8tc+6
Trzymajcie kciuki kto może jutro
mamy wizytę i immunologa i tak cholernie się boję co usłyszę... czy powie że jest źle i mogę się spodziewać najgorszego czy jednak da mi nadzieję, której tak bardzo potrzebuje...
Córeczko, błagam, daj mi siłę, wiarę i nadzieję, bo miłość do Ciebie i tego maleństwa bez wiary i nadziei to wciąż mało...
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏
Dziękuję bardzo za ogrom wsparcia ❤️💚❤️
Jutro wybije godzina "0"
Myślę, że przygotowałam się chociaż trochę na to co może być... Staram się trzymać nerwy na wodzy, ale dziś tydzień zaczynam burzliwie... Oczywiście jak miałam ułożone wszystko w pracy, żeby nie było dram a i tak się wszystko porąbało (idealne określenie do mojej branży 🌲😉).
Łapię oddech i trochę sprawy służbowe zajmują mi głowę, ale i tak jelita zareagowały na uderzenie stresu...
A i jeszcze piękna opryszczka, postanowiła sobie wyskoczyć przedwczoraj. Napisałam do doktorka czy to nie przeszkoda, ale jeszcze nie dostałam odpowiedzi.
Tak, jestem poddenerwowana, jak przed egzaminem, na który średnio się przygotowałam
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2022, 09:37
8dc
Nie jest zaskoczeniem dla nikogo czytającego te moje wywody fakt, że jestem osobą wierzącą, wszak wskazuje na to nawet tytuł pamiętnika.
Niepłodność ciągle wystawia moją wiarę na próbę. Początkowo prosiłam Boga o dziecka, po kilkunastu miesiącach zaczęłam się z nim kłócić, a teraz? Sama nie wiem. Nie mam odwagi już prosić, bo nie czuje się wysłuchiwana. Z drugiej strony mam w sobie potrzebę kontaktu z Bogiem, zaufania mu w 100 procentach, chociaż to cholernie trudne. Bo dlaczego Bóg nie chce obdarować nas nowym życiem, skoro to właśnie to nowe życie jest największą wartością ?
Wczoraj na kazaniu ksiądz powiedział, że czasem Bóg zsyła na nas cierpienie po to, żebyśmy popatrzyli na coś z szerszej perspektywy, że cierpienie potrzebne jest do zbawienia innych osób z naszego otoczenia.
Jeśli tak rzeczywiście jest i moim krzyżem jest niepłodność, to dźwignę go z godnością. Mimo, że serce ❤️ tak bardzo pragnie dziecka.
1 rok 4 miesiące waga 12,2kg
Dawno nic nie pisałam. Tak naprawdę nie mam zbytnio czasu praca dom cały czas jest co robić. Mało snu, wiecznie niewyspana. Na szczęście nocki zaczynają się robić lepsze niż wcześniej. Pobudki aby zabrać z łuzeczka do łóżka, potem np jak się zechce pić, albo mleko 5-6 chociaż niedługo będę chciała aby mleczko było później albo już mleczne śniadanie. Ale zobaczymy jak wyjdzie. Może gdybym do pracy chodziła na 7-8 to bym mogła eksperymentować. A tak 5.30 wstaje.
Oczywiście dźwigać jest coś jak stale je to nie ma co się dziwić . Bardzo lubi owoce, więc codziennie na podwieczorek je dostaje.
2 dni temu zrobił pierwsze 2 kroczki sam. Dupsko się chwieje ale najważniejsze że próbuje. Więc może jeszcze z miesiąc i ruszy do boju. Choć to straszny łobuz. Wszędzie go pełno. Jak czegoś nie dostanie to się kładzie i wali głową o podłoge. Ehhh ciekawe czy wszystkie dzieci tak mają.
Zęby ładnie się wyrzynają. Więc niedługo będzie 16 zębów. Wczoraj po raz pierwszy się nie ślinił to może wkoncu przestanie.
Z pozostałych rzeczy. W styczniu byłam na screatching endometrium... Dostałam rozpiskę leków na lutowe crio. Oczywiście cykl przerwy. Więc kolo 21 lutego o ile nie będzie problemów rozpoczynam crio.
Jakoś narazie nie przeżywam i się nie stresuje. Nie ma takiego parcia jak 2 lata temu. Myślę że emocje dopiero nadejdą. Może transfer w połowie marca będę mieć. Oby tylko covida nie zdobyć. Bo teraz większość osób chorych. Ja odpukac od roku nie chorowałam. Ale to tez źle bo organizm znowu mam silny.
Zostawiam wszystko w rękach Boga.
Jutro zacznie mi się 24tc (24+0) ciężki tydzien...tydzień, w którym 2 razy moje serce roztrzaskało się na miliony kawałków i nie skleiłp się do dzisiaj..nigdy się nie sklei...w tym tygodniu 2 razy umarło moje marzenie..moje dziecko..moja najstarsza i najmłodsza córeczka... przeklęty 24t... ciężko nawet opisać uczucia które obecnie mną tagrają..gniew,smutek,żal,wściekłość,bezradność,rozgoryczenie... M także po nocach spać nie może..nie chce pokazać ale wiem że bardzo się boi, że przeżywa... do mnie dotarło że...że jest to także tydzień kiedy w większości szpitali lekarze podejmują akcję ratowania dziecka gdyby się miało urodzić...oczywiście jest to za wiele za wcześnie,ale ta świadomość,że jednak będą ratowali tak jakoś inaczej działa na psychikę...nigdy nie zapomnę,gdy byłam w szpitalu z P...26tc a ona nie ważyła 500g..lelarze powiedzieli mi wtedy że jeśli po jej wyciągnięciu nie będzie ważyła conajmniej pół kilograma to nie podejmą akcji ratowania nawet jeśli będzie żyla...to co ja wtedy przeżyłam to gorzej niż koszmar...nie życzę nikomu usłyszenia takich informacji..
Bartuś się rusza...żyje...wierzę że walczy i tak jak powiedziała mi profesor B.ten rok jest rokiem wodnistego tygrysa więc mały będzie waleczny i o tym muszę pamiętać. W czwartek kolejna wizyta...
37 tc
Za 2 tyg mam cięcie i chce wytrzymać do tego czasu.
Ciąża zima jest dla mniej bardziej komfortowa, niż latem - nie mam obrzęków póki co.
Końcówka w ciąży z 3,5 latka w domu - bywa różnie. Czasem są trudniejsze chwile. Pocieszam się, że niedługo wiosna, będzie można swobodnie bez wielkich przygotowań wyjść na podwórko i
Niemniej jestem już zmęczona.
Męczy mnie jedzenie i podstawowe czynności. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest stres - raz mniejszy, raz większy. I obawa, czy nie powtorzy się cała akcja jak przy pierwszym porodzie.
Tym razem będę rodzić w szpitalu o IIII st referencyjności.
Akurat poród wypadnie mi w samym środku 5 fali covid. Póki co uchronilam się, jestem po 3 dawce szczepionki i żyje w izolacji przed porodem. Bo co chwilkę u kogoś z rodziny objawia się to cholerstwo, odpukac przechodzą łagodnie.
Wczoraj zrobiłam wszystkie badania. Mam już część wyników i niestety wynika z nich, że androstendnion dość solidnie przekroczony - 7,22 ng/ml przy normach 0,30-3,30.
Testosteron: 59,59 (normy: 13,84-53,35)
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2022, 15:23
12 miesięcy i 10 dni
Minął rok, najbardziej wyczerpujący rok mojego życia. Dzisiaj nie będę pisać jak cudowne jest macierzyństwo, dzisiaj jestem po prostu zmęczona. Roczne dzieci zazwyczaj przesypiają już noce, moje się budzi w najlepszym wypadku 3 razy, w najgorszym potrafi nie spać 3, a nawet 4 godziny, po takiej nocy mam ochotę palnąć sobie w łeb 😭 Roczne dzieci zazwyczaj potrafią juz jeść, mój syn nadal wszystkim pluje zamiast łykać, teraz na dodatek idą mu górne czwórki, więc jest jeszcze gorzej niż zwykle, bo nawet gładkich rzeczy nie chce łykać... Załamuje mnie to. Wiedziałam, że macierzyństwo to nie istagram (którego swoją drogą nie mam) i nie jest usłane różami, ale to co mi zafundowało życie to jakiś dramat. Wiem powinnam się cieszyć, że mam zdrowe dziecko, dobrze się rozwija, ale jestem zwyczajnie zmęczona, w ciągłym stresie, za miesiąc wracam do pracy i nie wiem jak to będzie, jak dam radę funkcjonować przy takich problemach 🤷♀️ Caly czas myślę czy to jakas kara, ze ja musze mieć zawsze trudniej niż inni? Zanim urodził się Jaś mówiłam, że po roku będziemy wracać po rodzeństwo, bardzo chciałabym żeby Jaś miał brata lub siostrę, teraz nie wiem czy znajdę na to siły. Najgorsze jest to, że zamiast się cieszyć każdą chwilą ja ciągle na coś czekam, na to, że będzie w końca lepiej i zacznie jeść i spać... Z pozytywnych rzeczy to Jaś jest wesołym chłopcem, uśmiecha się do nas, zaczepia, sam zaczyna zabawę, jest bardzo mądry. Psycholog dziecięcy mówi, że rozwija się super, że pięknie nawiązuje kontakt, fizycznie jest do przodu i duża zasługa w tym nas, bo ciągle z nim latamy po jakiś lekarzach. Cieszę się każdym jego sukcesem i bardzo dziękuję za to, że go mam i nie wyobrażam sobie już życia bez niego, ale zastanawiam się czy gdybym wiedziała, że tak to wszystko będzie wyglądać czy nadal podjęłabym te same decyzje?
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2023, 08:57
13+5 (14tc)
no więc druga ciąża
Już jest dobrze, bo I trymest był lekkim koszmarkiem. Ciągłe mdłości i słabość. Ale już wróciły mi siły i czasem wręcz zapominam, że jestem w ciąży!
Brzuszek powoli zaczyna być widoczny, w zasadzie od początku noszę jeansy ciążowe bo od razu było mi ciasno w zwykłych.
Nifty i test pappa wyszły bardzo dobrze.
Pod sercem mam zdrowego chłopca 
Córeczka szczęśliwa, my również. Wybrała już nawet imię, będzie Franio i koniec 
Jutro miałam iść na ten posiew bakteriologiczny a dziś dostałam okres. No szlag by to. Teraz nie wiem czy zaczynac jutro z estrogenem bo na wizytę się mam umówić 12-13 DC a jak zrobię badanie 5 DC to nie dostanę tak szybko wyników. Nie no to nie ma sensu jak teraz sobie to rozpisalam, nie będzie histero w tym cyklu.
Na początku tego posta, chce wam wszystkim dziewczyny podziękować, za wszystkie kciuki, rady i słowa otuchy ❤️ jesteście boskie ❤️
No już mój Kropek w brzuszku 😊 mówię do niego często, żeby ze mną został, że zaopiekuje się nim najlepiej jak potrafię 😊 zobaczymy czy posłucha 😊❤️ oby 😊
Wczoraj już nie miałam siły pisać, jakoś źle się czułam po nowych lekach być może, nawet w nocy nie mogłam spać.
Mój nowy zestaw lekow😊:
🔹Luteina 3x2 dopochwowo
🔹Estrofem 3x1 dopochwowo
🔹Metypred 2x1 doustnie
🔹Buscopan 3x1 doustnie
🔹Prolutex zastrzyk raz dziennie
🔹Neoparin zastrzyk raz dziennie
No i dalej biorę euthyrox 25, Glucophage 500 i witaminki, ale ograniczyłam ich liczbę do minimum (kwas foliowy, omega 3, witamina D3, Magne B6 forte).
Najgorsze jest te pilnowanie leków, żeby czegoś nie pomieszać 😊
Trzy ważne daty :
10 lutego - zbadać proga
19 lutego - beta dla kliniki
14 lutego - chyba zrobię test dla siebie ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2022, 11:13
12.04.2022
Miesiąc 6..
Gdy myślałam, że osiągnęłam już dno zmęczenia i bezsilności przyszedł do nas.. covid. Pomimo 3 dawek szczepienia, rozłożyło mnie totalnie.. zaczęło się od mojego męża (on akurat szybko i sprawnie przeszedł), potem Szymuś (tutaj 39stopni, półtorej doby wycia na rękach..ale poszło, kaszel nam tylko został).. a ja od 5 dni zdycham.. do tego mąż w delegacji. Nie umiem nawet sklecić swoich uczuć tutaj.. mam wrażenie, że los ciągle wystawia mnie na jakąś cholerną próbę.. jestem więźniem swojej bezsilności.. Szymon oczywiście dalej nieodkladalny, spacerówka bee, spania w dzień i w nocy nie ma.. w desperacji włączyłam mu ostatnio bajkę bo po prostu nie miałam już siły..i co.. gówno! Mój syn nawet telewizorem nie jest zainteresowany 🤦 szczerze, nie znam takiego drugiego przypadku.. zaczynam się martwić, że on cierpi na adhd.. nie jestem w stanie zająć go niczym dłużej niż 5min.. ja rozumiem, że są dzieci wymagające.. ale jednak u niego nie działa nic.. kompletnie NIC.
Liczyłam, że kolejny wpis tutaj będzie nieco bardziej optymistyczny.. ale jak zwykle dostałam plaskacza w twarz.
Zrobiłam pakiet na trombofilię.
Wyszło mi MHTFR homozygota C677T, i PAI-1 4G/5G. Już trochę wiem od dziewczyn tutaj co z tego wynika. Czekam na poświąteczną wizytę u gina, żeby leki ustalił.
Zaczynam wierzyć, że będzie dobrze, że się uda, może już niedługo 
Ale na pewno nie ten cykl
teraz się wstrzymujemy ze staraniami, biorę antybiotyki na SIBO, przerost flory bakteryjnej jelit. A potem suplementy, również przeciwwskazane w ciąży.
Pierwszy dzień było mi słabo i niedobrze, dziś drugi - już tylko trochę słabo. I jakbym zaczynała czuć mój brzuch, dziwne odczucie. Może to mi unormuje trochę...
Obawiam się tylko że następny cykl też trzeba będzie odpuścić. Mąż ma iść na posiew nasienia, bo pH 8 i 8z hakiem. Jak mu coś wyrośnie- to oboje znowu antybiotyk
. Ale to też będzie krok do przodu.
Noszę w sobie jakąś pewność, że będzie dobrze.
9tc+2
Po wizycie... na ta chwilę jest w porządku, A mimo to ciągle się boję....😔 Nie potrafię o tym nie myśleć, córeczko pomóż mi, tak bardzo chciałabym cieszyć się ta ciążą jak wtedy z Tobą... chciałabym w końcu przestać się bać...
Na ta chwilę jest dobrze, przepływy będziemy sprawdzać częściej niż normalnie, heparyna ma pomóc, a to co sie stalo nie musi się powtórzyć... - brzmi optymistycznie, prawda? A ja dalej tak cholernie się boje 😔
Wierzę, że moje maleństwo bedziw walczyć... musimy dac rade...
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏
5 dc, dzień przed rozpoczęciem stymulacji.
Zastrzyki (bemfola 225) już w lodówce i czekają sobie. Jutro pierwszy. Jestem podekscytowana, ale też się boję!
Boję się czy dawka będzie wystarczająca - w poniedziałek kontrola kurnika i będziemy na to patrzeć. Pani dr powiedziała, że podwyższy w razie co.
Boję się że nic nie urośnie, że będą niedojrzałe.
Nigdy nie myślałam że dojdę do tego momentu mojego staraczkowego życia... Jeszcze dwa lata temu było to dla mnie czymś absolutnie nie do pomyślenia, a teraz? Trzeba otworzyć te drzwi i przez nie przejść. Nie ma innego wyjścia.
5 dc, dzień przed rozpoczęciem stymulacji.
Zastrzyki (bemfola 225) już w lodówce i czekają sobie. Jutro pierwszy. Jestem podekscytowana, ale też się boję!
Boję się czy dawka będzie wystarczająca - w poniedziałek kontrola kurnika i będziemy na to patrzeć. Pani dr powiedziała, że podwyższy w razie co.
Boję się że nic nie urośnie, że będą niedojrzałe.
Nigdy nie myślałam że dojdę do tego momentu mojego staraczkowego życia... Jeszcze dwa lata temu było to dla mnie czymś absolutnie nie do pomyślenia, a teraz? Trzeba otworzyć te drzwi i przez nie przejść. Nie ma innego wyjścia.
Nie wiem co napisac bo nie wiem co będzie dalej. Chcialabym wierzyc, ze będzie dobrze, ale boje się, choc dzis czuje się jakas spokojniejsza.
Ze szpitala wypisalam się w niedziele, zalecenia bylby by zrobic jeszcze raz bete i usg.
Bete zrobilam w poniedziałek i srode, przyrost idelany. Udalo mi się umowic prywatnie wizyte do lekarza, który mnie operowal. Jest on tak sympatyczny i cieply i mimo ze ma niesamowity dorobek naukowy, to nie ma zadnego zadecia, nie czuje leku zadajac mu pytania. Mialam wielkie szczescie, ze akuart trafilam na jego dyzur.
W kazdym razie z racji tego, ze znal moja historie od razu zrobil usg. I tym razem niczego nie trzeba było szukac.
Pecherzyk od razu pojawil się na ekranie, zgrabny i z cialkiem zoltym. Wymiary względem ostatniej miesiaczki beta hcg poprawne. Na te chwile wszystko wyglada dobrze.
Za 2 tygodnie usg z nadzieja na zobaczenie serduszka. Bety już mam nie powtarzac i dobrze, bo dzisiejsze pobranie to już był harcore, moje zyly ewidetnie potrzebuja odpoczynku.
A objawow dalej zadnych, piersi delikatnie tkliwe, mdlosci chyba tylko ze stresu, zero sennosci czy czego tam jeszcze. Ale nie szukam dziury w calym.
Dziekuje za kciuki i zycze Wam Wszystkim samych dobrych historii staraczkowych 
https://zapodaj.net/670b0d4635fc7.jpg.html
2 dpt
Targają mną już emocje, raz myślę, że na pewno będzie dobrze l, a za chwilę jak mogłoby się udać akurat z naszym szczęściem??? Przecież on vitro to też loteria.
Dzis wieczorem aż się popłakałam z bezsilności, że może nie zrobiłam wszystkiego co mogłam, że za mało na siebie uważam ☹️ że jeśli Kropek się nie zadomowi to będzie to tylko moja wina....
2 dpt
Targają mną już emocje, raz myślę, że na pewno będzie dobrze l, a za chwilę jak mogłoby się udać akurat z naszym szczęściem??? Przecież on vitro to też loteria.
Dzis wieczorem aż się popłakałam z bezsilności, że może nie zrobiłam wszystkiego co mogłam, że za mało na siebie uważam ☹️ że jeśli Kropek się nie zadomowi to będzie to tylko moja wina....
Macierzyństwo jest piekne ale mega ciężkie nie wiedziałam, że aż tak Bóg wiedział co robił że wcześniej nie mogliśmy mieć dziecka. Mialam dzisiaj wypadek z córką stanęłam jej na raczke nawet nie wiem kiedy podłożyła mi pod moja stopę placz totalny wyrzuty sumienia 10/10 o ile jestem w stanie jakoś przeżyć że sama się przewróciła to nie jestem w stanie przeżyć że ja jej krzywdę zrobiłam. Wszystkie wypadkie zdarzają się z moim udziałem staram się tłumaczyć,że to ja sped,am najwięcej czasu z dzieckiem i takie sytuacje każdemu mkga się zdarzyć no ale wyrzuty zostają. Pierwszy raz jak przycielam nożyczkami małej paluszek krew się lała jak szalona nie mogłam tego zatamować w końcu córka przestała płakać a ja dalej walczyłam z gazikami. Następny wypadek miałam jak spadła z łóżka to była sekunda naprawdę. Dzisiaj stanęłam na rączkę i nawet nie chce sobie pomyśleć jaka jeszcze mogłabym zrobić jej krzywdę staram się brać to za lekcje czasami vhyba brakuje mi wyobraźni do tego dochodzi mega zmęczenie mamy ciężki okres bo córeczka ząbkuje budzi się milion razy w nocy
najgorsze w tym wszystkim jest to, że szukam energii której mi po prostu brakuje. Dziecko bardzo zmienia...CDN.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.