5dc 6cs chyba jakoś wypada?
Szybki update:
Oramy na budowie bez wytchnienia, więc na forum jestem mało i krótko. Nie jestem w stanie nadrobić ale staram się ogarnąć co mogę, więc jeśli ktoś do mnie coś pisał a mu nie odpowiadam to przepraszam! Wrócę do Was mocniej w kwietniu.
Szafę zamowilam wczoraj o 13, przyszła dzisiaj o 9. 😳 A termin 8 dni.
Farby wyceniam, jak z miejscowego sklepu nie będzie taniej to 1200zl papa. 🥴 Nie wspominając o pstryczkach do światła i kontaktach, listwach przypodłogowych.
Chyba zrezygnuję z PrenaCaps na rzecz samego Fertistimu, dodatkowej witaminy D i magnezu z cynkiem i B6. Wczoraj doszłam do wniosku że chwilowo nie widzę sensu brania PrenaCapsów. Tak, szukam oszczędności a tamte suplementy i tak je chłop. 😅
Temperatura w tym cyklu bardzo szybko spadła w dół w fazie folikularnej. Z reguły przez 2 tygodnie bujalam się z temperaturą 36,5 a teraz już 36,2. 😳 Aż muszę zmacać szyjkę. Czyżby w końcu coś się regulowało?
Nie robię sobie nadziei, bo znowu okaże się że to fałszywy alarm i owulką w 40dc będzie. 😅
Kobyła 5 dni do terminu porodu. Oznak nadchodzącego wyzrebienia kompletny brak. Mam konia kiszona. 🥒
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2023, 10:46
4dc 13 cs
W piątek zrobiłam badania.
Tsh 3,6
Prl na czczo 1148, po obciążeniu ponad 8k co jest dobrą wiadomością.
Dziś skonsultowałam wyniki z endokrynolog z Luxmedu. Dostałam receptę na bromocorn i letrox.
Cieszę się. Bo to oznacza, że to w końcu realne działanie ku lepszemu...a za tydzień idziemy do Invicty...
Poza tym...Jestem na l4, bo od weekendu słabo się czułam, w poniedziałek zrobiłam Combo test i covid wyszedł pozytywny. Wczoraj powtórzyłam i już negatywny. Na szczęście.
Okres już mi się w sumie kończy, więc niedługo wracamy do starań...
Tym razem nie było dramatu z okazji okresu, czekałam aż tamten cykl się skończy, bo wiedziałam, że nic z tego nie będzie.
Jestem pełna nadziei...oby się udało...
Ciekawa jestem jak szybko te leki zaczną działać, czy może już ten cykl będzie "ten"...nie chcę się nakręcać...ale oczywiście dziś zerknęłam przewidywany termin porodu....głupia...
Mąż pojechał do pracy 1200 km ode mnie. Tyle dzieli mnie i męża, a ile dzieli mnie od bycia mama? Ile minut, godzin, dni, tygodni, miesięcy czy lat? To jest właśnie ta niewiadoma, która mnie najbardziej dobija. Bo nie ma osoby na świecie, która mi powie " Nie martw się to już jutro!".
Mam czasem myśli iść do wróżki, może ona powiedziała by mi coś więcej niż lekarz, nawet jeżeli to była by ta najgorsza wiadomość, że niegdy się nie uda, ale bym wiedziała. Może było by mi wtedy lżej, może konkrety by mnie uspokoiły. 🤔
Ile z Nas jest wstanie zrobić wszystko, czy oddać wszytsko co się ma za tą malutką osóbkę, która nadaje sens życiu. Bo ja jestem! Mogę oddać wszystko co mam jeżeli to mogło by Nam pomóc.
Dzisiaj mąż dostał telefon, że musi powtórzyć badanie posiewu nasienia bo była za mało spermy. Mało nasienia do badania No to coś już mówi. Albo przez to, że dzień wcześniej się przytulaliśmy i jeszcze się nie naszło tyle co trzeba, albo kolejny problem nie tylko z jakością ale i ilością. Kolejne nie wiadome, kolejne znaki zapytania i jak przy tym nie oszaleć?
1 miesiąc
Nie wiem kiedy zleciał ten czas. Dzień za dniem uciekają mi przez palce. I mimo, że odczuwam jakąś monotonię, bo każdy dzień wygląda praktycznie tak samo, siedzę w czterech ścianach i niekiedy nie mam na nic czasu, to dziękuję losowi, że ją mam. Widzę, że już nawet wpatruje się w nas tak rozumnie, ogląda zabawki i niekiedy mam wrażenie ,że śmieje się do nich. Przeszliśmy przez problemy brzuszkowe, które zaczęły się od 10 dnia życia, były płacze i ja płakałam wtedy razem z nią.. bardzo źle to wspominam, dodatkowo emocje w połogu dawały mi mocno popalić 😔 Na szczęście póki co widzę poprawę, oby to już nie wróciło.. Wciąż uczymy się siebie, uczymy się rozpoznawać czego jej potrzeba, czy to głód czy pełna pieluszka, czy po prostu nuda 😄 jej płacz przestał mnie już przerażać, bo początki były trudne. To, co wciąż jest dla mnie ciężkie to nieprzespane noce, mimo że często budzi się co 3-4h na karmienie to i tak gdzieś tam brakuje tego ciągłego snu. Byliśmy już na sesji zdjęciowej, słodka kruszynka dzielnie pozowała a my będziemy mieć piękną pamiątkę ☺️❤️
Ok, ciąża potwierdzona. Widziałam jak alien pulsuje.
Lekarz trochę mnie zjeb**, że nie porobiłam miliona badań, na które miałam skierowania po poronieniach. Kazał prewencyjnie brać luteinę dopochwowo. Dużo kwasu foliowego, zlecił badania typowo ciążowe. Kazał przyjść za 2tyg. Proponował zwolnienie i chętnie bym skorzystała, ale muszę podomykac tematy w pracy..za tydzień powiem szefostwu.
25 dc, 12 dpo
Czekam na 🐒 jak nigdy w życiu... Niechby już przyszła i zaczęłabym nowy cykl, nową szansę...
Wczoraj szef zapytał mnie o plany na urlop macierzyński... Wiem, że nie chciał źle. Wiem, że planuje rozpoczęcie w najbliższych tygodniach / miesiącach kilku dużych projektów, z którymi związane będą mocno moje obowiązki i trochę moja planowana obecność lub nie mogłaby zaważyć na ich rozpoczęciu. Wiem, że nie miał złych intencji. A jednak... Jakbym dostała w twarz. Na sekundę rozsypałam się na milion małych kawałeczków. Później, oczywiście, wzięłam się w garść i z uśmiechem powiedziałam, że jak najbardziej chętnie wezmę udział w tych projektach i się zaangażuję, że na dzień dzisiejszy nie planuję żadnych urlopów, zwolnień i nieobecności... Chociaż cała w środku aż się trzęsłam, jak mówiłam to głośno... Bo prawda jest taka, że gdybym miała wybór i wpływ na to - już dawno biegłabym (a nie tylko szła) na L4 ciążowe, urlop macierzyński czy do żłobka z moim ukochanym Maleństwem... No, ale jest jak jest.
Już po wszystkim. Raczej (oby) uniknę zabiegu. Za tydzień w piątek mam kontrolę, ale jeśli chodzi o fizyczne kwestie u mnie to wszystko przebiega zadziwiająco dobrze. Daty 3 i 9 marca jednak chciałabym wymazać na zawsze z pamięci. Dwa najmroczniejsze dni w moim życiu.
Dziewczyny mi tu obiecują, że teraz będzie z każdym dniem troszkę lepiej. Bardzo chcę w to wierzyć.
Co człowiek potrafi przeżyć i ile znieść to jest niewyobrażalne....
Jak się czuję ? Fizycznie jak wspomniałam ok. Psychicznie - dno. Dno dna. Teraz może trochę lepiej bo wyryczałam się (znowu) porządnie Mężowi, ogólnie się wyryczałam, ale przez kilka godzin rano planowałam rozwód, wizytę w klinice w celu oddania pozostałych Zarodków do adopcji i wegetację w samotności do końca życia.
Ale podobno po nocy zawsze przychodzi dzień. Może kiedyś dla mnie znowu zaświeci Słońce.
Tylko, że ja już nie wierzę, że kiedykolwiek się uda. Może jeśli miałabym siłę przechodzić przez kilka poronień, biochemów czy nieudanych transferów, aż trafimy w końcu na dobry moment i dobry Zarodek. Znam takie przypadki. Ale co pozostaje wtedy z psychiki to już nie wiem. I chyba nie chcę wiedzieć.
28dc. 1 cykl po poronieniu. Dziś powinno mojawić się jakieś plamienie. Owu wyznaczyło okres na za 2 dni. Zobaczymy nie chce testować bo starania w tym cyklu prawie żadne, jak by sie udało to byłby cud.
Beta 224, przyrost 30,8%.
Cycki zelżyły na bólu, podbrzusze ma skurcze jak na okres.
Jutro ostatnia weryfikacja i zamierzam odstawić leki. Wrócimy do punktu wyjścia.
Cześć!
Chyba te badanie drożności jajowodów zrobi wcześniej , ja mam takie uczucie w sobie że coś jest ze mną nie takn, pomimo że to 3 cykl starań od przerwy kilku miesięcznej. Nie wiem co mogę jeszcze zrobić? Jakie badania mam zrobić aby pykło nam ? Teraz w tym miesiącu nie biorę Fertistimu ,może on zaburzył moją owulacje w lutym ? Nie mam monitoringu ..Mój lekarz jest tak rozchwytywany że nie ma terminu do niego a jak jest to w późniejszym dniu cyklu niż mialam się zjawiać czyli od 12 dc do 14 dc.. a czasmi jest 16 stego dnia cyklu czy 18 nastego dc.
Ehh.. nie chce iść do innego gina bo do aktualnego mam zaufanie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2023, 00:06
11 III 2023
15 cs, 4dc.
Poprzedni cykl jednak przeorał mnie psychicznie. Te plamienie zostawiło we mnie pewną rysę. Coś na wzór "pajączka" na szybie w samochodzie, gdy uderzy w nią kamień. Niby nadal jadę ale ciągle modlę się aby nie pękło dalej, nie rozleciało się w drobny mak. Wydawało mi się, że podchodzę do tego racjonalnie, że różowe plamienia 10 dpo zdarzają się bez powodu. Ale w głowie już zaczynał tworzyć się scenariusz chociaż nie przyznawałam się do tego nawet przed sobą samą. Czuję się jakby ktoś dał mi potrzymać wymarzony prezent, a później jednak rozmyślił się i go zabrał. I nie wiadomo czy jeszcze kiedykolwiek go dostanę. To właśnie poprzedni cykl uświadomił mi jak bardzo pragnę zostać Mamą.
***
Ten cykl spisuję na straty. Mąż w połowie marca wyjeżdża na poligon, który akurat wypada w dni płodne. Dobre w tym, że akurat z tej niedrożnej strony, więc poczucie straty mniejsze. Ale to już 2/6 szans, które kończą się niepowodzeniem. Odczekam jeszcze 4 miesiące i ruszamy do kliniki. Postanowiliśmy z Mężem, że jesienią podejdziemy do procedury in vitro. Później Mąż zaczyna kurs oficerski, ja w przypadku niepowodzenia zacznę kolejne studia. Karierowicze.
***
Spisałam sobie plan na kolejne miesiące, bo nienawidzę stać w miejscu.
+ Marzec (niedrożna strona) - badanie AMH i panel tarczycowy.
+ Kwiecień (drożna strona) - badanie nasienia, konsultacja z II ginem + stymulacja
+ Maj (niedrożna strona) - stymulacja + badanie proga
+ Czerwiec (drożna strona) - konsultacja z III ginem + stymulacja
+ Lipiec (niedrożna strona) - odpoczynek
+ Sierpień (drożna strona) - wizyta w klinice pod in vitro, początek badań pod ivf
+ Wrzesień (niedrożna strona) - rozpoczęcie procedury.
Moje dziecko ma już 15 miesięcy. Jest już takim dużym chłopcem. Biega po domu, chowa zabawki po szafkach, dyskutuje po swojemu, a dzisiaj zrobił nam pierwszą mega awanturę w restauracji, bo on chce się bawić ze szczeniaczkiem i koniec. Miłość do psów wyssał z mlekiem matki. To mleko de facto przestał już ssać, bo po skończonym roczku przeszedł na mm. Tak obawiałam się odstawienia, a okazało się to banalnie proste. Pomimo tego, że była to moja dobrowolna i świadoma decyzja, to i tak z tyłu głowy miałam wyrzuty sumienia, że będę tęsknić, że może jeszcze jest za mały. Nie żałuję jednak. Potrzebowałam tego kroku, on już je praktycznie wszystko, więc to był bardziej komfort niż jedzenie. Poza tym chcemy się starać o drugie dziecko.
To znaczy staramy się. To znaczy nie robimy nic żeby go nie było. Od maja tak dokładniej. W maju postanowiliśmy, że co ma być to będzie, ale nawet nie wrócił okres, więc jakoś nie liczyłam na ciążę. W sierpniu przyszła małpa, ale znowu przy karmieniu miałam krótką fazę lutealną, więc nie robiłam sobie nadziei. W grudniu odstawiłam młodego, ale zaczęły się jakieś dziwne plamienia. W poprzednim cyklu zaczęłam brać niepokalanka żeby unormował mi prolaktynę, bo przy odstawianiu nie brałam tabletek. Póki co nie udaje się, ale naprawdę jestem świadoma, że w mojej sytuacji nie zajdę w ciążę po miesiącu starań. Chociaż z tyłu głowy słyszę głosik, że przecież tylu dziewczynom się to udaje, nawet tym z mojego starego wątku. Hehe, zawsze ten durny głosik
Mam zamiar realistycznie patrzeć na przyszłość. Mam świadomość, że jeśli ta druga ciąża w ogóle się pojawi, to kiedy by nie była, będzie w idealnym czasie.
Mój syn jest już taki duży i zaradny, cieszę się, że zaczynam odzyskiwać trochę niezależności. Dużo lepiej idzie nam komunikacja, no i w tym tygodniu idzie na pierwsze zajęcia z pływania z innymi dziećmi
Moje matczyne serce rośnie.
Kocham go tak niesamowicie mocno, nie da się chyba mocniej.
11.03.2023r. Transfer 5dniowej blastki BB ❤️ + Embroglue + AH + wlew atosiban + zastrzyk Accofil + ½ Accofilu co 3 dzień
Cykl naturalny - bez problemów z endometrium
Overtille podane 06.03.2023r. tj. poniedziałek
Na krew może pójdę, nie wiem, bo za bardzo nie mam kiedy, mam ogień w pracy teraz. Ale w sumie TSH muszę zbadać... Eh. Gin 17.04 ale nie wiem czy nie za wcześnie będzie. Reakcja męża: " eee, trochę późno to wszystko" (czyt. Jesteśmy już starzy). Ale stwierdziliśmy, że przyjmiemy, co będzie. Nie myślę o tej ciąży, nie kminię. Mam dużo na głowie innych spraw. W ciąży z synkiem już leżałam w łóżku i starałam się jak najmniej ruszać... A teraz luz blues. Czuję się normalnie, zero objawów. Może cycki trochę bolą, ale jakoś bez szału. Zero jakichkolwiek plamien. Dziś 4t5d.
21 dc.
Cykle z reguły 27 dniowe.
Jeszcze 6 dni do okresu, a ja dostaję do głowy. Mam kilka znaków, które wskazują, że być może tym razem pykło, choć niewykluczone, że się po prostu nakręcam jak co miesiąc.
- nie bolą mnie jeszcze cycki - zawsze bolały już 7 dni przed miesiączką;
- bolą mnie biodra
- rano obudziłam się tak głodna, że aż mi się wymiotować chciało. Zresztą mdłości mnie się dziś cały dzień trzymają;
- Kochaliśmy się wczoraj z R. i zaraz doszedł, bo powiedział, że tam jest tak ciasno jak u dziewicy 😅
- boli mnie podbrzusze jak na okres;
- śluz! Jestem mokra, bo jest go dużo, jest gęsty i tak ciągnący, że złapałam się na zabawie nim 🙈😅 Przez moment myślałam, że może to owulacja z takim mocnym poślizgiem, ale raz, że ciasnota, a dwa libido mam na takim minusie, że nawet całować się nie mam ochoty;
- byliśmy na spacerze i było mi tak gorąco, tak się w głowie kręciło, że wszyscy w kurtkach, czapkach, a ja samym swetrze.
Z jednej strony moja nadzieja znowu wzrosła, ale z drugiej - kurdę, nie chcę się nakręcać. Do okresu i jednocześnie moich urodzin już tylko 6 dni. To będą najdłuższe 6 dni w moim życiu, ale wytrzymam!
Beta po 72h 19072,2 (150%)
Dzisiejsze USG:
Doktor powiedziała, że widać zalążek dzidziusia ( tak dokładnie się wyraziła) ale jeszcze serduszka nie ma. 6 tc więc całkiem to normalne (hmmm, znowu to czekanie na akcję serca 😶) obłożyła mnie euthyroxem, heparyną i folikiem. Acardu kazała nie brać skoro w poprzedniej ciąży wywoływał sińce. Dała mi też luteinę 2x dziennie. Sama w niedzielę i wczoraj wzięłam dyphaston z nerwów (miałam w domu), ale doktor powiedziała, że teraz dyphaston jest na cenzurowanym i się go nie zapisuje.
Muszę przejrzeć dokumentację z ciąży z Marysią i wpisy na Ovu, bo wstyd się przyznać, ale kompletnie nie pamiętam jakie ja wtedy leki i suple brałam🙈
Teraz jadę na Karową w nadzieję i doktor Teoliga mnie wpisze na listę pacjentek 🙏
1 dc, 21-sty cykl starań
I w sumie to tyle by wystarczyło jako wpis na dzisiaj. Nie powinnam się przecież spodziewać niczego innego jak 🐒. Przecież ❤️ było tylko raz - w 8 dc, a później to już pasmo zdrowotnych nieszczęść. A jednak... Jak wczoraj królowa 🐒 nie przyszła o czasie pojawiła się iskierka nadziei, bo przecież wszystko jest możliwe... Jednak "mózg staraczkowy" to powinna być jakaś szerzej opisana jednostka chorobowa. 🤣
***
Plany na ten cykl:
➡️ jak 🐒 sobie pójdzie zrobić czystość pochwy pod HSG - prawdopodobnie 20.03;
➡️ 23.03. godz. 7:00 - HSG - podejście nr 2 - oby tym razem wyjść z wynikiem badania, a nie rozstrojem żołądka;
➡️ w tym tygodniu chcę spuścić krew na AMH;
➡️ Mąż - zrobić badania z krwi - morfologia, FSH, LH, estradiol, prolaktyna, TSH, testosteron (przez te nasze choroby nie zrobiliśmy tego w poprzednim cyklu);
➡️28.03. godz. 18:00 - konsultacja u Doktorka - postanowiłam jednak sprawdzić moje i Męża wyniki u polecanego mi przez Przyjaciółkę ginekologa - trochę na styk ta wizyta wypada w 16 dc, ale najwyżej podejrzy, czy owu była.
No to "jedziemy z tym cyklem"...
Nowy cykl, nowa szansa...
Pierwsza noc w domu za nami... nie dzieje się nic złego, mam nadzieje ze juz tam nie wrócę...
Mlody nawet w domu patrzył czy na pewno jestem.... 😥 2 tygodnie to za długo...
Boże, błagam niech ten metroteksat zadziała... 🙏 Ty najlepiej wiesz, jak bardzo mam dosyć... chce wierzyć, że kiedyś czeka mnie żywe dziecko jeszcze, że nie może być tylko źle... błagam, daj mi siłę... 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2024, 21:58
15 dc, teoretycznie dzisiaj owu, chociaż zupełnie jej nie czuję
Wczoraj skończyłam brać Fluomizin dopochwowo. Wiadomo, jak wyszła infekcja bakteryjna to musieliśmy ❤️ odłożyć na bok, żebym przypadkiem tym cholerstwem nie zaraziła Męża. Także cały najbardziej płodny czas poszedł na przeleczenie. Boli mnie to strasznie, wczoraj płakałam w poduszkę, tak, żeby Mąż nie słyszał, oczywiście. To chyba będzie kolejny stracony cykl. Teoretycznie moglibyśmy spróbować jeszcze dzisiaj, tak na strzał, a nuż-widelec, ale... Ja zupełnie tego nie czuję. Moje libido gdzieś sobie poszło i jakoś nie chce wrócić... Oby wieczór przyniósł jakiś lepszy "flow"...'
Z dobrych wiadomości - w weekend na budowie ogarnęliśmy górę i połowę dołu - został salon z kuchnią. Pomieszczenia przygotowane pod rozłożenie styropianu i podłogówki. 💪 I powiem Wam, że taka posprzątana budowa cieszy o wiele bardziej, wydaje się, że jest o wiele więcej zrobione. 🙃 A na koniec dnia... Otworzyliśmy sezon grillowy... 🤤 Oj, brzusio cieszył się z grillowanej karkóweczki... 🤤 🤣
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2023, 11:39
16 dc, dzień "zero", czyli dzień owulacji
Melduję się po chyba najdłuższej w swoim życiu wizycie u ginekologa. Wybrałam się na konsultację do polecanego ginekologa, który jest zastępcą ordynatora u nas w mieście i u niego mam robić HSG. Wizyta do najtańszych nie należała, ale chyba Doktorek (tak Go tutaj nazwijmy) poukładał mi w głowie.
Jeśli chodzi o monit - owulacja była jakieś kilka godzin temu, w lewym jajniku jest ciałko żółte . Endo piękne, śluzówka też. Śluz jeszcze owulacyjny, płodny. Dzisiaj mamy jeszcze ze starym poprawić, chociaż, oczywiście, lepiej dostarczyć plemniki przed owu jak po niej, ale nie zaszkodzi. 
Jeśli chodzi o całą resztą... Lekarz bardzooo sympatyczny, spokojny, konkretny i cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania. Przekonał mnie do siebie, to fakt. Jestem w stanie mu zaufać, mimo tego że kilka twierdzeń miał pewnie niepopularnych. Stwierdził, że:
- tu UWAGA! - niepotrzebnie tyle badań hormonalnych narobiłam, bo skoro cykle są owulacyjne i regularne to po co wydawać pieniądze, skoro widać, że wszystko jest OK - tu na plus, że nie jest nastawiony na wyciąganie kasy;
- te monitoringi "jednowizytowe" to jak brak monitoringu i w ogóle bez sensu, bo to że widać na USG pęcherzyk to jeszcze nie oznacza, że jest owulacyjny albo że pęknie;
- to mój faworyt - nie ma czegoś takiego jak insulinooporność, że OK, organizm może produkować większą ilość insuliny, ale to po to żeby utrzymać w ryzach glukozę i skoro glukoza jest OK to przyjąć należy, że jest OK - należy obserwować organizm w kierunku cukrzycy, ale wg niego nie ma takiej jednostki chorobowej jak insulinooporność, a na pewno już nie jest ona powodem braku ciąży - także weszłam do gabinetu z problemem z insuliną, a wyszłam z przykazem, żeby się tym nie przejmować, ale oczywiście dbać o dietę nie zaszkodzi.
Patrząc po wynikach moich i męża stwierdził, że będziemy diagnozować w kierunku niepłodności idiopatycznej. Czyli w wynikach wszystko jest OK, ale przyczyny braku ciąży nie znamy. Może być i tak, że po prostu głowa blokuje. Kazał przyjąć, że wszystko jest w porządku i zwyczajnie cieszyć się z bliskości z Mężem.
Jeśli chodzi o mnie plan jest taki, że w maju robimy HSG i przy okazji monitoring - taki, że od 10 dc mam się pojawiać co drugi dzień i obserwujemy, co się dzieje z pęcherzykiem i śluzówką aż do pęknięcia pęcherzyka. Jak potwierdzimy, że wszystko jest OK to dwie opcje - albo a) dajemy naturze szansę jeszcze do 3-6 miesięcy albo b) szykujemy się do inseminacji.
Jeśli chodzi o Męża to - CYTUJĘ - zostawić chłopa w spokoju, nie męczyć kolejnymi badaniami, bo wszystko jest OK. Ewentualnie pomyśleć o diecie i suplementacji na poprawę koncentracji: selen, cynk, witaminę E, C, antyoksydanty, kwasy omega 3 (muszę teraz przepatrzeć, jak to wygląda w Nucleoxie, który teraz Mąż łyka). I nie analizować badania nasienia, bo to jest bardzo zmienne, jest OK i tego się trzymać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2023, 19:10
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.