Start:
⏸️ Korfu, Grecja - 20 maja 2023, godzina 12:09.
Meta:
🤰🏻Koszalin, Polska - 21 stycznia 2024, godzina 21:37.
🌈 Antonina ⚖️ 3410g 📏 54cm 🥇10/10

Dzisiaj, parę dni po skończonym pierwszym pół roku 🥹:
Troszkę ponad 8kg i 75cm cudnej dziewczynki, która wywróciła nasz świat do góry nogami. I nie zamieniłabym tego na nic innego! Z każdym dniem utwierdzam się w przekonaniu, ze nie ma większej niż matczyna miłość 🩷.
Móc patrzeć jak się rozwija, jak każdego dnia uczy się nowych rzeczy, jej uśmiech gdy mnie widzi i jej spojrzenie, które mówi, że potrzebuje swojej mamusi to najcudowniejsza rzecz jaką przeżywałam i przeżywam. Nigdy nie spodziewałabym się, że macierzyństwo aż tak mnie dopadnie, a tu proszę, jednak matka oszalała 🫠.

Tosik 🎀, Kochanie mamusi, jeśli kiedykolwiek to zobaczysz - wiedz, że jesteś najpiękniejszym, najcudowniejszym, co Twojej mamie mogło się przytrafić 🩷!


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca 2024, 23:43

Karo_27 Moja walka - wygrana? 20 lipca 2024, 07:52

We wtorek wizyta, na której mamy omówić wyniki cd138 - 8/10 komórek, więc prawdopodobnie trzeba będzie leczyć. Z jednej strony cieszę się, że w końcu jest jakiś powód, z drugiej martwię się, ile to już trwa i czy uda się wyleczyć. Mam nadzieję, że lekarz szczegółowo mi wszystko wyjaśni.

Na początku sierpnia mamy mieć wizytę kwalifikacyjną do transferu w programie rządowym. Oby do tego czasu jeszcze były miejsca i wszystko się udało.

Odliczam już dni.

Ps nie umiem odpisywać tu na komentarze. Z dużym opóźnieniem odpisuję, że w programie rządowym jest wymóg rozpoczęcia punkcji lub transferu w ciągu 30 dni od kwalifikacji, aby nie blokować środków, z których mogłaby skorzystać inna para. Czy nic się w tej materii nie zmieniło, dowiem się we wtorek:)

Mam nadzieję, że będzie pozytywnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2024, 07:55

Aurelka98 Co szykuje los 24 lutego 2025, 18:47

Nowy miesiąc nowa ja.
Ostatnio mąż stwierdził, że po pół roku starań wypadałoby żebyśmy pogłębili diagnostykę. Czytając historie innych osób o tym, że udało się po dłuższym czasie boję się wyjść na przewrażliwioną. Odkładam te diagnostykę na później bo myślę, że przecież innym się udało to nam też się uda, tylko potrzeba więcej czasu. Mąż naciska, że tracimy czas, a może przez kolejne pół roku nadal się nie uda? Nie wiem co robić. Przecież diagnostykę można zacząć po roku starań a my jesteśmy dopiero w połowie. Boję się iść na badania bo nie chcę dowiedzieć się, że coś jest nie tak.
Nowy cykl nowa nadzieja...

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 20 lipca 2024, 18:29

To bardzo miłe, że jeszcze o mnie pamiętacie.

Poproszę jeszcze o troszkę kciuków.
Na monicie okazało się, że pękł tylko jeden pęcherzyk.

9 dpo wysikałam pierwszy pozytywny test.
12 dpo dostałam mocnego plamienia, więc o 18 pojechałam na betę i proga. Beta wynosiła 88.70, a progesteron... 95,20! Plamienie z mocnego, zmieniło się w delikatnie brązowe - już chyba zmierza ku końcowi.

Dzisiaj 14 dpo - Beta: 243; przyrost 203.4%.

Jak się czuję?
Biorę encorton, biorę heparynę, jestem obstawiona tym czym mogę.
No nie wierzyłam, że się uda, tym bardziej po 1,5h roku przerwy. Niby podjęłam się stymulacji gonado, ale na ten moment... Nie jestem przygotowana. Nie czuję euforii i jakiegoś ogromnego szczęścia - może dlatego, że wiem jak to może się skończyć?
A kto wie, może w końcu przyszedł czas na zdrową ciążę?
Mam w sobie jakieś skrajne emocje i jest mi z tym naprawdę ciężko.

Zastanawiam się czy jeszcze iść na betę w poniedziałek - bo jednak to i tak na ten moment nic nie zmieni.
Pierwszą wizytę ustawiłam 29/07, na teoretyczne 5+2 - mój Pan dr chciał zobaczyć umiejscowienie pęcherzyka, co by była pewność, że to nie pozamaciczna.


No i tak.
Jeszcze raz dziękuję, że wciąż jesteście - może jak pomożecie mi uwierzyć w możliwe szczęśliwe zakończenie, to się ono ziści.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2024, 18:33

Cześć...

Postanowiłam spróbować przenieść się tutaj z Ovufriend, gdyż powoli wkraczam już w ten "bezpieczny " etap ciąży...oczywiście cały czasmam obawy, czy na pewno wszystko będzie dobrze, oprócz męża i mojej mamy (która swoją drogą sama się domyśliła) nikt jeszcze nie wie...
Dziś zaczynam 10 tydzień...13.08 idę na prenatalne, następnego dnia wizyta..może wtedy to będzie dobry moment, aby podzielić się tym że światem...

Ciąża zakończona 21 października 2024

Mały, ale wielki sukces 🤍
IMG-0858.jpg

Strasznie się bałam tego wyniku. Rozpływam się nad nim od soboty. Nie wiem, czy pomogły suple od dr Jerzak czy zmiana stylu życia, ale coś zadziałało. Mam nadzieję za jakiś miesiąc zobaczyć wynik <10 i móc z czystym sumieniem przystąpić do trzeciej procedury.

Oprócz tego trochę mniej optymistyczna informacja - za mną 7 dzień stymulacji Menopurem. Dziś, w 10 dc, na usg pokazał się po prawej stronie jeden 14 mm pęcherzyk. Liczyłam na chociaż dwa, ale ok, według lekarza wszystko poszło zgodnie z planem.

Gorzej z endo - jest bardzo, bardzo marne. 4 mm. Mam brać acard (biorę od miesiąca nieprzerwanie) i zostanę obstawiona dużą dawką progesteronu po owulacji, żeby wspomóc jego rozrost. Smutno mi, bo problem ten pojawił się dopiero po stymulacji do ivf. Czyli lecząc niepłodność zepsuliśmy coś, co funkcjonowało bez zarzutu. Czy miałyście problem z cienkim endo? Co Wam pomogło? Minęło samo, po czasie?

paula654 Ostatnia umiera nadzieja 26 sierpnia 2024, 16:08

12 dc

Byłam dzisiaj na kontroli u ginekologa w moim mieście. Przeświadczyłam się że jest słabym specjalistą. Popatrzył na wyniki męża i stwierdził że są na pograniczu i że z takimi wynikami to trzeba iść do kliniki niepłodności i zrobić in vitro. Zaznaczę że będąc u ginekologa w Szczecinie z tymi wynikami powiedział że wszystko jest w normie.
Poprosiłam chociaż o USG, aby zobaczyć czy aromek działa i pęcherzyk jakiś rośnie. Nie mówiłam lekarzowi że go biorę. Na USG wyszło że pęcherzyk jest i ma 16mm, endometrium 7,2mm. Ucieszyłam się, bo dawno nie widziałam tak dużego pęcherzyka u siebie 😜 spytałam lekarza czy mogę spodziewać się owulacji, to usłyszałam że nie może tego wykluczyć.
Czytam Wasze pamiętniki, czy forum i często widzę że lekarz przewiduje kiedy może być owulacja, w jakie dni współżyć najlepiej itp. A ja usłyszałam że nie może tego wykluczyć. Wiem że gwarancji dać nie może, ale przewidzieć coś chyba by mógł. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie że specjalistą to on raczej dobrym nie jest. Jedyny jego plus jest taki że ma sporo wolnych terminów.
Myślę że owulacja może wypaść czwartek/ piątek, czyli 15/16 dnia cyklu. Dzisiaj zauważyłam nawet śluz płodny, więc jestem pełna optymizmu.
Jedynie rozważam badanie drożności jajowodów. Lekarz w Szczecinie zalecił przed in vitro. Po pierwsze się boję, bo wiem że to bolesne badanie, a po drugie kosztuje 1000zl, a ostatnio mieliśmy naprawdę sporo wydatków i dodatkowe wcale nie są nam potrzebne. Badania na chlamide miałam robione prawie pół roku temu, a muszę je mieć aby zrobić drożność. Więc nie wiem czy robić badanie póki ważne wyniki czy odczekać miesiąc/dwa i wtedy się decydować. Muszę to przemyśleć.
Ale na razie cieszę się urlopem, bo jutro wylatujemy na Kretę, więc będę się tym martwić po powrocie


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2024, 16:10

4 dc

Myślałam, że utonę w tej rozpaczy. Po prostu utonę. Od zawsze marzyłam o trójce dzieci, z pierwszym od myśli o niej do momentu porodu minęło 7 lat. Za długo. Fajnie, że jest, ale zdarza mi się myśleć, że lepiej mieć dzieci, jak jest się młodszym i że niepotrzebnie traciłam czas na "wiecznego kawalera". Teraz za to wiem, na co zwracać uwagę Córce, gdy będzie zainteresowana wyborem partnera życiowego i moimi radami. Bo może je mieć w nosie.
Istnieją 2 przyczyny, dla których przetrwałam: jedna to niesamowite wsparcie osób, które w sposób mniej lub bardziej bezpośredni poznałam przez to forum, a którego nie odczuwałam aż tak bardzo (wtedy bałam się wymieniać numerami telefonów) przy pierwszej procedurze i transferze pierwszego Zarodka we wrześniu 2019 roku. Telefony, wiadomości, które w momentach zwątpienia odczytywałam raz po raz. Druga przyczyna to oberwałam w pracy tak bardzo niesprawiedliwie, że aż nie mogę w to uwierzyć, że żyję w Europie w 2025 roku. Przyszła wiadomość, że nie dostanę awansu, bo "nie pracowała 1,5 roku, przerwa ta była spowodowana macierzyństwem". Czy ja muszę tu pisać, jakie to podłe wobec "zwykłej osoby", a jak bardzo skurwysyńskie wobec osoby niepłodnej?

Cały czwartek i część piątku przeryczałam, przechlipałam z tego dodatkowego powodu. Nie dość, że niespełniona matka, to jeszcze niespełniona zawodowo.

Byłam także na rozmowie z psycholog zajmującej się osobami niepłodnymi. Tym razem mi nie pomogła. Bardzo na nią liczyłam i się zawiodłam.

Nie mogę się zajmować wszystkim, a wszystko płonie, więc powoli, dzięki forum i dobrym ludziom wokół robię plan na powrót. Najpierw histeroskopia w Barskiej. Nie zrobię jej w tym cyklu, muszę mieć aktualne badania w kierunku ureaplasmy i mycoplasmy, dlatego dopiero po okresie je zrobię, potem czas oczekiwania na wyniki, może w kolejnym cyklu będzie histeroskopia. Do tego relanium, atosiban, embrioglue, gonapeptyl w cyklu przed oraz estrofem w razie czego. O gonapeptylu muszę poczytać, bo na razie to są migawki. Muszę także wrócić do regularnego automasażu punktu akupunkturowego zalecanego przez prof. Jerzak. Suple pozbierałam częściowo od Staraczek, częściowo dokupiłam.

W piątek idę na refelskologię, zakupiłam też matę do akupresury i będę codziennie w ramach relaksu i zmniejszania stresu leżeć na niej wieczorami. Za tydzień osteopata i fizjo.

Za to w weekend byłam w Gdańsku. U przyjaciółki. Szczęka mi zwolniła zacisk, nagadałyśmy się na tyle, na ile można przy Aspie oraz drugim gagatku, żeby łatwo nie było, ze zdiagnozowanym ADHD. Szum morza zawsze mnie uspokaja. I tylko musiałam puszczać mimo uszu mężowskie "jak mnie ten szum irytuje!!!". Odpoczęłam, pospacerowałam, popatrzyłam na morze, zagapiłam się na nie po prostu. Nieustannie zakochana jestem w tym tworze natury.

Niw byłabym sobą nie porównując liczb...
Wtedy pobrano ponad 20komorek, dojrzałych było 13, poprawnie zapłodnikowi się 11 i zostały 3 zarodki... dzisiaj pobrali 14, z czego 12 dojrzalych... 🙏 dziękuję i błagam, pomóż....🙏

Ciąża zakończona 25 lutego 2025

13 dc
od 2 dc jestem na estrofemie przez 21 dni a od 20 dc będe brała duphaston nawet jesli owulacji nie bedzie nie chce wydluzac cyklu bo to bez sensu
mam torbirl na prawym jajniku bo w poprzednim cyklu testy owu pozytywne a pecherzyk po prostu nie pekl..
prawdopodobnie mam za krotk faze lutealna i zanim cokolwiek ma szanse sie zagniezdzić to ja już mam okres.. faza u mnie trwa (10-11 dni) oczywiście jesli owulacja potwierdzona bo od ponad pół roku jej nie mam.
narazie brak śluzy plodnego testy owu wrecz białe. bedac na estrofemie licze sie z tym że owulacji wogole może nie być.
narazie najwazniejsze zeby cykle wrocvily na wlasciwe tory bo raz sa co 50 dni potem co 15 i tak w kółko.. to wszystko tak mnie dobija że to porażka jakaś..

W czwartek oddaję krew do badań Nifty to czekanie to będzie wieczność.😣
Do zobaczenia w piątek Maluchu.♥️

31 dzień mojego cudu ❤️‍🔥

Masz już miesiąc moja kruszynko ! Mamy kilogram wagi, 29 tydzień i jeden dzień ciąży, 31 dzień mojej miłości 😍

Wciąż tu jestem z Tobą, walczę i będę walczyła z Tobą o Ciebie mimo przeszkód i upadków, szybko się podniesiemy.

Miałyśmy słaby czas, Nelka była zaintubowana przez trzy dni, miała transfuzję krwi, odstawiono moje mleko, było pełno antybiotyków, a przyczyny złego samopoczucia nie znamy do dziś.
Od dziś nie mamy tubki tylko maseczka do oddychania wciąż bez sterydów lecz cały czas na antybiotykach choć infekcji we krwi nie ma, lekarze się boją że może wyjść troszkę później dlatego kontynuują antybiotyk, dziś z powrotem jest na mleczku ❤️ po transfuzji krwi jest różowiutka i pełna sił 😍 walcz mój maluchu jestem tu z Tobą.

4 dni do spotkania z Bratem 😃🥰

Jutro będę Cię przytulać ! Będziemy leżeć pół dnia razem ! 😀❤️‍🔥

Jeśli chodzi o mnie, infekcja piersi, okropny ból sutków i całej piersi, zablokowane kanały, mam antybiotyk, całe szczęście mogę karmić 👩‍🍼 dam radę wydusić z siebie całe mleko choćbym miała się zesrac z bólu ! To dla Ciebie moja Nelko, zrobię wszystko dla Ciebie i Twojego brata.

Kocham Was moje dzieci, zawsze oddana wasza mama ❤️‍🔥

Nelka Dziś https://zapodaj.net/plik-58afncufBE
Nelka wczoraj https://zapodaj.net/plik-aqXPoXWYo1
Kocham 🫶

Czekam... Znowu to cholerne czekanie.

Mam plan żeby po ostatni zarodek iść na cyklu naturalnym. Spróbuję, ale wizytę mam tak, że na podkręcenie owulacji będzie już za późno więc trzeba liczyć, że naturalnie mój organizm zadziała jak trzeba.

Póki co próbuje chłonąć życie takim jakie jest.
Córka rośnie jak na drożdżach. Mówi tyle pięknych słów, że codziennie zakochuje się w niej od nowa.
Często nie mam czasu na nic ale i tak wieczorem znajduje czas na to żeby po prostu sienna nią pogapić jak śpi.

Wczoraj przy zasypianiu kiedy z moich ust padło pięćdziesiąte "no śpij kochanie, zamykaj oczka" i wydech bezsilności bo jest 21, a kolacja, a kąpiel, a burdel, a śniadanie do pracy, a budzik na 5 i czasu coraz mniej.
Nagle usłyszałam:
-mamo wiesz co? Jesteś taka mięciutka ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lipca 2024, 14:55

Emka06 Nasza historia 28 lipca 2024, 19:54

Znowu się nie udało. Cytując klasyka: "niby człowiek wiedział, a jednak się łudził".

W tym cyklu stymulowana byłam Menopurem w mini dawce - 37,5j. Dawka była tak malutka, że w trakcie stymulacji zabrakło mi strzykawek, choć leku zostało sporo. Cykl był spokojniejszy niż poprzednim razem. Inseminacja odbyła się w 14dc, a nie jak ostatnio - w 10dc. W dniu IUI jeden pęcherzyk miał ponad 20mm, a drugi mniejszy chyba 16mm, więc nie wiązałam z nim nadziei. Liczyłam na więcej, ale Pani doktor uświadomiła mi, że lepiej w tę stronę, aniżeli znowu odwoływać IUI ze względu na przestymulowanie. Wyniki nasienia były prawie dwukrotnie lepsze niż ostatnio, więc nadzieja poszybowała w górę. Dzień IUI był nieco szalony, ale udało się wszystko ogarnąć, a tego samego dnia wieczorem bawiliśmy się na imprezie rodzinnej. Swoją drogą, dawno tak dobrze się razem nie bawiliśmy.

Od poniedziałku miałam włączyć Encorton, Accofil i Luteinę. Luteina była dla mnie nowością, a resztę zestawu już dobrze znam i na szczęście nie robi on na mnie wrażenia - czuję się bardzo dobrze i nie mam żadnych skutków ubocznych. Kontrolę morfologii po Accofilu trochę olałam. Badałam krew raz w tygodniu, a nie jak zawsze - dwukrotnie. To dlatego, że po kilku cyklach z tym lekiem już wiem jak na niego reaguję i jakich wartości w morfologii mogę się spodziewać.

Dni uciekały szybko, głowa była zajęta czym innym. Im było bliżej do dnia, w którym miałam zrobić betę, tym bardziej kusiło mnie siknąć na test. Jak nigdy. Jestem zupełnie nietestowa. Skusiłam się w piątek, 13dpi. Widok znajomy, znowu nic się nie zadziało. Test był wprawdzie po terminie, bo tylko taki wygrzebałam na dnie szuflady, ale i tak obdarł mnie z nadziei. Sobotnia beta była dla mnie formalnością, ale zrobiłam ją. Znajomy wynik: < 2,30 mIU/ml.

Idziemy za ciosem, albo raczej - odhaczymy ten trzeci raz. Zupełnie bez nadziei podejdziemy do trzeciej inseminacji. Taki plan od początku miałam w głowie, więc dla własnego spokoju chcę go zrealizować, by przejść na kolejny "level". Nie podoba mi się ta gra. Człowiek daje z siebie wszystko, a końca nie widać. I najgorsze jest to, że nie wiadomo czy w końcu wygramy. Mój mąż mi powtarza, że dla niego kwestia naszego rodzicielstwa to nie pytanie "czy?", tylko "kiedy?". Chciałabym mieć tyle wiary co On.

Piątek - 19.07.2024

Tego dnia wybrałam się na wizytę do ginekologa, by z czystym sumieniem i spokojną głowa jechać na wakacje. Chciałam wiedzieć, ze szyjka się jeszcze nie skróciła, a lozysko sie poprawiło lub nie i muszę na siebie uważać. Szłam tam z mysla, ze wrócę i muszę sie pakować. Pakowałam sie, tylko zamiast na wakacje to do szpitala..

Badanie przebiegło standardowo, szyjka bez szału, lozysko lepiej, ale maluch "nie chce współpracować". To zdanie wywołało u mnie skrajne emocje, bo w jednej chwili mialam ochotę zażartować i powiedzieć "moze trzeba go obudzić", ale tez powiedzieć "synku, rusz sie troche". Chwilę czekalam, docisk aparatu USG bolal coraz bardziej az zobaczyłam jak lekarz sie odsuwa i mowi "bardzo mi przykro, ale serduszko nie bije". 💔
Usiadlam, niewiele myśląc i zaczęłam wyc, a hiperwentylacja sprzed przeszło 15 lat powrocila.. Do czasu, gdy uslyszalam "przepraszam, muszę dokończyć badanie" - wtedy usłyszałam ten martwy szum, a na ekranie zobaczyłam mojego maleńkiego synka z czarna kropka, która nie bila.. Lekarz zapytał czy dam radę wrócić do domu - co za głupie pytanie.. Do domu wracałam sama, rycząc jak bóbr i próbując sie dodzwonić do meza.

Wróciłam do domu, mala do mnie podbiegla, a ja umialam sie tylko jeszcze bardziej rozpłakać. Powiedzialam mamie, co się stalo i jedyne co umiałam zrobić to rzucić sie jej w ramiona. A maz.. Jak na złość pracował w miejscu, gdzie nie ma zasięgu. Dopiero po godzinie udalo mi sie dodzwonić, więc zwolnil sie z pracy i wrócił.

Krzyk, lzy, setki pytan, pakowanie i kierunek szpital..

W szpitalu juz na mnie czekali (prowadzący dal znac, ze przyjadę). Znane mi już polozne zrobiły, co trzeba. Czekanie na lekarza.. by znow musieć patrzeć na ten sam obraz.. Oczywiście, nie mam zalu, wiem że takie sa procedury i muszą - tylko czy ja wśród lez zobaczyłam to, co powinnam? Skierowanie na oddzial, kolejny lekarz - decyzja o tabletkach i zabiegu z samego rana. Dostałam izolatke, w której moglam byc jakis czas z mezem i informację, ze bedzie mógł przyjść z powrotem jak tylko dostanę tabletki (dostałam je w okolicach 5/6 rano).
Rano, a właściwie niemal w południe, bo to przecież weekend spotykam w swojej sali bylego prowadzącego. Zdziwionego na mój widok.. Odnioslam wrażenie, ze chyba sam nie wierzył w to, co słyszał ode mnie. Dwóch lekarzy, tłumaczenie o możliwościach, trudności zabiegu w takiej sytuacji, kościach dziecka i nie wiem już czym jeszcze. Ostateczna decyzja - abrazja.

Do tego momentu wszystko wydawało sie byc okej. Zabieg, kilka godzin, wrócę do domu.. Ale juz na sali przedoperacyjnej spotkałam sie z lekarzem, który pieknie ujal, ze "upartość kobiet nie zna granic". Naprawdę.. Na tamten moment, z dwoma wenflonami, po kwalifikacji anestezjologa, odnosilam wrażenie, ze on się na to nie zgodzi.. Na dodatek zepsuł sie aparat do narkozy, a ten właśnie lekarz powiedział, ze takiego zabiegu nie zrobi mi tylko w narkozie dozylnej.. Ryczałam lezac na stole z mysla, ze zabieg sie nie odbędzie. Poszli sprawdzić drugi.. Cale szczęście - dzialal, więc mogli mnie uśpić poprzez tchawice i dozylnie. Ostatecznie wszystko sie wydarzyło. A ten właśnie lekarz na sali operacyjnej byl już bardzo mily, grzeczny i uprzejmy. Sam zabieg robił (mimo wszystko, co za szczęście) moj poprzedni prowadzący. Nie wiem na ile jego wiedza o mnie i moich problemach zdrowotnych, a na ile fachowosc, ale pozwoliło na uchronienie mnie od najgorszego. Straciłam co prawda niemal polowe posiadanej krwi, ale wszystko ostatecznie przebiegło.. tak jak mialo. Zyje, mam macice. Obudzili mnie i uslyszalam tylko "wszystko przebiegło dobrze".

Po zabiegu mialam wyjść kilka godzin później - to sie nie udalo.
Ilość straconej krwi powodowala, ze moj były prowadzący chyba po ludzku.. sie o mnie martwił. Na tyle, ze mimo mojej opinii, iż czuje sie dobrze jak na te sytuację, zwolal kilku lekarzy do mnie. I tak przybyło ich troje.. Jeden podal reke, przedstawił sie, usiadl i zaczął tłumaczyć jaka stratę krwi ponioslam, z czym sie to wiąże, czego się boja i co moze sie stac. I ja to wszystko rozumiałam juz przed samym zabiegiem, po nim, a nawet wtedy, gdy tlumaczono mi to kolejny raz, ale w tamtym momencie nie chciałam byc sama.. Wtedy uslyszalam od jednego z lekarzy, a zaraz potem od byłego prowadzącego też, ze "nie praktykujemy takich rozwiązań, ale jeśli to pozwoli, zeby Pani tu została jeden dzien, załatwimy lozko dla meza, zeby mogl z Pania zostać". I tak też sie stalo..

Z jednej strony ogromnie cieszyłam się, ze nie bede sama. Z drugiej.. cholernie bylo mi go zal. Sam ledwo patrzył na oczy, a siedział i pilnował, zebym spala, nie wstawała.. Az w końcu na moja prośbę przesiadł sie z krzesla na lozko i tak.. zasnęliśmy oboje patrząc na siebie nawzajem, chyba ze zmęczenia.

Kolejnego dnia USG, obchod, decyzja o wypisie. Kontrola za tydzień.

Spodziewałam sie wielu rzeczy - skracającej sie szyjki, wielowodzia, nadciśnienia, cukrzycy, lozyska przodującego, wczesniactwa.. Ale nie tego, ze zostanę mama aniolka.

*nie wiem czy to wszystko, nie wiem czy cala ta wypowiedź ma sens. Na te chwile pamiętam tylko to, ale chce, zeby tu bylo. Byc moze edytuje kiedyś ten post, a moze napisze nowy.. Nie wiem.

20.07.2024 o 13:45 zostaliśmy rodzicami aniołka. (18+1)

26.07.2024 poczulam go. Jest przy nas - a ja czulam jak sciska swoja mala raczka moja dlon. 🩵


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2024, 00:05

13cs 26dc
Stwierdziłam, że bardzo lubię pisać. Pomaga mi to trochę uzewnętrznić emocje, które mam w sobie, i po wyrzuceniu ich staję się o kilka kilogramów lżejsza. Parę minut pisania, a mojego męża omija widok moich zaszklonych oczu i smutnej miny :) Tak bardzo bym chciała, aby chociaż jego ominęło to, co ja przeżywam, bo zamartwianie się nie zmieni przecież nic w tej sytuacji.
Aktualnie od kilku dni rozkłada nas choroba. Oboje mieliśmy gorączkę, także nie mam raczej co liczyć na powodzenie w najbliższych 2-3 cyklach. We wtorek idziemy na omówienie naszych wstępnych badań do kliniki - jesteśmy bardzo ciekawi, jaki plan działania przygotuje dla nas pani doktor. Boję się tylko, aby nie odesłała nas z kwitkiem do domu, bo przy pierwszej wizycie próbowała nam dać mocno do zrozumienia, że w naszym wieku starania mogą zająć spokojnie około 2 lat.
Za 4 dni powinnam dostać okresu, tak bardzo czuję objawy PMS, bolesne piersi, jestem mega płaczliwa i łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Czy tylko u mnie te kilka dni przed miesiączką są najgorsze? Wraz z pojawieniem się bólu piersi i słabym samopoczuciem nabieram pewności, że się nie udało, bo "przecież w zeszłym miesiącu było tak samo". Ale nie odpuszczam kompletnie i łudzę się jeszcze kilka dni, aby mocno spaść na ziemię. Z jednej strony teraz, po mojej gorączce (prawie 38,5 stopnia), raczej nie mam czego się spodziewać, z drugiej jednak te całe starania pokazały mi, ile człowiek może sobie wmówić, jeśli bardzo mu na czymś zależy.

26.07.2024 💉
20240726-100006.jpg
Dzisiaj wlew z ivig 😵‍💫 przez kilka godzin będą mi podawać płyn z buteleczek. Zabieram serial, książkę i jedzonko.
Właśnie wróciłam z akupunktury. Pierwszy raz w życiu tego doświadczyłam, ciekawe, nawet przyjemne. Poleżałam, posłuchałam śpiewu ptaków z głośnika. Działam na wszystkie możliwe sposoby. Zastanawiałam się czy nakłuwanie i ivig jakoś na siebie nie wpływają,czy można to łączyć, zostałam zapewniona, że można. Akupuntura ma pozytywnie wpłynąć na ukrwienie macicy, co pomaga zarodkowi w zagnieżdżeniu. Po transferze będzie jeszcze jedno spotkanie.

Najważniejsze, transfer zbliża się wielkimi krokami, 29.07 🍀 godzina 15.
Na poniedziałkowej wizycie endo miało 10.6 mm, progestron mniej niż 1.

Podejście z obstawą:
🍀wlew ivig
🍀acard
🍀glucophage
🍀euthyrox, bo estrofem namieszał i moje tsh wynosi ponad 4 😱
🍀accofil
🍀estrofem
🍀cyclogest
🍀neoparin
🍀prolutex jeśli będzie taka potrzeba
I standardowo troszkę suplementów💊
W sobotę zbadam poziom progesteronu, włączony od środy,żeby w poniedziałek przed transferem znowu nie było zdziwienia, że jest niski. Jeśli jego poziom nie będzie zadowalający to do poniedziałku podbije go prolutexem.

Staram się nastawiać pozytywnie, próbuje nowych rzeczy, które mogą pomóc i w to wierzę.
Są we mnie dwie migotki.
Ta pierwsza się cieszy i odlicza dni do poniedziałku, powtarza sobie,że będzie dobrze i oczami wyobraźni widzi jak płacze ze szczęścia, biegnie do męża, radośnie krzyczy, że jest w ciąży, pokazując test ciążowy.
Ta druga się boi, boi się porażki, że wszystko na nic. Jest obojętna bo wie, że wszystko może się zdarzyć, a oczami wyobraźni widzi jak wyje w poduszkę, bo znów się nie udało.

Jak będzie tym razem?
Tak bardzo chciałabym, żeby się udało ✊️💫


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca 2024, 10:26

Korfu, Grecja - 20 maja 2023, godzina 12:09.

Dwie kreski na teście ciążowym.
Nadzieja wymieszana ze strachem o to, czy tym razem wszystko będzie dobrze.


Idę po Ciebie mój tęczowy Maluszku ♥️🌈. Mama będzie o Ciebie walczyć 🤰!


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca 2024, 22:57

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)