Ayayanee Hurricanes and Suns 9 kwietnia 2024, 11:10

I chociaż ostatni czas byl najpiękniejszy w moim zyciu - dziś tęsknię, rozpadam się.
Tak bardzo brak Cie tutaj. Tak bardzo tęsknię za tym co nie jest nam dane.
Dziś serce wola, szlocha i wyrywa się gdzieś gdzie nie może dotrzeć. Dziś boli mnie ciało - przypominające sobie raz za razem jak skopał mnie los 2 lata temu...

2 lata temu. 2 lata. Od 2 lat, nieustannie, dzień w dzień myślę o Tobie. Marzę o naszych dniach.
Od 2 lat analizuje ten dzień...
Wiesz, ta pustka która czuję wewnątrz, od jakiegoś czasu jest do zniesienia - ale nie dziś. Dziś zgina mnie wpół i wyje do wnętrza siebie...
Kocham Cię synku, tęsknię.

"... Zebyś mi Boze skrzydeł doł (...)
Choć na dzioń na pół godziny, pół godziny..."


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2024, 11:11

37+4 - przedostatnia wizyta. Kolejna za 2 tygodnie chyba, że mały zdecyduje inaczej. Po wizycie wszystko w porządku, jak zwykle cudował 🙈 Waga na dziś 3030, ciekawe ile będzie ważył finalnie. Moja waga się zatrzymała na 64kg. Coraz ciężej jest mi się podnosić, najgorsze są twardnienia brzucha. Wcześniej twardnienia obejmowały najczęściej prawą lub lewą część brzucha i trwały kilkanaście sekund maksymalnie. Od dobrego miesiąca obejmują cały brzuch, są mega niekomfortowe, wybudzają mnie w nocy kilkukrotnie. Mam nadzieję, że skoro moja macica tak bardzo sobie ćwiczy to ułatwi mi to poród 😅 W dalszym ciągu nie dociera do mnie, do nas to, że nasze życie się zmieni. Są momenty, że już nie mogę się doczekać ale są i takie w którym mam wątpliwości, strach. Codziennie kilkukrotnie te myśli się zmieniają. Jak w kalejdoskopie dosłownie. Wchodzę do pokoiku, który jest już prawie gotowy i nie wierzę.. Nie wiem kiedy się to zmieni 🥹

11 dc - pęcherzyk niecałe 10 cm, delikatnie się zmniejszył...
już brak mi słów.

Rozmawiałam chwilę z siostrą, powiedziałam jej, że nie chce się dowiadywać o kolejnych ciążach znajomych.
Ona na to, żebym nikomu nie ujmowała, bo ktoś TEŻ SIĘ STARAŁ 4 miesięce. 4 MIESIĄCE!!!
Uwaga, to mój 27 cykl. Pewnie kolejny bezowulacyjny.

I jeśli mam ochotę, to będę umniejszać komu mi się podoba.

Bambi92 W stronę Słońca 9 kwietnia 2024, 11:16

Dawno nic nie pisałam. Teraz z nowym cyklem chce sobie podsumować starania przed zabiegiem na żpn, który mamy zaplanowany w tym tygodniu.

Oczywiście co lekarz to opinia, generalnie ginekolodzy odradzali zabieg, androlog twierdzi, że będzie poprawa. Zobaczymy. Moja głowa podpowiada czarne scenariusze.

Po zabiegu czeka nas cykl bez starań, a potem czekanie na efekty, które z tego co czytałam potrafi trwać nawet do roku. A to w praktyce oznacza pewnie kolejnych kilka ciąż w naszym otoczeniu.

Niby układam sobie w głowie to życie bez dziecka, ale wiecie jak jest. Dzisiaj jest dołek.

W marcu zdiagnozowano u mnie endometriozę. Nacieki na jelitach, w jamie otrzewnowej i torbiel na jajniku. Próbowaliśmy też nowej kliniki, podobno najlepszej w mieście. Red flag: zdaniem lekarza złotym standardem diagnostyki endometriozy jest laparoskopia. Gdyby nie torbiel, to by zignorował moja wcześniejszą diagnostykę.

Napiszę może jeszcze jak tak nasze bakterie i pasożyty. Haha. Generalnie tu też jest tak, że co specjalista to opinia, a w każdym laboratorium wychodzi co innego. Pan Bambi poszedł do gastrologa, który zlecił mu kolejne badanie, antygen z kału. Test oddechowy został zignorowany, zaleceń, recepty brak. Zespół jelita drażliwego, SIBO i tyle. Receptomat to jedyna forma leczenia w tym mieście chyba☹️

Pytacie, co dalej. Nie wiem, co dalej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2024, 11:17

S.Roszpunka W pogoni za marzeniem 25 maja 2024, 12:00

No i po wizycie. Lekarka cudowna. Przez 30 minut dowiedziałam sie więcej niż przez rok. Mam żal do lekarzy u których wcześniej byłam i twierdzili, że skoro jedno dziecko mam, rok temu zaszłam w ciążę bez problemu, to nie ma co się martwić. Ale na co ja mam czekać? Na menopauzę?
Otrzymałam Lamette, w środę (29.05.) mam mieć monitoring i zobaczymy co będzie. Wczoraj zostały pobrane wymazy, jeśli będzie dobrze, to w nowym cyklu mam mieć drożność jajowodów. Glucophage zwiększona dawka, dieta z niskim IG. No i mąż ma ponownie nasienie do badania. Moja nowa lekarka jest również andrologiem. Dziwnie, że dotychczas każdy lekarz mówił, że ostatnie, grudniowe wyniki badania nasienia "są ok jak na wiek" mojego męża.
Cieszę się, że do niej trafiłam. Dala mnóstwo ciepła, dala przede wszystkim plan działania. To była pierwsza lekarka, która nie wspomniała na dzień dobry o in vitro. Absolutnie nie jesteśmy przeciwnikami invitro, wręcz przeciwnie. Ale chcemy wykorzystać wszystkie możliwości, które można mieć przed decyzja o in vitro. In vitro jak najbardziej bierzemy pod uwagę.
Czyli co.... działam!

Zosis Pamiętnik starań Zosi 10 kwietnia 2024, 11:16

27+0 tc, III trymestr
Dzisiaj aplikacja OVU powiadomiła mnie, że weszłam w III trymestr ciąży. Kiedy to zleciało?😮 Zupełnie nie czuję się gotowa, żeby już myśleć o porodzie.😬 A jednocześnie czuję już taką niecierpliwość w sobie, że niedługo poznamy nasze Maleństwo. Nasze wymarzone Maleństwo, o które tak walczyliśmy.

W międzyczasie byłam na drugiej wizycie u mojej fizjoterapeutki uro-gin. Jest nieco lepiej z moimi mięśniami, widać, że ćwiczenia coś dają. Dostałam kolejne ćwiczenia, otejpowała mi brzuch i lecimy z tym dalej. Tejpy mam na razie do soboty, później powinnam chwilę odpocząć i nakleić je znowu, ale nie wiem, czy dam radę, jak będą takie wysokie temperatury. Cieszę się, że trafiłam do tej fizjoterapeutki. Czuję, że jednak chociaż trochę przygotowuję się do tego porodu. Zwłaszcza, że poza ćwiczeniami, przerabiamy i ćwiczymy też oddychanie. To drugie, mam wrażenie, wychodzi mi gorzej niż to pierwsze.🙈 A wydawałoby się, że to taka podstawowa czynność.😅

Z przygotowań - mam jeszcze dwie szkoły rodzenia "do przerobienia" on-line. Jedną wykupiłam od Zaufaj Położnej któregoś dnia w promce, drugą darmową od Prenalen. Zupełnie nie mogę się jakoś do nich zebrać (jednak łatwiej byłoby mi chyba ogarnąć się na coś stacjonarnego), ale dzisiaj postanowiłam sobie, że odsłucham sobie przynajmniej dwie lekcje z każdej szkoły w tygodniu. W końcu muszę się do tego jakoś zabrać, nie? 😉

8w6d

Byliśmy dziś u naszego lekarza prowadzącego. Cztery (!) godziny jazdy w dwie strony, ale warto. Prowadził moją ciążę z Leo, jest ordynatorem co też wiele ułatwia, ale przede wszystkim dobrym, empatycznym człowiekiem z dużą wiedzą. Po rozmowie, sprawdzeniu wyników badań nadszedł czas na USG. Widzieliśmy całe 2.2cm szczęścia z pięknie bijącym serduszkiem :) Mąż widział i słyszał po raz pierwszy, wzruszył się, a ja razem z Nim 🥹 Znów będziemy dla kogoś Mamą i Tatą 🥰

Jutro spróbuję umówić się na badania prenatalne, mam nadzieję, że zdążę przed wyjazdem w góry. Kolejna wizyta u doktora 6 lutego ☺️

Negatyw, odstawiam leki... Mamy jeszcze 4 zapłodnione komórki, może będzie z tego jedna blastocysta, czyli ostatnia próba z tej stymulacji. Ewentualnie jestem w stanie podejść do kolejnej procedury, transferów z tej stymulacji i kończymy temat...

W końcu zmieniam pracę. Chciałabym mieć pewność, że najlepszą...
Zmiana mieszkania, remont, zmiana pracy.... Tylko czasem kłuje to, że nie ma tej najważniejszej zmiany...drugiego dziecka.

miska122 Tęcza po burzy :) 11 kwietnia 2024, 15:44

2 lata 4 miesiące
11+0

W poniedziałek byłam na wizycie. Mały człowiek mierzy 4cm, serduszko bije i wszystko wygląda dobrze. Mam super zdjęcie małej stopy (całe 6mm) 😍
22 kwietnia mam pierwsze prenatalne i już nie mogę się doczekać. Czas powoli płynie, jeszcze 3 tygodnie i wejdę w II trymestr. Już nie mogę się doczekać, pierwszy trochę mnie przeciorał. Niedługo czeka mnie też krzywa, chociaż chyba wiem co wyjdzie 🙈
Starszak dostał się do przedszkola pierwszego wyboru. Jestem mega wdzięczna za niż demograficzny, bo inaczej różnie mogłoby być 🙈 młodego tam ciągnie, do dzieci, do zabawek, ale zobaczymy jak będzie. Nie nastawiam się na nic.
W dodatku jutro jedziemy zbadać czy mały nie ma alergii na drzewa/trawy, bo męczy się ostatnio z kaszlem, a osłuchowo czysty.
Jest coraz piękniejsza pogoda, ja zaczynam się lepiej czuć i mam wrażenie że z tą wiosną robi się coraz sympatyczniej ☺️

30+0
Trójka z przodu 🥰 Z jednej strony wielka radość, z drugiej - uruchomiła się streso - panika. Kończymy dopiero remont i porządkowanie mieszkania (a raczej ja kończę, bo mąż kończy swoje projekty w pracy aby w czerwcu mieć wolne), wyprawka w lesie. Ale spokojnie, sukcesywnie, codziennie, od kiedy jestem na L4 (szalony tydzień) odhaczam codzienne zadania i posuwam się do przodu w ogarnianiu naszego życia. Dziś np coś pozamawialam z apteki internetowej, podliczyłam ile mam pajacyków (2 pajace na 56 i 4 na 62) i body (2 sztuki body np 🙈), domówiłam coś tam, kupiłam w końcu szlafrok dla siebie i 2 wygodne, miękkie, bawełniane staniki (które będą dobre i później o ile moje piersi powiedzą stop). Dla Małej, jako że będzie w naszej minimalistycznej sypialni, oraz żeby było bardziej „dzieciowo”, zamówiłam wieszaczek ze zwierzątkami, organizer, półeczki i organizery na pieluszki. Nie mam komody do przewijania, nie mam na nią miejsca. Trudno, będziemy ją przewijać na łóżku albo na stole. 20 kwietnia planujemy kupić wózek i fotelik. Licze, że to będzie krótka piłka, bo my raczej konkretni i zdecydowani w takich kwestiach jesteśmy. Łóżeczko to mam od bardzo dawna upatrzone, więc pozostaje tylko zamówić.
Zaczynam bać się porodu i czasem pojawiają mi się leki, które chce odgonić i nawet nie wypowiadać ich na głos.

W tym tygodniu na dobre też poczułam co to znaczy legendarny ciążowy kalafior 😵‍💫Zamówiłam listwy do sypialni, ale bez kleju, więc montaż się przesuwa. Zarysowałam nową szafę. Zbiłam moją ukochaną butelkę na wodę. I dzisiaj najlepsze - wychodząc z siłowni oblałam nową, białą, ciążową bluzkę jagodowym koktajlem. Wsiadłam do auta zdenerwowana myśląc o tym jak usunąć te plamy oraz jednocześnie ile body dla Małej powinnam domówić ... i cofnęłam tak, że walnęłam w faceta który wyjeżdżał. Mam prawo jazdy 13 lat, nigdy żadnej stłuczki czy coś. Na szczęście miał jeepa, więc uderzyłam w jego koło i on nawet nie draśnięty. Bardziej od zarysowań u siebie (są… auto do lakiernika), bałam się awantury. No ale nic się nie stało. Poza tym, jak mnie ten facet zobaczył z brzuchem ciążowym, w uwalonej na fioletowo bluzce, to tylko machnął ręką. Cofałam wolniutko, więc zagrożenia uderzeniowego nie było żadnego. Stresowałam się jednak, jak to się powiedzieć mężowi. Nie chodzi o auto, ale o moje i Małej bezpieczeństwo :/ Spiął się jak zadzwoniłam, udał luz i kazał mi już siedzieć w domu i nie świrować, bo ostatnio jestem jedną wielką katastrofą 😀
No cóż, kto był w ciąży, ten się w cyrku nie śmieje 🤡

A zdrowotnie chyba wszystko dobrze. Źle sypiam, ale to normalka na tym etapie. Nie bolą mnie już żebra, tak jak w połowie marca. Czuję jak się rusza, czekam na każde przeciągnięcie i każdego kopniaka 🥹 Codziennie też myślę, czy jest zdrowa, czy się ułożyła główka do dołu i że za jakieś 2 miesiące się spotkamy po drugiej stronie brzuszka. Abstrakcja, w którą nadal nie dowierzam.
Plany na weekend: montaż listew, dalsze odgracanie mieszkania, napisać do koleżanki w sprawie ciuszków, które miałam od niej odkupić, basen, spacer, nie rozwalić niczego. W poniedziałek idziemy natomiast razem do mojej fizjoterapeutki. We wtorek 15.04 USG trzeciego trymestru 🙏

Karo_27 Moja walka - wygrana? 11 kwietnia 2024, 09:15

Miał być mega optymistyczny wpis, ale oczywiście po drodze musiało się coś wydarzyć, co ten humor mi zepsuło.
Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach...
Z rana pokłóciłam się z siostrą, rozmowa była bardzo nieprzyjemna i od razu cały poranek spaprany...A miałam napisać, że "po burzy zawsze wychodzi słońce". ...
Przed ponownym podejściem do transferu miałam mieć operację usunięcia pęcherzyka żółciowego. W marcu nie dopuszczono mnie do zabiegu. Był stres, łzy, myśli, że nic nie ma sensu.
Na szczęście w kwietniu udało się, mamy to. Dziś mija tydzień od operacji, pod koniec przyszłego tygodnia odbędzie się zdjęcie szwów. Teraz już nic nie stoi na mojej drodze do 1 transferu z 2 procedury. Teraz mam na co czekać - na maj, na pierwszy wiosenny transfer :)
A wczoraj jeszcze ogłoszono rządowy program dofinansowania in vitro i tak jakby radość wypełniła mnie całą, wiara że jeśli nie będzie lepiej, to na pewno łatwiej. Aż chciało mi się żyć :)
Co prawda, jestem teraz na l4 i to też sprawia że jestem bardziej zadowolona z życia, ale najważniejsze jest to że przeszkody zostały wyeliminowane, że jest nadzieja i realna szansa.
Świat jest taki piękny, wszystko budzi się do życia. Nie mogę się doczekać maja. Już niedługo będę znowu miała szansę zostać mamą.

5+1

Kompletnie nie wierzę, że jestem tu po raz kolejny… Tobiasz miał zamknąć maraton cesarek, trzecie cięcie miało być ostatnie. Ta ciąża zaskoczyła nas kompletnie. Od wczoraj próbujemy się pozbierać. Dużo wyzwań i obaw przed nami. Zawierzamy się Maryji. To jedyny sposób, by nie zwariować. Na razie tylko pozytywny test. W poniedziałek jadę na betę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2024, 23:42


39 tydzień + 4 dni

Dawno nic nie pisałam, jakoś nie było weny, były momenty, że po prostu bałam się "chwalić "...
Nadal się boję, chociaż jestem na finiszu...
Pobudka była 2:40/50 obudził mnie ból brzucha jak na miesiączkę...I tak się do powtarzało co jakiś czas...ale nieregularnie.
Bardziej zaniepokoiło mnie to, że słabo czułam ruchy dzidziusia...ale próbowałam spać, tłumaczyłam sobie, że to nie ta porą...
Mąż pojechał do pracy ok 6, ale powiedziałam mu, aby miał przy sobie telefon...
Pokrzątałam się po domu, zjadłam śniadanie, coś tam uprałam...
Ok 7-8 bóle pojawiały się co 10 minut...
Potem wymioty...
Ok 9 zadzwoniłam do męża aby przyjechał...
W międzyczasie poczułam się lepiej...ale i tak martwiąc się o te słabe ruchy zdecydowałam, że jedziemy...
I tak jakoś po 10 trafiliśmy na izbę przyjęć...stamtąd na Oddział...czynność serca Ok, ale ruchy jakieś leniwe...skurcze nieregularne...
Najpierw powiedzieli, że będziemy czekać aż samo się zacznie, ale potem po badaniu lekarz zdecydował, że zakładamy cewnik foleya i w zależności od czynności skurczowej dziś lub jutro podamy oksytocyne. Zgodziłam się.
I tak teraz sobie "wypoczywam"...jeżeli w nic w nocy się nie rozkręci to jutro ok 7 będzie indukcja...
Mam nadzieję, że ze znieczuleniem, ale ledwo dawałam radę ze skurczami, zakładaniem cewnika czy też badaniem szyjki...
Nie mam siły, aby opisywać wszystkie szczegóły...
Nadal jestem pełna obaw, ale cieszę się, że to już jutro...
Nadal się boję...I pewnie Nadal będę, ale inaczej...
Tak to już jest niestety...
Nie wiem, czy jutro dam radę dodać wpis, ale pomyślałam, że taki update może kogoś zainteresuje :)

Dobrej nocy

ale dawno nic nie dodawałam 😯
wiec Hej .

18 dc
7 dpo ,8 dni po ovi .
zaczne może od tego co działo sie w tym cyklu .
od 3 do 7 dc brałam Nac 3x600
testy owu zaczeły dość szybko ciemnieć bo koło 7-8 dzień cyklu .
Wcześniej już byłam umówiona na wizyte u swojej lekarki żeby obgadać temat Laparoskopi
wiec na usg 2 pecherzyki jeden 21 mm bardzo ładny pecherzyk a drugi taki troche przerośniety 26 mm endometrium 8,5 mm wiec też bardzo ładne :) dostałam ovitrelle zeby torbiele sie nie zrobiły . starań nie było bo moj za granicą troche żaluje no ale cóż czasem sa takie sytuacje.

Co do Laparskopi dostalam skierowanie a dokladnie na histerlaparoskopie z chromotubacja jajowodów .
i tu zaczeły sie góry lodowe... mialam napisać maila z danymi do koordynatorki operacji do teraz 0 odzewu....
i pozostaje mi teraz czekac ewentualnie sie przypomne w nastepnym tygodniu.. ale jakos nie licze na odzew poczulam sie olana i tyle.
plus jest taki mały ze dostałam też skierowanie na inny szpital w razie co i chyba bede musiała tam próbować jak tamci sie nie odezwą. Narazie i tak ta Laparoskopia pod wielkim znakiem zapytania 😏a wiadomo ze pewnie na termin bym czekala z 2-3 miesiace.. eh ten NFZ...

Wczoraj po 7 dniach od ovitrelle zrobiłam test i biel gdzie zawsze jeszcze 12 dpo był taki lekki cień nigdy nie wiedziałam kiedys testować.
teraz i tak nie bede miała po co bo i tak ostatnio serduszka były 6 dni przed owulacja wiec marne szanse ze coś by przeżyło.
wiec teraz czeka mnie pewnie dlugie oczekiwanie aż ktoś sie do mnie odezwie z jednego szpitala albo drugiego... potrzebvne bedzie dużo cierpliwości..

Nienawidzę tego sformułowania "wrzuć na luz, przestań o tym myśleć, na pewno zajdziesz w ciążę". To zdanie jest obrzydliwe. Zasada "odpuszczenia sobie" działa, gdy ktoś ma szczęście. A poza tym, nie można jednocześnie odpuścić i sprawdzać cykl i pilnować owulacji - to stoi ze sobą w sprzeczności. Nie jestem w stanie "wrzucić na luz", ponieważ początkowo, gdy z M. kochaliśmy się bez zabezpieczenia, nie zwracałam uwagi absolutnie na dzień cyklu, kochaliśmy się nieregularnie, ale wtedy gdy po prostu tego chcieliśmy, bez spiny. Nie zaszłam w ciążę. Od ok. 4 miesięcy zaczęłam nareszcie obserwować samą siebie. Jestem w stanie wyczuć owulację - jajnik zawsze daje o sobie znać. Ciężko mi jednak stwierdzić, czy już czas, aby sprawdzać, czy wszystko z nami jest ok. Mówi się, że po roku bezowocnych starań należy iść do lekarza. A ja nie wiem, jak to nawet liczyć. Minął mniej więcej rok po odstawieniu antykoncepcji. Mogę założyć, że z dwa, trzy miesiące organizm musiał się przestawić na nowe tory. Między majem a wrześniem kochaliśmy się nieregularnie, a ja nie śledziłam objawów owulacji, więc tu można powiedzieć o straconych cyklach. A teraz? Jak to mam liczyć? Czy to starania, które nie odbiegają od normy? Czy może jednak coś może być na rzeczy?
Nie wrzucę na luz. Mój mózg tak nie działa.

Tragiczny okres mam ostatnio . Tak bardzo wszystko w ostatnim czasie mnie dołuje. Od pracy , w której wiedząc że staramy się, IVF . To robią wszystko żebym się zwolniła. Mój mózg ma tyle myśli, nie sypiam, dramat . Z mężem też non stop się kłócimy, nie czuje jego wsparcia.
Boję się tego IVF i mam bardzo mocno postawione w głowie,że się nie uda .
Dramat 🥺🥺

Mijają kolejne miesiące a u mnie nic się nie zmienia... Nie jestem nawet o krok bliżej starań... Ba, jestem coraz dalej. Nie układa nam się z Mężem, to jest stan permanentny, nie potrafimy się dogadać... Bliżej mi do rozwodu i gdyby nie synek i Aniołki, które mam, to byłabym już spakowana i gotowa do złożenia papierów. Trudne to wszystko. Dziś cały dzień ryczę, nie płacze, ja ryczę, szlocham. Jestem w totalnym dołku... I nie mam żadnego wsparcia. Zero. Jest mi bardzo Ciężko, i czuję ogromną niesprawiedliwość losu czemu mnie to wszystko spotyka. Nie wiem po co to pisze, chyba po prostu potrzebuję wylać z siebie te żale.

Mela Zaczynamy! Zaczynamy?! 14 kwietnia 2024, 20:22

Jestem po drugiej punkcji.

Mamy powtórkę z rozrywki. Tylko 3 komórki, dwie niedojrzałe, jedyna dojrzała nie dotrwała do dnia następnego.

In vitro bardzo uczy pokory.

Karo_27 Moja walka - wygrana? 26 maja 2024, 08:58

Została wasza czwóreczka małych wojowników.

Transfer pierwszy z drugiej procedury, a więc mój czwarty w życiu zakończył się niepowodzeniem. Dziś - Dzień Mamy. To po prostu boli. Boli ta świadomość, że być może nigdy nie będę tego dnia świętować.

Beta w 6dpt - ujemna. Klinika mimo wszystko poleciła brać leki do 10dpt, który był wczoraj - beta niby 1,3, ale oczywiście to również oznacza że ujemna, jedynie są teraz wątpliwości czy to był brak implantacji, czy jakaś bardzo słaba próba jednak była...

Cieszę się, że już nie muszę brać leków i karmić się fałszywą nadzieją, że "a może jednak będzie pozytywną niespodzianka". W zakresie starań - czekam na okres oraz w poniedziałek mam wizytę u nowej pani doktor (mój lekarz nie jest dostępny) "po nieudanej procedurze", na której planuję podzielić się moimi wątpliwościami odnośnie tego, czy moje endometrium nie było już przerośnięte lub był z nim inny problem w dniu transferu ,(lekarz wyraził się że transfer powinien był już się odbyć), a przede wszystkim - czy nie rozważyć w moim przypadku próbnego transferu, bo nie pierwszy raz był problem z jego przeprowadzeniem. Był to transfer z problemami.
Przyczyna nie jest jasna, ale zapewne jest to zbyt wąskie ujście szyjki macicy, być może jej kurczliwość (którą na specjalistycznym badaniu USG niby wykluczono) a może jednak w macicy coś jest co przeszkadza w przeprowadzeniu transferu - histeroskopię planowałam zrobić po drugiej nieudanej próbie... Na razie trzymam się tego, że teraz robimy drugi transfer (chyba że lekarz coś innego zaproponuje) a jeśli i ten się nie powiedzie będę przekonywać lekarza do histeroskopii z biopsją endometrium i być może jeszcze scratching dodatkowo. Zdaję sobie sprawę że to na jakiś czas wyłączy mnie z walki, dlatego teraz - w czerwcu chcę jeszcze raz spróbować. W końcu tak długo jak nasi 4 malcy są z nami nadzieja nie umiera.

Emocje. Hm, może najpierw odnośnie starań. To jest taka pustka, którą próbuję wypełnić. A ponieważ w życiu i zawodowym i prywatnym mi się nie układa jest mega ciężko. Dziś się zmuszę do złożenia życzeń mojej mamie (nie mamy za dobrej relacji) i zachowywania się jakby wcale przed chwilą nie wydarzyło się coś co znowu brutalnie uświadomiło mi o tym, jaka jest rzeczywistość. Poza pustką główna emocja, która przeważa to lęk, co jeśli odbędą się kolejne transfery i będą nieudane. Co jeśli... Co jeśli np. to ze mną jest jakiś problem i po prostu nie mogę zostać matką, bo np. jestem nosicielką jakiejś trudno wykrywalne mutacji... Wkurza mnie i zbiera się na płacz jak po raz kolejny ktoś w klinice czy w życiu, wiedząc o staraniach, patrzy na mnie raczej pobłażliwie - "taka młoda, co ona tu robi, na pewno jej się zaraz uda, mamy trudniejsze przypadki". Czy to moja wina że jeszcze nie wyglądam staro mimo prawie 29 lat na karku... Przeżyłam już naprawdę dużo w swoim życiu - w ciągu ostatniego roku, np. operację i śmierć taty. W takich chwilach chce mi się krzyczeć - "wiek o niczym nie świadczy, też mam prawo, żeby zająć się na poważnie moim przypadkiem". Chciałabym nie być stygmatyzowania że względu na niby młody wiek (że niby młodsze dziewczyny nie rodzą...) a znaleźć kogoś kto rzeczywiście pochyli się nad naszym problemem i pomoże odnaleźć naszą drogę do macierzyństwa. Ale coraz częściej obwiniam się że to moja wina, ze mną jest coś nie tak, w moim organizmie maleństwo nie chce się zagnieździć... Czuję ból.

Życie. Jak już wspomniałam i ma to wpływ na wymowę tego wpisu - jest dalekie od kolorowego. Nie wiem od czego zacząć... W tym miesiącu ogłosili u mnie w firmie zwolnienia grupowe, wszyscy jak na szpilkach czekają co się wydarzy. Nie muszę chyba dodawać, że atmosfera w pracy za dobra nie jest, stres i napięcie to moja codzienność. Małżeństwo moje chyba mogę oficjalnie powiedzieć, że drży w posadach. Jeszcze nie wali się, ale drży tak silnie że ewidentnie trwa trzęsienie ziemi. Wczoraj mieliśmy z mężem trudną rozmowę podczas której wyszło że żadne z nas nie jest do końca szczęśliwe i mieliśmy inne oczekiwania. On nie spodziewał się że ja wszystko poświęcę dla dziecka, że ten temat zdominuje naszą codzienność, a ja myślałam że z wiekiem "on się zmieni", zluzuje z samorozwojem i pochłonięciem pracą i będzie chciał ze mną budować spokojny, kochający dom. Tymczasem mój M ma sporo delegacji, mnie to boli, czuje że on coraz częściej po prostu ode mnie ucieka, bo już nie może tego wytrzymać. Uważa że go nie doceniam, że przecież się stara żeby wciąż mogli walczyć. No i tak... W sierpniu będzie 3 rocznica ślubu. Całe te 3 lata poświęciliśmy, oddaliśmy. Finansowo, życiowo, emocjonalnie - ciągle pod kreską, w ciągłym napięciu, chwytając się nadziei. On kończy niedługo 30 lat. Nie płaczę, jak to piszę, ale czuję że nie jestem wobec niego sprawiedliwa - on daje z siebie, ile może, ale ja ... Ja nie wyobrażam sobie życia bez dzieci, nie umiem odpuścić, jestem rozstrojona przez hormony czego on nie rozumie, czuję niesprawiedliwość, że ja ciągle lawiruję między pracą a kliniką a on jeździ sobie po świecie i się rozwija. A teraz to już w ogóle jestem w dołku. Chciałabym, żeby to był sen i jak się obudzę to wszystkie problemy rozwiążą się same.

Gdzie moje życie... Gdzie nasze życie... Już na poważnie rozmawiamy o tym, ile tak naprawdę będzie nas to wszystko kosztować. Niepłodność jest okropna, nie bierze jeńców, tylko jeśli nie jesteś wystarczająco silny - niszczy wszystko na swojej drodze.

Czuję się dziś emocjonalnie wypluta, z poczuciem wartości ujemnym, dlatego ten wpis to raczej wyraz czarnej rozpaczy i krzyku o ratunek, o jakieś antidotum na piętrzące się trudności. Ani on, ani ja nie przewidywaliśmy że znajdziemy się kiedyś w tym miejscu. Takie jest życie.

Pozostaje przeryczeć noc, pozbyć się w dowolny sposób nagromadzonej energii i emocji, zmyć z siebie ból, lek, samotność, obawy, przykleić na usta uśmiech i znowu w poniedziałek wyruszyć do pracy tak żeby nikt niczego nie zauważył. Tak żebysmy tylko my wiedzieli, jakie koszty ponosimy. Trzeba stawiać czoło życiu, na tym polega dorosłość.

Chcę wierzyć, że kolejny wpis będzie pełen wiary w powodzenie kolejnego transferu, że wizyta lekarska sprawi że radość znowu zakwitnie w moim serduszku, że z moim M odnajdziemy się w końcu i on też będzie radosny. Tak bardzo bym tego pragnęła.

Wszystkim mamusiom, tym obecnym, tym które oczekują na maleństwo i mamusiom aniołków - każdej jednej z Was życzę wszystkiego najlepszego w dniu Waszego święta - przede wszystkim szczęścia i spełnienia w życiu ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 maja 2024, 09:12

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)