4 cykl - październik UZUPEŁNIONY
9dc start testowania. Od razu z grubej rury wali wskazanie wysoki.
16dc szczyt! W sumie lekki szok, bo przy moich cyklach 34 dniowych owulacja wypadała w 20-22dc. Ale nie dyskutuję i przyjmuję do wiadomości. Dodatkowo śluz jak z obrazka, mały (ale zawsze) skok temperatury no i szyjka, którą się miło zdziwiłam, bo taka była fajniutka.
17dc Zgodnie z instrukcją monitora również był oznaczony jako szczyt.
18dc również zgodnie z instrukcją, pojawia się informacja o wysokim poziomie.
19dc Od razu, bez testowania monitor wskazał poziom niski. Ulżyło mi, bo myślałam że urządzonko zmusza do wykorzystania wszystkich testów z paczki żeby naciągnąć na koszty, a tutaj taka miła niespodzianka.
Wykorzystałam 10 testów z 20 dostepnych. Dało to razem 8 dni z wysokim wskazaniem + 2 dni szczytowe + 2 testy ciążowe (negatywne).
Zostało 10 testów na kolejny cykl.
_________________________________
Cóż mogę powiedzieć.
Rozpoczynam kolejny cykl starań z monitorem.
Poniosło mnie w 4 cyklu z fantazją i za dużo wciskałam sobie objawów ciążowych. Myślałam, że ktoś już tam zamieszkał, ale nie tym razem. Trochę pomarudzę pewnie mężowi nad uchem jak już będziemy w łóżku, ale nie pozostaje nic innego jak działać dalej.
Co mnie bardzo frustrowało w tym cyklu to na zakładce analizy cyklu widziałam "duże wahania temperatury" i "nietypowe obserwacje dla szyjki macicy". Szczególnie informacja o szyjce podnosiła mi ciśnienie, bo zawzięłam się i starałam. Mimo tego, że dla mnie praktycznie wszystko na wyczucie jest średnie. Śmiać mi się z tego chce, bo myślę o tym jak Pacjenci są zdziwieni jak znajduję pewne bolesne struktury w ich ciałach podczas terapii i wtedy pada pytanie "Pani to czuje?!" z takim miłym zaskoczeniem i podziwem. I jak naprawdę w pracy potrafię być bezbłędna, tak z własną szyjką się męczę niemiłosiernie.

Zaczynam uzupełniać ręcznie tabele dotyczące pomiarów temperatury, obserwacji śluzu i szyjki, bo lepiej jest to odczytać na kartce niż w aplikacji. Wykres prezentuje się zupełnie inaczej.

Co mnie zaskakuje niezmiennie na Ovu to Staraczki.
Jestem ogromnie wdzięczna za każde słowo wsparcia i wszystkie kciuki pod wykresem. No i dziękuję za Wasze komentarze pod wpisami do pamiętnika 🤍 miło tak pomyśleć, że myśli nie idą gdzieś w pustą przestrzeń, ale gdzieś tam zostają.
Pamiętniki i forum są dużą kopalnią wiedzy i prawdziwym kółkiem wzajemnego wsparcia. Możemy mieć różne zdania i spojrzenia na pewne aspekty życia, ale podoba mi się to, że nie ma tutaj z tego powodu wykluczenia.
Każda z nas jest po prostu Staraczką 🤍
(nie wiem czy białe serca tu pasują, bo dopiero jakiś czas temu pomyślałam, że mogą się komuś źle kojarzyć z bielą na testach, albo ktoś mógł pomyśleć przez przypadek że mu źle przez to życzę - tak wygląda nadmierne myślenie w moim wykonaniu 🙃 ale one mi się po prostu podobają).
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2022, 10:28
Szlag trafił moje wczorajsze pozytywne nastawienie. Choćbym nie wiem jak się starała, do tanga trzeba dwojga... Wzięłam wczoraj ten zastrzyk, oczywiście. I do wieczora byłam jak w skowronkach... Ale... Mąż wrócił późno po 14-stu godzinach pracy. Cholerne nadgodziny wyszły, oczywiście, już po tym jak ten zastrzyk wzięłam... Z ❤️ oczywiście nici. Dzisiaj z rana niby chcieliśmy... No ale wyszło bez finiszu... Także ten... Owulacja choćby nie wiem jak zdopingowana, ale bez seksów nie da ciąży... 😟 Z tego wszystkiego już się poryczałam od rana. Wzięłam psa na spacer i siedzę w parku zaryczana, nie mam nawet siły rozmawiać z Mężem... 😭
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2022, 07:08
3 cykl UZUPEŁNIONY- wrzesień:
9dc monitor woła o testy.
14dc poziom jest wysoki.
27dc nadal utrzymuje się poziom wysoki. Zostaje mi ostatni test w pudełku, ale już przeczuwam jaki wynik będzie jutro.
28 dc ostatni test z paczki, pokazuje poziom niski. Obawiałam się co zobaczę dalej - czy będzie kazał kontynuować robienie testu gdyby wyszedł wysoki. Ale tak się nie stało.
Wykorzystałam znowu wszystkie 20 testów.
Dało to wynik 14 dni wysokich + 6 dni z niskim wskazaniem. W tym miesiącu wg monitorka nie miałam szczytu.
Mimo wszystko zaczynam też obserwować inne objawy. Przezucilam się na tą aplikację i uzupełniam temperaturę, śluzy, szyjkę i dorzucam kilka objawów, jeżeli naprawdę coś mi dokucza (trochę późno w tym miesiącu zaczęłam, więc nie mam pełnych danych).
W tym cyklu sugeruję się też aplikacją, która wyznacza szacunkowy dzień owulacji, który jest idealnie spasowany z rocznicą naszego ślubu.
Oznaczałoby to niby początek starań, ale przesuwam tę datę na lipiec i staram się dać sobie czas i spokój. Mąż mnie uspokaja, ale jesteśmy umówieni że jak do końca roku nie będzie zmian to zaczniemy robić podstawowe badania kontrolne krwi.
Jestem w miarę spokojna i zdystansowana, ale czasem myśli krążą w dziwnych kierunkach. Jestem z mężem razem od 2013 roku, podczas całego tego czasu mieliśmy może ze dwa zbliżenia używając prezerwatyw. Cała reszta naszych przytulasów jest bez zabezpieczeń. Nic by się nie stało jakby na świecie pojawiło się dziecko w tym czasie, ale nie liczymy, nie staramy się i mąż się kontroluje.
Wiecie jak to jest... Ma się już te 31 lat.
Chcialam zdążyć urodzić przed 30, a na razie wszystko wskazuje że muszę ten czas przedłużyć.
Otoczenie mnie nie nastraja - przyjaciele męża znaleźli partnerki od nich o 10 lat młodsze. Jak się spotykamy to czuję to ukłucie, że jeszcze mają tyle czasu i są na innym etapie w życiu.
Najlepsza przyjaciółka tylko odstawiła anty, pomyślała o ciąży i w przyszłym miesiącu wita malucha na świecie.
Pracuję w zawodzie. Dużo prawie 50h tygodniowo, ale kocham to co robię. Prowadzę swoją działalność, jestem masażystką. W pracy odczuwam ciągły stres, bo jest to powiązane z moim niskim poczuciem wartości.
Dbam o siebie. Od 10 lat prowadzę regularnie treningi 3-5x w tygodniu. W weekendy chodzimy z psem na co najmniej 12km spacery. Mąż też jest aktywny fizycznie, choć pracuje już tylko umysłowo. Nie jesteśmy jacyś super fit. Nie mamy rzeźbionych brzuchów. Utrzymujemy kondycję, bo wiecie nie mogę mówić komuś, że powinien znaleźć czas na ćwiczenia żeby lepiej się czuł i być hipokrytką i samej tego nie robić.
Trzymamy michę, jeżeli chodzi o jedzenie. Od dwóch lat trochę bardziej tzn. jemy mniej mięsa i staramy się ograniczyć przetworzone produkty. Nie jesteśmy maszynami. Ja wrąbię całą czekoladę z łatwością jak mam dzień, robimy pizze, popcorn itp. Mąż jako dziecko miał nadwagę i jeszcze kilka lat temu mierzył się z jej utratą.
Od dwóch lat regularnie, raz w tygodniu pościmy i nie jemy przez 36h. Nie katujemy się tym, dobrze wpłynęło to na nasze wyniki. Moja podstawowa morfologia bardzo się polepszyła. No i nie pijemy alkoholu od tego czasu.
Dziś aplikacja wskazuje 8dpo. Nie wytrzymuję i robię test ciążowy. Jest negatywny...
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2022, 09:49
Byłam dzisiaj w Medicover zrobić cytologię i spróbować uzyskać skierowanie na badania, które mam w pakiecie a które muszę prędzej czy później zrobić (zgodnie z moim planem): prolaktyna, TSH, homocysteina, B12, wit D i kwas foliowy. No i co? I dupa.
Cytologia bezproblemowo, bo oczywiście zapłaciłam extra 175 zł, skierowanie na USG bezproblemowo ale już z terminem tam gdzie robią gorzej, natomiast te badania, które jeszcze raz podkreślam mam w pakiecie i nie robię ich często (i co więcej ostatnie wyszły z nieprawidłowościami) - unikanie tematu, uśmieszki, że to endokrynolog, że to, że tamto, że siamto. Wyszłam z niczym. Jest to moja 4 próba uzyskania skierowania i szlag mnie po mału trafia. Wogóle nie korzystam z tego Medicover. Nie choruję, nigdy nie byłam na L4, ginekologa mam gdzie indziej i płacę extra i od prawie roku nie mogę zbadać cholernej prolaktyny, gdzie miałam ją 10X podwyższoną. Pisałam już wcześniej reklamacje w tej sprawie - śmiech na sali. Kończy się jak zwykle, że z braku czasu i energii na szarpanine pójdę i zrobię te badania znowu prywatnie. Znalazłam pakiet dla wegetarian w Diagnostyce, który za 281 zł obejmuje morfologie, żelazo, homocysteine, ferrytyne, B12 i witamine D. Prawie wszystko. Ale jestem poirytowana maksymalnie bo w tym miesiącu: wycieczka do Łodzi i wizyta u Paśnika - 600 zł (liczę z kosztami dojazdu), cytologia: 175 zł, badanie nasienia M w piątek 600 zł, wycieczki do szpitala 200 zł. 1575 zł bez kosztów refleksologii i suplementów. W grudniu będzie podobnie bo wtedy robimy badania immunologiczne.
I jakby nie to, że mi na to szkoda pieniędzy, ALE - nie zarabiam mało, co oznacza, że nie mało idzie na NFZ. Mam jeden z wyższych pakietów w Medicover. Był czas, że miałam swoją działalność + byłam zatrudniona na 1,5 etatu więc moje składki w tym okresie były kosmiczne. A jak przychodzi co do czego to NIC. Za wszystko płać. Chyba, że ktoś ma czas i siłę się szarpać i jakoś ogarniać te badania.
Musiałam to tu wyrzucić bo mnie szlag trafił że mi nawet tego TSH nie przepisał przy niedoczynności tarczycy.
Zapisałam się do endokrynologa i idę tam próbować.
A poza tym, to ok. Weekend był fajny, w piątek byli znajomi, w niedziele spotkanie z innyni znajomymi. Praca leży, bo habilituję się z wiadomo czego.
Koleżanka poleciała mi fajną książke: "It starts with an egg". Dostępna w Internecie, w PDF, tylko po angielsku ale pisana dość prostym i zrozumiałym językiem. Czytam, polecam, po pierwszym rozdziale z kuchni wyleciał cały plastik 
Nie mam pojęcia co mogłabym napisać....
Czuję nic.
Jedynie jakby wielka dłoń ściskała mi żołądek.
Jutro to wszystko pęknie, rozpadne się na milion kawałków...
A później wrócę silniejsza.
Dzwoniłam dziś ze snu,
By spytać kiedy spotkam Cię?
4c(bez)s/1cs
Po dłuższej przerwie mała aktualizacja.
Zgodnie z zaleceniami zrobiłam powtórkę z wyników. Przysięgam sobie że to już ostatni raz... 🤞🏼
Jest ok. Nawet bardzo. Utrzymane wszystko na odpowiednim poziomie, nie trzeba zmieniać dawek.
lipiec/sierpień/wrzesień/październik/listopad
TSH: 1,47/2,41/0,44/0,43/0,779
PRL: -/23,2/27,1/-/7,5
HGB:11,2/11,1/11,2/13,3/12,9
D3: -/31/54,70/60,20/51,20
B12: 331,40/504/467/613/497
Kwas f.: 3,37/4,0/9,0/12,0/17,0
Fe: 51/50/69/56/136
Ferrytyna: 6,32/12/12/20/26
Glukoza: 90,0/86,3/91,4/91,6/88,7
Insulina: 7,20/10,3/9,0/11,1/5,6
Homocysteina: -/21,40/13,30/12,30/12
AMH: -/3,67/-/-/-
Białko s: -/60/-/-/-
11dc- dzień OVU
LH: 48,8
E: 226
Owulacja znowu wyłapana w dzień wyników. Martwi mnie jednak mocne krwawienie. Tym razem było tego bardzo dużo w śluzie. A patrząc na estradiol, to nie był jakiś szałowy jak na mnie. Jestem ciekawa co się tam zadziało.
Wizyta za ponad tydzień dopiero. Temperatura trochę dziwna, akurat wykresy mam idealne a teraz jakieś zawirowania.
Ten cykl i tak jest stratny. Niestety od jakiegoś czasu wiem, że kolejny również... Znowu się wszystko przesuwa z niezależnych od nas przyczyn.
Zaczęłam się interesować jeszcze immunologią i genetyką.
Jeżeli któraś ma jakieś rady, to chętnie poczytam. Niestety nie znajduję odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie.
Na podstawie przebiegu ciąży (jedynej, donoszonej do 37tc), zastanawiam się czy nie zbadać z czysto informacyjnych względów:
- cytokin
- kirów
- subpopulacje limfocytów
Ciąża była od początku trudna. Zaczynając od PRG, który teraz też jest problemem, po zatrzymanie akcji porodowej w 31tc. Hipotrofia wewnątrzmaciczna. Niewydolność szyjki, rozwarcie już od 20tc, skurcze (w sumie od początku). I najgorsze infekcje - od 3tc+1d miałam infekcje, aż do końca ciąży. Okazało się przy okazji że jestem uczulona na nystantynę (dorzucono wtedy swoje 5groszy do rozwarcia i skurczy).
Infekcje powodowały skurcze.
Po analizie przebiegu ciąży mam wrażenie że organizm chciał się pozbyć ciąży. To tak po krótce. Nigdy nie zbadano przyczyny.
Wpadłam ostatnio na immunologię, której wtedy nie badałam, bo doszliśmy do mutacji, heparyna i Acard i się udało.
Ale myślę czy warto się przyjrzeć jeszcze temu, bo się boję powtórki z rozrywki. A myślę (ginka wydaje mi się że też), że będzie znowu taki problem.
35+3 waga 67 +13 kg
Piotrunio 2 lata i miesiąc waga 14,2 kg
Coraz bliżej do porodu. Cud że tyle dotrwałam bez komplikacji. Choć nadal mam w głowie poprzednia ciążę , sączące się wody. Brzuch mam wielki ale +13 kg robią swoje i wody 2 tyg temu były w normie.
Firma coraz gorsza, zgaga, bóle kręgosłupa, budzenie w nocy a tu młody kopie a tu ta strona boli. Jak Piotrek ładne nocki ma to ja mam problem ehhh.
Najgorzej że jestem zmęczona a Piotrek chce się bawić. On nie rozumie że nie mam sił.
Boję się jego buntów. Ubierać się nie chce krzyk i płacz, przebierać do spania to samo. Z kąpieli nie chce wychodzić. Do tego stale krzyki, histeria. Ja nie wiem co to będzie. Przecież junior spać nie będzie mógł.
Kiedy ten bunt się skończy. Ciekawa jestem kiedy zacznie mówić bo tu też problem. Podstawy mama, tata, baba powie a gdzie reszta słów ehhhh.
Rozumieć wszystko rozumie, wskazywać wskaże, naśladować zwierzątka potrafi. Dam mu czas jeszcze.
Ja tylko ciekawa jestem ile wytrzymam.
W grudniu zostaje nam opłacenie zarodka jaki został albo nie. Ostatnio dużo z moim rozmawiałam. I jednak zapadła decyzja że nie opłacany, oddany do adopcji. To ciężka decyzja. Ale mam już 38 lat wkrótce 39. Wiek nie najlepszy. Do tego boję się straty pracy. Choć nie ma gwarancji że wrócę z powrotem, wszystko jest drogie . A tak naprawdę nie ma jak zaoszczędzić bo zawsze coś jest albo do kupienia, albo lekarz albo stomatolog, albo samochód. Stale coś. Nawet kasy na kolejną procedure by nie było.
Tak naprawdę na juniora wydałam więcej kasy w klinice niż na Piotrka kiedy była cała stymulacja punkcja. Tak wszystko w górę poszło .
Ta ciąża łatwa nie była, początek super a po 30 tc tragedia. Zgaga tak mnie męczy że lepiej nie mówić. Dostałam leki od lekarza ale już nie działają.
Fajnie czuc ruchy dziecka, widzieć brzuszek. Ale to już ostatni raz. Teraz będzie kolej na wychowanie maluchów.
Cześć dziewczyny!
Biorę teraz luteine i modle się żeby jak najszybciej te 3 tygodnie minęły.
Chce już wiedzieć co mi jest ..co mnie , nas blokuje aby być rodzicami .
6+1
2 dni temu zobaczyliśmy na usg nasza kruszynkę❤️ Był widoczny pęcherzyk z ciałkiem żółtym oraz 2-mm zarodek. A więc to naprawdę się dzieje! Równo po czterech latach starań, pierwszy raz jestem w ciąży ☺️. Ciągle towarzyszy mi lęk, czekam z niepokojem na kolejną wizytę za tydzień, na której mamy zobaczyć serduszko. Zmęczenie coraz bardziej mi dokucza, raz nawet prawie zasłabłam przy dłuższym staniu. Zaczynają pojawiać się delikatne mdłości, ale na szczęście do opanowania. Według kalendarza nasze szczęście powinno pojawić się na świecie pod koniec czerwca, kilka dni przed moimi 32. urodzinami❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2022, 12:33
Jest mój dzień wolny. Czas na odpoczynek i przemyślenia. Dziś może więcej o kwestii wiary.
Jeszcze kilka lat temu z mężem byliśmy zapalonymi ateistami. Teraz jest troszkę inaczej. Chcieliśmy znać argumenty, aby móc konkretnie rozmawiać nt. istnienia Boga.
Wiem... To tkliwy temat.
Jeżeli chce Ci się czytać i jesteś katolikiem to może to być zbyt kontrowersyjne i rażące co dalej powiem, ale każdy ma prawo do szukania Boga.
Stajemy na przekór kościoła katolickiego, bo dla nas w rytułałach, regułkach i paplaniach modlitw, nie ma Boga. Nie należymy do żadnej denominacji. Czytamy Biblię i rozmawiamy o niej, o Bogu i czujemy się chrześcijanami.
Dlaczego o tym dziś mówię?
Bo kwestię posiadania potomstwa oddaję w Boże ręce.
Nie chcę robić z tych starań, czy z samej chęci posiadania dziecka jakiegoś sensu istnienia i bożka, którego będę czcić, zabiegać i zapominać o wszystkich innych ważnych rzeczach,ktore definiują życie. Dlatego dystansuję się. I na to, na co wpłynąć nie mogę zostawiam sile wyższej.
Podobnie jak Wy dbam o inne kwestie, o które mogę - suplementacja, kontrola, dieta, ruch itd. Ale nie chcę wpaść w "spiralę nakręcenia" i zamartwiania się za każdym razem kiedy zobaczę biel na teście. Wy tak nie musicie mieć, ale ja gdy tutaj trafiłam trochę odpłynęłam. Zaczęłam panikować widząc ile trudu trzeba włożyć w starania i jak mało wiem w tym temacie.
Oczywiście, że jestem tylko człowiekiem. Mam uczucia i jest mi przykro na myśl lub widok jednej kreski, ale nie mogę poddać się tej emocji. Mam dla kogo żyć i dzielić się tym życiem. Wspólnie tworzyć własne szczęście. I nie odbieram tego, że nie mam dziecka jako znak, że jestem niepełna, wybrakowana i coś ze mną jest nie tak (chociaż na początku starań po ślubie w 2021 tak czułam, gdy próby spełzły na niczym).
Więc ufam Bogu i już nie modlę się o dziecko, bo to chyba tak nie działa. Modlę się o wypełnienie Jego woli wobec mnie i wiem, że w tym odnajdę spokój i spełnienie.
Poniżej wkleję ciut dłuższy niż można gdzieś usłyszeć fragment ewangelii Mateusza 6: 5-34 i 7:7-11.
Jest on tutaj dla mnie, żebym mogła do niego szybko wrócić, bez chwytania za Biblię. Nie musisz przecież czytać.
_______
A gdy się modlisz, nie bądź jak obłudnicy. Oni bowiem chętnie modlą się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby ludzie ich widzieli. Zaprawdę powiadam wam: Odbierają swoją nagrodę.
Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do swego pokoju, zamknij drzwi i módl się do twego Ojca, który jest w ukryciu, a twój Ojciec, który widzi w ukryciu, odda ci jawnie.
A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; oni bowiem sądzą, że ze względu na swoją wielomówność będą wysłuchani.
Nie bądźcie do nich podobni, gdyż wasz Ojciec wie, czego potrzebujecie, zanim go poprosicie.
Wy więc tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech będzie uświęcone twoje imię.
Niech przyjdzie twoje królestwo, niech się dzieje twoja wola na ziemi, tak jak w niebie.
Daj nam dzisiaj naszego powszedniego chleba.
I przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili.
I nie wystawiaj nas na pokusę, ale wybaw nas od złego; twoje bowiem jest królestwo, moc i chwała na wieki. Amen.
Bo jeśli przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy wasz Ojciec niebieski.
Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom ich przewinień, to i wasz Ojciec nie przebaczy wam waszych przewinień.
A gdy pościcie, nie miejcie twarzy smutnej jak obłudnicy; szpecą bowiem swoje twarze, aby ludzie widzieli, że poszczą. Zaprawdę powiadam wam: Odbierają swoją nagrodę.
Ale ty, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz;
Aby nie ludzie widzieli, że pościsz, lecz twój Ojciec, który jest w ukryciu; a twój Ojciec, który widzi w ukryciu, odda ci jawnie.
Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną;
Ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną.
Gdzie bowiem jest wasz skarb, tam będzie i wasze serce.
Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest szczere, całe twoje ciało będzie pełne światła.
Jeśli zaś twoje oko jest złe, całe twoje ciało będzie pełne ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, sama ciemność jakaż będzie?
Nikt nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował, albo jednego będzie się trzymał, a drugim pogardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.
Dlatego mówię wam: Nie troszczcie się o wasze życie, co będziecie jeść albo co będziecie pić, ani o wasze ciało, w co będziecie się ubierać. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż ubranie?
Spójrzcie na ptaki nieba, że nie sieją ani nie żną, ani nie zbierają do spichlerzy, a jednak wasz Ojciec niebieski żywi je. Czy wy nie jesteście o wiele cenniejsi niż one?
I któż z was, martwiąc się, może dodać do swego wzrostu jeden łokieć?
A o ubranie dlaczego się troszczycie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną; nie pracują ani nie przędą.
A mówię wam, że nawet Salomon w całej swojej chwale nie był tak ubrany, jak jedna z nich.
Jeśli więc trawę polną, która dziś jest, a jutro zostanie wrzucona do pieca, Bóg tak ubiera, czyż nie tym bardziej was, ludzie małej wiary?
Nie troszczcie się więc, mówiąc: Cóż będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: W co się ubierzemy?
Bo o to wszystko poganie zabiegają. Wie bowiem wasz Ojciec niebieski, że tego wszystkiego potrzebujecie.
Ale szukajcie najpierw królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam dodane.
Dlatego nie troszczcie się o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy sam się zatroszczy o swoje potrzeby. Dosyć ma dzień swego utrapienia.
I dalsza część Mateusza 7: 7-11
Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone.
Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, kto szuka, znajduje, a temu, kto puka, będzie otworzone.
I czy jest wśród was człowiek, który da synowi kamień, gdy ten prosi o chleb?
A gdy prosi o rybę, czy da mu węża?
Jeśli więc wy, będąc złymi, umiecie dawać dobre dary waszym dzieciom, o ileż bardziej wasz Ojciec, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2022, 11:09
Wizyta u ginekologa nr 4
- brak znamiom owulacji
- endometrium 4 mm
- nie zapowiada się na miesiączkę
Lekarz zaproponował wywołanie owulacji, a nie miesiączki, skoro staramy się o dziecko. Był w szoku, że poprzedni gienekolodzy nie zaproponowali nic co pomogłoby zajść w ciążę.
Zapisał mi clostilbegyt na 2 cykle.
W końcu wyszłam z gabinetu z jakąś nadzieją.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2024, 15:51
Niech ten cykl się już skończy...
Ten cykl to jedna wielka huśtawka nastrojów... Zaczęło się przekreśleniem go z powodu antybiotyku na wyrwaną "ósemkę", później przyszła ogromna nadzieja po piątkowym monitoringu, a na koniec legła ona w gruzach i to z wielkim hukiem...
To był bardzo ciężki weekend...
Z Mężem pokłóciliśmy się jak nigdy dotąd, w ciągu całej naszej znajomości... Padło wiele gorzkich, bardzo bolesnych słów. Z obu stron. Choć dzisiaj wiem, że żadne z nas wcale tego nie chciało…
Ja w ogóle bardzo źle znoszę kłótnie z Nim, sama nie wiem dlaczego, może dlatego że poza tym, że jest moim Mężem, jest też moim Najlepszym Przyjacielem. Pokłóciliśmy się, oczywiście, o starania o dziecko. Ja byłam pełna nadziei po zastrzyku z Ovitrelle, On był zmęczony po całym tygodniu pracy, w dodatku przeczołgany po piątkowym dniu, który w pracy u Niego trwał 14 godzin. Ja bardzo chciałam, On nie miał ani siły ani ochoty.
No i wpadliśmy w tę pułapkę.
On zaczął mi wymawiać, że ten zastrzyk wzięłam bez konsultacji z Nim. Ja zaczęłam Mu wypominać, że chyba tylko ja chcę tego dziecka. Nie pomogły Jego teksty pod tytułem „jak będzie, to będzie, nie panikuj”. Bo ja to odebrałam „jak nie będzie to też trudno, nic Ci na to nie poradzę”.
On się w ogóle bardzo złości o to, że ja tak bardzo chcę i to przeżywam i zawsze mi mówi, że przecież nie ma co płakać, bo nic się nie stało, bo jak będzie miało być to będzie. A ja po prostu czuję, jak to mnie łamie, jak coś we mnie się kruszy na drobniutkie kawałki, a te kawałki szczypią mnie w gardło i oczy i prosto w serce. Bo momentami czuję się w tej walce o dziecko sama, a On, który powinien być w tym razem ze mną, rzuca we mnie tym argumentem, który boli mnie najbardziej: „odpuść, to przyjdzie”.
Wydaje mi się to bardzo niesprawiedliwe, bo ja naprawdę mocno się staram – suplementuję te cholerne witaminy dla siebie, pilnuję Jego, badam się, monitoruję, dbam żeby wszystko między nami było po prostu OK, a mimo to czegoś brakuje, coś nie działa, coś z nas wypada i się tłucze. Cała starannie przeze mnie utkana konstrukcja po prostu się rozkłada na ziemię.
A kiedy już wychodziliśmy na prostą, kiedy w końcu z tego bagna pretensji wygrzebaliśmy to, że przecież w tym wszystkim jesteśmy jeszcze po prostu MY, że to MY powinniśmy być najważniejsi dla siebie, że się kochamy i wcale nie chcemy się kłócić (zwłaszcza o dziecko)… Próbowaliśmy się pogodzić. Oczywiście była kolacja i łóżko… I… Nie doszedł.
I znowu się zaczęło. Tylko odwrotnie. Zmieniliśmy jakby fronty. To ja nie widziałam problemu, tłumaczyłam, że przecież się zdarza, a On katował się tym, że tak to nic z tego nie wyjdzie, że nie sprostał, że się starzeje i nie daje rady…
Ehh…
I w końcu stwierdził, że faktycznie nie jest tak łatwo odpuścić, jak się chce, że łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, że w sumie to nie myślał, że to aż takie trudne, dopiero teraz widzi, jak Jego to dopadło…
Męska logika jest dziwna.
I to by było tak w ogromnym streszczeniu. Na dzień dzisiejszy jest dobrze. Już wczoraj było. Może dlatego, że „już po wszystkim”, owulacja się skończyła, nie ma presji. Jest czysta miłość, bez „chcenia” czegokolwiek.
Dzisiaj też trochę się boję kolejnego cyklu. Zastanawiam się, czy nie pójść do psychoterapeuty. Może pomoże mi to wszystko poukładać we własnej głowie, zanim przyjdzie kolejna owulacja… I kolejna presja? Oby już nie kłótnia. Głupio byłoby dowiedzieć się o ciąży, kiedy doprowadzimy się do takiego wyczerpania sobą, żeby myśleć o rozstaniu…
Za nami już 16 nieudanych cykli…
Maciuś 2,5 roku Mateuszek 9 miesięcy
Czas bardzo szybko ucieka. Teraz jestem już na takim etapie że wcale nie chce mi się wracac do pracy. Pamiętam jak Maciuś był w podobnym wieku to marzyłam o powrocie. Potrzebowałam wyjść do ludzi, odpocząć psychicznie, aby ktoś za mnie pokarmił, uspał moje dziecko. Teraz mimo że mąż mniej mi pomaga bo Mateusz zasypia tylko przy cycku i jest też Maciuś, to dobrze mi w domu. Na luzie, bez spiny zaczynam każdy dzień, nawet jak Maciuś nie idzie do żłobka, jak dzisiaj, bo kaszlał w nocy to fajnie jest razem. W sumie nawet lepiej jest jak Maciuś jest w domu bo Mateusz bardzo korzysta,uwielbia się z Nim "bawić". Powtarza po nim słowa, zabawy... Dziś był fajny dzień, razem spali na drzemce, po obiedzie byliśmy na spacerze. Myślę że dopiero teraz Maciek dorósł do bycia bratem. Wcześniej był za malutki. Teraz już rozumie moje polecenie" Zostań na dole, idę uspac mateusza, zaraz wrócę ". Nawet jak są kłótnie, głównie z faktu zabierania zabawek to teraz jest już fajnie. Dopiero teraz. Jednak optymalna różnica wieku między rodzeństwem gdzie i rodzice i dzieci skorzystają to 3 lata. U nas jest rok i 9 miesięcy. Za mało. Maciek nie był gotowy, mimo że był wyrośnięty jak na swój wiek. Lepiej jak dziecko mówi i jest odpieluchowane.
Przeraża mnie że za 3 m-ce kończy się macierzyński. Mateusz dla mnie jest taki malutki...
Zapisałam go do żłobka od 1 kwietnia. Wezmę 2 miesiące urlopu wypoczynkowego, mam dużo zaległego.
Koło roczku chciałabym przestać karmić w dzień, oprócz do drzemek. Po roku zostawić tylko na noc i noc. Zobaczymy jak wyjdzie... Rd idzie różnie. W tamtym tygodniu mieliśmy jelitowke to jadł tylko cyca, wymiotował wszystkim, nawet wodą. Potem doszła biegunka. Kupy po pas aż tydzień. Zbiegło się to też z zębami. Bylismy aż u pediatry bo bałam się że się odwodni. Akurat mąż musiał wyjechać na noc do Poznania. Ale teściowa była, tyle że Maciek i tak spał z nami bo nie da się nikomu dotknąć... Mateusz ma 8 zębów odkąd skoczył 8mcy i tydzień a teraz idą czwórki trzonowe.
Z umiejętności to od paru dni zaczął wstawać. Jeszcze czuje się niepewnie.
Fajnie powtarza sylaby dada mama papa głównie po Maćku. Uda mu się też nałożyć kółko na piramidke. Fajnie bawi się autami, kopiuje od Maćka. Lubi piosenki. Ostatnio znowu gryzie mnie w piersi. Zagryza i ciągnie, dopiero jak udaję że płacze to też placze i jest chwilowy spokój. Zawsze tak robił jak nowe zęby szły. Gryzie dosłownie wszystko i nas też. Szczególnie palce u stóp 😄
Nadal nie lubi jazdy autem, aż się zanosi, na spacerach też loteria, jak się czegoś lub kogoś wystraszy trzeba wracać do domu, jest bardzo wrażliwy. Dźwięków nie boi się. Zaczął się też lęk separacyjny.
Co do snu to były noce gdzie spał nawet 6h ciągiem. Ale to na palcach liczyć. Zupełnie nie ma stałych pór pobudek w nocy, maciek często go przypadkiem obudzi, jak idzie spać... Śpi do 6 zazwyczaj. Nigdy nie spał do 7. Spać chodzi po 19. Drzemki ma w większości dwie ale słabo śpi. Dziś spał na pierwszej 30 minut, na drugiej godzinę. Bardzo słabo w tym wieku. Maciek spał 2x1h20min. I noc 20-6. No ale teraz też jest ten drugi regres snu a więc może polepszy się. Śpimy razem w moim łóżku. No i ma skojarzenie senne z kp. Zamontowalam barierkę bo spadł mi z łóżka i rozciął usta o zęby.
Maciuś już się trochę ogarnął. Wiele rzeczy można mu już wytłumaczyć. Kupiłam książki o emocjach bo popchnął dziewczynkę w żłobku. Lubię się z nim bawić, grać w Memory, układać puzzle i w końcu mam czas na to bo Mateusz już pozwala.
Zapisałam go do logopedy bo słabo u niego z mową, nie mówi zdaniami. Wyrazy dziekonasladowcze mówi. Zatrzymał się w jakimś momencie. Nie chce zbytnio powtarzać po nas. Byłam u laryngologa to słuch jest ok. 3 migdał powiększony do kontroli. Sąsiadka neurologopeda pożyczyła mi książeczki "słucham i uczę się mówić". Mówi że nie ma patologii.
C. D. N.
10 dc
Lh 3,74
Estriadol 28
Witamina D 42
Wiec no wychodzi na to że kolejny cykl będzie bez owulacji bo raczej poziom estradiolu powinien być wyższy... liczyłam ze jak jem zdrowiej to organizm się ogarnie no ale niestety..😐 trochę się zawiodłam no ale cóż nie poddam się i dalej bede jadla zdrowiej.
Chociaz poziom Witaminy D cieszy oko 😊
Po wtorkowej dramie jakoś się zbieram do kupy. M jak wrócił tego dnia do domu to tylko rzucił "jestem bezpłodny, strzelam ślepakami" i zaczął przytulać psa. Łzy w oczach. Poza tym, że oczywiście dobija mnie sam fakt kolejnej przeszkody, to łamie mi to serce jak on to przeżywa. Wypiłam 3 kieliszki wina, upiłam się nimi, pół nocy po kryjomu przepłakałam - w łazience i w poduszkę. Wczoraj jak zombi, spuchnięta, bez makijażu, na lekkim kacu, z cebulą na głowie (moja fryzura 90% ostatnimi czasy) poszłam do biura bo w domu chyba bym zaległa w łóżku z telefonu.
Mąż koleżanki, która również kilka lat się starała o dziecko i której drogą po części podążam, też po 2 poronieniach zbadał nasienie - morfologia 0%, fragmentacja DNA 34%. Wizyta u dr Maksyma, 2,5 miesiąca suplementacji i lepszej diety i efekt, z którym spędziłam pół niedzieli bo właśnie kończy rok
Dało mi to dużo nadzieji, że może suplementacją i dietą się to poprawi. Aha, dodam, że u nich w drugim badaniu morfologia była na poziomie 6% a defragmentacja - 5%. Szok. Czytałam na forum, że fragmentacje można poprawić max o 15%. Drugi przykład z forum z OVU - aż zrobiłam sobie screen shota: spadek fragmentacji z 42% do 5%.
Inna koleżanka: poronienie, 2 nieudane in vitro (jedno bez efektu, drugie - poronienie), słabe wyniki męża (sporo starszy od niej, już ok 50) ale jest od 2 miesięcy na świecie piękna Helena
Pytałam co w końcu zrobili. "Nic", wyrównalismy tylko cukier i się jakoś udało".
Moja własna, cioteczna siostra: 7 lat starań, kilka prób in vitro, ona PCOS, mąż złe wyniki nasienia (ale nie znam szczegółów), masa różnych problemów, otyłość. Odpuścili totalnie, zaczęli starać się o adopcję ale i przeszli oboje na dietę keto. Efekt? Ma już dwoje cudownych dzieci. Na keto zaskoczyło im naturalnie natychmiast. Czyli znowu ten cukier.
Piszę to sobie, bo te historie dają mi nadzieję. Ale wiecie jak się czuję.... taka bezwartościowa, przygaszona, ciągle w napięciu, rozżalona. W pracy też mi nie idzie, bo niby dostałam awans o który się starałam przez kilka miesięcy, ale razem z awansem w pakiecie również nowego przełożonego. Zrobiłam moją wizję i plan działania ale natychmiastowo przyblokował mnie we wszystkim. "Rób co robiłaś wcześniej". Z b dobrej oceny przesunął mnie do jakiejś "szarej strefy" bo przecież jestem formalnie na nowym stanowisku. Z szarej strefy nie ma możliwości awansów i sensownych szkoleń. Na papierze (w CV) wygląda to ok, w praktycę wykonuję pracę z poprzedniego stanowiska, poniżej moich kwalifikacji, obecnie z dużą dozą frustracji. Absurd. Korpo to jednak nie moja bajka, ale mam taki zawód że ciężko mi o stabilne miejsce. Pierwszy raz od 7 lat mam umowę o pracę, normalne godziny pracy, więc staram się zagryźć zęby i pamiętać dlaczego poszłam w takim kierunku a nie innym.
Muszę zastopować ten głosik w głowie mówiący "jesteś żałosna", "nic ci się nie udaje".
Wracając do starań. Męża zapisałam też do dr Maksyma, skonsultujemy sprawę z dwoma andrologami. Idzie 22/11 czyli wtedy jak ja będę miała operację. Układam mu też dietę - 2500 kcal. Suplemenactaję na razie dałam taką - l-karnityna 1500 mg, B Complex, witamina D, witamina E 2 x 200, fertistim dla mężczyzn, cynk 30 mg, l-arginina, koenzym Q10, omega3. To z tego co miałam w domu w mojej magicznej szafce oraz na bazie co dziewczyny pisały na forach.
Łyka bez problemu, tylko się pyta czy go nie truję i czy to nie są jakieś narkotyki
Z dietą mój Mąż jest bezproblemowy, tzn zje co ja ugotuję. A że ja gotuję jak gotuję to jemy dużo warzyw, zup, chleb żytni, ryby. Ale podkręcam jeszcze. I martwi mnie piwo - pije codziennie, bardzo ciężko to będzie przeforsować.
Czekam co powie lekarz, doktoryzuję się dalej. W "It starts with an egg" jest rozdział o poprawie nasienia więc przeskakuję.
Postanowiłam też że jakoś zaplanuję jakieś miłe, fajne rzeczy żeby mieć na co czekać i nie pogrążać się w tej otchłani. Chciałabym skitoury na początku stycznia, może jakieś krótkie narty - o ile będzie śnieg. Jakiś Sylwester, prezenty świąteczne. Męczy mnie myślenie ciągłe, nieustanne tylko o problemach. Potrzebuję radości i luzu w głowie, chociaż na chwilę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2022, 09:26
Co tu dużo mówić... Wciąż chorujemy. To już trochę nasza codzienność.
Ostatnio sama wzięłam serię 3 antybiotyków. Jest lepiej ale wciąż spluwam zieloną flegme. Wychodzi na to, że to problem od refluksu. Kłania się trzymanie diety czego oczywiście nie robię.
Iza jest cudowna. Ma charakterek. Wymusza wszystko darciem i histerią ale napawa mnie dumą, a me serce rośnie każdego dnia. Wstaje i kładę się szczęśliwa. Świat wywrócił się do góry nogami.
Po naszym wspólnym 1,5 roku życia razem mogę powiedzieć szczerze i z ręka na sercu, że myślałam, że będzie łatwiej. Że żłobek to spoko sprawa, że powrót do pracy będzie łatwiejszy, że ja będę lepiej wyglądała, że prześpię choć jedną noc, że będziemy zwiedzać i podróżować z dzieckiem.
Rzeczywistość jest w tych kwestiach bezlitosna. Nie da się nic zaplanować, ciągłe chorowanie dyskwalifikuje nas z większości rozrywek, poza tym Iza jest tak trudna w dostosowaniu się do warunków, że wszystko co robię z nią urasta do rangi wyzwania. Zakupy, sprzątanie, wyjście po chleb, jazda 5 minut samochodem....
Ale za to jak są goście, żarcie, impreza i tańce to mogę brylować w towarzystwie jakie mam cudowne dziecko 😁😁
Co ze staraniami o drugie? Mam wrażenie, że są cały czas. Ze to znowu już długo trwa. Zarodki czekają, nie zabezpieczamy się ale wpadki jak nie było tak nie ma.
Działam intensywnie w kwestii zabezpieczenia się w pracy na wypadek ciąży. A chodzi o to, że mam umowę zastępstwa na jeszcze kilka miesięcy. Taka forma zatrudnienia nie przedłuża się do porodu, nie ma wtedy macierzyńskiego. A bez tego niestety ani rusz... Jestem gotowa na kolejne szukanie pracy po macierzyńskim. Ale muszę mieć pieniądze w trakcie jego trwania. Leki w ciąży, wizyty, to wszystko sami wiecie, że też kosztuje majątek. Wyprawki, pieluchy... Poza tym kredyty, czynsze, rachunki, opłaty tak wystrzeliły w górę, że mimo że oboje pracujemy, nie wykładamy już całych oszczędności w kliniki to i tak ledwo wiążemy koniec z końcem. Serio. Nie wyobrażam sobie jak ciężko się teraz jest leczyć parom. Zawsze było ciężko, a teraz to już dramat jeśli chodzi o finanse. Ciągłe podwyżki cen...
Ale działam. Staram się właśnie u umowę na rok. To już mnie zabezpiecza bo nawet jak się uda w czerwcu to ona się przedłuży. Będzie macierzyński. Niestety znowu nie będzie gdzie wrócić. Trudno. Przeszłam to raz, dam radę kolejny.
Jeden krok do przodu za drugim. I idę... Nie cofam się. Idę po swoje!
Dziś 22 dc. Zacznijmy to szaleństwo raz jeszcze 🙂
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2022, 17:54
Wpis z piątku 4.11.2022. 35t6d od miesiaca przybylo mi 0.4kg
Ostatnio jestem ociężala jak wieloryb 🐳.
Ciezko mi schylać się, siedzieć, chodzić.
Bylam na ostatniej wizycie u dr
Spoznila się godzine. Miala cesarke w innym miejscu.
Na wizycie mialam GBS pobierane z przodu i stylu krocza. Ladnie pisząc 😬😓.
Z przodu za bardzo niczego nie czułam. Ale z tyłu- czuje się rozdziewiczona. Nie chcial patyk/ szczoteczka czy co tam wyjść.
Niefortunnie trafilo mi się.
Ból, ze masakra. I to co dzialo sie do konca dnia... gdzie po 💩 malej krew w muszli i na papierze. Do tej pory tylek mnie boli, lecz z dnia na dzien coraz mniej.
L4 wypisane na dluzej nawet - co bedzie do korekty ze wzg ze dostalam skierowanie na cc.
Do zrobienia mialam enzymy watrobowe- glowa mnie ostatnio w nocy troche pobolewa badz nad ranem. I wirusologiczne.
Pomiary:
BPD 9.22CM
HC 32.31CM
HC*32.29 CM
AC 31.08 CM
FL 6.65 CM
AFI W NORMIE
WAGA 2620G !
W zaleznosci kiedy rozwiazanie szacowana waga 3200-3400g takze zobaczymy.
Acard 150 biore jeszcze do soboty/niedzieli.
Jestem ciekawa jak po odstawieniu mały bedzie przybierał na wadzę 🤔 teraz przybiera srednio 150-200g na tydzien.
Wynik GBS za ok 1 tydzien . W piatek zadzwonie z pytaniem i w razie czego odbiore na dniach.
Wczoraj - w sobotę- bylam w labo zrobilam krew.
Czesc juz widzialam ze wyniki są- w sumie wszystkie oprócz jednego.
Wzielam upowaznienie to mama wezmie odbierze. Bo cięzko w tyg, aby gdzies obok zaparkować i podejsc na górę po odbior wynikow.
Po oddanou krwi do badań od razu podjechalam obok blizej szpitala i poszlam dowiedziec się jak z terminem cc...
Oczywiscie dzien wczesniej dzwonilam i dowiadywalam się- kiedy przyjsc najlepiej w sprawie terminu.
Babka odpowiedziala : PROSZE PRZYJECHAC GDY DYZUR BEDZIE I ONI USTALĄ .
Ok... pojechalam w sob a tam czekać- bo za wczesnie przyszlam toz miesiac do terminu.
No ale nie po to przeciez czlowiek wczesniej przychodzi ze skierowaniem, aby w terminie porodu dopiero cięcie bylo - doslownie kilka dni przed 40tc !!! 😬😨🤬😡😠😣.
No , ale dobrze grzecznie siedzialam- cierpliwie. Zjadlam buleczke gdy minelo 30min od wzięcia euthyroxu. Zglodnialam - w koncu bylam juz sporo na nogach i z glodu umieralam.
Telefonicznie pielegniarka rozmawiala o mnie. Dopiero z jakies 40min po tym jak siedzialam- z lekarzem. Okazuje sie ze mam przyjsc na poczatku 38tc - 21 listopada aby umowic sie dopiero !!
Ciekawe jak bedzie dalej... czy w tym samym tyg każą przyjsc np 23 listopada i polozyc sie ? A nastepnego dnia cc ? Czy moze pozniej. Ale skoro w weekend rozpoczynam kolejny tydzien 39tc a planowych cc nie robią w weekend to po weekendzie mnie przyjmą ?
Nie ma to jak żyć w niewiedzy z dzieckiem 20miesiecznym już 16 listopada, jakby cos wczesniej działo sie i pakowanie dziecka wraz z walizkami do taksówki 🤦♀️.
Oczywiscie to czarne mysli, i oby obyło sie bez nich. Nie wyobrazam siebie ciągającą walizki plus dziecko do swoich rodzicow z jej torbą , zeby wzieli do siebie na kilka godzin dopoki tatus nie skonczy pracy. Bądź nie zwolni się.
No , ale co ja mogę ... tylko czekac. I oby nie doszlo do takiej sytuacji ze bedą mnie na zimno ciąć. 😬 czy jakos tak.... na szybkiego.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2022, 12:23
Dziś 32 DC @ nadal nie ma więc zrobiłam test. I jest widoczna druga kreska. Nie cien a normalna kreska. Dla pewności jutro pojadę na betę.
https://m.fotosik.pl/zdjecie/582f2a12d042a5c6
Czy orgalutron przeciwko zbyt wczesnej owulacji jest skuteczny? Stosowałyście moze
17 cs 13dc
27 października - czwartek. Usg. Pęcherzyk po prawej stronie 15 mm i wyniki krwi wskazują, że jeszcze za wcześnie na owulację. Przesuwamy IUI z piątku na poniedziałek.
17cs 17dc
31 października
Poranna wizyta w klinice. Endometrium 12,5 mm, pęcherzyk po prawej stronie 22 mm. Czekamy na wyniki krwi, mam zadzwonić za pół godziny i prawdopodobnie zaraz będę musiała wziąć ovitrelle, a pod wieczór startujemy z trzecią IUI.
Moja doktor wróciła po dłuższym urlopie. Zobaczyła w systemie, że dużo się działo.
Pierwsze jej słowa: a kto to pani zlecił tę krzywą cukrową? Przecież to się bada, jak są jakieś objawy. Pani nie ma objawów. HOMA-IR wyszło w porządku, więc proszę się nie martwić i nie szukać tutaj przyczyn. W leczeniu niepłodności nie do końca chodzi o to żeby eliminować wszystkie czynniki. Jak nie ma objawów, nie zlecamy badań. To samo z immunologią. Rozumiem że chce pani szybko poznać przyczynę i osiągnąć cel, ale proszę mi uwierzyć... w 20-25% przypadków nigdy nie znajdziemy powodu niepowodzeń. Mogą to być jakieś wady w budowie komórek, a współczesna medycyna nie jest jeszcze w stanie tego leczyć. Immunologiczne przyczyny to ekstremalna rzadkość. Poza tym nie ma aktualnie żadnej bezpiecznej metody na leczenie problemów immunologicznych. Co pani to da, jak sobie pani porobi badania, skoro i tak nie ma na to leku. Proszę pod żadnym pozorem nie rozpoczynać żadnej terapii w tym kierunku, wszystko to na razie eksperymenty, a leczenie może mieć bardzo nieprzyjemne skutki dla zdrowia. Proponuję zapoznać się ze sprawdzonymi badaniami, a nie szukać informacji w internecie. W takich przypadkach jak państwa - półtora roku starań, nieudane inseminacje, zalecamy in vitro. Ono jest też w stanie pomóc, gdy nie znamy przyczyny niepłodności.
Wdech, wydech.
Edit 14:47
Jesteśmy już po. Szybko poszło. Mąż miał przyjechać do kliniki jak najszybciej może, a ja 2 godziny po nim. Nie potrzebowałam wstrzykiwać ovitrelle, widocznie z badań krwi wyszło, że pęcherzyk zaraz sam powinien pęknąć. Tak też czułam, od kilku dni miałam wrażenie jakbym nosiła po prawej stronie małą, twardą piłeczkę, a dziś w nocy ból wyjątkowo się nasilił. Testy owulacyjne pozytywne, śluz bardzo przejrzysty i rozciągliwy na całą rozpiętość palców. Dawno takiego nie widziałam.
W sumie dobrze, że obyło się bez ovitrelle, przynajmniej nie będzie złudnych drugich kresek na testach.
Nasienie lepsze niż ostatnio - po obróbce:
objętość 0,35 ml
koncentracja 94 mln/mL
łączna ilość 32,9 mln
WHO A 5%
WHO B 92%
31,9 mln plemników gotowych do podania
W tym miesiącu pozwoliliśmy sobie na drinki i częste jedzenie na mieście. Choć muszę przyznać, że nie pamiętam kiedy ostatni raz jadłam słodycze czy biały chleb. Ale mężowi nie potrafię odmówić. Czasem skomentuję, jak sięga po batonika (dziwię się że nie odechciewa mu się jeść od mojego spojrzenia 😜), ale ogólnie nie umiem go gonić jak wraca zmęczony z pracy.
Emocje: żadne. Biorę to na chłodno. Pojechałam, wróciłam. Chwilkę się położę i zaraz wracam do pracy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2022, 15:10
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.