Wielkimi krokami zbliżają się święta. Czas który już nigdy nie będzie dawał takiej beztroskiej radości jak wcześniej. 2 lata temu w Wigilię powiedzieliśmy rodzicom, że zostaną dziadkami. Byłam wtedy w 15. tygodniu ciąży. 3 miesiące później Maja była już na świecie, a po kolejnych 3 miesiącach się z nią żegnaliśmy. Święta w tamtym roku były dla mnie bardzo trudne. Nie miałam ochoty na spotkanie z rodziną, mimo że uwielbiam ten magiczny czas. W tamtym roku ważyłam 106 kg, miałam spore nadciśnienie i duże problemy z tarczycą. W oczach miałam pustkę. W sercu jeszcze większą. Myślałam, że psychicznie radzę sobie całkiem dobrze, ale wcale tak nie było. Nie widziałam żadnych perspektyw na przyszłość. Żyłam jakby zamknięta w bańce mydlanej, która wypełniona była cholernym smutkiem. Jak jest dzisiaj? Pustka w sercu została, ale oczy wypełnione są nadzieją. Dzisiaj waga pokazuje całe 33 kg mniej! Duma mnie rozpiera. 🙆🏻♀️ Właśnie jadę do szkoły, w której nieskromnie mówiąc radzę sobie całkiem dobrze. 😍 Złożyłam też dzisiaj papiery o uznanie mojego zawodu w Niemczech. I szczerze mówiąc nie mogę się doczekać świąt. Jedziemy do Polski, żeby spotkać się z rodziną męża. To będzie piękny czas. 🥰 Dalej przepełniony pustką, ale pustką z którą umiem żyć i z którą umiem być szczęśliwa.
Beta < 2,3 mlU/ml
😔😔😔
I znowu nici😭
Jak długo czeka się na miesiączkę po nieudanym transferze?
Przez rok tak wiele sie może wydarzyć...
Minął listopad, zaczął się grudzień. Rok temu z niecierpliwością czekałam czy się udało, czy mamy jakieś zarodki, czy życie da mi szansę na żywe dziecko...
Nic nie czuję jajników. Powinnam mieć już podgląd, a tu dupa, wizyta za kilka dni. Na reakcje będzie za późno, mam nadzieję, że jednak coś tam rośnie. Oby były z tego dobre komórki i zarodki 🙏
Niby na spokojnie podchodzę do tej procedury, a jednak jest stres...
A co u nas? Iza ma 8,5 miesiąca. Miała rozwijać się wolniej po problemach okołoporodowych ale od kilku tygodni siedzi, raczkuje i staje na 2 nogi. Wszystko na raz 🙈 pięknie sobie radzi i o spóźnionym rozwoju chyba możemy zapomnieć... Nadgonila aż za bardzo.
Jest cudowna! Trzyma się mojej nogi i mówi "mama". Mamuje zawsze jak coś chce i jak 5yloo próbuje wyjść z pokoju. Czasami tam marudząco, a czasem tak fajnie świadomie MAMA. No cudoooooo i miód na serce 💜💜💜
No i co jeszcze? Młoda chyba lubi życie na krawędzi. Ciągnie ja tam gdzie nie można i tylko czeka żeby dojść na skraj łóżka, ja ją łapie za portki, a ona tak wisi głową w dół i to najlepsza zabawa 🤣 mamy szogun tak szogunuje, że ciężko za nią nadążyć. Jesteśmy zakochani po uszy. Ja to chodzę i ja cmokam i wącham bo się na cieszyć tym dzieckiem nie mogę. Nie wiem kto ma większy lęk separacyjny jak musimy się rozstać. Ja czy ona? Chyba ja 🤷♀️
Dziś młoda na canybdxien zrobiła jedna 20 minutową drzemkę... Ale był hard core. 3 tabletki brałam na ból głowy. Ładnie śpi tylko w wózku na dworze ale naprawdę są dni, że nie mam siły wyjść. Z nadzieją próbuje ja uśpić i zrobić obiad czy coś i nigdy mi to nie wyszło bo spania nie ma... W nocy też nie śpię ale był czas przywyknac. No Iza to typowe hight nerd baby, potrzebuje więcej i więcej... Bliskości, noszenia, uwagi. Daje jej z siebie 200 %. Zaczęłam to lubić. Widzę, że się sprawdzam gdy się tak rozwija. Cieszę się, że nie idę na łatwiznę i nie odpalam tv żeby mieć spokój tylko siedzę i zabawiam. Nie zawsze jest obiad, podłoga trochę się klei ale dziecko ma mamę na 100.% i to najważniejsze 🙂🙂
Uciekam się dzgnac i lulu do mojej księżniczki, która już grzeje wyro 💜
Z rudą koniczynką dobrze. Aktualnie nic się złego nie dzieje, więc już raczej się nic złego nie zadzieje.
Wyniki badań tkanek płodu będą albo pod koniec tego tygodnia, albo w przyszłym tygodniu.
Odstawiłam wiesiołek, bo sprawa wyglądała tak, że rano mam śluz po przebudzeniu (kremowy z reguły), biorę wiesioła i po godzinie przez x czasu jest Sahara, wieczorem śluz znowu wraca, czasem nawet jakiś taki wodnisty, czy kremowy-rozciągliwy, czasem szyjka się zaślimaczy, a potem jak znowu wezmę wiesioła na wieczór to znowu Sahara jest do rana. 
Jadę w czwartek z samego rana na szkolenie, nie będzie mnie do piątku. Słabo mi się chce, wolałabym posiedzieć w domu i potulać się z mężem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 listopada 2022, 23:33
35+3 tc
oj dawno nie pisałam, ale nie wiem co pisać
czas leci nieubłaganie szybko i to już lada chwila po niedzieli 
byłam na usg III trymetru, ale niestety znowu na nfz, więc znowu nic nie widziałam, a zdjęcia są formatu 2x3 cm 
no nic, najważniejsze, że wszystko jest ok
z cukrzycą nie mam większych problemów
mam już nie badać codziennie cukru, tylko co kilka dni i jak jem coś nowego, do poradni diabetologicznej mam się zgłosić 6 tygodni po porodzie. Dostałam już skierowanie na przyszłe badania.
Duperelek dokazuje, wierci się, przemieszcza. Czasami odczuwam to jak wijącego się robaka pod skórą, a czasami boli. Szczególnie jak idzie kop między żebra.
Eh wzruszam się co chwila jak daje mały czadu.
Nawet nie sądziłam, że to będzie takie piękne, mimo, że upierdliwe uczucie bycia w ciąży.
10 lat czekania na ten mały cud i taka nagroda. 
Mam już wszystko poprane, wóz stoi. Nie mam jeszcze łóżeczka i wanienki.
Wczoraj byłam na pierwszym ktg. W szpitalu gdzie rodzę czas oczekiwania kilka godzin 
pojechałam prywatnie.
Podczas zapisu mały nie ruszał się, chyba spał i zapis był bez sensu. Położna kazała mi iść coś zjeść i jeśli nie będzie poprawy jechać do swojego szpitala.
Na szczęście po zjedzeniu mały zaczął się ruszać.
Wieczorem zadzwonili z kliniki, żebym przyjechała jeszcze raz, bo lekarz z którym położna skonsultowała mój wynik zalecił powtórzenie tak dla świętego spokoju. Lekko sie zdenerwowałam.
Pojechałam dzisiaj zaopatrzona w jedzenie i przed samym ktg podjadłam. Mały galopował
i wszystko ok.
Postanowiłam, że po Nowym Roku idę na prywatne usg 3D. Raz, że nie mogę się doczekać żeby zobaczyć szczeniaczka, dwa że chcę dowiedzieć się czy wszystko z nim w porządku.
Zawsze to nowe źródło 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2018, 17:48
14cs, 29dc, cykl z I IUI.
Najgorszy czas w staraniach?
Zdecydowanie te 4 dni przed okresem. Zwariować można…
Dla mnie fatalny jest ten czas poowulacyjny.
Chciałabym odpuścić i się nie przejmować, ale paradoksalnie im dłużej się staramy, tym mi ciężej zrozumieć porażkę 🙄🙄🙄
Wcześniej jeszcze było dużo niewiadomych, te wszystkie stymulację, zabiegi… serio myślałam, ze czegos nam ciagle brakuje, że za tą kolejną zmianą strategii w końcu się uda.
Teraz mam wrażenie, ze za dużo możliwości nam nie zostało 
Szukam tej siły jeszcze co by się nie poddać 💚
26 dc, 9 dpo
Przepadłam. Będąc w łazience, zauważyłam parę niteczek krwi w rozciągliwym śluzie na papierze i przepadłam. Już nie przejdę obojętnie obok tego cyklu. 🥺 Przy szyjce śluz jest kremowy, nie ma śladów krwi, ale to delikatne plamienie... W 9 dpo spokojnie mogłoby to być coś implantacyjnego, prawda?
Nie chcę się nakręcać. Nie chcę za kilka dni załamywać się nad bielą testu albo wredną małpą. Jednak ten drobniusi objaw, inny niż w poprzednich cyklach, dał mi wielką nadzieję. Zwłaszcza, że ten jajnik... No pobolewa/uciąga cały czas...
Edit. 21:00
Śluz przy szyjce ma kolor kawy z mlekiem. Nie ma go dużo, ale... Proooszę. 🥺🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 grudnia 2022, 21:02
"Kiedy krzyczysz, wszyscy Cię słyszą. Kiedy szepczesz, tylko ci najbliżsi Cię słyszą. Kiedy milczysz, słyszy Cię Twój najlepszy przyjaciel" - te wzruszające słowa, autorstwa Lindy Macfarlane, to wspaniała definicja przyjaźni i bycia przyjacielem.
W ubiegłym tygodniu odwołałam kawę z Przyjaciółką, która jest w ciąży. Odwołałam, bo bałam się swojej reakcji. Bo ona jest w ciąży (4-5 miesiąc), udało im się od razu, bez większego starania, a ja nie. Bo mimo iż szczerze Im gratuluję i naprawdę cieszę się na myśl o małym "siostrzeńcu" to w głębi serducha tak trochę przykro, trochę smutno, trochę zazdrość gryzie. Wiecie, jak jest... Czułam się z tym okropnie. W piątek Przyjaciółka (K.) odezwała się do mnie ponownie, zaczęłyśmy pisać o głupotach. I tak mnie jakoś ruszyło sumienie, że napisałam Jej, jak jest, że żadnego wirusa nie było, tylko po prostu miałam gorszy dzień, nie czułam się na siłach akurat z Nią spotkać itd. I wiecie co? Pomogło. K. oczywiście napisała, że taki argument wystarcza, że luzik i tak się Jej nie pozbędę.
No raczej, przecież wcale nie chcę... Popłakałam się po tej rozmowie - nie wiem w sumie bardziej ze wzruszenia, zrzucenia z siebie tego ciężaru czy z czego tam jeszcze (nawet dzisiaj to opisując jakoś tak stają mi łzy w oczach), ale pomogło. W niedzielę K. odezwała się znowu (już chyba wiedziała, że sama się nie odważę). Umówiłyśmy się na piątek - jak za "starych" czasów na kawę i rozrywkę, bez Mężów. To znaczy Mężów umówiłyśmy ze sobą, co by się sami nie nudzili (akurat się dogadują, więc spoko).
Dzisiaj już nie czuję w sobie strachu przed tym spotkaniem. Wiem, że nawet jeśli głupio się rozkleję i rozpłaczę to wszystko będzie w porządku. Wiem, że tak jak K. mogła przyjechać i powiedzieć mi o ciąży, tak ja mogę się wypłakać o jej braku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2022, 08:43
Koniec beztroskiego życia....Żłobek czas zacząć 🫣
Nooo i mamy grudzień.
Gdybym mogła usunęłabym go z kalendarza.
Powinna być możliwość wyłączenia sobie życia na kilka dni... Miesięcy. LAT!
Co nie zmienia faktu że to piękny czas na zajście w ciążę. Tak piękny że aż... Zapewnie nie dla mnie...
W tym roku bardzo jestem Grichem. Aż czuję jak robię się zielona. Jak przepełnia mnie nienawiść do świąt...
Mam nadzieję że nie spadnie ten piękny pier*olony śnieg.
Że cudowne, zawsze cieszące moje oczy zasrane światełka na choinkach przypalą się o godzinie zbyt późnej by je wymienić.
Taka jestem. Stałam się okropnym człowiekiem.
Może pojawi się Ktoś... Mały Ktoś z Ktosiowa i weźmie zniknie tego Grincha we mnie? 😔
Proszę.
No i już stało się.
Bejbik już u mamusi. Ten najlepszy, 4ab!
Rośnij w brzuszku mój maluszku ❤️🧡💛💚💙💜
11 dpo,
Progesteron: 27,90
Beta HCG - 53,70 - przyrost 488%.
Proszę, zostań z nami.
🙏🙏🙏
Dziękuję za każdą dobrą myśl.
To był dobry rok ❤️ Spełniło się moje największe marzenie - urodziłam zdrową, piękną córkę. Nigdy w życiu nie byłam tak zmęczona i tak szczęśliwa jednocześnie. Halszka ma swoje lepsze i gorsze dni, ale kiedy patrzy na mnie swoimi cudownymi niebieskimi oczami, uśmiecha się przez sen i ściska mój palec zapominam o tych gorszych chwilach.
To nasz trzeci Nowy Rok jak małżeństwo. W pierwszym roku byłam świeżo po poronieniu. Wtedy wchodziłam w 2021 r. z nadzieją, że to właśnie ten rok przyniesie mi wymarzone maleństwo. Już 2 miesiące później ta nadzieja została mi brutalnie odebrana, razem ze stratą drugiej ciąży. Rok później przeważającym uczuciem był strach. Byłam już po 3 poronieniach, zrobiliśmy ostatnie możliwe badania i żyliśmy pomiędzy nadzieją a rezygnacją. Podjęliśmy się szczepień limfocytami, uważaliśmy je za ostatnią deskę ratunku. Przez cały czas od straty Ewy brałam antydepresanty i leki nasenne, żeby nie mieć koszmarów. Sylwestra spędzałam sama - mąż był na granicy, zadzwoniliśmy tylko do siebie o północy. Życzenie mieliśmy jedno - żeby 2022 był lepszy.
Na przełomie 2021/2022 podeszliśmy do szczepień. Dodatkowo ja znalazłam nową pracę, dzięki terapii przestałam podporządkowywać życie pod starania i ewentualną ciążę. Praca sprawiała mi wiele satysfakcji, łapałam się na tym, że musiałam pomyśleć chwilę dłużej zanim policzyłam, w którym dc aktualnie jestem, bo coś innego zaprzątało mi głowę.
21 marca zobaczyłam po raz czwarty pozytywny test ciążowy. Zaczął się dla nas okres strachu, ekscytacji, zwątpienia i radości. Odliczałam dni - najpierw do prenatalnych, później do połówkowych, do granicy przeżywalności płodu, do 34tc i tak dalej. Cieszyłam się z każdego grama więcej na usg, zdjęcia z wizyt oglądałam po 10 razy. Ciąża nie była dla mnie łaskawa ale najgorszy był strach. Ciągle zadawałam sobie pytanie czy to dziecko przeżyje? Urodzi się całe i zdrowe, damy radę? Im dalej ciąża postępowała tym bardziej byłam przerażona. W końcu 2.12 na świat przyszło moje największe szczęście. Święta spędziliśmy w łóżku - dostałam zapalenia piersi i gorączki 40,5 stopni. Ale pomimo tego to były najpiękniejsze święta jakie przeżyłam. W końcu po odparowaniu prezentów i kolacji wigilijnej położyłam się spać z jednej strony mając męża a z drugiej córkę.
Dzień przed Sylwestrem dostałam kolejną dobrą wiadomość - zadzwonili do mnie z pracy. Chcą przedłużyć ze mną umowę, na bardzo korzystnych warunkach. Bałam się, że umowa nie zostanie przedłużona z uwagi na L4 i ciążę, było mi szkoda, bo uwielbiałam tą pracę i ludzi. Dodatkowo po 2 miesiącach pracy przeniesiono mnie na wyższe stanowisko i sugerowano, że to nie koniec awansów. Zdążyłam się juz pogodzić ze stratą pracy, mieliśmy w planach, że zostanę z Halszką przez 2 lata w domu. A tu taka niespodzianka 😅 Cieszę się z tego ogromnie, kocham moją córkę ale chcę się nadal rozwijać i mieć życie poza domem i dzieckiem.
2022 był cudownym rokiem, 2023 bądź taki sam lub lepszy ❤️
Nie chwal dnia przed zachodem Słońca... Wczorajszy spokój to była cisza przed burzą, bo ok 22:00 poszło trochę krwi. Żywej. Nie takiej, której się nie boimy, nie bardzo dużo, ale zamarłam. Zabetonowało mnie od środka. W głowie mam prawidziwy Meksyk. Jakoś przespałam noc, rano sprawdziłam betę. Wiem o przyrostach na tym etapie, ale byle by był jakikolwiek, bo poprzednim razem jak tylko zaczęło się plamienie to beta natychmiast mi troszkę spadła. Moja z dzisiaj to 6384,0 mIU/ml więc nie zatrzymała się i nie spadła od poniedziałku, przyrost 3 dniowy 71% więc ok. Daje mi to nadzieję. Ale to taka malutka nadzieja, bo ewidentnie coś jest nie tak. A nawet jeśli wszystko jakimś cudem jest w porządku, to mnie to kosztuje tyle, że sobie naprawdę nie radzę. Jak wracałam z laboratorium to wyłam. W domu pół dnia płakałam w głos. Wczoraj i rano się trzymałam jakoś przy Mężu, ale jak tylko zostaję sama to się rozklejam. Piersi nadal większe i pobolewają.
USG kolejne dzisiaj czy jutro nie ma sensu. Tak jak mówił mi i mój lekarz i lekarka z IP - dopiero w przyszłym tygodniu coś ewentualnie będzie widać.
Dzisiaj już znowu brązowe plamienie, brzuch nie boli, ale aż boję się czymkolwiek na chwilę ucieszyć bo zaraz coś się dzieje.
Moja pierwsza ciąża zupełnie spontaniczna, bez leków, nie wiedząc że w niej jestem jeździłam rowerem, ćwiczyłam, piłam kawę, nie brałam żadnych suplementów. Ta - prawie 4 lata starań, milion badań, pieniędzy, lekarzy, suplementów, leków, chuchanie dmuchanie na siebie teraz, ivf i co? I skończy się tak samo? Ja tego chyba nie przeżyję.
Dziewczyny mi piszą, że naprawdę Acard i Clexane moga takie cuda powodować, że może być krwiak, że zdarzają się plamienia i krwawienia bez przyczyny, ale dlaczego znowu ja ????
Wiem, że nic nie jest przesądzone, ale musiałam to z siebie wyrzucić.
Koniec beztroskiego życia....Żłobek czas zacząć 🫣
Niestety, nasze wyczekiwane przez tyle lat szczęście nie trwało długo... zaledwie kilka dni. Beta 6 dpt pokazała super przyrost 191%. Bardzo się cieszyłam. Niestety, beta 8 dpt wykazała przyrost zaledwie 40%, a 11 dpt już spadła.
Jest mi bardzo przykro. Nie wiem, dlaczego to wszystko mnie spotyka. Kolejny raz muszę pożegnać się z Maluszkiem - choć może dobrze, że tym razem nie doczekaliśmy serduszka...
Dzisiaj zaczęło się krwawienie. Wszystko odbywa się w domu, po cichu.
Został nam jeden, ostatni zarodek. Nie chcę czekać - w tym cyklu podejdziemy do kolejnego transferu. Wypadnie na kilka dni przed świętami.
Nie mam już siły, ale myślę, że będziemy walczyć do skutku...
Cześć!
Męczy mnie to ciągle czekanie , muszę czekać ponad 3 tygodnie na diagnozę czy ktoś mi powie dlaczego ? Mój chłop wcale mi w tym nie pomaga .. sądzi że to u mnie jest przyczyna tego że nie możemy mieć dziecka , kłóci się o byle co ... mam czasami dość , czasami chce odpuścić i mieć na wszystko wywalone .
Z drugiej strony chciałabym mieć dziecko .. tak bardzo tego pragnę. Te czekanie naprawdę męczy.
Czy wynik hormonu anty mullerowskiego który mam 8.29 to kwalifikuje mnie do podejrzenia o PCOS ?
Przed badaniami mieliśmy w szpitalu szereg pytań.. wyciągnęłam zdjęcie z usg z września .. lekarka powiedziała czy ginekolog powiedział mi że mam policystyczne jajniki ? Odpowiedziałam
: nie ..odpowiedziała : AHa okey i tak chodźby tematu nie było . Tak więc myślę że coś tam zobaczyła. Cieszę się że jest w tej apce taki pamiętniczek, w którym moge wszystkie swoje żale umieścić.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.