Od 12 dc robię testy owu i nic z tego nie rozumiem… w 12 dc były 2 kreski ale ta druga taka bardzo blada, kolejne dwa dni w ogóle nie było drugiej kreski, od wczoraj znów się pojawia ale nie jest taka mega mocna jak ta kontrolna…
Piersi bolą mnie praktycznie cały czas od kiedy skończył się okres, a nigdy mnie nie bolały! Zawsze zaczynały bolec przed 🐒
Okres sam w sobie tez był jakiś dziwny, krótszy i bardziej skąpy. Czasem przychodzą mi myśli, czy byłoby to możliwe żebym była w ciąży?… już sama nie wiem. Testu nie chce robić, bo boje się rozczarowania. A poza tym zaczęłam mierzyć temperaturę i jest 36,5 wiec to nie mogłaby być ciąża.
Czasem przychodzą mi tez myśli, czy w ogóle jeszcze mam owulacje… nie wiem..
2 lata zwlekałam z decyzja o ciąży i oby tylko teraz się to nie odbiło… w końcu najmłodsza już nie jestem.
Boże daj mi cierpliwość 🙏
5dpt
Test ciążowy ujemny 😩 jestem lekko zrozpaczona ale mam jeszcze nikłą nadzieję musze przyznać.
Objawy żadne oprócz ciągłego wręcz ciągnięcia w jajnikach. Ale nie przywiązuje do tego szczególnej wagi. Mam tak czesto nawet w normalnych cyklach.
Beta jutro.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2023, 17:42
Trochę mnie tu nie było ale musiałam przemyśleć co dalej jako, że pierwotny plan szlag trafił.
Po dłuższych przemyśleniach i rozmowach zdecydowaliśmy się zapisać do kliniki. Mamy konsultację na 9.08 a mąż dzień wcześniej robi badania nasienia. Jeśli będzie potrzebna laparoskopia, a wiem że będzie, to już będę ją robiła w klinice żeby nie latać po dwudziestu szpitalach. Zapisując się do nich opisałam co mi gin powiedziała i przyznałam, że pewnie potrzebna będzie laparo, ale chcę zasięgnąć drugiej opinii, no i poza tym zgodziliśmy się z mężem, że po tym to nie ma co czekać z ewentualnym IVF tylko trzeba iść od razu jak będzie tam wszystko wyczyszczone. W razie czego mam też umówioną wizytę w PL na 1.09 gdyby cokolwiek w klinice nie wypaliło.
Ogólnie samopoczucie to różnie, od czasu USG o wiele bardziej czuję ten lewy jajnik, szczególnie jak się z byt szybko wyprostuję albo wykonam jakiś intensywniejszy ruch. Wcześniej też nie raz mnie kłuło i pobolewało w tym boku, ale jakoś to bagatelizowałam, a teraz jestem na siebie zła 🤬
Dodatkowo od dwóch tygodni przeszłam na wstępną dietę czytaj ograniczyłam kawę, zero fast foodów, zero słodkości, za to dużo owoców i warzyw. Dzisiaj miałam wizytę u dietetyka i jest nowy plan działania odnośnie mojej wagi i diety przy PCO i endometriozie. Plan jest taki by zrzucić 23kg, ale zdrowo i z głową. Niestety moja otyłość, do której ostro się doprowadziłam przez ostatnie 3 lata mi nie pomaga w niczym ☹ Chcę wdrożyć też ćwiczenia, ale z tymi poczekam do wizyty w klinice bo nie chce sobie zaszkodzić przy tej torbieli zbyt dużym wysiłkiem tym bardziej że nie ćwiczyłam nic ostatnio i nie chce sobie krzywdy zrobić. Także na razie zostają tylko spacery. Dietetyk jest dobrej myśli i mówiła że przy dobrym układzie, czytaj dieta, ćwiczenia i przestrzeganie zasad zdrowego trybu życia, to do końca roku powinnam realnie zrzucić 10kg 😊
Za tydzień powinna dotrzeć do mnie paczka z suplementami dla mnie i dla męża, więc tu też będą zmiany. Jak paczka dotrze to sobie rozpiszę co i jak żeby się w tym nie pogubić 😉
Rok i 9 miesięcy 👦🏻
37+6 🤰🏻
Ciąża donoszona. Ba! Już prawieże 38 tc. Nie wiem kiedy to zleciało. Oficjalnie jesteśmy już (prawie - bo to są już pierdółki) gotowi. Franula może przybywać, pokoik czeka, braciszek przytula i całuje brzusio, w teorii gra i trąbi wszystko.
Ale … ja nie ogarnełam jeszcze NIC pod kątem przygotowania do porodu. Zero ćwiczeń, filmików, zajęć… Moje przygotowania ograniczają się do wizyty u fizjo raz w tygoddniu od 2 tygodni. Musze coś ogarnąć. To samo tyczy się opieki nad noworodziem. Niby dopiero co zajmowałam się maleńkim Ignatkiem, ale wydaje się jakby było to już sto lat temu. Nic nie pamiętam.
Boję się porodu - czy w ogóle zdążę do szpitala? Czy może tym razem będzie inaczej i będę się męczyć pare(naście) godzin …? Jak zareaguje starszak? Jaki będzie junior? Tyle niewiadomych, które powodują u mnie ogromny, ale to ogromny stres.
Jak poradzi sobie Ignaś. Widać że robi się coraz bardziej kumaty, z dnia na dzień zaskakuje. Parę dni temu zaczął łapać słowa i powtarzać mniej lub bardziej dokładnie. Nauczył się jak ma na imię (Gigi 🥰) ale też imię mamusi i tatusia. ❤️ ale biega też po domu krzycząc „kur.a” 😅🤦🏻♀️ czemu zawsze złapią to co nie powinny?
Mamy przeboje jedzeniowe - jogurt jest TOP i jadłby milion dziennie. Obiady albo w ogóle albo tylko podziubie makaronu z sosem pomidorowym, klisek z sosem lub pierogów. Nic innego. Ręce mi opadają. Do tego wchodzimy na pełnej w bunt dwulatka. Aferki i awantury to codzienność, a moje hormony i poziom zmęczenia już przy tym nie wyrabia. Zdarza się że wybuchnę płaczem mówiąc mu „dlaczego ty mi to robisz” albo coś w tym stylu. Czasem się reflektuje i przychodzi i mnie przytula mówiąc kocha. A czasami furioza wbija tylko level za levelem.
Mi jest już bardzo ciężko. Z dnia na dzień doszły bóle ogromne - głównie żeber i miednicy a także przeogromne zmęczenie. Chciałabym żeby młody już wychodził gdyby nie strach o pozostałe rzeczy. Ale wie, że niezależnie kiedy zdecyduje się pojawić na świecie ja nie uciekne od tego.
To się dzieje i to się dzieje lada moment.
21+0
Hello zgaga, my old friend…
21 dc 5 dpo
Nie mam żadnych przeczuć co do tego cyklu.
Chyba też nie mam żadnych oczekiwań.
Wiadomo, że chciałabym, żeby 🐒 nie przyszła.
Jednocześnie jednak mam w kalendarzu zapisane, żeby zadzwonić do kliniki.
Na początku sierpnia mam umówić się pod koniec cyklu na klasyfikację do IUI.
Sierpień "działamy" jeszcze naturalnie.
Wrześniowy cykl planujemy już pod IUI.
Oboje wzięliśmy w tym czasie urlop, żeby dodatkowo nie stresować się pracą.
W głowie kłębek poskręcanych myśli. Próbuję je uporządkować.
27 dc
Kolejny cykl bez owulacji... dlaczego No ?! Przecież miałam piekny pozytywny test owulacyjny super plodny sluz a owulacji i tak brak... bo tempka Noe skoczyła... miałam również plamienie dwudniowe skoro nie owulacyjne to co to mogło być... tysiac pytań i zero odpowiedzi jak zawsze 😮💨
Nikt nie rozumie jakie to okropne nie panować nad swoim organizmem ciagle być na dnie... I to nie żadne moje widzimisię... 🫥
Gdy nie kontroluje cyklu mam wywalone na suple leki starania z dupy owulacja się pojawią gdy pilnuje kontroluje to ma mnie głęboko dlaczego 😟
Czy to wszystko kiedys się skończy zaraz minie 5 lat mojej koleżanki Niepłodnośi... bo jak to inaczej nazwać .. takie nie dokońca 5 bo były przerwy w całych tych 5 latach to ja może miałM z 15 razy owulacje.... był zakaz starań było rozstanie przerwy... mimo to trwa to po prostu za długo.. może ktoś z nieba próbuje mi powiedzieć że się nie nadaje na matkę? Ale ja tak kocham dzieci to jak mogę się nie nadawać...
Myślałam że już przyzwyczaiłam się do tego bólu jednak nic bardziej mylnego... płacze przy pisaniu tego wpisu... nie rozumiem tej niesprawiedliwości 😧
A może to czas na poddanie się tak po prostu może mam inny cel w tym moim popapranym życiu... 😔
Przepraszam za żal post ale musiałem te emocje,myśli z siebie wyrzucić..🥺😢
Mam pytanie do was czy w czasie ciąży po duphastonie miałyście biegunkę? Od kliku dni mam biegunkę i podejrzewam że to on duphastonu .. zażywam go dziennie 3 x 1 tablete ..
Myslalam ze to od placków z cukini ale chyba nie .. boję się że coś złego się dzieje .. 🥲 to jest najlepsze ze biegunkę mam tylko rano.. później już mi jie dokucza..
Linka2019 chyba masz racje . Przypomniałam sobie że mój chrześniak miał tak jakby biegunkę. Poprostu luźny stolec a widziałam się z nim i chyba przeszło na mnie .. no nic id ekupic wegiel bo to tylko jest bezpieczne dla kobiet w ciąży.
Biegunka okiełznana 😁 bardzo się cieszę że tak szybko po węglu minęła 😁. I misse na przyszłość powiedzieć mojej siostrze że gdy mały będzie miał jakieś dolegliwości to aby mi powiedziała
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lipca 2023, 12:07
23 VII 2023
19 cs 12 dc 11 dzień stymulacji
Jutro punkcja. Nastawienie nie najgorsze, wydaje mi się, że póki co dobrze znoszę całą stymulacje 😊 wcześniej Mąż zaaplikowałem mi Ovitrelle, na noc mam też globułki - reszta leków czeka na swoją kolej.
Jestem dziwnie spokojna, mam wrażenie, że zrobiłam już wszystko co było w mojej mocy aby wyszło dobrze - teraz zaczyna się etap niezależny ode mnie - magiczny.
Jakoś nie jest mi z tym źle, chyba wręcz nawet pozwala odpocząć. Czasami jeszcze łapię się na czarnych myślach o tym, że np komórki po pobraniu mogą do niczego nie nadawać się albo szybko zdegradować ale odganiam je szybko. Nie chcę o tym myśleć, zastanawiać się, analizować.
***
Wczoraj wyszliśmy z Mężem na miasto żeby trochę oderwać się od staraniowej rzeczywistości. To był dość krótki wypad, bo o 21:30 musiałam mieć już podany zastrzyk. Mąż pozwolił sobie na kilka drinków - nie upił się ale pozwoliło mu rozwiązać język, bo on raczej z tych skrytych i "twardych" facetów. I bez wątpienia - popłynął. Całował mój brzuch, ciągle powtarzał, że już niedługo będę mamusią, że już jesteśmy na końcu tej drogi i że tak bardzo się cieszy. Nie odpowiadałam na jego entuzjam, nie nakręcałam dodatkowo. Wszystko przyjmowałam z uśmiechem i lekkim dystansem. Nie pozwalam sobie wznieść się na wyżyny zadowolenia - czekam na rozwój sytuacji. Nie chcę niczego zapeszyć.
Ale przy słowach, że mnie podziwia, że jestem taka silna wytrzymując to wszystko i że on na moim miejscu nie dałby chyba rady i nie jeden raz zastanawiał się skąd we mnie ta siła walczyłam ze łzami. Mój człowiek nigdy nie przestaje mnie zaskakiwać ❤️
19 dc 3 dpo
W piątek, oczywiście, porozmawialiśmy sobie z Mężem poważnie. Ustaliliśmy to i owo, na nowo.
Oboje chcemy tego dziecka. Chociaż każde okazuje to na swój sposób. I stara się na swój sposób.
Wiem, zdaję sobie z tego sprawę, że mój Mąż nigdy nie będzie w mojej skórze, nie będzie myślał tak jak ja.
Jego podejście jest zupełnie inne niż moje. I dobrze. Gdyby były dwie mnie w tych staraniach to najpewniej byśmy się pozabijali w tych emocjach.
Co śmieszniejsze, mój Mąż w ogóle nie myśli o tym, że w ciążę nie uda nam się zajść. Dla Niego to jest tylko kwestia czasu.
Ja.... Czuję, że się wypalam w tych staraniach. Z jednej strony bardzo chciałabym być JUŻ w tej ciąży. Z drugiej coraz częściej myślę, czy w ogóle przyjdzie mi w niej być.
Kiedyś ktoś (już nie pamiętam kto) powiedział mi, że skoro tak bardzo kocham obce dzieci (czytaj moich Przyjaciół/Rodziny) to będę miała problem z urodzeniem swoich. No i masz babo placek. Wypowiedziane w złą godzinę?
Staram się nie oddawać takiemu myśleniu, jednak coraz częściej mnie ono prześladuje.
Zaczyna mnie również prześladować strach przed IUI. Boję się, że podejdziemy do tej inseminacji i zakończy się fiaskiem. Boję się, że nie dam sobie wówczas rady.
Czuję, że zaczym się gubić w tych staraniach.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lipca 2023, 08:07
6dpt
beta zrobiona, pewnie po 15 będą wyniki i telefon od lekarza - tzw. weryfikacja. Chce mi się wymiotować z nerwów.
Wracając z laboratorium kupiłam test, ten super polecany facelle paskowy. Niby taki czuły. Zrobiłam, wydaje mi się, że jest cień drugiej kreski. Głęboki oddech i czekam 15. Trochę się uspokoiłam.
Siedzę w pracy, mam dziś mnóstwo rzeczy do zrobienia, a moje myśli odlatują... To jest coś koszmarnego.
Mam taką bardzo bliską koleżankę, która ma córeczkę w podobnym wieku do mojej, często się spotykamy. W pierwszą ciążę zaszła ot tak, od ręki. Pamiętam jak chciało mi się ryczeć, gdy się dowiedziałam że jest w ciąży (na dodatek córka - coś o czym zawsze marzyłam!). Wczoraj kładąc się spać pomyślałam o niej - 'boże jak Ty nie rozumiesz, przez co przechodzą 'staraczki''... oczywiście to nie jest jej wina, ma po prostu to szczęście.
Czemu o niej pomyślałam? nie wiem.
https://zapodaj.net/plik-wUbN0T2DSe
No dobra; dziś czuję się lepiej ale nadal chwilami chce mi się płakać. Nie mam się komu wypłakać w ramie (oprócz ramienia męża), bo nikt nie wiedział o naszym transferze. Nie powiedziałam nawet przyjaciółce i siostrze, mamie. A teraz chciałabym chwycić na telefon i zadzwonić, powiedzieć i wyżalić się. Ale coś mnie powstrzymuje jednocześnie i chyba tego nie zrobię.
Wczoraj lekarz kazał leków nie odstawiać bo 'jest procent szansy' że beta ruszy. ha ha ha
Będę jechała w piątek na badania z bólem d.. ale okej, przy okazji zrobię sobie d3, żelazo, ferratynę, tsh oczywiście.
W głowie milion myśli, co dalej. Czy zmieniać lekarza, czy zmieniać klinikę, czy badać zarodek, czy badać siebie?
Zapewne posłucham się lekarza prowadzącego, niestety jest teraz na urlopie i to nie on mnie weryfikuje. Wiem co powie: przykro mi, to jest statystyka, robimy kolejny kriotransfer, ostatniego zarodka 2bb 
Faktycznie mówił nam, że statystycznie jeden z zarodków który nam pozstał będzie zdrowy, drugi będzie chory.
Kurde, a ja już myślami wybiegam dalej, że nie jestem gotowa na kolejne procedury (finansowo oraz w głowie).
Pokomplikowało się. Życie jest jak pudełko czekoladek...
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lipca 2023, 13:35
Bardzo mnie złości to, że w naszej kulturze przyjął się obraz silnego mężczyzny - per samca alfa.
Każdy płacz małego chłopca jest zbywany słowami "co się mazgaisz" lub "chłopaki nie płaczą". Od dziecka wpaja się im, że mają być silni, twardzi i najlepsi.
A potem mamy efekt tego taki, że jak pojawia się skaza na nieskazitelnym wizerunku to sypie się cały świat.
Mężczyzna przecież nie może mieć problemów z erekcją, musi zawsze chcieć seksu, być turbosztywny na zawołanie a nasienie ma być tak super płodne, że wystarczy iż kobieta wytrze się tym samym ręcznikiem. Każde odstępstwo od normy to porównywanie się z innymi - silniejszymi osobnikami, pogrzebanie własnej samooceny, załamanie nerwowe i myśl że nie nadają się do niczego, że są ciotami.
Mam głęboką nadzieję, że Wasi partnerzy nie wychowywali się w poczuciu, że muszą być tymi najlepszymi samcami w okolicy. Że są w stanie uporać się z trudnymi tematami i widzieć, że partnerka jest w nich wpatrzona jak w obrazek.
Jeśli będę kiedyś mieć syna, nigdy go nie skrzywdzę takim wychowaniem. Będę go zapewniała o jego wartości cały czas.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lipca 2023, 18:51
20+5 połówkowe
W końcu się ujawniło, a właściwie.. ujawniła. Będziemy mieć córeczkę 💕 a nasza córeczka siostrę. Oczami wyobraźni widzę je we dwie, jak razem się bawią, tańczą, później czeszą, płaczą i pocieszają, gdy coś pójdzie nie tak. Widzę je dwie, podobne do siebie, niczym bliźniaczki. Czy tak będzie? Nie wiem, ale zrobimy wszystko, żeby miały taką możliwość. Żeby były razem ze sobą i obok siebie szczęśliwe ❤️
Malutka waży 356g, wszystko jest w porządku.
Za miesiąc mamy sprawdzić serduszko jeszcze raz, bo lekarz zauważył ognisko hiperechogeniczne, które to może być "taką urodą" lub ubytkiem. Nie mniej jednak nie martwię się. Lekarz też nic nie mówił o ewentualnościach i prawdę mówiąc, cieszę sie z tego. Niczego by to przez miesiąc nie zmieniło, a ja tylko bym się zamartwiała. Lepiej poczekać, sprawdzić i JEŚLI będzie potrzeba, martwić się później.
Siedzi sobie główką w górę, kopie mamę po pęcherzu, ma się dobrze. Mała wiercipięta.
Ja walczę z cukrzycą ciążową, choć na tym etapie przyzwyczaiłam się już do insuliny.
Walczę tez z rwa kulszowa, która mnie nawiedziła i na 90% winowajca jest ta mała akrobatka w brzuchu.
Poza tym.. Gdy zastanowię się nad samym stanem "bycia w ciazy" czuje się.. dziwnie. Jakby nadal nie dotarło do mnie, ze jestem w ciąży, ze to sie dzieje, a ja jeszcze w tym roku bede mama kolejny raz. Czuję, że nie mam radości z tej ciazy, ze nie cieszę się nia tak jak powinnam - cos wisi nade mna i nie wiem co. Moze trauma po poprzedniej ciazy? Która choc skończyła się dobrze to jednak odbila piętno na moim stanie psychicznym? Nie wiem.. Ale wiem, ze to nie moze tak wyglądac, bo zaraz minie czas, a ja obudzę się na porodówce 🙈.
Najgorsze jest to, ze z kazda wizyta sobie powtarzam "teraz już uwierzę", ale wcale tak nie jest.. Przekładam to na kolejną i kolejną.. Nawet nie umiem dobrze tego wytłumaczyć. Przecież mi się nie wydaje, to nie jest początek ciazy, czuje ruchy, kopniaki..
Jest po prostu dziwnie, ciężko.
Dupa, dostałam skierowanie do szpitala z tym nieszczęsnym rsv. Mam obserwowac robaczka i jak tylko zobacze pogorszenie to jechac. Ogolnie po calonocnym krzyku jest zmeczony i spi i najgorzej, ze nie je zbyt… i moze osłabnąć przez to
22 dc (to już chyba tylko statystycznie sobie piszę).
Byłam na SPA-tour w Warszawie i moim mieście. Do Warszawy pojechaliśmy obydwoje na akupunkturę i do osteopaty. Akupunktura w naszej klinice. Mi buzia się sama śmieje, jak podchodzę do drzwi. Naprawdę nie mogę przestać się uśmiechać, a i nawet śmiać, jak widzę szyld. Mam tak oczywiście od porodu. Wchodzę jak do siebie (jeden z moich alternatywnych domów) 
Cudowna Pani doktor poustawiała mi igły i pierwszy raz postawiła bańki. Jak zwykle relaks na pełnej petardzie. U Męża powiedziała, że zmęczony, bez energii życiowej, otyły (ponakłuwała mu miejsca na odchudzanie, takie, które blokują apetyt na słodycze), zaśluzowany, że bardzo dzielny był, bo te igły tak znosił dzielnie i nic się nie bał. Potem musieliśmy się przetransportować do centrum. Już wiedziałam, że u osteopaty nie ma sensu parkować, więc na plac Defilad. Wjechaliśmy złym wejściem, bo tam remonty, budowy trwają, ale huk, żadnego znaku nie było. Ochrona podchodzi, że trzeba wyjechać. Oddałam w tym miejscu kierownicę Mężowi, bo spanikowałam. A on cofał w tył, na pełnym w.urwie, bo przecież on nie będzie cofał i żebym "wyrzuciła to prawo jazdy z chipsów, które wylosowałam w loterii" i jeb w betonowy kosz. Z daleka darcie czyjeś - "uuuu, w betonowy kosz, uuuu". Dobra, czasu nie mamy i tak spóźnieni jesteśmy, jedziemy do innego wjazdu na parking. Wjechaliśmy, patrzymy, zderzak lekko obtarty.
:D:D Lekko obtarty zderzak, w aucie, które ma 18 lat
:D:D:D:D:D:D O Panie, to ten kosz chyba gorzej oberwał niż mój samochodzik.
Spóźnieni, wpadliśmy do osteopaty, babeczka mówi, że jakoś damy radę. Stwierdziła, że u mnie jest już lepiej (sama to poczułam), a u Męża musiała popracować z odcinkiem piersiowym, bo tam skumulował mnóstwo stresu.
Po powrocie do domu wyskoczyłam jeszcze na pomiar pod usg rozejścia mięśnia prostego brzucha. Uwaga, kresa jest wydolna, jest delikatnie szersza na dole, bo zamiast 10 mm, ma 15 mm, ale jest świetnie wydolna, trzyma ciśnienie brzucha. Super. Za to zajęła się babeczka blizną po pęknięciu krocza oraz mięśniami dna miednicy. W czasie podskoków, kichnięć i kaszlnięć pojawia się nietrzymanie moczu. Do tego w niektórych pozycjach w trakcie stosunku pojawiał się ból blizny.
Zalecenia mam takie: mobilizacja blizny, codziennie 5 minut dogłębnej i mocnej mobilizacji blizny, żeby zapobiegać kolejnemu pęknięciu w tym samym miejscu przy ewentualnym kolejnym porodzie, wypróżnianie ze stołeczkiem pod stopami, nie sikanie na zapas, sikanie na rozluźnieniu (dla mnie trudne) i 2 ćwiczenia po 10-15 powtórzeń mięśni dna miednicy. Powiedziała mi, że przy mniej aktywnej osobie, takie mięśnie dawałyby radę. Natomiast przy moim aktywnym trybie, pojawia się nietrzymanie moczu, bo ja ćwiczę. Ale była to niesamowita specjalistka. Zadała pytanie - czy naturalna ciąża. "Nie". I potem poleciało. Opowiadałam o ivf, leciały dość konkretne pytania, opowiadałam o przegrodzie w macicy, o zrostach, ureaplasmie, cytokinach (nawet to znała), KIRach (to też znała!!!). Wow. Jestem w szoku, bo rzadko można znaleźć specjalistę, który tak wszystko ogarnia. Cudownie się czuję.
A z Mężem do wariatkowa trzeba byłoby iść. Jedziemy sobie i tak gadamy o jego pracy. W ubiegłym tygodniu gadał o tym, że nie ma kasy, potem, że może wyremontujemy mieszkanie za jego oszczędności, potem, że on nie ma kasy. Dziś - on szuka pracy bez napinki. Jak to bez napinki? No bez napinki, oszczędności mam, mogę trochę pobyć bezrobotnym. No chwila, gada mi, że do transferu nie podejdziemy, bo on nie ma kasy (bzdura, oszczędności ma, kredyt w większości spłacony), nie ma pracy i te pe i te de, a tu "szukam pracy bez napinki". Klękajcie narody i kurtyna. Jego niestabilność mnie wykańcza. Jesteśmy umówieni na psychoterapię, ale nie wiem, czy cokolwiek ona nam da. Zapisałam nas wcześniej z uwagi na właśnie bezrobocie Męża (jeszcze przed aferą transferową) i zobaczymy, czy babka dźwignie ten szalejący huragan w nim.
Dobrej, spokojnej nocy wszystkim! :*
4 cykl gdzie mierzę temperatury, obserwuję śluzy i inne objawy. Wcześniej mniej więcej wiedziałam gdzie powinna wystąpić owulacja. Drugi cykl tutaj.
Jestem pielęgniarka, pracuje też z RTG i wcześniejsze poronienia sprawiły że odczuwam okrutne wyrzuty sumienia. Lekarze mówili że to nie moja wina ale ja wiem lepiej. Wczoraj przeszłam szczerą rozmowę z szefowową. I poprosiłam o zdjęcie mnie z zabiegów z RTG. Ku mojemu zaskoczeniu zgodziła się. Ciekawa jestem jak to będzie wyglądało. Mąż też zadowolony, mówił że za niedługo zacznę świecić w ciemności. Także wilk syty i owca cała. Jeden stres można schować w szafce.
📋AKTUALNE BADANIA📋
✔️TSH: 1,23 μIU/ml ; euthyrox 50/75
✔️FT4: 1,28 ng/dl
✔️FT3: 3,91 pg/ml
✔️Progesteron 7dpo: 14,80 ng/ml 2cs; 15,20 ng/ml 3cs; 17,10 ng/ml w dniu 30.09.2023r.; 11,60 ng/ml 23.11.2023r.; 23,80 ng/ml 12.04.2024 po stymulacji letrozolem i ovitrelle
✔️17-OH progesteron: 1,18 ng/ml
✔️Witamina D3 25OH: 31,60 ng/ml -> 33,90 ng/ml -> 35,40 ng/ml -> 46,20 ng/ml
✔️anty-TPO : 12 IU/ml
✔️anty-TG: 17,90 IU/ml
✔️LH : 6,8 mIU/ml
✔️FSH: 6,2 mIU/ml
✔️SHBG: 40,35 nmol/l (zakres 32,4-128) -> 77.90 nmol/l
✔️Androstendion: 3,05 ng/ml (zakres 0,4-3,4) przy górnej granicy -> 1,84 ng/ml
✔️DHEA-SO4: 242,00 µg/dl
✔️ Testosteron 39,20: ng/dl
✔️Estradiol 2dc: 37 pg/ml
✔️Estradiol 7-9dpo: 101 pg/ml - niski❌; 178 pg/ml po stymulacji letrozolem i ovitrelle 12.04.2024r. ✔️
✔️Prolaktyna: 29,90 ng/ml - (po odstawieniu seronilu) -> 21,6 ng/ml -> 16,1 ng/ml
❌AMH: 10,17 ng/ml (12.2022) -> 5,89ng/ml (01.2025) 🤯
❌Inhibina B: 122,9 pg/ml
✔️Magnez: 0,86 mmol/l
✔️Homocysteina: 9,50 umol/l (10.2023) -> 7,30umol/l (08.2024) -> 6,30umol/l (06.2025)
✔️ Kwas foliowy: 17,4 ng/ml (4,6-18,7)
✔️ Witamina B12: 488 pg/ml (197-771)
✔️Żelazo: 164 µg/dl
✔️ Ferrytyna: 27 µg/l (02.2025) -> 45 µg/l (13-150) (06.2025)
❓Cholesterol całkowity: 188 mg/dl (115-190)
✔️Cholesterol HDL: 60 mg/dl (>45)
❓Cholesterol nie-HDL 128 mg/dl (<130)
❓Cholesterol LDL: 110,6 mg/dl (<115)
✔️Trójglicerydy: 87 mg/dl (<150)
✔️Glukoza: 80,06 mg/dl
✔️Insulina: 6,73 µIU/ml
✔️Krzywa glukozy: na czczo/1h/2h: 85,8/106,8/104,3 mg/dl - wartość glukozy po 2h mogłaby spaść do wartości "na czczo"
✔️Krzywa insuliny: na czczo/1h/2h: 6,68/30,1/17,4 uIU/ml
✔️Osad moczu
✔️Badanie ogólne moczu
✔️Morfologia (hemoglobina 12,6)
✔️Różyczka IgG -reaktywny i IgM - niereaktywny
✔️Toxoplasmosa IgG - reaktywny i IgA - niereaktywny
✔️CMV IgG - reaktywny i IgM - niereaktywny
✔️MUCHa
✔️ przeciwciała p.plemnikowe - ujemny
✔️ANA1 - ujemny
✔️biocenoza pochwy - grupa II
✔️białko s wolne i białko c aktywność
❌Trombofilia:
MTHFR C677 nieprawidłowy - MTHFR c.655C>T Układ heterozygotyczny
PAI-1/SERPINE 1 nieprawidłowy - SERPINE1 c.820_-817G(4_5) Układ heterozygotyczny
KIR obecne: 2DL1, 2DL3, 2DL4 norm, 2DS4 norm, 2DS4 (del-22bp), 3DL1, 3DL2, 3DL3, 2DP1, 3DP1 norm
KIR nieobecne: 2DL2, 2DL4 del, 2DL5 (grupa 1), 2DL5 (grupa 2), 2DS1, 2DS2, 2DS3, 2DS5, 3DS1, 3DP1 var
❌ WYKRYTO GENOTYP AA❌
Dysplazja szyjki macicy -> L-SIL i H-SIL (CIN I - CIN III), wysokoonkogenny HPV-->> elektrokonizacja 8.01.2024r. -->> zmiana usunięta doszczętnie z zachowaniem marginesów✔️
Badania Męża:
❌Glukoza: 111,19 mg/dl - reakcja stresowa na kłucie? u lekarza wysokie cisnienie... 
✔️Prolaktyna: 8,60 ng/ml
✔️Testosteron: 604,00 ng/dl
✔️TSH: 2,190 mIU/ml
✔️FT4: 1,38 ng/dl
✔️LH: 4,50 mIU/ml
✔️FSH: 3,90 mIU/ml
✔️Estradiol: 35,00 pg/ml
❓Witamina D3 25OH 37,50 ng/ml
✔️USG jąder
✔️MUCHa
Badania nasienia:
styczeń 2023
✔️objętość próbki: 5ml
❌liczba plemników ogólna: 8,60mln (min. 36mln)
❌liczba plemników na 1ml: 1,72mln (min. 16mln)
❌ruch postępowy: 14% (min. 30%)
❌ liniowość ruchu: 31,8% (min. 46,8%)
✔️ żywotność: 74%
❌ morfologia: 1% (min. 4%)
kontrola 24.10.2023r. 😱📈🥳🥳🥳🔥
✔️objętość próbki: 5,1ml
✔️liczba plemników ogólna: 121,99mln (min. 36mln)
✔️liczba plemników na 1ml: 23,92mln (min. 16mln)
✔️ruch postępowy: 76% (min. 32%)
✔️ żywotność: 88% (min. 56%)
✔️morfologia: 7% (min. 4%)
✔️IgA 2% (>10%)
✔️IgB 0% (>10%)
❌HBA 49%
✔️Fragmentacja 11%
💊Suplementy i leki💊
👩🦰
Glucophage XR 2x1000, Euthyrox 5x50/2x75, D 4000 + K 150 µg, fertistim, B12 950µg metylowane co drugi dzień, resweratrol 250mg, magnez+B6 chelat, Omega 3 2000 (1000 EPA), melatonina 3mg, koenzym Q10 ubichinon 2x200mg + ubichinol 200mg, cynk, witamina e 400 IU+selen, NAC 1200mg, L-karnityna 1000mg/R-ALA 600mg, mio-inozytol 4g, szelazo+forte, zakwas buraczany 100ml
🪄IVF🪄
I procedura
⛔21 dni antykoncepcji z powodu torbieli krwotocznej
🍀Stymulacja start: 27.02.2025r (3dc)
💉Rekovelle 8mcg + provera 10mg przez 9 dni ➡️ 40🥚większość do 12mm
💉Rekovelle 10mcg + menopur 200j + provera 10mg przez 3 dni ➡️ponad 40🥚większość do 13mm + kilka większych
💉Mensinorm 300j w 12 dniu stymulacji rano + 2x gonapeptyl daily +1x ovitrelle + provera 10mg + aromek 2x1 + dostinex 1x1
🍳12.03.2025r. punkcja + IMSI
🫧20 pobranych komórek ➡️ 6 MII + 7MII (11 GV poddane IVM) ➡️🌱12 rozwijających się zarodków ➡️większość zdegenerowała w 5 i 6 dobie
wynik: 1x 5BB❄️ z siódmej doby
FET 5BB❄️ 15.04 -> 10dpt beta <0,1 😔
II procedura
Aktualizacja suplementów, zmiana dawek i form. Plan dnia, dieta, ruch, zero używek przez dłuższy czas. Ładowanie białka od 7 dnia stymulacji. Wydłużona do 14 dni stymulacja.
🍀Stymulacja start: 12.05.2025r. (5dc)
💉Rekovelle 10mcg + ganirelix 0,25mg przez 8 dni ➡️ pęcherzyki 5-10mm
💉Rekovelle 10mcg + mensinorm 150j (w jeden wylałam zamiast podać) + ganirelix 0,25mg przez 2 dni ➡️ pęcherzyki 5-13mm
💉Menopur 200j + ganirelix 0,25mg przez 2 dni ➡️ pęcherzyki 9-16mm ➡️ kontynuacja przez kolejne 3 dni ➡️ pęcherzyki 16-22mm 🎉
🍳28.05.2025r. punkcja + IMSI + Fertile Chip
🫧19 pobranych komórek ➡️ 14MII ➡️🌱13 rozwijających się zarodków ➡️ 10 z nich w trzeciej dobie osiągnęło stadium comp ➡️ 7 padło w piątej dobie ➡️ 1 padła w szóstej ➡️ 1 padła w siódmej
wynik: 1x 3AB❄️ z piątej doby
Biopsja + scratching: cd138 1/10 ➡️ doksycyklina na 14 dni ➡️ w trakcie brania...
Naturalna ciąża 🌈
⏸️ 30.07.2025
Accofil, neoparin, luteina, encorton
💙chłopiec💙
💊Stymulacja owulacji:
1 lametta 2,5mg 5-9dc ❌
2 lametta 5mg 3-7dc + ovitrelle (późna reakcja na zastrzyk - 4 dni, niepełne opróżnienie pęcherzyka?)❌
3 lametta 5mg 3-7dc + zivafert + luteina (późna reakcja na zastrzyk - 3 dni)❌
4 lametta 5mg 3-7dc + ovitrelle + luteina 💔 💔 9t+1 puste jajo płodowe + nierozwijający się pęcherzyk
🏥 poronienie
5 lametta 5mg 3-7dc, eutrig HP + luteina - brak wzrostu temperatury bez luteiny, owu 16dc mimo zastrzyku 12dc, niepełne opróżnienie pęcherzyka? ❌
6 lametta 5mg 3-7dc, estrofem 2x2mg od 4dc, luteina - w 11dc pik LH, progesteron 4dpo 0,24 ng/ml, LUF ❌❌❌❌
7 lametta 5mg 3-7dc + eutrig HP x2 + luteina ❌
8 lametta 3-7dc + cyclogest i luteina ❌
9 lametta 3-7dc + luteina i cyclogest❌ 3 pęcherzyki -> owulacja + 1 torbiel krwotoczna
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego, 16:11
Te które śledzą dinusiowy wątek pewnie o tym wiedzą, te które nie to teraz się dowiedzą.
Wykryłam u siebie guzka na piersi. Mój mąż też go czuje. Jest to ta sama pierś, w której 12 lat temu miałam dużego tłuszczaka, a który został usunięty podczas prostego zabiegu. Guzek ulokowany jest tuż przy "bliźnie" czy tam "zapadłości" po tamtym.
Jestem umówiona na USG na 4.08.2023. Jeśli uda mi się wyszarpać inny termin w enel-medzie, oczywiście go przygarnę.
Czy się boję? Nie. Czy to mądre? Nie wiem. Nie mam na to wpływu więc nie chcę się stresować bez sensu.
Moja mama walczyła ze złośliwym nowotworem piersi, walkę tą wygrała.
Być może dlatego się nie boję. Bo wiem, że mam dookoła siebie ludzi, którzy na pewno mi pomogą. Plus już raz guzka miałam - więc moja świadomość na razie bierze od uwagę łagodną zmianę podobnego pokroju, a oprócz tego w piersiach mam jeszcze kilka innych małych torbielek, które w żaden sposób nie rosną i są pod stałą kontrolą.
Co jeszcze mogę powiedzieć... Podjęłam decyzję o sprzedaży koni. Chcemy zostawić tylko najmłodszą Pańcię i wysłać ją na kilka lat na tzw. "łąki". Wiem, że to w tym momencie najlepsza decyzja, bo:
-wszystko się aktualnie sypie u koni, a nie mamy funduszy, czasu i możliwości w tym momencie choćby zbudować nowej stajni,
-mamy budowę, w którą chcemy włożyć uzyskane ze sprzedaży pieniądze,
-chcemy zbierać na wymarzone auto dla męża,
-chcę odłożyć coś na leczenie niepłodności i być może zbierać już na IVF,
-chcemy w końcu gdzieś wyjechać...
Powoli się zbudujemy, uporządkujemy ogród, być może naszykujemy go od nowa na konie - dużo lepiej i trwalej. Być może uda mi się już być po urodzeniu dziecka (oby!). I wtedy pomyślimy czy wracamy do koni w ogrodzie i hodowli, czy zostajemy przy jednym koniku w pensjonacie a ja skupiam się na treningu i frajdzie, jaką miałam za czasów liceum z tego zajęcia, czy może jednak sprzedajemy, bo nie mamy już serca do tego tematu. W każdym razie minimum 2-3 lata, które zostaną nam w tym momencie dane, pozwolą nam odpocząć i wszystko naprostować.
Chyba nie jest mi dane zajść w ciążę w sposób naturalny...
A podobno pierwsza ciąża leczy wszystkie problemy, nawet immunologiczne...
No chyba jednak nie...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.