Jestem przed okresem. Już czuję, że się zbliża. Jestem poddenerwowana, wkurzam się na wszystko i sama prowokuje kłótnie. Ahhh! Jestem okropna!
Teraz wszystko kręci się wokoło przygotowań do ślubu, co prawda jeszcze pół roku, ale już robimy nauki przedmałżeńskie, załatwiamy miejsce na przyjęcie i takie tam.
Mi spędza sen z powiek sprawa związana z wyborem sukni ślubnej. Chyba powinno to tak wyglądać, że kobieta się cieszy, nie może doczekać wyboru swojej sukni marzeń. Ale mnie nie interesuje fason, tylko myślę o tym czy za pół roku będę już w ciąży, jeśli uda się w cyklu grudniowym, to w czerwcu już na bank będzie brzuszek.
I teraz moje kobiece rozkminy... Co ksiądz na to?! O matulu! Nie dość, że brzuch to jeszcze tyle dziar! Chyba mnie wygna z kościoła! 😂
No tak... Ale tak bardzo bym chciała, żeby w grudniu się udało.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2023, 07:25
Dzisiaj biopsje endo z cd138 w znieczuleniu. Czekamy na wyniki. Ok 3/4tyg
Sprawa się rypła. Pokłóciliśmy się ostro z Mężem. Wycofał zgodę na transfer. Całą noc nie spałam. Chlipałam w poduszkę. Proszę Was o wsparcie. Nie dam rady przez to przejść sama.
Jak nie wierzę w horoskopy, tak podobno wczoraj była jakaś pełnia w Bliźniętach powodująca konflikty i nerwowość.
Gównoburza na forum o to, że nie wolno zapytać czy komuś doszedł detektor na wątku miesięcznym przyprawiła mnie o takie ciśnienie, że mi zegarek wysłał alarm o za wysokim tętnie. Mężowi nawet się nie przyznałam co zeżarło mi nerwy, bo to jednak racjonalny facet jest.
Detektor mi przyszedł wczoraj po południu. Mam Sonoline B, kupiłam nowy ale z drugiej ręki na Vinted, za mniej niż połowę ceny. Znalazłam tętno Dziecka wczoraj praktycznie bez problemu.No, może z małym incydentem gdzie źle wpięłam kabel 🤦♂️. Dzisiaj rano było ciężko, w końcu znalazłam, ale ponieważ to kolejny niepotrzebny stres, to jego użycie będę sobie dozować w odstępach kilkudniowych, jak nie tygodniowych. Niemniej jednak, w momentach niepokoju pomaga, szczególnie jak się jest po poronieniach i codziennie pada w głowie pytanie "czy serduszko jeszcze bije ?".
Druga rzecz, która mnie wczoraj przybiła - kwestia mieszkania. Mamy fajne mieszkanie, 50 mkw, ale jest totalnie, absolutnie nieprzygotowane na 3 osobową rodzinę. Jest spory salon łączony z kuchnią, sporo przestrzeni, ale łazienka i sypialnia bardzo małe. Jednocześnie boję się o ciążę i czy z Dzieckiem wszystko ok, czy ją donoszę i martwię (już) jak ja sobie poradzę. Nie wiem o dzieciach absolutnie nic, muszę odgracić mieszkanie, jakoś zorganizować tu przestrzeń itd. Już od jakiegoś czasu myślimy o kupnie czegoś większego. I tu następuje ciężkie zderzenie z rzeczywistością życia w naszym kraju. Dom - nie stać nas na dom w obrębie Warszawy, dom pod Warszawą - przeraża mnie kwestia dojazdów, gdzie oboje w dalszej perspektywie codziennie musimy być w centrum, do tego Dziecko i jego logistyka. Poza tym lubimy oboje miejskie życie na codzień. No to mieszkanie może ? Znalazłam fajne, od dewelopera oczywiście, dzielnica moja ukochana, kawałek od centrum ale blisko metra, blisko las, parki. Nie wielkie, bo znowu na ok 100m2 nas nie stać, tak 70+. Cena? 1 mln 600 tys + 100 tys za miejsce postojowe. Po podpisaniu umowy rezerwacyjnej od razu trzeba wpłacić 30%. Nikt na żadne kredytowanie czy sprzedaż poprzedniej nieruchomości nie będzie czekał, bo "proszę Pani, te mieszkania rozchodzą się na pniu". Zatkało mnie. Wkurzyłam się. Cena, podejście do klienta, to w jakim kierunku ten rynek poszedł. Mamy prawie po 40 lat, zarabiamy nieźle, ale wiadomo oboje na etatach, więc walizki pieniędzy z biznesów nie mamy i jest problem przeprowadzić się do mieszkania dwadzieścia parę metrów większego niż obecne. Odkładam temat więc na jakiś czas, przeorganizuję tu przestrzeń i zobaczymy. I chyba poczekam na bezpieczniejszy czas tej ciąży.
W piątek przychodzi do mnie pielęgniarka pobrać krew na Nifty. Skorzystaliśmy z promocji na Black Friday i wyszło 1905 zł.
Czy zaczynam się stresować? Jeszcze nie, ale w przyszłym tygodniu będę chodziła po ścianach.
No i mam za swoje panikowanie. Lub po prostu, mam. Z jakiegoś powodu test był pozytywny, ale dzisiaj pojawiła się też @. Po wszystkim.
Jest mi trudno. Popłakałam trochę. Teraz jest mi lepiej. To zawsze początek nowego cyklu. Nowej wiedzy. I czas dbania o siebie.
Rozmawiałam dzisiaj z lekarzem (rozmawiam z nim codziennie, ale dzisiaj konkrety) - jadę w piątek na konsultację, żeby zweryfikować, jak tam jajniki po punkcji i będziemy rozmawiać co dalej. Już zaleca kolejną stymulację za 2 miesiące, żebym dobrze doszła do siebie i dobrze się dosuplementowała. Wspomniał o badaniu w celu weryfikacji łamliwości chromosomu X (rozmawiał z embriologami) - po potencjalnej konsultacji u genetyka.
Generalnie czuję się zaopiekowana. Zdawałam sobie sprawę, że statystyki są nieubłagane i choć to zderzenie że ścianą rzeczywistości było bolesne, to wiem, że się podniosę. Już się podnoszę.
Pytanie mam do was 😊
Bo od pewnego czasu spie na półsiedząco .. tak mi wygodniej no i nie ukrywam że mojemu bąblowi w brzuchu też jest tak wygodniej czuje to po jego ruchach, zachowaniu.
I pytanie czy ja przyczynie się do asymetrii ciała dziecka lub do innych zaburzeń gdy będę spała na półsiedząco ?
Czy ktoś z was spał na półsiedząco przez dłuży czas w ciąży?
8 dzień stymulacji
Zaczynam czuć jajniki. Dość mocno, po obu stronach. To się dzieje ✨
A myślałam, że nic tam nie rośnie. Dziś jednak cały czas dają mi się we znaki, głównie jak chodzę. Magia.
Od poniedziałku wstrzykuję drugi lek, ganiran. Igła nie jest już tak przyjemna jak w przypadku bemfoli w formie penów. Jest trochę jak przy heparynie - dość długa i tępa, czasem nie chce się przebić przez skórę, a miejsce wkłucia przez kilka minut trochę piecze. Pojawiły się też wymienione w ulotce skutki uboczne - ból głowy, nudności, uczucie przeziębienia/rozbicia. Dziś zwolniłam się wcześniej z pracy, bo czuję się, jakbym miała 39 stopni gorączki.
Ale piszę to bardziej na pamiątkę niż żeby sobie ponarzekać. Jestem ogromnie wdzięczna za to, że wszystko się układa. Cieszę się nawet, że leki działają i odczuwam ich skutki. Aktualna sytuacja to nic w porównaniu do 2,5 roku życia w świecie rozczarowań, dołków i strat. Gdy na horyzoncie widać cel, droga do niego staje się mniej istotna.
Jutro po południu drugie usg i wyznaczenie daty punkcji 🩷
10 dzień stymulacji
Wczoraj był taki słodko-gorzki dzień.
Mamy ok. 20 pęcherzyków, po 10 na każdym jajniku. Wszystkie rosną równo, największy z nich ma 16 mm.
Punkcja w poniedziałek o 8:15. Będzie ją przeprowadzał nasz pan Doktor. Przedtem, w sobotę o 20:00, mamy wywołać owulację podając dwa zastrzyki ,,Triptofem’’, jeden w każdą stronę brzucha. Zapłodnione zostaną wszystkie nadające się do tego komórki, około cztery zarodki będą rozwijane do stadium blastocysty, a reszta zostanie zamrożona w drugim dniu po zapłodnieniu. Nie wiem, czy taką metodę praktykuje się również w Polsce, czy tylko tutejsze prawo nie pozwala na stwarzanie nadprogramowej liczby zarodków.
Po tej krótkiej radości nastała chwila otrzeźwienia – transfer najprawdopodobniej będzie musiał zostać odroczony ze względu na zbyt wysokie ryzyko hiperki. Trochę o tym czytałam i przypomniałam sobie wypowiedź jednej doktor, że najgorsze co może zrobić pacjentka w takiej sytuacji, to nalegać na szybszy transfer. Więc przyjęłam informację od lekarza z godnością. Wiem, że robi to w trosce o nasze bezpieczeństwo i bezpieczeństwo potencjalnej ciąży. Wiem, że szybciej nie znaczy lepiej. Wiem, że lepiej jest odczekać miesiąc niż ryzykować tak dużo. Jestem wszystkiego świadoma, wiem, że powinnam się cieszyć. Ale po wyjściu z kliniki się popłakałam. Za bardzo nastawiłam się, że wszystko pójdzie gładko, po mojej myśli. Za bardzo popłynęłam i zapomniałam o skupianiu się na wszystkich krokach po kolei. Przyjaciółki trochę przywróciły mnie do pionu, powiedziały, że grudzień przez te całe święta szybko zleci i że muszę być szczęśliwa, bo trafiłam na odpowiedzialnego lekarza. Potrzebowałam trochę czasu, żeby sobie to poukładać i dziś jest już znacznie lepiej.
Tak więc.. Mamy 20 pęcherzyków! I to mimo małych dawek leków. Przed nami ważne kroki – ostatnie zastrzyki, wywołanie owulacji, punkcja, czekanie na informację o rozwoju zarodków. Gdy z łatwością przychodziło mi snucie planów o sierpniowym porodzie, tak totalnie nie mogę wyobrazić sobie jak będzie wyglądał przyszły tydzień. Ile będzie trwał cały zabieg? Jak będę się czuła później? Czy ktoś będzie do mnie dzwonił informując, jak rozwijają się zarodki? Czy będzie to dla mnie stresujące? Nic nie wiem.
Hormony trochę uderzają mi do głowy, dlatego tak emocjonalnie wczoraj zareagowałam. Ale oprócz tego czuję się dobrze. Doktor powiedział, że w weekend mogę odczuwać silniejsze rozpieranie w podbrzuszu. Póki co towarzyszy mi wrażenie, jakbym miała po prostu mocniejszą owulację. Zupełnie inaczej sobie to wyobrażałam. Brzuch troszkę mi urósł, ale nie bardziej niż to czasami bywa po większej kolacji.
Pocieszam się wizją, że mogę wrócić do moich grudniowych planów – weekendowych odwiedzin przyjaciółki, wypadów na jarmark bożonarodzeniowy, wigilii w gronie znajomych, lampki wina w święta i jeszcze więcej wina w sylwestra. Przecież nic się nie stało, to tylko miesiąc. Wytrzymałam ich już przecież 29, wytrzymam też kolejny. Mam nadzieję, że nie dopadnie nas żadne choróbsko czy życie nie pokrzyżuje nam planów w jeszcze inny sposób. Dlatego chyba tak ważna jest metoda małych kroczków. Nie przewidzimy, co stanie się dziś wieczorem, więc tym bardziej ciężko planować coś na miesiąc do przodu.
A więc - kolejna aktualizacja w poniedziałek.
Grudzień. Bądź tym cyklem proszę 🙏
Cykle transferowe 🍍
LUTY
24.02.23 🤰🏻 - FET ❄️4AA
leki:
🔸 progesteron - luteina/utrogestan + duphaston
🔸 immunologia - accofil + encorton
🔸 endometrium - estrofem
🔸 krzepliwość - neoparin + acard
🔸 żelazo - feroplex + witamina C
🔸 cukier - gluckophage XR
🔸 przeciwskurczowo - scopolan + magnez + relanium
🔸 przeciwdepresyjnie - asertin
witaminy prenatalne:
🔸 kompleks witamin B (w tym kwas foliowy)
🔸 cholina
🔸 kwasy DHA/EPA
🔸 witamina D3
🔹4dpt - ⏸️ beta 13,5
🔹6dpt - beta 86,77 (537%)
🔹8dpt - beta 198 (130%)
🔹10dpt - beta 422,5 (113%)
🔹12dpt - beta 1045 (148%)
🔹14dpt - beta 2195 (110%)
- TSH 1,64
- glukoza 85
- mocz ok
- morfologia ok (leukocyty 25,9 tys)
🔹18dpt - (5+5tc) - mamy dwa pęcherzyki 😍
🔹25dpt - (6+5tc) - mamy dwa serduszka 😍
❌ cały tydzień plamień, krwiaczek - być może nad szyjką macicy? niezlokalizowany na USG 😔
🔹32dpt - (7+5tc) - glutek 0,98cm i glut 1,26cm ❤️❤️
🔹9+1tc - glutek 2,05cm i glutek 2,16cm ❤️❤️
🔸odstawiamy estrofem 💊
🔸odstawiamy accofil 💉
🔹10+1 - glutek 3,17cm, FHR 176 (10+0) i glutek 3,26cm, FHR 176 (10+1) ❤️❤️
🔸 odstawiamy gluckophage 💊
🔸 odstawiamy encorton 💊
🔹12+1tc - glutek 6,07cm, FHR 164 (12+4) i glutek 5,89, FHR 163 (12+3) ❤️❤️
💕 prenatalne 12+1tc - niskie ryzyka, wszystko w porządku - 6,07cm + 5,89cm 💕
🔸 schodzimy z progesteronu - do odstawienia 💊
🔹15+1tc - 119g 🩷 + 121g ❤️
🔹16+5tc - 176g 🩷 + 165g 💙
💕 połówkowe 20+4tc - 385g 🩷 + 365g 💙 💕
❌ skracająca się szyjka ➡️ pessar
🔸wracamy do luteiny 💊
❌ anemia
🔸 dokładamy feroplex i tardyferon 💊
🔹24+4tc - 830g 🩷 + 854g 💙
❌27+1tc - spadki tętna małej ➡️ szpital ➡️ jest okej ❤️
💕prenatalne 30+0tc - 1386 ❤️ + 1447 💙
💕prenatalne 34+0tc - 2090 ❤️ + 2005 💙
❌ słabe przepływy tętnic mózgowych małego, podejrzenie hipotrofii, nadciśnienie ➡️ obserwacja
🔸 odstawiamy luteinę 💊
🔸 dokładamy dopegyt 💊
❌ 35+0tc nadciśnienie ➡️ oddział patologii ciąży
19.10.23 - nasze cuda świata- 2730 misi ❤️ i 2080 małego 💙

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 listopada 2023, 22:18
29.11.23
Jest źle. Tak po prostu źle. Uszy niestety dalej atakują, za 2 miesiące mamy zabieg- dreny i może 3 migdał choć tu jeszcze losy się ważą.. oznacza to tylko jedno: Szymon po kolejnej serii antybiotyków nie będzie już do czasu operacji mógł chodzić do żłobka.. logistyka naszego beznadziejnego życia osiągnęła zenit..
Ostatnio same problemy, w życiu zawodowym, ale też rozwojowo Szymon wkroczył na wyżyny absurdu.. jestem pewna, że on nie jest taki jak inne dzieci.. ale nie mam siły biegać po tych wszystkich specjalistach..do tego podejrzewam, że ma problem z bólami wzrostowymi..albo inne dzikie niezdiagnoziwane historie.. od ponad miesiąca nie przespałam ani 1 nocy. Wrócił okres 4-6 pobudek z niesamowitym wyciem, histeriami.. czasem tylko leki pomagają.. ale ileż on tego może brać do cholery?!
Im dalej w las tym ciemniej.
Zaszłam w tym lesie już niebezpiecznie daleko.
Chciałabym, żeby ktoś mnie obudził i powiedział, że to już koniec.
1 dc.
Czy muszę pisać, jak bardzo mnie to rozwaliło? Jaka byłam dziś płaczliwa? Popłakuję cały dzień. Ręce mi się trzęsą. A sił mam na chyba maraton. Biegałam, jeździłam na łyżwach, na górkę wciągałam Małą na sankach, żeby z tej górki zjeżdżała (i tak bez końca). Przed chwilą skończyłam trening na brzuch i tricepsy. Sport mnie uzdrawia. Zapewnia minimalny choćby wzrost endorfin.
Wczoraj odkryłam bieganie zimowe. U nas lekko sypie, jest przyjemna warstwa zestalonego śniegu i około -3 stopnie. Zwykle zawieszałam bieganie z pierwszymi, dużymi opadami jesiennymi. Nie ma na co czekać! Dlaczego nikt mi nie powiedział, że zimowe bieganie ma w sobie taką magię i siłę i moc? Jest absolutnie przepiękne! Tajemnica w odpowiednim wdzianku. U mnie to koszulka merino i wełniany sweter. CApka z polarem (i 2 krzywymi pomponami), buff polarowy, skarpety narciarskie (za to buty letniaczki). Dziś podczas tego bieganka sobie popłakałam. Ale i tak czekam na możliwość solidnego płaczu.
Stary Pierdziel awansował na Starego Tłuka. Nie porusza tematu. Nie patrzy w oczy. Zwykle to on pyta w sobotę "co jest do zrobienia w domu?". Teraz ja zapytałam. "Nic". "Dobra, jak będziesz chciał sprzątać, coś pomogę. Idę pobiegać".
Dla zapamiętania.
Dzisiaj Bartuś był pierwszy raz na sankach. Na początku zdziwienie, oczy wielkie jak 5zł:p ale bardzo mu się podobało:) po jakimś czasie zreflektował że mama pcha sanki więc on też chce... pchał je jakieś 20 minut i....padł 😂 tak się zmęczył że bez krzyków wszedł spowrotem do śpiworka. Te wszystkie pierwsze razy są nie do opisania. Ta radość, błysk w oczach i ta beztroska... ❤ przed nami pierwsze wspólne bardziej świadome święta. 6.12 ubierzemy choinkę. Dzisiaj piekliśmy pierniczki. No i dzisiaj mamy także wielki dzień gdyż mały powiedział pierwszy raz Wiki i kawa ❤ ma 19 miesięcy i mówi same podstawowe słowa więc dla mnie to ogromny postęp. Jestem z niego strasznie dumna ❤
A co poz tym? Nie wiem. Naprawdę nie wiem kiedy minął mi ten rok. Tak bardzo uwielbiam obecny wiek małego że już mi żal że za chwilę będzie już dużym chłopcem a ja nigdy więcej nie doświadczę tego, co przeżywam z nim teraz.
Za nami wizyta w klinice, nie było mnie tam 1,5 roku a wydawało się jakby to była chwila. Niesamowite uczucie być tam z synkiem, to tam wszystko się zaczęło, gdyby nie ta klinika to jego by nie było. Trochę się zastanawialiśmy nad tym czy wejść z Henryczkiem bo wiemy, że mogłoby to komuś sprawić przykrość ale w ostateczności jakoś tak wyszło. Lekarz był przygotowany od razu powiedział "a to jest ten Henryk, trochę za wcześnie się urodził, ale nadgonił, duży chłopczyk". Miałam wrażenie, że lekarz był zaskoczony tym, że tak szybko nas widzi ponownie. Dostaliśmy dokumenty do złożenia w kasie chorych w sprawie dofinansowania, w styczniu mam przyjść na badanie krwi - status immunologiczny, żeby zobaczyć czy znowu będę potrzebowała tych wszystkich kroplówek i zrobić posiewy a mąż badanie nasienia. Ten dzień był dla mnie bardzo trudny, w drodze powrotnej wszystko do mnie wróciło - wypadek samochodowy, przedwczesny poród, emocje które towarzyszyły mi w połogu, strach i lęk. Ogromnie się boję, że to może się powtórzyć... Nie sądziłam, że to jeszcze tak we mnie siedzi.
Mijają zaraz 3 miesiące, które spędzamy z naszym synkiem. Mam wrażenie, że on zawsze jest z nami a z drugiej strony patrzę na niego i nadal nie wierzę, że to sie dzieje! To nie sen!
Dużo emocji dziś ze mną, w zeszłym roku rozpoczynałam TEN CYKL, te liczne dni, które były przepełnione strachem, nerwami i wiecznym odliczaniem „od-do”. Nie byłam w stanie sobie wyobrazić nas „za rok”, nawet nie próbowałam wyobrażać sobie nas z dzieckiem… To wszystko za bardzo bolało.
I tak teraz mogę nazwać ten czas 5 lat oczekiwań na nasze narodzone dziecko - BÓL - fizyczny i psychiczny. Bez granic wypełniający każdy zakamarek naszego życia i oplatający wszystko, co się w nim działo.
Przez 5 lat byliśmy smutnymi, walczącymi ludźmi, którzy nie potrafią się poddać i porzucić największego marzenia.
Dziś bardzo czujemy następstwa tych miesięcy. Dziś każda chwila z synkiem jest chwilą wdzięczności. Nadal zdarzają się dni, w których płaczę ze szczęścia tak jak nigdy nie płakałam wcześniej.
Macierzyństwo nie jest idealne czy kolorowe, ale jest właśnie takie o jakim marzyłam (a nawet bardziej łaskawe). Nocne wstawanie jest wynagradzane najlepszym z uśmiechów, z kolkami walczymy długimi przytulaskami a złe humorki staramy się przeżyć z godnością 😉
Staliśmy się innymi ludźmi, uczymy się żyć „bez starań” i przygotować do tego co szykuje nam los. Jesteśmy teraz bardziej wyrozumiali i zdecydowanie chcemy doceniać każdą wspólną chwilę.
W końcu mogę napisać - fajne jesteś życie 😍
Ps. Pisząc ten post płacze jeszcze z jednego powodu - właśnie sejm przegłosował finansowanie inV - nareszcie 🩵
Jestem w miejscu, w którym nigdy nie miałam być... drugiej procedury miało nie być, pierwszej też nie... rok temu w lutym zakładam że w marcu będzie transfer, z marca zrobil czerwiec... termin porodu był na 20.02... zakładam że maleństwo byłoby już ze mną... pamiętaj że mamusia Cie kocha, cala Wasza trójkę... z kolejnej ciąży na 24.05... minęło tyle czasu, a ja nadal nie jestem w ciąży...
Czasami wątpię w sens tęgi wszystkiego... czy myśleć o dziecku w moim wieku to juz egoizm? Z drugiej strony nadal chce...
Gdzie jestem dzisiaj? Przed pierwszą wizyta... błagam... niech to się uda... 🙏
20 dc, 6/7 dpo, dokładnie tydzień po IUI
W weekend się rozchorowałam.
W nocy z piątku na sobotę złapało mnie zapalenie pęcherza. Coś, czego nie znoszę najbardziej na świecie.
Całą sobotę "leczyłam się" żurawiną i gorącymi napojami z cytryną, miodem i imbirem.
Bałam się wziąć sprawdzony uroFuraginum, bo przecież "nie należy stosować w pierwszych trzech miesiącach ciąży (I trymestr)".
Tylko wieczorem pozwoliłam sobie wziąć PolopirynęS, bo działa przeciwzapalnie, bo już nie dawałam rady...
Na szczęście szybko przeszło. W niedzielę wygrzewałam się w domu już chyba tylko "na wszelki wypadek".
Dzisiaj wstałam z bólem głowy, który przypisałam brakowi świeżego powietrza, bo po spacerze i śniadaniu przeszło.
Jak na złość po IUI wiszą nade mną jakieś ciemne chmury infekcji i obniżonej odporności.
Wiem, sama to powtarzałam dziewczynom na forum - dopóki nie ma ⏸️ żyjemy normalnie i lepiej szybciej się pozbyć infekcji z lekami niż męczyć się bez nich.
Kiedy jednak przyszło co do czego i mamy za sobą IUI - uważam podwójnie. Nie chcę przeszkodzić w potencjalnej implantacji zarodka.
Przestały mnie boleć jajniki.
Jeszcze tydzień... Jeszcze tydzień i będę mogła wykonać test ciążowy i przekonać się, czy IUI się powiodła.
Tak bardzo na to liczę...
Wciąż czekam.
Czekam na Ciebie, Maleństwo.
5 XII 2023
Dzisiaj stres osiągnął chyba zenit. Czekanie na wyniki ciągnęło się w nieskończoność.
Są wyniki krwi.
6dpt - beta-HCG -24,90 mlU/ml !!! ❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️
Emocje oszałamiające. Nie chcę płakać ale nie mogę się powstrzymać!!!
Hejka .
Zaczynam 31 tydzień ciąży.. kiedy to zleciało?
Tak jak mówiła moja koleżanka .. naciesz się ciążą bo ten czas szybko leci no i zleciało..
Moje nogi są opuchnięte tak samo jak ręce.
Trudno mi się kuca bo czuje że łydki mi się grubsze zrobiły .
Trudno mi się oddycha .
Mąż zauważył że brzuszek mi się lekko obniżył .
Na drugi dzień także zauważyłam.
Jak narazie przytyłam 12 kg od początku ciąży.
Mam więcej już skurczy przepowiadających . Zasilam się 4 tabletkami dziennie magnezem aby nie napinał i twardniał mi się brzuch .
Mały się częściej rozpycha w brzuszku niż kopie . Grunt że go czuje .
Jeszcze trochę mamy rzeczy do kupienia dla Bąbla i dla mnie . Nie mam wgl wyprawki do porodu i koszul nic . Skupiłam się na rzeczach dla dziecka i zapomniałam o moich potrzebach .
Mój sen mi przypomniał o tym że lepiej mieć wcześniej zrobiona wyprawke dla mam .
A śniło mi się że rodze , byłam w szpitalu ale nie byłam przygotowana , bez wyprawki byłam..
Był 9 ty .. przed dniem wypłaty z pracy i miałam na koncie 43 zł.
Czekałam aż mój pracodawca zasili mi konto tego 9 tego.. a że często tak robi że o dzień wcześniej mam to czekałam w szpitalu no to . Dobry sen nie ?
Tak więc na święta zrobię sobie wyprawke .
Lista do mojego szpitala jest taka :
trzy koszule (jedna do porodu, dwie rozpinane do karmienia piersią)
• jednorazowe podkłady na łóżko 60x90 cm – 10 sztuk
• podkłady higieniczne po porodzie (duże podpaski poporodowe) – 2 opakowania
• majtki jednorazowe
• szlafrok, skarpetki
• biustonosz dla mamy karmiącej piersią
• 2-3 ręczniki kąpielowe
• przybory toaletowe
• kapcie, klapki pod prysznic
• kubek, sztućce
• woda mineralna niegazowana
• ulubiona muzyka na nośniku
• dodatkowo do porodu w wodzie: górę ze stroju kąpielowego lub krótki top i 2 duże ręczniki
NOWORODEK:
• pampersy – 1 opakowanie
• chusteczki nawilżające
Krem nawilżający
Szpital zapewnia ubranka dla dzieci.
Czyli pytanie brzmi do was . Co powinnam jeszcze wziąć?
Wyczytałam na internecie że dobrze wziąć .
Kompresy chłodzonce na sutki . Multi mom
Laktaktor
Butelkę dla dziecka.
Jakieś przekąski
Piankę ginoxid
Słuchawki
No i ubranka na wyjście oczywiście dla dziecka. Dla siebie także wezme .
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.