowane wesela z narzeczonym. Zaczynam robić różne przetwory, piec różne rzeczy, dbam o rośliny, sądzę ich pełno. Zaczynam się coraz bardziej zastanawiać nad tym żeby zmienić te pracę, która nie daje mi ani trochę satysfakcji, ale wiem że będę musiała na to poświęcić minimum 2 lata. W rodzinie i wśród przyjaciół coraz więcej dzieci. Na dodatek, naprawdę wspaniała wiadomość! Moja znajoma, która poroniła w podobnym czasie do mnie, jest w ciąży! Udało im się po 3 miesiącach starań. Prosi aby na razie tego nie rogłaszać, bo po prostu boi się powtórki z lata. Jest to oczywiście zrozumiałe. Cieszę się strasznie ich szczęściem. W żartach, znajomi pytają nas czy też próbujemy wrócić do gry. Oczywiście odpowiadam, że nie, na razie dajemy sobie spokój, jeśli byśmy mieli się do tego zabrać, to ja musze najpierw się umówić do ginekologa po skierowanie na hsg, potem badanie drożności i dopiero wtedy się nad tym zastanawiać . A przecież planuje zmienić pracę na bardziej poważną i muszę temu poświęcić dużo czasu.
No, ale właśnie, czy ja naprawdę tego chcę teraz? Od wizyty u znajomych zaczynam myśleć nad swoim życiem coraz intensywniej, a co jeśli zajmę się na 100% czymś innym, drugi jajowod i mój jedyny też stanie się niedrożny? I za parę lat będziemy chcieli zajść w ciążę, a jedną możliwością będzie in vitro lub adopcja? A nawet nie dane nam było posmakować "starań o dziecko". No przecież ja musze mieć dziecko, nie wyobrażam sobie inaczej. I się zaczęło, ustaliliśmy z narzeczonym, że rzeczywiście może warto spróbować teraz. Jeśli niedługo zaczniemy, to zdążymy przed ślubem i weselem i będziemy mieli już bejbika razem z nami, a po ślubie zaczniemy myśleć nad budową domu. Ja mam prawie 26 lat, narzeczony 27. Zawsze chcieliśmy mieć pierwsze dziecko przed trzydziestką. No to na co czekamy? Umówiłam się do ginekologa, ucieszyła się z wiadomości, że myślimy o dziecku (chyba jak każdy ginekolog), dostałam skierowanie na hsg, zalecenia. Wizyta 08.04.2022. Oczywiście liczę, że jajowod bedzie drożny, ewentualnie przypadkiem się udrożni. Po badaniu chce odstawić antykoncepcję i w maju rozpocząć starania. Jeśli okaże się niedrożny, to liczę na laparoskopię i czyszczenie jajowodu. Z ostatnia opcją (niedrożny i nie do udrożnienia - jedynie in vitro) też staram się oswoić, ale wiadomo jak to jest.. Zobaczymy... Codziennie o tym myślę, chyba się zafiksowałam.
Na razie suplementuje - Pregna Start (kwas foliowy, cynk, Wit D, Wit. B6, Wit. 12), olej z wiesiołka i muszę kupić kwas omega. Narzeczony rzuca palenie (zdarzy mu się raz w tygodniu zapalić). Staramy się pilnować tego co jemy i pijemy. Zobaczymy...


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2022, 17:06

Aurore Wyboje mojego życia. 5 stycznia 2024, 09:01

16cs 7dc
2cs z letrozolem.

Po ostatnim zatestowaniu i zobaczeniu bieli musiałam jeszcze czekać jeden długi dzień na pojawienie się okresu. W końcu przyszedł i doszczętnie zniszczył moją nadzieję.

Końcówka zeszłego roku okazała się prawdziwym pojazdem mojej psychiki.
Oczekiwanie i złudna nadzieja sprawiły, że prawie zaczęłam chodzić po ścianach. Nie potrafiłam się skupić na niczym innym jak tylko na swoich objawach i odliczaniu dni do wykonania testu. Ponad to grudniowe wydarzenia, które napotkaliśmy po drodze były mniejszym sprawdzianem dla naszego związku. Ta wielka chmura mojej niepewności zniknęła, gdy otrzymaliśmy dobre wiadomości na monicie owulacji i mogłam się autentycznie cieszyć, że może w końcu jesteśmy na dobrych torach i nie wykoleimy się jak za każdym dotychczasowym razem.

Moje dobre nastawienie skończyło się gdy zobaczyłam samotną kreskę.
Co tym razem poszło nie tak? Już mi się nie chce o tym myśleć.

Przez kilka dni trwałam w walce ze swoją głową. Kompulsywne, okropne myśli, które ciągle gdzieś mi przeszkadzały. Niepewność i utrata poczucia własnej wartości.

Źle liczyłam cykle oszukując sama siebie.
Wystartowałam z licznikiem od lipca 2022 roku, a powinnam doliczyć do tego jakieś 8 cykli, bo przestaliśmy mieć coś przeciwko żebym stanęła z brzuchem na ślubnym kobiercu i zaczęliśmy się na luźno starać pół roku przed ślubem – czyli czerwiec 2021… Powinnam więc oznaczyć go jako 24cs?
Pamiętam doskonale ten czas, kiedy tu wpadłam i kiedy czytałam wpisy innych dziewczyn. Widziałam wtedy oznaczenia 10cs….13cs...17cs… i myślałam sobie – szmat czasu, oby mnie to nie dosięgło, bo nie wiem jak sobie z tym poradzę uwzględniając te wszystkie jazdy z początków starań.

Koniec.
Koniec z tym bagnem. Muszę stąd wyjść, bo oszaleję.
Zamierzam żyć, walczyć i nie dać sobie odebrać resztki siły.
Przecież gdy nie było wizji dziecka w naszym życiu, tylko mogło ono wpaść – wyglądało to zupełnie inaczej. Dlaczego mam dawać się bić po głowie ciągłym uczuciem straty?

__________
Środa 10.12 przypada mi wizyta w klinice na monit. Zobaczymy co znów się tam dzieje i czy mogę liczyć na ładną owulację.

Plany na najbliższy czas:
- Pesymistyczny scenariusz – nie zostanę matką już nigdy, bo wszystko to nie sprawi żeby zadział się cud.
- Mniej pesymistyczny scenariusz – jeszcze się naczekam na ciążę, ale będziemy musieli rozpocząć przygotowania do in vitro, więc z brzuchem mogę chodzić dopiero w 2025r.
- Optymistyczny scenariusz – zostaje nam jeszcze jedna stymulacja oprócz aktualnej, a później podchodzimy do inseminacji. Jeżeli będzie sukces to z brzuchem mogę wylądować do czerwca 2024r.
- Optymistyczny scenariusz niepoprawnej wariatki – ciąża wypala w aktualnym cyklu i rodzę jeszcze w tym roku.

_________
Edit wizyta 10.01.2024:
- endometrium pulchniutkie,
- prawy jajnik praktycznie pusty,
- lewy jajnik ma pęcherzyk 23mm.
Na wizycie podano mi od razu Zivafert w zastrzyku stymulujący pęknięcie pęcherzyka.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2024, 19:47

Mela Zaczynamy! Zaczynamy?! 28 sierpnia 2023, 10:14

Robiłam ostatnio powtórkę AMH, żeby sprawdzić, jak spada rezerwą jajnikowa. I mam lekkie zdziwienie - wynik z marca 1,02, wynik z dzisiaj - 1,89. Wiem, że AMH może tylko spadać. Ale czytałam na forach już różne historie, jakoś nie chce mi się wierzyć w wahnięcie laboratorium (to samo, co w marcu, podobny dzień cyklu, wtedy 3 dc, teraz 2 dc). Od jakiegoś czasu sporo się suplementuję, może to miało wpływ? W każdym razie i tak ulga, że nie spada ;) Poziom witaminy D3 też ładnie wzrósł, z 21 do 38 (suplementuję 4k jednostek dziennie, ale nie jakoś turbo regularnie). Homocysteinę udało mi się zbić z 16 do 12,2. Także dzisiejszy dzień uważam za rozpoczęty od dobrych wiadomości:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 sierpnia 2023, 10:20

Sandra02 Mam dość.. 12 stycznia 2022, 20:51

Wizyta u gina zaliczona, lekarz powiedział, że jest zadowolony z tego co widział na USG. Wygląda jakby było po owulacji, powiedział,że ładne endometrium, płyn w zatoce Douglas'a i wspomniał coś o ciałku żółtym. Z lewego jajnika, a tak się składa,że właśnie w tym jajniku odczuwam kłucie i jakby bóle w macicy takie inne. Ogólnie narobił jeszcze większej nadziei. Mam dodatkowo przez tydzień brać duphaston i potem zrobić test. No chyba,że jednak@ przyjdzie to odstawić. Niestety obawiam się wciąż,że to zbyt piękne. Nie potrafię się cieszyć :(

Wczoraj wieczorem na monitoringu okazało się, że pęcherzyk pękł. Także owulacja była w 16 dc, pęcherzyk miał 24 mm. Także super. Teraz muszę przed wylotem zrobić progesteron bo nie dam rady w 7 dpo, bo nie będzie mnie w Polsce.
Miałam mocne dość bóle owulacyjne już czekając w przychodni na USG i nawet myślałam sobie o tym, że zaraz będę miała owulacje ale serio nie sądziłam, że to właśnie następuje 😀😀 dzisiaj jeszcze czułam jajnik.
Jak to lekarz powiedział teraz to my tylko potrzebujemy tego jednego zdrowego plemniczka.
Ehh.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)