12 dzień cyklu któregoś tam. PRAWDOPODOBNY dzień owulacji.
Odebrałam wyniki biopsji szyjki macicy.
"Cechy śródnabłonkowej neoplazji małego i dużego stopnia L-SIL - H-SIL (CIN I - CIN III) (...) Diagnostyka IHC w toku."
Koordynatorka ze Szpitala w jakim bierzemy udział w Programie Prokreacyjnym szuka mi terminu do lekarza zajmującego się tym na konsultację. Już wiadomo, że wymagany jest zabieg, CIN III same się ponoć nie cofają i leki nie wystarczą.
W moim mieście wizyta u ginekologa dopiero 7 grudnia.
Będę dzwonić jeszcze do mojego wcześniejszego ginekologa (prywatnego), który pracuje w szpitalu w innym mieście. Głównie po wyniki cytologii sprzed roku, ale zapytam o możliwość pilnej konsultacji w poniedziałek. EDIT: jeśli doktor będzie zdrowy to w 23.11.2023r. będę miała wizytę, wynik poprzedniej cytologii jest i mogę go odebrać - był prawidłowy.
Po IHC mam dzwonić lub sami przedzwonią jak będą mieli przed oczami.
Oprócz tego... Ten cykl był ze staraniami. Jeśli owulacja była to jest szansa na ciążę. Sprawy się komplikują.
EDIT:
Poczytałam, jestem mądrzejsza, dziewczyny na forum też mi służą ogromnym wsparciem i radą.
Mam stan przedrakowy albo raka in situ (nieinwazyjnego, nie wiem czy po tym IHC będzie więcej wiadomo lub czy to się zmienić może).
Zabieg konizacji szyjki macicy jest nieunikniony bo szansa na regresję takich zmian jest niska a ryzyko jest zbyt duże.
Konizacje szyjki macicy można robić w ciazy. Po zabiegu konizacji należy odczekać srednio 3 tygodnie zanim powróci się do starań - w zależności od samopoczucia, krwawienia po zabiegu, bólu i skurczy. Nie wpływa to na płodność - ale jeśli wylyzeczkuja jamę macicy to tu może potem być problematycznie. Oby nie.
Staramy się dalej w tym cyklu i działamy w zakresie zabiegu.
Miałam nadzieję na stymulacje w grudniu i prezent na święta a skończy się na zabiegu. 😅
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2023, 18:14
36+0 tc ide na rekord 😍😍😍😍 jeszcze 7 dni i ciąża donoszona. Trzymam mocno kciuki żeby tym razem Bobas urodził się nie jako wcześniak.. na przekór straszeniu. Każdy dzień teraz to ogromna radość, bo i jestem spokojniejsza, ze dotrwałam tak daleko. Także może nie każda Mama Wcześniaka będzie znowu za drugim razem tez Mama Wcześniaka ❤️❤️❤️❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2023, 20:45
Czy niedobór żelaza może wpłynąć na ruchy dziecka ? Mam wyniki hemoglobiny 10,9
Erytrocyty 3,72 i Hematokryt 31,3 to kwestia wszystko poniżej normy . Dostałam już receptę do wykupienia . Wykupiłam i zażyłam dzisiaj jedna tabletkę ale maly w moim brzuchu coś jest bardzo leniwy .. może oszczędza sie ? Wczoraj byłam u ginekologa .. lekarz powiedzial ze wszystko jest w normie .
Mam nadzieję że się mój synuś jakoś ożywi.
Nie chce sieć paniki . Czuję jego ruchy ale tak jakby chodził mi po brzuchu .. ocierał się i czasami kopnięcia tyle . Te drgawki dalej ma ale mniej .
Może teraz potrzebuje więcej spać niż być aktywnym ?
Mam nadzieję że nie doprowadziło to do niedokrwistości u niego.
Nie chce iść na IP na ktg bo czuje ruchy i serducho też biję w normie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2023, 22:20
2 miesiąc , gdy wpisuję temperaturę do apki. Ten miesiąc wygląda obiecująco do momentu, gdy od owulacji , dzień po zaczyna się plamienie... Każdy może powiedzieć ,że to normalne bo dochodzi do implantacji ale uwierz, widzę te plamienia od ponad 2 lat od owu do okresu ;( Zrobiłam sobie rano test ciążowy i ponownie jedna kreseczka a wykres wygląda obiecująco. Plamienie dzisiaj wystąpiło bardziej "rozwodnione" boje się . I czuję ,że w ciągu tyg miesiączka nadejdzie.
Przyszła miesiączka. I co dziwne, nie odetchnęłam z ulgą jak przez ostatnie kilka miesięcy....
Tylko poczułam ukłucie smutku i poczucia, że.... że się nie udało?
To uczucie, które towarzyszyło mi przez kilka ostatnich lat..
Chyba zaczynam pragnąć drugiego dziecka...
Kolejny mały sukces - po kolejnym miesiącu suplementacji homocysteina spadła z 12,2 do 10,7. Czyli generalnie udało mi się ją zbić w dwa miesiące suplementacji z wartości 16 do 10,7. Bardzo mnie to cieszy 
W poniedziałek wizyta z badaniami już do procedury i rozpisaniem stymulacji. Jestem poddenerwowana tym, widzę to po sobie. Mam ochotę zrobić całkowity odwrót czasami
Ale wiem, że bym żałowała. Oczywiście, że są wątpliwości. Ale byłyby niezależnie, czy byłoby to in vitro czy naturalna ciąża. Dużo wiem jeśli chodzi o nasze badania, genetyczne i nie tylko, więc z tą wiedzą łatwiej mi iść w potencjalne niepowodzenie, bo wiem, że mam solidną bazę do obstawienia mnie lekami i jeśli się nie uda - do dalszego drążenia.
U mnie na pierwszym podglądzie bardzo obiecująco jak na moją rezerwę jajnikową, spodziewałam się maks 8 pęcherzyków, a doktor naliczył 12. 2 po 14 mm, 3 po 13 mm, jeden 11 mm, dwa po 10 mm i 4 mniej niż 10 mm (mówił że liczy wszystkie). Ponoć ładnie odpowiadam na stymulację, dodał dzisiaj jeszcze Ganirelix, kazał zbadać progesteron i estrogen i napisać sobie wyniki, ale jeszcze ich nie mam. Endometrium 9 mm. Kolejna wizyta w poniedziałek i wtedy decyzja czy punkcja w piątek czy poniedziałek 😊 powiem Wam, że jestem pozytywnie zaskoczona.
Tylko honocysteina po kolejnym miesiącu slabo spada. Było 10,7 i jest 10,5. Pogadałam z lekarzem, kupiłam jeszcze metylowaną witaminę b12, zobaczymy 😊
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2023, 22:06
1 dzień ostatniego cyklu przed stymulacją przed invitro
Brzmi to donośnie, wyniośle i jak bardzo bardzo bardzo bardzo głęboka woda. Której z jednej strony nie mogę się doczekać, a z drugiej jestem przerażona. Chciałabym żeby choć raz poszło gładko i po mojej myśli. Afirmuję sobie, że się uda za pierwszym razem, psu do ucha szepcze że za 9-11 miesięcy będzie starszym bratem, żeby za chwilę oblewać się zimną wodą, bo przecież rzadko się zdarza, że pierwsza procedura jest tą szczęśliwą. Tak dużo może pójść źle i będę wiedziała o tym od razu bez czekania standardowych dwóch tygodni po owulacji.
Raz chce podejść i zagrać vabank z losem. Daje na szalę wszystko co mam, a Ty czym ryzykujesz?
Od dwóch lat niezmiennie irytuje mnie to, że co lekarz to inne zdanie na temat tych samych danych. Na kwalifikacji lekarz stwierdził, że kir AA ma 30% populacji i według niego nie jest powód naszej niepłodności, wyniki nasienia też nie predysponują do iv, i w ogóle to mamy niepłodność idiopatyczna i do zrobienia oboje HLA-C 🤷 na własną rękę sobie podoktorkuje i zrobię crossa i allo jak już idziemy sie kłuć. Nie czuję tego wszystkiego co sie dzieje i że się dzieje, ale jeszcze chwila i wejdziemy w to po same uszy.
Skończyłam antybiotyk, Mężuś także. W piątek idę na wymaz kontrolny. Powtórzę tylko bakteriologiczny, bo mykologicznie wyszło ok.
W piątek byłam u polecanego przez prof. Jerzak osteopaty. Mamuniu, ale miałam naruszony brzuch. Wszystkie tkanki. Babeczka pomanipulowała tkankami brzucha, a następnie głową i potylicą. Stwierdziła, że mam zablokowaną część klatki piersiowej na wysokości serca. I że jest to związane z blokadą emocji z etapu wczesnego dzieciństwa. Pracuję nad tym obszarem na jodze i refleksologii. Niestety moja terapeutka zmarła, jakieś 2-3 miesiące zanim zaczęłyśmy poruszać temat rodziców i rodzeństwa. Od tamtej pory nie miałam czasu (ochoty, energii) na poszukiwania nowego terapeuty.
Umówiłam się z nią na kolejną wizytę w dniu wizyty w klinice. Bez względu na okolice serca, czuję, że ta manipulacja tkanką łączną w moim brzuchu, dobrze mi zrobiła. Taki reset stresu i nerwów.
Dzisiaj po drugim USG decyzja o punkcji w piątek. Pęcherzyki ładnie rosną, pięć nadal najbardziej obiecujących. Musieliśmy też zdecydować o ilości potencjalnych zarodków do badania, ciężko tak podejmować decyzje, jak tak naprawdę nic nie wiadomo. W środę ostatnie zastrzyki, od czwartku antybiotyk. I cieszę się, że punkcja jednak w piątek, a nie poniedziałek, nie będzie tego weekendu czekania.
I dzisiaj już ekscytacja zamieniła mi się w stres i nerwówkę. Ech. Byle do piątku.
Dwie, kurdebele, kreski.
Tak bardzo chciałam zajść w ciążę. Naprawdę. Byłam gotowa rzucić wszystko na świecie, żeby w nią zajść. A kiedy się to - najprawdopodobniej - wydarzyło, jestem spanikowana. Moją pierwszą myślą nie było "och, zostanę mamą!". Było nią "co ja narobiłam???".
Wiem, że to hormony. Wiem, że przejdzie. Problem, że jestem potwornie niecierpliwa. Chciałabym, żeby przeszło już, moje dziecko miało circa 12 lat i prosiło o kolację, bo jutro do szkoły. Albo coś. A nawet jeszcze nie wiem, czy dotrwam do 3ciego miesiąca.
Piszę ten pamiętnik, bo trochę mi w ten sposób łatwiej. Jak się zmieni moje życie, jeżeli ciąża będzie przyjemnie nudna? Czy dam radę wstawać w nocy? A co, jeżeli zasnę i upadnę z dzieckiem? A co, jeżeli czegoś nie dopilnuję i coś się dziecku stanie? A co, jeśli będę kłócić się z mężem i żałować decyzji, o której tak marzyłam, ale która nie była realna dopóki się nie wydarzyła?
Mark Twain pisał, że spędził większość życia martwiąc się o rzeczy, które się nie wydarzyły. Zazdroszczę mu. U mnie się spełniały jak diabli! Ale może dlatego, że gdzieś zawsze działał mechanizm samospełniającej się przepowiedni, jak się działo źle to było stabilnie.
Uff.
Wiem, że będzie lepiej. Po prostu chciałabym, żeby to "lepiej" było teraz.
W ubiegłym tygodniu zrobiliśmy rozszerzone badanie nasienia. 2 miesiące po antybiotyku. Wyszła morfologia 1%, ruchliwość delikatnie lepiej niż w marcu. Ale w marcu morfologia wynosiła 6%... Nie wiem czy to kwestia antybiotyku czy żylaków. Stary chce iść na zabieg jak najszybciej. Zalecenia od androloga mieliśmy takie, żeby w grudniu zrobić rozsrzeone badania i fragmentację DNA. Plus hormony. Więc embolizacja najwcześniej w styczniu. A mnie już niecierpliwość straszna bierze. Nie chcę czekać, chce działać. Jeszcze w tym cyklu "odpoczywamy" po histeroskopii. Taka bezczynność mnie rozwala. Niby mamy co robić, po remont i przygotowanie do przeprowadzki trwają na całego, ale Wy wiecie. To nie jest priorytet. 😞
Najbardziej męczy mnie świadomość upływającego czasu. Co mogę teraz zrobić? Na pewno zamówić suple dla Starego, ostatnio nic nie brał. Muszę dokopać się do rozpiski Claire albo wrócić na wątek Męskie sprawy. Bo androlog to zapisał TenFertil. Chyba za malo?
Powoli myślę też o badaniach KiRów i trombofili. Porozmawiam o tym na wizycie w grudniu. Teraz mam jeszcze do powtórki prolaktynę, dodatkowo prolaktynę PEG, antdrostetion i kortyzol.
Przerażają mnie koszty tych badań - w szczególności ze względu na to, ile kosztuje też wykończenie domu. Z drugiej strony nie chce tracić czasu. Wiem, że ten wpis to jedna wielka presja, która nakładam sama na siebie. Ale to też plan, który chce zrealizować żeby wiedzieć, że zrobiłam co mogłam.
Za to w pracy zrobiło się spokojniej. Albo mnie po prostu mniej rusza, to co się tam dzieje. Angażuje się w minimum spraw. Po tych ostatnich akcjach nie mam motywacji, po prostu. Zawsze byłam wzorem pracownika, teraz zobaczymy jak to jest nim nie być. Haha. Ciekawe ile wytrzymam w tym 😜 Pewnie krótko, jestem zbyt odpowiedzialna osobą.
Odpoczywając po zabiegu dużo myślałam o priorytetach. Praca mnie ostatnio niszczyła. Doprowadziła do bezsenności. Bez sensu tak żyć. Z drugiej strony, ciężko ją zmienić. Fajne oferty nie trafiają się często. Chcę teraz spróbować postawić na siebie i dobro mojej rodziny. Tak jak robią ludzie, którzy mają dzieci.
Za tydzień ta wielce wyczekiwana przeze mnie konsultacja dietetyczna. Jak już za nią płacę, to powinnam się zaangażować i realizować zalecenia. Ostatnio u mnie leżały podstawy, czyli sen i aktywność. Plus ten stres w pracy. Trzeba to naprawić, jakoś krok po kroczku.
Edit: Siesiepy dziękuję 💞
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2023, 10:31
Nasz Dzidziuś ma 2,79 cm, GA: 9+4 (wg transferu 9+5, więc prawie że idealnie), FHR: 166 bpm. Jest już taki małym Misiaczkiem, widać było jak rusza nóżkami. Niesamowite uczucie. Niesamowita ulga. I wzruszenie na twarzy Męża.
11 grudnia mamy prenatalne, wcześniej w międzyczasie ogarniamy Nifty Pro. Mam też szereg badań do zrobienia, głównie wirusówki. Mam też od przyszłego tygodnia schodzić z leków. Proga boję się odstawić
Muszę o tym poczytać.
No i mam kartę ciąży 
Nie ma w nas żadnej dzikiej euforii, dalej mało w ogóle rozmawiamy o ciąży i jesteśmy w trybie "czekamy", ale dzisiaj nam wystarczyło jedno spojrzenie i jeden uśmiech do siebie.
23 cs, 10 dc
Ten cykl chyba pójdzie na zmarnowanie...od wtorku mam grypę, więc zamiast działać...leżę, piję herbatę, biorę leki...
Przy najmniej staram się odpoczywać, ale musieliśmy w dwa dni urlopu pozałatwiać sprawy z mieszkaniem, a wczoraj byłam u lekarza i w aptece...niby nic, ale było to dla mnie bardzo męczące...
Dawno tak źle się nie czułam, jeszcze do tego kwestią starań...no niby jest szansa, że wydobrzeję przed owu, ale z powodu masy leków, które teraz biorę może lepiej byłoby odpuścić...
Jutro jeszcze odpoczywam w domu, może w końcu temperatura spadnie...
Witajcie.
Zdecydowaliśmy się z mężem na drugie maleństwo, tak w zasadzie z dnia na dzień
traf chciał, że trafiliśmy na dzień po owulacji (wg kalendarza ovu).
Mówiłam mężowi, że jest w tym miesiącu z apozno raczej, on mówił, że "a zobaczysz..." chciał nawet się zakładać ,że w tym miesiącu zajdziemy w ciaze:)
Od tygodnia mam zgagę lekką i mdłości. Okres ... myślałam, że powinnam mieć w tą sobotę, ale teraz spojrzałam w kalendarz i jutro powinnam dostać @. Łaaaaa
dziś zaczęły trochę boleć mnie piersi. Ale nic oprócz zgagi i miłości nie mam. Brzuch też nie boli.
W czasie jajeczkowania nie miałam bólu jajników, ale i w ubiegłym miesiącu mnie nie bolało.
Miesiączkę mam regularną, więc.... jutro rano test? 
21.11.23 robiłam test pink strumieniowy 12dpo (aplikacja wskazala owilacje)-negatywny. OVU pokazywało że powinnam dostać @ wczoraj 24dc (średnio 26dni trwa). Nie dostałam. Ale liczę że może być błąd i w sobotę może przyjść.
Dziś objawow nie mam. Trochę czasami w podbrzuszu dziwnie pobolewa. Ale inaczej niż na @.
Biust delikatnie boli przy uciskaniu... trochę ciężko na brzuchu.
Czekam... poczekam może do soboty z testem...choć nie wiem czy wytrzymam
😀
Plamienie, na wkładce delikatne barowe plamienie... czy to od zagnieżdżenia się zarodka? Hm... miesiączka zawsze rozpoczynała się na czerwono i to spora ilością, a kończyła plamieniem brązowym... wracam z pracy...kupiłam test zobaczyny
wieczór będzie albo miły albo smutny.
W środę było trochę ciężko psychicznie u mnie.
Miałam psychoterapię. Niby nic na niej obciążającego nie robiliśmy, ale opowiadanie o wszystkich sprawach, jakie aktualnie się dzieją, rozchwiało mnie całkowicie i długo nie mogłam się uspokoić oraz pozbierać.
Mówiłam o wszystkim. O wynikach biopsji, o stresach w pracy, o obawach co do tego jak aktualnie postrzega mnie szef, o koniach i problemach z ich sprzedażą, o problemach z sianem i tym, że zamiast skupienia się na swoim zdrowiu aktualnie będę się martwić o to, czy konie będą miały co jeść... Sporo tego się namnożyło.
Skończyłam terapię roztrzęsiona i długo nie mogłam się uspokoić. Uspokoiłam się dopiero leżąc na łóżku w ciemnym pokoju, słuchając ASMR do snu.
W nocy po przebudzeniu za to znalazłam kolejne zmartwienie. Mianowicie Program Prokreacyjny w jakim bierzemy udział i w jakim trafiliśmy o dziwo na bardzo dobre miejsce i specjalistów, prawdopodobnie zostanie zlikwidowany, a co za tym idzie - no chyba nas zostawią po prostu tak o, co nie? Bez dalszej możliwości diagnostyki i działań.
Statystyki są nieubłagane, wydano 45mln pieniędzy na urodzenie poniżej 700 dzieci w tym programie.
Żeby nie było, ogromnie cieszy mnie to, że prawdopodobnie wejdzie program dofinansowujący in vitro, ale nie samym in vitro przecież człowiek żyje.
Miałam nadzieję jeszcze na kolejne badania (jak choćby genetyczne mutacje, powoli zaczynam mieć zalecone czy drożność), stymulacje czy kilka IUI. A skończy się na tym, że znowu zostanę bez swojego miejsca, swoich lekarzy i wsparcia. Co wtedy zrobię? Zapewne udam się do kliniki i za to wszystko po prostu zapłacę, bo nic innego mi nie zostanie. Nie rzucę się też od razu na in vitro, bo raz, że wyniki mamy dobre, a dwa, że to też wymaga podobnego nakładu finansowego co reszta rzeczy, mimo wsparcia finansowego od Państwa.
Znowu nie czuję się bezpiecznie, a już myślałam, że miałam swoją ostoję w tym zakresie i nie muszę się o nic martwić. Naprawdę czuję się zaopiekowana w tej placówce, w jakiej jestem.
Oprócz tego, jako że wczoraj był około 7dpo to zbadałam progesteron. Tzn w sumie to mógł być 6dpo i trochę teraz żałuję, że nie badałam tego jednak dzisiaj, ale trudno.
Wynik 11,60 ng/ml. Chyba trochę jestem zawiedziona. I niby wiem, że to kompletnie irracjonalne - w końcu dobrze wiem, że prog też wydziela się pulsacyjnie w ciągu dnia i zbadany 1h wcześniej mógłby być przykładowo dużo wyższy, ale jednak główka pracuje i nic na to nie poradzę. Więc zamiast się cieszyć wynikiem ponad 10, który oznacza na pewno owulację i to, że bez wspomagania tabletkami będę w stanie utrzymać ewentualną ciążę, ja sobie wbijam do głowy że mogło być przecież lepiej. Każda staraczka chyba tak ma. 
Wciąż nie ma wyników HBA i DFI. Chyba dzisiaj wieczorem będę po nie dzwonić, bo już równo miesiąc minął.
Za to przyszły wyniki IHC.
"Komórki nabłonka płaskiego wykazują zmiany o typie neoplazji śródnabłonkowej stopnia dużego HG SIL/CIN II - CIN III.
Wynik wybarwienia IHC w opisanym nabłonku: p16(+++), Ki67(+) na całej grubości nabłonka."
Czyli reasumując, mam przetrwałą infekcję wysokoonkogennym typem wirusa HPV, a moje komórki dzielą się nowotworowo. Ja. 28 letnia dziewczyna, która cytologię robiła sumiennie co roku z powodu nadżerki... 
Czy to rak nieinwazyjny? Nie wiem. Do kwalifikacji stopnia CIN III wrzucili canciroma in situ jakiś czas temu i nie wiem czy podczas rozpisywania wyników stosują jakieś inne oznaczenie. Sądzę, że dowiem się 30.11.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2023, 15:05
37+ donoszona ciąża.
Jeszcze niedawno nie sądziłam, ze to możliwe. Jeszcze niedawno każdy bol, skurcz powodowal mysl, czy historia sie powtórzy. Dzis wiem, ze dwie choc podobne do siebie ciąże, wcale nie musza byc takie same.
I choc jeszcze jestem w wielkiej niewiadomej, choc jeszcze nie wiem, jak sie to wszystko skończy to jestem spokojna, bo ciaza jest donoszona. Jasne, niczego to nie zmienia. Sa wczesniaki, które swietnie sobie radzą i sa dzieci donoszone, które maja mase problemów, ale dziś jestem w miejscu, w którym nie bylam. W miejscu, które zabrala mi poprzednia ciaza. Dzis moge oczekiwać naglego odejscia wod, nasilania sie skurczy czy czegokolwiek innego, co zwiastuje porod. I choc nie mam gwarancji, ze wszystko skończy sie szczęśliwie i nikt mi jej nie da, to cudownym jest to oczekiwanie na TEN dzien.
Dzien, który zna tylko nasza druga corka. To ty malutka wybierzesz sobie dzien, w którym zechcesz poznac nas - swoich rodzicow, siostrę i cala resztę familii, która nie może sie Ciebie doczekać.
Jest mi ciężko, bardzo zle sypiam. Brzuch moze nie jest ogromny, ale jak na kogos, kto waży normalnie 45kg jest on.. utrudniający zycie. Jest mi ciezko, ale wytrwam, bo czym jest tydzien w porównaniu z latami, które nas czekaja? Te dni, nawet cala ciaza, to tylko ulamki naszego wspólnego zycia, które choc dzis sa dla mnie ciezkie, zostana rozmyte przez te nowe, pelne radosci, az pewnego dnia, gdy zostanę zapytana jak zniosłam ciaze to nie bede już pamiętać tego samopoczucia.
Jeszcze tylko trochę, jeszcze tylko kilka dni i nasza rodzina znow sie powiększy ❤️
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.