Aurore Wyboje mojego życia. 29 grudnia 2023, 10:16

15cs 29dc

Dzień planowanego testowania i szukania dwóch kresek.

Zasnęłam spokojnie. Wstałam spokojnie.
Zrobiłam testy i zostawiłam je na podłodze. Przecież jeżeli druga kreska ma się na nich pojawić to nie „mignie” a zostanie na dłuższy czas.
Nie było jednak na nich niczego więcej.
Rzeczywistość nie zostawiła mi żadnych złudzeń, kiedy zobaczyłam na testach wyraźną jedną kreskę i ani cienia nadziei na drugą. Ten obrazek uderzył mnie trzykrotnie, bo dla pewności stwierdziłam że zrobię trzy różne testy.

To wszystko dzieje się jakby obok mnie.
Próbuje mnie dotknąć i zranić do żywego.
Boli…
Boli jak myślę o tych dwóch cudownych pęcherzykach, które widziałam na własne oczy.
Boli szansa, która okazała się ślepakiem. Podwójnym ślepakiem.

Mąż mówi, że jest ze mną coraz gorzej po każdym negatywnym teście, a mnie to rani i sprawia, że jeszcze bardziej chce mi się płakać. Byłam gotowa, chłodna i zdystansowana – tak jak chciałam do tego podejść, ale to nie sprawiło, że porażka odbiła się ode mnie jak od niewidzialnej tarczy.

Przydusił mnie stłumiony szloch.
Łzy i tak same popłynęły.

Jest mi już lepiej.
______________
Czekam na pojawienie się okresu.
Jeżeli nie pojawi się do poniedziałku to muszę skontaktować się z lekarzem czy wszystko jest w porządku.

Zostały jeszcze dwie próby stymulacji letrozolem.
Powtarzamy procedurę, ale negatywnych testów nie chcę już powtarzać.

Zostaje mi kropla nadziei.
Choć demony w mojej głowie szepczą mi, że nigdy nie usłyszę jak ktoś mówi do mnie „mama”.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 grudnia 2023, 10:45

Phiczek Przeterminowana ... 18 kwietnia 2024, 10:46

Dosłownie przeterminowana...

Skasowałam cały pamiętnik bo miałam już tu nie pisać... Miało być dobrze... Dobrze powiedziane, że miało być.

Wczesna menopauza.
Ciekawe co jeszcze mnie czeka...


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2024, 10:52

Eh... Z maja nic z tego 🫣
Zaczynam mieć wrażenie, że życie z każdej strony mówi mi "nie rób tego" 😔 jeżeli naprawdę ma być "jedynakiem" to chciałabym po prostu być po transferach i zacząć żyć dalej, a nie w takim ciągłym zawieszeniu ... 😢

Karo_27 Moja walka - wygrana? 18 kwietnia 2024, 16:43

Here we go again.
Dziś była wizyta przed cyklem trasferowym... W sumie po samej wizycie byłam w miarę zadowolona, teraz zaczęłam mieć różne wątpliwości.
Pamiętam początek mojej przygody z in vitro. Pierwsza punkcja w kwietniu 2022 - minęły już 2 lata, pierwszy transfer odbył się w maju. Czyli historia się powtórzy - teraz też będzie majowy transfer. Ten jedyny raz, gdy zobaczyłam moje dwie "biochemiczne" kreski na teście - to był czerwiec 2022 roku. Wtedy IVF poprzedziły cykle stymulowane, 3 IUI, teraz jest inaczej - jakby od nowa muszę się oswajać z wizytami w klinice. Klinika też się zmieniła, inny lekarz.
I tu chyba mam problem. Chciałabym umieć zaufać lekarzowi, ale po moim wcześniejszym in vitro jest mi diabelnie ciężko. Wszystko poddaje w wątpliwość, sprawdzam, zastanawiam się. Co jeszcze mogę zrobić, żeby tych dzieciątek nie stracić.
Wychodzę z założenia, że tak jak tak naprawdę tylko mnie obchodzi moje zdrowie, tak samo tak naprawdę ja jestem w jakimś sensie odpowiedzialna za moje mrozaczki- chcę zrobić, co w mojej mocy, żeby nie zakończyło się tak jak poprzednio. Smutkiem i pustką... Której nomen omen na początku się nie spodziewałam. Więc im dalej w las, tym strach był większy. Tym razem chcę patrzeć przed siebie z nadzieją.
Mamy na ten moment 5 zarodków - 5.1.2, 5.2.2, 5.2.2, 5.2.2, 5.2.3. Zostały przebadane genetycznie pod kątem długości chromosomów - są zdrowe. Dziś lekarz powiedział nam, że wszystkie są super jakości i to już dla mnie było dziwne, bo na ile ja się orientuję to mamy 1 bardzo dobrej jakości morfologicznie, 3 ok i 1 średni/słaby. No, ale co ja tam wiem :D Co ważne i bardzo emocjonalne dla mnie wiem, że czeka na mnie 3 chłopców i 2 dziewczynki. Jak dla każdej staraczki każde z maleństw jest mi drogie i jest wyjątkowe.
W poprzedniej procedurze uzyskaliśmy 3 zarodki: 4.1.2, 5.1.2, 2.2.3, ale wtedy zapładniane było 6 komórek, a w tej procedurze zapładnialiśmy 10, więc w zasadzie wynik jest podobny - za każdym razem przeżyła połowa blastek. Gdybym miała snuć moje rozważania to zastanawiałabym się, z czego wynika to, że nie możemy uzyskać blastki typu 5.1.1, 4.1.1, 3.1.1 - mieliśmy dwie stymulacje, obie przed 30-tką, raz protokół długi, raz krótki i w zasadzie klasa zarodków podobna. No, ale może za bardzo drążę. Czuję się bezpieczniej, gdy rozumiem co z czego wynika.
Co tym razem planuję zmienić. Chciałabym, żeby najpierw podano mi teoretycznie najsłabszą blastocystę - 5.2.3. Po pierwsze, ponieważ potencjalnie miałaby najmniejszą szansę na adopcję w hiper optymistycznym przypadku, gdy zachodzimy dwukrotnie w donoszone ciążę i mamy nadmiar zarodków, po drugie, dla swojego spokoju ducha i świadomości, że przy kolejnych transferach mogę wprowadzić jakieś modyfikacje i czekają na mnie jeszcze dobrej jakości zarodki. Plan jest taki (oczywiście optymistyczny - udaję się i jestem w ciąży <3): robimy 2 transfery i jeśli nie będzie efektu, to chciałabym wykonać histeroskopię/laparoskopię, ewentualnie dalszą diagnostykę. I wtedy będę miała spokój ducha, że dla pozostałych 3 zarodków zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby pomóc przyjść im na świat.
Co u mnie: jutro zdejmuję szwy po operacji pęcherzyka żółciowego. Trochę martwią mnie bóle w łydkach, ale mam nadzieję, że to po prostu mięśnie i potrzebuję więcej aktywności fizycznej. 2-3 lata temu robiła USG Dopplera żył i wszystko było w porządku, więc mam nadzieję, że to tylko moje schizy. A może kręgosłup? Ale jednak gdzieś z tyłu głowy mam swojego tatę, który zmarł w zeszłym roku i miał problemy m.in. z podagrą, obrzękami na nogach, pod koniec życia nie mógł już chodzić. Wiem, że takie myślenie do nikąd nie prowadzi, ale muszę mieć się na baczności. Poza tym jestem dość zadowolona i zdrowa, staram się odpoczywać i zrobić coś dla siebie :)
Co mnie zdziwiło - przy poprzednich transferach lekarz zawsze wypisywał mi acard, teraz dostałam sam estrofem i mam nadzieję, że to nie wpłynie negatywnie na transfer.
Jutro zaczynam brać duphaston, po miesiączce estrofem i mam się pokazać w maju w 10dc. Także czas start - ahoj przygodo:) Miejmy nadzieję, że bez niespodzianek w maju będzie ze mną Kropuś. Nie mogę się doczekać, niech będzie dobrze. I oby 2024 był naszym rokiem.

24 cs, 17 dc, 4 dpo
I kończy się ten rok...
Był to rok w którym zaczęłam leczenie.
Letrox, bromocorn o glucophage dalej mi towarzyszą.
Był to rok, gdy pierwszy raz zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym i pozytywną betę....a jednocześnie przeżyłam stratę....
W tym roku przeżyłam dwie straty...ciąża biochemiczna, a wcześniej pożegnanie z ukochaną psią przyjaciółką....
Z lepszych rzeczy w tym roku...
Mąż zbadał nasienie i okazało się, że wszystko jest ok.
Miałam badanie drożności i także jest ok.
Dodatkowo...kupiliśmy mieszkanie i teraz czekamy na odbiór kluczy...

Takie krótkie podsumowanie.
A jak czuję się w tym cyklu?
Sama nie wiem. Podziałaliśmy jak trzeba, cykl na razie wygląda ok, ale nie chcę się nastawiać. Chociaż część mnie marzy, że może to ten magiczny grudniowy cykl będzie TYM CYKLEM.
Zawsze ta nadzieja jest.
Nadzieja to tylko tyle i aż tyle...
Życzę Wam wszystkim nadziei przede wszystkim. Nadziei i wytrwałości.
Szczęśliwego Nowego roku i obyśmy wszystkie w końcu doczekały zielonych kropeczek na wykresach!

Ola.p Czułam, że tak będzie... 15 grudnia 2023, 13:17

23cs
Tamten cykl był dziwny, oczywiście skończył się w kiepskim momencie więc na wizycie będę w 9dc i zastrzyk znowu będziemy musieli zrobić sami...

Od dłuższego czasu nie czuje się dobrze w moim ciele, BMI pomału zbliża się do granicy, a ja najlepiej czułam się 10 kg temu. Do tej pory odkładałam aktywność bo przecież nigdy nie wiadomo. Od tego cyklu postanowiłam się już wziąć za siebie, i nie marnować więcej czasu.

Mam w tym tygodniu jakiegoś pecha do klientek. Jedna na oko w moim wieku, 3 lata po ciąży, rozmawiałyśmy o zabiegu wyszczuplającym na brzuch, a ona nagle spytała "a Pani ma dzieci?" "A chciałaby Pani mieć?" Odpowiedziałam, że nie bo liczyłam że to zamknie temat, a ona wtedy zaczęła mi dawać wykład, że to dobrze, żebym czekała i postanowiła mi opowiedzieć historię swojego porodu, ze szczegółami.... Dzisiaj druga Pani w ciąży, sam ten fakt aż tak mnie nie ruszył, ale opowiadała, że nie była jeszcze gotowa, nie chciała jeszcze mieć dzieci ale wpadli i miesiąc po ślubie dowiedzieli się, że jest w ciąży... Świat jest niesprawiedliwy...

9 dc, wizyta w klinice, na szczęście nie był to problem, że jestem tak szybko. Endometrium 7mm i dwa pęcherzyki po 16mm, zastrzyk w 13 dc. W następnym cyklu drożność.

Tym razem czułam owulację z prawej strony w 12 dc, lewej strony nie czułam. Lekarz mówił że w tym cyklu będzie później niż zwykle, a przyszła wcześniej, ale ja też byłam na wizycie za szybko więc pewnie przez to nie mógł tak dokładnie oszacować. Na wizycie lekarz powiedział, że największe szanse powodzenia są wtedy gdy staramy się przed owu, my zaczęliśmy się starać w momencie jak zaczął mnie boleć brzuch, więc oczywiście wiem, że szanse są, ale mam poczucie, że mniejsze.

8/9dpo od 2 dni mam spadek temperatury, kiedyś całymi dniami czytałabym o tym czy to może być spadek implantacyjny, dzisiaj bardziej się martwię, że trwa dwa dni, zazwyczaj na tym etapie miałam drugi skok temperatury choć zdarzało się już, że miałam taką temperaturę po owulacji. Dodatkowo delikatnie zaczyna mnie pobolewać pierś, plecy i podbrzusze jak zawsze. Nie nastawiam się już na nic... Dzień przed okresem mam dentystę, więc choć nie chcę to zrobię test na wszelki wypadek...
Mój pies postanowił dzisiaj odwrócić moją uwagę od myślenia o sobie i na spacerze przecięła sobie łapkę 🥺 Najpierw przez tydzień była na lekach żeby przetrwać sylwestra, a teraz rozcięła sobie łapkę o rozbite szkło zostawione na plaży najpewniej po sylwestrze, chyba nie muszę mówić jak zła jestem na bezmyślność ludzi😡 Niestety okazało się, że trzeba szyć więc przeżywam, że musiałam ją tam zostawić i przez najbliższe dni pewnie będzie ją bolało więc będę swoją uwagę poswięcać żeby ją ojojać 🥺

Temperatura pokazała tak wysoką wartość jak jeszcze nigdy chyba tylko po to żeby zrobić nadzieję a potem drastycznie spaść w dół następnego dnia... Śluz też był inny, nie nastawiałam się już ale inny śluz, spadek temperatury, potem mocny skok dawał mimo wszystko nadzieję... Czekam więc na 24 okres i szykuję do drożności...

Jak szliśmy do kliniki pierwszy raz cieszyłam sięz że zrobimy inseminację i będzie dobrze, jednak z każdą chwilą wątpię coraz bardziej, że to się uda...


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2024, 09:43

Po leczeniu Pani doktor uznała że chciałby żebym zrobiła powtórną histeroskopie, ale zaznaczyła że mamy ograniczone okienko, jak będzie późny termin to odpuszczamy i robimy transfer bo leczenie powinni wystarczyć.
Spędziłam z 1,5 tyg próbując się dodzwonić do szpitala, żeby umówić (bo Pani doktor koniecznie chciała żeby powtórzyć na Kopernika). W końcu przepadł mi prawie cały cykl, musiałam się skontaktować z panią doktor żeby dopytać czy kolejny cykl (który zaczął się 17.12) też jest ok na histeroskopie. Powiedziała że tak.
W między czasie umówiłam wizytę do dr Wyroby na 28.12 (pani doktor miała urlop po świętach) żeby nie tracić czasu jeśli terminu nie będzie. Tego samego dnia rano pojechałam sama pociągiem do Krk, w szpitalu dowiedziałam się że terminy są na koniec lutego, ale warunkowo pani mnie dopisała na 22.01 z zastrzeżeniem że jestem już któraś dopisana pacjentka i na kwalifikacji 19.01 lekarz może powiedzieć że mnie nie weźmie na zabieg.
Na wizycie powiedziałam doktorowi jak sprawy się mają (jak mówiłam o powtórnym histero to miałam wrażenie że doktor się trochę zdziwił i zrobił minę jakby to już była przesada), a po badaniu uznał że wszystko wygląda idealnie i żeby robić transfer. Wtedy Endo miało 10,1 mm a pęcherzyk 16,7 mm. Kolejna kontrola była w sobotę i znowu musiałam sama pojechać bo najstarsza miała wtedy umówione leczenie zębów na które już długi czekaliśmy. Na kontroli endo bez zmian, pęcherzyk 18,7 wciąż przed owulacją.
Dostałam zlecenie na badanie proga i estrogenu i rozpiskę leków:
31.12 po południu Ovitrelle i ja noc cyclogest
Od 1.01 2x1 cyclogest, 1x1 encorton
Od 3.01 plus heparyna

Transfer 5.01 o 11:30🥰

31+1

Zaczęłam wczoraj 8 miesiąc ciąży. Większość moich wpisów jest wesoła i pisana pod wpływem dobrego nastroju, ale złe dni i nastroje mam niestety dość często. Totalny rollercoaster emocjonalny. Hormony + narastająca trema. Tak mało czasu już zostało, że mam milion myśli w głowie - że ja chyba jednak nie jestem jeszcze gotowa, że sobie nie poradzę, co ja mam zrobić z tym dzieckiem, przecież ja nie umiem trzymać niemowlaka (!!!), że przez gadanie że mam duży brzuch i ona będzie duża, przyniosę do szpitala złe ubranka, takie na kilkumiesięczne dziecko i jak ją ubiorą to będzie się we wszystkim topiła (i tu na samym początku wyjdę na złą matkę co nie potrafi ogarnąć ubrania dla dziecka). Wychodzi mój perfekcjonizm i ogromne wymagania wobec siebie samej.
Poza tym oczywiście boję się porodu, boję się że coś złego się stanie na sam koniec.
Wstydzę się tych myśli i mam z ich powodu wyrzuty sumienia, bo przecież tyle lat o to walczyłam i czuję w środku wdzięczność i szczęście. Ale tego stresu się nie spodziewałam... Tłumaczę sobie, że może taki strach przed nieznanym jest normalny, jednak wcale mnie to nie uspokaja.

Drugi trymestr to jest fajny. Już bezpiecznie, a do porodu jeszcze daleko. Teraz z każdym dniem jestem coraz bardziej posr**na 💩.

Jak rozładowuję napięcie? Obsesyjnie sprzątam. Ale to tak, że wchodzę już w alfabetyczne układanie przypraw.. 🤡 Mąż już mi powiedział, żebym się wkręciła w jakiś serial albo książki nieciążowe i w maju trochę zluzowała. Ma rację. Wybieram się więc do Muzeum Historii Żydów Polskich, do teatru, książka leży i czeka na majówkę.

I temat sesji ciążowo - brzuszkowej 🤯Zawsze byłam na nie. Nie podobają mi się takie zdjęcia, nienawidzę zdjęć pozowanych, nie mieliśmy sesji ślubnej. Teraz męża namawiała sąsiadka fotografką, że chce mi zrobić tą sesję ciążową. Pierwsza myśl - nie ma opcji. Potem zaczęłam gadać, rozmyślać, oglądać różne zdjęcia i po bólu głowy z tego tytułu, przespaniu się z tematem jestem dalej bardzo na nie. Dużo osób mnie namawia, że potem będę żałowała. Ale czego ? Że nie postąpiłam wbrew sobie? Że się nie zmusiłam? Dałam się już namówić na profesjonalny makijaż na ślub, obiektywnie może wyglądałam ładnie, ale czułam się jak klaun, jak nie ja.

Powiedziałam mężowi, że jak mała się urodzi to zgadzam się na sesję noworodkową u nas w domu. To jest coś co bym chciała uwiecznić i chyba mój maks.

3dpt
Nie wiem czy jeszcze tam w ogóle jesteś, wierzę w to,że tak i jest Ci bardzo wygodnie.
Jak się czuje? Ogólnie dobrze.
Nie odczuwam żadnych negatywnych skutków accofilu, pewnie dlatego,że taka mini dawka. Dzielnie, zgodnie z zaleceniami przyjmuje leki. Odpoczywam, spaceruje ale robię też zwyczajne czynności jak ogarnięcie mieszkania, pranie, gotowanie czy zakupy.
Do wczoraj nie odczuwałam żadnych bóli czy skurczy w dole brzucha, wieczorem miałam mega wzdęcia i zaparcia, wzięłam nospe i położyłam się wcześniej spać. Dziś jest już okej, znowu czuje luz jak przez ostatnie dni, czasem delikatnie czuje dół pleców, pewnie dlatego,że leniuchuje. Piersi są obolałe cały czas, tak było też przed transferem. Wczoraj skontrolowałam poziom progesteronu, wynosi 22.90ng/ml. Pięknie podskoczył, 9 kapsułek dziennie i dwa zastrzyki z prolutexu robią robotę. Ulżyło mi, że Śnieżynka jest zabezpieczona. We wtorek zauważyłam na wkładce gdzieś pomiędzy wypływającym progiem, cieniutką, brązową niteczkę krwi. Tylko raz, więcej się nie powtórzyło. Zestresowałam się progestron jest nisko, ale już wiem że nie,więc podejrzewam,że podrażniłam się przy aplikowaniu leku. Bardzo bym chciała, żeby to było to słynne plamienie implantacyjne, ale wiem,że to raczej za wcześnie. Częściej muszę siku i nie są to kropelki tylko konkretny sik, podejrzewam, że progesteron robi swoje.
Tak więc czekam do soboty. Wtedy mam zrobić pierwszą betę w klinice. Na samą myśl serce bije mi szybciej, tak bardzo nie chce się rozczarować, tak mi dobrze mając nadzieję, głaszcząc brzuszek.

Czekam, mówię do Ciebie i proszę żebyś został 🍀


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2024, 07:28

Update po prenatalnych. Mamy już wyliczone ryzyka i wszystko wygląda spoko :)

Podstawowe ryzyka że względu na wiek mam dość wysokie bo np dla trisomy 21 - 1:325

Ryzyka Skorygowane:
T21 - 1:1693
T18 - 1:2621
T13 - <1:20 000

Czekamy nadal a wynik NIPT 🙏 Mam ogromną nadzieję że będzie pod koniec tego tygodnia

5dpt beta 0.4 ❤️‍🩹
Obudziłam się o 4tej nad ranem i nie mogłam zasnąć. Czułam, że wynik bety będzie właśnie taki. Miałam podrzucić męża na dworzec, przed 6 miał pociąg, ale bardzo nie chciałam żeby jechał. Chciałam pokazać, że jestem silna, więc wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy. W aucie dostałam takiego ataku płaczu, prowadziłam i szlochałam tak bardzo, że mąż natychmiast kazał mi zawrócić i został ze mną w domu. Po raz kolejny pokazał mi wsparcie, że jesteśmy w tym razem i zebrał mnie do kupy. Kocham go.
Nie wiem dlaczego zwątpienie przyszło tak szybko, dlaczego przestałam wierzyć w tego Maluszka, ale wiecie, ta odrobinka nadziei tli się gdzieś głęboko i niby wiesz, że nic z tego nie będzie, a jednak się łudzisz, że jeszcze wcześnie, że może wystartuje jutro. Myślę,że w dużej mierze mój słaby stan psychiczny jest spowodowany faktem narodzin małej E. w czwartek. Kiedy moja kuzynka dowiedziała się, że jest w nieplanowanej ciąży, my zaczynaliśmy "przygodę" z in vitro. Ona zdążyła już urodzić, mała jest cudowna, a ja zaliczam kolejną porażkę... To znowu nie ja, nie ja oglądam pozytywyny test ciążowy, nie ja trzymam w ramionach swoje szczęście, a tyle bym oddała, żeby być na ich miejscu. Życzę im jak najlepiej ale zazdrość,którą odczuwam sprawia,że potem myślę, że jestem złym człowiekiem i nie cieszę się szczęściem innych ludzi. Dzisiaj jest mi po prostu ciężko.

Rozmawiałam z lekarzem, twierdzi,że jeszcze wcześnie, nie schodzimy z leków, nie zmieniamy dawkowania i cierpiliwe czekamy do bety 10dpt. Czuje, że to złudna nadzieja, niby wiem, że nie takie cuda się zdarzają, ale jakoś nie wierze by ten cud spotkał mnie.

Mąż zabrał mnie na wycieczke do Łeby. Zostajemy tu na noc. Była drzemka z tych emocji, obiad, spacer. Teraz mąż się saunuje a ja siedzę na leżaczku, bo gdyby jednak Kropek postanowił z Nami zostać, nie chce mu w tym przeszkodzić a potem mieć wyrzuty do siebie samej, że coś mogłam zrobić lepiej.

W głowie już obmyślam plan co dalej.
Na pewno jest dużo lżej wiedząc,że czekają na nas jeszcze cztery śnieżynki, cztery szanse.
Liczyłam się z tym,że może się nie udać, bo statystka, bo nieprzebadany zarodek. Jednak liczyłam,że te leki pomogą.

Gryzońku, jeśli tam jesteś, jeśli walczysz, jeśli zechcesz zostać to będę najszczęśliwsza na świecie, będę Cię przepraszać,że zwątpiłam i obiecam, że już nigdy w Ciebie nie zwątpie.
A jeśli jest coś co Ci przeszkodziło, co Ci nie pozwoliło zostać, walczyć, znajde to. Poszerzę diagnostykę, myślę o histeroskopii z biopsją endometrium i muszę zrobić badania, które zlecił P. Na początku czerwca mam u niego wizytę, może teraz zechce pomóc.

Betę dla siebie powtórzę w poniedziałek, wtedy będę już wiedzieć i po prostu wrócę do pracy.

Walcz i zaskocz Nas, proszę✊️


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2024, 08:50

4dpt
Zrobiłam wczoraj doświadczenie. Przypomniałam sobie,że 10.04 robiłam zastrzyk, pół ampułki ovitrelle o 7 rano.
Zrobiłam test, z ciekawości, żeby wiedzieć ile dni utrzymuje się w moim organizmie,wyszła blada druga kreska widoczna gołym okiem. Fajnie było ją zobaczyć. Dzisiaj rano powtórzyłam test, coś jeszcze się tli ale dużo bledsze niż wczoraj.
Także 9 dni po połówce ovitrelle coś jeszcze jest, myślałam, że jak pół ampułki to szybciej się ulotni.
Liczyłam po cichu, że ta kreseczka dziś będzie ciemniejsza... ale jeszcze niczego nie przesądzam.
Dzisiaj dopiero 4dpt, Gryzoniek może się dopiero wgryzać ✊️🍀
W nocy obudził mnie ból pleców na dole i brzucha, nie był to ból brzucha jak na miesiączkę, łagodniejszy, natomiast plecy czułam jak w tych dniach i dzisiaj też je czuje, wzięłam nospe. Nie mam pojęcia czy to dobrze czy źle, czy się wgryzasz czy wręcz przeciwnie, wchłaniasz.
Jutro rano pewnie zrobie test, potem mam umówioną betę w klinice, wiem,że to badanie jeszcze niczego nie przesądza, jest wcześnie, Gryzoniek ma czas, zdecydowanie za wcześnie,żeby wątpić 🍀


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2024, 11:05

Porządkowałam dziś badania. Ku pamięci, na jakich lekach, suplach i zaleceniach obecnie jestem (31 + 3):
- Letrox
- Prograf 0,5
- Duphaston 2 x 1
- Cyclogest 1 x 1 (na noc)
- Clexane - między 14:00 a 16:00
- Siofor (metformina 500 mg) - z obiadem
- Acard 150 ng na noc
- Prenatal Duo
- Osteogeon
- Alanerv
- Mg b6 3 x 1
- Laktoferyna 2 x 100 mg
- Probiotyk

I tyle. Mało jak na to co brałam do tej pory. Inne zalecenia: aktywność fizyczna 150 min tygodniowo (utrzymuje, chodzę regularnie od stycznia na Aktywna Mama i Aktywna Ciąża, mogłabym zwiększyć ilość spacerów), dieta z niskim IG - tak 70/30 bym powiedziała. Za dużo podjadam słodkości, na fast foody nie mogę w ciąży patrzeć (tyle dobrego). Codziennie jem owoce, które przed ciążą jadłam rzadko.
Samopoczucie wiadomo, są słabsze dni kiedy sobie muszę pospać, ale generalnie jest nieźle. Funkcjonuję dość aktywnie, wszystko robię w domu, ćwiczę, morfologię mam bardzo dobrą przez cały czas - czyli nie ma co narzekać. Od kiedy Mała się przekręciła, nie bolą mnie już przepona i żebra. A od kiedy jestem na L4 nie boli mnie też kręgosłup.
Poprałam, poprasowalam, popakowałam i opisałam większość ubranek. Kupiliśmy też w piątek wieczorem wózek (Joolz) - to prezent od Mojego Taty (ciągle pracuje, dostał nagrodę jubileuszową, dał nam kopertę z rysunkiem „Na 4 [koła] dla [rysunek małej dziewczynki] 🥹, fotelik (Cybex ten z bazą popularny i polecany teraz), wczoraj Teściowie przywieźli nam łóżeczko, które z kolei oni sprezentowali. Jestem wzruszona i wdzięczna, głupio mi było brać od Dziadków te rzeczy/ pieniądze, bo możemy sami to kupić przecież, ale nalegali więc chyba też im miło sprawić taki prezent.
Wszyscy bardzo czekają na Małą 🩷 W mojej rodzinie to będzie pierwsze i jedyne dziecko, bo u mojej siostry nie zanosi się póki co na potomstwo. U Męża są już dwie dziewczynki, ale jedna 14 lat, druga 6, więc dość spora różnica wieku.
No i tym sposobem, z wyprawki zostało mi tak naprawdę niewiele - apteczkę skompletowałam, półeczki są i wystarczy je zawiesić, ciuszki raczej mam (może nie w zawrotnej ilości ale póki co wystarczy, zobaczymy też jaka się urodzi i jak będzie rosła), kocyki kupiła moja Mama. Muszę dokupić pieluszki, skarpetki, zamówić Lampkę z Jej imieniem na ścianę nad łóżeczko i z końcem kwietnia powinnam temat mieszkania i wyprawki mieć zamknięty 💪

Jutro mamy spotkanie z położną, z którą chciałabym rodzić i ogólnie szalony dzień - ja rano sąd jako świadek, potem położna, potem szkoła rodzenia, mąż - praca, położna, wylot służbowy zaraz po spotkaniu z położną.
A no i wyjeżdżamy jednak na Majówkę. Miałam się już nigdzie nie ruszać, ale moi Rodzice zaproponowali wyjazd na Roztocze z nimi. Weźmiemy psy, mąż rower, ja kije do nordic Walking i książkę. Może dobrze mi zrobi oderwanie się od tego wiru tutaj. Potem już tylko wizyty lekarskie, Baby Shower, ostatnie zakupy/ pranie, pakowanie do szpitala i czekamy 🙏

Miłej Niedzieli 🌼

Nieprzejrzysta Niepewność 21 kwietnia 2024, 09:32

Ten cykl jest jakiś ,,cichy''. Mam obawy, że może to być bez owulacyjny. Prawie nie czuje podbrzusza czy jajników. Już od 8 dc czułam kłucie w podbrzuszu i jajnikach, przed owulacją to ja chodzić nie mogłam, tak to wszystko czułam, a teraz cisza 🙄 W ogóle ten cykl tak bardzo szybko mi zleciał, dziś jestem 5 dpo i dopiero wczoraj zaczęłam się troszkę nakręcać, że test mogę już zrobić za tydzień. Wiem, nie powinnam, ale i tak mi się wydaje, że późno zaczęłam 🙈 Z każdym cyklem nakręcam się coraz mniej, i tak jak bym miała coraz mniej zapału? Tak jak bym wiedziała od górnie, że na razie nie prędko zajdę w ciążę... Ehhh sama nie wiem co o tym myśleć...

I stało się .... pękłam , nie wytrzymałam ciśnienia jakie mam na sobie od ostatniego prawie roku. Mowa tutaj o pracy i na dodatek ciąży, której nie ma .
1stycznia byłam u siebie w biurze poinformować ,że najprawdopodobniej będę za 3 msce odchodziła albo przejdę na 1/2 etatu.
2 stycznia utwierdziło mnie przekonanie, że nie warto się zażynać w pracy gdzie jesteś niedoceniany . Moja kierowniczka dowiedziawszy się ,że chce odejść nie próbowała mnie zatrzymać a wręcz przeciwnie. Chciała ze mną porozmawiać jaki to ja stosunek w ost czasie mam do pracowników, jak się odzywam (śmiech) , przez 9,5 roku było ok a gdy człowiek jednak mówi co myśli i chce iść do przodu to słyszy takie coś i na koniec tekst " to za 3 miesiące ...". Nie wytzrymałam , rozpłakałam się .... to wszystko co się dzieje w firmie ,życiu moim zdeptało mnie...
Nie chce skupiać się już tylko i wyłącznie na ciąży , chcę żyć ... człowiek może w głowę dostać .

Kochane moje dziewczyny, które to czytacie .... Moja rada na Nowy Rok. Jak macie plany , nie bójcie się powiedzieć co myślicie. Idźcie za głosem serca . Do przodu !!! :)

Bambi92 W stronę Słońca 4 stycznia 2024, 21:03

Dawno nic nie pisałam, zajęta przeprowadzką i remontem... Któe totalnie mnie wykończyła. Teraz czuję, że dobry miesiąc leciałam na adrenalinie. Po dwóch dniach wstawania do pracy o 6:30 jestem zombie. Dopaminowy dół, tak sądze. Myślałam nawet, że to przeziębienie jakieś i wypiłam z rana litr herbaty z cytryną i miodem, a po pracy zawinelam się w koc na drzemkę. Już jest lepiej, ale wiem, że muszę odpocząć. Taki jest plan na ten przedłużony weekend (od jutra). Czy wystarczy? Nie wiem.
Moja cera wygląda fatalnie, jelita też niezbyt dobrze reagują na jedzenie. Za dużo jedzenia na mieście, za mało spania. Zalecenia od dietetyczki prawie niewdrożone. Co z tego, że dużo sobie obiecałam, jak nie miałam siły na realizację.
Mąż podobnie zmęczony jak ja, tyle że on zasypia, a u mnie niestety bezsenność. Wzięłam wczoraj melatoninę, 1 mg - no cóż , najwyrazniej to za mało. Dopiero jak się wypłakałam i wykrzyczałam to zasnęłam. Dzisiaj dziewczyny na Dino wątku pisały o tym co mówią/myślą w emocjach.. ja tak mam prawie co 2 tygodnie 🙈

Pamiętacie na pewno, że chciałam zmienić pracę. Wczoraj znowu dostałam decyzję odmowną. Byłam druga, zdecydowali się na kogoś innego. Co jest ze mną nie tak? Takich rekrutacji w ubiegłym roku były 3 ☹️ a ja wciąż w tym samym miejscu, które jest niezmiennie toxic.

Jutro chce to sobie wszystko przemyśleć po ran enty. Poukładać rzeczy leżące w kartonach i leżące w mojej głowie. I zadzwonic do przychodzi, zapisać się do lekarza rodzinnego i ogarnąć skierowanie z kodem N97. Może w przyszłym tygodniu zrobimy badania Starego i moje hormonalne. Może. Na nic się nie nastawiam. Czy to jest to mityczne odpuszczanie? Jeśli tak, to wcale mi się nie podoba. Chce z powrotem mieć siły do życia.

Sheelie Moje życie 5 stycznia 2024, 09:36

35 tydzień ciąży nie jest dla mnie łatwy.
Dzisiaj rano po sprawdzeniu czy z serduszkiem jest wszystko ok .
Okazało się że co któreś uderzenie zanika ... do tego miałam skurcze przepowiadające.
Od nocy i znów ten przeszywajacy ból brzucha .
Przeczyściło mnie dzisiaj równo no i po odwiedzinach w WC moje skurcze ustąpiły.
Tak chodzby była arytmia serca ...
Na wcześniejszych nasłuchiwaniu serduszka było wszystko ok, tak samo i ginekologa..
Czy skurcze mają aż taki wpływ na dziecko ?
Czy powinnam iść na IP?

Do tego teraz zaczęły mi się mdłości.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2024, 10:28

Czy można kochać bardziej? Nie wiem, ale jak patrzę na Synka to mam wrażenie, że nie. Jest idealny🥰 Uwielbiam go przytulać, karmić, nosić, patrzeć jak się uśmiecha i pięknie rozkwita. Mój Okruszek. Jestem przeszczęśliwa, że Go mam.

I jestem potwornie rozdarta. Bo przecież ja już kocham najbardziej na świecie moją Calineczkę❤️ Czuję się fatalnie, że nie mogę się rozdwoić. Jak Córeczka woła - mama zostaw go, odłóż go, nie karm go, przytul mnie, zajmij się mną, przecież mama ja cię kocham i potrzebuję...serce mi pęka 😔
Robię co mogę, stajemy z mężem na rzęsach żebym jak najwięcej czasu spędzał z córeczką. Odprowadzam i przyprowadzam ja często do pkola. Pobdrodze wspólne zakupy, ciastko w kawiarni, spacer. W domu posiłki bez męskiego towarzystwa, czytanie książek, wspólne gotowanie, zabawy. To za mało dla niej. Najgorsze są wieczory i noce. Ona chce mamę na wyłączność, a ja jej już tego nigdy nie zaoferuję i jest mi z tym źle🥺

*5300g. 60cm nadal nosmiy r 56 ale już piorę 62☺️
Trzy dni po pierwszym kombo szczepieniu Synek zaliczył pozytyw z Covida🫣 ale nie wiem czy zauważył że chorował, bo głównie spał i Bóg jeden wie czy z powodu Covid czy trzech szczepionek.
Nie lubimy bmk, a raczej skóra Synka nie lubi, a matka kocha nabiał i czeka z utęsknieniem na powrót z wegańskiej rzeczywistości🙄
Przyplątała nam się refluks utajony, aktywny tylko w nocy, przez co średnio nam się śpi, bo Synek się ksztusi a matka czuwa.
Mądre słowa położnej mojej - kobieta powinna mieć drugie dziecko żeby odczarować macierzyństwo. Zdagadam się w pełni🥰. Jest całkiem dobrze 😏

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 5 stycznia 2024, 16:08

Wow, wypada cos napisac…
04.12.2023 na swiat przyszedl moj drugi synek.
Olaf🩵
Urodzony w szpitalu swissmed planowanym cc. Sam porod-niebo a ziemia w porownaniu z rzeźnią, jaką przeżylam 6 lat temu. Prywatna klinika warta kazdej wydanej zlotowki. Po 2 dobach wyszlismy do domu. Jasne, ze rana bolala jak sukinkot ale gorsze bylo to, ze mnie polamalo. Mega bol w krzyzu. 2 doby leżenia w szpitalnym lozku+X lat pracy siedzacej+fakt, ze w ciazy nie cwiczylam 🙈🙈🙈
Wiec na 3ci dzien po porodzie jezdzilam po miescie szukajac na cito fizjoterapeuty, ktory postawi mnie na nogi…
Pomijajac bol plecow mega szybko doszlam do siebie.
A co do dzidzi… maluch jest slodki, zupelnie inny niz jego nerwowy brat. Mega duzo spi, pieknie je z piersi. Ja tez czuje, ze teraz jest „z górki”. Mam umyte wlosy, mam makijaz, mam zdrowa psyche (na ogol🤪). No mam poczucie, ze daje rade.
Wczoraj Olo skonczyl miesiac, hurra dla nas!

I co dalej?

Ruszyła machina... Byliśmy w klinice płodności, jasno zaznaczyłam 'chcemy insemicję'.

Jestem już po pierwszych badaniach, moja oaza spokoju zamieniła się szybko w wulkan.

Boje się. Szczerze o tym mówię, boje się jak cholera.

Boje się bólu związanego z badaniem HSG, boje się kolejnego testowania i porażki.

Uciekłam ostatnio od starań, celowo unikałam stosunku w dni płodne.

Myśl o samym testowaniu przeraża mnie, myśl o tym że prawie dwa lata temu podjeliśmy decyzję o dziecku napawa mnie bólem.

Nie mam siły udawać silnej.

I chociaż niepłodność wiele zmieniła w moim życiu o dziwo na plus, to jednak lęk który wywołała jest tak silnie paraliżujący...


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2024, 11:34

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)