Niaha Udało się 🥹 10 lutego 2023, 21:02

Jednak te powyższe owulaki "prawdę mówiły". Do owulki jeszcze trochę czasu. Wczoraj na monitoringu wyszło, że pęcherzyk ma dopiero 15 mm. Myślałam, że owulka tuż tuż, bo naprawdę bardzo czuję lewy jajnik i myślałam, że to właśnie tam coś się tworzy, a tu taka niespodzianka. Zresztą ciekawe jest to, że nie pamiętam monitoringu w którym pęcherzyk byłby w lewym. Muszę się o to w klinice podpytać. Dodatkowo dr wspomniała, że ten lewy jest schowany za macicą. Dziwności jakieś...
Stawiam, że owulacja będzie między niedzielą a środą, więc kontynuuję sprawdzanie przez testy owulacyjne. Dodatkowo dzisiaj z ciekawości sprawdziłam na mikroskopie i też żadnych paprotek, więc wszystko się zgadza.
Ciekawi mnie tylko ten ból w lewym jajniku 🤨

Sheelie Moje życie 21 września 2023, 21:24

20 tc
Byliśmy dzisiaj z mężem u mojego ginekologa.
Z dzieckiem wszystko wporzadku , 322 g dzieciaczka w moim brzuchu i dalej rośnie.
Mam zdjęcie z usg jak otworzył buźkę i puszczą bąbelki ..
I co jest ciekawe moja córka ma siusiaczka tak wiec chłopak 😁.
322 g chłopaczka jest w moim brzuszku .
Pokazał jajuszka . Widziałam na własne oczy tak wiec heh dziecko zrobiło mi suprise dzień przed moimi urodzinami 😁. Trochę jestem w szoku bo już zdążyłam się przyzwyczaić że to dziewczyna i nawet mieliśmy imię dla dziewczynki .
No ale cieszę się że wszystko jest wporzadku .
Lekarz zbadał mi szyjkę bo powiedziałam mu ze czasami mnie kłuje w środku . Szyjkę mam dłuższą niż powinnam mieć i zamknięta naszczeście. Z łożyskiem , macica , wodami płodowymi i dzieckiem jak najbardziej wszystko jest wporzadku . Tak więc cieszę się bardzo. 😁
Teraz tylko muszę usunąć wszystkie polubione ubrana dla dziewczynki ... I patrzeć na chłopięce. Hihi 😅

02.02.2023
No i stał się cud. Płyn z uszu zniknął- szanse na to były mega znikome. Nawet lekarka doznała dzis szoku. Co pomogło? Prawdopodobnie balon politzera (nasza laryngolog nauczyła nas jak stosować taki sprzęt laryngologiczny do przedmuchiwania trąbek sluchowych). Mam dziś urodziny, ta wiadomość była dla mnie najlepszym prezentem. Szymon wróci do żłobka na adaptacje nr 284838 w marcu. Pozostaje tylko wierzyć, że kolejny raz zapalenia uszu się nie pojawią .
Ostatnio dużo myślę o sobie, o samorozwoju, o swoim życiu.. zawsze byłam osobą nerwową, która dużo się stresowała. W końcu, w swoje 34 urodziny zdałam sobie sprawę, że muszę to zmienić.. chcę to zmienić. Ostatnie miesiące postawiły mi wiele wyzwań, ale dzięki temu zrozumiałam, że nie mogę walczyć sama ze sobą, zjadać się wewnętrznie. Ten rok zostawiam pod hasłem odpuszczenia i wdzięczności za to co mam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2023, 21:58

24 XII 2022
Układałam w głowie scenariusz tej sytuacji miliony razy. Miałam przygotowaną przemowę, długi monolog - w wyobraźni różniły się tylko okoliczności, słowa pozostawały bez zmian.
Gdy tylko dowiedziałam się, że Mąż ma niespodziewaną służbę w Wigilię zdecydowałam, że to właśnie będzie ten dzień.
Mimo upływających minut, galopującego serca i guli w gardle przekładałam rozmowę z godziny na godzinę..
Nagle gdzieś między przyprawianiem jednej, a drugiej sałatki wzięłam głęboki oddech i zaczęłam "Mamo muszę Ci coś powiedzieć..", później słowa wylały się z prędkością karabinu maszynowego, z przygotowanej przemowy nie pamiętałam ani zdania. Niemal na bezdechu opowiedziałam jak długo się staramy, o zaplanowanym zabiegu na luty, prawodopodobnym in vitro, strachu i niezrozumieniu. Mówiłam szybko jakbym bała się, że mi przerwie, a ja już nigdy nie zbiorę się na odwagę. Później nastała cisza, która dłużyła mi się w nieskończoność, a w rzeczywistości trwała kilka sekund. Czekałam na reakcje, byłam przygotowana niemal na każdą wersję. Mama podeszła do mnie i powiedziała "Kochanie, podejrzewałam to od dawna ale czekałam aż sama będziesz chciała mi o tym powiedzieć. Dziękuję. Będzie dobrze, zobaczysz, ułoży się.", a później mnie przytuliła. Wyobrażałam sobie każdą reakcje ale ta przeszła moje wyobrażenia. Tama pękła. Łzy zaczęły płynąć same, a szloch wydobywał się gdzieś z wnętrza. Płakałam głośno wtulając się w mamę, szukając w niej pocieszenia jak wtedy, gdy miałam kilka lat i biegłam do niej z krwawiącym kolanem. Tyle, że tym razem krwawiło serce, a łzy oczyszczenia rozmazywały mój makijaż..
Teraz jakoś lżej się oddycha.

Jeszcze 2 dni do wizyty serduszkowej 🙏💛

Błagam niech wszystko będzie dobrze i niech serduszko mocno bije...

Objawy ciążowe mam ale wiadomo... to nic nie oznacza. 🤷‍♀️ Najbardziej boję się pustego jaja, bo to przy nim wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią że ciąża jest a tak na prawdę nici z tego.

Na pamiątkę obecne objawy:
- niezmiennie ból piersi
- ciężki nabrzmiały biust, już takie 1,5 rozmiaru w górę poszło
- ogromne zmęczenie... Każdego dnia w ciągu dnia czuje się tak zmęczona jak po całonocnej imprezie... W ciąży z Mayą nie doświadczyłam czegoś takiego - fatigue level hard
- nawracające problemy ze spaniem - od 2 dni znowu jest gorzej :/

No nic... Odezwę się za 2 dni po wizycie. Mam nadzieję że z dobrymi wieściami 🙏🤞


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2024, 06:24

9 lutego nasze Dzieciątko odeszło do Aniołków.
8 lutego wieczorem dostałam krwotoku, a rano nie było już widać akcji serca.
Mój mąż, wielki chłop, prawie zemdlał dwa razy.
Ja tylko się na niego patrzyłam i nie byłam w stanie nic powiedzieć.
Po wyjściu z gabinetu wyłam na korytarzu. Tego uczucia nie da się opisać, kiedy serce pęka ci na pół.
Jak jest dzisiaj?
Ciężko. Ale staram się żyć normalnie. Staram się nie siedzieć w domu, być ciągle z kimś. Nie załamać się. A w poniedziałek jadę do mamy i taty. Czekają na mnie i będą ze mną w tym.
Nasze Dzieciątko jeszcze jest z nami, w moim brzuszku. Ciągle mu powtarzam, że jestem przy nim, że nie jest samo. A kiedyś się jeszcze spotkamy.
Krwawienie prawie ustało, nic mnie nie boli. Jeśli jutro nic się nie zadzieje, w poniedziałek rodzice zawiozą mnie do szpitala.
Będziemy robić badania i szukać odpowiedzi, dlaczego się tak stało. Mamy pewne przypuszczenia.
Ale teraz potrzebuję spokoju i odnalezienia siebie na nowo. Wiem, że jeszcze będzie dobrze. Wiem, że Bóg ma na nas swój plan że dane nam będzie jeszcze przytulić nasze Dziecko.
A tymczasem znikam na trochę. Dziękuję Wam za wsparcie. To był piękny, choć niełatwy czas. Teraz już nic nie mogę zrobić źle. Nikomu nie mogę zaszkodzić. Jest mi trochę łatwiej z tą myślą. Chcę skupić się na naszym małżeństwie, które potrzebuje znowu dawnych nas. Chcę wykorzystać jak najlepiej ten czas, który jest nam teraz dany.
Nasze Dzieciątko pozostawiło po sobie mnóstwo szczęścia, dobrych wspomnień i nauczyło mnie cieszyć się tym, co jest tu i teraz. Było takie malutkie, a tyle wniosło do mojego życia. Wiem, że nie było tu z nami przypadkowo. I zawsze pozostanie w naszych sercach.

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 12 lutego 2023, 10:18

Miałam nadzieję że wyleczę się z infekcji do czasu owulacji. Nie wiem, może jeszcze zdążę. Przyczepiło się i nie chce puścić.

W pracy gorący okres, x projektów się kończyło testować, nie chciałam zostawiać koleżanek z tym wszystkim samych i... Finalnie ja została z tym wszystkim sama, robiąc za trzech i przeplatając w to szukanie dokumentów do audytu. :) A mówił sobie człowiek, że nie będzie patrzył na innych jak będzie potrzebował L4.

W przyszły piątek miałam jechać do przyjaciółki, intensywnie grać do niedzieli w planszówki a potem pomoc z organizacją baby shower, bo na kwiecień dziewczyna ma termin.
To teraz stoi pod wielkim znakiem zapytania, bo w domu zarazili mnie jakimś dziadostwem i już wczoraj wieczorem czułam że coś się kroi, a dzisiaj obudziłam się z gorączką i bez sił do życia.
Nie chcę jechać do niej żeby zarazić. :/ A tak się cieszyłam na ten weekend...

Jak przez kilka lat chora nie byłam konkretnie, tak teraz co dwa miesiące mnie łapie.

Najgorzej, że męża też... I całe starania o poprawę wyników nasienia pójdą jak krew w piach, bo to znowu jakaś infekcja górnych dróg oddechowych czy inne zapaleniowo płucne. 😞

Dodatkowo w domu nastroje mocno napięte, przeszkadza im wszystko i wszyscy. Ja już nie komentuje, ustępuje, nie chce mi się bić z wiatrakami.
Nawet to że ktoś stłukł szklankę to moja wina, bo zostawiłam ją na blacie pod ścianą, żeby nie zapomnieć dzisiaj tego wynieść do siebie. 😳🤷


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2023, 10:19

12 dc stymulacji do in vitro

Oj wyhodowałam za dużo jajeczek 🤦🏼‍♀️🤦🏼‍♀️🤦🏼‍♀️

Stymulacja

2-5 dc Gonal 150j
6-8 dc Gonal 100j + Orgalutran 0,5ml
9-12 dc Gonal 75j + Orgalutran 0,5ml
13 dc Gonapeptyl Daily 2ampulki jednorazowo
14 dc antybiotyk Summamed 2tbl
15 dc PUNKCJA bez transferu

Wizyty monitoring Invimed
5dc, 7dc, 10dc

W piątek punkcja na 8:00

Na dojrzewanie jajeczek na koniec iniekcja 2x Gonapeptyl

Moja Pani Doktor mówi ze będzie u mnie hiperka, wiec kriotransfer możliwy najszybciej w marcu.

Poproszę order złoty za cierpliwość na koniec jak już się kiedyś uda 🏅🏅🏅🏅

Ania_1003 Powrót na OF po 5 latach 16 lutego 2023, 19:40

34dc, 23dpo, 4t+5d

beta: 5958,20 (przyrost ponad 125%)
prg: 47,45

Strasznie mnie stresują te plamienia. Myślałam że to od luteiny. Podrażnia, nie chciała wchodzić. A że jestem na Acardzie i Heparynie to wystarczy lekkie zadrapanie.
Zaczęłam używać żelu. Przestało. Było czysto, miło, nie drażniło. Niestety dwa dni... Dzisiaj znowu rano brązowo.
W poniedziałek mam wizytę wieczorem. Umrę z nerwów do tego czasu. Nie chciałam panikować, bo jestem obstawiona lekami, beta rośnie prawidłowo. To będzie strasznie dlugi weekend...

Większość Staraczek z problemem śluzu płodnego stosuje kurację olejem z wiesiołka. Przy tym jednak trzeba pamiętać o suplach z kwasami omega 3. Olejek z wiesiołka zawiera omega 6. Zbyt duża ilość omega 6 przy niedoborze omega 3 może powodować (lub zwiększać) zróżnicowane reakcje zapalne organizmu (nietolerancje pokarmowe, alergie, zapalenia stawów, a nawet sprzyjać rozwojowi raka piersi po menopauzie). Dlatego przy suplementacji olejem z wiesiołka należy dbać o odpowiednią podać kwasów omega 3. Proporcja wynosi 5:1 (omega 6 : omega 3).

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 21 maja 2023, 07:32

11+5

Od wczoraj czuje się podejrzanie normalnie i nie-ciążowo. Wstałam dziś i brzuch płaski. Halo, dzidzia, czy nadal tam jesteś? Powiedziałam o ciąży mojej mamie, bardzo się ucieszyła i nie przyjmuje do wiadomości, że coś mogłoby się nie udać. USG dopiero 30.05...

Od 1 lipca jestem na wychowawczym. W pracy pierwszy kwartał był przesrany, bo mobbing. Drugi kwartał był przesrany, bo już wiedziałam, że od 1 września mnie przenoszą do innej jednostki, więc chciałam ładnie wszystko dokończyć i nie zostawiać trupów w szafie. Było bardzo ciężko. Stąd pomysł na 2 miesiace wolnego zamiast 2 tygodni.

Na poczatku byłyśmy nad morz w składzie 2 mamy, 2 dzieci z zespołem aspergera. Nie miałam siły organizować czegoś, a wiedziałam, że mój organizm nie da rady ogarnąć Malinki sam. Bo Mąż zaczął nową pracę od 1 lipca i wiadomo było, że urlopu nie dostanie. W zasadzie odpoczęłam, a dziewczynki nawzajem uczyły się różnych rzeczy. Mamy też się uczyły innych metod. Nawet takie świadome mamy.

Potem była lekka szkoła życia. Tzn.z koleżanką wybrałam się na Triglav (najwyższy szczyt Słowenii, 2864 m). Razem z dojazdem i powrotem nie było mnie 6 dni. Do tej pory zostawiałam Męża i Małą na 2 doby maks, z przygotowanym podwieczorkiem i podszykowanym obiadem. A teraz nic nie przygotowałam, w końcu dziecko większe, no i musiałam się spakować. Cóż to była za pouczająca wyprawa. Mnie przekonałao ty., ile mój organizm może. Mimo, źe najwolniej wchodziłam i schodziłam, to jako jedyna nie miałam zakwasów!!! Może to kwestia tego, że nie robiłam specjalnych orzygotowań pod kątem Triglavu, tylko po prostu tu rowerek po mieście, tu bieganko (takie po 3 km, bo nie mam czasu), tu spacerek. Piękna pogoda, piękna przygoda. Wracając byłam jedną wielką tęsknotą. Ale moja Raspie nie chciała się przytulać. Kolejny dzień zrobiłyśmy tylko dla siebie. Bez przedszkola, wszystko razem. Wieczorkiem mówię "dobra, idę pobiegać". Otworzyły się wrota piekieł. "Nigdzie nie możesz wyjść, byłaś sama na wakacjach, beze mnie, a możesz wyjeżdżać sama dopiero po moim umarnięciu". Ten i inne teksty na pełnej petardzie głośności. "Potrzebujesz przytulasa?" - "tak i mnie nie puszczaj!". Ależ się spłakałam. Zmyliło mnie "z tatą było świetnie", a przecież może być świetnie i można tęsknić. Sama tego doświadczam!!!

Potem wzięłyśmy udział w biegu z przeszkodami. Ja 10 km (pobiłam swój czas o 6 minut), a Bąbolady pierwsze zawody na 1 km. Było świetnie! Była frajda, zabawa, wola walki, nie poddawanie się, śmuech, medal i siczek na końcu 🥰

Uwielbiam ją.

W sobotę dowiedziałam się, że koleżance, która ma już 6-letnie dziecko udał się - ot tak - kolejny transfer. Rozwaliło mnie to. Dlaczego nie mogę być w tej grupie, albo w grupie "naturals po ivf". Przepłakałam z pół dnia. Sama.

Do końca sierpnia chcę porobić jak najwięcej badań i odhaczyć wizyty. Żeby potem mieć z górki. Ale kiedy transfer, tego nie wiem. Chciałabym móc cieszyć się w 100% moją Maliną, czasem wolnym (tu dentysta, tu urząd, tu serwis rowerowy), czekającym nas (dwie, bo Mąż w pracy) wyjazdem w Góry Stołowe, ale brakuje mi tego elementu układanki, jakim jest kolejne dziecko. Baaaardzoooo!

9.02.23
Wczoraj doznałam namiastkę szczęścia. Tak bardzo brakowało mi pozytywnych informacji.
W końcu mamy zielone światło na start.
Zaczynamy wkrótce. Oby tym razem szczęśliwie. 🙏
Mam poczucie, że w końcu wracam do gry.
W naturalne poczęcie niestety już nie wierze i to zawieszenie było dla mnie strasznie obciążające psychicznie.
Alu już w końcu po 2 miesiącach prób startu możemy zaczynać. Uff... Chociaż nie wiem na jak długo starczy mi tego "uff". Wczoraj byłam szczęśliwa a dzisiaj już emocje opadają i szczęście miesza się z lękiem.

Wyniki nasienia mamy lepsze niż kiedykolwiek.
Torbiel zniknęła.
Zastrzyki czekają.
3
2
1
I ruszamy. 🍀
Trzymajcie kciuki.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2023, 18:41

Zosis Pamiętnik starań Zosi 13 lutego 2023, 11:32

36 dc 12 dpo
Dzisiaj temperatura koncertowo w dół. ↘️ W dodatku boli mnie głowa, a test w niedzielę bielusieńki.
Także czekam już tylko na 🐒.
Nie zranisz mnie 🐒 tym razem... Czekam na Ciebie. Byłabym ci tylko wdzięczna, gdybyś wstrzymała się jeszcze tak do jutra... Wtedy HSG miałabym idealnie w 9 dc i może ten cykl nie byłby na straty...
W ogóle to podziwiam wszystkie dziewczyny z długimi cyklami. Mi obecny przesunął się (na chwilę obecną) o tydzień i już mam wrażenie, że trwa całą wieczność. Co dopiero gdyby trwał tak standardowo albo, co gorsza, takie 40-50-60 dni...

***
Odkąd mam termin HSG... Zaczęłam czuć strach. Nie boję się samego badania (chociaż nie jedno już o nim czytałam). Boję się wyniku. Boję się, że okaże się, że jajowody są niedrożne. Wiem, że nawet jeśli - to będziemy wiedzieli, na czym stoimy, to będziemy z tym walczyć, nie poddamy się tak łatwo, ale jednak... Stres jest.

Czy miałyście HSG? Jak Wasze wrażenia/odczucia po tym badaniu?
I kiedy robiłyście czystość pochwy pod nie?
Ja mam taką sprzed miesiąca i kazali mi powtórzyć. Nie wiem tylko - przed 🐒 czy po. Nie dopytałam i teraz biję się z myślami, czy teraz szybko jechać czy poczekać aż 🐒 się skończy...

***
Wczoraj na budowie mieliśmy Gości. Na kawę wpadli nasi przyszli Sąsiedzi "zza miedzy", którzy budowę chcą rozpocząć dopiero za rok, ale już wpadają od czasu do czasu na działeczkę. Było całkiem miło. Wpadli z 9-miesięcznym bąbelkiem, który... Od razu chciał do mnie na ręce... No i zostałam "ciocią". Nie. Nie zabolało. Utwierdziło w przekonaniu, że zrobię wszystko, aby mieć takiego Maluszka.

Miałam mieć dzis wizytę w klinice- ale w piątek dzwoniły Panie z rejestracji, ze niestety ze względu na pacjentki, które maja stymulacje, wizyta zostaje przesunięta na piątek.. No nic czekamy dalej.. trochę mi szkoda, bo dzis mam 6 dc i liczyłam ze ruszymy z kopyta z jakaś stymulacja.. a tutaj w piątek w 10 dc to już dupa… ciekawe co tam na wizycie będzie.. ja to bym odrazu poszła w taki zestaw jaki był ostatnio szczęśliwy… czy się uda? Czas pokaże.. może jeszcze coś z tego cyklu wyciśniemy z panią Doktor..
Zdrowotnie - dalej mam problemy.. mam jeszcze wizytę u neurologa.. obstawiam, albo stres - praca, żłobek, brak ciąży, ta niepewność i ciagle zastanawianie się co zrobić.. albo po prostu za duzo na siebie biorę i mam za mało pomocy..
związek - tutaj tez dostałam po dupie.. wyszło, ze mój Mąż mnie okłamał.. bez szczegółów - zrobił coś czego ja nie akceptuje, wyszło przypadkiem, zaprzeczył… szkoda, bo z pierdoly powiedzmy, zranił mnie i znowu zabolało..

Moje dziecko ma ospę..

A ja- ja jestem zmęczona.. zmęczona takim zawieszeniem.. nieplodnosc po raz drugi daje mi to samo.. wiadomo, ze jest inaczej bo jest Synuś i On mnie stawia do pionu.. szkoda ze za drugim razem albo nie może się po prostu udać bez tej całej otoczki albo ze nie umiem odpuścić i dać biec losowi..

Trochę to trwało ale w końcu znalazłam chwilę na opisanie dalszej części naszego porodu. 😜

Do szpitala na szczęście mamy blisko bo lekko ponad 2 km więc trasa zajęła nam raptem 5 minut. Trafiliśmy na izbę przyjęć, tam podłączenie pod KTG na 30 minut Plus wywiad z położną. Później przyszedł lekarz by mnie zbadać i potwierdził że wody odchodzą, szyjka jest zgładzona, a rozwarcie jest na opuszek. 🙈

Trafiłam na salę przedporodową gdzie po raz kolejny zostałam podpięta pod KTG a mąż w tym czasie wrócił do domu, bo nie wiadomo ile będzie się rozkręcać akcja porodowa. Dostałam jeszcze kroplówkę nawadniającą. Około 8:30 byłam badana i rozwarcie było już na 3 cm Zgodziłam się na oksytocynę by rozkręcić akcje porodową i trafiłam na salę gdzie już miałam zostać do końca. O 9:00 kolejne badanie, rozwarcie na 4 cm i pozwolili mi zadzwonić po męża. Dostałam też zzo bo już zaczęło konkretnie boleć. Myślałam że samo wkłucie trwa szybciej 🙈 jakoś koło 9:30 był już mój mąż, i kolejne 40 minut było najcudowniejsze podczas tego całego porodu ponieważ przestało mnie boleć. Po 10:00 już miałam 6 cm, koło 11:00 zaczęłam wymiotować i było osiem, a przed 12:00 pojawiło się 10 cm rozwarcia. I od tego momentu wszystko co się działo wspominam źle, ponieważ Ból był okropny. Miałam ochotę chodzić po ścianach, młoda się dopiero wstawiała w kanał głową więc o parciu też nie było mowy. Kolejne dwie godziny Pamiętam jak przez mgłę, było ciężko bolało, płakałam ponieważ chciałam żeby to się już skończyło kropka wielkim oparciem był w tym wszystkim mój mąż bez którego chyba bym sobie nie poradziła. Poród skończył się nacięciem, młoda od razu wyskoczyła jak się okazało bez nacięcia to raczej nie było opcji ponieważ źle się wstawiła głową w kanał.

Nie od razu poczułam ulgę, urodzenie łożyska, później zaczęłam chlapać krwią, byłam łyżeczkowana i szyta prawie 50 minut. Fala miłości też mnie nie zalała, ponieważ bardziej skupiłam się na poczuciu ulgi. Mąż za to był na maksa wzruszony. Podczas parcia też nie oglądał ścian, bo jak położna powiedziała że widać włoski i że są takie czarne to już zaczął się patrzeć w dół. Ale z tego co wiem to raczej nie ma traumy, a nawet cieszy się że tego wszystkiego doświadczył. Mała urodziła się 30 stycznia o 13:50, z wagą 3 kg i wzrostem 54 cm. Jest najcudowniejsza, najwspanialsza i w życiu nie Marzyłam o takim szczęściu. Dziś kończymy dwa tygodnie i chociaż nie zawsze jest łatwo to nie wiem jak do tej pory mogłam bez niej żyć. ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2023, 19:00

Ostatnie kilka słów o porodzie.

W szpitalu spędziliśmy 6 dni. Mała miałam żółtaczkę i musiała być naświetlana a w tym czasie ja walczyłam z laktacja. Bardzo mi zależało na karmieniu piersią. Od środy walczyłam z laktatorem, bo mój dzidziuś się po prostu nie najadał. Przez żółtaczkę była bardzo senna i apatyczna więc miałam problem by ją dostawić do piersi. To też średnio mi szło bo co rusz wypadał jej sutek, położne mi pokazywały jak to zrobić ale jak miałam zrobić to sama to nie wychodziło 😵‍💫

W czwartek bilirubina skoczyła do 16 więc mała rozpoczęła naświetlania. Co 2,5/3,5 h wracała do mnie na karmienie, gdy jej nie było robiłam sesje z laktatorem by mała miała mleczko na wynos gdy byłyśmy osobno. W nocy odciągałam i nosiłam na patologię noworodka by mała jak najdłużej była naświetlana i nie kursowała tyle. Było ciężko, bo mało ja widziałam, ale to wszystko było dla jej dobra. W czwartek miałam pobierana krew i się okazało że hemoglobina spadła mi do 8. Dostałam zastrzyk i 6 tabletek (po 2 do posiłku). Lekarz zalecał transfuzje ale się nie zgodziłam bo czułam się całkiem dobrze. Sobota i niedziela również z zastrzykiem plus leki a teraz najbliższe 3 miesiące będę brać tardyferon. W niedzielę dostaliśmy zielone światło do wyjścia 🙂 byłam na maksa szczęśliwa, bardzo chciałam już wrócić do domu, pomimo cudownej opieki chciałam już się wyspać w swoim łóżku. No i się udało, popołudnie było czasem wizyt dziadków a o 20 gdy zostałam już sama (mąż poszedł na nockę do pracy) rozpłakałam się bo to ja byłam przebodźcowana a nie mała. Ona była aniołkiem.

Zdarza mi się spać 3h w nocy ale są też momenty gdy śpię 6 h. Aktualnie walczę o laktacje bo mam wrażenie że biednie się zrobiło 😢 laktatorem w 30 minut ściągam max 60 ml i tak już od półtorej tygodnia. Nic nie rusza do przodu, piersi raczej miękkie, pije femaltiker, zamówiłam syrop że słodu jęczmiennego. Zeszłej nocy mała dostała butelkę z moim odciągniętym mlekiem i zjadła 40 ml. Przy cycku strasznie płakała. Walczyłam z nią 3 h, a jak zjadła to poszła spać na 3h. Działam też z kolektorem ale z nim to ruletka. Raz się fajnie przyssa a raz odpada po kilku sekundach (potrafię złapać do niego 30 ml). Ciężka walka o pokarm przede mną. Kupiłam też modyfikowane by ewentualnie dokarmiać mała w nocy gdy mam mniej cierpliwości. W ciągu dnia jakoś nie ma takiej potrzeby.

Cześć Dziewczyny.

Ach, postanowiłam, że coś skrobnę. W sumie dobrze mi tu i brakuje mi Was. Z jednej strony mam potrzebę się wygadać, a z drugiej bardzo boję się o tym komukolwiek mówić. To taki delikatny, osobisty temat, że trzymam go w sobie i staram się ochronić przed światem zewnętrznym. Potrzebuję przelać gdzieś te emocje, ale jak zaczynam cokolwiek mówić, to zaraz łzy płyną mi do oczu i zaciska się gardło. Może pisanie będzie najlepszym rozwiązaniem.

Trudne były te ostatnie dni. To tak, jakby ktoś zabrał dziecku długo wyczekiwany prezent. Wyrwał mu go z rąk i uciekł. I to dziecko zostaje samo, wyciąga rękę, nie wie co się stało.. Dlaczego?

Czuję taką pustkę. Nie za bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić. Miałam tyle planów, poukładałam sobie ten rok w głowie. Czuję się chwilami, że byłam tak naiwna, tak głupia.. Za bardzo się w to wkręciłam. Ale z drugiej strony.. Czy słysząc bicie serca swojego Dziecka nie miałam do tego prawa? Nie mogłam pomyśleć, jak będzie wyglądała nasza przyszłość?

Ta ciąża była cudownym przeżyciem. Ale był to też rollercoaster najbardziej skrajnych emocji. Bo w pewnym momencie nie boisz się już tylko o siebie, o swoje zdrowie. Zaczynasz się bać o kruche życie tej małej Istotki, na której tak bardzo Ci zależy i gdzieś z tyłu głowy krąży myśl, że możesz ją stracić, a wtedy runie cały Twój świat.
Był to też ogromny kontrast do moich wcześniejszych oczekiwań. Zawsze myślałam, że jak już zajdę w ciążę, to będę latać w chmurach. Że będę skakać z radości, żyć pełnią życia. W praktyce wyglądało to tak, że leżałam w łóżku i płakałam, dziękując Bogu za to Dziecko, płakałam, bo krew leciała mi po nogach, płakałam, bo odczuwałam przeraźliwy strach czy ono jeszcze żyje, płakałam, bo od 20 kilku dni nie robiłam nic innego oprócz leżenia w łóżku w dresie. Płakałam z bólu, bo moje plecy już odmawiały posłuszeństwa, patrzyłam się na ten brzuch i wiedziałam, że to Maleństwo tam jest, ale nadal nie mogłam w to uwierzyć..

Nie wiem. Czuję się, jakby ktoś mnie przejechał. Jak się czymś zajmę to nawet umiem się śmiać, normalnie rozmawiać, a jak zostanę chwilę sama to nawet nie wiem kiedy i łzy lecą mi po policzkach. Chyba potrzebuję jeszcze czasu.

W piątek zdecydowałam się na rozmowę z psycholog, która przyjmuje w gabinecie u mojej pani doktor. I nawet nie ze względu na tę sytuację, bo czuję, że sobie z nią poradzę. Ale chciałabym poznać swoje wnętrze, odpowiedzieć na niektóre pytania w mojej głowie, stać się lepszą wersją siebie. Zawsze się wzbraniałam przed taką wizytą (nie czułam takiej potrzeby), a teraz mam ogromną ochotę z kimś o tym porozmawiać i wyrzucić z siebie to, co mnie trapi. Poszłabym na taką wizytę nawet teraz, w tym momencie, mam ogromną ochotę pracować nad sobą.

Z pozytywnych kwestii (jeśli można cokolwiek w tej sytuacji tak nazwać), to ta ciąża otworzyła mi oczy na wiele spraw. Dostrzegłam, jak bardzo kocha mnie mój mąż. Taką szczerą, prawdziwą, dojrzałą miłością. Był ze mną od początku do końca. W tych łzach, we krwi. Nie było wstydu. Nie musiałam nic mówić, on po prostu wiedział o co chodzi. Nasz związek przeszedł na kolejny duchowy etap. Poczułam, że mój mąż jest częścią mnie.

Drugą kwestią jest to, że odkryłam, że wielkimi, powolnymi, ciężkimi krokami zbliżam się do mojego celu. Nie trafiłam do tej doktor przypadkowo. Wiem, że Bóg postawił ją na mojej drodze i da mi to, o czym tak bardzo marzę, ale muszę być jeszcze cierpliwa. Choć teraz nie wszystko potoczyło się do końca tak, jakbym tego chciała, muszę być wdzięczna za to, co dostałam. Jeszcze parę miesięcy temu nawet nie byłam blisko, a teraz zrobiłam ogromny krok na przód.

Nasz Maluszek jest z nami i będzie do końca naszego życia patrzył na nas z nieba. Doceniam to, że się pojawił. I choć nigdy nie dane mi będzie go trzymać w ramionach, żył będzie wiecznie w naszych sercach i pamięci. Ciało jest tymczasowe, a dusza nigdy nie umiera.

Wierzę, że będzie dobrze. Wczoraj znowu dostrzegłam na niebie ogromny klucz lecących ptaków. Ostatnio widziałam je krótko przed tym, jak zaszłam w ciążę.
Życie jest piękne, choć ciężko to czasami dostrzec, bo mamy ubrudzone okulary.

Niaha Udało się 🥹 13 lutego 2023, 21:08

Dzisiaj rano udało mi się wyłapać piękny pik 🤩
Tak wygląda porównanie horienów do facelle:
Screenshot-2023-02-13-21-03-04-582-edit-premom-eh-com-ehpremomapp.jpg
IMG-20230213-211028.jpg

Dodatkowo podglądałam jak to wygląda pod mikroskopem i pełno tych paprotek, a więc wszystko się zgadza.
Z racji tego, że pik był dzisiaj rano, to owulka pewnie będzie dzisiaj wieczorem lub jutro.
Jestem zadowolona z tego miesiąca, mam poczucie, że zrobilismy wszystko co mogliśmy, żeby się udało. Więc od jutra pozostaje odpocząć do testowania ☺️


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2023, 21:11

42 dzień cyklu, a tu nadal małpowa cisza🤣
Dzisiaj był piękny dzień, słońce świeciło i było czuć w powietrzu odwilż. Ahhh.. Tak bardzo tęskniłam za promieniami słońca i wiosennym ciepłym powietrzem. Aż chce się żyć...
Co dzień to bliżej do naszej wizyty a ja mam coraz więcej myśli kłębiących się w głowie na ten temat dotyczących tego jak długa czeka nas droga do uzyskania odpowiedzi w czym problem. Przed wiztą chciałabym się upewnić, że na tysiąc procent nie jestem w ciąży, dlatego mam w planie jutro rano zrobić test, a jeżeli nadal będzie cień to w piątek betę. Wtedy ze spokojem pojadę na wizytę.
Nie wiem jak Ty, ale ja się cieszę na nadchodzący weekend. Planujemy z mężem spóźnione walentynki w hotelu z sauną i jucuzzi.... Oj będzie się działo 🤗🥰
No chyba, że na weekend obudzi się 🙈🙉🙊

Całuski 😘


UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)