4w5d
Czeka mnie jeszcze jedna wizyta. Dzwoniła Pani koordynator. Mam stawić się w Klinice w poniedziałek na badania krwi i USG. Znów cały dzień w plecy. Trzy godziny podróży w dwie strony, a między laboratorium, a USG mam rozstrzał 3,5h. Bosko 😶
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2024, 18:03
Nic z tego😮💨
https://zapodaj.net/plik-gt6mv6uPU2
Mamy grudzień 2024 - czas podsumowań.
W styczniu będziemy płacić za pierwszy rok przechowywania naszych mrozaczków.
Rok 2024 w zakresie starań przyniósł:
1 punkcję
2 nieudane transfery
1 histeroskopię
1 biopsję endometrium
niezliczone wizyty lekarskie i badania
W 2025 rok wchodzimy z trzema mrozaczkami czekającymi na nas w klinice i chciałoby się napisać nową nadzieją, ale jest trochę inaczej.
W ciągu ostatnich 2 miesięcy sporo się zadziało. Między innymi prawie się rozstaliśmy z mężem zapewne nie jeden raz - było już momentami bardzo trudno, ja zaczęłam swoją wewnętrzną przemianę, która mam nadzieję z czasem da owoce, zaczęłam szukać nowych form pomocy i wsparcia psychicznego, a przede wszystkim dowiedziałam się, że kolejnym naszym problemem jest immunologia.
Po kolei. Z mężem wychodzimy mniej lub bardziej na prostą - miejmy nadzieję, że to już będzie na stałe. Zdecydowanie pragnę, żeby nasz związek przetrwał i się rozwijał, więc muszę sama również nad sobą pracować, bo wiem, że we mnie jest też sporo do zmiany. Ostatnie lata mocno mnie wymęczyły, pozbawiły wiary we własną sprawczość - w jakimś sensie runął cały mój system wartości, wszystkie moje wyobrażenia.
Wiem, że nikt nie lubi pesymistycznych wpisów. Panuje kult pozytywnego myślenia, idealnego, instagramowego życia, ludzi sukcesu. Ale w życiu jest raz lepiej, raz gorzej - o tym "gorzej" ludzie boją się mówić w obawie przed oceną. Nie podoba mi się to, że o niepłodności tak mało się mówi, ludzie się tego wstydzą, związki często przechodzą kryzys lub się rozpadają, kobiety przestają kochać siebie. To prawdziwy problem cywilizacyjny. I dlatego chcę tu to napisać - niepłodność to coś więcej niż tylko ciągłe wizyty u lekarza, chodzenie na usg dopochwowe jak do sklepu po bułeczki, kłucie się kilka razy w miesiącu, wydawanie dziesiątek tysięcy złotych, życie w ciągłym biegu, żeby jakoś pogodzić leczenie z obowiązkami zawodowymi. To kryzys taki sam jak np. choroba nowotworowa, jak śmierć bliskiej osoby czy rozwód. Jeśli ludzie nie mają silnej psychiki bądź wspierającego otoczenia ten kryzys może wywołać zmiany w życiu pary - nic już nie będzie takie jak przedtem.
Kiedy zauważyłam, że już nie daję rady postanowiłam, że muszę coś z tym zrobić. Tak weszłam powolutku w zupełnie nieznany mi świat. Każda z nas jest inna, każdej coś innego może pomóc. Ja doszłam do punktu, w którym tradycyjna psychoterapia przestała mi wystarczać. W którym zrozumiałam, że aby normalnie funkcjonować muszę moją głowę wyciszyć, a skupić się na moim ciele i tej drugiej cząstce, którą każdy z nas ma unikalną. Nie boję się, że ktokolwiek mnie oceni, że wybrałam drogę nieracjonalną. Zrozumiałam, że leczy to w co wierzymy. Skoro nie mogę uleczyć mojego ciała, to chcę przynajmniej uleczyć duszę, tak żebym była inną osobą niż teraz. Mam dość uczucia samotności, pogrążania się w nieszczęściu, w bólu, w niesprawiedliwości świata, swojej słabości, niechęci do własnego ciała, ciągłego wynajdowania nowych rozwiązań, żeby wreszcie zostać mamą - to mnie wyniszcza. Chcę być ciepłą osobą, która może dać coś z siebie światu. Choć uważam się za osobę wierzącą nie umiałam odnaleźć ukojenia w Bogu. Znalazłam je w spotkaniach takich kobiet jak ja, podczas których nie muszę nikogo udawać - mogę być sobą. Nie będę tu promować żadnego rozwiązania - zaczęłam eksplorować ścieżkę zupełnie mi nieznaną, widzę światełko w tunelu, w którym dotąd panował mrok. Wierzę, że mogę się zmienić, wyciszyć swoje emocje i myśli, stać się taką wersją siebie, jaką pragnę. Powoli odzyskuję spokój - to uwalniające, wspaniałe uczucie. I jeszcze piękniejsze jest to, że nic nie muszę. Kiedy będzie trzeba powiedzieć sobie: stop, powiem to bez poczucia winy, bez lęku, jak to zostanie przyjęte. To moje życie i tylko ja jestem odpowiedzialna za swoje szczęście.
Kwestie medyczne. Zrobiłam usg endometriozy głębokonaciekającej - wynik wyszedł niejednoznacznie. Mam cechy endometriozy i adenomiozy, ale nie są one wystarczające do diagnozy. Potrzebuję skonsultować się ze swoim lekarzem, czy widzi tu potrzebę laparoskopii ginekologicznej, czy jego zdaniem nie ma podstaw. Jest to jeden z punktów, o które aktualnie możemy zahaczyć, drugim jest immunologia. Z immunologią jest tak, że jedni w nią wierzą, inni - nie. Jak wiadomo Eshre tego nie rekomenduje, bo nie ma dowodów w postaci badań naukowych. Natomiast mój lekarz prowadzący nie wiedział już co ze mną zrobić, więc zalecił badania: allo mlr i cross match. Cross match wyszedł słabo dodatni, natomiast allo mlr - 0. W związku z tym po ponad 4 latach dowiedziałam się w końcu, że prawdopodobnie nigdy nie zajdę naturalnie w ciążę, bo mój organizm zwalcza zarodki jako ciała obce. Jak się o tym dowiedziałam, to się poczułam jakbym przyłożyła głową w ścianę.
Od ponad 4 lat żyjemy z mężem tym tematem. W zasadzie straciliśmy na tym swoją młodość, niczego się nie dorobiliśmy, bo wszystkie środki pochłaniało leczenie. Wierzyłam, że w 2025 roku wreszcie zakończy się etap in vitro - podejdziemy do 3 transferów i jakikolwiek by nie był ich efekt - później "zaczniemy żyć". Zaproponowano nam szczepienia limfocytami bądź immunoglobuliny, poza tym immunolog stwierdził, że do transferu powinniśmy skorzystać z accofilu. Na immunoglobuliny nas zwyczajnie nie stać. Szczepienia to metoda eksperymentalna i wbrew pozorom również czasochłonna oraz pochłaniająca fundusze. W związku z tym najbliższe kilka miesięcy chcąc nie chcąc będziemy odkładać pieniądze, żeby ewentualnie móc do szczepień podejść, móc zrobić inne drogie badania, mieć poczucie, że cokolwiek będzie nam potrzebne - starczy nam środków. Oznacza to oczywiście dalsze wyrzeczenia, przedłużenie się całego procesu, czego bardzo nie chciałam, bo pragnęłam wiedzieć w końcu na czym stoję: "wóz albo przewóz".
Bardzo powoli godzę się ze świadomością, że być może jestem w tych kilku procentach kobiet, którym nie jest dane zostać matką. Wciąż wierzę, że będę mogła doświadczyć jakiejś formy rodzicielstwa, ale będę pracowała nad tym, żeby skupić swoją uwagę i energię na innych sferach życia, żeby pogodzić się ze sobą i ze światem, żeby nie załamać się, jeśli leczenie zakończy się fiaskiem. Mam nadzieję, że mi się to uda i że idę we właściwym kierunku.
Trzymam kciuki za wszystkie staraczki i życzę spełnienia marzeń w miesiącu, w którym stary rok się kończy a nowy zaczyna, wraz z nowymi wyzwaniami i nowymi możliwościami
Bardzo się cieszę, że jestem częścią tej wspaniałej społeczności. Buziaki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2024, 12:33
Już po wizycie. Nie przebiegła do końca po mojej myśli. Endo 7mm. Estradiol kiepski, tylko 33. Zalecenia - estrofem 3x1, viagra 4x1. W sobotę badania, USG i jeśli endo urośnie to włączamy progesteron i ustalamy termin transferu. Po transferze relanium przez kilka dni i przymusowe zwolnienie najlepiej na 10 dni.
https://zapodaj.net/plik-qEwHAgaN1J
Tak bardzo o tym marzyłam 🥺
14 dpt - ostateczna weryfikacja dla kliniki 🍀
Beta 533,2 mIU/ml, progesteron 37,45 ng/ml. Średni dwudniowy przyrost 141,4%. Jesteś tam 🩷🩵
Chciałam coś więcej napisać, ale brak mi słów 🤍
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 grudnia 2024, 13:45
Hej drogi pamiętniczku! dawno mnie nie było ale też nie mam nic dobrego do powirdzenia... kolejna strata, kolejne łzy i kolejna wewnętrzna żałoba. Tym razem bardzo mocno mnie to dotknęło.. może miałam p0o prostu nadzieje ,ze limit nieszczesć sie wykończył ale jednak nie! kolejny aniołek patrzy na mnie z góry! na dzisija to tyl.Musze się dźwignąc i ogarnać i odezwe się aby sie wygadać!
16 dpt
5+0 🤍
Beta 2046 mIU/ml, średni dwudniowy przyrost to 1991 mlU/ml (273.5%)!!! Zemdleję! Dzidziusiu, jesteś niesamowity! Ktoś tu trzymał mocno za Ciebie kciuki 🤍
Niestety znowu plamię, śluz jest koloru brzoskwiniowego. Wczoraj było go bardzo mało, dziś jednak zaczął w pewnym momencie kapać. Jeszcze wtedy nie dostałam wyniku. Spakowałam swoje rzeczy w 2 minuty i pojechałam do domu. Mąż ogarnął mi L4 na 2 tygodnie, a lekarz rodzinny kazał leżeć. Tak więc leżę i wierzę w nasze Dzieciątko. Póki co plamienia ustały, choć wizyty w toalecie są okropnie stresujące.
Każdy objaw ciążowy powoduje spokój i szczęście. Najbardziej odczuwam zmęczenie, pragnienie i ból piersi. Jestem wdzięczna za każdy z nich. Przyjmę mdłości, zgagę, wszystko.
Koordynatorka powiedziała, że jeśli plamię, powinnam iść od razu na usg. Jednak nie wiem, czy jest sens tam teraz zaglądać i przeszkadzać Maluszkowi. I tak niewiele zobaczymy, a możemy jedynie wywołać większe plamienia. Progesteron jest ładny, więc nie zwiększą mi dawki. Ewentualnie dowiem się, że mam krwiaka i każą mi odpoczywać, co już teraz robię. Z drugiej strony przy krwiaku wiedziałabym, że muszę leżeć "plackiem", a przy zdrowej ciąży jednak powinno się spacerować, żeby poprawić przepływy i obniżyć poziom cukru - takie jest stanowisko dr J.
Mąż codziennie robi mi zastrzyki domięśniowo w pośladek i jest przy tym bardzo dzielny, choć sam przyznał, że go to stresuje (nie dziwię się totalnie). Na początku był sceptyczny co do ciąży, a teraz już sam zaczyna temat i mówi "przy dzidziusiu to będziemy to i tamto". Ja póki co tylko słucham - przed nami jeszcze bardzo długa droga. Mam nadzieję, że tym razem accofil pomoże ogarnąć moje paskudne kiry, a Zaroduś jest na tyle silny, żeby zadomowić się na kolejne 8 miesięcy. Oby nie było krwawień to jakoś to przetrwamy.
Dawno mnie tu nie było, a wiele się działo. Nadal nie jesteśmy rodzicami - dziś kolejny test wyszedł negatywny.
Aktualnie jesteśmy w trakcie stymulacji owulacji. Dwa cykle za nami, dwa jeszcze przed, ale szczerze mówiąc mam wątpliwości, czy to może przynieść jakiś efekt, skoro cały czas robimy to samo, a testy wychodzą negatywne.
Aktualnie jestem zmartwiona swoimi wykresami temperatury, które w fazie lutealnej podnoszą się tylko trochę, a kiedy po 10 dniach kuracji Duphastonem go odstawiam, temperatura też gwałtownie spada.
W tym cyklu udało nam się uzyskać po jednym pęcherzyku równej wielkości w obu jajnikach. Niestety w monitoringu potwierdziłam pęknięcie tylko jednego, a drugi rozpłynął się w powietrzu... po prostu zniknął.
Aktualnie czekam aż się ten cykl zakończy, a potem od nowa terapia Clostylbegyt, starania, monitoring, zastrzyk, dalej starania, duphaston, monitoring i test... Na kolejnej wizycie w klinice zapytam lekarkę, co myśli o mierzeniu temperatury w cyklu. Kiedyś jeden gienkolog wyraził swoją nieproszoną opinię, że wg niego nie ma to sensu, bo styl życia współcześnie jest zupełnie inny niż dawniej i nie jest to metoda miarodajna.
So far:
➡️ Sierpień 2022 - złamanie nogi i unieruchomienie na 3 miesiące
Dalsze starania naturalne
➡️ Sierpień 2023 - zapalenie gruczołu krokowego
➡️ Wrzesień 2023 - Poradnia Leczenia Niepłodności - strasznie powoli wszystko idzie, bezsensowne monitoringi - owulacja niewidoczna między 14 a 16 d.c
➡️ Listopad 2023 - Morfologia 1%
➡️ Styczeń 2024 - Invimed, zmiana suplementacji - Sermatrop
➡️ Marzec 2024 - SonoHSG - niedrożny prawy jajowód, udrożniony z sukcesem
➡️ Czerwiec 2023 - Morfologia 2%, reszta wyników kosmicznie dobra, więc czynnik męski zaleczony
➡️ Lipiec 2024 - I stymulacja - 1 pęcherzyk
➡️ Sierpień 2024 - II stymulacja - 2 pęcherzyki, pęknięcie jednego
Maluszek 301 dni ☺️
301 dni bez okresu.... chwilo trwaj😅
Już nie taki Maluszek🙆 staje przy czym się da, lubi jeść wszystko i bez końca, uwielbia huśtawki i gniazdka elektryczne 🤦 a nade wszystko kocha starszą siostrę, która daje nam mocno popalić, bo generalnie ciągle jakaś wrozka siada jej na uszach i kompletnie nas nie słucha 🥴🤷🙄 do tego jest cudowną i uroczą małą dziewczynką kochającą motylki, wróżki, jednorożce i pikniki😅
Jestem... zmęczona🙄 Brakuje mi siebie w swoim życiu. Czasami marzę o emeryturze we dwoje, na jakichś Karaibach 🫣🤭
Brakuje mi też czasu sam na sam z córką. Czekam aż synek się trochę usamodzielni i marzę, by nadrobić ten czas z córeczką, który poświęcam jednak bardziej jemu, bo doba ma tylko 24h🫣
Synek śpi, idę zrobić sobie paznokcie🤭
19+4
Wizyta u prowadzącej.
Szyjka trzyma. Ma 3,1cm. Tyle co u drugiego gina. Bóle niestety muszę przeżyć, bo organizm dostaje po tyłku teraz dwa razy mocniej. Szyjka najważniejsze, że bez rozwarcia.
Potwierdziło się już na 99%
Parka
Ona na górze w poprzek, on na dole głową przy szyjce.
Mam od czwartku mały zjazd. Rwie mnie jak nie z jednej to z drugiej strony aż do stopy. Nie mam siły podnosić nóg. A tu w domu trzeba wszystko zrobić i totalnie robię minimum. Bałam się o szyjkę, dlatego coś porobię i się kładę. I tak na zmianę.
Przyszły mi wczoraj kołyski. Zamiast poczekać na kogoś, to sama złożyłam a potem oczywiście umierałam z bólu.
Najważniejsze że z dzidziutkami wszystko ok i rosną. Oboje równo. Troszkę ponad 320g każde.
Na górze ledwo widać dziewczynkę. Na dole chłopczyk idealny do zdjęć.

Dawno mnie tu nie było. Chyba czas w końcu nadrobić . Co się zmieniło? Na pewno numer cyklu, 19 - dla jednych to mało, dla innych wieki. Niektórzy nawet nie wyobrażają sobie, że ktoś może tak długo się starać i nic. No właśnie. Przez te 19 cykli nie zadziało się zupełnie nic. Jedyny test na którym ujrzałam ⏸ to był test owulacyjny, na ciążowym nie ujrzałam nawet oszukańczego cienia. Z jednej strony mnie to smuci, bo zostawia w myślach ślad, że w żadnym cyklu nie zadziało się nic. Z drugiej strony mnie to trochę cieszy, bo żadne poronienie nie przychodzi łatwo, każde zostawia ślad
.
Wbrew pozorom ten zeszły rok zleciał nam strasznie szybko na staraniach. Bez presji, nacisków. W końcu jesteśmy zdrowi. Byliśmy świadomi ze może od razu nie załapać i chyba to dawało nam ten luz
Chyba pierwsze wątpliwości przyszły przełomem sierpnia/września. Wtedy też trafiłam na forum:) Jestem wdzięczna wszystkim dziewczynom, które w tym czasie poznałam, za Waszą wiedzę, wsparcie.
Patrząc z dystansu widzę, że te kolejne miesiące mnie zmieniły, powoli wracam na właściwe tory 
Październik/Listopad 2023
Mogę to uznać za początek diagnostyki, bo wtedy weszłam w ten tryb zadaniowy. Na początku padło na HSG - ze względu na przebyte operacje istniała szansa zrostów. Nie ukrywam pierwsze dwa podania kontrastu bolały, trzeciego już praktycznie nie czułam. Zakładam, ze co nieco zostało udrożnione. Następnie padło na małżonka
Pomimo choroby w trakcie badania wyniki miał nienajgorsze. Można się doczepić do ilości , ale biorąc pod uwagę fakt że chodził kilka dni z gorączką której nie czuł wybaczam mu te niedociągnięcia
W ruch poszły mimo wszystko suple. I tu znowu podziękowania dla dziewczyn, które zawsze są w stanie coś mądrego poradzić. Od tej pory nie tylko ja codziennie w ręku dzierżę pojemniczek z lekami 😎
Niestety jak widać nie zadziałały u nas statystyki, że 3 miesiące po HSG jest łatwiej zajść. Nie umiemy dobrze wbić się w tą statystykę. W między czasie diagnostyka szła u nas powoli do przodu.
Kwiecień 2024
W kwietniu poszłam na wizytę do ginekologa pracującego w klinice niepłodności. Nie tego spodziewałam się po wizycie. Po pobieżnym przejrzeniu badań i to nie wszystkich padło tylko jedno - "Zapraszam w czerwcu na darmowe in vitro". Bez dalszej diagnostyki, bez żadnych dodatkowych badań. Usłyszałam, ze jak do tej pory nie zaskoczyło to nie ma na co liczyć, tylko iść w in vitro. I ja rozumiem sens tego, tylko powiedzmy wprost, in vitro nie leczy z niepłodności, tylko ją omija. Oczywiście są przypadki, w których jest jedynym rozwiązaniem, ale ja nie czuje, ze to jest już ta droga. Mam jeszcze w sobie siłę do walki.
Aktualnie jesteśmy pod opieką Poradni leczenia niepłodności przy Świętokrzyskim Centrum Matki i Noworodka. Poradnia działa od kilkunastu lat. Na chwilę obecną mamy zrobione:
- hormony 3dc ✅
- progesteron i estradiol 7dpo ✅
- Mucha ✅
- glukoza i insulina ✅
- przeciwciała p. plemnikowe - ujemne ✅
- HSG - badane dwukrotnie ✅
- TSH 0,9 ✅
- nasienie ✅ - ilościowo i koncentracyjnie 4 krotnie ponad normę, trochę kuleje morfologia i szybkość, ale jest do podciągnięcia dodatkowymi suplami.
Plan na następne miesiące.
- zrobić AMH
- test DNA na trombofilie
-histeroskopia diagnostyczna, CD138 i CD 65
- rozważyć stymulację lub inne metody
- NIE TRACIĆ NADZIEI 
Siesiepy, Bubu, Frutelka, Motylku, Pushka, Ania duże podziękowania dla Was. Wasze historie dużo mnie nauczyły. Dzięki Wam widzę jak przez te kilka miesięcy się zmieniłam. Jeszcze w październiku pisałam że zamykam się w skorupie. Dziś mogę powiedzieć, że ze skorupy dawno wyszłam
I choć nie wierzę w cuda, Wasze historie pokazały mi że warto nie tracić nadziei 
Dziś zaczynam nowy cykl z nową nadzieją 😁 mam pewne przemyślenia i plan, jak postąpić w tym cyklu 😁.
1 – częstsze badania (estrogen, progesteron) oraz inne.
2 – Nie patrzeć na szyjkę macicy (bo ona w konia mnie robi 🤣).
3 – nie patrzeć na objawy – objawy ciąży mogą nie być tym za co powinnam uważać – wyluzować.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2025, 15:41
Drogi pamiętniku!
Narazie odstawienie antydepresantów idzie dobrze, biorę po 37,5g. Może dziś wezmę ostatnia dawkę i zobaczę co będzie się działo. Gorzej będzie na pewno z odstawieniem leków nasennych, ale wierzę, że się uda tak bym w 2025 była "czysta" od tego świństwa. Zobaczymy, co przyniesie nowy rok. Oby był lepszy niż ten obecny.
6w4d, 27dpt
Przed samą wizytą dostałam plamienia, dosłownie najgorsze 10 minut w naszym życiu.
Na szczęście na USG okazało się wszystko super, plamienie pewnie przez leki, mamy bombla z serduszkiem 🥹 🩷 termin porodu na 2 dni po moich urodzinach 😅
Beta 27039
Z objawów duże osłabienie, ciężko mi się funkcjonuje tak do ok 12, rano jestem bardzo głodna i słaba, chociaż głodna jestem właściwie cały czas 😅 poza tym jak narazie tylko raz 🤢
Dalej się okropnie stresujemy ale po dzisiejszej wizycie jest nam jakoś lżej 🥹
Pamiętam jak jeszcze przed w ciąża śniła mi się dwójka dzieci... nadal czasami oczami wyobraźni widzę siebie jak tule takiego malucha... Boże, jeśli "nie chcesz" mi go dać, zabierz ode mnie chęć posiadania tego dziecka... ja nie potrafię przestać o tym myśleć...
Jeśli uważasz że nadaje się na matkę dwójki, blagam niech ten jeden, jedyny zarodek da mi ciążę i dziecko 🙏.
Zrobię wszystko co potrafię, choć wiem, że to niewiele, żeby udowadnic Tobie i sobie ze temu dziecku byłoby z nami dobrze...
Błagam, daj mi siłę 🙏🙏
7.11.24r.- Jestem 20 dpo i jestem w CIĄŻY. Jakoś to przeczuwałam, możecie wierzyć albo i nie, ale zrobiłam test 8 dpo i coś tam wyszło. Jasna, jasniutka kreseczka. Później już tylko z dnia na dzień ciemniała. Byłam dobrej nadziei 😊Betę robiłam jak na razie 2 razy i była okey, mam nadzieję, że dobrze przyrasta. Dopiero za tydzień mam 1 wizytę i troszkę sie stresuje, zwłaszcza, że dopadła mnie teraz jakaś infekcja intymna.Na razie wie tylko mąż, z rodziną i ze znajomymi na razie to ukrywam. Nie wiem ile jeszcze będę mogła trochę pociągnąć kłamstw 🙈Ale nie jest ich dużo. Boję się, że moje mdłości które jeszcze się nie pojawiły, (ale mogą) mogą mnie zdradzić 🙄 A chciałabym poczekać chociaż do tego 9 tygodnia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2024, 18:17
Dzień InVitro: 43 | Dzień cyklu: 21 | DPT: 0
Za mną dzień zero, jestem po świeżym transferze zarodka 4.1.1 mam w sobie tak wiele emocji 🥹
Oprócz tego na zimowisku mamy:
❄️ 4.1.2 x2
❄️ 4.2.2
❄️ 3.2.3
I gdyby tego było mało to embriolodzy wydłużyli hodowlę jeszcze czterech zarodków, zobaczymy co z nich będzie 🥹
14.11 (7 dpt) zrobię betę dla siebie, a 18.11 (11 dpt) dla kliniki. Zastanawiam się czy 12.11 (5 dpt) nie zrobić sikacza. Tak, wiem, że to wcześnie.
Błagam niech to się uda.
Walcz kropeczku 🥰
Bąbelek skończył w środę 9 tygodni.
Nawet nie wiem kiedy ten czas minął.
Jest cudowny.
Zmienił tak bardzo moje życie.
Nie pamiętam już innego życia.
Nie oznacza to, że jest łatwo. Zdarza się frustracja (dlaczego nie chcesz spać/płaczesz/ dam Ci wszystko tylko muszę wiedzieć co)
Zdarza się, że pół dnia spędzam siedząc na sofie z dzieckiem na kolanach, bo nigdzie inaczej nie chce spać...I to wyrzuty sumienia, bo przecież coś trzeba zrobić w domu...
Ale z drugiej strony...to takie wzruszające być dla kogoś całym światem...
Jest jeszcze na to czas, ale chciałabym, aby mój synek miał rodzeństwo...ciekawe jak nam z tym pójdzie...
Z tego miejsca chciałabym przekazać wszystkim dziewczynom, które czekają na swój cud mnóstwo dobrych myśli...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.