14 dc
Ostatnio mniej mnie tutaj, choć w mojej głowie dzieje się wiele. Jednak przez "zbyt wiele" ciężko ubrać myśli w słowa. Powoli to sobie porządkuję, więc pewnie powoli pojawią się zapiski. Bo one pomagają.
***
Miałam tutaj o tym nie pisać, bo to miejsce "staraczkowe", a nie "rodzicielskie", ale muszę. Jak to mówią: muszę, bo się uduszę.
Mój Mąż ma córkę z poprzedniego związku. Kiedy się poznaliśmy, prawie nie mieli kontaktu. Nie dlatego, że On nie chciał. Tylko dlatego, że "mamusia" Mu ten kontakt utrudniała. Później się okazało, że nie tylko utrudniała, ale wręcz nastawiała dzieciaka przeciwko. Tak, to ważne w tej historii. Nie zapomnę twarzy mojego (jeszcze wówczas nie) Męża, kiedy Młoda kiedyś powiedziała, że "Tata z nimi nie mieszka, bo już mnie i mamy nie kocha" - jakby ktoś Mu w twarz strzelił. Ile było tłumaczenia, walki o relację z Młodą... Na przestrzeni lat, mój Mąż wywalczył sobie ten kontakt z Młodą, w pewnym momencie ten kontakt był całkiem spoko, nawiązali całkiem fajną relację ojciec-córka, mimo utrudnień. Jakieś 2-3 lata temu było wręcz idealnie. Młoda jakiś czas wręcz z nami mieszkała. Ze mną dogadywała się nawet lepiej niż z ojcem, nie mówiąc już o "mamusi". To ja z nią rozmawiałam o pierwszym okresie, kupowałam z nią pierwsze podpaski, bo "mamusia" twierdziła, że "z tym dzieckiem nie da się rozmawiać". Przed naszym ślubem rozmawialiśmy z Młodą, co ona o tym myśli - na początku była skołowana, ale ostatecznie się ucieszyła. Więcej... Młoda jeździła ze mną wybierać suknię ślubną, jechała z nami jednym autem do Kościoła i... Prowadziła ojca do ołtarza. Tak, chciała być z nami w tym dniu, a my chcieliśmy jej pokazać, że jest dla nas bardzo ważna . Coś pękło w ubiegłe wakacje. Młoda jest już nastolatką i zaczęła pokazywać rogi, zaczęła się stawiać w niebezpiecznych sytuacjach. Oczywiście, u mamusi. Mąż zareagował. No i Młoda się obraziła. Długo nie chciała nawet przyjechać do nas. Od jakiegoś czasu znowu się odzywa. Na początku bardzo nas to cieszyło, ale... Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że traktuje ojca jak "bankomat" (nie, żebym jej czegoś żałowała, ale... telefon za ponad 4 tys. zł? buty za 800 zł? no bez jaj...). Mąż się nie ugina pod jej zachciankami, ale jakieś tam dodatkowe pieniądze na zakupy wyłożył. W końcu to Jego córka... No ale "do brzegu"... Do ojca Młoda zaczęła się odzywać tylko "jak czegoś chce". Spoko. Jest już w takim wieku, że On jej do niczego nie zmusi, aczkolwiek próbuje jej pokazać, że tak to nie powinno wyglądać. Walczy. Znowu walczy o relację ojciec-córka, choć, mam takie wrażenie, to jest trudniejsza walka niż ta sprzed kilku lat. Widzę, ile to Go kosztuje. Staram się Go w tym wspierać. Wczoraj jednak poczułam się jakbym sama dostała w twarz. Niby drobiazg, ale... Wczoraj zorientowałam się, że Młoda usunęła mnie ze znajomych na Facebook-u. Dotąd myślałam, że naprawdę zbudowałyśmy fajną relację. Ja wiem, że to "tylko" nastolatka i "tylko" social media, ale poczułam się niefajnie. Poczułam, że zawiodłam, gdzieś zrobiłam coś źle. Tylko nie wiem gdzie i co... Mąż poprosił Młodą, żeby się ze mną skontaktowała w jednej sprawie. Ciekawa jestem, czy się odezwie... Akurat zawzięta jest po ojcu.
C.D 22.11
Po 2 tyg choroby Szymon wrócił do żłobka na dwa dni (a raczej na 1h i 3h bo odbywały się tam Dantejskie sceny). 3 dnia 40stopni goraczki: latanina po lekarzach. Ostre zapalenie ucha po raz drugi. Znów skierowanie na oddział szpitalny. W całym mieście brak miejsc, decyzja o antybiotyku ostatniej szansy, jeśli w 2 dni nie pomoże to wtedy szpital i antybiotyk dożylny. Na szczęście pomogło, ale finalnie Szymon będzie na antybiotyku 21dni. Nigdzie nie możemy wyjść do końca listopada.
Kurtyna.
Czy tylko ja przewidziałam 2.5mc na adataptacje w żłobku, która nie ma szans na powodzenie?
Jestem w dupie. Czarnej dupie.
I tak sobie mija kolejny dzień...
Za chwilę znowu będzie Wszystkich Świętych, Boże Narodzenie i kolejny Nowy Rok...
Nie ogarniam czasu...
Nie ogarniam życia...
Nie ogarniam chyba niczego...
Przeczytałam swój pamiętnik od początku...przykre to moje życie...
Oczywiście że Bartuś jeste moją najwspanialszą Iskierką która mi je rozświetla ale ta myśl że tak naprawdę przegrałam już życie jest przykra...
Mam 36 lat. Mam 3 dzieci na cmentarzu. Mam cudownego synka. Nie mam pracy. Nie mam swojego mieszkania. Nie wiem jaki jest stan mojego zdrowia. Żałosne.. tak żałosne jak cały ten pamiętnik. Niezła dramo-komedia by z tego była.
Znowu nie widzę plusów a więcej minusów. Znowu przerasta mnie życie choć wiem że inni mają jeszcze gorzej. Tak naprawdę nie powinnam narzekać. Nie powinnam marudzić. Powinnam się cieszyć. Powinnam żyć teraźniejszością i przyszłością. Żyję. Żyję z dnia na dzień i czasami myślę że jestem zła matką..a Bartuś zasługuje na mamę o wiele lepszą,inną. Taką,która zapewni mu wszystko co potrzebne a nie taką która nie potrafi znowu w siebie uwierzyć i nie potrafi się podnieść,odbudować swoją pewność siebie.
A Bartuś ? Jest przecudowny ❤ wchodzi wszędzie, zaczął się przytulać, jesy coraz bardziej świadomy i coraz mądrzejszy ❤ zmienił się od urodzenia niesamowicie ale nadal jest ślicznym chłopcem z loczkami ❤ kolor włosków mu się zmienił z czarnych na ciemny blond
ma 14 miesięcy, rozmiar 86,waga 10.300kg, 8 zębów. Nadal sam nie chodzi (przy meblach jak najbardziej i zaczyna sam dłużej stawać bez trzymania się czegokolwiek). Uwielbia nektarynki i wszystko co jadalne :p przesypia już całe noce (w końcu!) I śpi oczywiście z matką większość nocy :p (ma tak że się przebudzi tylko po to aby przelożyć go do mnie do łózka i od razu śpi dalej). Mm nadal pije przed snem (ale to ja chce aby pił mleko). Wysypkę póki co ma tylko po serku homogenizowanym waniliowym, wszystko inne go nie uczula (tzn to co już próbował). Uwielbia samochody a widok i jazda traktorem opierwała taką ekscytacją że pierwszy raz widziałam u niego aż taką euforię
kocham go bardzo mocno ❤
6dc
Właśnie wróciłam z biegania. Mimo że ćwiczę regularnie od półtora roku to ciągle ciężko jest mi biegać. Jak byłam młodsza trenowałam nawet 6 razy w tygodniu. Potrafiłam bez trudu przebiec 8km na rozgrzewkę. Biegałam przez płotki, brałam udział w zawodach. A teraz ledwo 4km biegnę 😂
Biegam razem z mężem, choć wiem że go spowalniam. Wolę jak zaczynamy razem. A potem się rozdzielamy, on biegnie szybciej, trochę do przodu, potem się cofa do mnie, trochę znowu razem. Wtedy biegnę sobie swoim tempem. A jak ciągle biegniemy razem to czuję presję że muszę biec szybciej, bo przecież on może i pewnie chce szybciej. Tak czy siak jest kochany, wczoraj jak wróciliśmy z biegania mówił, że jest dumny ze mnie że dałam radę i to pod taki wiatr.
Nie wiem jak Wam dziewczyny, ale mi o wiele lepiej jest w pierwszej połowie cyklu. Nie stresuję się tak, nie doszukuję objawów, nie wyczekuję kiedy zrobić test. Po prostu żyję, staramy się z mężem co drugi dzień i tak mijają spokojnie dni. Teraz odliczam dni do wizyty u ginekologa, w sumie za 2 tygodnie
Dopiero od wczoraj zaczęłam mierzyć temperaturę, oby w tym cyklu w końcu temperatura poszła do góry 🤞
Jestem po monitoringu.. owulacja była.. teraz nasze ulubione czekanie… hahaha już kombinuje ile dni po owulacji teścik zrobić.. z jednej strony czuje, ze się udało, a z drugiej tak mysle czemu akurat tym razem miało pójść tak w miarę szybko… na szczęście czas z Małym Bobasem w domu biegnie duzo szybciej, wiec ten czas oczekiwania nie będzie tak się ciągnął… w czwartek będę miała mysle 7 dni po owulacji..
A gdyby nie to mamy cykl z lametta.. także plan B jest!
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 listopada 2022, 20:46
12 dc monitoring i co? Pęcherzyków jest duzo (Lekarz mówi, ze wygląda Mu to jakby to był cykl stymulowany), z takich obiecujących pęcherzyków to są dwa jeden 15 mm i drugi 13 mm.. No zobaczymy.. kolejny monitoring za tydzień.. miałam tez robione amh wyszło mi 3,58 tak w środku skali… ale znowu tak patrząc na to ze mam 34 lata to jednak wysoko… wiem, ze nic nie wiem… chciałoby się wierzyć, ze wśród tych pęcherzyków jest nasz Bobas.. I wcale jakoś tak nie idzie nam to łatwiej za drugim razem, chociaż emocje są zupełnie inne, bo jednak już mamy swoje Szczęście. Nie powiem liczyłam ze tak po prostu się dowiemy, ze jest ciąża a nie znowu walka… pozytywne jest to, ze to nasza ostatnia walka jeżeli zakończy się szczęśliwe.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2022, 20:50
5+0
W macicy pęcherzyk ciążowy 9mm.
Widać też żółtkowy, zalążek ale nie ma wątpliwości.
Na usg widać niestety jakiś malutki naciek/płyn - być może od tego plamiłam na początku. Ale mam brać duphaston i się nie przejmować, bo to maleństwo.
Niestety wczoraj zdarzyła się okrutna sytuacja. Pies pociągnął mnie na dworze do innego psa, wyrżnęłam do tyłu na samym środku osiedlowego skrzyżowania. Przywaliłam tyłkiem, plecami i rąbnęłam głową o lód. Matko - ile paniki, ile strachu...
Nie miałam na szczęście zawrotów głowy, mdłości, zaburzeń ruchu czy widzenia... Dzisiaj boli mnie cała szyja, kark, mięśnie brzucha - wszystko pewnie ponapinałam.
Nie mogłam się uspokoić bo raz, że zrobiłam coś kropkowi, dwa że coś mi się stanie z głową, a przecież nie pojadę na tomografię... I trzy, tak okrzyczałam psa, taka byłam dla niego okrutna, że nie mogłam sobie wybaczyć. Oczywiście go nie uderzyłam, ale jednak zareagowałam bardzo emocjonalnie...
No a hormony dodatkowo zrobiły swoje.
Mam nadzieję, że nie będzie miało to wpływu na kropka - dla uspokojenia głowy zrobiłam jeszcze jedną betę dzisiaj.
Kolejna wizyta 27 grudnia, w moje urodziny.
Mam nadzieję, że serduszko będzie pięknie pikać.
Proszę, zostań z nami.
🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2022, 19:50
Uwaga! Dołączamy do teamu słabe HBA!
HBA- 49% 😵
Fragmentacja - 11% (czyli chyba bardzo pięknie).
Plany? Dorzucać będę resveratrol, więcej witaminy e. Może przekonam go do picia oleju z czarnuszki? Wywalę szafran i macę (chociaż macę to nie wiem, tania jest a dobra).
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2023, 17:45
Pisze z telefonu, wiec będzie chaotycznie.
Jestem po laparo, juz w domu, obolala i skolowana diagnoza.
To nie byl jednak wodniak a moje nowe zmartwienie.. endometrioza. To co widniało jako wodniak to torbiel endometrialna.
Jajowod i jajnik mi zostawili, ale podobno sporo tam tego mialam w brzuszku. O tym jak przebiegla laparo (koszmar, nigdy wiecej nfz), napisze jak dojde do siebie. Moja lekarz powiedziala ze ivf, zeby nie tracic juz czasu. Jestem zielona w temacie, tych klinik jest mnostwo 🤯🤯🤯 na razie mam pobrac jakis lek vissane na wyciczenie tego cholerstwa, badania od pasnika (nie wiem czy na tym leku beda miarodajne), podejsc do ivf. W warszawie podobno roznie z tym bywa. Mam taki metlik w glowie, jestem obolala i straumatyzowana wymiotowaniem po narkozie i nie mam dziś chyba na to sily.
Przynajmniej kropki polaczyly sie w calosc. Tyle lat chodziłam po lekarzach i nikt na to nie wpadl ?!
Pierwsza wizyta w klinice, plan jest następujący:
- w pierwszej kolejności ogarnąć sprawę z guzkiem piersi (potrzebuję wyniku hispat) ⏩ 29.12.22
- bo usunięciu guzka zrobić na świeżo zalecone badania krwi
- pójść na HSG (znieczulenie ogólne, ze względu na omdlenia wazowagalne), koszt w klinice: 1000-hsg, około 1500 znieczulenie ogólne z konsultacja anestezjologa, czyli razem około 2500
- w połowie grudnia powtórka badań nasienia u męża, żeby sprawdzić, czy tamoxifen działa na jakość nasienia, na szczęście są to podstawowe badania nasienia z morfologią więc koszt to troszkę ponad 200 zł (zazwyczaj płaciliśmy ponad tysiąc, więc super, że chociaż na tym troszkę zaoszczędzimy)
- jeśli po hsg okaże się, że mam drożne jajowody i nasienie męża się znacznie poprawi to przez następnych kilka miesięcy będziemy się starali naturalnie na obecnych lekach
- jeśli moje hsg nie wyjdzie dobrze, to będę miała laparoskopię
- jeśli moje hsg wyjdzie dobrze, a nasienie męża wyjdzie źle, to zaczniemy inseminację ( max 3 podejścia do inseminacji, potem pozostanie tylko in vitro)
- odnośnie moich wyników krzywej insuliny to potwierdziła inulinoopornosc, a więc zmiana diety + metformina + ćwiczenia
- dr na aktualnym etapie odradziła immunologa, stwierdziła, że mamy na co kasę wydawać, wrócimy do tego jak już będziemy rozważali in vitro
Dr która z nami rozmawiała w klinice spodobała się zarówno mi jak i mężowi 👍
Aktualny cykl:
Pęcherzyk nie pękł, teraz ma 25 mm, jeśli owulacjii nie będzie dzisiaj to nie będzie jej wcale, czuje się już troszkę przedokresowo, a więc pozostaje mi tylko czekać na 🐒
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2022, 21:51
2dpt
Wczoraj popołudniu miałam 3h drzemkę 
Poza tym mam zero jakichkolwiek dolegliwości a co za tym idzie, pesymistyczne myśli mnie dopadły. Jest deszczowo i chciałabym cały ten czas spędzić pod kocem. Mam zero energii
Koszty criotransferu:
Post będę aktualizować na bieżąco.
Narazie przedstawia się to następująco:
Wizyty: 220
Badania: 780
Apteka: 300
W planie powtórka wymazów za 145, wizyta. 220
Crio 2100
Zobaczymy finalnie ile wyjdzie ale tanio nie jest.
Dziś byłam na wirusowkach, mam nadzieję, że wszystkie będą na wizytę. W sobotę czeka mnie jeszcze badanie proga, wynik chyba doślę mailem, u mnie w mieście długo się czeka. Raczej na wizytę nie wskoczy. No i te wymazy, mam nadzieję, że wyjdą dobrze. Powtórka 28.11.
17 tc + 3 dni. 2 trymestr.
Szybko czas leci . Ledwo się dowiedziałam że jestem w ciąży. A tu już 4 miesiąc:) zaniedługo pół metek za nami.
Brzuszek rośnie jak i mała także jedyny problem to nie problem mi się wydaje
bo nie wiemy jeszcze czy to napewno jest dziewczynka.
Dzisiaj byłam na wizycie i tak się schowala w rogu że nawet nie potrafił lekarz zrobić jej ładnego zdjęcia:)
Ale ważny 180 g i mierzy 15 cm
.
Myślę że to dziewczynka już od początku ciąży mam takie przypuszczenia a także znaki od życia.
Z badań krwi wynika że mam o jeden stopień mniej żelaza w organizmie niż miałam tak wec lekarz zaproponował aby do diety wprowadziła więcej żelaza .. to jest najlepsze że to co ma żelazo to ja jem .. chude mięso, szpinak, brokuł itd. Tak więc aż tak potrzebuje tego żelaza ?
Może to jest przyczyna że moje tabletki z kwasem foliowym Prenga plus ( w składzie żelazo ) zamieniłam na Pueria uno ? No nie wiem ale porządnie nastawiam się nad powrotem do Pregna plus .
Czasami już czuje ruchy małej ale czasami .. są dni że jest więcej aktywna a są dni kiedy myślę że jest tam cichutko . Ale po przyłozeniu detektora wiem że buszuje i fikuje w moim brzuszku bo to jest słychać . Ostatnio ją przyłapałam na czkawce .
Ja już taka przerażona bo co to za dźwiek oprócz serduszka .. a tu takie ihh ihh .. 3 minuty i później przestało jej się czekać tak wiec to musiała być czkawka .
Zerkam sobie na wyprawkowe rzeczy.. czasami zapisuje co mi się podoba .. I się zastanawiam jaki mam rozmiar ubrań kupić? Doradzi mi ktoś?
Na internecie krąży opcja wyprawkowa z 2 rozmiarami .. M.in 58 i 62 aby kupować po 5 szt z każdego ubrania.
Napisałam do mojej bliskiej koleżanki ona ma 3 je dzieci. Aby mi doradziła : napisała żeby kupić rozmiar 62 i kilka sztuk rozmiaru 68b , koniecznie spioszki i body + skarpetki , abym się nie pchała do Pajacyków .. bo później dziecko jak macha nóżkami to wypada z nagawki. No i że dla mnie to ułatwienie bo będę początkująca z przebieraniem dziecka. A jak powie mi na końcu że dziecko jest małe to zawsze mogę jechać do sklepu i kupić małe ubranka . Tak więc tak to wygląda.
Wizje pokoju już mam.
We wrześniu bede kupowała dla mnie nowe auto .
Tzn z mężem ale ja sama na nie odłożyłam ( jestem z siebie dumna ) bo to nie mała kwota .
A od października ruszamy z mężem z odkładaniem pieniędzy na wyprawkę i rzeczy dla naszego brzdąca . Tak więc coś czuję że szybko to wszystko upłynie:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2023, 18:49
No i nie było co gdybać, okres jest, tylko o czasie a nie wcześniej jak zazwyczaj.
Ale mam takie podejrzenie, że tym razem coś się zaczęło dziać. Tylko równie szybko skończyło. No bo skąd śluz płodny w połowie II fazy, nigdy tego nie było. I piersi czasem bolały, owszem, ale przy zakładaniu stanika to nie.
Chcę poprosić rodzinnego o skierowanie do poradni genetycznej, podobno tak można... Zobaczymy co wyjdzie
Dzień doberek!
Temperatura wzrosła, więc pewnie żadnego bobo w tym cyklu. Ale już wkrótce testowanie pływaków, nie mogę się doczekać!!
Jakbym była moim mężem, to bym robiła wszystko by mieć poprawę. Ale ten człowiek ma dużą siłę nawyków/własnego widzimisię stety-niestety. Cieszę się, że przynajmniej część rzeczy udało mi się wdrożyć.
Zimowa aura jest trochę wyzwaniem dla sportu, przyznam. Już nie biegamy na zewnątrz. Dobrze, że spacery też się liczą. Bardzo mi się podoba określenie hiking/trekking
Robi ze spacerków coś bardziej pro.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2022, 10:18
Ta piżamka i nie mówienie Mężowi o dniach płodnych to był strzał w dziesiątkę. Oderwać się ode mnie nie może. 🤣 Chociaż wczoraj i dzisiaj nad ranem miałam plamienie (krwawienie wręcz) owulacyjne. Wczoraj to normalnie żywoczerwona krew. Więc chwilowo zostałam "odstawiona", bo mój Mąż strasznie delikatny jest w tej kwestii i jak jest krew to nie ma seksu. 😔 Ale wieczorem planuję Go jeszcze dopaść. Mam nadzieję, że się uda. 🤩
***
Wg apki owu dzisiaj. Seksy ❤️ były w środę i czwartek. Jakby się udało dzisiaj i jutro rano poprawić to timeing powinien być dobry. 🤞🤞
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2022, 12:30
15.12.2022
To dziś jest TEN DZIEŃ!
Tyle oczekiwań, przygotowań i prawie w terminie planowanego porodu, rok po punkcji.
Zgłaszamy się po Kropka 😍
A ja się boję…
I co najśmieszniejsze, boję się, że się nie uda ale też, że będzie wszystko dobrze. Głupie co?
Boje się, ze będę miała za bardzo nadzieję, ze mogę znowu uwierzyć, wejść na szczyt i zamarzyć o spełnieniu TEGO największego marzenia.
Wczoraj kładąc się do łóżka zobaczyłam na niebie spadająca gwiazdę.
To w grudniu one tez spełniają życzenia?
Dziś obudziłam się z myślą gdzie będziemy o tej porze za rok? Którędy pójdzie nasza ścieżka?
Ciekawe o czym będę tu pisać za rok…
Ps. A teraz proszę o kilo kciuków, modlitw, koniczynek a i o ananasa 😉
Niech się dzieje!!!
No i minął rok 🥳.
Życie stanęło nam na głowie przez ten czas, jednocześnie nie wiem kiedy to minęło. Trochę to wygląd tak jakbym rok temu zasnęła i nagle obudziła się dzisiaj. Przykre to jest, że nie zauważa się tego upływu. Chciałoby się cofnąć do tych pierwszych tygodni, które dla mnie są totalną plamą... 😔 Z drugiej strony cieszę się, że Czaruś jest cor większy, coraz więcej rozumie i można z nim już całkiem normalnie pogadac haha 😁. Nie jest taką małą mimozą jak noworodzie.
W ogóle fajny chłopak z niego. Udał się na 100% 😁. Możemy być wdzięczni, że tak pięknie się rozwija, jest taki mądry, uśmiechnięty i zadowolony. W nocy śpi coraz lepiej. Z jedzeniem to cały czas trochę pod górkę. Jednego dnia zje cztery pierogi na obiad, by kolejny przeżyć na samym mleku 🤣 (no, teraz mu to wybaczam, bo jest chory i ząbkuje, pewnie dlatego nie ma apetytu🙄). No, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?
Sto lat, Synciu! Postaramy się, żebyś miał piękne życie. Na razie chyba nie jest najgorzej co? Staramy się 🙂.
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2022, 22:21
Nie zawsze jestem fajterką. Wczoraj cały dzień przepłakałam, ale chyba potrzebowałam w ten sposób to wszystko z siebie wyrzucić. Po południu ogarnęłam test IMK (II faza cyklu) i napisałam do Męża że chciałabym normalnie spędzić wieczór. Poszliśmy do wegańskiej, syryjskiej knajpki na hummus i jakoś lżej mi się na sercu zrobiło.
A dziś.. dziś jestem pełna nadzieji. Byłam w klinice (niestety sama), rozmawiałam z lekarzem, który początkowo miał nam udzielić tylko konsultacji andrologicznej ale że sprawy się mocno skomplikowały to się i zakres konsultacji zmienił.
Lekarz FANTASTYCZNY. Pierwszy raz od tych kilku dni się śmiałam.
O mnie: wytłumaczył mi jak działa endomenda, że "zatruwa" ten płyn, który jest w otrzewnej i w którym zanurzone są jajniki, przez co obniża rezerwę jajnikową i może pogarszać jakość jajeczek. Dosłownie "zżera" jajniki, więc nie ma co zwlekać, bo spada mi AMH.
O Mężu: na początku - pierwsza kartka wyników, że super, ale przy fragmentacji DNA "czego wy się zawsze tak dobieracie?".
Pytałam o Visanne i wprowadzenie się w stan sztucznej menopauzy na 3 miesiące to stwierdził, że rzeczywiście było kiedyś praktykowane podejście na takim długim protokole, ale na dwóch ostatnich konkresach niepłodnościowych doszli do wniosku że to nie polepsza wyniku. "Pani Katarzyno, tu się nie ma co pieprzyć". Czuję intyucyjnie i rozumowo, że to dobra droga, bo najbardziej sen mi spowiek spędza ta malejąca rezerwa jajnikowa. Może to głupio zabrzmi, ale ja czuję jak spada mi płodność. Nie wymyślam sobie. Wiem jak było x lat temu, widzę różnice, w tym jak mam owulację (czasem nie mam), jakie mam libido, śluz, samopoczucie, odczucia.
Powiedziałam, że ogarniam immunologie i co jeśli wypadną szczepienia. "Zabezpieczymy zarodki i Paśnik sobie będzie mógł robić co tam chce". Racja.
No i jako że nie ma się co pieprzyć to robię badania, które mi zlecił a 3/01 jesteśmy umówieni na wizytę już przed ivf. Wow.
Wyszłam pełna nadzieji i wiary, spokojna. Nie czuję się naciągana na kasę. Jejku ile to jest emocji w tym wszystkim.
32+1 8 miesiąc ciąży 🤰🏻
Sielanka ciążowa trwa w najlepsze, zaraz odpalam trening dance cardio ale wcześniej postanowiłam coś napisać bo dawno nie było okazji.
Powoli (bardzo powoli) idziemy z wyprawka do przodu. Mała rusza się bardzo dużo, już się nie mogę doczekać aż wezmę ja w swoje ramiona. Zbieramy się do zakupu łóżeczka, niebawem będę robić kolejne zamówienie w aptece, czas leci szybko a upływające tygodnie widzę po spożywanych suplementach 😜 na plusie 10 kg ale czuję się całkiem dobrze 🙂
Mieliśmy ostatnio sesje, na jej efekty będzie nam dane pewnie sporo czekać z uwagi na te wszystkie sesje świąteczne. Będzie piękna pamiątka ☺️ sama sesja trwała ponad godzinę, wiadomo ja jako gwiazda miałam dużo roboty 😅 zmęczyłam się tym pozowaniem 😜
Do porodu zostało 55 dni co jest totalnie niesamowite. Wczoraj w sklepie na widok dziecięcych ubranek miałam łzy w oczach i prawie bym się rozpłakała 😲
W poniedziałek mam lekarza i niestety hemoglobina zaczyna mi spadać więc pewnie dostanę żelazo w tabletkach 😕 TSH na poziomie 2,36 więc też jestem lekko zaniepokojona.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.